Lifestyle

Dzień, w którym przestaniesz się spieszyć, będzie dniem, w którym zaczniesz cieszyć się życiem

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
18 czerwca 2017
Fot. iStock/PeopleImages
 

Jak wygląda twój niedzielny poranek? Czy masz w głowie plątaninę myśli, czy może układasz już plan na cały dzień albo tydzień? Denerwuje cię to uczucie, że jutro już poniedziałek, choć przed tobą jeszcze całe przedpołudnie, popołudnie i wieczór… Zwolnij. Albo raczej – przestań przyspieszać. Nie pouczaj czasu, jak powinien płynąć. Podporządkuj mu się i zacznij zauważać – sekundy, minuty. Tylko tak nauczysz się je doceniać. Tylko tak, nauczysz się cieszyć życiem.

Żyjemy w trudnym momencie, jesteśmy uzależnieni od zerkania co chwila na ekrany naszych telefonów. Nie chcemy przeoczyć wiadomości, które się na nich pojawią, jakby od tego zależało nasze szczęście, zdrowie, spełnienie. Dzielimy naszą uwagę między setki czynności i kilkanaście osób, ale nie jesteśmy naprawdę uważni, nie potrafimy nikogo wysłuchać do końca, być dla niego.

Próbujemy wielozadaniowości, która tak naprawdę nigdy nikomu nie wyszła na dobre. Efekt jest zawsze ten sam – wciąż brakuje nam czasu dla siebie i dla innych.

I choć korzystamy z cudów techniki – włączamy sobie elektroniczne przypomnienia, żeby o niczym nie zapomnieć, rozplanujemy sobie cały tydzień w elektronicznych kalendarzach naszych modnych gadżetów, wciąż jesteśmy zdziwieni, że nie jesteśmy w stanie „zdążyć na czas”.

To takie dziwne, nasi dziadkowie, rodzice nigdy nie potrzebowali tego wszystkiego, by pamiętać o ważnych dla nas wydarzeniach. A przecież wcale nie mieli mniej obowiązków, mniej codziennych zmartwień, wyzwań, przecież bywało im bardzo ciężko.

My, przedstawienie w przedszkolu dziecka umieszczamy gdzieś między kolejnymi spotkaniami w pracy. Nasze myśli i działania kontrolowane są przez elektroniczne kalendarze i wyskakujące „przypominajki”. Skutecznie wyrzucamy je z głowy, by zrobić sobie w niej więcej miejsca na… no właśnie, na co?

Ale niektórzy z nas potrafią zwolnić. Najczęściej wtedy, kiedy dopada ich jakaś fizyczna albo psychiczna słabość. Organizm odmawia posłuszeństwa, buntuje się przeciwko szalonemu tempu, które mu narzuciliśmy. I po prostu mówisz sobie: STOP. Sekundy i minuty nabierają nowej wartości, zaczynasz celebrować życie, dostrzegać jak wielkim jest darem i jak bardzo zaniedbywałeś je do tej pory, choć wydawało ci się, że robisz wszystko, by przeżyć je jak najlepiej. Dochodzisz do momentu, w którym jesteś w stanie spojrzeć na wszystko, co robiłeś do tej pory, z dystansem i zrozumieć, że nie jesteś prawdziwie szczęśliwy. Że choć próbowałeś „nałapać wszystkiego” jak najwięcej, po drodze uciekło ci wiele tego, co ważne, a może nawet najważniejsze. Bo nie umiałeś zwolnić, żeby to zauważyć. Powiedz, szczerze – kiedy ostatnio spędziłeś kilka godzin z ukochaną osobą, koncentrując się tylko na niej, na was? Kiedy wyłączyłeś, albo choć odłożyłeś telefon, laptop i porozmawiałeś z kimś bliskim, albo – z samym sobą?…

Innym momentem, kiedy budzimy się z tego szalonego snu, jest pojawienie się w naszym życiu małego człowieka, który nie zważając na nasze deadline’y i meetingi, wprowadza nam całkiem nowy porządek.

Co się wtedy dzieje? Cud. Dostosowujesz się do jego łagodnych, powolnych ruchów, wsłuchujesz się w jego oddech, kiedy śpi. Mówisz do niego powoli, cierpliwie. „Tracisz” swoje cenne minuty, a nawet godziny przyglądając mu się bardzo uważnie (pierwszy raz od dawna przyglądasz się komuś, skupiasz się na kimś z taką uwagą).  I nagle okazuje się, że czas płynie wolniej i spokojniej, niż ci się wydawało, choć twoje dziecko rozwija się tak szybko.

Kiedy mały człowiek rośnie, zaczynasz zauważać, że można przejść 20 metrów w godzinę, przystając przy każdej maleńkiej mrówce, listku, kałuży i zachwycać się nimi bez końca. Na początku dziwi cię to, denerwuje (bo przecież masz już w głowie te wszystkie opóźnienia, ty zaplanowałeś na wasz spacer mniej czasu i mieliście przecież „gdzieś” dojść, a nie gapić się „bez sensu” na robaki i piasek), chcesz złamać ten rytm, narzucić twoje własne, dawne tempo. Nerwowo przeglądasz Facebook w telefonie, podczas gdy maluch z zachwytem, o którym ty dawno zapomniałeś, odkrywa świat. Jeśli się do niego przyłączysz, uwolnisz się.  Jeśli zaczniesz pospieszać małe dziecko, które po prostu cieszy się życiem, każdą nową obserwacją, smakiem, doświadczeniem – zabierzesz mu radość.

Dlatego dla siebie i dla niego – wybierz życie tym, co dzisiaj, w tej chwili. Ucz się od małych dzieci, ucz się od starszych ludzi, od ludzi doświadczoncyh chorobą. Nie musisz się spieszyć. Zwolnij. Nie mów „ nie mamy na to czasu”, bo to oznacza: „ nie mamy czasu, by żyć”. Ciesz się małymi, powolnymi radościami, a zaczniesz żyć.


Lifestyle

„Życie po rozwodzie jest pełne lęku, niepokoju i obaw. Jak ja sobie teraz sama poradzę?”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
18 czerwca 2017
Fot. iStock/Martin Dimitrov
 

Zobaczyłam, że mój poprzedni list przeczytało wiele kobiet i postanowiłam napisać do nich następny. Nie podam w nim złotych rad, ale podzielę się doświadczeniem, że każdy lęk kiedyś mija, a każda próba poznawania siebie samej, nawet ta z pozoru nieudana prowadzi nas w końcu do sukcesu.
Życie po rozwodzie jest pełne lęku, niepokoju i obaw. – Jak ja sobie teraz sama poradzę?- myślałam całymi dniami i nocami. – Co zrobię.

Gdyby kilka lat temu ktoś mi powiedział, że będę chciała sprzedać dom, na pewno bym mu nie uwierzyła. Po rozwodzie dom to było jedyne miejsce, w którym moje poczucie bezpieczeństwa resztkami tchnień dawało o sobie znać.

Zamykałam za sobą drzwi i oprócz lęku i smutku, który mi wtedy towarzyszył, odnajdywałam jeszcze skrawki normalnej codzienności.
Pamiętam, myślałam, że jestem w stanie zrobić wiele, żeby tylko ten dom zatrzymać.

Miałam plan, że przestanę podróżować, robić zakupy, a może nawet jeść, żeby w chwili podziału majątku móc spłacić byłego męża i mieć w zamian mój bezpieczny dom.

Dzisiaj myślę, że kiedy po wielu latach ktoś od nas odchodzi, tracimy nie tylko tę osobę i siebie, jaką znamy, ale przede wszystkim właśnie poczucie bezpieczeństwa.Od tamtej pory minęło kilka lat.  Ja doświadczyłam, że jestem w stanie powoli,

pokonać każdy lęk i strach, żeby znowu, jak kiedyś, pięknie i spokojnie żyć. Nie po to, żeby byłemu mężowi, czy innym coś udowodnić, ale po to, żeby wstawać  rano i cieszyć się pogodą za oknem, kubkiem ulubionej herbaty, przeczytaną książką,  spotkaniem czy małym sukcesem w pracy.

Moje życie po rozwodzie przypominało życie dziecka, które uczy się chodzić. Tylko moje chodzenie to było poznawanie siebie. Dowiadywanie się co lubię, a czego nie. Próbowanie, doświadczanie i uczenie się niezależności. Często płakałam razem z deszczem. Innym razem wpadałam w czarne dziury tak głębokie, że nie było z nich widać nic, ale zawsze wtedy ze wszystkich sił starałam się znaleźć małe światełko,

które nadawało mi kierunek.

Potem robiłam plan i powoli krok po kroku do niego zmierzałam. Czasem z sukcesem innym razem nie, ale to działanie nadawało życiu sens i smak

I tak trafiłam do pewnej szkoły w Krakowie, która rozwijała nie moje kompetencje, ale pasje. Uczestniczyłam w różnych warsztatach. Malowałam, próbowałam jogi, tai chi i tańca.

Podróżowałam.

To wszystko nie było łatwe i proste, ale zrobiłam to. A kiedy nadszedł dnień, że nasz dom stał się mój, ja miałam już w sobie pewność, że taki dom, czyli jego klimat, duszę i ciepło mogę, stworzyć gdziekolwiek tylko zechcę. Bo bezpieczeństwo to nie mury, ale poczucie, że poradzimy sobie w różnych życiowych sytuacjach.

Dzisiaj podjęłam decyzję, że sprzedaję mój ukochany dom. Za kilka dni odbieram klucze do mieszkania z niewielki balkonem w cudownej okolicy. I wiem, że stworzę w nim piękne i bezpieczne miejsce. Pełne ciepła, klimatu i mnie.

Nauczyłam się, że każdy kryzys i upadek to rozwój. Musimy tylko podjąć taką decyzję, a potem wypatrywać słońca na horyzoncie i nie bać się doświadczać burzy i deszczu w życiu.

Każdy deszcz przestaje przecież kiedyś padać, a powietrze po nim jest czyste i rześkie, więc moknijcie, schnijcie i stawiajcie pierwsze kroki. Warto.

Ślę Wam wiele dobre myśli…

Maja


Lifestyle

„Przestań płakać!”, „Upierz moje brudne skarpetki”. Czego nigdy nie powinnyśmy usłyszeć od partnera?

Anna Wójtowicz
Anna Wójtowicz
17 czerwca 2017
Fot. iStock/PeopleImages

Nie płacz, nie złość się – tego nigdy nie powinnyśmy usłyszeć od partnera. Mamy prawo wyrażać swoje autentyczne emocje oraz podejmować własne wybory zgodnie z naszymi poglądami i sumieniem. Nikt, a zwłaszcza partner, nie ma prawa nas do niczego zmuszać. Jeśli mamy na coś ochotę, róbmy to. I przeciwnie – jeśli czegoś nie chcemy, on powinien uszanować nasz wybór.

Dlatego pokaż ten tekst swojemu mężczyźnie, żeby zobaczył, jakich zdań powinien unikać i czego nie powinien od ciebie wymagać. Zamiast tego, lepiej niech cię przytuli, pocałuje i powie, że jest przy tobie. I – przede wszystkim – uszanuje twoje zdanie.

„Nie złość się”

Intymność w związku oparta jest na poczuciu, że czujesz na tyle bezpiecznie, by nie wstydzić się okazywać swoich prawdziwych uczuć. Dlatego, kiedy masz gorszy dzień, masz prawo to wykrzyczeć. Jeśli twój partner będzie cię przed tym powstrzymywał, poczujesz się jeszcze gorzej i po pewnym czasie wasza relacja zacznie się psuć.

„Powinnaś się zgadzać z moimi poglądami politycznymi”

Polityka to indywidualna kwestia. Każdy ma prawo głosować i popierać tę partię, która reprezentuje ich poglądy. Jeśli twój partner popiera inne ugrupowanie, nie ma prawa prosić cię o dostosowanie się do niego.

„Przestań płakać”

Partner nie ma prawa prosić cię o to, byś zaczęła ukrywać swoje prawdziwe emocje. Gdy masz ochotę płakać, płacz. Kiedy będziesz się powstrzymywać, wyrządzisz sobie krzywdę. Będziesz czuła się przygnębiona i zaczniesz mieć gorszy nastrój, co także odbije się na waszym związku.

„I co się chwalisz?”

Kiedy on odnosi sukcesy, cieszysz się razem z nim. Świętujecie, ty go chwalisz i mówisz, jaki jest cudowny. Ale gdy to ty odnosisz większe sukcesy od niego, może czuć się zazdrosny i niechętnie będzie słuchać o twoich osiągnięciach. Zachowując się w ten sposób, podcina ci skrzydła i sprawia, że zaczynasz czuć się beznadziejnie i zaczynasz myśleć, że jesteś nic niewarta.

„Porozmawiajmy o twoich byłych kochankach”

Każdy z nas sam podejmuje decyzję o tym, czy chce rozmawiać o swojej przeszłości. Gdy nie chcesz przyznawać się do tego, ilu miałaś kochanków przed nim, powinien to uszanować. Masz także prawo odmówić mu odpowiedzi, gdy zapyta o szczegóły seksu z innym.

Fot. iStock / ballero

Fot. iStock / ballero

„Kłam”

Jeśli twój partner oszukał kogoś i prosi cię o to samo, to nie jest to do końca w porządku. Oczywiście nie mówimy tu o małym, niewinnym kłamstewku, które zdarza się każdemu z nas. Jeśli jednak jest to coś poważnego, powinien przyznać się do błędu i ponieść konsekwencje.

„Upierz moje skarpetki”

Że co proszę?! To on nie ma rączek? Naprawdę nie masz obowiązku po nim sprzątać, ani zbierać jego brudnych skarpet i gaci. Jest dorosły i sam może nastawić pralkę. Nie wyręczaj go więcej.

Związek z facetem nie należy do najlżejszych rzeczy. Wymaga codziennej pielęgnacji i dbania. Dlatego warto unikać sytuacji, które mogą go psuć. Jeśli on zapamięta tych kilka prostych prawd, będziecie czuć się w tym związku dobrze. Bo najważniejsze to liczyć się z potrzebami drugiej osoby i ją szanować.


 

Źródło:


Zobacz także

Pięć wskazówek, jak wytrwać w postanowieniu i nie rezygnować z treningu

Badania potwierdzają: mężowie stresują żony dwa razy bardziej niż dzieci

Rozwiązanie konkursu „Mądre prezenty kupuje się sercem”

www.biceps-ua.com

у нас biceps-ua.com

дапоксетин купить в аптеке