Lifestyle

Jak uczyć się języków obcych skutecznie i bez stresu? 7 praktycznych wskazówek lektorki

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
8 grudnia 2019
Fot. iStock / gpointstudio
 

Co wam sprawia największą trudność w nauce języków obcych? A może w ogóle nie lubicie się ich uczyć? Może powtarzacie sobie to oklepane i nieprawdziwe „Ja to nie mam zdolności. Zupełnie jak ciotka Bronka. Cóż. Geny. Nic nie poradzę.”? Z własnego, lektorskiego doświadczenia powiewem wam jedno: uważam, że nie ma czegoś takiego jak „zdolności językowe”. Jest lepszy i gorszy słuch (to się przekłada na waszą wymowę), lepsza lub gorsza pamięć (należy ją ćwiczyć) i jeszcze motywacja. Lub jej brak. A reszta, jeśli chodzi o efektywność nauki języków obcych, zależy od tego jak bardzo weźmiecie sobie do serca te siedem, poniższych zasad.

Jak uczyć się języków?

1. Jeśli zapisujecie się na kurs w szkole językowej, wybierajcie zawsze jak najmniej liczne grupy. Nie chodzi przecież o to, by łatwo zniknąć w tłumie. Chodzi o to, by z pomocy i wiedzy lektora jak najwięcej skorzystać, mieć go jak najczęściej „dla siebie”. Za to w końcu płacicie, prawda?

2. Choć to już nie podstawówka, odrabiajcie ćwiczenia zadane do domu przez lektora. Zabrzmi to banalnie, ale bez choć odrobiny w domu, kurs językowy nie przyniesie trwałych efektów.

3. „Osłuchujcie się” z językiem gdzie tylko się da. Świetnym sposobem takiego „wchłaniania” języka jest oglądanie ulubionych filmów i seriali z oryginalną ścieżką dźwiękową, czy słuchania audiobooków w danym języku.

4. Wyznaczcie sobie cel. Powiedzcie sobie na przykład: za dwa miesiące będę mogła pójść do sklepu i poprosić (np. po angielsku) o takie a takie produkty. I róbcie wszystko by do tego dążyć.

5. Nie zapominajcie, że uczycie się języka po to, by móc się komunikować z ludźmi. Waszym celem jest albo przekazanie jakieś wiadomości albo uzyskanie informacji, a w miarę postępów coraz bardziej swobodna wymiana zdań. Nie zrażajcie się błędami, poprawność językowa jest ważna, ale nie najważniejsza. Dopóki ten przystojny Anglik, czy uwodzicielski Francuz was rozumie, wszystko jest OK. 😉

6. Równajcie „do góry”. W grupie znajdźcie sobie do pracy w parze kogoś, kto jest ciut lepszy i uczcie się od niego. Ale omijajcie szerokim łukiem takich, co choć z językiem obcym radzą sobie całkiem nieźle, zapisali do waszej grupy o poziomie podstawowym, żeby połechtać sobie ego. Waszym kosztem.

7. Zmotywujcie się nagrodą, koniecznie w jakiś sposób związaną z językiem, którego się uczycie. Jeśli zaliczycie egzamin końcowy z francuskiego, kupcie sobie na przykład piękny przewodnik po Francji. A ten przewodnik na pewno zachęci was do dalszej nauki…

Zbliża się koniec roku. Może warto tym razem powziąć jakieś noworoczne postanowienie? Na przykład takie: za 12 miesięcy będę już mogła powiedzieć po hiszpańsku mojemu hiszpańskiemu szwagrowi, co myślę o tym, jaki numer wykręcił mojej siostrze na weselu naszego brata
Życzę wam powodzenia i wytrwałości!:)


Lifestyle

„To ty jesteś samolubnym dupkiem, który zjawia się, kiedy mu wygodnie!”. Nie życzę ci niczego dobrego, bo niczego dobrego nie dostałam od ciebie

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
8 grudnia 2019
Fot. iStock / princessdlaf
 

Ola zakochała się w nim od razu. Czarujący, porwał ją do tańca na imprezie u wspólnych znajomych. „Co tam, że nie jesteśmy mistrzami parkietu”, śmiał się. „Najważniejsze, żeby dobrze się bawić”. Ujmujący w swoim luzie, a jednocześnie bardzo szarmancki, tak pięknie opowiadał o swojej babci i matce. Czuło się, że kobiety traktuje z szacunkiem.

On był taki inny niż wszyscy

– Miało być tak cudownie. Snuliśmy plany, a on przytakiwał nawet tym najbardziej szalonym – opowiada Ola. – Myślałam, że pójdzie ze mną wszędzie, że znalazłam faceta idealnego. Boże, jaka byłam głupia.

Po tej pierwszej imprezie zadzwonił do niej. – Cześć. Nie wiem, czy mnie w ogóle kojarzysz – mówił nieco zawstydzony. A jej serce mocniej zabiło na dźwięk jego głosu. – Hmm chyba sobie nie przypominam – żartowała, ale kiedy chciał się rozłączyć zatrzymała go. – No co ty Tomek, jasne że pamiętam. Umówili się do kina. Po kinie na spacer.

–Dzwonił, wysyłał sms-y, po kilkanaście razy dziennie. Powtarzał, że nigdy z nikim nie czuł się tak swobodnie, jak ze mną. Był po rozwodzie. Bardzo dobrze wypowiadał się o swojej byłej żonie. Nie mieli dzieci. Mówił, że nawet po rozstaniu wylądowali razem w łóżku. Podobno ona sobie ułożyła życie – wspomina Ola. Była ostrożna. Spotykała różnych facetów w życiu. Ale on wydawał się taki inny od nich. – Zaprzyjaźnialiśmy się. Tak mi się wydawało. Myślałam: „Najpierw przyjaźń, później zobaczymy”.

Zwierzał się jej ze wszystkiego. Taki facet który dużo mówi to przecież skarb. Wiedziała o nim wszystko. O jego pierwszej miłości, o kolejnych kobietach, o przyjaciołach. – Opowiadał o imprezach, na których bywał. O tym, że ma znajomych muzyków, że jedna z jego dziewczyn gra teraz w teatrze. Potrafiliśmy przegadać pół nocy przez telefon. Zakochałam się w nim, kiedy zabrał mnie i moją córkę na wycieczkę. Zwiedzaliśmy zamek, byliśmy w muzeum, zrobiliśmy sobie piknik w lesie. A on tak na mnie patrzył… Kiedy szepnął mi do ucha: „To jeden z najcudowniejszych dni w moim życiu”, nogi się pode mną ugięły – wspomina Ola.

Lubił mówić o sobie. Przyciągać uwagę zbyt głośnym śmiechem, albo przesadną gestykulacją. Zwracał uwagę na to, co ubiera. – Wysyłał mi zdjęcia koszulek, butów, które chciał sobie kupić. Kiedy pewnego dnia przyszedł w przystrzyżonych włosach, a ja powiedziałam: „E, kiepska ta fryzura, taka wystylizowana, że aż sztucznie wyglądasz – obraził się. Nie wprost. Zamilkł, posiedział chwilę i nagle rzucił, że zupełnie zapomniał, że miał bratu pomóc składać meble. W drzwiach minął się z moją przyjaciółką, która rzuciła: „Świetna fryzura”, obejrzał się w moją stronę z szeroki uśmiechem: „Widzisz ona przynajmniej się zna”. Wtedy zupełnie nie zwróciłam na to uwagi.

Lubił słuchać, jaki jest świetny

Choć Ola czuła, że są na granicy przyjaźni, że ciągnie ich do siebie także fizycznie, nie robiła żadnych ruchów. – Nie chciałam niczego przyspieszać. Spędzaliśmy ze sobą coraz więcej czasu. On jakby badał teren. Myślałam, że może też nie jest pewien. Często pytał o ojca mojej córki, z którym żyjemy w poprawnych stosunkach. On zawsze będzie w moim życiu ze względu ma Martynkę – wspomina Ola. – Pewnego wieczoru przyszedł z winem, oglądaliśmy jakiś film i nawet nie wiem, kiedy wylądowaliśmy w łóżku. To był świetny seks. On lubił słuchać, jak dobrym jest kochankiem.

Od przyjaźni do miłości przeszli naturalnie. Jakby od samego początku miało tak być. Tomek nadal wpadał wieczorem. Zostawał na noc, wychodził wcześnie rano. Dzwonił i pisał. Weekendy spędzali wspólnie, częściej jednak te, kiedy jej córki nie było w domu. – Kiedy Martyna była ze mną, zawsze znajdował jakąś wymówkę. Koncert znajomej kapeli, wypad z kumplami nad jezioro na ryby. Nie niepokoiło mnie to. Wręcz przeciwnie cieszyłam się, że ma jakąś pasję, że nie wisi tylko na mnie.

Przychodziły jednak wieczory, kiedy Ola tęskniła. Dzwoniła, wysłała SMS-y, ale on nie mógł przyjechać, bo akurat babcię musiał zawieźć do szpitala, pomóc koleżance w przeprowadzce, nie zdążył wyjść z psem. – Nie chciałam naciskać. A on nagle zjawiał się w środku nocy. Mówił: „Przytul mnie tylko. Kochasz mnie? Jesteś dla mnie wyjątkowa? Kim dla ciebie jestem? Jestem w ogóle ważny w twoim życiu”, a noc schodziła na moich zapewnieniach, że nie znam lepszego faceta od niego, i że z nim chcę się zestarzeć.

Nie tolerował drugiego miejsca

Nie zabierał Oli do swoich znajomych. Ignorował jej córkę. To nie dawało Oli spokoju. Owszem rozmawiał z nią, żartował, ale wolał przychodzić, kiedy już spała. Odkładał telefon i nie odbierał po tym, kiedy Ola mówiła: „Muszę kończyć, Martyna coś chce, zaraz oddzwonię”, później tłumaczył, że nie chciał im przeszkadzać. – Kiedy powiedziała mu, że na urodzinach Oli będzie jej tata przestał się odzywać. Dostałam sms-a: „Nie mogę teraz z tobą rozmawiać. Daj mi czas”.

Dzisiaj Ola rozumie, że to była zazdrość o jej miłość do córki, o uwagę, którą poświęcała jej, a nie jemu. Czuł, że jest nie jest na pierwszym miejscu. – Coraz częściej niby w żartach zaczynał wyrzucać, że Martyna jest ważniejsza dla mnie niż on. Zapewniałam, tłumaczyłam, że nie może tego wartościować, ale on ostentacyjnie nie odbierał telefonu. Pisałam: „Przyjedź”, odpisywał po trzech godzinach: „Pranie musiałem zrobić”. Byłam druga, po praniu. Jak się później okazało też po psie, po myciu podłogi, po kolegach, którzy wpadli na mecz, i po koleżankach, po które musiał jechać na lotnisko.

Ola kochała, próbowała zrozumieć, co się dzieje. Gdzie ten facet, który potrafił zjawić się o każdej porze dnia i nocy, przegadać z nią długie wieczory? – Kiedy usłyszałam, że nie traktuję poważnie tego związku, powiedziałam: „Ja nie traktuję poważnie? To ty jesteś samolubnym dupkiem, który zjawia się, kiedy mu wygodnie!” . Był tylko trzask telefonu. Próbowałam dzwonić, ale bezskutecznie. Przyszedł jak zawsze sms: „Przesadziłaś. Nie wiem, czy w ogóle chcę z tobą jeszcze rozmawiać”. Zgłupiałam. Stałam z telefonem w ręce gapiąc się na to, co napisał.

Z daleka od zobowiązań

Zaproponowała, żeby razem zamieszkali. „Nie wiem, czy to coś zmieni”, usłyszała. – Pytałam, co ma się zmienić? Odpuszczałam. Jak on się nie odzywał, to też nie dzwoniłam,. Skupiałam uwagę na córce, choć jego milczenie bolało jak cholera. Wmawiałam sobie, że to taki etap w związku, który może wchodzi na wyższy poziom. Jednak, kiedy Ola dostawała kolejnego sms- a w stylu: „Nie przyjdę, bo pies koleżanki się rozchorował, jadę do weterynarza”, coraz częściej zastanawiała się, gdzie jest dla niej miejsce w tym związku? Czy jest tylko po to, by mówić Tomkowi, jaki jest cudowny, jaki kochany, przystojny, jak koleżanki jej zazdroszczą takiego faceta?

– Przestałam prosić, żeby przyjechał, nie wysyłałam tysięcy wiadomości. Nie głaskałam jego ego. Mówiłam: „Twój wybór”. Za pierwszy razem poskutkowało. Zjawił się w nocy przepraszając. Wtedy odbyliśmy szczera rozmowę, powiedziałam, że nie jestem zabawką, przy której on może się jedynie dowartościować,. Że potrzebuję faceta, że jesteśmy ze sobą na tyle długo, że mogę oczekiwać od niego pewnych zobowiązań, a nie słuchać, że ze znajomymi planuje wakacyjny wyjazd. Powtarzałam: „Zobacz, gdzie ja jestem w twoim życiu. Ty jesteś dla mnie wszystkim, a kim jestem dla ciebie?”. Przepraszał, mówił, że tak mu ciężko, jak mnie nie ma obok, że nie wie, czemu karze mnie tak za moją nieobecność.

Przez jakiś czas było miło. Byli nawet na imprezie z parą jego znajomych. Ola czuła się jak gwiazda. Założyła sukienkę, którą lubił najbardziej i w której wiedziała, że świetnie wygląda. Patrzył na nią z zachwytem i głośno powtarzał, jaka jest piękna. – Znowu szeptał mi do ucha, że jestem cudowna, że tylko mnie kocha i szaleje na moim punkcie. Błyszczały mi oczy od tej miłości.

Co masz mi do powiedzenia?

Kilka dni później Ola dostała SMS-a: „Masz mi coś do powiedzenia?”, zupełnie zdezorientowana próbowała dodzwonić się do Tomka, on odrzucał połączenia. – Pisałam histeryczne wiadomości pytając o co mu chodzi, co się dzieje, żeby się odezwał, że ma się nie zachowywać jak gówniarz. On jak zawsze musiał być panem sytuacji: „Czy masz mi coś do powiedzenia”, pytał po raz kolejny. Napisałam mu, że jeśli nie odbierze telefonu, to do niego przyjadę. „Pożałujesz tego”, dostałam jedynie.

Otworzył drzwi nie patrząc jej w oczy. Usiadł na kanapie nie podnosząc głowy. – Krzyczałam: „Porozmawiaj ze mną, powiedz, o co chodzi”. Spytał, czy ojciec Martyny był u mnie ostatnio. Miałam wrażenie, że trafiłam w jakąś inną czasoprzestrzeń. Wszystko wirowało. „No był, pisałam ci, że Martyna ma wysoką gorączkę. Przyjechał i pojechaliśmy na pogotowie z nią”. Usłyszałam, że on tego nie zniesie. Że tak mnie kocha i jest tak o mnie zazdrosny, że nie może sobie poradzić z tym uczuciem. Oniemiałam. „Ale o czym ty mówisz” – krzyczałam po chwili. On nie podnosił głowy. „Kochanie, to może zamieszkajmy w końcu razem, wtedy będziemy blisko, nie będzie takich niedomówień, jakiś dziwnych pretensji”, próbowałam tłumaczyć na spokojnie. On tylko kręcił przecząco głową. „Wyjdź” usłyszałam. „To koniec”. „Spójrz mi w oczy i powiedz, że mnie nie kochasz” – walczyłam jeszcze próbując zrozumieć, co się dzieje, gdzie ja jestem, z kim rozmawiam. „Na pewno do niego wrócisz”, odbił piłeczkę. Wstałam. Kiedy powiedział: „Dziękuję ci za wszystko”, trzasnęłam drzwiami. Czekałam na schodach, że wyjdzie za mną, że zawoła, że powie, że to był żart, że chciał tylko mnie sprawdzić.

Dwa dni później na Facebooku zobaczyła jego zdjęcie z byłą żoną. Uśmiechnięci, objęci i radosne komentarze znajomych: „Pięknie razem wyglądacie”, „Powinniście do siebie wrócić”, „Jesteście sobie przeznaczeni”. – No tak, o mnie prawie nikt nie wiedział… Próbowałam mu wytłumaczyć, jak mnie zranił. Jak potraktował. Zabawił się i porzucił. Tak po prostu. Że jest chamem bez uczuć, że nie widzi nic oprócz czubka własnego nosa, że życzę mu, by ktoś kiedyś zostawił go w ten sam sposób. Dostałam jedną odpowiedź, z której wynikało, że sama jestem sobie winna, że powinnam być dla niego, a nie dla wielu jeszcze innych osób. Że on nie chce się mną dzielić.

Ola długo próbowała zrozumieć, co się stało. Składała poszczególne sytuacje. Było jej wstyd, że tak się dała nabrać. Na tę przyjaźń, na miłość, na to, że wydawała się dla kogoś najważniejsza i najpiękniejsza. – Dziś czuję obrzydzenie. On mnie użył. Wykorzystał dla swojego dobrego samopoczucia. Kochał się w mojej miłości do niego. Przeglądał się w niej poprawiając sobie samopoczucie. Jaka byłam głupia z tymi prośbami, zachętami, żeby był, przyjechał. On nigdy nie chciał ze mną być. Teraz to widzę. Dla niego tylko on był ważny. Nikt inny. Te jego opowieści o zdradach, miłościach. Jest mi niedobrze, kiedy teraz o tym myślę. Poniżał mnie każdym praniem ważniejszym ode mnie, każdym: „Twojej córki nie ma w domu?”, każdą moją wieczorną wizytą u niego. Przyjaciółka mówiła: „Olka, to narcyz zapatrzony tylko w siebie”, a ja nie chciałam tego słyszeć. „Co ty, on jest taki niedowartościowany”.

Tomek próbował zachować kontakt z Olą, po czasie pisał, że będzie dla niego miłym wspomnieniem. – Nie chcę być niczyją marionetką, kolejna odhaczoną zdobyczą. Chcę zapomnieć o tym mężczyźnie, który kocha i zawsze będzie kochał tylko siebie.


Lifestyle

„Nie mieszają rozumu w sprawy sercowe i serca w sprawy rozumu”. Spotykasz takich ludzi?

Agata Sliwowski
Agata Sliwowski
8 grudnia 2019
Fot. Pixabay/Unsplash / CCO

Zauważyłam, że są wśród nas organiczni ludzie. To taki gatunek, albo może jego wariacja. Ludzie ci mają w sobie coś z matki ziemi i pachną deszczem, aż w nosie kręci. Nie bujają w obłokach, jak moja własna wariacja, lecz raczej stąpają krokiem pewnym i ziemskim. Myśli mają uporządkowane w kilometry obfitych grządek. Uprawiają myślenie świeże, będące konsekwencją zasianego ziarna.

To ludzie, którzy żyją zgodnie z natury porządkiem. Nie pchają się pod prąd w rwących strumieniach, nie modyfikują genów istot żywych, nie spryskują myśli nawozem, który ma je wyolbrzymić w jakieś kształtne, myślowe mega-pomidory. 

Organiczni ludzie są jakby bardziej autentyczni.

Istnieją jakby naprawdę, podczas gdy byty z chmur snują się po planecie jak marzenia senne. To ludzie do polegania. Pewni jak internetowe wyszukiwarki, bo mają solidną wiedzę, a nie jakieś powierzchowne info ala inteligentne (poniekąd sama się w nim specjalizuję, nie jest mi więc wcale obce owo nie takie do końca pozorne: „wiem że nic nie wiem”). Organiczni ludzie robią rzeczy, które mają zrobić, a czynią to bez żadnych intro o rzekomej niemocy. Niemoc i prokrastynacja to sprawy nieorganiczne przecież, najczęściej z chmury po prostu wydumane. 

Organiczni ludzie kochają bez komplikacji, bo miłość jest dla nich czymś naturalnym.

Posiana, wyrasta i pięknie zakwita. Jak w naturze. Nie ma dwóch zdań. Dramaty serc połamanych raczej ich nie dotyczą. Wino piją bo lubią, a nie po to by zatopić żal niezatapialny. Posługują się rozumem jak narzędziem, które w intelektualnych relacjach się sprawdza najlepiej. Kochają zaś sercem, bo do miłości serce przecież służy. Nie mieszają rozumu w sprawy sercowe i serca w sprawy rozumu. Tak jak to nagminnie czynią byty pomylone, owa wariacja człowieka podniebnego, u którego wszystko zawsze na opak działa, zaś porządek świata zagubiony w bałaganie, przepada na zawsze i amen. 

Świat ludzi organicznych ma oczywisty sens.

Czarne jest czarne, białe jest białe, a kolorowe się robi wtedy, kiedy przychodzi pora na celebrację. U bytów podniebnych ciągły fowizm za to, wrzeszczy wściekłym kolorem, aż oczy mdleją od nadmiaru pląsu. Tego, u ludzi organicznych nie widać. Przy czym jak mniemam ich sukces w tej mierze bierze się z tego, że ziemi blisko się trzymają, także tej rozumianej jako bezdroża, łąki i ścieżki nieokaflowane. Ten trik niezwykły nadaje im pewien surowy ton jaki właściwy jest chłodnym porankom jesieni. Tacy ludzie wstają wcześnie, razem z rosą i porannym słońcem więc umysł jasny mają niejako z definicji. My ludzie chmur, sypiamy do południa, prowadząc żywot nocny raczej, pełen myśli wzburzonych i zamroczeń wcale nieprzypadkowych. 

Rozpisuję się tu tak obszernie na temat ów powyższy jako, że całkiem niedawno spotkałam właśnie taką, kobietę organiczną idealnie. Piękną, cudowną i oszałamiająco zorganizowaną. Perfekcyjną zapewne też, chociaż nie o ten aspekt jej osobowości tu chodzi. To o co chodzi, to zapach ziemi po deszczu jaki nieodłącznie jej towarzyszył podkreślając w niej prawdę całej natury. Niezwykle przyjemnie się z nią obcowało, nawet takim przypadkom jak mój, na chmurach wykolejonym. I żeby jasne było, nie była ona gatunkiem, za którym nie przepadam, tą wariacją człowieka, który rozumy wszystkie pozjadał i preferuje życie na pospolitym targowisku pseudoakcji, wśród  znajomych przekupek zaangażowanych w cudze żywoty. Taki człowiek nie interesuje mnie ani ani, więc wróćmy po prostu do owej kobiety organicznej, która z wizytą do mnie zajechała. Nie była więc ona człowiekiem przemądrzałym, pewnym siebie i zorganizowanym na tak zwany połysk. 

Moja dziewczyna była najzwyczajniej w świecie czysto piękna.

Wstawała rano, zaciągała włosy w kucyk i szła w miasto bez jednej kreski na oku, bez różu na policzku, bez pudru, podkładu… no bożesz! Jak można!? A ona tak szła. Naturalna, bez parabenów, wolna od związków ołowiu na ustach, w które nawet jedna igła się nigdy nie wbiła, a mimo to obarczone były jakby pełnią absolutną. Sukienki z bawełny, proste, niezdobione, jedyna ekstrawagancja to bransoletka z najprostszych koralików. Żona, matka, kobieta super sukcesu. Bez śniadania z domu taka nie wychodzi, odżywia się zdrowo, kasą nie szasta na prawo i lewo choć pewnie by mogła, gdyby sobie zechciała. Skromna, pokorna, ale pewna swego, bo co jak co, ale zdanie to kobieta organiczna ma jak najbardziej. Chociaż nie jest inwazyjna, jak większość ludzkości, która za cel sobie przyjmuje przekonać świat do własnej racji. 

Kobieta organiczna nie szarpie się z nikim, nikomu niczego nie dowodzi, ma swoje zasady i swoje reguły, podług których żyje nie wadząc nikomu. Świat takich ludzi jest poukładany i zorganizowany, a nade wszystko świeży w swojej filozofii i praktykowaniu życia. Strasznie orzeźwiający są tacy ludzie. Jak jakaś boska bryza. 

Przez chwilę myślałam, że może to po prostu dojrzałość, przez którą nawet byty z chmur potrafią wieść życie jakby bardziej spokojne. Lecz nie. Dojrzałość dojrzałością, rzecz jasna, ale to musi być chyba jakaś nowa wariacja człowieka po prostu. Wyhodowana w XXI wieku, nowa, organiczna odmiana. Dobrze było ją odkryć, tak w bezpośrednim doświadczeniu, bo ma jeszcze jedną cudowną właściwość. Jest całkowicie i nieuleczalnie zaraźliwa. Jak raz się przypląta tak trzyma człowieka w uścisku, aż człowiek sam zaczyna mieć myśli takie poniekąd, no cóż….. organiczne. Ziemiste myśli, deszczem opłukane, słońcem ogrzane, gotowe jak ziarno wystrzelić w naturę. 

Czy zatem czujesz człowieku?

Czujesz jak roślina, która przebija się przez ściółkę i pnie się ku niebu wypuszczając liście i kwiaty kolorowe? Bez wysiłku, w zgodzie z tym co pisane, a przy tym  całkowicie totalne? No właśnie… jak czujesz to dobrze. Bo wiedz, że tak sobie właśnie żyje ten nowy gatunek ludzi organicznych. Jeszcze może nie są za bardzo a’ la mode, jeszcze może okładki ich nie lansują. Dać im jednak chwilę, a pójdą jak grzyby po deszczu. Simply totalnie.


Zobacz także

12 (czasem dziwnych) powodów, dla których się zakochujemy. Spróbuj popatrzeć mu w oczy przez dwie minuty i tego nie poczuć

Camaϊeu przygotowało specjalną mini kolekcję na zimę

Gratulujesz mi odwagi? Błąd. Od dziś już nigdy nie będę sama. Moja samotność się skończyła

Gratulujesz mi odwagi? Błąd. Od dziś już nigdy nie będę sama. Moja samotność się skończyła