Lifestyle

Kobieta prawo do aborcji daje sama sobie. Nie potrzebuje doradców, nakazów i zakazów

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
13 września 2016
Fot. iStock / kieferpix
 

„Zaszłam w ciążę w wieku 19 lat. Zaczynałam studia. Wtedy nie chciałam tej ciąży. Tego dziecka. Zamówiłam przez internet tabletki polecane w sieci za 350 złotych – tak się złożyło, że zostałam oszukana, a kolejne tabletki nie zadziałały… Trafiłam do lekarza mówiąc, że chciałabym usunąć ciążę. Usłyszałam, że on nic z tym nie może zrobić, że jest późno i teraz możemy tylko tę ciążę prowadzić do końca. Moja córka ma dzisiaj 10 lat. Cieszę się, że wtedy nie wyszło, że ją mam. Choć wiem, że gdyby stało się inaczej, pewnie moje życie byłoby inne, miałabym inne powody do szczęścia – mówi Magda. Drugą ciążę usunęłam kilka miesięcy temu. Nie chciałam jej, z mężem byliśmy tego samego zdania, nikt nie wie o naszej decyzji. Wiedziałam już, gdzie zamówić odpowiednie leki. Nie żałuję, nie mam z tego powodu żadnej traumy, ani depresji. To nie znaczy też, że jestem wyzuta z uczuć. Uważam jednak, że mam prawo wyboru, że nikomu ze swoich decyzji nie powinnam musieć się tłumaczyć”.

Nie ustają dyskusje wokół zaostrzenia prawa aborcyjnego. Kto krzyczy głośniej? Gdzie w całym tym medialnym i ulicznym szumie są kobiety, które na przerwanie ciąży się zdecydowały? One siedzą cicho, rozmawiają anonimowo. Uważają, że nikomu nic do tego, jaką decyzję podjęły.

Mitów na temat aborcji narosło w ostatnim czasie wiele. Że aborcja to rzeź dzieci, to jak masakra piłą mechaniczną, zdjęcia rozpowszechniane przez organizacje pro life wzbudzały odrazę, strach i złość na to, jak można postąpić z płodem-dzieckiem-człowiekiem.

Mówiono o prawie dziecka do życia traktując kobietę, jak wielki inkubator zdolny tylko do rodzenia dzieci i do tego stworzony. Kobieta chodzi po to na tym świecie, aby być matką. To jest jej jedna jedyna i nieodwoływalna rola. Nie ma prawa do decydowania o tym, czego chce, co więcej nie ma prawa decydowania to tym, czy chce być matką. Czy tak trudno niektórym zrozumieć, że kobieta to świadomy siebie i konsekwencji swoich decyzji człowiek? Że potrafi dokonać wyboru zgodnie ze swoim sumieniem i że naprawdę nikomu nic do tego?

Ktoś powie: chrzanienie. Bo jakim prawem kobieta może decydować o tym, czy ktoś będzie żył, czy nie? Myślę, że prawem danym jej przez naturę. I można przewracać oczami, ale trudno z tym dyskutować. Dlaczego każdy chce decydować o kobiecej macicy, jakby ona była ogólnym dobrem społeczeństwa?

Justyna działa w Kobiety w Sieci (strona dla kobiet to: ) i jest partnerem organizacji  Jej celem jest informowanie kobiet o możliwościach zarówno antykoncepcji, jak i aborcji. Dzięki działalności istnieje możliwość dostarczania rzetelnej wiedzy na ten temat i wspierania kobiet, które stają przed trudnym wyborem, bo jak mówi Justyna – dla każdej kobiety decyzja o aborcji nigdy nie jest prosta zwłaszcza, gdy kobieta ma już dzieci, wie jak fajnie je mieć, kiedy je kocha. Justyna: – Ten płód też gdzieś głęboko w środku kochamy, tylko z różnych powodów, a co kobieta to inny powód, musimy podjąć decyzję, wybrać mniejsze zło. To są olbrzymie dylematy, często przedyskutowane godziny między nami, kobietami, które na aborcję się zdecydowały, ale też z partnerami, bądź gdzieś wewnątrz siebie samej i zastanawianie się, co by było najlepsze, które wyjście jest tym dobrym. Czasami decyzja przychodzi szybciej, bo wiemy, że nie ma innej opcji. A czasami kobieta dochodzi do tej decyzji trochę dłużej, ma więcej argumentów za i przeciw i musi się sama ze sobą ułożyć, porozumieć i dokonać wyboru, i zaakceptować swoją decyzję i umieć ją zaargumentować wewnątrz siebie, a później z taką decyzją żyć.

Justyna, która ma dwie córki, kilka lat temu zdecydowała się na usunięcie ciąży. Dzisiaj podkreśla, że kobieta jako matka podlega ciągłej ocenie: – Kobieta, która usuwa ciążę, jest zła. Kobieta, która urodzi i odda dziecko do adopcji jest zła. Kobieta, która dostaje depresji poporodowej jest zła. Jesteśmy złe, bo nie chcemy karmić piersią, jesteśmy złe, jeśli za szybko albo za późno wracamy do pracy. Musimy być naprawdę silnie psychiczne, żeby móc z tym murem społecznym się zderzyć i jeszcze się obronić.

Najlepszą obroną kobiet, które przerwały ciążę jest milczenie. Dzisiaj nie wiadomo, ile nielegalnych aborcji jest przeprowadzanych. Tych legalnych jeszcze kilka lat temu było ponad 700, wynikały one najczęściej z uszkodzenia płodu, z zagrożenia życia matki. Nielegalne aborcje to temat tabu. Dlaczego? Bo jedynym argumentem kobiet, które dokonały aborcji jest ich własna decyzja i tak naprawdę, one nie mają ani powodu ani potrzeby przed nikim ze swojej decyzji się tłumaczyć, ale chcą o tym porozmawiać z kimś, kto je zrozumie, kto nie będzie zadawał zbędnych pytań, dlatego często szukają kobiet, które przeszły przez to, co one, dlatego zgłaszają się do .

– Kobiety, które są świadome i przekonane co do swojej decyzji, nie potrzebują wsparcia, ten temat po pewnym czasie, gdy w nich okrzepnie, nie jest żadnym traumatycznym przeżyciem. My natomiast chcemy, żeby kobiety wiedział, jakie mają możliwości, by ta informacja, do której każda kobieta ma prawo była pełna i prawdziwa. Jeżeli dzwonią mówiąc: „Chcę usunąć to dziecko”, to my odpowiadamy, że lepiej na to dziecko się przygotować. Jeśli natomiast dostajemy sygnał, że nie ma innej opcji, że „chcę usunąć tę ciążę” – przekazujemy pełen pakiet informacji.

Dzisiaj podziemie aborcyjne to wybór między wykonywaniem zabiegu w prywatnych gabinetach lekarskich albo zakup nielegalnych leków, które prowadzą do przerwania ciąży. Justyna: – Kiedy dzwonią kobiety mówiąc, że lekarz chce za zabieg cztery tysiące złotych – odradzamy. Za mniejszą kwotę można przejść zabieg w profesjonalnej klinice w Słowacji czy w Niemczech, gdzie do pacjentki każdy podchodzi z szacunkiem nie urągając jej godności.

Z tego, co mówi Justyna i z cichych, anonimowych rozmów z kobietami wyłania się jednak obraz aborcji w samotności. Aborcji dokonywanej w zaciszu własnego domu. Koszt zestawu farmakologicznego sprowadzanego do Polski nielegalnie, gdzie w krajach europejskich jest dla kobiet dostępny, to koszt około 80 euro. Ci, którzy pośredniczą w jego sprzedaży udzielają kobietom wskazówek o dawkowaniu leku, o jego skutkach, o tym, jak się będzie czuła, co będzie działo się z jej ciałem. – Chciałabym, aby lekarze przerwali milczenie, abyśmy my kobiety mogły z ginekologiem porozmawiać o możliwościach przerywania ciąży. W końcu to tylko rozmowa, a dla nas dostęp do informacji. Decyzję i tak podejmujemy same. Chciałabym, aby każda kobieta decydująca się na farmakologiczne przerwanie ciąży mogła na drugi dzień iść do lekarza z prośbą o zbadanie jej, by sprawdzić, czy wszystko jest w porządku.

Tymczasem lekarze milczą, nie chcą mówić. Nie chcą rozmawiać o aborcji. Ci, z którymi się kontaktowałam, powiedziało wprost, że są za prawem kobiety do decydowania, że są nawet za aborcją na życzenie – legalną i świadomą z pełnym dostępem kobiety do informacji o zagrożeniach, ale też do rozmowy o mitach wokół aborcji nadbudowanych. Jednak żaden z lekarzy nie odważył się na: „tak może Pani bezpośrednio moje zdanie na ten temat przytoczyć”, wręcz przeciwnie, każdy zarzekał się, że publicznie się nie wypowie. Od przyjaciółki usłyszałam historię lekarza, który po jednym z badań kobiety w ciąży stwierdził, że płód pozbawiony jest czaszki, ta nie rozwinęła się. Zgodnie z procedurą przesłał do jednostki nadrzędnej – wojewódzkiej, pismo z prośbą o zgodę na aborcję… Odmówiono, uprzejmie informując, że kolejna taka prośba może być końcem jego prawa do wykonywania zawodu. I jak tu się nie dziwić, że boją się mówić? Że biorą się zabierać głos w dyskusji nad zaostrzeniem ustawy antyaborcyjnej?

Rozmawiałam ze studentką medycyny, ona na szóstym roku. Opowiadała, jak środowisko lekarskie huczy a propos projektu ustawy o zaostrzeniu prawa aborcyjnego. Im już nie o samą aborcję chodzi, ale o badania, które zostaną zaniechane, bo lekarze będą obawiać się kary pozbawienia wolności, jeśli w wyniku badań dojdzie do poronienia – a wiadomo, że pewne ryzyko istnieje zawsze. Nawet ci, którzy są bardzo katoliccy, którzy już w przeszłości mieli problemy z Izbą Lekarską, gdzie  odmawiali wykonania aborcji, trochę na życzenie – nawet oni są przeciwni tej ustawie. Ta ustawa zwiąże lekarzom ręce. Będą się obawiać wykonywania badań prenatalnych, nie mówiąc o leczeniu płodowym, które uratowało życie niejednemu dziecku. Nikt się nie zdecyduje na badanie, gdzie występuje jakiekolwiek ryzyko zagrożenia ciąży, ze świadomością, że grozi mu do pięciu lat pozbawienia wolności.

A co z kobietami? Grzmią lekarze – ci z silną pozycją w środowisku, którzy mają odwagę wytknąć zagrożenia wynikające z ewentualnego przyjęcia ustawy. Słychać gdzieś w tle głos kobiet oburzonych i wku*wionych na to, że chce im się odebrać prawo wyboru. Prawo do edukacji seksualnej, prawo do badań prenatalnych. W końcu najgłośniej grzmią zwolennicy zaostrzenia prawa aborcyjnego. Oni chcą decydować o kobiecie, o jej życiu, o jej wyborach kompletnie nie dostrzegając tego, co i tak się dzieje. Co nie ustanie i żadna ustawa tego nie zmieni. Kobieta prawo do aborcji daje sama sobie. Nie potrzebuje doradców, nakazów i zakazów. Moja mama mówi: „Za moich czasów do ginekologa usuwającego ciążę ustawiały się kolejki, każdy wiedział po co. No ale wtedy nikt nie groził im więzieniem”. Jedno się nie zmieniło, tak jak kiedyś, tak i dziś kobiety nie mają potrzeby tłumaczenia się ze swoich decyzji. Czy jesteśmy w stanie to uszanować i nie oceniać?


Lifestyle

POMAGAMY – nowa kampania społeczna Komitetu Ochrony Praw Dziecka

Redakcja
Redakcja
14 września 2016
POMAGAMY - nowa kampania społeczna Komitetu Ochrony Praw Dziecka
Fot. Kadr z filmu kampanii / Materiały prasowe
 

97 tys. ofiar przemocy domowej oraz 76 tys. osób podejrzanych o jej stosowanie zdefiniowała policja w 2019 r. To o kilkanaście tysięcy mniej niż rok wcześniej – wynika z najnowszych statystyk Komendy Głównej Policji. W 2019 r. prawie 12 tys. sprawców przemocy zostało skazanych.

Dane prezentowane przez Komendę Główną Policji dotyczą oficjalnych zgłoszeń wszczynających bądź kontynuujących procedurę założenia tzw. „Niebieskiej karty”. Analizując oficjalne statystyki można stwierdzić, że przemoc nie zna ani wieku, ani płci. Może dotknąć każdego. Te dane pochodzą z statystyk policyjnych: statystyka.policja.pl.

Dlatego stworzyliśmy kampanię, pozwalającą na zebranie funduszy na naszą działalność, w tym: na pomoc dzieciom, ich rodzinom, osobom doświadczającym przemocy. Dotyczy to zwłaszcza spraw takich, jak: konflikty okołorozwodowe, przemoc fizyczna i psychiczna, molestowanie. Chociaż świadomość społeczna jest w tej kwestii coraz większa, przemoc jest nadal problemem wielu polskich rodzin i niestety, jest to problem ukrywany. Wiele osób, które doświadcza przemocy, wciąż ma poczucie wstydu. Ale to nie oni powinni się wstydzić. Dlatego chcemy docierać do takich osób i dawać im szansę na poprawę sytuacji.

Apelujemy o pomoc do wszystkich Państwa i wysyłanie smsów na numer 72 610 o treści POMAGAM. Warto pomóc, ponieważ KOPD działa na wielu obszarach: prowadzimy warsztaty umiejętności wychowawczych, grupy psychoedukacyjne. Nowatorskim pomysłem są także zajęcia dla dzieci: warsztaty edukacji emocjonalnej i warsztaty dotyczące kontroli agresji. Zajmujemy się także terapiami rodzinnymi i coachingiem rodzicielskim. Organizujemy kampanie, akcje edukacyjne, działamy od 35 lat i chcemy działać jeszcze skuteczniej.

KOPD

 

Jak można pomóc?

Zachęcamy wszystkich do udziału w naszej kampanii – wysyłając sms o treści POMAGAM na numer 72 610, wesprzecie Państwo realne działania prowadzone przez naszą organizację na rzecz dzieci.

Kampania sms potrwa od 2 września do 31 grudnia – w tym czasie możecie Państwo wysyłać smsy. Spot emitowany będzie w telewizjach, kinach, na ekranach off screenowych oraz ekranach wielkoformatowych .

kopd1

Operatorom sieci komórkowych: Orange, Play, T-mobile, Heyah, Plus dziękujemy za bezinteresowne wsparcie naszej Kampanii  i całkowite przekazanie dochodu na rzecz akcji.

Materiały do kampanii bezpłatnie przygotowała Agencja Marketingowa AKON.

Spot przygotowała agencja Psychomedia.

Wsparło nas Multikino, stacje telewizyjne, wydawnictwo Agora, firma TOTU.

Za przygotowanie wszystkich plików i spotu w odpowiednich formatach, dziękujemy Studiu Kopiowania.

Informacje o kampanii można zaleźć na Facebooku: https://www..com/events/933145060147429/. Spot towarzyszący kampanii dostępny jest na Youtube’ie.


Informacje o Komitecie Ochrony Praw Dziecka:

Komitet Ochrony Praw Dziecka jest ogólnopolską organizacją pożytku publicznego, która zajmuje się ochroną praw i interesów dzieci oraz ich rodzin. Od 1981 roku misją Komitetu jest przeciwdziałanie i zapobieganie wszelkim przejawom krzywdzenia dzieci oraz pomoc rodzinom w sytuacjach kryzysowych. Swoją misję KOPD realizuje poprzez Centrum Interwencyjne w Warszawie oraz 23 oddziały terenowe w całej Polsce. Komitet Ochrony Praw Dziecka jako organizacja pozarządowa świadczy pomoc psychologiczną, pedagogiczną, diagnostyczną, psychoterapeutyczną, mediacyjną i prawną, szukając najwłaściwszej formy pomocy dla dziecka i jego rodziny.

Kopia KOPD_kolor full

To, jak bardzo te działania są potrzebne, widać na podstawie wewnętrznych statystyk – w samej tylko Warszawie przez ostatnie pół roku Komitet Ochrony Praw Dziecka przeprowadził:

  • 1008 godzin porad psychologiczno-pedagogicznych,
  • 672 godziny mediacji rodzinnych,
  • 588 godzin konsultacji rodzinnych,
  • 410 godzin porad prawnych w sprawach związanych z rozwodem i ustaleniem opieki nad dziećmi.

Więcej informacji na temat działalności KOPD można znaleźć na stronie internetowej pod adresem oraz na Facebooku.


Lifestyle

Młodzież chce o seksie, rodzice o wartościach. Wychowanie do życia w rodzinie poprowadzi katechetka

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
13 września 2016
Fot. iStock

Początek roku szkolnego, to dla rodziców czas szczególnie nerwowy. Zwłaszcza w momencie, kiedy dostają do ręki plan zajęć dziecka, a w nim to, co zwykle. Środkowy palec. Bo po pierwsze, lekcja etyki znowu trzy godziny po zakończeniu tych obowiązkowych, a po drugie o seksie (a raczej wcale nie o nim) znowu będzie z katechetką.  

Dzieci chcą edukacji seksualnej…

I raczej nie interesują ich treści zawarte w aktualnych podręcznikach do zwanego popularnie WDŻ-tu. Chcą konkretnej, rzetelnej wiedzy. Według ostatnich badań przeprowadzonych przez grupę Ponton oraz Federację na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny, uczniów szkół ponadgimnazjalnych najbardziej interesują takie tematy jak: antykoncepcja po stosunku, homoseksualizm, przemoc seksualna i aborcja. Szóstoklasiści chcieliby rozmawiać o zagadnieniach związanych z dojrzewaniem i anatomią, gimnazjaliści zaś o cielesności i fizjologii, płodności, menstruacji, ciąży oraz infekcjach przenoszonych drogą płciową. I my, rodzice, wychowawcy, nauczyciele, powinniśmy im tę wiedzę udostępnić, bo do czego prowadzi jej brak, to chyba wszyscy wiemy.

A co otrzymują młodzi ludzie zamiast? Niewiele więcej i niewiele lepiej niż w poprzednich latach. Przede wszystkim zajęcia z Wychowania do Życia w Rodzinie rzadko kiedy prowadzą wykwalifikowani edukatorzy. W najlepszym wypadku pani od biologii czy przyrody, a w najgorszym – katechetka. Zatwierdzony zaś przez MEN podręcznik do tego przedmiotu, według Rzecznika Praw Obywatelskich zawiera treści niezgodne z zasadą równego traktowania i „może budzić poważne wątpliwości co do zgodności z aktualnym stanem wiedzy naukowej”. Kto ma w domu, niech zajrzy. Ja posłużę się cytatami z rankingu najgłupszych fragmentów podręcznika do gimnazjum, przygotowanymi przez portal gazeta.pl ( ):

„Dziewczyna powinna zdawać sobie sprawę, że więcej niż chłopiec płaci za nietrafny wybór, bo nie ma równości w naturze. On jest dawcą życia, ‚siewcą’, natomiast jej ciało ‚glebą’, w której będzie wzrastało nowe życie. Postawa chłopców, którzy stają się ojcami, bywa różna”.
„Pierwszy partner seksualny, choćby przypadkowy, stanie się wzorem, z którym będziecie porównywać waszego późniejszego małżonka. Dlatego chłopcom zwykle zależy na tym, by jego żoną została taka dziewczyna, która wcześniej ‚nie próbowała'”.

„I tak, jeśli zdecydujesz się pomóc koleżance w geometrii, zdobądź się na cierpliwość i wyrozumiałość, choć może cię irytuje, że tak wolno myśli albo czegoś nie pamięta”.

Jest tego dużo więcej. Kto ma w domu, niech się przekona na własne oczy (cytaty za:Wędrując ku dorosłości. Wychowanie do życia w rodzinie dla uczniów klas I-III gimnazjum, red. Teresa Król).

Rodzice chcieliby etyki

Nie tylko ci, którzy nie praktykują i nie wyznają wiary katolickiej. Znam katolików, którzy posyłają dzieci na lekcje etyki, bo wierzą, że to są po prostu wartościowe zajęcia. Prawda jest taka, że przy odrobinie dobrej woli, treści przekazywane na obu lekcjach można by było połączyć w jeden program, funkcjonujący jako, na przykład, „religia i filozofia”. Dzieci zyskałyby ciekawe, rozwijające zajęcia.

Lekcje etyki są naprawdę ważne, zwłaszcza dziś, w świecie coraz bardziej skomplikowanych relacji międzyludzkich, cyfrowego introwertyzmu i nieufności. Na etyce dzieci poznają świat wartości uniwersalnych, dyskutują o tym jak odróżnić dobro od zła i uczą się czym jest, na przykład, tolerancja, akceptacja odmienności.

Lekcje religii w polskiej szkole sprowadzają się natomiast jedynie do nauki dogmatów i prawd wiary katolickiej. Tymczasem Kościół Katolicki nie jest przecież jedyną instytucją uprawnioną do nauki religii! Dlaczego więc nasze dzieci, ucząc się jej w placówce edukacyjnej, a nie w kościele, nie miałyby uczyć się o tym, że w różnych częściach świata ludzie wyznają wiarę w Boga, który objawia się pod różnymi postaciami, albo nie wierzą wcale, pozostając tak samo wartościowymi, zasługującymi na szacunek ludźmi?

Cytując, dr Magdalenę Środę: „Nie jest prawdą, że znajomość etyki zmusza do rezygnacji z wiary lub, że uznanie innego systemu norm niż etyka chrześcijańska prowadzi do nihilizmu. Znam wielu pobożnych i złych ludzi oraz wielu prawych ateistów.” (artykuł Magdaleny Środy dla wyborcza.pl, pt: „Stadion, siłownia, kościół. Po co szkoła?”)

I jeszcze jedno. Moja córka od trzech lat uczestniczy w lekcjach etyki. W tym roku, w każdy poniedziałek przyjdzie do szkoły dwie godziny wcześniej niż powinna, a potem będzie jeszcze czekać godzinę na pierwsze zajęcia z klasą. W zeszłym i jeszcze poprzednim roku zostawała godzinę „po szkole”, żeby móc uczęszczać na etykę. Kto odpowie mi na pytanie, dlaczego nagminnie organizuje się lekcje etyki w najpóźniejszym bądź najwcześniejszym terminie (np. o 7:00 rano!), podczas gdy lekcje religii jakby celowo umieszcza się w planie zajęć pośrodku zajęć? Zdezorientowani rodzice często wybierają religię z przymusu, bo nie chcą, żeby ich dzieci siedziały w szkole do późnych godzin popołudniowych lub, tak jak moje, pałętały bez sensu po szkole lub na świetlicy, gdy ich koledzy i koleżanki odmawiają modlitwy przygotowując się do Pierwszej Komunii… Nieuczestniczące w tych zajęciach dzieci rozumieją z tego wszystkiego tylko tyle, że „niechodzenie na religię” jest czymś złym i , zdarza się, są wytykane palcami przez rówieśników. Może najwyższa pora wyprowadzić religię ze szkół?

P.S. Dyrektorom szkół i katechetom chciałabym jeszcze przypomnieć, że zgodnie  z Rozporządzeniem Ministra Edukacji z dnia 14 kwietnia 1992 roku w sprawie warunków i sposobu organizowania nauki religii w szkołach publicznych: „uczestniczenie lub nieuczestniczenie w szkolnej lekcji religii lub etyki nie może być powodem dyskryminacji przez kogokolwiek i w jakiejkolwiek formie”. Dalej w tym rozporządzeniu czytamy, że jeżeli uczeń nie chce uczestniczyć w lekcjach religii/etyki – ma do tego prawo. Problem w tym, że organizowanie lekcji religii w środku zajęć skutecznie mu egzekwowanie tego prawa utrudnia.


Źródła: , ,


Zobacz także

„Różnica może być niezwykle inspirująca i prowadzić do mądrego dialogu. Wystarczy tylko trochę wyjść poza ciasne ramy swojego umysłu”

Czym są szkodliwe treści w internecie?

„List do Niego? To nie lada wyzwanie…”. Akcja #ListdoNiego