Lifestyle

Jesteśmy w stanie tylko tyle pojąć, ile sami doświadczyliśmy. A ile czerpiemy od innych zależy tylko od nas

Agata Sliwowski
Agata Sliwowski
11 marca 2016
Fot. Pexels/unsplash.com / CCO
 

Trochę dziwnie świat jest zorganizowany. W pewnym sensie jest w nim wiele światów. Miliony, miliardy światów, a każdy z nich to indywidualny ludzki byt. Oczywiście, żyjemy ze sobą, obok siebie, koegzystujemy, współistniejemy… jakoś przecież zorganizować się musimy w tym kosmosie ludzkości. Często zachwycają nas napotkane światy, bywa też, że odrzucają, bo za ciemne, za smutne, za straszne są by je znieść.

Ten świat generalny, który skupia wszystkie indywidualne światy, tworzy reguły. Takie ogólne zasady współżycia. Jakoś przecież funkcjonować musimy w tym tyglu ludzkich planet.  Do tych zasad potem odnosimy prawie wszystko, wartościujemy zgodnie z nimi, tłumaczymy zjawiska i zdarzenia. Świat generalny, daje nam handbook i instrukcje jak żyć, żeby zmieścić się w regułach gry i nie wypaść z kosmosu.

Ze światami indywidualnymi jest już jednak trochę inaczej

Każdy człowiek to niezależna przecież planeta lawirująca z większą lub mniejszą gracją, w kosmicznej mgle wydarzeń i doświadczeń własnych. To one poniekąd nadają nam ton. Cierpliwie i z precyzją modelują matrycę, która nie ma drugiej sobie podobnej. Zapisane w niej informacje utkane są z tych wszystkich zdarzeń, których byliśmy uczestnikami. Na to jak je zinterpretujemy i jaki nadamy im sens składa się wiele czynników, ogólnie jednak każda jednostka dysponuje systemem przekonań, który do jednego jej służy: do rozumienia świata w ten jeden, jedyny, unikalny sposób.

Tak zorganizowane byty ludzkie, wyposażone w osobiste li tylko doświadczenia i kilka handbooków muszą sobie radzić w oceanie różnorodności. Życie wyraźnie przy tym pokazuje, że człowiek tylko tyle pojąć i zrozumieć może, ile sam doświadczył. Doświadczenia innych ludzi, jakie by one nie były, są doświadczeniami innych ludzi i tylko oni ogarniają je w całej ich odsłonie. Wszyscy inni, to obserwatorzy, przypadkowi przechodnie, którzy może i z jakiegoś powodu ocierają się o inny świat, ale z pewnością powodem tym nie jest wejście w buty innego człowieka. Tego zrobić nie potrafimy. Możemy współczuć, możemy próbować zrozumieć, sympatyzować, możemy cieszyć się cudzym szczęściem. Jak byśmy tego jednak nie robili, tak wszystko to będzie zaledwie naszą interpretacją danej sytuacji. I to też tylko taką, jaka w nasz kontekst akurat się wpasuje.

Ja dla przykładu dzieci nie mam…

Mam rzecz jasna zdanie (wiele zdań nawet) na temat posiadania potomstwa. Potrafię wyobrazić sobie bardzo szczegółowo, jakby to mogło być, gdybym to ja dziecko urodzić miała. Nie wiem jednak i nie będę wiedziała, dopóki własnego potomstwa nie powiję, co tak naprawdę znaczy dać życie, uwolnić nowy byt, do świata wielu bytów. Nie wiem i nie będę wiedziała, jakie to uczucie tulić małego człowieczka, tę cząstkę samej siebie, do własnej piersi. Wiem za to aż za dobrze, jak to jest mieć raka. Chorobę, która wchodzi w ciebie i dewastuje ci planetę. W tym temacie zatem jestem znacznie bardziej wykwalifikowana, by wczuć się w sytuację innego chorego, choć i tutaj jego doświadczenia mogą przecież być tak zasadniczo różne, że nie rozpoznam w nich wiele znanych mi z tego tematu odniesień.

Jeśli zatem tak jest, że cudzych doświadczeń nie potrafimy tak naprawdę odczuć, to czy po coś nam one w ogóle są? Skoro i tak sparzyć będziemy musieli się sami, aby poczuć czym jest ból?

Niektóre doświadczenia służą właśnie za przestrogę

Jeśli tylko rozumu trochę mamy i zechcemy przytomnie ocenić sytuację, to w ogień nie wskoczymy widząc jak ktoś, kto wskoczył, wije się teraz z bólu. Moje doświadczenie niestety podpowiada, że większość jednak w ten ogień i tak skacze myśląc, nie wiadomo czemu, że kogo jak kogo, ale ich to ten ogień nie sparzy. Taaa!? Ogień to ogień! Parzy i już. Arogancją jest myśleć inaczej. Bywa też, że zwykłą głupotą. I mówię to z doświadczenia. Sama głupia przecież byłam.

Inne doświadczenia mogą z kolei przynieść inspirację. Obserwując jak ktoś świetnie rozwija swój biznes, sami zechcemy zrobić coś, co może będzie początkiem nowego rozwoju zawodowego. Widząc, jak ktoś z determinacją próbuje realizować swoje marzenia, być może i my przełamiemy naszą własną stagnację w tym zakresie i zapiszemy się wreszcie na wymarzony kurs szycia, albo pójdziemy na przesłuchanie do Voice of Poland.

Są też doświadczenia na tyle mocne, że zmuszają nas do refleksji…

Tak jak zmusiły Famme Fatale w artykule na portalu Sessionbordercontroller.info. Historia Kasi Kowalczyk i Ani Szubert wyciska łzy chyba u wszystkich. Mało też kto nie pomyśli sobie, czytając o losach tych mega-kobiet, że tak po prawdzie, życie ma całkiem dobre. Tego rodzaju konfrontacje z historiami innych planet mają potencjał przemiany. Pod warunkiem, że nie będą ułamkiem chwili, bo tenże, zatrzyma nas może na ów ułamek, ale to by było na tyle. Łzę obetrzemy, poczujemy, że tak wiele od losu dostaliśmy i pójdziemy dalej swoją własną drogą mleczną po doświadczenia całkiem nowe. Po doświadczenia własne.

Taki układ spraw w Kosmosie poniekąd jasno pokazuje, że każdy ludzki byt ma swoją własną historię. Każda ludzka planeta przeżywa swoje własne wielkie i małe chwile. Własne kataklizmy, ale i momenty narodzin. Zestaw okoliczności dla każdego człowieka jest odmienny, a zatem i doświadczanie, przeżywanie tego, co nam się zdarza jest sprawą całkowicie indywidualną. To dlatego wypowiadanie opinii o innych, wyrażanie nasączonego kosmicznym ego zdania, jest takie całkowicie sensu pozbawione. Nie dość, że innych planet wcale to nie interesuje, to jeszcze najczęściej takie opiniowanie z reguły bywa chybione. Jeśli zatem o kimś w ogóle możemy się wypowiedzieć, to w zasadzie chyba tylko o nas samych. I to by było na tyle. Kwalifikacji brak nam bowiem na więcej.

Wszystko to skłania do raczej oczywistej refleksji… Dajmy szaleć innym planetom. Dajmy im żyć. Przyjmujmy od nich inspirację, przyjmujmy planetarne wsparcie, współistniejmy w tym naszym kosmosie, ale czyńmy to pamiętając, że nie naszą sprawą jest oceniać inny byt. Jesteśmy w stanie tylko tyle pojąć, ile sami doświadczyliśmy, a skoro tak, to jedynym mądrym wyjściem jest respektowanie innych planet takimi jakimi są. Z tą ich historią i z tą całą skomplikowaną serią wydarzeń, które wymodelowały je tak jak i nas…. na najlepsze z planet.


Lifestyle

Najbardziej niebezpieczne diety odchudzające. Unikaj ich jak ognia!

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
11 marca 2016
Najbardziej niebezpieczne diety odchudzające. Unikaj ich jak ognia!
Fot. Pixabay / kapoompics /
 

Jeśli do tej pory uważałaś, że każda dieta która pozwala zgubić nadprogramowe kilogramy jest dobra, gdy pozwala osiągnąć cel, koniecznie musisz zweryfikować swoje poglądy. Diety stosowane bez konsultacji z dietetykiem czy lekarzem, mogą skutkować poważnymi konsekwencjami zdrowotnymi, a w momencie ich zakończenia efektem jo-jo. Wtedy wszystkie wyrzeczenia jakim się poddałyście, tracą sens, bo kilogramy wracają, nawet z nawiązką. Być może trafiłyście w internecie na diety których zasady są podejrzane, nie próbujcie ich tym bardziej, jeśli ktoś obiecuje wam podczas ich stosowania utratę dużej ilości wagi w krótkim czasie. 

Wykaz diet, których zdecydowanie nikt nie powinien próbować

Dieta baletnicy

Zakłada 10-dniowy jadłospis odchudzająco-oczyszczający, w trakcie którego każdego dnia traci się na masie 1 kg, więc po diecie – czy raczej pół głodówce – waga powinna pokazać aż 10 kg mniej. Niestety ze względu na minimalne racje żywnościowe i szybie tempo chudnięcia, prowadzi do spadku masy ciała kosztem wyczerpania organizmu, tym bardziej że wymagana jest przy tym aktywność fizyczna!

Pierwsze dwa dni to woda lub kawa, o ile ilość nie przekracza litra dziennie. Trzeci dzień to jedynie dwa serki lub jogurty, najlepiej niskotłuszczowe. Do picia litr płynów dziennie – wody i kawy. Piąty i szósty dzień diety to jedzenie warzyw (około 11 średnich ziemniaków dziennie). Należy pić do 3 litrów wody lub kawy. Siódmy i ósmy dzień to włączenie mięsa drobiowego na parze, bez dodatków przypraw. W dwa ostatnie dni je się wyłącznie zielone warzywa. I oto całe menu na dziesięć dni. 

Efekt? Jeśli ktoś wytrwa i po drodze nie zasłabnie, może liczyć na szybką utratę wagi a po niej intensywny efekt jo-jo w przypadku normalnego spożywania kalorii. Podczas diety baletnicy nie następuje redukcja tkanki tłuszczowej za to pracuje się na odwodnienie organizmu. Ten rodzaj pomysłu na szczupłą figurę nie nadaje się do stosowania ani dalszego polecania. 

 Fot. Pixabay / Foundry / CC0 Public Domain

Fot. Pixabay / /

Dieta tasiemcowa

Jak się okazuje ten niebezpieczny pomysł jest w użytku zdesperowanych kobiet już od lat 30 XX wieku! Znów powróciła w orbitę zainteresowania, mimo poważnych konsekwencji, jaki pociąga za sobą hodowanie w organizmie pasożyta. Dieta tasiemcowa zakłada połknięcie jaj tasiemca w specjalnych i niemało kosztujących tabletkach. Tylko tyle wystarczy, by w jelitach rozwijał się tasiemiec, pobierając składniki pokarmowe.

Przez jego obecność dochodzi do bólu głowy, nudności, odbijania, zaburzeń trawiennych, braku apetytu a w konsekwencji do chudnięcia. Często następuje biegunka, spadek odporności, awitaminoza i wycieńczenie organizmu prowadzące w skrajnych sytuacjach do zgonu. Zagrożeń dla człowieka – żywiciela jest jeszcze więcej – larwy tasiemca mogą przeniknąć przez błonę śluzową jelita, dostać się do krwi, a z nią do wątroby, mięśni, oczu, a nawet mózgu, powodując objawy podobne do schizofrenii i padaczki. Mimo że tabletki z tasiemcami sprzedawane są wraz z odtrutką na pasożyta, walka z jego obecnością a także usuwanie konsekwencji jakie są wynikiem jego działalności są bardzo trudne. Nie warto ryzykować życiem dla utraty kilku kilogramów. 

Dieta Prolinn

 To kolejny ekstremalny pomysł, który znalazł chętnych do wypróbowania. Jej koncepcja została opracowana przez dr Linna,  przy założeniu niskiej podaży energii do 800kcal na dobę, przez wyłączne spożywanie specjalnego białkowego koktajlu autorstwa doktora. Tu również kryje się niebezpieczeństwo, gdyż w koktajlu zamiast pełnowartościowych białek i innych składników, znalazły się niepełnowartościowe białka kolagenowe pochodzące z odpadów mięsnych typu kopyta, sierść, skóry. Stosując te zalecenia, utrata masy w ciągu kilku tygodni sięgała nawet 30%. Niestety konsekwencje okazywały się być o wiele bardziej poważne. Dieta Linna doprowadza do niedożywienia i wyniszczenia organizmu, zaburzenia pracy serca. Zanotowana również przypadki śmiertelne, wynikające z długotrwałego stosowania tej diety.  

Fot. Pixabay / kaicho20 / CC0 Public Domain

Fot. Pixabay / /

Dieta Kimkins

A raczej kolejny pomysł na wyniszczającą głodówkę, który znalazł zainteresowanie. Dieta zakłada spożywanie maksymalnie 800 kalorii dziennie i oczyszczanie organizmu z toksyn za pomocą środków przeczyszczających. Wpływa to na szybki spadek masy ciała, ale wiąże się z niebezpieczeństwem utraty zdrowia. Przy stosowaniu tej diety następuje odwodnienie, ogólne osłabienie zawroty głowy, obniżenie ciśnienia krwi. Zostaje zaburzona równowaga elektrolitowej objawiająca się bolesnymi skurczami mięśni, i zaburzeniami rytmu serca. Możliwe jest krwawienie z jelit i ich dysfunkcja z powodu nadmiernego stosowania środków przeczyszczających.

Monodiety

Czyli popularna dieta kapuściana lub ryżowa, jabłkowa. Jak wskazuje nazwa, dieta polega na przyjmowaniu przez dłuższy czas głównie jednego rodzaju produktu, który można dowolnie przyrządzać. Skutkiem jedzenia w kółko tego samego jest szybkie znużenie smakami i obniżenie nastroju. Na tego typu dietach waga rzeczywiście schodzi w dół, ale też nie sprzyja zdrowiu. Człowiek by poprawnie funkcjonować, potrzebuje kilkudziesięciu różnych składników pokarmowych, a jedzenie np. potraw głównie z kapustą przez trzy tygodnie prędzej zbliży do anemii niż pełni wigoru i zdrowia. 

Fot. Pixabay / kaboompics / CC0 Public Domain

Fot. Pixabay / /

Diety wysokobiałkowe (niskowęglowodanowe)

Czyli osławione diety Dukana, Atkinsa. Polegają na stosowaniu się do planu żywieniowego, opierającego się na produktach niskoenergetycznych i wysokobiałkowych. Taka dieta nie jest najlepszym pomysłem na tracenie kilogramów, ze względu na dużą ilość białka przyjmowaną każdego dnia oraz zawartość tłuszczu pochodzenia zwierzęcego. Np. w diecie Dukana występuje przewaga nasyconych kwasów tłuszczowych o  działaniu miażdżycowym, oraz niedoborze nienasyconych kwasów tłuszczowych, dobroczynnych dla układu krążenia. Zauważalny jest niedobór błonnika pokarmowego, oraz przekroczona norma spożycia cholesterolu, w dodatku jest to dieta ubogowęglowodanowa. Ponadto taki sposób żywienia prowadzi do przyjmowania w nadmiarze fosforu i żelaza oraz niedobór witaminy C, B1, E oraz potasu. Skutek? Między innymi zakwaszenie organizmu, zaparcia, zagrożenie osteoporozą, ryzyko rozwoju kamicy nerkowej, upośledzenie pracy nerek, choroba niedokrwienna serca, miażdżyca.

Pamiętajcie, że nie ma masowej diety idealnej dla każdego

Należy indywidualnie przy wsparciu specjalisty dietetyka dopasować i zbilansować posiłki. Jeśli nie marzycie o zrzuceniu dużej ilości kilogramów, po prostu przestawcie się na zdrowszy sposób żywienia w rodzaju diety śródziemnomorskiej lub skandynawskiej, oraz włączcie codzienny ruch. Zapewne tracić na masie będziecie wolniej, ale nie zrujnujecie przy tym bezcennego zdrowia.


Lifestyle

Sprawdź, czy jesteś w toksycznym związku [QUIZ]

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
11 marca 2016
Fot. Pexels / Freestokcs /

Czasem czujemy instynktownie, że coś w relacji z naszym partnerem nie jest tak, jak powinno, ale nie potrafimy tego sprecyzować. Warto przeanalizować swój związek i, jeśli zajdzie taka potrzeba, spróbować wprowadzić zmiany na lepsze. Kiedy jednak twoim problemem jest szkodliwa, wyniszczająca dla ciebie relacja, często jedynym ratunkiem jest jej zakończenie.

Rozwiąż quiz i sprawdź, czy nie tkwisz w toksycznym związku.

Rozwiąż QUIZ

Z toksycznych relacji trudno się uwolnić, ale jeszcze trudniej w nich trwać…  Co robić, jeśli tkwisz w takim układzie?

linia 2px

Przeczytaj nasz artykuł „Jak wyplątać się z toksycznej relacji? To trudne, ale nie niemożliwe”

quote szaryUsłyszałam ostatnio od psychologa: „Jeśli wiesz, że jesteś w toksycznej relacji – uciekaj”. Nie ma lepszego sposobu na wyzwolenie się od toksyczności. Żadne półśrodki nie zadziałają. Wiara, że uda ci się zmienić tę drugą osobę również.

Jedno jest ważne – z toksycznej relacji możesz się uwolnić tylko wtedy, gdy zdasz sobie sprawę, że ona naprawdę jest toksyczna.

Fot. iStock/dudyka

Fot. iStock/dudyka

 


Zobacz także

7 zaskakujących oznak inteligencji. Też to robisz?

Czy przekąski to zło? Nowe stanowisko Ekspertów Żywieniowych

Zmęczenie, zmarszczki, szara cera – można temu zaradzić

купить подушки ортопедические

масло арал 10w40