Lifestyle

Kochane kobiety, idźmy na wybory: nie zostawiajmy wszystkiego w rękach mężczyzn, którzy w większości wciąż są konserwatystami

Rycząca Trzydziestka
Rycząca Trzydziestka
9 października 2019
Fot. iStock
 

Pewien, znany z zamiłowania do przyrody, były minister powiedział dwa dni temu, że żłobki i przedszkola to relikt PRL-u, a normalnością jest sytuacja, w której te instytucje w ogóle nie są potrzebne. Prezes dużej partii politycznej oświadczył w telewizji, że jeśli będzie rządził kolejne cztery lata, to Polska będzie krajem wolności i tolerancji, ale na małżeństwa homoseksualne i inne „dziwne rzeczy” nigdy się nie zgodzi. Znana psycholożka zacytowała na swoim funpage’u wnioski z ostatnich badań: gdyby w wyborach głosowały same kobiety, wyniki byłyby odwrotnie proporcjonalne do tego, co pokazują wyborcze sondaże. Kochane kobiety, bardzo was proszę: nie zostawiajcie wszystkiego w rękach mężczyzn, decydujcie o sobie same!

Jak was przekonać, o ile jeszcze nie jesteście do tego przekonane, że wasz głos realnie kształtuje codzienność, w której żyjecie? Chyba tylko przytaczając najprostsze, najbardziej namacalne przykłady – coś, co dotyczy bezpośrednio każdej z nas.

Prezes rządzącej partii ogłasza plan na następne cztery lata sprawowania władzy. Zapowiada między innymi dokończenie reformy sądów, która w praktyce oznacza po prostu wymianę sędziów „niepokornych” na tych, którzy są zgodni „ideowo i moralnie” z linią partii. Jeśli więc w trakcie sprawy rozwodowej, pozywając partnera, który się nad wami znęcał psychicznie i fizycznie, który pozbawił was środków do życia oraz groził utratą życia lub zdrowia, traficie na sędziego „moralistę” nie liczcie na sprawiedliwość. Spodziewajcie się przymusowych mediacji, przeciągania procesu oraz niekoniecznie korzystnego wyroku. Bo rodzina, niezależnie od tego jaka patologia by w niej nie wystąpiła, jest dla PiS – u komórką świętą. I jej dobro jest dobrem wyższym niż bezpieczeństwo, zdrowie i życie kobiety i jej dzieci.

Komórką świętą jest również komórka zapłodniona. Przygotujcie się więc na kolejne kroki ku zaostrzeniu ustawy antyaborcyjnej i prześladowanie kobiet i mężczyzn biorących udział w Czarnych Marszach. I na wszechobecną kontrolę waszego życia seksualnego.

Kilka dni temu moja znajoma, która mimo dawno już skończonych trzydziestu lat wygląda na uczennicę liceum, realizowała w aptece receptę na pigułki antykoncepcyjne. Farmaceutka najpierw zapytała ją o wiek (mimo, że na recepcie widniał pesel), a potem skomentowała „bo przychodzą do nas młode dziewczyny i my to musimy sprawdzać, bo nas sprawdzają”… Czy to nie jest sytuacja absurdalna, jeśli ogranicza się dostęp do antykoncepcji młodym, wchodzącym w życie seksualne osobom? Jak zatem ograniczyć liczbę niechcianych ciąż? Nie liczcie na edukację seksualną z prawdziwego zdarzenia, gdzie podstawową, niezbędną każdemu młodemu człowiekowi wiedzę będą przekazywać przeszkoleni edukatorzy. Po kolejnych wyborach wygranych przez PIS  w szkole zajęcia z wychowania do życia w rodzinie nadal będzie prowadziła katechetka, a wasze córki i synowie dowiedzą się, że seks to jedynie prokreacja, że dziewczynki są słabe i płaczliwe, a chłopcy z natury odważni i racjonalni.

Nie liczcie na dobrą edukację w ogóle. W liceum, szesnastoletnia córka przyjaciółki nie jest w stanie na przerwie dobić się do toalety żeby wymienić podpaskę, bo fatalna reforma spowodowała, że uczniowie szkół średnich dosłownie tłoczą się na korytarzach i w salach, gdzie brak nawet krzeseł. Czy to są warunki do nauki? Czy normalne jest to, że podręcznik do języka polskiego w szóstej klasie zawiera homilię Karola Wojtyły jako tekst do interpretacji? Prezes Kaczyński ogłasza, że cywilizacja chrześcijańska jest zagrożona i my, Polacy będziemy jej bronić. Zdaje się, że pierwsze bojówki już są organizowane.

Prezes partii rządzącej mówi również, że na kontach prywatnych przedsiębiorstw są pieniądze, które „powinny pracować”. Obawiam się, że po wygranych wyborach PIS zrobi wszystko, by je w jakiejś części przejąć. Już teraz firma znajomej co i rusz boryka się z problemami z Urzędem Skarbowym, blokadami konta i wezwaniami do zapłaty, choć regularnie płaci VAT i ZUS… Bo przecież skądś trzeba wziąć na obiecane wcześniej Polakom 500+ , trzynastą i czternastą emeryturę…

Były minister powiedział w mediach: „W przyszłości mam nadzieję, że będziemy wracali do normalności, w której mąż będzie zarabiał na tyle dużo, że jeśli będzie chciał to utrzyma i żonę i pięcioro dzieci”. I najsmutniejsze jest to, że w naszym kraju jest wielu mężczyzn, którzy się z nim zgodzą. Nie pozwólmy na to, by oni decydowali o tym jaki model rodziny wybieramy i czy w ogóle chcemy ją założyć. Głosujmy! Głosowanie to realny wpływ na to, co nam najbliższe, co bezpośrednio wpływa na jakość naszego życia, na nasz komfort,  bezpieczeństwo – nie tylko psychiczne.

Znajomy Europejczyk żartował dotąd ironicznie za każdym razem, gdy się widzieliśmy: „To Polki mają jeszcze prawa wyborcze?”… Ostatnio, pod wpływem krótkiego reportażu dotyczącego sytuacji kobiet w Polsce przestał żartować. Wie, że mnie to irytuje, rozumie, że ponury żart staje się w jakimś sensie niebezpiecznym proroctwem. Może część z was uzna moje lęki za irracjonalne, ale jednak mam poczucie zagrożenia, świadomość, że krok po kroku odbiera się nam prawo do decydowania o tym, co powinno być osobistym wyborem, rozstrzyganym zgodnie z własnym sumieniem i wartościami.

Według ostatniego sondażu gdyby głosowały tylko kobiety, partię rządzącą poparłoby 36%, a opozycję 53%. O czym to świadczy? Mężczyźni w naszym kraju (a przynajmniej ci głosujący) są w dużej mierze konserwatystami, którzy swoje partnerki najchętniej widzieliby w domu, w bardzo tradycyjnym modelu rodziny, gdzie kobieta nie realizuje się zawodowo i nie podejmuje żadnych ważnych decyzji…

Kochane kobiety, prawo wyborcze zyskałyśmy 101 lat temu. Ktoś o to walczył, ktoś wierzył, że to się uda. Ktoś pokładał nadzieję w naszej mądrości, w doświadczeniu. Ktoś wiedział, że potrafimy mądrze decydować. Nie zmarnujmy tej szansy.


Lifestyle

O dawaniu „ostatniej szansy”. Podtrzymujesz iluzję, czy naprawdę wierzysz w ten związek?

Rycząca Trzydziestka
Rycząca Trzydziestka
8 października 2019
Fot. iStock/StudioThreeDots

Podobno każdy z nas zasługuje na szansę. Podobno każdemu z nas szansa się należy, bo wszyscy popełniamy błędy. Dostajemy więc kolejne szansy od tych, którzy kochają, którzy budują z nami swoje życie. Od tych, którzy nie chcą z nas zrezygnować. Od tych, którzy się boją, że jeśli z nas zrezygnują, dla kogoś innego postaramy się bardziej.

„Wybaczyłam mu. Ostatni raz” – mówi przyjaciółka siadając smutnie przy moim kuchennym stole. Trochę jej głupio, ale już nawet nie bardzo. Znamy się dobrze.  Obie wiemy, że te „ostatnie razy” można by już policzyć na palcach obu rąk. Ale ona nie wybacza DLA NIEGO, dlatego, że wierzy, że on w końcu zrozumie, zmieni się, postara wspólnie z nią tworzyć ich relację. Ona wybacza dla siebie, żeby ukraść jeszcze trochę czasu. Żeby nie musieć odejść już teraz. Bo, że kiedyś w końcu odejdzie – tego jest pewna.

Zna dobrze ten schemat. Przez kilka tygodni, może miesięcy, będzie jak w bajce. On jej powie, że „już nigdy” i że „już zawsze”. Przyniesie kwiaty, zrobi kolację i będzie tylko dla niej. Ona poczuje się wyjątkowo, tak jak kiedyś. Bardzo potrzebuje tych dobrych emocji. To dzięki nim łatwiej jej wmówić sobie, że warto z nim zostać. Że powinna zaczekać. Bo on potrafi się starać.

To jej „wybaczanie” to już taki cały ich rytuał. On zawodzi na calej linii, rani ją, ona pakuje jego walizki i stawia je w przedpokoju wynajmowanego wspólnie mieszkania. Ze łzami w oczach mówi: „to koniec”. On najpierw krzyczy, próbuje zrzucić całą winę na nią, aż w końcu, żegna się z nią bardzo teatralnie. I jeszcze te słowa puste, że była miłością jego życia, ale rozumie, że ona ma już go dość. Że jest cholernym dupkiem i absolutnie nie powinna z nim być.

Stanie jeszcze na chwilę, spojrzy jej prosto w oczy, a ona wtedy rozpłynie się, roztopi jak wosk. Przepadło. To teraz właśnie padną zdania okrągłe o ostatniej szansie, o miłości, tej prawdziwej. O tym, ile on ma szczęścia, że ją spotkał. I jak był głupi. A ona jaka dobra.

Nie odbierze telefonu od mamy, której jeszcze kilka godzin temu przysięgała „tym razem to koniec”. Skłamie, że położyła się wcześniej spać, bo bolała ją głowa. Napisze mi krótkiego SMS-a, że „rozmawiają”, że „jeszcze się zastanawia”, bo przecież jest zimno i pada, więc właściwie on mógłby się wyprowadzić dopiero jutro. A ja pomyślę jak zawsze, że gdyby naprawdę chciała, sama by odeszła. Już dawno. Ale ona uparcie wybiera inaczej. Wybiera jazdę tą dziwną kolejką górską emocji, bo wydaje jej się, że kiedy daje jemu kolejną szansę, to cokolwiek kontroluje, ma na coś wpływ. A jest przecież zupełnie inaczej. Ona jest więźniem tej sytuacji. Nie umie odejść.

Przyjaciółka powoli dopija herbatę. Za oknem zmierzcha. Trochę jak w jej związku, kiedy on przestaje się starać. Ale ona jest dobrej myśli. Może naprawdę wierzy, że tym razem ukochany tę ostatnią szansę wykorzysta? Lub przynajmniej, że w tym związku będzie dobrze o moment dłużej…