Lifestyle

Czujesz, walczysz z absurdem, nie jesteś „sapiącym samcem alfa” i jesteś otwarty? O cholera, jesteś feministą! Nie wiedziałeś?

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
22 czerwca 2016
Fot. iStock / Martin Dimitrov
 

Feminizm jest dobry dla wszystkich. Nie, nie tylko dla kobiet, dla mężczyzn również. Jak was przekonać, żebyście stali się feministami i stanęli po naszej stronie, gdy wspólnie walczymy o to, co ważne? Może po prostu uświadomić wam, jak wiele zawdzięczacie ideologii, która zakłada równouprawnienie obu płci?

Pomyśleliście kiedyś o tym, że feminizm:

Pozwala wam czuć się dokładnie tak, jak się czujecie

To, że do oczu napływają wam łzy wcale nie oznacza, że jesteście mniej męscy. To, że nie zawsze wiecie „co dalej” nie odbiera wam męskości. Ani to, że pokochacie kogoś do utraty tchu, że zakochacie się bez pamięci i będziecie w tej miłości bezbronni.

Dzięki feminizmowi wiecie, że kiedy czujecie, że nie jesteście w stanie sami czegoś unieść, że coś was przerasta, możecie i powinniście szukać pomocy. „Prawdziwy mężczyzna ” to wcale nie silny macho. Feminizm pokazuje, że nawet w swoich gorszych momentach jesteście przede wszystkim ludźmi i macie prawo okazać słabość.

Pozwala walczyć z nierealistycznymi oczekiwaniami wobec waszych ciał

Presja doskonałego wyglądu – was też to dotyczy, przyznajcie. Oczywiście, to przede wszystkim od kobiet wymaga się wiecznie gładkich twarzy i nienagannej figury dwudziestolatki. Ale mężczyźni coraz częściej padają ofiarami podobnych oczekiwań. Wysportowana, wysoka i zgrabna sylwetka, piękne, gęste włosy i spojrzenie –  uwodzicielskie i władcze – oto ideał, do którego kazano wam dążyć. Feminizm pomaga  uwierzyć w to, że naprawdę ważne jest to jacy jesteście, a nie jak wyglądacie. Nakłania do samodoskonalenia, które zakłada przede wszystkim pracę nad rozwojem osobistym.

Pozwala pozbyć się przekonania, że wszyscy mężczyźni muszą być „trudni” lub „agresywni”

Czy  (z góry przepraszam za niecenzuralne i stereotypowe określenia) zdarzyło wam się kiedyś usłyszeć, że jesteście „ciotą” i miękką pipą”, tylko dlatego, że macie łagodną naturę, albo lubicie nosić koszule w kolorowe wzory?  Feminizm pomaga zwalczać te okropne stereotypy poprzez ponowne zdefiniowanie tego, co to znaczy być człowiekiem (w najbardziej humanistycznym znaczeniu tego słowa). Pozwala wam ubierać się tak jak chcecie i zachowywać zgodnie ze swoim charakterem. Nie musicie nikogo udawać, żeby być mężczyzną.

Sprawia, że wasze życie seksualne jest lepsze

Bo w feminizmie chodzi o równość i otwieranie się na siebie i swoje potrzeby. Feministkom zawdzięczacie łóżkowe rozmowy o seksie  i szacunek dla ciał: waszych i waszych partnerek. Nikt nie oczekuje od was, że skoro jesteście mężczyznami, to  w łóżku musicie zachować się w określony sposób. Wcale nie musicie mieć większego doświadczenia niż wasze partnerki.  Nie musicie też chwalić się dużą ilością partnerek seksualnych, żeby być „dobrym w łóżku”. Tu każdy wygrywa, radość z seksu jest spontaniczna i o wiele bardziej prawdziwa.

Staje po stronie mężczyzn, którzy zaznali przemocy

Zwraca uwagę na to, że mężczyźni również mogą być ofiarami przemocy domowej. I to żaden wstyd. Przemoc na tle seksualnym, czy przemoc domowa jest przerażająca dla każdego, kto jej doświadcza, niezależnie od płci. Często jednak, gdy to mężczyźni zgłaszają się po pomoc jako strona pokrzywdzona,  są ignorowani i wyśmiewani. Feminizm zwalczy mit, że przemoc w rodzinie i molestowanie seksualne jest czymś, co zdarza się tylko kobietom.

Nie nakłada na mężczyznę obowiązku bycia  jedynym  lub głównym żywicielem rodziny

Oczekiwania wobec mężczyzn, że  powinni oni zarabiać więcej niż kobiety i utrzymywać całą rodzinę jest mocno nieaktualne. Dziś zarabiamy podobne kwoty i pracujemy równie ciężko na stanowiskach o tym samym lub  podobnym stopniu odpowiedzialności.  Feminizm pomaga odrzucić pogląd, że mężczyzna nie jest mężczyzną jeśli nie zarabia więcej niż jego partnerka.

Otwiera przed wami mnóstwo możliwości

Feminizm mówi  o tym, że nie ma czegoś takiego jak męski czy kobiecy zawód. Pielęgniarz, asystent, opiekun w przedszkolu… Jeśli to posada waszych marzeń, zróbcie wszystko by ją zdobyć.

Chodźcie z nami! Bądźcie feministami!

 


Lifestyle

To była miłość mojego życia. Wiem, że już nigdy nie będę tak kochać. Ale odeszłam, uciekłam

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
22 czerwca 2016
Fot. iStock
 

Chciałam wam powiedzieć, że ofiara przemocy to nie zawsze szara myszka, słaba kobieta, która pozwala, by facet ją tłukł, która nie wie, gdzie szukać pomocy i jak wydostać się z takiego związku.

Mówicie: „Nie rozumiem, jak ona może z nim być, jak może odmawiać pomocy”. I nie zrozumiecie, jeśli nigdy w takim związku nie byłyście.

Miałam 24 lata, gdy go poznałam. Byłam przebojową dziewczyną mającą dużo znajomych, nie stroniącą od towarzystwa. Lubiłam ludzi, lubiłam siebie. Znałam swoje mocne strony, wiedziałam, w czym jestem dobra, co jest moim atutem. O takich dziewczynach, jak ja mówi się, że szturmem zdobywają świat. I ja taką dziewczyną byłam, tak siebie postrzegałam. Świadomą swojej wartości. Pewną siebie. Ambitną. Dla której niemożliwe nie istnieje.

On był kilka lat ode mnie starszy. Dusza towarzystwa. Z tych przystojnych mężczyzn, którzy raczej nie są w moim typie, ale miał w sobie coś magnetycznego. Uwiódł mnie bystrością, inteligencją i poczuciem humoru. Mogliśmy przegadać całą noc. I seks – seks doskonały.

Chcesz kogoś poznać? Wyprowadź go z równowagi i obserwuj, gdy się zezłości. Obserwuj uważnie, wszystkiego się o nim wówczas dowiesz.

Był wybuchowy, miał łatwość wpadania w gniew. Był mistrzem manipulacji. Właściwie każdego potrafił sobie owinąć wokół palca, czym się później przede mną chwalił. Ludzi miał za nic, byli tylko do tego, żeby ich użyć do własnych celów. Ale wszyscy do niego lgnęli, lubili przebywać w jego towarzystwie, zależało im na jego przyjaźni. Tylko z jego strony nie było mowy o jakiejkolwiek przyjaźni. I bali się go. Bali się szału, w który potrafił wpaść…

Pierwszy raz uderzył mnie po trzech miesiącach. „Kocham cię, ale już nie mogę z tobą być” – powiedziałam wtedy będąc pewną, że to koniec. Ale były kwiaty, przeprosiny, że on już nigdy więcej. Mówi się, że po biciu następuje miesiąc miodowy. I nasz taki był. Cudowny. Myślę, że nigdy nie będę nikogo kochać, tak jak jego. Był miłością mojego życia.

Po roku zamieszkaliśmy razem. Pracowałam w jego firmie, więc właściwie większość czasu spędzaliśmy wspólnie. Był zazdrosny. Kiedy na imprezie siadał obok mnie facet, wzrok wbijałam w ziemię wiedząc i tak, co się wydarzy, co usłyszę: „Ty dziwko, poszłabyś z nim na pewno” krzyczał, kiedy bił. Gdy wstawałam z kanapy i odchodziłam jak najdalej, też bił i krzyczał: „Jesteś nienormalna, zachowujesz się jak jakaś psychiczna, kto by cię chciał”. Nie było dobrej opcji. Pretekst zawsze się znalazł. Zupełnie nie miało znaczenia, jak się zachowam, co powiem, co zrobię. On i tak będzie bił.

Uciekłam do mamy. Po trzech dniach do niego wróciłam. Nie potrafiłam bez niego żyć. Moja mama nie mogła się z tym pogodzić. Złożyła doniesienie na policję. Wyparłam się wszystkiego, powiedziałam, że to bzdura, że nikt mnie nie bije.

Przyjaciółkom opowiadałam, co on mi robił, co mówił. Zatykały uszy, płakały, bo nie chciały tego słyszeć. Tak, i chciały pomóc. Wszyscy mi chcieli pomóc. Mówili: „Odejdź od niego”, „Jak możesz z nim być”, „Czekasz aż naprawdę zrobi ci krzywdę?”. I co z tego, że mówili? Dla mnie to nie miało znaczenia. W końcu przestali mówić o pomocy.

Za to on mówił: „Liż podłogę, bo inaczej nie przestanę cię bić”, a ja myślałam: „Zabij mnie, nie dam się poniżyć”. Tak lizanie podłogi było dla mnie bardziej poniżające niż to, że traktował mnie gorzej niż psa. Co jeszcze mówił? Nie powtórzę, bo mi wstyd. Ta podłoga, to było nic…

Kiedyś, po tym, jak mnie pobił po raz kolejny zastanawiałam się, czy moja twarz wróci do normalnego wyglądu. Nie byłam w stanie rozpoznać się w lustrze. Zamykał mnie w mieszkaniu, a w pracy mówił, że mam ospę. Zamykał na tydzień, czasami na dwa. Zabierał klucze, telefon. Kupował specjalne kosmetyki do maskowania siniaków. Aktorzy takich używają.

Mówił, że jestem nikim, że jestem brzydka nijaka, że nikt mnie nie zechce, że nic nie jestem warta.

Czytałam dużo. Szukałam zagranicznych publikacji o osobowościach psychopatycznych. Chciałam go zrozumieć. Rozmawialiśmy o tym, mówiłam mu, że to nie jest normalne, że on mnie bije. A on tłumaczył, że bije mnie, kiedy brak mu argumentów, kiedy nie potrafi rozładować emocji

Znalazłam publikację anglojęzyczną jakieś pani psycholog, która mówiła, że ludziom takim jak on, ze skłonnością do przemocy, można pomóc. Że każdy może im pomóc swoją pracą i cierpliwością. Tej myśli się uczepiłam. Chciałam go naprawić. Tak, to było moje zadanie, moja ambicja. Udowodnię wszystkim, że mi się uda, że on się zmieni, że będzie innym człowiekiem. On mnie bił, a ja myślałam, jak mu pomóc. Nie sobie, jemu.

Piłam. Zaraz po pracy przygotowując obiad otwierałam butelkę wina. Słysząc tylko jego kroki, wiedziałam, czy za chwilę nie zacznie bić.

Zdradzał mnie. Wiedziałam o tym. Zresztą on się nie ukrywał. Pobił mnie kiedyś przy jednej z tych kobiet. Był sfrustrowany, że tam byłam, a on z nią chciał coś więcej. Byłam dumna, że jednak do mnie wraca, że to ja jestem najważniejsza. I pewna, że nigdy mnie nie zostawi. Za dużo o nim wiedziałam, za bardzo go rozgryzłam…

Bił coraz częściej. Nie wiem, jak uciekłam. Nie wiem, jak znalazłam w sobie siłę. Przyjaciółka wynajęła dla nas dwóch mieszkanie, namówiła mnie na wspólną firmę. Wszystko robiłyśmy po kryjomu.

Pamiętam – miałam uciec w środę, skłamałam, że mogę dopiero w niedzielę. Wyjechaliśmy, a ja zostawiłam klucz pod wycieraczką. Przyjaciółka z moim tatą przyjechali spakować i zabrać moje rzeczy podczas naszej nieobecności. Jemu powiedziałam, że idę do kosmetyczki, a poszłam do knajpy. Piłam. Piłam i myślałam, czemu się zgodziłam, czemu przyjaciółce obiecałam, że z nią zamieszkam, że poprowadzę wspólną firmę. Byłam załamana, że nie mogę się wycofać. Zabrała mnie pijaną niemal do nieprzytomności…

Co jest najtrudniejsze? Nie to, że on bije, że znęca się psychicznie. Najtrudniejszy jest powrót do normalności. Do życia. Byłam uzależniona od tych emocji – od szaleństwa miłości, fascynacji, po cierpienie i ból – fizyczny i psychiczny. Terapeutka, u której raz byłam powiedziała: „Nie widzi pani, że kocha jak pani matka? Bezwarunkowo. Że ona chce swoje dzieci ustrzec przed całym złem, ochronić, naprawić wasze błędy. Pani też tak kocha?”. Moi rodzice to nie było szczęśliwe małżeństwo, ale w domu nie było przemocy. Tylko o uwagę ojca musiałam zawsze zabiegać…

Zostawiłam go i piłam. Nie wstawałam z łóżka. Wpadłam w internetowe znajomości bez reszty. Wino, łóżko, Internet. Nic więcej nie miało znaczenia, bo jego nie było obok. Byłam z nim trzy i pół roku.

Wyciągnęła mnie przyjaciółka. Jej wsparcie. Jej wiara we mnie. Dzisiaj widzę, jak się zmieniłam. Jak z tyłu głowy mam: „Nie dasz rady, jesteś nikim”. Myślałam, że byłam odporna na jego słowa… One sięgały jednak głębiej niż kopniaki… Psychiatra powiedziała, że cierpię na zespół pourazowy. Nie wzięłam psychotropów, w końcu jestem twarda.

Tylko wkurzam się, jak ktoś mówi: „Głupia, po co ona z nim jest”. Nie zrozumiesz.

Zaraz minie rok, odkąd nie jesteśmy razem. On pisał, dzwonił, spotykaliśmy się nawet jakiś czas, ale mówił, że jestem nieobecna. Bałam się, że nie przestanę go kochać. Że to taka miłość, której nie da się wyrzucić z siebie… Od dwóch miesięcy mamy kontakt. Pomagam mu, jak coś potrzebuje, chcę mu pokazać, że jestem lepsza od niego… Nie, na pewno nie wrócę. Nie kocham go już.


wysłuchała Ewa Raczyńska 


Lifestyle

Nie taka siłownia straszna! Jak przygotować się na pierwszy trening?

Agnieszka Sierotnik
Agnieszka Sierotnik
22 czerwca 2016
Fot. iStock / AzmanL

Zarzekałaś się, że twoja stopa nie postanie na terenie siłowni, no chyba, że w celu odebrania przyjaciółki. Śmiałaś się z kolejnych selfie w szatni, a na propozycję darmowej wejściówki do klubu, rzucałaś zabójcze spojrzenie – nawet przez telefon. Ostatecznie jednak przyszła pora i na ciebie. Pierwszy raz nie musi być straszny, także na siłowni!

Bezkarny shopping

Mówi się, że kobiety w chodzeniu na siłownie motywuje nie tylko zmiana sylwetki i poprawienie własnego samopoczucia, ale przede wszystkim możliwość modnego ubrania się na kolejną okazję. Obecnie kolekcje sportowe oferuje większość sieciówek, więc wybranie spodni czy koszulki nie powinno być problemem. Zwykłe tenisówki są okay, ale lepiej zainwestować trochę więcej w naprawdę wygodne buty, które zapewnią nam komfort i odpowiednią stabilizację kostki.

Schody zaczynają się dopiero przy wyborze odpowiedniego stanika sportowego. Jeżeli jesteś dumną właścicielką miseczki większej niż C, znalezienie tego odpowiedniego biustonosza, może okazać się bardziej męczące niż pierwszy trening. Tak jak w sporcie, tak i przy szukaniu biustonosza nie wolno się poddawać!

Dobra rada: nie wydawaj połowy pensji na ciuchy na siłownię przed pierwszym treningiem. Może się okazać, że to nie twój rodzaj aktywności. Może i zyskasz kilka nowych ciuchów, ale stracisz pieniądze.

Pudzianem zostaniesz później

Trenerzy personalni i pracownicy siłowni powtarzają, że największym zagrożeniem na siłowni jesteś dla siebie ty sama. Nie zakładaj, że już pierwszego dnia zostaniesz damskim odpowiednikiem Pudziana. Rozpoczynając swoją karierę sportowca, bardzo łatwo o kontuzję. Zamiast rzucania się na stu kilowe ciężary, zacznij od cardio. Zrób trzy, cztery ćwiczenia i z każdą kolejną wizytą zwiększaj ich ilość. Wiele siłowni oferuje spotkanie z trenerem personalnym w ramach pierwszych zajęć. To najbezpieczniejsze wyjście! Trener pokaże ci jak odpowiednio wykonywać ćwiczenia i które maszyny będą dla ciebie odpowiednie. Podczas takiej rozmowy, nie zapomnij poinformować o swoich kontuzjach czy schorzeniach, które mogą mieć wpływ na treningi. Dzięki temu unikniesz dodatkowego zagrożenia kontuzją czy zbyt dużym wysiłkiem.

Towarzystwo i zakwasy

Aktywność fizyczna stała się modna. Polacy kochają bieganie i jazdę na rowerze, ale chodzenie na siłownię to jedna z tych opcji, którą wybiera się dla własnej motywacji – skoro zapłaciłam, szkoda z tego nie skorzystać. Dlatego też, idąc na siłownię, nie licz na to, że będziesz na niej jedyną osobą. Oczywiście, są godziny czy dni, kiedy jest mniejszy ruch, ale jednak zawsze ktoś się kręci. Przygotuj się na ukradkowe spojrzenia i ćwiczenie w otoczeniu kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu spoconych ludzi. Nie spiesz się z wykonywaniem ćwiczeń – każdy kiedyś zaczynał, był zagubiony i nie wiedział, co i jak. Z czasem uczucie zagubienia minie, tak samo jak zakwasy, które zapewne pojawią się rano, jeżeli wcześniej unikałaś aktywności fizycznej jak diabeł święconej wody. Żeby zakwasy nie były tak bolesne, weź ciepłą kąpiel, a wieczorem poproś o masaż – przyjemne z pożytecznym!

Pakowanie na wyprawę

Pakowanie to najgorsza część podróży, dla niektórych także wyprawy na siłownię. Są tysiące poradników, co spakować na siłownię, żeby na pewno być dobrze przygotowanym? Żaden z nich nie wspomina jednak o pozytywnym nastawieniu, które jest podstawą sukcesu. Jeżeli pierwszy trening rozpoczniemy z myślą, że i tak się do tego nie nadajemy, po powrocie do domu rzucimy w kąt nawet najpiękniejszą torbę sportową i damy sobie spokój.

Niezbędnik początkującego sportowca

Wracając do rzeczy zupełnie materialnych, które należy ze sobą zabrać, poza ciuchami i dobrym stanikiem (!), nie można zapomnieć o wodzie. Dobrym zwyczajem będzie także przygotowywanie izotoniku, który pomoże nawodnić organizm. Przepis jest banalnie prosty – woda, miód, cytryna i pieprz cayenne. Do torby wrzućmy także ręcznik, przybory do mycia (bardzo często duże siłownie oferują prysznice), klapki pod prysznic i kłódki do szafek. Tak, to brzmi dziwnie. Aktualnie kluby fitness dzielą się na te, w którym dostajemy magnetyczne klucze do szafek oraz te, do których musimy przyjść z własną kłódką do szafki, w której zostawimy rzeczy. Mini apteczka także nie zaszkodzi!

Orientuj się!

Przed pierwszą wizytą na siłowni warto przejrzeć stronę klubu, który wybrałaś. Możesz sprawdzić jeszcze raz godziny otwarcia, grafik zajęć grupowych czy umówić się na spotkanie z trenerem personalnym. Na wielu stronach internetowych można znaleźć rozkład urządzeń, często cała powierzchnia jest podzielona na sfery.

Pamiętaj, że na siłowni panuje niepisana etykieta. Przede wszystkim, pytaj jeżeli czegoś nie wiesz. Obsługa jest po to, żeby ułatwić ci ćwiczenia, szczególnie w czasie pierwszego treningu. Używaj ręcznika i ubieraj się odpowiednio, to wpłynie dobrze na ciebie samą. Trenuj tylko tyle, na ile cię stać – nie przeforsuj się już pierwszego dnia.

Pierwszy raz na siłowni nie musi być traumatyczny. Żeby ułatwić sobie zadanie, weź ze sobą przyjaciółkę, a jeżeli przyjaciółka odpada – zaopatrz się w dużą dawkę energetycznej muzyki na swoim telefonie!


Zobacz także

Jak rozmawiać z dziećmi o przemocy seksualnej

Emocjonalny wampir, czyli ten, który sprawia, że czujesz się źle

Wielkie testowanie! Sprawdź, czy wygrałaś nową pomadkę VIANEK

www.steroid-pharm.com

www.buysteroids.in.ua/inekczionnyie-anabolicheskie-steroidyi/nandrolon.html

сиалис купить