Lifestyle

Dobre jedzenie prosto z internetu? 7 sposobów na włoskie fast-slow food – dla zabieganych

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
30 stycznia 2017
Dobre jedzenie prosto z internetu
Fot. iStock / gilaxia
 

Jesteś zabiegana, przez cały tydzień usiłujesz dwoić się i troić – bo przecież tak ci każe moda na multitasking. 10 godzin w pracy, bo przecież sukces ma swoją cenę, zakupy, szkoła, przedszkole, jeszcze tylko znaleźć czas na telefon do przyjaciółki, partyjkę w Chińczyka ze starszym synem i milion innych rzeczy.

Spotkanie ze znajomymi, coś „ekstra” na kolację – zapomnij, myślisz sobie w duchu, bo kiedy? Kiedy masz znaleźć czas na stanie nad garami, dłużej niż to absolutnie konieczne. Ekstra? Pewnie, że miałabyś ochotę zrobić sobie drobną kulinarną przyjemność, ale co to za przyjemność, jeździć pół dnia po mieście, żeby kupić porządny makaron, ulubioną truflową oliwę (nie taką z markety, tę prawdziwą, z malutkiego sklepu z regionalnymi przysmakami). Och, marzy ci się risotto i lampka dobrego wina.

Czy naprawdę ten pęd musi oznaczać dietę kanapkową albo kuchnię bez duszy – z taśmy, z tego co akurat udało się kupić w pobliskim sklepie, byle jak, byle zdążyć?

Dobra wiadomość jest taka, że dobre jedzenie nie musi być luksusem. Nie musi być nie osiągalne, nawet, gdy masz sporo na głowie. Bez względu na to czy jesteś wiecznie zabieganym pracusiem czy mamą sporej gromadki, dzielącą się między dom a pracę.

Mało tego, znajdziesz je w Internecie. A to dopiero początek zmian na lepsze.

7 sposobów na włoskie fast-slow food – dla zabieganych

1. Prawdziwa uczta, zaczyna się w głowie…

Po pierwsze, zacznij od porzucenia stereotypów. Nie musisz poświęcać wiele czasu na zakupy odpowiednich produktów. Nie musisz sprowadzać ich z zagranicy, ani jeździć po mieście, żeby dokupić porządne, „egzotyczne” dodatki czy składniki. Możesz je zamówić w sieci, wystarczy, że wiesz, gdzie szukać ;).

2. Postaw na „smart” zakupy

Zamiast zamawiać w ogromnych wielobranżowych e-marketach produkty niby-egzotyczne, kup raz a dobrze. Najlepiej w sprofilowanym sklepie, u ludzi z pasją, którzy kochają to, co robią i sprzedają oryginalne produkty (np. ).

Jest wiele potraw, których przygotowanie nie zajmuje wiele czasu, a ich magia kryje się oryginalności i jakości jakiegoś drobnego szczegółu czy dodatku. Sama wiesz doskonale, jak różni się smakiem zupa pomidorowa z sieciówkowego przecieru od tej ze świeżysz pomidorów lub tych oryginalnych, włoskich z puszki. Tych sposobów na dobre jedzenie, jest znacznie więcej.

3. Gdy możesz, oszczędzaj czas

Pół-produkt to nie zupka w proszku… Jest całkiem sporo produktów czy przetworów, które oszczędzą twój czas – jednocześnie nie tracąc na jakości. Kupując lepsze jakościowo produkty, bez konserwantów, sztucznych dodatków czy barwników – nie musisz rezygnować z doskonałego smaku.

4. Gotuj szybko, jedz powoli… Risotto

Dobre jedzenie prosto z internetu - Risotto

Fot. iStock / sugar0607

Kto raz się w nim rozsmakował, będzie kochał je zawsze. Nie zawsze jednak będzie miał czas, by przygotować je tak, jak należy. To potrawa, która wymaga czasu. A gdyby można było kupić risotto „prawie” gotowe?

Dobra wiadomość – można!

Ze szparagami, truflami… zresztą zobaczcie sami. W Api Food – Delicje z Włoch możecie . Cena? 15 złotych, za porcję na 3-4 osób. Niewiele, jak za oryginalny włoski produkt… Niewiele jak za 16 minut „gotowania”, zdrowe i łechczące podniebienie danie. To nie jedyna taka perełka.

5. Znajdź swój smak odpoczynku

Masz swoją ulubioną potrawę? Tę, na myśl, o której zaczynasz się uśmiechać. Tę, która w sekundzie, już swoich zapachem przenosi cię do tych wyjątkowych wakacji, pierwszej randki z NIM, to tego wyjątkowego wspomnienia?

Zadbaj o swoje szczęście – pilnuj, żeby w domowej spiżarni było to, co potrzebne, żeby wspomnienia odżyły. To naprawdę nie musi być trzydaniowy obiad, to może być jakiś dodatek, przyprawa, przekąska.

6. Postaw na drobiazgi

Dobre jedzenie prosto z internetu - Ravioli

Fot. iStock / Rimma_Bondarenko

Żeby zaprosić przyjaciół na wieczór, nie musisz od razu porywać się na pieczonego dzika ;). Owszem – to ważne i miłe, gdy gospodarz chce zadbać o swoich gości, ale ileż razy uciekaliśmy od spotkania, ze strachu, że nie będziemy mogli podołać przygotowaniom?

A może najwyższa pora, pomyśleć o tym, co w tych spotkaniach jest najważniejsze? Ludzie. Świetne jedzenie może być stołem pełnym. Nikt nie będzie głodny, a ty spędzisz czas z tymi, na których ci zależy – a nie w kuchni.

7. Przygotuj się na każdą okoliczność – jednym produktem. Czyli Pasta – i basta!

Dobre jedzenie prosto z internetu - Pasta i basta

Fot. iStock / Ravsky

Kochamy makarony. … mmmm. Kochamy je nie tylko za smak, ale również łatwość przygotowania. A dlaczego potrafią się tak bardzo różnić w smaku – i nie raz rozczarowywać? No cóż, żeby było jak u włoskiej mamy, nie czarujmy się potrzebne są oryginalne składniki, a nie ich namiastki. Polski sos ze słoika nie załatwi sprawy, choćby miał na etykiecie napisane „włoski” s- ze sto razy.

Po pierwsze potrzebny jest dobry makaron. Przyda się prawdziwy parmezan, a nie pośpiesznie ścierana gouda. I w zasadzie tyle. Z oliwą nie będzie żadnych problemów, reszta to już tylko twoja wyobraźnia… to na co masz ochotę?

Pamiętaj, że gdy pozwolisz sobie na nowo cieszyć się jedzeniem, bez wielkich poświęceń – zaczniesz pozytywnie zmieniać swoje życie. Jeść zdrowiej, żyć ciut wolniej, cieszyć się znów z drobiazgów.

Wszystkiego smacznego, życzy 


Lifestyle

„Utonęliśmy w magii kolorowych, uzdrowicielskich pigułek”. Polska pigułkomania

Anika Zadylak
Anika Zadylak
30 stycznia 2017
Polska pigułkomania
Fot. iStock / Kajdi Szabolcs
 

Okazuję się, że my Polacy nareszcie, jesteśmy w czymś najlepsi! Kupujemy, jak leci i co nam w tv, czy radiu każą. Ważne, żeby było dużo, na wszystkie dolegliwości i żeby pomagało, jak panu na reklamie.

– Z roku na rok, jest coraz gorzej. Ludziom, w żaden sposób nie można przetłumaczyć, że niektóre dolegliwości już na pierwszy rzut oka, wymagają lekarza. Nie słuchają, że jeśli gorączka, utrzymuje się czwarty dzień, a kaszel pogłębia, trzeba iść na wizytę. Nie rozumieją, że większość tych reklam, to skrót z fikcji, najczęściej. No niech pani, sama powie. Zna pani takie leki, które w kilka minut stawiają na nogi, leczą z kataru czy wrzodów żołądka? Nie ma takich cudownych specyfików. A kupowanie wszystkiego, tylko dlatego, że znany aktor polecił a „doktor”, który na co dzień wcale nim nie jest, mówił w reklamie, że tylko to i nic innego, niesie ze sobą ryzyko. Także utraty życia. Utonęliśmy w magii kolorowych, uzdrowicielskich pigułek. To nałóg, plaga, która się coraz groźniej rozprzestrzenia – ostrzega pani Anna, farmaceutka z 20-letnim stażem.

Okres jesienno-zimowy to ten, w którym zdarza się nam chorować  częściej. Grypy, zapalenia płuc i oskrzeli, wrzody żołądka, katar, odmrożenia. To również, wzmożony czas wszelkich kampanii reklamowych, zachęcających do leczenia na własną rękę. Okazuję się, że nie potrzeba nam wizyty u specjalisty, zdjęcia rtg płuc czy badań ginekologicznych. Wystarczy, że Pani Marysia zaraz po wieczornym serialu oznajmi, że na wszelkie bolączki tylko jedna, różowa czy zielona pastylka. Od razu z samego rana, stoimy w aptecznej kolejce i kupujemy ze trzy opakowania, bo od przybytku głowa nie boli. Czyżby?

Pragniemy być zdrowi, szczupli, piękni. Apteka to taki nasz azyl, taki magiczny sklep. Wystarczy, zostawić parę stówek. I mieć piękne paznokcie i włosy, spokój i lepszy sen, mniej centymetrów w talii i opaloną cerę, nawet w środku zimy. I to bez chodzenia na solarium.

Oszaleliśmy, odjęło nam rozumy. Wierzymy we wszystko, co zobaczyliśmy lub usłyszeliśmy.

Polska pigułkomania

Fot. iStock / Makidotvn

– Czasem, gdy oglądam wieczorem telewizję, to uśmiecham się sama do siebie. Znam ten scenariusz na pamięć, gdy tylko jakaś znana twarz reklamuję, kolejny wspaniały suplement. Od świtu bowiem nie będą się zamykały drzwi do naszej apteki – tłumy będą się po to dobijać. Najzabawniejsze, a może straszne, jest to, że klienci nawet tego nie potrzebują, kupują bo słyszeli, że jest bardzo dobre. I może się kiedyś przyda. Ba! Prezenty urodzinowe się u nas kompletuje. Nie wierzy pani? Dokładnie tak jest!  Zamiast wina i kwiatów wręcza się teraz  torbę z tranem, kompleksem witamin i czymś na stres. Kogoś, kto stoi z boku śmieszą sytuacje, które ja przerabiam codziennie. Od lat niestety.

– Uczciwie, doradzam coś tańszego, za to tak samo skutecznego. I słyszę, żebym się sama tanim g*wnem leczyła. Albo widzę, że człowiek ledwo stoi, że ma wysoką temperaturę, że się dusi. Sugeruje delikatnie, że to o co prosi, to tylko w początkowych stanach, gdzie termometr pokazuje nie więcej, jak 37. I groch o ścianę, a nawet nerwy i obelgi czasami, że co ja tam wiem, skoro w radiu mówili inaczej.

Farmaceutka Anna, ma rodzinny interes, trzy apteki, wieloletnie doświadczenie. I bardzo smutne oraz niepokojące spostrzeżenia.

– Jest jeszcze gorzej niż opowiadam, bo nie dość, że  leczymy się sami, to jeszcze w marketach. Tak, w dzisiejszych czasach wszelkie większe dyskonty oferują nam wszystko. Począwszy od proszków na ból głowy i zatok, poprzez leczenie grypy – aż po zaniki pamięci, zwyrodnienia stawów i brak koncentracji w pracy. Nie tylko przy kasach, ale też na specjalnych półkach, praktycznie w każdym, nawet osiedlowym sklepie. A powikłania grypowe? Źle prowadzone zapalenia płuc czy oskrzeli, inne choroby diagnozowane przez Google i leczone za poradą reklam? Kończą się często ciężkimi stanami w szpitalach albo niestety na cmentarzu. Osobiście znam dwa takie przypadki. Prosiłam i tłumaczyłam, panie się upierały przy swoim, bo znana aktorka mówiła, że to jest najlepsze. „Przechodziły” pewne symptomy, nie reagowały na czas, nie odwiedziły lekarza, nie robiły badań. Przyszły reemisje i zrobiły swoje.

Nie twierdzę, że żyłyby, gdyby zamiast słuchać cudów z telewizora, udały się do przychodni. Ale szanse, na pewno byłyby większe.

Nie słuchamy nikogo. Zdarza się, że ten sam lek stosujemy jednego dnia, w różnych preparatach, raz jako przeciwbólowy, a za chwilę przeciwgrypowy. W rezultacie, zamiast poprawiać samopoczucie, przekraczamy dopuszczalne dawki i lądujemy na SOR-ze z zatruciem toksycznym. Kupujemy, bo widzieliśmy „na własne oczy”, jak to świetnie pomaga. Nie czytamy ulotek, nie słuchamy porad aptekarzy. Wiemy lepiej, bo skoro główna aktorka z popularnego serialu, bierze to i poleca, to musi działać. I owszem, nikt nie twierdzi, że jest inaczej. W końcu ktoś, po coś, to produkuje. Problem w tym, że nie każdemu i nie w każdej sytuacji. Problem w tym, że leki, a prawdziwiej suplementy bez recepty, przynoszą efekty u rozsądnych ludzi. W tej drugiej i nadal niestety liczniejszej grupie, tylko szkody.

A wszystko przez to, że zawierzamy obrazkom ze szklanego ekranu. Że w ciągłym pośpiechu, lepiej chwilę w aptece niż godzinę w kolejce w poczekalni. Lepiej połknąć kolorowa pastylkę i czekać na efekty, niż pojeździć rowerem lub zacząć biegać. Lepiej kupić czarodziejski słoiczek z kolorową zawartością, niż wzbogacić dietę o owoce i warzywa.

Zupełnie jakby nasz organizm i nasze ciało, były poligonami do badań i doświadczeń. Negujemy nawet ostrzeżenia, że wypadałoby się skonsultować z lekarzem i farmaceutą. Po co? Przecież w zwykłym spożywczaku, znajdziemy mnóstwo różnych opakowań, które wyleczą nas z każdej choroby.


Lifestyle

STOP dla bycia perfekcyjną. Jak krok po kroku wyrwać się z pułapki perfekcjonizmu

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
30 stycznia 2017
STOP dla bycia perfekcyjną
Fot. iStock / Kladyk

Jak znaleźć równowagę między dążeniem do perfekcjonizmy a nie zajeżdżania się codziennie stawianiem sobie setek zadań i obowiązków do wykonania?

Jak uwolnić się od tej cholernej pętli, która zaciska się nam na szyi i choć nie chcemy, nie potrafimy odpuścić. Perfekcjonizm to pułapka, to dążenie do tego, by inni nas podziwiali, a jednocześnie ciągłe karcenie siebie za to, że za mało się staram, za mało od siebie wymagam, że przecież mogę jeszcze więcej i jeszcze lepiej.

STOP. Takie życie jest pełne frustracji, stresu i napięcia. Naucz się odpuszczać. Bycie nieidealnym jest piękne. Naprawdę.

Jak skończyć z Panią Perfekcyjną.

Po pierwsze wybacz sobie swoje niedociągnięcia

Nikt nie jest doskonały, każdy ma swoje zalety i wady, ty także. Oczywiście to nie znaczy, że nie powinniśmy się rozwijać, starać się być lepszym. Zawsze można nauczyć się czegoś nowego, starać się poprawić. Ale są chwile, kiedy tak się nie da, kiedy musimy oprzeć się na tych swoim kompetencjach, które mamy. Nie trać czasu martwiąc się o to, czego nie możesz zrobić (jeszcze).

Po drugie skup się na tym, co dla ciebie jest naprawdę ważne

Zastanów się, jaki jest twój cel? Dlaczego tak bardzo ci na zależy na tym, by wynik był idealny? Co tak naprawdę się dla ciebie liczy? Perfekcjonizm często bywa przeciwieństwem osiągnięcia celu, ponieważ niepewność, czy się uda, sprawia, że pod przykrywką perfekcjonizmu zwlekamy realizując dane zadanie.

Po trzecie określ jasno swój cel

Określenie tego, do czego dążysz pozwoli ci się na tym skupić, mieć poczucie, że idziesz we właściwym kierunku i co najważniejsze – wiesz, kiedy skończysz.

Po czwarte – rób to, co dobre dla ciebie

Perfekcjonizm może być autodestrukcyjny, gdy staramy się być doskonali dla innych, tylko po to, by dobrze wypaść w oczach szefa, rodziny, znajomych. Nie pozwól na to. Dąż do wyników, które są najlepsze dla ciebie, a nie podyktowane strachem przed opinią innych.

Po piąte – ustal sobie limit czasowy

Niektóre rzeczy – takie jak sprzątanie mogą tak naprawdę nigdy się nie kończyć. Dlatego zamiast szorować podłogę bez końca, którą jutro znowu domownicy wybrudzą, ustaw sobie czas, który poświęcisz na mycie podłogi. To naprawdę działa, bo miejsce będzie czyste, a ty nie będziesz się skupiać na szczegółach. Poza tym rutynowe prace mogą okazać się wystarczające, wcale nie trzeba na nie poświęcać nie wiadomo ile czasu.

Po szóste – próbuj czegoś nowego

Dlaczego to takie ważne? Bo każda nowa rzecz sprawi, że będziesz musiała na początku popełnić kilka błędów, podejmiesz kilka prób. To ci pokaże, że nic w tym złego, że każdy człowiek uczy się na błędach i właśnie w ten sposób się rozwija. Że błędy można wykorzystać jako dobrą lekcję, a nie przyjmować jedynie jako porażkę.

Po siódme – nigdy nie zadowolisz wszystkich

Często o tym zapominamy, a przecież to jedna z podstawowych zasad naszego działania. Choćbyśmy nie wiem, jak się starali, zawsze znajdzie się ktoś niezadowolony, kto nas skrytykuje, powie, że mu nie smakuje/nie podoba się, itp. Trudno. Tak bywa. Ważne, że ty jesteś zadowolona z efektów swojej pracy.

Po ósme – ucz się na błędach

Było przy okazji czegoś nowego. Ale warto to wszystkim dążącym do perfekcjonizmu wytłuścić: CZLOWIEK NIE ROZWIJA SIĘ NIE POPEŁNIAJĄC BŁĘDÓW. Dlatego pozwalaj sobie na nie, ucz się, wyciągaj wnioski, odrabiaj lekcje i rozwijaj się, idź do przodu. Błędy są siłą napędowa twojego działania i rozwoju.

Po dziewiąte – jesteś dość dobry

Bo to nieprawda, że nie jesteś w czymś dość dobry, że się nie nadajesz, bo mogłabyś być lepsza. To tak nie działa. Wszyscy jesteśmy w czymś dobrzy, każdy w czymś innym. Jesteś dobra na tyle, na ile cię stać. Nikt nie każe być ci lepszą, chyba, że to ty sama stawiasz sobie wyżej poprzeczkę, ale po co?

I po dziesiąte – skupiaj się na swoich sukcesach

To nieważne, że tylko osiągnięcie celu jest najdoskonalszym finałem naszych działań. Dopiero jak schudnę 10 kilogramów, będę z ciebie zadowolona. Naprawdę? A co z pierwszymi trzema? Z pięcioma? Czy nawet z pierwszym? Świętuj małe sukcesy, w końcu na duży sukces składają się właśnie te najmniejsze!

Dziesięć kroków. Dziesięć kroków, które dzieli cię od bycia nieperfekcyjną. Uwierz, to bycie nieidealną nie boli, a życie nabiera różowych barw.


Zobacz także

„Lubię starsze panie, zawsze z takimi się wiążę”. Kobiety nie rezygnujcie ze swojego życia. Odważcie się żyć

„Myślę jednak, że chce Pani wejść w kompetencje Pana Boga, ale bez żadnych konsekwencji”. List do Kai Godek

Przesiądź się z auta na rower! Pięć powodów, dla których warto to zrobić!

www.steroid.in.ua

pharmacy24.com.ua/dapoksetin-prodlenie-akta/dapoksetin-30-mg/