Lifestyle

Kanony kobiecego piękna? Co tak naprawdę czyni nas kobietami?

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
28 lutego 2016
Fot. iStock/fcscafeine
 

Kobieta. Matka, partnerka, człowiek. Zbyt często oceniana na podstawie przymiotów swojego ciała, za rzadko brana „na serio”. W największych religiach  świata opisywana jako ta, która powstała po mężczyźnie, a nawet z części jego ciała. Na jednym z forów internetowych taki wpis: „podajcie mi nazwiska kobiet, które wytyczały kierunki rozwoju dla poszczególnych kultur, cywilizacji” (w domyśle: nie ma takich przypadków). Autorem jest mężczyzna.

Drogi panie X, Y, czy Z ! Niech pan proszę, łaskawie przypomni sobie, kto przez setki lat odbierał kobietom prawo do wolności (kobieta należała najpierw do ojca, potem do wybranego dla niej często wbrew jej woli męża), edukacji (wpajano nam jedynie te umiejętności, które mogłyby się przydać przy prowadzeniu wam, mężczyznom gospodarstwa, ewentualnie uczono jeszcze rysunku i języków obcych, co w połączeniu z łagodnym charakterem miało nam pomóc skusić kandydata na męża), a nawet orgazmu (seks to jeszcze jedno narzędzie męskiej kontroli). W swoich stereotypowych osądach poddajecie nieustannej krytyce naszą urodę, inteligencję i słabość. A cóż takiego o nich wiecie na pewno?

Kobieca uroda

Przez wieki kanony kobiecego piękna zmieniały się jak w kalejdoskopie. Kazano nam chudnąć i tyć, ceniono szersze lub węższe biodra, dłuższe lub krótsze włosy, szczuplejszą lub szerszą talię. W starożytności za symbol płodności i młodości uważano długie jasne włosy. Kobiety chcąc sięgnąć tego ideału  i zyskać aprobatę rozjaśniały je mieszankami popiołu drewna bukowego, tłuszczu koziego, octu i szafranu, co często prowadziło do wyłysienia.

W średniowieczu kazano (mężczyźni!) kobietom ukrywać włosy, jako atrybut nieskromności. W renesansie ganiono je (mężczyźni!) za odsłonięte kostki i ramiona, ale chętnie portretowano (mężczyźni!) piersi i dekolty. 100 lat później za idealną uważano wąska talie, a włosy, upięte w wysoki kok i przypudrowane znowu stanowiły naszą najważniejszą ozdobę. XIX wiek to okres, w którym najbardziej ceniono u nas kształt klepsydry. Idealna talia miała 40 cm, a wy wymyśliliście dla nas prawdziwe narzędzie tortur pomagające ją osiągnąć: gorsety. Doprowadzały nas do omdleń (niewydolność oddechowa) i skutkowały często obrażeniami wewnętrznymi kończącymi się tragicznie.

W latach 20 XX wieku krytykowaliście znów kobiece krągłości i szerokie biodra. Proste, krótkie włosy miały symbolizować równość płci. Dekadę później modne były luźne loki. Kiedy w latach 60 pojawiła się blada i chuda Twiggy głodziłyśmy się, by osiągnąć upragniony rozmiar „XS”. Teraz jesteśmy na takim etapie, w którym piękna i młoda musi być każda z nas, ale brzydka i stara nie powinna być żadna.  Jedno pozostało bez zmian: presja doskonałego wyglądu. Do dziś partnerkę mężczyzny, który „coś znaczy” zdarza nam się traktować jako atrakcyjny do niego dodatek.

 

Kobieca inteligencja

Odmawiano jej nam tak długo, że najwyższa pora by przestała być tematem niewybrednych żartów o blondynkach i „babach” za kierownicą.  Najwybitniejsze kobiety nauki swoje umiejętności musiały udowadniać ciężką pracą, często przed o wiele mniej zdolnymi, leniwymi mężczyznami. Kiedy Hertha Marks Ayrton, urodzona w 1854 roku  wybitna brytyjska matematyczka odczytywała swoją pracę naukową w Royal Society w Londynie, poważni profesorowie komentowali kpiąco jej strój.

Fot. Screen z Youtube / storytelling.pl

Fot. Screen z Youtube /

Gdy Maria Skłodowska- Curie odkrywała teorię promieniotwórczości, większość ludzi skupiała się na jej życiu prywatnym (kochanku) i krytykowała styl „prowadzenia się TEJ kobiety jako matki”. W średniowieczu, a czasem i później kobiety, które posiadały wiedzę na temat ziołolecznictwa i potrafiły ją skutecznie wykorzystać uznawano za czarownice i palono na stosie. Chlubne wyjątki to przypadki jednostek, takich jak na przykład Sophia Brahe, żyjąca w XVI (!) wieku astronomka i historyk. Sophia osiągała w Danii tak ogromne sukcesy naukowe, że stawiano ją na równi z bratem.

Kobieca siła

W wielu prehistorycznych kulturach kobieta obejmowała funkcję przewodniczki, opiekunki grupy. Później role odwróciły się na długie lata. Zaczęto postrzegać nas jako te słabsze, kruche i emocjonalne. Kobiety z klas średnich wychowywały dzieci i zajmowały się domem, a te ubogie pracowały zajmując najniższe funkcje społeczne. Wojowniczki i rycerki stanowiły niezwykłą rzadkość (poza kulturą skandynawską) i równie często je podziwiano, co traktowano jako coś „nienaturalnego”.

Od legendarnych szeptunek po dzisiejsze matki Polki heroski, kobieca siła i energia są czymś co fascynuje i zastanawia. Skąd bierze się ta odporność na ból porodowy, skłonność do poświęceń, do bezwarunkowej miłości, którą obdarzamy nasze dzieci?  Do niedawna Supermanki wyznawały jeszcze zasadę ”dam radę zrobię wszystko sama”.  Wywalczyłyśmy możliwości, ale wpadłyśmy w pułapkę bycia wielofunkcyjnymi ideałami: idealną żoną, matką, kochanką, pracownikiem miesiąca.

Fot. Screen z Youtube / studioSoundflower

Fot. Screen z Youtube /

Współczesne Supermanki, to kobiety, które mogą udźwignąć wszystko same, ale już coraz rzadziej się na to godzą, dlatego w związku dążą do prawdziwego partnerstwa. I w tej mądrości również tkwi nasza siła.

 

Drodzy panowie, którzy myślicie podobnie jak ten „X” z internetowego forum. Pora na zmiany. Zacznijcie reagować na stereotypowe dowcipy o „babach”, przestańcie doszukiwać się w naszych złych nastrojach comiesięcznych wahań hormonów. Pomóżcie nam wywalczyć równość ekonomiczną dla obu płci  w pracy i nie każcie nam udowadniać swojej wartości. Jeśli patrzycie tylko na nasze cycki, i tak nigdy jej nie docenicie.


Lifestyle

Babciu, po ci taki samochód? Babcia WRX – to się nazywa pasja

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
28 lutego 2016
Fot. Screen/TVN Turbo
 

Ma 81 lat i kocha samochody. A najbardziej swoje Subaru WRX STI. Kiedy młodzi kierowcy zaczepiają ją kierując w jej stronę kpiące komentarze, serwuje im ciętą i nie zawsze poprawną politycznie ripostę.  Poznajcie panią Michalinę Borowczyk-Jędrzejek z Katowic, która od zawsze była fanką szybkich samochodów. Na emeryturze również zadbała o to, by móc jeździć najbardziej pasującym do siebie autem.

Fot. Screen tvnturbo.pl

Fot. Screen tvnturbo.pl

– To mi najbardziej odpowiada, bo kanapę mam w domu, a kanapowców w samochodach nie lubię. To auto gra, ma duszę, ma serce, a inne samochody mnie nie rajcują- mówi pani Michalina. Zobaczcie jak radzi sobie za kółkiem.

Babciu, po co ci taki samochód? – Ech, ty dupku żołędny… 😉 @tvn_turbo wita na 🙂

— TVN Turbo (@tvnturbo_turbo)

Dłuższy materiał o pani Michalinie możecie obejrzeć .


Lifestyle

Nie wierzę w bezbolesne rozstania. Czy nam się udało? Nadal jesteśmy rodziną, choć większą i po przejściach

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
27 lutego 2016
Fot. iStock/peshkov

To taki taki twór, który zazwyczaj rodzi się w bólach. Potrzeba tu dużo dobrej woli i umiejętności odsunięcia na bok skrywanych (lub nie) głęboko pretensji, żalu i trudnych emocji. Żeby dobrze, mocno pozszywać te kolorowe kawałki materiału potrzeba przede wszystkim czasu. I nie oszukujmy się, idealnie równo nie będzie nigdy. Rodzina patchorkowa.

Agata właśnie dostała się na studia. Chce skończyć prawo i prowadzić mediacje rodzinne. To bliski jej temat. Jako nastolatka bardzo mocno przeżyła rozstanie rodziców i założenie przez nich nowych rodzin.

Tata powiedział nam, że odchodzi dwa dni po moich 13-tych urodzinach. Tamten wieczór wracał do mnie bardzo długo jako największa trauma mojego dzieciństwa. Nigdy wcześniej nie wydarzyło się w moim życiu nic dramatycznego, smutnego, nic z czym musiałabym się zmierzyć.

Teraz wiem, że romans taty trwał rok, zanim się o nim dowiedziałam. Ale ja żadnych „sygnałów” nie wyłapywałam. On miał swoje życie, ja swoją szkołę i koleżanki. Zawsze więcej rozmawiałam z mamą. Pamiętam dokładnie – powiedział, że się zakochał, zająknął się, kiedy mówił o wyprowadzce. Potem wyjął ukrytą wcześniej w szafie walizkę i podszedł do mnie żeby się pożegnać. Zamarłam. Stałam tak tylko i pozwalałam się objąć, ale nie czułam nawet siły jego uścisku. Po minie mamy poznałam, że odejście taty nie jest dla niej zaskoczeniem. W nocy zaczęłam pisać pamiętnik. To był instynkt: chciałam się pozbyć tych wszystkich uczuć i myśli, których nie mogłam unieść – były dla mnie zbyt trudne.

Marzec

Tata ma kochankę. Przeprowadził się do niej dwie godziny temu. Mama nie mówiła, że on kogoś ma, bo nie sądziła, że to zajdzie aż tak daleko.  Teraz widzę jak bardzo schudła. Nienawidzę go. Nie chcę go więcej widzieć. Nigdy w życiu się z nim nie spotkam. A tę jego lalę mam ochotę po prostu zabić. Otruć i wydłubać jej oczy. Nikt nie zamknie mnie w więzieniu. To nie byłoby  morderstwo. To oni zasługują na największą karę.

Długo nie mogłam zaakceptować wyboru ojca. Nie potrafiłam mu wybaczyć, że zostawił mamę – dla mnie ideał kobiety, dla młodszej kochanki. Przez kilka miesięcy ignorowałam jego telefony, e-maile i SMS-y. Myślę, że nie chciałam wtedy przyznać się przed sobą samą, jak bardzo za nim tęsknię. Wydawało mi się to nielojalne w stosunku do mamy, która rozstanie z ojcem przechodziła bardzo ciężko. Choć starała się być dla mnie silna i nie raz prosiła mnie, żebym się z nim spotkała, że ich relacje nie powinny mieć wpływu na nasz kontakt. Ja jednak czułam inaczej. A już spotkanie z jego nową partnerką było dla mnie czymś absolutnie nie do przeskoczenia.

Teraz, kiedy  o tym myślę, uważam, że ten brak jakiejkolwiek dobrej woli można złożyć na karb mojego wieku. Byłam nastolatką i wreszcie mogłam się zbuntować, pokazać jak bardzo jestem skrzywdzona.

Sierpień

Byłam u niego w domu. Cały czas chciało mi się wymiotować. Nienawidzę go, nienawidzę tej wstrętnej jędzy. Nie patrzyłam na nią, mam nadzieję, że zrozumiała, że jest dla mnie nikim, zerem po prostu.

Tata nie poddawał się i dalej dzwonił, pisał i wysyłał SMS-y. Widziałam jak bardzo mu zależy i nie podobało mi się to. Wolałabym, żeby nas zupełnie opuścił, wtedy mogłabym go nienawidzić z czystym sumieniem. Karolina (kochanka taty) starała się od początku złapać ze mną „jakiś” kontakt. Traktowałam to jako nieszczere próby obliczone na to, żeby zniszczyć moją mamę, sprawić jej przykrość. Odebrała męża, chce odebrać córkę.

Rodzice wzięli rozwód i pół roku później tata ożenił się z Karoliną. Nie byłam na ich ślubie. To był moment ochłodzenia (z mojej strony) relacji z tatą. No i cały czas czułam, że to byłoby nie w porządku w stosunku do mamy. Po rozwodzie znowu schudła, miała stany depresyjne i choć starała się bardzo dla mnie, wiedziałam, że nie jest jej łatwo.

Luty

Mama uważa, że powinnam pojechać z nim na tydzień w góry. Ja nie chcę. Nie wiem o czym będziemy rozmawiać. Pewnie będzie gadał jak zwykle, jak bardzo mnie kocha. Wolałabym odwiedzić Kasię (siostra cioteczna Agaty – przyp.red.). Ona ma przynajmniej normalną rodzinę.

Z czasem emocje opadały, a tęsknota za tatą i ciekawość jak jest mu bez nas, dawały się mi coraz bardziej we znaki. Po cichu nadal żywiłam nadzieję, że Karolina okaże się totalną zołzą i da mu nieźle popalić. Uważałam, że nie może tak sobie od nas bezkarnie odejść. Nie dopuszczałam do siebie myśli, że dla niego ta sytuacja również jest skomplikowana, że żyje ze świadomością, że by żyć w zgodzie z własnymi uczuciami skrzywdził dwie, najbliższe mu dotąd osoby. Później, kiedy skończyłam szkołę rozmawialiśmy o tym niejednokrotnie.

Lipiec

To już oficjalne: mam brata. Różowe, wrzeszczące i wiecznie zaślinione zwierzę, którym teraz zajmuje się tata. Pewnie dlatego nie dzwoni. Synuś jest najważniejszy.

Tacie i Karolinie urodził się Maciek. To była dla mnie gorzka pigułka do przełknięcia. Początkowo nie umiałam sobie  z tym poradzić. Wydawało mi się, że tracę wszystkie względy taty, przywileje jedynaczki. Wytrącono mi wszystkie asy z rękawa: nie jestem już jedynym, ukochanym dzieckiem, nie mogę uż pokazywać mu jak bardzo mnie zranił i że mnie nic a nic nie obchodzi. A to nie był koniec zmian.

Grudzień

Mama idzie dziś na kolację z tym Krzysztofem,który pomagał jej przy rozwodzie i alimentach. Nie znoszę dziada. Ma takie małe, wredne oczka. Mama założyła zieloną sukienkę i kolczyki w koty. Przynajmniej umalowała się jak człowiek i wydepilowała brwi. Jedna kolacja,ok, mam nadzieję, że nie zacznie zapraszać go do domu.

(…)

Wigilia

Mama zaprosiła Krzysztofa na Wigilię. Boże, co za nudziarz. Nienawidzę tych jego nieśmiesznych żartów. Na szczęście u taty było całkiem w porządku. Maciek jest strasznie śmieszny i ładnie pachnie. Karolina pozwoliła mi go wziąć na ręce. Nie jest nawet taka brzydka.

Moje stosunki z żoną taty poprawiły się na tyle, że zaczęłam wspominać o niej swobodnie w obecności mamy. Mama zakochała się i widać było, że pogodziła się już z rozstaniem z ojcem. Informacje o jego życiu rodzinnym przyjmowała lekko i chyba w miarę bezboleśnie. Zaczęłam spędzać w domu taty co drugi weekend. Nie było między nami idealnie, ale można powiedzieć, że to wtedy zaczęliśmy wszyscy ten nasz patchwork naprawdę zszywać.

Listopad

Mama chyba oszalała. Biała sukienka po rozwodzie i w ciąży. Aaaaa, to będzie dziewczynka. Całe szczęście, bo drugiego brata bym nie zniosła. Jej przynajmniej będę mogła oddać część ciuchów. I LEGO. I może ten stary rower z ramą w smoki, ale to musi podrosnąć. Przeprowadzamy się do Krzysztofa. Tam jest dużo więcej miejsca (tylko nie ma moje rowery) i bliżej do szkoły.

Powoli wypracowaliśmy takie relacje, które pozwoliły nam funkcjonować jak dużej, choć trochę nietypowej rodzinie. Myślę, że między nami bywa nawet lepiej niż w normalnych rodzinach, bo nauczyliśmy się ze sobą rozmawiać. Mama powiedziała kiedyś, że rozwód przywrócił mi ojca, który odchodząc zaczął zabiegać o czas spędzony ze mną.

W zeszłym roku zdałam maturę, dostałam się na studia. Rozstanie rodziców i pojawienie się w moim życiu rodzeństwa przewróciło je do góry nogami. Moje relacje z tatą są dość dobre, z Karoliną neutralne. Krzysztofa szanuję, ale traktuję bardziej jak dobrego znajomego. Nie wierzę w bezbolesne rozstania i uśmiechy po rozwodzie, wiem, że te trudne emocje, które towarzyszyły i mi i mojej mamie są czymś oczywistym i naturalnym. Myślę, że nie wszyscy potrafią osiągnąć tyle, co my: nadal jesteśmy rodziną, choć większą i po przejściach. Niczego nie udajemy, ale traktujemy się z szacunkiem. Bez tego porozumienie byłoby niemożliwe.


Zobacz także

Młodszy facet? Pewnie! Mają po sto lat i właśnie wzięli ślub

Gordon Ramsay schudł ponad 22 kilogramy. Jaki jest sekret diety szefa kuchni?

Kilka rzeczy, które powinieneś zrobić zanim zostaniesz rodzicem

Kilka rzeczy, które powinieneś zrobić zanim zostaniesz rodzicem