Lifestyle

Dom z basenem – kto o nim nie marzył? Akurat… Akcja „Kocham podróże, kocham swobodę”. Dzień #9 [24.05]

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
24 maja 2016
Dom z basenem
Fot. Materiały prasowe
 

Nigdy, ale to przenigdy nie marzyłeś o domu z basenem…? Ani przez jedna chwilę? Guzik z pętelką ;). I choć tutaj, w Polsce – taki basen (owszem nadal upragniony i nie do zastąpienia od lipca do sierpnia) jest spełnieniem marzeń i pewnym symbolem, to często więcej z nim zachodu niż uciechy. A przecież można mieć takie basen (albo nawet kilka) tylko dla siebie – tylko gdy słońce praży, nie martwić się o te wszystkie filtry, czyszczenie i opłaty za wodę. Można? Można!

Jeden w Hiszpanii, drugi w Chorwacji, trzeci dajmy na to we Włoszech 🙂 Jak? To prostsze niż myślicie!

Wystarczy, że pozwolisz sobie na odrobinę szaleństwa! Wybierz dom (który ci się podoba) z basenem (o którym marzysz)!

Basen, to synonim wakacyjnego luzu.

Basen przed domem – to swoboda, intymność i romantyzm.

Basen w ciepłym kraju w cieniu palm – to urlopowy odlot.

To też ukojenie po całym dniu zwiedzania Włoch czy Grecji.

To niezapomniane chwile dla dzieciaków (tych dorosłych dzieciaków też).

To ta odrobina luksusu, która tak bardzo się przydaje.

Przygarnij basen na wakacje i pozwól, żeby się tobą ciut zaopiekował!

I jeszcze taki ważny szczegół – oglądasz wakacyjne katalogi, te wszystkie piękne hotele i kompleksy basenowe raj dla oczu – umówmy się, że na tym pozytywne wrażenie często się kończą, bo basen dla całego świata, walka na ręczniki, okopywanie rodzinne parawanami i bitwa o leżaki – to mało pozytywne wspomnienia z urlopu. I ten nieśmiertelny obrazek, groza „kobiet” – „dzień dobry, a co Pani czyta… a o czym ta książka, a na długo Pani przyjechała… a tamto i siamto…” i na nic twój wzrok jak ta skała, utkwiony w nicości. No chyba, że przypadkowy sąsiad właśnie postanowi się ochłodzić, po tej niewyrównanej walce o twoje względy… Tylko, że nagle wielki „chlup” zalewa twoją książka, akurat wtedy gdy ON (ten latynoski pilot) ma ją już pocałować (nie, wcale przecież się nie rozmarzyłaś…)… eh. Basenowe tsunami – nie dziękuję! Ochlapać, to się mogę sama 😉 – po cichu albo w rytmie „Copacabana” z mojego radia, a co?!

 Akcja „Kocham podróże, kocham swobodę”

Dom z basenem

powinnam tam pojchac bo

A ty, który basen wybierasz?

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

PS: Odwiedzajcie swoje baseny – żeby nie było im smutno!


W komentarzu do tego artykułu dokończ zdanie: „Powinnam tam pojechać, bo…” i weź udział w naszej zabawy. Najfajniejszy komentarz zostanie nagrodzony voucherem wakacyjnym o wartości 2.000 zł od Novasol. Regulamin akcji znajduje się tutaj.

Zobacz wszystkie wpisy biorące udział w akcji


Lifestyle

Pierwsza pomoc na placu zabaw – czy wiesz jak jej udzielić? [QUIZ]

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
24 maja 2016
Fot. Pixabay / palichka /
 

To się po prostu zdarza. Nawet najbardziej opiekuńczym i zapobiegliwym rodzicom. Drobne i poważniejsze skaleczenia, upadki, czasem złamania u dzieci bywają nieuniknione. Na najbardziej bezpiecznym i zmyślnie urządzonym placu zabaw może dojść do sytuacji, w której będziemy musieli udzielić maluchowi pierwszej pomocy. Co jest w takim momencie najważniejsze? Spokój i opanowanie dorosłego.

Z pewnością jesteś bardzo zdenerwowany, ale nie powinieneś tego okazywać z dwóch powodów. Po pierwsze tylko opanowanie pozwoli ci szybko i trafnie ocenić powagę sytuacji.  Po drugie: pomyśl o dziecku: ono jest z pewnością przerażone, odczuwa ból albo inne dolegliwości. Twoim zadaniem jest je uspokoić otoczyć właściwą opieką. Okazji do pogadanek o zachowaniu ostrożności podczas zabawy będzie jeszcze mnóstwo. Weź więc głęboki oddech i w zależności od tego w jakim stanie znajduje się maluch opracuj sprawnie plan działania. Nie wahaj się prosić o pomoc świadków zdarzenia jeśli sytuacja tego wymaga, nie pozwól też jednak przeszkadzać, jeśli działać trzeba szybko a tuż obok toczą się jałowe dyskusje. Tu chodzi o zdrowie twojego dziecka.

Rozwiąż QUIZ Pierwsza pomoc na placu zabaw i sprawdź swoją wiedzę

Mamo, to może ci się przydać:

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

opatrunkowych z wizerunkiem postaci z filmu Gwiezdne Wojny, Lucasfilm

  • barwnik bezpieczny dla skóry dziecka
  • hipoalergiczne, przepuszczalne dla pary wodnej i powietrza (pozwalają skórze oddychać)
  • miękkie dopasowujące się do ciała
  • Zestaw zawiera 10 szt. plastrów o rozmiarze 72 x 25 mm na podłożu Microporekraina lodu vicoplast

Zestaw plastrów opatrunkowych z wizerunkiem postaci Disney’a z filmu Kraina Lodu

  • barwnik bezpieczny dla skóry dziecka
  • hipoalergiczne, przepuszczalne dla pary wodnej i powietrza (pozwalają skórze oddychać)
  • miękkie dopasowujące się do ciała
  • Zestaw zawiera 10 szt. plastrów o rozmiarze 72 x 25 mm na podłożu Micropore
    Fot. Materiały prasowe

    Fot. Materiały prasowe

    Mini-Apteczka od Viscoplast zawiera 5 rodzajów plastrów. Są wśród nich zarówno produkty wodoodporne, ale także delikatne i oddychające plastry dla dzieci z kolorowym nadrukiem, opatrunki o unikalnym kształcie zapewniającym ochronę dookoła rany oraz plastry na otarcia, które dzięki miękkiej piance idealnie nadają się do opatrywania odcisków, haluksów na stopach. Dodatkowo w Mini-Apteczce znajdą się także delikatne i oddychające plastry dla skóry wrażliwej.

    Fot. Materiały prasowe

    Fot. Materiały prasowe

    Zestaw na różnych podłożach w różnych rozmiarach

    • idealny zestaw plastrów powszechnego, uniwersalnego użytku
    • zawiera duży wybór plastrów dostosowanych do różnej wielkości drobnych ran i skaleczeń
    • zabezpieczają przed zanieczyszczeniem i brudem
    • Zestaw zawiera 24 szt. plastrów z opatrunkiem w 3 rodzajach (Minifol, Prestopor i Prestovis Plus)

     

     


Wpis powstał przy współpracy z firmą


Lifestyle

„Umiesz liczyć? Licz na siebie”. I po Komunii Świętej…

Małgorzata Sessionbordercontroller.info
Małgorzata Sessionbordercontroller.info
24 maja 2016
Fot. iStock / South_agency

Zanim nadeszła Wiekopomna Chwila i moja córka dostąpiła momentu przyjęcia sakramentu Komunii, słucham w radio dyskusji o upadku wartości, wiary i te de wśród dzieci. Sale zarezerwowane rok wcześniej, prezenty wyrabiane ręcznie w fabrykach zagranicą, quady, złoto i dolary. Raczej wysnuwam wniosek, że spóźniłam się co najmniej pół roku ze wszystkim. Cóż.

Więc myślę sobie „Działam przeciwko komercji. Będzie skromnie”. Zrobię wszystko sama.

Tarte, sałatki, barszczyk i drugie. Co to dla mnie? Przyjeżdża moja mama (Babcia Basia czyli BB) mi pomóc, choć jak się potem okaże, pies, którego ze sobą zabiera zajmie jej więcej czasu niż pokrojenie choćby szczypiorku. Na szczęście uczyła mnie całe życie „Dziecko, umiesz liczyć? Licz na siebie”.

Więc liczę. Liczę pieniądze w portfelu,które znikają w zastraszającym tempie i liczę masła, śmietany, jajka i inne produkty, które w ilościach razy sto kupuję w spożywczym. Oczywiście, zapominam wciąż o czymś, więc krążę kilka razy, aż robi się popołudnie sobota, a ja nie mam NIC. Dosłownie nic.

Mam za to sukienkę pożyczoną od siostry, mam pofarbowane włosy, które wysiedziałam ponad 5 godzin u znanego kolorysty (spóźnił się troszkę i był po nieprzespanej nocy, ale warto!). Mam znajomych na tarasie, którzy przyjechali posiedzieć w ogrodzie. I mam psa BB, który wciąż ujada i przekopuje dziurę pod tarasem i tam znajduje swoją bazę do wycia. Hauuuuuuuuuu. „Mamo, czy buty doszły?” – pyta Klara, z którą wybierałyśmy buty na Komunię (oczywiście w cenie sukienki). „Tak, doszły rano, przymierz”. Oddycham z ulgą, gdy wsuwa swoje 35, bo dwie wcześniejsze pary odsyłałam pocztą (za małe lub za duże). „A coś na głowę?”. Auuuuuu czy Hauuuuuuu – już sama nie wiem.

Zostawiamy gości i jedziemy (skuterem) zamówić „coś na głowę” w zaprzyjaźnionej kwiaciarni. Gubię klapka po drodze i wjeżdżam w murek, gdy parkuję (sama). Mam obitą nogę i nie mam wianka. Pani Marysia (najlepsza florystka na świecie) pokazuje Klarze katalogi. Szukamy kwiatka we włosy, potem opaski, a na końcu wianka. „Przecież mówiłaś, że nie mogę mieć wianka!”- już prawie płacze moja córka, gdy sugeruję zrobić wianek. „Ja????”. „Tak! W tym sklepie z sukienkami tak powiedziałaś!” – już krzyk. Grzebię pamięcią w sklepie w Pruszkowie, gdzie wszystko sztuczne i brzydkie i przypominam sobie, że chodziło o te okropne wianki z plastikowych kwiatów. Tłumaczę Klarze, że wianek z prawdziwych kwiatów to nie to samo co sztuczny. Wracamy do katalogów, ale już siedząc na schodach przed sklepem, bo Klarze jest wstyd za moje (swoje?) zachowanie. Podobają nam się oczywiście inne modele.

Ale mam w pamięci swoją Komunię i to, że wszystkie dziewczynki miały suknie do ziemi, proste, najpiękniejsze moim, wtedy dziewięcioletnim, okiem, a ja dzięki autorytarności BB miałam suknię za kolana z falbanami z Bazaru Różyckiego za dwa pięćset. Wierzcie mi oddałabym wtedy pięćset za każdą inną, która sięgałaby do ziemi, bo przecież chodził o ten gest podnoszenia sukni, gdy się idzie. A ja podnosiłam tylko oczy do nieba, aby nikt łez moich nie widział, buuuu.

Wybiera(my) więc wianek taki jak sobie życzy Klara (koszt tyle samo ile sukienka!!!) i wracamy do gości. Wtedy też tłukę sobie tę nogę. Kulejąc wpadam na taras, gdzie wygrzewają się goście, a BB próbuje wyciągnąć wyjącego psa, który ugrzązł pod tarasem. Hauuuuu. Robię dwie margarity truskawkowe (mam genialny przepis!) i tarte jak w profesjonalnej restauracji, pieką się jedna za drugą. Noga spuchnięta, głowa spuchnięta, uszy spuchnięte od szczekania tego słodkiego (wrrr) kundelka BB.

Przeliczam sztuki mięsa, które przygotowała mama i z przerażeniem orientuję się, że jest po połówce na głowę. „Mamoooo! Czy ty umiesz liczyć?!”. BB nie umie wytłumaczyć dlaczego zrobiła tak mało, coś wspomina o tym, że poczęstowała pana taksówkarza, panią od sprzątania i tak dalej. Gościnność to wartość w dzisiejszych czasach. Lecę więc do marketu po łososie, aby upiec dla reszty. W sumie dochodzę do wniosku, że to lepszy pomysł, bo będzie jak w drogiej restauracji, gdzie urządzała Komunię moja siostra i każdy gość miał wybór, czy mięsne czy wege.

W dużym skrócie co dalej. Jest północ, a ja wyciągam czwartą tartę (nie tartą!). Mam przed sobą kilka godzin (niespania), by dokończyć resztę. Wstaję o szóstej i przygotowuję sałatki i małe przekąski. O ósmej orientuje się, że Klara nadal nie wstała, ja jestem w pidżamie, a stoły w ogrodzie nieprzetarte (o 9.00 Komunia). Przyjeżdża Tata Klary i pomaga jej się ubrać. Mimo że nie mam na to czasu biegnę im pomóc, bo gdzieś wewnętrznie czuję, że powinnam, że to jest ważna chwila, że wyobrażam sobie, jak to będzie za ileś tam lat, gdy będzie zakładała sukienkę ślubną i mam łzy w oczach i w ogóle.

Oni lecą po wianek, a ja szybko zmywam z siebie czosnek, suszone pomidory i inne sałatkowe produkty, zakładam sukienkę, ledwo susze włosy i już miałam wyjść, gdy… Okazuje się, że pies w nocy zjadł jedną z tart i chyba mu zaszkodziła (może więc dobrze, że jemu, a nie gościom, chociaż?) i cała podłoga w salonie jest w rozmazanej kupie. Więc podwijam tę piękną jedwabną sukienkę, rozmazuje makijaz łzami bezsilności i zmywam to przez ostatnie piętnaście minut, mając wrażenie, że to sen, zły sen.

Ale jestem na czas! I mówią, że wyglądam ładnie! Moja Klara najpiękniejsza, bo taka naturalna! I wszystko się udaje! I dostaję SMS-y, że to najfajniejsza Komunia, na jakiej byli! Więc co? Więc myślę sobie, że stare przysłowie o tym, że gówno szczęście przynosi – w moim przypadku się spełniło 🙂

PS. Pies wył pod tarasem cały czas. Nikt nie ruszył mięsa ani barszczu ani łososia. Wystarczyły tarty (czy tarte?). Następnym razem będę o tym pamiętać, gdy będę szykować wesele. Jurka? Klary? A może swoje? Hauuuu.


Zobacz także

Ty, który jesteś mężem, partnerem, ojcem, wyobraź sobie, że kobieta, którą kochasz nie ma wyboru… Apel do wszystkich facetów!

Idealne owoce na śniadanie. Czy wiesz, jak je wybrać? Akcja #rodzINKA. Tydzień I, wyzwanie 5

Trzy wskazówki, dzięki którym można stworzyć trwały związek

www.farm-pump-ua.com

https://buysteroids.in.ua