Lifestyle

„Dziecko, kiedy ty sobie życie ułożysz?”. Serio, naprawdę ktoś dziś jeszcze myśli, że kobiecie facet potrzebny jest do szczęścia?

Baba na wku_wie
Baba na wku_wie
12 sierpnia 2019
Fot. Casarsa/Casarsa
 

Mam znajomą. Świetna babka, po 40-tce. Ma dorosłą już córkę. Aktyna zawodowo, robiąca wiele dobrego dla innych, zaangażowana społecznie, typowa aktywistka. Spotykamy się i słyszę: „No ręce mi opadają, czy ty wiesz, że moją mamę ciągle jeszcze sąsiadki pytają: a czy Kasia ułożyła sobie życie?”. Ułożyła sobie życie, czyli znalazła faceta, jakby przy boku którego mogła jedynie odnaleźć szczęście. Kaśka córkę wychowywała sama. 20 lat temu znalezienie w stolicy mieszkania dla samotnej matki graniczyło z cudem. „Będziecie mieszkać w trójkę?” – padało pytanie, a gdy właścicielka lokum słyszała, że nie, że Kasia sama z córką, od razu się wycofywała, jakby facet był gwarantem spokoju w domu i płatności za czynsz. Nożesz. No dobra, ktoś powie – 20 lat temu, samotne matki były, ale się nie wychylały, nie chciały robić kariery, przeprowadzać się ze wsi do miasta. Raczej licząc na wsparcie rodziny chciały zapewnić poczucie bezpieczeństwa swoim dzieciom.

Czasy jednak się zmieniają. Znam masę fantastycznych kobiet, które radzą sobie w życiu same. Samodzielne, nie samotne, tak wolą o sobie mówić. Ogarniają dzieci, pracę, swoje pasje. Świetnie wyglądają, są szczęśliwe, choć nie jest im łatwo i tego też nie ukrywają. Czasami mają dość, są zmęczone, zrezygnowane, ale podnoszą głowę i ruszają w codzienność za chwilę odnajdując źródło swojej energii i chęci życia. Dlatego kompletnie nie rozumiem pytania w stylu: „Kiedy ty sobie dziecko ułożysz w końcu życie”. Uwierzcie, wiele z mężatek i tych pytających chciałoby mieć tak poukładane życie, jak kobiety, o których piszę, jak Kaśka, która owszem, pewnie chciałaby poznać fajnego faceta, ale nie jest to jej nadrzędny cel w życiu. Kobieta naprawdę do szczęścia nie potrzebuje mieć chłopa przy swoim boku. Kiedy w końcu wszyscy to pojmą. Już dawno większość z nas zrozumiała, że życie w pojedynkę, także z dzieckiem u boku, nie jest skazaniem nas na porażkę, na wieczną rozpacz, na wyrywanie sobie co rano włosów myśląc o tym, ile rzeczy mamy do załatwienia i marzeniu o tym, że może właśnie dziś na białym koniu przyjedzie rycerz i nas uratuje i pozwoli nam ułożyć sobie życie. Serio? Naprawdę kobieta samotna, to kobieta nieszczęśliwa? Nieporadna życiowo? Taka, która nie wiem, koła sama nie wymieni w samochodzie? A jak nawet nie wymieni, to nie zna numeru na pomoc drogową? Albo nie ma przyjaciół, którzy by jej pomogli? My naprawdę umiemy same wymienić żarówkę w kuchni, zadzwonić po hydraulika, co więcej nierzadko zarabiamy więcej od faceta, który wykazywał przez chwilę chęci do wspólnego życia.

I naprawdę do szczęścia takiej Kasi, Monice, Agacie czy Agnieszce nie potrzeba typa, którego by trzeba było w domu obsługiwać. Podawać obiadek, prać gacie i edukować w zakresie wychowania dzieci, żeby nie był jedynie gburem i ignorantem. Wiem, nie wszyscy faceci tacy są i całe szczęście, bo wtedy w ogóle byśmy żyły same, ale niestety wielu z tych, od których kobiety odchodzą albo którzy wybierają kochankę zamiast żony, to zwykłe dupki. Wygodni panowie, którzy uważają, że są pępkiem świata i że kobieta powinna być im wdzięczna, że ją wybrali i zabrali do swojej jaskini, choć sami już na polowanie dawno nie chodzi.

Już dawno minęły czasy, kiedy „ułożenie sobie życia” było synonimem małżeństwa. Kobiety świetnie radzą sobie same nie dlatego, że nikt z nimi nie może wytrzymać, ale dlatego, że faceci nas do tego zmusili. Jeśli masz do wyboru życie w domu z troglodytą, który burknie, beknie, z łaską odbierze dzieci ze szkoły, albo życie, gdy wszystko i tak ogarniasz, ale na głowie masz jedną osobę mniej, to na co się decydujesz?

Drogie zamartwiające się o życie kobiet, które u boku na stałe nie mają faceta, nie martwcie się, one sobie świetnie radzą, dokonują wyborów, ponoszą ich konsekwencje z pełną świadomością. Rozwijają się, są szczęśliwe, spokojne, wiedzą, na kogo mogą liczyć, a na kogo już dzisiaj nie. Mają swoje dobre życie, a jeśli pojawi się kiedyś facet na tyle wartościowy, że wpuszczą go do swojej codzienności, to on będzie prawdziwym szczęściarzem, a nie ona.


Lifestyle

„Przepraszam, czy ja muszę oglądać pana zwiędłego penisa?”. Skąd się bierze różnica między facetami a kobietami

Baba na wku_wie
Baba na wku_wie
23 sierpnia 2019
Fot. iStock
 

Polska jest zasikana. Wiem, temat mało popularny i raczej będący tabu, ale z wakacyjnych obserwacji to jedno z najbardziej wkurzających mnie spostrzeżeń.

Sika się wszędzie. W parkach, na wydmach, ba nawet na plaży mamy wysadzają swoje dzieci, skutecznie bądź nie, zakopując mocz w piasku. Na wydmach, w lasach, przy drogach co i rusz można zobaczyć faceta z wystawionym fi*tem, który sika tuż przy samochodzie – a jakże. Na szlakach w górach, pod sklepami, w wejściach do kamienic, a nawet na klatkach schodowych.

Tak, wiem. Toalety drogie albo ich mało. Za sikanie czteroosobowej rodziny – jednorazowe, musimy zapłacić nawet 12, jeśli nie 20 złotych w różnych osikanych kurortach. Tylko to nie uprawnia nas do sikania wszędzie, gdzie popadnie i uwaga – chodzi przede wszystkich o płeć męską. Panowie, naprawdę to, że macie penisy i sikacie na stojąco nie upoważnia was w żaden sposób do obnoszenia się z tym wszem i wobec.

Sytuacja. Jesteśmy na kajakach. Robimy postój na jednej z polan przygotowanych dla kajakarzy. W oddali widać toi toia. Siedzimy sobie przy stole, na ławkach, jemy kanapki i nagle widzimy – ja i moje dzieci – jak jeden gość ze swoim synem idzie w stronę toalety. Tylko, że do niej nie dochodzi. W odległości jakiś 80 metrów od nas (to naprawdę nie jest daleko), stojąc tyłem, załatwia swoje potrzeby, a syn idzie oczywiście w jego ślady. Nie byłabym sobą, gdybym nie zwróciła mu uwagi, pytając, czy naprawdę muszę spożywać drugie śniadanie obserwując, jak on sika. Spojrzał oczywiście zdumiony i słowem się nie odezwał. Jestem naiwna, więc mam nadzieję, że następnym razem nie będzie obnosił się ze swoim penisem w obecności tłumu ludzi, bo oczywiście nie byliśmy tam sami.

Mam znajomą, która idzie jeszcze dalej. Nie może się nie zatrzymać, gdy widzi sikającego przy drodze faceta. Naciska hamulec, zatrzymuje się i pyta, czy naprawdę musi oglądać jego zwiędłego penisa i czy tak trudno jest zrobić kilka kroków i wejść do lasu, skoro nie może wytrzymać do następnej stacji benzynowej? Stała ostatnio w korku. 500 metrów za nią stacja, 500 metrów przed nią także. Z auta wysiada facet, wyciąga z bagażnika mapę (fajnie), podaje ją pasażerowi – kobiecie (sic!), staje przy barierkach i co? I sika. Znajoma oczywiście wysiadła z auta, padło standardowe: „Czy ja muszę oglądać pana zwiędłego penisa”, po czym wytłumaczenie, że tuż za i tuż przed znajdują się stacje benzynowe, których stan toalet naprawdę nie pozostawia wiele do życzenia, jeśli w ogóle można coś im zarzucić. Facet oczywiście spojrzał jak na wariatkę, ale– znowu moja i znajomej naiwna nadzieja, że następnym razem dwa razy się zastanowi niż odleje gdzie bądź.

Znajoma poszła dalej. Uknuła teorię, po rozmowie z profesorem urologii, że cały problem z facetami polega na tym, że oni nie trzymają moczu. Dziewczynkom się mówi: „wytrzymaj”, „poczekaj”. A chłopcy? Sikaj gdzie popadnie, pod drzewem, krzaczkiem, na trawkę, pod słupem ogłoszeniowym. Gdy chłopiec krzyczy: „Mamusiu, chcę siku!”, ta ochoczo ściąga mu majtki i pozwala się załatwić w miejscu, w którym niemal stoi. Kobietom powtarza się, żeby ćwiczyły mięśnie Kegla. Ale dlaczego tylko kobietom? Że faceci niby tych mięśni nie mają? Otóż mają i tak samo jak my, mogliby je ćwiczyć. Ale po co. Facet nie musi „wytrzymać”. On sika, gdzie popadnie i to przenosi się później na jego życie. Bo zobaczcie. Facetom, jak się coś nie podoba, to rezygnują, odpuszczają, zmieniają pracę, rozwodzą się, mają romanse, jak żona im się znudzi. A kobiety? Kobiety muszą wytrzymać. Jak z tym sikaniem. My wytrzymujemy, gdy gnoi nas pracodawca, gdy kolega z pracy podszczypuje i czyni niestosowne uwagi, gdy koleżanka wbija nóż w plecy, gdy matka chora, gdy komuś trzeba pomóc, chociaż samej tej pomocy potrzebujemy. To „wytrzymaj” wkodowuje nam się w mózg i przenosi na niemal wszystkie obszary naszego życia. Czy ktoś kiedyś wam powiedział: „a sikaj gdzie chcesz”, albo: „lej pod tym drzewkiem?”. Nie. I to jest ukryta pod grubą warstwą moczu jedna z teorii różnic między kobietami a facetami.

Dlatego, drogie panie matki, ciotki, babcie, koleżanki, przyjaciółki. Nauczcie swoich małych mężczyzn wytrzymywać. Wtedy może świat zacznie wyglądać trochę inaczej i mniej śmierdzieć. Dziękuję za uwagę.


Lifestyle

Do tej, która zdradza drugą kobietę z jej mężem. Czy stać cię ku*wa na zwykłą uczciwość?

Baba na wku_wie
Baba na wku_wie
8 lipca 2019

Przyjaciółka mówi: „co mnie obchodzi tamta baba, to on mnie zdradził, a z kim to już nie jest ważne”. Tak. Przyjaciółkę zdradził mąż. Perfidnie. Dowiedziała się, jak w takich wypadkach bywa, przypadkiem. Czy coś podejrzewała? Pewnie tak, bo od jakiegoś czasu wysłała mi sygnały, że coś ją trapi, tylko nazwać tego nie chciała. Wiecie, jak to jest – dopóki nie nazwiesz, to to nie istnieje.

Ale nie o tym. Rzecz ma być o owej „babie”, tej drugiej, onej, suce, dziwce, kochance – jak kto chce niech ją zwie. O tamtej kobiecie, która w momencie, kiedy moja przyjaciółka dowiedziała się o zdradzie była dla niej najmniej istotnym ogniwem. Nieważne było, ile ma lat, czy jest blondynką, czy szatynką, czy chuda czy gruba, czy ma męża, dzieci, czy nie. Nieważne. Ważne było tylko to, że on zdradził. Wku*wiłam się. Wku*wiłam się, że w tej sytuacji tylko jedna osoba ponosi odpowiedzialność i dlaczego, skoro zdradzają dwie. Tak, on zdradza i ona też, nawet jak nie ma męża, partnera, to zdradza drugą kobietę. Kobietę, którą powinna strzec, chronić, której powinna współczuć, że ma męża ch*ja i jeszcze solidarnie ją ostrzec, co ten fiut wyprawia, a przynajmniej, jakie ma zamiary.

Ale nie – tamtej – jeśli trafi na dojrzałą żonę cudzego męża, któremu być może do łóżka wlazła, a nawet jak nie, to sprośne rzeczy mu pisała i zdjęcia na golasa wysyłała, upiecze się. Ona będzie czysta, bo przecież nic nie wiedziała, nie była świadoma.

Znamy tę śpiewkę, prawda? Śpiewkę starą jak świat, która mamią nas żonaci faceci:

– „Nie układa się nam od dawna”

– „Jesteśmy w kryzysie, już z niego nie wyjdziemy, bo mam dość”

– „Chcę się z nią rozstać, bo teraz zrozumiałem, że tylko ciebie kocham”

– „Między nami nigdy nie było dobrze”

– „Nie śpimy nawet ze sobą. Seks? Nie pamiętam”

– „Właśnie się wyprowadzam od niej, żyjemy w separacji”

– „Nie mieszkamy razem, jeżdżę tylko do dzieci”.

Otóż drogie Panie Kochanki, Panie Dające się Uwieść tym słabym gadkom, Panie Naiwnie Chcące Wierzyć, że to co on mówi jest prawdą, przyjmijcie do wiadomości, że gość kłamie jak najęty. 99,9% z nich kłamie. I nie liczcie, że wy trafiłyście na tą jedną dziesiątą, która zapewnia was, że z żoną nic go już nie łączy. Nie. Wiecie, co powinniście wiedzieć, co do waszych głów trafić powinno? Że tam, po drugiej stronie, jest druga kobieta. Nie wiecie, kim ona jest, co robi, jak wygląda jej życie. Wiecie tylko tyle, ile on wam kitu wcisnął, żeby poczuć jakąś ekscytację, wyjść ze swojego nudnego padołu i zabawić się waszym kosztem. Tak zabawić, nie oszukujcie się. Tam nic więcej nie ma.

Tak, wiem, może i wy macie ochotę na trochę zabawy, ale powtórzę – tam po drugiej stronie jest kobieta. Może przekonana, że ma szczęśliwy związek. Tak, już słyszę, że widocznie ślepa, skoro nic nie widzi. Nie zgodzę się! Nic o niej nie wiecie, nie macie prawa jej ku*wa oceniać. Nie macie prawa zabierać głosu na jej temat. Myśleć o tym, czemu jest taką zołzą, skoro taki fantastyczny nawijający wam makaron na uszy facet, szuka doznań gdzie indziej. Wbijcie sobie do waszych głów, tak jak jego słowa, tak i te: nic o niej nie wiecie. Jedyne, z czego powinnyście zdawać sobie sprawę, to to, że ją właśnie zdradzacie, tak jak on ją zdradza. Zdradzacie nie będąc nawet w związku. Zdradzacie tę po drugiej stronie. I siebie.

Czy kiedykolwiek pomyślałyście o niej? Czy kiedykolwiek słuchając tym głodnych kawałków faceta, który chce jedynie podniety, pomyślałyście, kim jest ta kobieta tak po prostu? Może właśnie wnosi zakupy do domu, może mierzy temperaturę dziecku, może gotuje obiad na jutro, może gra w planszówkę z dziećmi, może wiesza jego koszule i gacie na suszarce. Czy pomyślałyście, co jej robicie? Co wy byście czuły będąc na jej miejscu? A może jesteście? Może wasz mąż też słodzi teraz właśnie jakieś kobiecie, udając, że pracuje, że czyta w telefonie wiadomości ze świata?

Czy któraś z was odważyła się kiedyś – e tam ku*wa odważyła. Czy w ogóle wpadła na pomysł, żeby sprawdzić te rewelacje, które uwodzący was Belmondo próbuje sprzedać? Czy sprawdziłyście, poszukałyście? Przecież to nietrudne, teraz, w dobie internetu, wiele przesłanek można znaleźć, które mówią, że ów gach jest w szczęśliwym, a jakże, małżeństwie. Że uśmiecha się szeroko na zdjęciach z dziećmi i żoną. A może ją samą zapytać? Stać was na to? Napisać do niej: „przepraszam, mam nietypową sprawę. Pani mąż do mnie pisze, umawia się na kawę. Chciałabym tylko wiedzieć, czy nie wchodzę Pani w paradę? Czy to prawda, że nie żyjecie razem, jesteście w separacji? Z góry przepraszam, ale nigdy nie chciałabym zrobić świństwa drugiej kobiecie”. Tak. Ta żona może w to nie uwierzyć, może też jej świat się załamać. Ale wiecie co? Po wszystkim, kiedy stanie na nogi, podziękuję wam. Poczuje, że kobieta kobiecie nie jest wilkiem, że może otrzymać od drugiej wsparcie, na jakie żadnego faceta by nie było stać.

Drogie Tamte, Kochanki, Drugie, One – zastanówcie się dwa razy, nim bezrefleksyjnie dacie się ponieść uwodzącej gadce gościa, który właśnie oszukuje swoją żonę. Który kłamie, manipuluje. Okażcie kobiecą wrażliwość i empatię. Zdobądźcie się na odwagę, na jaką każda z nas powinna się w takiej sytuacji zdobywać. Bądźcie dla siebie wsparciem, a nie synonimem złamanego życia i dotychczasowego świata. O tyle chciałam was prosić. I mam nadzieję, że chociaż część z was na to stać. Na zwykłą uczciwość.