Lifestyle Psychologia

Drogi Mężczyzno, wkurzasz mnie. Jesteś hipokrytą

Rycząca Trzydziestka
Rycząca Trzydziestka
12 stycznia 2017
Drogi Mężczyzno, wkurzasz mnie. Jesteś hipokrytą
Fot. iStock/_IB_
 

Drogi Mężczyzno. Mam dosyć twojej hipokryzji, twojego wygodnictwa i twojej krótkowzroczności. Wiem, co mówię, nie oszalałam. Przeżyłam z tobą 35 lat i niestety, muszę ci to powiedzieć głośno: zawiodłeś mnie w tak wielu sprawach, że nie wierzę już, że w sytuacjach ważnych i życiowych, można na ciebie liczyć. Już widzę, jak teraz stają w twojej obronie inne kobiety. „Bo tak, nie można, to stronniczość, czarne owce zdarzają się po obu stronach, chyba ktoś cię skrzywdził”… Powiem to jednak jeszcze bardziej dosadnie: to ty, mężczyzno, a nie inne kobiety, dałeś mi najwięcej powodów do smutku, łez, rozczarowania i złości. 

To nie jest kwestia uprzedzeń, braku szczęścia do ludzi, przypadku, to nasze polskie realia.

Drogi mężu mojej przyjaciółki, który w pracy brylujesz towarzysko i sypiesz żartami jak z rękawa, co się dzieje, że gdy przekraczasz próg swojego domu z miłego, zabawnego faceta, zamieniasz się w kata? Koleżankom z pracy ustępujesz pierwszeństwa w drzwiach, na własnej żonie zamykasz drzwi. Co jest z tobą nie tak?

Wspaniały celebryto z okładek kolorowych pism, który właśnie rozstałeś się z chorą żoną, by oficjalnie i z błogosławieństwem mediów związać się z kochanką, która urodzi się nowe, fajniejsze dziecko? Nie obchodzi mnie twoje życie prywatne, ale czy naprawdę jest się czym chwalić?

Mój pierwszy szefie, byłeś dla mnie ideałem przełożonego: mądry, sprawiedliwy, życzliwy. Dopóki nie zacząłeś wykorzystywać swojej pozycji by sypiać z dziewczynami, które zatrudniłeś. A kiedy zszokowana pytałam jak możesz tak postępować, miałeś wtedy żonę i dziecko, odpowiadałeś: „Nie robię jej krzywdy, przecież o niczym nie wie”. Mam nadzieję, że już dawno się dowiedziała, że nie żyje już w kłamstwie, którym ją osaczyłeś.

Drogi sąsiedzie, który dwa lata temu na urodziny kupiłeś żonie nowy samochód, ale w te święta odszedłeś od niej, bo nie byłeś w stanie znieść widoku waszego chorego dziecka i patrzeć na jej heroiczną, codzienną walkę o polepszenie stanu jego zdrowia, zabieraj swoje zabawki i znikaj z jej życia, nie krąż bezczynnie wokół, płacząc nad swoim nieszczęściem i żądając zrozumienia, wsparcia, oraz rozgrzeszenia dla twojego tchórzostwa.

Kolego z pracy, który udajesz, że nie słyszysz jak twój szef upokarza twoje koleżanki opowiadając obrzydliwe, poniżające żarty, nie nazywaj się mężczyzną, jeśli dajesz mu na to przyzwolenie.

Chłopaku w metrze, który siedzisz zajęty swoim iPhonem i nie zauważasz, że obok ciebie stoi zmęczona kobieta w ciąży, albo trzymająca za rękę małe dziecko, ty nigdy nie staniesz się facetem.

Działaczu społeczny, który porywasz swoimi słowami tysiące ludzi, bo mówisz, że zależy ci na dobru obywatelek twojego kraju, że walczysz o ich los i prawo do wolności, ale nie jesteś w stanie płacić alimentów matce twoich dzieci, idź do diabła z takim społecznictwem, bo nie jest ono nic warte.

Kierowco, który lekceważąco wykrzykujesz, że jeżdżę jak typowa baba, a potem dodajesz jeszcze kilka wulgarnych epitetów, wyobraź sobie, że na moim miejscu jest twoja córka.

Polityku z pierwszych stron gazet i z ekranu telewizora, który grzmisz na trybunie sejmowej o poszanowaniu wartości, a potem ustanawiasz prawa, na skutek których kobiety w twoim kraju tracą godność, nie kłam, że działasz w ich imieniu i dla ich dobra.

Drogi starszy bracie, który od kilkunastu lat, nie potrafisz ułożyć sobie życia z ukochaną kobietą, bo jak sam o sobie mówisz „jesteś trudny”, przestań proszę marnować jej czas. Ona zasługuje na kogoś lepszego.

Kochany teściu, który przy matce mojego męża, mówisz o niej i do niej przykre i krzywdzące rzeczy, udając, że to żarty i twierdząc, że jej się to podoba, wstyd mi za ciebie. Nie wiem, dlaczego twoja żona się na to godzi.

Tato, który patrzysz na mamę, i naprawdę nie widzisz, że oddycha ciężej, że słabiej się czuje, że zbladła ostatnio, czy naprawdę trzeba powiedzieć ci wprost, kobieta, z którą przeżyłeś 40 lat potrzebuje teraz twojej pomocy? Przykro mi, tato.

Mężu, który zostawiasz mnie w weekend z dziećmi, choć nie miałeś dla nas czasu przez cały tydzień, czy jeszcze w ogóle pamiętasz, dlaczego jesteśmy rodziną?…

Drogi Mężczyzno, nigdy nie jest za późno, by przestać być hipokrytą.

 


Lifestyle Psychologia

Mówił: „Niedługo będę”, wracał po kilku dniach. Ich światy nigdy się nie spotkają. Przynajmniej – nigdy nie spotkają się na dłużej

Rycząca Trzydziestka
Rycząca Trzydziestka
29 stycznia 2017
Mówił: "Niedługo będę", wracał po kilku dniach. Ich światy nigdy się nie spotkają. Przynajmniej - nigdy nie spotkają się na dłużej
Fot. iStock / master1305
 

Dobrze, Kochanie – mówiła, kiedy uprzedzał, że właśnie musi wyjść. Jakoś nigdy nie powiedział tego wcześniej, bo też i rzadko kiedy cokolwiek planował. Całował ją pośpiesznie, myślami był już przecież gdzie indziej, znała to spojrzenie. Taki już jest – nie potrafi długo wytrzymać w jednym miejscu. Co chwila spotkania ze znajomymi, nowatorskie wernisaże, dziwne instalacje, wyjazdy do innych miast, na wystawy. A w domu? Właściwie też ciągle się mijali. To cud, że w ogóle chciał z nią – taką nudną i spokojną, ciągle tą samą – być.

W tygodniu wstawała wcześnie i biegła do biura. Potem szybki lunch, najczęściej kanapka zrobiona jeszcze w domu, żeby zdążyć się z nim zobaczyć, kiedy wróci do domu. Wychodząc z pracy prawie biegła, byle szybciej być przy nim. A on? Pracował nad swoimi grafikami w nocy, siedział przy komputerze do bladego świtu, a potem odsypiał do późnego południa. Wstawał, brał długą kąpiel, wrzucał na siebie te swoje modne, wyprane przez nią bluzy i przyrządzał warzywa po tajsku, jeśli akurat w tym tygodniu poczuł, że to absolutnie doskonały pomysł. Albo makaron. Albo zamawiał pizzę. Wracała, przytulał ją, pokazywał projekty i te grafiki, które sprzedawał do dużych gazet. Trochę poklepał po głowie, jak wiernego psa. A potem wybiegał gdzieś, rzucając, że będzie niebawem. No, co? Tak się żyje z artystą. Intensywnie, kolorowo, niepewnie. Zabierz mnie ze sobą – poprosiła kilka razy, zaniepokojona, że ma go dla siebie coraz mniej, że właściwie nie zna jego przyjaciół. I zaraz pożałowała. Bo mimo, że byli parą, w tłumie tych głośnych, kolorowych ludzi, ona ginęła. Bo była zwyczajna. Jego ta jej zwyczajność przyciągała, kochał ją ( „na swój sposób” – dopowiadała zawsze w myślach”).  Ale potrzebował tamtego świata, by żyć, rozwijać się, oddychać.  Tak mówił. Była mu potrzebna, żeby go ściągać na ziemię, zakotwiczyć gdzieś, żeby miał przy niej dom– śmiał się. Bardzo nie lubiła, gdy tak mówił. „Równie dobrze mógłbyś żyć beze mnie” – wyrzucała mu. Nigdy nie odpowiedział na to wprost.

Tamtego dnia, jak zwykle zamknęła zanim drzwi. Byli parą pół roku, ale czuła, jakby to trwało już kilka lat. Zmęczona, usnęła na kanapie. O w północy przeniosła się do sypialni. Wciąż nie było go w domu. Nie, to nie było dziwne, czasem wracał dopiero nad ranem i jeszcze siadał na kilka godzin do pracy. Nawet to lubiła, budził ją wtedy przed ósmą, robił kawę, rozmawiali, śmiali się. Tak bardzo nie chciała wychodzić z domu.

Tym razem było inaczej. Kiedy rano nie zastała go w kuchni, przy komputerze, zaniepokojona wybrała jego numer. Ale telefon milczał – był wyłączony. Przez następne 40 godzin umierała ze strachu , wydzwaniając do tych znajomych, których znała, alarmując jego siostrę z innego miasta i dzwoniąc po najbliższy szpitalach. Bez rezultatu. Kiedy po dwóch dniach otworzył drzwi kluczem i jak gdyby nigdy nic, pocałował ją na dzień dobry, wpadła w szał. Ona, ta spokojna, cicha, ta „rozsądna”, straciła panowanie nad sobą. „Gdzieś ty był?”- krzyczała. „Kim dla ciebie jestem, że nie dajesz znaku życia, nie myślisz o tym, że nie wiem co się z tobą dzieje?”. Zdziwiony, lekko zaskoczony, a może rozbawiony wziął ją w ramiona. Przecież żyje, widać chyba? No co, telefon się rozładował, kochanie, normalna rzecz. Nie zadzwoniłem? No przecież nie możesz mnie trzymać na smyczy. Jak to, gdzie byłem? W kilku miejscach.

Przełknęła to. Przytuliła się do niego ze wszystkich sił, szczęśliwa, że jest.Zabrał ją do łóżka i kochali się jeszcze mocniej niż za pierwszym razem. Wieczorem został w domu. Obiecał, że nigdy więcej jej tego nie zrobi, przepraszał.

Wytrzymał kilka miesięcy. Potem zaczął znikać na dłużej. Nigdy nie mówił jej dokładnie dokąd idzie, gdzie mogłaby go znaleźć, w razie nagłej potrzeby. Gdy zrozpaczona zarzucała mu zdradę, brak uczucia, szacunku, unosił lekko brwi i przyglądał się jej jak małemu dziecku, które nic nie rozumie.

Wydawało jej się nawet, że te jej emocje, rozpacz, strach o niego są dla niego jak adrenalina, że może robi to specjalnie, żeby potem czerpać z tego jej niepokoju i strachu o niego. Tylko, że to, co dla niego było inspiracją, ją niszczyło od środka. Kiedy zniknął bez słowa na tydzień, spakowała mu walizki i odesłała je do jego rodziców. Zamknęła drzwi na klucz, pojechała do koleżanki. W SMS-ie napisała „to koniec”. Żyła bez niego miesiąc. Potem poddała się, jeszcze bledsza i szczuplejsza, jeszcze bardziej nie potrafiąca żyć bez niego. Wrócili do siebie w emocjach, zapewniając się nawzajem, że zrobią wszystko, żeby oboje mogli być szczęśliwi.

Kiedy zaszła w ciążę, cieszył się. Nie, nie cieszył, szalał ze szczęścia. Nosił ją na rękach. Szybko wyremontował mały, nieużywany przez nich ciasny pokoik, sam zbudował niemowlęce łóżeczko. Na początek starczy, a co będzie potem – nieważne. O tym się pomyśli później, na bieżąco. Pieniądze nigdy nie były dla niego zmartwieniem. „Pieniądze zawsze da się zarobić” – mówił jej. Żyjmy chwilą, kochanie. Sprzedam zaraz kilka grafik, dla mnie to moment, cukierku. Teraz mam”Projekt dziecko” – opowiadał znajomym.  A ona cieszyła się kruchym szczęściem. Bo BYŁ.

W szóstym miesiącu ciąży, mocno przeziębiona i przygnębiona chorobą swojego ojca, TO zdarzyło się znowu. Zniknął na kolejne trzy dni. Nie miała już siły się denerwować. Myślała o dziecku. I że przysięga, kiedy urodzi, zakończy to. Utnie tę miłość. Bo z jego strony to chyba jest tylko jakiś eksperyment na jej uczuciach. Pozwoli mu się widywać z małą. Ale żadnych obietnic, żadnego mącenia w głowie. Dziecko musi mieć pewność. Z nim to niemożliwe. Przysięga, że odnajdzie w sobie tę siłę.

Tosia urodziła się na wiosnę. Kiedy  miała trzy dni, wyszedł do sklepu po kilka niezbędnych rzeczy. Wyszedł i zniknął. Po dwóch godzinach wysłał SMS, że będzie wieczorem. O zakupach zapomniał. Dopiero wtedy pomyślała, że było rzeczą cholernie głupią zdecydować się na dziecko w kimś takim. Płakała przewijając i karmiąc, płakała wymyślając sobie od naiwnych idiotek. Przez miesiąc mieszkała z dzieckiem u przyjaciółki, nie odbierała telefonu, odpisywała tylko na SMS-y. Rozstali się. I to była jej decyzja. Rozstali się, bo zrozumiała w końcu, że on się nie zmieni, że nie jest w stanie. I że ona i dziecko, mogą liczyć tylko na siebie. Bolało, tak bardzo bolało, że on nigdy nie zrozumie. I że pomyliła tę miłość z czymś innym, dziwnym, obcym. Bolało, bo kochała, długo jeszcze po rozstaniu. Aż wreszcie przyszła wyczekiwana obojętność – ratunek.

Minęły trzy lata. A. mieszka z Tosią w małym mieszkaniu, które kupiła przy pomocy rodziców. Pracuje, utrzymuje siebie i córkę. T. odwiedza swoje dziecko, kiedy poczuje, że za nią tęskni. Są wtedy zachwyty, radość emocje. To o te emocje chyba, najbardziej mu chodzi. Dlatego A. chroni córkę. Często mówi jej, że może liczyć na mamę, na dziadków. Ale o tacie ani słowa. Nawet nie jestem pewna, czy z jest ust pada słowo „tata”, kiedy o nim rozmawiają.

Miłość, powrót? Ich światy nigdy się nie spotkają. Przynajmniej – nigdy nie spotkają się na dłużej.


Lifestyle Psychologia

Drogie, perfekcyjne mamy! Dziecko to nie kolejny punkcik do odhaczenia w życiorysie

Rycząca Trzydziestka
Rycząca Trzydziestka
11 stycznia 2017
Drogie, perfekcyjne mamy! Dziecko to nie kolejny punkcik do odhaczenia w życiorysie
Fot. iStock/IvanJekic

Zamarłam. Przeczytałam artykuł o matkach, które podają wieczorem swoim dzieciom leki na sen i zamarłam. Wiecie co nimi kieruje? Nie, nie problemy maluchów z zasypianiem, nie zalecenia lekarza, nie wskazania medyczne. To chęć pozbycia się problemu. Mieć dziecko szybciej z głowy, móc wcześniej zająć się sobą, odpocząć. Przespać 8 godzin. Nie słyszeć tego denerwującego „mamo”. Nie musieć zajmować się swoim dzieckiem. Pediatrzy biją na alarm. Moda na usypianie dzieci za pomocą środków nasennych rozprzestrzenia się w naszym kraju z zadziwiającą prędkością. Skutki? Przerażające: prawdziwe zaburzenia snu, uzależnienie od leków, uszkodzenie wewnętrznych narządów (wątroba, nerki). Ale co tam. W perfekcyjnym świeci perfekcyjnych mam, skutków ubocznych się nie przewiduje. Wszystko ma działać tak, jak w zegarku.

Zajrzyjcie na internetowe fora dla matek. To tylko kilka, losowych wpisów:

„Kochane mamusie, co podać roczniakowi, żeby szybciej zasnął, chcielibyśmy wreszcie z mężem mieć wieczorem czas dla siebie”;

„Drogie mamuśki, kiedy zaczęłyście zostawiać dziecko z kimś obcym, jestem miesiąc po porodzie i czuję, że dłużej nie wytrzymam  z nim w domu, czy coś jest ze mną nie tak?”;

„W jakim wieku wasze dzieci powiedziały „mama”? Denerwuje mnie już to ciągłe domyślanie się o co mu chodzi.”

Nie piętnuję tych matek. Z ich słów przebija samotność, bezradność, fizyczne i emocjonalne zmęczenie. I pewnie także rozczarowanie, że całe to piękne, różowe macierzyństwo tak właśnie wygląda. Chcę powiedzieć coś zupełnie innego. Chcę was zwolnić z obowiązku przeżywania perfekcyjnego macierzyństwa.

Niektórzy całymi latami walczą o ciążę. Przechodzą kosztowne i pochłaniające tony emocji, nadziei, wiary w to, że się w końcu uda leczenie, bez pozytywnego skutku. Rozpaczają, bo nie mogą zostać rodzicami, albo tracą swoje dzieci w wyniku nieszczęśliwych okoliczności losu, czy chorób. Inni mają dzieci, choć zupełnie nie rozumieją co to właściwie znaczy i dlaczego się na to zdecydowali. Mają, bo tak trzeba, bo najwyższa pora, bo wszyscy na to czekali. Mają, żeby wreszcie móc kimś sterować, mieć nad kimś kontrolę, realną władzę. Mają, bo nie wypada nie mieć. Mają, żeby wpisać je w grafik i odhaczyć kolejny punkcik w notesie. Taki sam grafik założą w chwilę po porodzie swoim dzieciom. I będą monitorować ich rozwój (najlepiej, żeby był szybszy niż przeciętny), postępy na nocniku (pochwalą się potem nimi na Facebooku) i sukcesy w szkole (obowiązkowe zajęcia dodatkowe, tak, by dziecko nie miało już siły ani ochoty „przeszkadzać’’ rodzicom w domu). Przejść przez to macierzyństwo szybko i bezboleśnie – to wasz cel. A gdzie w tym wszystkim DZIECKO?

Droga Perfekcyjna mamo,

która tak bardzo chcesz mieć wszystko pod kontrolą, w swoim idealnym, wymyślonym świecie:

Dziecko to nie kolejny punkt w twoim życiorysie. Dziecko to olbrzymia odpowiedzialność, którą nie każdy jest w stanie unieść. Nie każdy musi być rodzicem, są tacy, którzy zdecydowanie nie powinni nimi być.

Dziecko to człowiek, ktoś odrębny od ciebie, ktoś kto czuje, cierpi, śmieje się i płacze, ktoś, kto dopiero uczy się swoich emocji i tego jak sobie z nimi radzić. Ktoś, kto przez kilkanaście lat będzie od ciebie zależny. Nigdy nie wykorzystuj tego ostatniego faktu przeciw swojemu dziecku. To, co uszcześliwia ciebie, niekoniecznie uszczęśliwi twoje dziecko.

Dziecko to nie jest modny gadżet, dopasowany do twojego stylu życia. To ty musisz na trochę zwolnić i zmienić ten styl życia, kiedy pojawia się twoje dziecko. Przykro mi, ale tak właśnie jest.

Dziecko bywa kłopotliwe, głośne, męczące, głodne, histeryczne. To nie jest jego wina. I nie jego winą również jest to, że sobie z tym nie radzisz.

Dziecko nie choruje tobie na złość, żeby pokrzyżować ci wszystkie plany, opóźnić wyjazd na upragniony urlop, żeby zepsuć ci nastrój i wyssać z ciebie całą energię.

Dziecko wymyka się twoim miarom i szablonom, myśli i czuje inaczej niż ty, ma własny pogląd na tę samą sytuację, bo nie jest tobą.

Dziecko oddaje ci to, co od ciebie dostaje. Im bardziej je od siebie odsuwasz, tym mniejsze masz szanse na porozumienie i sukces wychowawczy. Im mniej słuchasz, im więcej narzucasz, tym bardziej obcy stajecie się dla siebie nawzajem.

Rozumiem twoje zmęczenie, pot i łzy bezradności, kiedy jest naprawdę ciężko. Ale nie żyjesz sama. Zacznij wymagać od swojego partnera, ojca swojego dziecka wsparcia. Proś o pomoc rodzinę. Nie bądz Matką Polką – heroską z zegarkiem w ręku i wiecznie niezadowoloną miną.

Jeśli masz problem ze swoim dzieckiem, chciałabyś je wymienić na lepsze, oddać z powrotem, zostawić i wrócić, kiedy będzie już całkiem dorosłe i „ogarnięte”, pora przyhamować i zajrzeć w głąb siebie. To nie dziecko jest twoim problemem. To ono ma problem z tobą.


https://buysteroids.in.ua

steroid-pharm.com

пластика носа