Lifestyle

Ofiara, ratownik czy prześladowca, kim jesteś? Jak przestać w życiu grać i być silną psychicznie

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
7 kwietnia 2016
Kat, ofiara czy ratownik, kim jesteś? Jak przestać w życiu grać i być silną psychicznie
Fot. Unsplash / Noah Baslé /
 

„O Boże, jestem taka biedna” jęczysz w duchu. Praca nie taka, on nie taki. Życie nie takie. Zło. Koszmar. Z podziwem (zazdrością) patrzysz na kobiety waleczne, które prędzej umrą niż powiedzą: „Jest mi źle, poddaję się”. Albo inaczej. Jesteś ostra, pryncypialna, ucinająca. Nienawidzisz słabości, niszczysz wrogów. Nazywasz to siłą, choć to siła raczej żadna. Nawet nie wiesz, że twoje życie to też mały teatr. Teatr wojowniczki.

Trudne życiowe sytuacje sprawiają, że najczęściej wchodzimy w jedną z trzech życiowych ról. Eric Berne, twórca analizy transakcyjnej twierdził, że to w jaką rolę wchodzimy w dużej mierze zależy od naszego dzieciństwa. To wtedy „opracowaliśmy” własny scenariusz reagowania na konflikty i ich rozwiązywania.

Co ciekawe, w różnych relacjach możemy wchodzić w różne role. Ważne jest przede wszystkim to, że żadna z nich nie pozwala na świadome i dojrzałe budowanie relacji i przeżywanie życia. Jest słabością, a nie mocą.

Rozpoznanie

OFIARA

Najczęściej mówi (bądź myśli): „To się nie uda”, „Tak musi już być”, „Nic mi nie wychodzi”, „Inni mają lepiej”, „Nie dam rady, nie warto się starać”, „Mam tyle do zrobienia, że to mnie przytłacza. Lepiej nie będę robić nic”.

Jej przekonanie o sobie: jestem słaba, bezsilna, ułomna. Nie jestem sprawcza. Moje życie zależy od innych (czyt. dziecka, szefa, mężczyzny, rodziców).

Zachowanie w kryzysowej sytuacji: wycofanie, poddanie, odpuszczenie. Ofiara często robi to pod przykrywką bycia dobrej i niekonfliktowej. „Agresja jest zła”, „Szkoda czasu na złość”, „Nie zależy mi na karierze, nie będę otwarcie walczyć. To słabe”. Nie widzi, że to bycie ofiarą jest właśnie słabe, co więcej sprawia, że nie zmienia swojego życia, bo po prostu nie ma na nie wpływu.

Jak rozpoznać ofiarę w kimś? Podsuwasz mu (jej) gotowe rozwiązania, słyszysz: „To się nie uda, bo….”. Cokolwiek byś nie zaproponowała: opór. Masz poczucie, że to osoba, którą nieustannie trzeba się opiekować. Jest taka bezradna. Zanim wejdziesz w rolę ratownika – odpuść. Szkoda energii. Ofiara sama musi zrozumieć, że jej życie jest tylko jej decyzją.

Zła wiadomość:  Niektórzy nie zmieniają się nigdy. Jeśli to ty nią jesteś, na pewno tego chcesz?

Jak to się kończy? Ofiara w pewnym momencie ma dość bycia tą słabą, szuka sposobu na wyrównanie rachunków. Wchodzi więc w rolę Prześladowcy (albo w tej samej relacji albo w innej).

RATOWNIK

Najczęściej miał autorytarną matkę, która tłamsiła, kontrolowała i manipulowała ( zdarza się też, że w tę rolę wchodzą córki bardzo silnych, despotycznych ojców. Jego potrzeby były zaniedbywane, więc w ogóle zapomniał, że je ma. Za to świetnie pamięta o potrzebach innych.

Najczęściej mówi (bądź myśli): „W życiu trzeba być dobrym, nawet ci, którzy mnie ranią potrzebują mojej opieki”, „Innych trzeba ratować, pomagać im”, „Potrafię się poświęcić dla kogoś”.

Jego przekonanie o sobie: To przede wszystkim ode mnie zależy jak będzie wygadała relacja, która buduję. Wystarczy, że się odpowiednio postaram. Dużo zrobię, zapracuję. Idealizuje siebie (jestem lepszy, bo tak mało egocentryczny), a tak naprawdę zależy mu tylko na sobie. Ratuje, żeby poczuć się ważny i potrzebny.

Jak rozpoznać ratownika w kimś? Często jest w związkach, gdzie nie ma równowagi. To żony egoistycznych typów, partnerki alkoholików, pracoholików i facetów, którzy latami zmagają się z problemami i nic z nimi nie robią (nie muszą, ratownik przecież wszystko ogarnie).

Zła wiadomość: Ratownik często przechodzi w rolę ofiary. „Tyle dla niej/niego zrobiłem, a on nic”, „Tak się poświęcałem dla tej pracy, a oni mi się tak odpłacają”.

Nie rozumie, że dopóki nie przestanie się poświęcać ( a w rezultacie przestanie być ciągle sfrustrowany, że tyleeee robi) nic się w jego życiu nie zmieni.

Jak to się kończy? Ratownik najbardziej w życiu boi się samotności, żyje w myśl przekonania: „Dopóki mnie potrzebują jestem coś warty”. To pogłębia jego frustrację i poczucie nieszczęścia.

PRZEŚLADOWCA

Często dziecko przemocowego rodzica. W dzieciństwie doświadczał nadużyć. Czasem bardzo wysoko stawiano mu poprzeczkę. „Do przodu, walcz, nie patrz na innych”, „Osiągaj cele” słyszał.

Najczęściej mówi (bądź myśli): „Przetrwają tylko najsilniejsi”, „Jestem lepszy od innych”, „Mam prawo wymagać, oceniać, egzekwować”.

Jego przekonanie o sobie: W głębi duszy skrywa lęk i przekonanie, że jest do niczego. Często doświadcza stanów bezsilności dlatego stara się dominować – to mu daje poczucie kontroli.

Jak rozpoznać prześladowcę w kimś? Najczęściej zdystansowany, pozornie bardzo silny, mocny. Autorytarny.

Zła wiadomość: Rzadko kiedy bierze odpowiedzialność za to, że krzywdzi innych. On po prostu uważa, że jest sprawiedliwy. Dlatego tak ciężko z nim żyć, bo ze wszystkich typów najtrudniej się zmienia. Po prostu uważa, że nie musi. Niech zmieniają się inni.

Jak to się kończy? Udaje mu się w miarę dobrze egzystować jeśli w jego otoczeniu są ludzie słabsi i jego zdaniem gorsi. Wtedy na ich tle czuje się lepszy i mocniejszy, a przez to spokojny. Spotkanie osoby naprawdę silnej i stabilnej budzi w nim niepokój i strach. Często ucieka z takich relacji, bo pokazują mu jak sam jest w gruncie rzeczy słaby.

Niezależnie od tego w którą rolę wchodzimy czujemy się:

– nieszczęśliwi

– niespełnieni

– żyjący pod dyktando oczekiwań

Siła psychiczna to wzięcie odpowiedzialności za swoje życie. Uświadomienie sobie, że to my w 100 procentach decydujemy o tym, jak wygląda nasza sytuacja. To skonfrontowanie się z negatywnymi (ukrytymi) częściami naszego charakteru. Zrozumienie, że my też czujemy zazdrość, żal, złość, czasem zawiść, życzymy komuś źle, chcemy mieć lepiej. Zawodzimy, rozczarowujemy. Siebie i innych. To akceptacja tego kim naprawdę jesteśmy.

Wtedy dopiero możemy budować zdrowe relacje, bez wchodzenia w żadną z ról.

linia 2px

Na podstawie książki: „W co grają ludzie” Erica Berne.


Lifestyle

Spotkał się raz dojrzały człowiek z egoistą na kawie… Który z nich ma wysokie poczucie wartości?

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
7 kwietnia 2016
Spotkał się raz dojrzały człowiek z egoistą na kawie... Który z nich ma wysokie poczucie wartości?
Fot. Picjumbo / Victor Hanacek /
 

Zna swoją wartość, ceni i potrafi z tego korzystać… Jesteś pewien, że potrafisz ich odróżnić? A może każdy z nich zbudował swoją osobistą wartość godną pozazdroszczenia?

Jeśli myślisz, że egoista wygra te zawody – jesteś w błędzie. Egoista, jest egoistą – dlatego, że ma niskie poczucie swojej wartości. Ile razy spotkałaś na swojej drodze osoby aroganckie i egoistyczne, które na każdym kroku wręcz manifestowały swoją „fajność”, niezwykłość i niewymowną potrzebę całego świata, aby oni po prostu byli (bo bez nich świat  by się co najmniej zatrzymał)? Im głośniej wykrzykiwali, że są fantastyczni, tym trudniej było w to uwierzyć. A jak rozróżnić dojrzałe wysokie poczucie własnej wartości od kamuflowania i udawania za pomocą nakreślonego dużymi literami „JA”?

Sprawdź, co świadczy o dojrzałości twojego ego, być może warto kilka kwestii doszlifować – i jeszcze mocniej uwierzyć w swoje siły. Bo w życiu chodzi o to, by fajnie żyć, a nie udawać dobre życie przed światem (i lustrem).

Różnice między człowiekiem dojrzałym a egoistą

JA – czyli kim naprawdę jestem i jak się z tym czuję?

Oglądasz film przyrodniczy, w którym Krystyna Czubówna swoim aksamitnym głosem opowiada, o zwierzęciu, które w chwili zagrożenia nastrasza futro, by wyglądać na bardziej groźne i wielkie – a przed oczami coraz wyraźniej maluje ci się obraz szefa. Tego samego, który dziś rano zrobił awanturę i idiotów z całego zespołu przed „samą górą”. Oczywiście poszło o poprawki, które zlecił wam wprowadzić po swojemu, a zostały zakwestionowane (przez was) i samego szefa szefów… Znajome? A może przypomina ci się wyścig po awans? Nieważne jak, po trupach do celu – przecież „komuś” się należy… „Może nie zawsze (czytaj, bardzo często) gram fair, ale przecież są rzeczy ważne i ważniejsze, prawda?”, „Nie można pokazać swojej słabości, dać się komuś, bo cię zjedzą”.

Na pewno – zjedzą każdego, kto udaje siłę. A egoista bardzo lubi stroszyć piórka. I musi to robić nieustannie – bo przecież oprócz reszty świata do swojej wielkości musi przekonać przede wszystkim siebie!

Egoista musi udawać, nie wierzy w siebie. Musi to podkreślać, potrzebuje poklasku, by samemu w to wierzyć. Często powtarzane kłamstwo i iluzje stają się łudząco podobne do rzeczywistości.
Dojrzały człowiek nie musi nikogo ani siebie oszukiwać. Naprawdę wierzy w siebie. Nie potrzebuje do tego innych.

TY – czyli, czy dla mnie w ogóle istniejesz?

– Refleksja, porażka, rozluźnienie? Nie, przecież to hamuje i spowalnia dążenie do celu – powie egoista. – Nie muszę przepraszać za swoje błędy, mam dość zasług na swoim koncie.

Egoista ma problem z bezwzględnym szanowaniem innych. Wartościuje, bo zakłada, że jest (musi, powinien być, wreszcie chce być) lepszy.
Dojrzały człowiek szanuje. Każdego. Siebie i drugiego człowieka.

Egoista dba tylko o siebie. To wartość nadrzędna
Dojrzały człowiek dba o siebie, bo jest asertywny. Nie czyimś kosztem.

Egoista ma swój plan i go realizuje. Bezwzględnie. Inni są na jego drodze albo narzędziem, albo przeszkodą. Z narzędzi się korzysta, a przeszkody usuwa, proste prawda?
Dojrzały człowiek potrafi budować swój sukces w zespole. Korzysta z zasobów innych, uczy się od nich.

Egoista unika odpowiedzialności, szczególnie za swoje porażki.
Dojrzały człowiek bierze odpowiedzialność za siebie (gdy trzeba za innych).

Rozwój – czyli dokąd zmierzam?

No przecież do cholery wszyscy gramy do wspólnej bramki – krzyczysz na zebraniu, gdy po raz kolejny kolega wykłada wasze projekty, bo coś mu nie pasuje… Czyżby? Jeśli masz do czynienia z egoistą sytuacja prawdopodobnie wygląda inaczej. Podobne zdanie pada podczas planowania wyjazdu z przyjaciółmi na weekend (a to hotel ni eten, a to cena zła, nie ten standard – to w ogóle nie wchodzi w rachubę! – mimo, że rozkład głosów to 1:5).

  1. Wszyscy gracie do jednej bramki, oprócz egoisty, którą swoją wyznaczył gdzie indziej.
    lub
  2. Wszyscy gracie do bramki egoisty (choć celowaliście zupełnie gdzie indziej)

Egoista pławi się w komplementach, wymusza je. Potrafi prowokować innych by składali mu laurki. Nieustannie sam musi się upewniać w swojej wartości za pomocą drugiej osoby. Stoi w miejscu.
Dojrzały człowiek docenia komplementy.

Egoista kocha tylko swój sukces. Każdy inny jest zagrożeniem, niewdzięcznością lub nie są nawet warte uwagi. Przecież co to za sukces, phi?
Dojrzały człowiek potrafi mówić dobrze i o sobie i o innych. Troszczy się. Wie, że cudzy sukces, może być dla niego wartościowy i budujący, zyskuje na nim.

Egoista swoje potrzeby i prawa stawia zawsze na pierwszym miejscu – bez względu na okoliczności.
Dojrzały człowiek potrafi mówić dobrze i o sobie i o innych. Troszczy się. Wie, że cudzy sukces, może być dla niego wartościowy i budujący, zyskuje na nim.

Uwaga egoista!

Cechy szczególne? Jak go rozpoznać? 
– agresywnie reaguje na oczekiwania wobec niego
– szybko i skutecznie egzekwuje swoje oczekiwania
– zawsze stawia siebie na pierwszym miejscu – ON jest najważniejszym motywem (dosłownie wszystkiego)
– lekceważy innych
– jest nieempatyczny
– sztywno i nieustępliwie realizuje swoje założenia i plany
– nie mówi dobrze o innych, tylko o sobie
– sukcesy innych traktuje z pogardą
– nie zauważa świata i życia, które toczy się bez jego udziału
– nie poświęca się dla nikogo, nawet dla bliskich
– jest nierefleksyjny
– ma problem z życzliwością wobec drugiej osoby
– jest zazdrośnikiem
– nie jest skłonnych do  pochwał, chyba, że jest to dla niego konieczne narzędzie do osiągnięcia celu.

Chcesz zbudować prawdziwe poczucie własnej wartości? Zapamiętaj – egoizm, to droga w drugą stronę. A popularny tzw. zdrowy egoizm, to nic innego jak dojrzałość. Wysokiego poczucia własnej wartości nie da się udawać, nie warto próbować.


Lifestyle

Pesymista to ma jednak klawe życie, prawda?

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
7 kwietnia 2016
Pesymista to ma jednak klawe życie, prawda?
Fot. Gratisography/RYAN MCGUIRE /

Było dwóch braci – optymista i pesymista. Mama martwiąc się tak różnym podejściem do życia, postanowiła wyrównać im szanse i pod choinkę dać im dwa zupełnie różne prezenty. I tak pesymiście kupiła piękną kolejkę elektryczną, a optymiście zapakowała końskie odchody. Przyszedł dzień rozpakowywania prezentów. Pesymista otworzył swój i zaczął narzekać, że kolejka pewnie nie działa, a nawet jak działa, to się pewnie zaraz zepsuje, albo tory się zepsują… Optymista otworzył swój prezent: „Co dostałeś synku?”, spytała mama. „Konika tylko chyba gdzieś uciekł”…

Z tymi prezentami może drastycznie, ale to chyba jeden z lepszych dowcipów o optymiście i pesymiście, jaki słyszałam (i zapamiętałam).

Jak to jest, że pesymiści choć czasami tak bardzo by chcieli cieszyć się z życia, z tego, co ich spotyka, tkwią w tym swoim czarnowidztwie, pogrążają się w najgorszych wizjach swojego życia. Zawsze oczywiście widzą szklankę do połowy pustą, nigdy nie wierzą w siebie i uważają optymistów za dość naiwnych ludzi, którzy muszą mieć twardy tyłek, jak już w końcu spadną na ziemię.

Bycie pesymistą jak dla mnie jest raczej mało przyjemne. Znam wielu pesymistów, którzy swoim brakiem wiary w siebie i innych potrafią naprawdę doprowadzić optymistę do szału. Znam tez pesymistów, którzy chcieliby zmienić swoje nastawienie do życia, ale tylko o tym mówią, raczej nie wykazując chęci do działania.

Jakie są korzyści z bycia pesymistą? Bo przecież jakieś muszą być, skoro w takim spojrzeniu na świat tkwią.

Pesymistom żyje się łatwiej

Oni o nic nie muszą się starać. Bo przecież i tak nic im się nie uda. Mogą zawsze wykręcić się z każdej propozycji stwierdzeniem: „Ale jaki to ma sens. Co to zmieni?”. Pesymista może się wygodnie rozsiąść w fotelu i utwierdzać wszystkich w przekonaniu, że on nic nie musi, bo jakiekolwiek jego starania i tak nie przyniosą specjalnego rezultatu, a nawet jak przyniosą, to pewnie krótkotrwały, albo niemal niezauważalny, więc po co w ogóle robić cokolwiek.

Pesymiści żyją lepiej

Bo choć mniej się śmieją, ich życie jest mniej stresujące z powodu ich nastawienia do życia, rzadziej zapadają na różnego rodzaju choroby. Ale żadnemu pesymiście ten argument nie poprawia nastroju, bo zawsze ma gotową odpowiedź: „Na coś w końcu trzeba umrzeć” podkreślając tym samym wyższość patrzenia na życie z jego perspektywy, aniżeli z perspektywy optymisty, który chce czerpać z życia garściami i wykorzystać wszystkie szanse, jakie daje mu życie.

Pesymisty nic nie zaskoczy

Bo on zawsze jest przygotowany na najgorsze. Nigdy na nikim nie polega, bo zawsze ktoś może go zawieźć, sobie nie stawia zbyt wysoko poprzeczki, a jeśli nawet to i tak raczej jest pewien, że i tak mu się nie uda. Umawia się na randki bez przekonania, że cokolwiek z tego wyjdzie. Nie gra w totka, bo i po co, a jak gra, to żeby móc powiedzieć: „A nie mówiłem”. A jeśli nawet coś mu wyjdzie, coś pozytywnego się zdarzy to (co to to nie) nie liczcie, że nagle zmieni zdanie. Wręcz przeciwnie powie, że to był fuks, że głupi to ma szczęście, że to tylko przypadek, który czasami chodzi po ludziach, a w ogóle to trafiło się jak ślepej kurze ziarno.

Pesymista czuje się dobrze ze samym sobą

Bo stać go na tyle, ile sam od siebie wymaga. A jak coś mu nie wyjdzie, to winni są wszyscy, tylko nie on. „Mówiłem, że ona tego nie doceni”, „Wiedziałam, że on stwierdzi, że do siebie nie pasujemy”. Przecież to takie oczywiste, że świat i ludzie są źli, mściwi, zazdrośni i zawistni. Jak żyć, jak się przebić. Lepiej nic nie robić, a jeśli nawet na coś pesymista się zdecyduje i mu się nie uda – to zawsze można na kogoś lub na coś (pogodę, klimat, miejsce) zwalić winę.

Pesymista niczego nie musi zmieniać

Podczas gdy inni chcą się rozwijać, doświadczać nowych rzeczy, ryzykować, pesymista nic nie musi, bo pesymista wie, że to wszystko „nie ma absolutnie najmniejszego sensu”, bo przecież wiadomo:

  1. że po co tak się męczyć, skoro nie mamy żadnej pewności że nasze działania skończą się sukcesem
  2. że lepiej nic nie zaczynać, niż się później boleśnie rozczarować
  3. że nikt tego nie doceni
  4. że i tak wszyscy umrzemy

Pesymista niczego nie musi się bać

Bo jego życie do granic możliwości jest przewidywalne. On nie wyjdzie przed szereg, nie pójdzie za nowym pomysłem, nie zdecyduje się na spełnianie marzeń, bo w końcu to tylko marzenia i one z naturą nie dają się spełnić, a jak się spełnią, to co dalej? Tak to chociaż marzenia ma i sobie pomarzyć może, ale już biletu na Karaiby nie kupi, bo jak samolot się rozbije, jak linia lotnicza zbankrutuje, albo zachoruje, będzie mieć wypadek i jednak nie poleci… Pesymista niczego się nie boi, bo nie stwarza sobie najmniejszym ruchem powodów do lęku, niepewności, wątpliwości. On wie, że i tak się nie uda. Więc po co zakładać, że może się uda i bać się, co się stanie, gdyby jednak nie.

Wygląda na to, że życie pesymisty to klawe życie. Prawda?

P.S. I tak bym się nie zamieniła 😉 Nawet za kolejkę elektryczną.


Zobacz także

7 cech, które dzieci najczęściej dziedziczą po ojcach

Nierówność płci, czyli co się stanie, jeśli kobieta i mężczyzna zamienią się nazwiskami i obowiązkami w pracy

Chwalenie się też jest potrzebne! Otwórzcie się na komplementy. Akcja #MiesiącKobiet

реабилитационный центр для алкоголиков киев

сурмамы объявления