Lifestyle Psychologia

Chcesz osiągnąć cel? Najważniejsze słowo: organizacja

Karolina Cwalina
Karolina Cwalina
14 października 2019
Fot. iStock
 

Karolina, czy ty zawsze byłaś taka zorganizowana?

– To jak to się stało, że potrafisz teraz wszystko tak zaplanować, poukładać?

–  Nauczyłam się.

–  Ale jak? Czy organizacji można się nauczyć?

–  Oczywiście! Wystarczy zastosować się do kilku zasad.

To dialog, który można usłyszeć prawie za każdym razem, gdy ktoś widzi mój kalendarz. Ale zarówno on, jak i moje plany nie były kiedyś  tak misternie poukładane jak teraz. Po prostu mi się nie chciało. Liczyłam, że wszystko spadnie mi z nieba i nie ma, o co się starać. Przez lata byłam nieszczęśliwa sama ze sobą, utkwiłam w martwym punkcie i zupełnie nie wiedziałam, co dalej mam zrobić ze  sobą. Wtedy doszłam do wniosku, że jeśli nie wezmę życia w swoje ręce, to nic wartościowego się w nim nie wydarzy.

Zrozumiałam, że trzeba myśleć pozytywnie, ale bez dobrego planu i określenia, co jest moim celem, nic nie osiągnę. Trzeba umieć zawalczyć o swoje, a przede wszystkim mieć opracowaną strategię.

Zaczęłam od listy priorytetów. Określiłam na skali od 1 do 10, co jest dla mnie najważniejsze. Odpowiedziałam sobie na pytanie, na czym powinnam się skupić, od czego powinnam zacząć, aby w konsekwencji inne działania przyniosły upragniony rezultat.

Takie działanie bardzo porządkuje chaos, który czasem każdy z nas ma w głowie. Pozwala precyzyjnie określić, co dokładnie mamy do zrobienia i udoskonalenia. Widzimy, ile przed nami pracy.

Następnie zrobiłam listę zadań do wykonania. Poszeregowałam je według priorytetów i określiłam, ile czasu zajmie mi każda z nich. Wtedy zaczyna się myślenie perspektywiczne. Czarno na białym widać, że na niektóre rzeczy trzeba poświęcić więcej czasu i że cały proces będzie trwał przez to dłużej. Ważne jest, aby dokładnie i ze szczegółami opisać etapy poszczególnych aktywności.

Podzieliłam wszystko na miesiące i dni tygodnia. Każdy dzień zawierał zadania, które stały się moim małym celem do wykonania.

To nad czym zaczęłam pracować to motywacja i wytrwałość. Często naprawdę trudno trzymać się swoich wcześniejszych założeń. Ile razy każdy z nas obiecuje coś sobie, planuje, a potem odpuszcza? Ile razy usprawiedliwiamy się przed sobą i szukamy wymówek? Jak temu zaradzić? Wizualizując sobie cel końcowy. Ja widziałam w najdrobniejszych szczegółach, jak go osiągam i czułam jakie towarzyszą mi wtedy emocje. Nie pozwalało mi się to zatrzymać. Wiedziałam, o co walczę i ile mogę zyskać. Byłam zdeterminowana, bo wiedziałam, że jestem jedyną osobą, która może zmienić moje życie. A niczego nie potrzebowałam tak jak zmiany.

To była naprawdę ciężka walka, ale się udało. Teraz dokładnie wiem, czego chcę. Oczywiście zdarzają się niepowodzenia, nieprzewidziane sytuacje, muszę radzić sobie z wielkim stresem, presją. Ale czy ktoś obiecywał, że będzie łatwo?

Mam swój plan, a dobra organizacja pomaga w drodze do celu.

Trzeba CHCIEĆ – to jest cały klucz do sukcesu.

Jeśli naprawdę się czegoś chce i jest się zdeterminowanym, żeby to osiągnąć, to musi się udać.

W końcu wszystko zaczyna się w głowie!


Lifestyle Psychologia

A czy ty masz swój kawałek podłogi? Nie, nie rodzinny. Swój własny

Sylwia Smotarska
Sylwia Smotarska
14 października 2019
Fot. iStock
 

Pisałam już o dziecięcych pokojach. To ważne miejsce w domu, tak oczywiste jak kuchnia czy łazienka. Jeżeli mamy dzieci lub tylko plany, aby je mieć, to kupując dom, mieszkanie planujemy też przestrzeń dla nich, to naturalne, że nasze dzieci muszą mieć swój pokój, swój świat. Idźmy dalej. Staramy się, aby rodzeństwo miało osobne pokoje, tak przecież „powinno być”. Potrzebne jest biurko, fotel, łóżko, szafa – własne, nienaruszalne. Znajoma będąca w trzeciej ciąży zadzwoniła do mnie i z paniką w głosie pytała „no i jak my to teraz przeorganizujemy ?! Gdzie będzie jej pokój?”  No właśnie, gdzie?

A gdzie jest dziś TWÓJ pokój, moja czytelniczko? Gdzie jest Twój fotel? Twoja sofa? Twoje biurko? Czy dorastając, zakładając rodzinę, budując wspólny dom nie zapominamy trochę o potrzebie własnej przestrzeni? Czy nie jest z nami trochę tak, że wyrastając z dziecięcego pokoju zatrzaskujemy za sobą te magiczne drzwi i już nigdy do tego świata nie wracamy?

Pisząc z perspektywy jedynej kobiety w domu (nie licząc kocicy) rozglądam się dookoła i wszędzie widzę klocki, skarpety, kabelki, autka, książki o rycerzach i detektywach, DVD z supermanem. Na kanapie leżą branżowe pisma techniczne ,w sypialni stoi namiot z koca, w łazience jest krem do golenia i szampon dla dzieci, w holu głównie korki treningowe i szkolne worki z kapciami. Pokoje dzieci należą do dzieci, mąż ma warsztat w garażu i własne biuro, reszta domu to taka komunalna wspólnota. Pewnego dnia, kiedy zabrałam się za tapicerowanie starego krzesła, zorientowałam się, że nie mam gdzie tego zrobić, mam dom, ale nie ma w nim MOJEGO miejsca. Taka zwykła, samolubna refleksja weszła mi do głowy i już nie chciała wyjść. Niby dlaczego tak jest? Dlaczego ma tak być nadal?  Jest przestrzeń dla nas wszystkich, ale nie ma mojej do cholery?!? Chcę chociaż fotel w kolorze fuksji!

Chcesz mieć własne miejsce? Zadbaj o to sama. Ja tak zrobiłam. Zaproponowałam moim synom wspólny pokój, przecież i tak wspólnie odrabiają lekcje, bawią się. Często też razem zasypiają, kiedy czytamy książki. Zaskoczył mnie ich entuzjazm, zgodzili się chętnie i sami wpadli na pomysł, że pozostawiony pokój może należeć do mnie! „Mamo, będziesz go mogła w końcu pomalować na różowo!” Nie pomalowałam, ale z dziką radością przyjęłam pomysł własnego miejsca.

To tu teraz trzymam maszynę do szycia, papiery ścierne i nici tapicerskie. Są farby i stos pędzli, rozpuszczalniki i nity. Taki mój własny, nietykalny, zaczarowany świat. Czasami tu wchodzę, zamykam za sobą drzwi, jestem u siebie. Rysuję, projektuję, szyję, odnawiam moje stare meble, czytam książki i słucham muzyki. Odpoczywam, kiedy już dość mam odpoczynku „rodzinnego”. Tu jestem zawsze sobą, w piżamie, bez makijażu, z mokrymi włosami, czy zapomnianą depilacją nóg, tutaj to nieistotne. Istotne, że nie wdeptuję bosą nogą na klocek, nie skrobię zaschniętej czekolady z kanapy, nie poprawiam po nikim narzuty…. Nie, nie ma tu sterylnego porządku ale jestem cała JA.

Dlaczego wciąż najłatwiej zapomnieć nam o sobie, o własnych pragnieniach i własnych potrzebach? Pilnujcie tego bardzo, dbajcie o siebie, o swój kawałek pokoju, podłogi czy choćby swój  fotel w kolorze fuksji do czytania. Absolutnie konieczny, babski kawałek rodzinnego świata. Polecam!


Lifestyle Psychologia

Kobiecy upór, pasja i chęć spełniania marzeń. Przepis na ucieczkę z Mordoru, by tworzyć ciepło

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
14 października 2019
Fot. Karolina Czelej

Czasem w życiu podejmujemy decyzje, które zmieniają wszystko. Niekiedy wymagają one od nas odwagi, o jaką wcześniej byśmy siebie nie podejrzewali. A jeśli jeszcze przy tym sprawimy, że świat stanie się lepszy…

Jako dziecko marzyłam o pracy weterynarza. Moje życie potoczyło się jednak w zupełnie innym kierunku, choć miłość do zwierząt pozostała. Dzieci często fantazjują o różnych zawodach, a kiedy dorastają ich ścieżki prowadzą gdzie indziej. Ale są i tacy,  którzy nawet jeśli na chwilę obiorą ten inny kurs, w pewnym momencie podejmują ryzyko i realizują dziecięce marzenia. Poznajcie Anię, która razem z Maciejem, od pięciu lat z pasją i miłością prowadzi w Międzylesiu gabinet weterynaryjny Uprzejmy Łoś. Wbrew wszystkiemu.

Kiedy praca przeszkadza Ci w realizowaniu pasji, połącz pracę z pasją!

Fot. Karolina Czelej

Leniwe, niedzielne popołudnie. Skupiona i uśmiechnięta zarazem Ania pochyla się nad króliczą klatką. Wokół niej grupka wpatrzonych i zasłuchanych dzieciaków. Rodzice stojący nieco z tyłu również nie mogą oderwać od Ani wzroku. 

Fot. Karolina Czelej

A ona mówi. Najpierw trochę o gabinecie, potem o króliczych potrzebach. Ostrożnie wyjmuje z klatki królicę Malinę i delikatnie głaszcząc opowiada jej historię. Jak historie większości tutejszych zwierzaków, ta również jest odrobinę dramatyczna. Malina w uścisku Ani czuje się bezpiecznie. Uczestniczymy właśnie w autorskich warsztatach dla dzieci, poświęconych zwyczajom królików i opiece nad nimi.

Miłość do zwierząt i do… weterynarza

Fot. Karolina Czelej

Ania jest z wykształcenia edukatorką, lektorką i filmoznawcą. Miłośniczką zwierząt zaś zapewne mieni się od urodzenia i ta właśnie pasja pokierowała jej losem. Choć nie tak od razu.

Wszystko zaczyna się pewnego dnia, w którym kot Ani postanawia zasięgnąć porady specjalisty. Przypadkiem tym specjalistą okazuje się Maciej. Ponieważ Ania towarzyszy kotu, spotkanie z przyszłym wspólnikiem jest nieuniknione. Jedna wizyta w gabinecie weterynaryjnym Maćka, potem druga, trzecia… Od słowa do słowa, od zwierzaka do zwierzaka, coś zaczyna iskrzyć. Kolejny, nowy pupil Ani – kilkumiesięczny golden, jest już tylko pretekstem do odwiedzin w gabinecie…  Ze wspólnej pasji, z podobnego spojrzenia na świat, ze wszystkiego tego o czym wiedzą tylko oni, rodzi się miłość. Ania i Maciek zaczynają dzielić ze sobą codzienność i zostają parą w życiu, a z czasem także w pracy. Wkrótce na świat przychodzi ich największa inspiracja – córeczka. 

Fot. Karolina Czelej

Żegnaj korpo, witaj praco u podstaw!

Potem sprawy toczą się szybko. Dość powiedzieć, że impulsem do rozpoczęcia serii warsztatów jest pójście do przedszkola Amelki. Wtedy również wszystko się komplikuje. Pojawia się dylemat: „ciepła” posada, stałe zarobki, czy dalsza pogoń za marzeniami?  W końcu staje się jasne, że praca w korporacji staje na drodze realizacji marzeń o gabinecie otwartym na potrzeby pacjentów i ich (mniejszych i większych) opiekunów. Należy podjąć właściwą decyzję i wybrać to, co daje przede wszystkim poczucie samorealizacji. Ania pakuje swoje rzeczy i zwalnia biurko w  budynku należącym do dużej firmy z branży elektroniczne .Od tego czasu jest w Uprzejmym Łosiu managerem, organizatorem i współprowadzącą warsztatów. Czasem brak jej kontaktu z ukochanym językiem francuskim. Ale nowa praca czasem i ku temu daje sposobność: gabinet odwiedzają również obcokrajowcy. I jeszcze to poczucie wolności!

O zwierzętach dla dzieci

Fot. Karolina Czelej

Kiedy Ania zaczyna mówić do uczestników naszego mini-szkolenia, nie mam wątpliwości, że jest w swoim żywiole. Opowiada pięknie, z pasją, subtelnie przeplatając wykład zabawnymi historiami. Ania mówi o tym, jak karmić domowe zwierzęta, w jakich warunkach powinny przebywać i jak o nie dbać, by czuły się szczęśliwe. Na drobnych buziach zgromadzonych wokół Maliny (oprócz tej niebieskookiej króliczej piękności, w wykładzie pomagają dziś również fretka Iwonka i szynszyla Toto) widnieje cała paleta emocji: ciekawość, zdziwienie, radość… 

Fot. Karolina Czelej

Część praktyczna warsztatów należy do doktora Maćka (chirurga, a prywatnie gitarzysty), który spokojnym, niskim głosem tłumaczy maluchom, co się dzieje, gdy zwierzaki chorują. Dzieci czynnie uczestniczą w zajęciach, oglądają strzykawkę służącą do podawania zwierzakom lekarstwa lub pokarmu, oceniają rozmiar i wygodę króliczej klatki, a na koniec odpowiadają na pytania i otrzymują dyplom uczestnika warsztatu.

Bardzo Uprzejmy Łoś z przesłaniem

Gabinet Ani i Macieja już niebawem świętować będzie piątą rocznicę swojego powstania. Jak mówi Ania, od samego początku postawili sobie z Maćkiem za cel stworzenie takiego miejsca, gdzie i pacjent, i właściciel będą traktowani indywidualnie. Ale „wyszło” o wiele więcej. Ich codzienną pracą jest teraz wychowywanie i uświadamianie najmłodszych pokoleń czym jest odpowiedzialność za domowego futrzaka. W czasach, gdy zwierzęta traktuje się jak modny gadżet taka praca u podstaw ma ogromne znaczenie.

Fot. Karolina Czelej

– To na czym najbardziej nam zależy to przede wszystkim pokazanie, że  nie taki lekarz straszny, jak go malują. Wizyta w gabinecie może być przyjemna, zarówno dla małoletniego właściciela jak i jego pupila. A co do tego, że konieczna, w dzisiejszych czasach przestaje kogokolwiek dziwić – mówi Ania.  Bo mimo wszystko nie jest tak źle. Najmłodsi wydają się całkiem dobrze „uświadomieni”. Starsi z resztę też mają taką szansę, bo Uprzejmy Łoś proponuje zajęcia również słuchaczom Uniwersytetu III wieku. A i to nie wszystko. – Współpracujemy stale z Helenowem, specjalnym ośrodkiem szkolno-wychowawczo-rehabilitacyjnym Towarzystwa Przyjaciół Dzieci oraz Fundacją Vis Maior i Fundacją Pies Przewodnik, działającymi na rzecz osób niewidomych oraz zajmujących się szkoleniem psów przewodników, przedszkolami, kawiarniami przyjaznymi dzieciom, domami kultury, szkołami językowymi, szkołami i przedszkolami – dodaje Ania. 

Fot. Karolina Czelej

Uprzejmy Łoś to jedno z nielicznych miejsc, gdzie czas płynie wolniej i „pełniej”. Założyła go para niezwykłych ludzi, którzy za cel postawili sobie uświadomić najmłodsze pokolenie, że zwierzak domowy to nie przedmiot, który, gdy zepsuty wyrzuca się i zastępuje nowym, ale istota, czująca, posiadająca określony charakter i upodobania. Parafrazując słowa Małego Księcia, Ania i Maciej uczą nas brać odpowiedzialność za to, co oswoiliśmy… Ale dla nas, dorosłych historia Uprzejmego Łosia niesie jeszcze jedno przesłanie: warto iść pod prąd i spełniać marzenia.


 

 

Najbliższy warsztat: „Twoje zdrowie, Kocie!”, 17.10., godz. 16:00
Gabinet Weterynaryjny mieści się w Międzylesiu
Kossakowskiego 26/28, Warszawa – Międzylesie
email: [email protected] 


Zobacz także

Ja chcę się rozstać, ty powtarzasz jedynie: „O co ci właściwie chodzi?”. Nie wierzę, że można nie wiedzieć, kiedy się krzywdzi

Konkurs „Zobacz świat inaczej, zacznij od domu”

„W porządku” – mówisz, kiedy pytają jak się czujesz. Pora powiedzieć prawdę – twoje zdrowie psychiczne to fundament twojej rodziny