Lifestyle

Kiedy wydaje ci się, że już nie masz siły wstać… Uda się, bo w głębi, w środku siebie wiemy, że warto walczyć o siebie

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
20 września 2016
Kiedy wydaje ci się, że już nie masz siły wstać... Uda się, bo w głębi, w środku siebie wiemy, że warto walczyć o siebie
Fot. iStock / Dzhulbee
 

To miał być tekst zupełnie o czymś innym. To miał być tekst o tym, że kobieta słysząc: „jesteś silna”, „co cię nie zabije, to cię wzmocni” ma prawo do słabości. Ma prawo załamać się, powiedzieć: „dłużej już nie dam rady”, „poddaję się”. Każda z nas ma do tego prawo bez względu na to, ile razy słyszała, że jest podziwiana, że jest fajterką, wojowniczką, że inni odpadliby przy niej w przedbiegach…

Ale przychodzi moment, kiedy masz dość. Tak zupełnie. Gdy przychodzi jedna z najgorszych nocy w twoim życiu, gdy musisz podjąć trudne decyzje, zmierzyć się  z tym, co się spotkało i powiedzieć: „już dłużej nie mogę, poddaję się”.

O tym miał być ten tekst. Ale wyszłam z domu, musiałam wyjść na godzinę. I spotkałam właściwie przypadkiem, choć w przypadki rzadko kiedy wierzę, dziewczynę. Kobietę. Piękna. Gęste włosy, ciemny blond, cudowna cera, i takie mądre oczy. Nie chciało mi się wierzyć, gdy powiedziała, że ma 31 lat. Wyglądała zdecydowanie młodziej.

Półtora roku temu zakończyła leczenie. Rak płuc. Część chorego płuca przyklejona do aorty… Bez operacji – tylko chemia. Zaczęła opowiadać, choć widziałyśmy się pierwszy raz w życiu… i to „przypadkiem”.

Miała 29 lat, gdy dowiedziała się o chorobie. „To był tylko suchy kaszel, który nie dawał mi spokoju”. Dwa lata wcześniej urodziła córeczkę. Z in vitro. Z mężem nie mogli mieć dzieci. Przeszli przez wszystkie badania, trafiali do różnych klinik, na różnych lekarzy, także za granicą. Tak bardzo pragnęła być mamą… Nie wytrzymała, poszła do wróżki. „Nic nie miałam do stracenia. Tyle wydanych pieniędzy, mąż jeździł do Niemiec do pracy, żeby było nas stać, na tę ciążę, na to dziecko”. Wróżka podała jej nazwisko lekarza, wskazała klinikę. Zaryzykowali. Z siedmiu jajeczek jedno udało się zapłodnić… Ciąża rozwijała się prawidłowo. Wydawało się, że wszystko co najgorsze było już za nimi. „Myślałam tylko o tym, że to już koniec – lekarzy, badań, oczekiwań i pielęgnowania nadziei, która omal nie umarła”. Po ciąży, przyjmowanych hormonach postanowiła zadbać o siebie. Schudnąć. Jeździła rowerem, straciła 15 kilogramów, tuliła w ramionach swoją córkę i wierzyła, że teraz ich życie będzie już tylko lepsze.

Rak płuc… Jednego płuca. Uratowała ją dobra kondycja, która wzmocniła zdrowe płuco zdolne unieść ciężar trzymania jej przy życiu. „Powiedzieli, że mam miesiąc, że nic się z tym nie da zrobić, żebym pożegnała się z córką, pozałatwiała wszystkie swoje sprawy. Dzwoniłam do znajomej z prośbą, żeby sprawdziła nasze ubezpieczenie. Mówiłam jej: „Został mi miesiąc, nie mogę ich zostawić bez niczego” i myślałam tylko o tym, jak mój mąż da sobie radę z córką, z życiem w pojedynkę….

Mężczyzna, z którym spotykałam się na chemii pewnego dnia obok mnie został wywieziony w czarnym worku… Kobietę, która czekała, żeby się ze mną spotkać w szpitalu podczas kolejnej chemii, zamknięto w izolatce, tak miała wyjałowiony organizm… Następnym razem już jej nie było… Zmarła.

Kiedy widzisz, jak ludzie obok ciebie odchodzą… Nie masz siły walczyć. Kiedy twoja mama mówi tobie: „Wszystko będzie dobrze” to ty masz ochotę krzyczeć: „Nie będzie!” bo jedyne, co czujesz, to tę cholerną bezsilność, że nic nie możesz zrobić, nie możesz tego odwrócić, że nie jesteś panem swojego losu, bo to choroba za ciebie zdecyduje czy dożyjesz następnego dnia.

Ile razy zastanawiałam się, czy wrócę na chemię, czy dotrwam, czy przeżyję kolejny i kolejny tydzień…

Włosy wyciągałam garściami… Były jak popalone, jak u psa, który zrzuca sierść. Mąż obciął mi je nożyczkami, a potem ogolił swoją maszynką. Na łyso… Obok siedziała nasza córka i patrzyła, jak jej mama się zmienia. Chciałam, żeby to widziała, żeby nie musiała przeżyć szoku, że nagle widzi inna osobę. Tego się bałam najbardziej, że mnie nie pozna…”

Powiedziała, że to córka uratowała jej życie. Córka, o którą tak długo walczyła, dla której poświęciła swoje zdrowie, pieniądze. Córka, do której prowadziła droga z upokorzeniem, z błaganiem, modlitwą o to, by w końcu stał się cud. I kiedy ten cud nastąpił, przyszła odpowiedź, dlaczego się stał. „Patrzyłam na nią i wiedziałam, że jestem w stanie tylko dla niej walczyć. Że dla niej chcę żyć. Gdyby jej nie było… pewnie poddałabym się na samym początku. To dzieci wyznaczają sens naszego życia”.

Nie miała w rodzinie przypadków choroby nowotworowej. Lekarze po cichu mówili, że być może długotrwałe leczenie niepłodności wyczerpało organizm, który miał już dość kolejnych leków, terapii… Być może stąd wziął się rak.

„Wiesz, mam świadomość, że ludzie mają różne problemy, ale kiedy doświadczasz tego wszystkiego, takiej tragedii, kiedy ty sama stajesz twarzą w twarz ze śmiercią, i wychodzisz z tej walki zwycięsko, to myślisz sobie – co tak naprawdę ma znaczenie, co stanowi twoją wartość, wartość twojego życia? Czy porażka, nieudane wybory, źle podjęte decyzje to naprawdę powód do tego, żeby przekreślać swoje życie?”. I stałam tak przed nią taką piękną i młodą, i tymi mądrymi oczami… I myślałam o tekście, który zaczęłam pisać przed wyjściem o silnych kobietach, które muszą sobie pozwolić na słabość….

Kiedy wydaje się nam, że spadamy, że już nie ma nic niżej, że tym razem nie uda się nam wyjść silniejszą, mądrzejszą… To przecież wiecie, uda się. Uda się każdej z nas, bo w głębi, w środku siebie wiemy, że warto walczyć o siebie. O swoje życie. Że warto pochylić się nad sobą i odpowiedzieć na jedno podstawowe pytanie: „Co do cholery jest w życiu dla mnie najważniejsze? NAJWAŻNIEJSZE?”. I pomimo bólu, pomimo bezsilności i na tę chwilę wiary w lepsze jutro warto podnieść głowę i spojrzeć do góry. „Boję się. Boję się myśleć o chorobie, szukam sobie zajęć, dbam o swoją kondycję. Bo chcę żyć, chcę żyć jak najdłużej”. Tak, życie to najwyższa wartość. Dziękuję, że czasami ktoś mi też o tym przypomina. Że dzisiaj „przypadkiem” mi o tym przypomniano…


Lifestyle

Przepis na dobry dzień? Poranny detoks!

Agnieszka Sierotnik
Agnieszka Sierotnik
21 września 2016
Przepis na dobry dzień? Poranny detoks!
fot. iStock/knape
 

Dzień pełen radości i sukcesów to kwestia czegoś więcej niż wstania z łóżka prawą nogą. Kilka pierwszych godzin po przebudzeniu jest zapowiedzią kolejnych kilkunastu godzin, trochę jak Nowy Rok dla kolejnych dwunastu miesięcy. Być może to najwyższy czas, żeby urozmaicić swoją poranną rutynę o coś więcej niż kolejne drzemki włączane ze złością. Zamiast wyciszać alarm, pozwól sobie na poranny detoks! Gwarantujemy, że poczujesz się lepiej.

Na dzień dobry – woda z cytryną 

Picie szklanki wody zaraz po przebudzeniu stało się już legendą, którą każda z nas wypróbowała choć raz. W końcu to nic nie kosztuje, a ma przynosić ogromne efekty! Jest jednak kilka szczegółów, o których zapominamy. Po pierwsze – woda musi być przegotowana i ciepła. Po drugie – z sokiem z cytryny. Dlaczego właśnie tak? W ciągu nocy organizm traci płyny, gdyż następuje proces detoksykacji organizmu.  Brzmi strasznie, ale to naprawdę dobra rzecz! Dzięki szklance wody zaraz po przebudzeniu, uzupełniamy braki w płynach, a dodatkowo dostarczamy potasu, magnezu i wapna. No dobrze, po co jednak ta cytryna? Choć wykrzywia nam usta, jest pełna naturalnych dóbr! Sprawia, że wątroba produkuje więcej enzymów, a co za tym idzie – lepiej radzi sobie z toksynami. Dodatkowym atutem, przemawiającym za dodawaniem soku z cytryny do porannej porcji wody jest jej działanie na system immunologiczny, który wzmacnia. Czy to nie wystarczające argumenty?

Zakręć się! 

Poranny trening brzmi jak próba zabójstwa, szczególnie że nie mogłabyś pospać godzinki dłużej? Wystarczy, że poświęcisz kwadrans ze swojego snu na rozciąganie w łóżku (tak, nie musisz się z niego ruszać!) i na kilka minut jogi. Specjaliści polecają skupienie się na pozycjach zwanych „twist”. To właśnie dzięki nim pobudzamy układ trawienny, a co za tym idzie – pozbywamy się toksyn z organizmu. Wiele nieprawidłowości związanych z trawieniem wywodzi się ze stresu. Poranna dawka ćwiczeń, które rozluźnią mięśnie i uspokoją oddech, wyciszy nas i przygotuje na trudy kolejnego dnia.  Przy okazji sprawi, że układ trawienny zacznie lepiej funkcjonować, a ty pozbędziesz się uczucia dyskomfortu.

Suchy masaż 

Masaże kojarzą nam się z relaksacyjnym wieczorem, najlepiej we dwoje! Poranki są stworzone dla suchych masaży, które przeprowadzamy za pomocą szczotek z miękkim włosiem lub tych specjalistycznych, przeznaczonych do masażu. No dobrze, ale jakie z tego korzyści poza relaksem? Suchy masaż pobudza pracę naczyń krwionośnych, a w wypadku tego przeprowadzonego szczotką – likwiduje stare komórki i pomaga skórze się regenerować. Efekt? Skóra wygląda na świeżą, świetlistą, a przy okazji ty czujesz się zdecydowanie lepiej i pewniej! Ważne aby pamiętać, że masaże muszą być przeprowadzane na suchej skórze jeszcze przed kąpielą czy prysznicem – tylko wtedy uda nam się uzyskać odpowiedni efekt.


źródło:

Poranny detoks!


Lifestyle

10 mitów dotyczących ćwiczeń. Zapomnij o nich jak najszybciej!

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
20 września 2016
Fot. iStock / wundervisuals

Jeśli aktywność fizyczna jest ci bliska, zapewne poszukujesz informacji, jak uczynić swój trening jeszcze bardziej efektywnym. Internet to przepastne, ale i zdradliwe źródło informacji, podobnie bywa też z faktami, które na siłowni czy na ścieżkach sportowych dopowiadają między sobą miłośnicy sportu. 

Zawsze jest dobry czas, by zweryfikować dotychczasowe poglądy i sprawdzić, które z nich poważnie mijają się z prawdą na temat ćwiczeń.

Czas na konfrontację mitów z faktami

Mit nr 1. Trening siłowy pozwoli ci nabrać masy

Prawda: Mimo iż to zadanie jest bardzo trudne dla kobiet, jesteśmy w stanie wypracować poprzez odpowiednią dietę i trening siłowy masę mięśniową. Jednak nie musisz się bać, że po dłuższym czasie treningów na siłowni zaczniesz wyglądać jak Schwarzenegger. Kobiety mają znacznie niższy poziom testosteronu, który ma duży wpływ przyrost masy mięśniowej. Jeśli utrata masy ciała jest twoim celem, trening siłowy może pomóc spalić tłuszcz, ale należy przy tym pamiętać o diecie. Utrzymanie zwiększonej masy mięśniowej wymaga większej ilości energii dostarczonej z pożywieniem.

Mit nr 2. Można skupić się na utracie tłuszczu z określonych części ciała

Prawda: Jeśli chcesz stracić tłuszcz z określonego miejsca ciała, musisz najpierw stracić ogólną tkankę tłuszczową. A jest ona rozłożona na całym ciele. Najpierw warto skorzystać zintensywnych treningów interwałowych, by wysmuklić sylwetkę, następnie skoncentrować się na partii ciała, na której zależy ci najbardziej. Im więcej masz masy mięśniowej, tym więcej spalisz kalorii w spoczynku.

Mit nr 3. Trening cardio jest najlepszym sposobem, aby schudnąć

Prawda: Jeśli twoim celem jest utrata wagi, intensywny trening cardio jest zawsze najlepszym rozwiązaniem. Dieta oraz dopasowany do potrzeb trening skutecznie przyczyniają się do utraty wagi. Idealną kombinacją, która pozwoli schudnąć i utrzymać wypracowaną sylwetkę jest połączenie treningu cardio i siłowego.

Mit nr 4. Nie ma bólu, nie ma treningu

Prawda: Chociaż ból i intensywność treningu często idą w parze, zmęczone mięśnie nie zawsze są dobrym wskaźnikiem włożonego w ćwiczenia wysiłku. Ból nie musi oznaczać, że był to dobry trening, ale, że był zbyt intensywny.

Mit nr 5. Maksimum siły włożone w trening oznacza maksimum korzyści

Prawda: Warto przykładać się do treningów, aby obserwować jak najlepsze ich skutki. Ale żyłowanie się na 200% przy każdym treningu nie gwarantuje sukcesu. Należy się jak najlepiej skoncentrować na wykonywanej pracy, ale nie każda sesja na siłowni powinna eksploatować twoje siły do oporu. W takim przypadku może pojawi się ból oraz przetrenowanie organizmu, który wymaga odpoczynku. Najlepiej różnicować treningi, by dać mięśniom szansę na efektywną pracę oraz regenerację.

Mit nr 6. Trening siłowy to tylko ciężary i maszyny

Prawda: Trening siłowy wymaga pracy mięśni i stawiania im oporu, przy czym nie musi on wynikać jedynie z podnoszenia ciężarów czy wykorzystania maszyn. Do ćwiczeń można wykorzystać narzędzia takich jak kettlebells czy piłki lekarskie.

Mit nr 7. Mokra koszulka oznacza porządny trening

Prawda: Pocenie się podczas uprawiania sportu to norma. Jednak ilość wylanego potu nie musi oznaczać stopnia intensywności treningu. Podczas ćwiczeń mięśnie wytwarzają energię i ciepło, które jest wydalane przez ciało wraz z potem w procesie termoregulacji. Zależy to również od temperatury otoczenia, jaka panuje podczas treningu.

Mit nr 8. Tylko brzuszki rzeźbią brzuch

Prawda: Tradycyjne brzuszki są ćwiczeniami, które wpływają na wzmocnienie mięśni brzucha, ale nie jedynymi i najbardziej skutecznymi. Lepsze efekty przynosi połączenie różnych ćwiczeń, które uruchomią mięśnie w szerszym zakresie — skłony tułowia nogami w górze, przyciąganie kolan do klatki piersiowej, unoszenie miednicy w leżeniu bocznym.

Mit nr 9. Rozgrzewka nie jest ważna

Prawda: Minirozgrzewka poprawia mobilność i elastyczność w mięśniach, więc jest istotnym elementem treningu. Lepiej z niej nie rezygnować i nie wskakiwać od razu na pełne obroty – może to grozić kontuzją. Nawet szybka, ale dynamiczna rozgrzewka przygotuje ciało do pracy i pomoże zwiększyć zakres ruchu, co oznacza efektywniejszy trening.

Mit nr 10. Trzeba ćwiczyć każdego dnia

Prawda: Nie, nie trzeba i nie powinno się tego robić. Jeśli ćwiczysz każdego dnia, podczas każdego treningu uszkadzasz włókna w mięśniach i bez odpoczynku nie pozwalasz im się zregenerować. Aby ćwiczenia były efektywne, pamiętaj o odpoczynku, a zamiast intensywnych ćwiczeń zafunduj sobie spacer lub rozciąganie.


źródło: 


Zobacz także

Choroby dziąseł i rak trzustki mają ze sobą coś wspólnego! Nie ignoruj zagrożenia

Ty też myślisz, że na wszystko, co wartościowe, musisz ciężko zapracować? Mylisz się

Oddam ci wszystko albo nie dam niczego. Niech twoje życie nie będzie opowieścią o straconych szansach

Oddam ci wszystko albo nie dam niczego. Niech twoje życie nie będzie opowieścią o straconych szansach

http://steroid-pharm.com

https://vy-doctor.com.ua