Lifestyle

„Będę szczęśliwa, gdy…”. Mity na temat szczęścia, które niszczą nam życie

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
9 kwietnia 2016
Fot. iStock/Kontrec
 

Snuję się ostatnio po życiu z miną: „No doprawdy, mogłoby być lepiej”.  Dużo moich koleżanek też snuje się po życiu z tą miną. Jakiś czas temu zawstydziłam się bardzo, bo poznałam kobietę ( dużo starszą) schorowaną tryskającą taką energią, że mogłaby obdzielić nią kilka innych ( dużo młodszych) osób. Starsza pani opowiadała o swojej córce. „Młoda jest jeszcze, ma fajne dzieci, męża, a jej całe życie to szukanie braków”. Złapałam się za głowę: „To chyba ja jestem córką tej pani” pomyślałam ( ze zgrozą).

Moje ( marudzące) koleżanki zwykle mówią.

„Będę zadowolona, gdy już ułożę swoje życie”, „Gdy znajdę pracę”, „Gdy zmienię pracę”, „Gdy on się zmieni”, „Gdy schudnę”. Gdy to i tamto. Tamto i to. Gdy właściwie wszystko. No, sama nie wiem. Jedna z wiecznie nieszczęśliwych koleżanek znalazła np. wymarzoną pracę, przez chwilę lewitowała z radości, za chwilę wróciła do punktu wyjścia ( czyt. moje życie jest problemem). Po prostu problem był inny. Kiedyś brak pracy, teraz za dużo pracy i zazdrośni współpracownicy ( uff).

Wczoraj w ręce wpadł mi świetny tekst z Charakterów. Opublikowany już dawno, ale jakże aktualny. Napisał go Janusz Czapiński, znany psycholog, autor takich książek jak „Psychologia szczęścia” czy „O naturze optymizmu”. Janusz Czapiński rozprawia się w tekście z mitami na temat szczęścia, które utrudniają nam życie.

Oto one:

Ludzie dotknięci nieszczęściem nie mogą być szczęśliwi

Choć podziwiamy ludzi po traumatycznych zdarzeniach, którzy potrafili się podnieść po traumie, w głębi duszy myślimy: to niemożliwe, na pewno płaczą po nocach, a to ich maska, która dużo kosztuje. Jakże można być szczęśliwym, gdy jest się sparaliżowanym, straciło się najbliższą osobę, ma się raka.

Badania jednak dowodzą, że czas leczy wszystkie rany. Dzieje się tak dzięki mechanizmowi adaptacyjnemu, który pozwala dostosować się do gorszej sytuacji życiowej.

Ale uwaga– tech mechanizm nie jest u wszystkich tak samo sprawny. Znacznie lepiej, na przykład, działa u ludzi młodych.

Szczęście jest gdzie indziej

No ba, wiadomo. W innym domu,w innej pracy, nie tylko z psem, ale i kotem. Nie w takim samochodzie, ale w lepszym. Janusz Czapiński nazywa to złudzeniem postępu hedonistycznego. Wiara, że możemy być szczęśliwsi motywuje nas do stawiania sobie celów. Dużo rzeczy robimy w pogoni za szczęściem– pobieramy się, budujemy domy, zmieniamy pracę, podróżujemy. Ci, którzy osiągają swoje cele często rozumieją, że to nie zmieniło ich samopoczucia na dłuższą metę.

Według prof. Czapińskiego każdy ma swoją tzw. stałą szczęścia, której nie da się w żaden sposób powiększyć ( jedynie tylko pracując nad swoim umysłem i nawykami).

Ale uwaga– stałą szczęścia– można obniżyć. Chociaż kupno nowego mieszkania nie uszczęśliwi nas na dłuższą chwilę, jego utrata na pewno wpędzi nas w poczucie chwilowego nieszczęścia

Prawdziwe szczęście to dzieci

Wciąż– mimo zmiany obyczajów powodujących spadek liczby urodzeń– większość uważa dzieci za jeden z najważniejszych warunków szczęśliwego życia. Tymczasem badania pokazują zupełnie inaczej ( ale jak to????). Dzieci zazwyczaj obniżają ciut dobrostan psychiczny. Dopiero opuszczenie przez nich rodzinnego domu ( wbrew pozorom) przywraca rodzicom radość życia sprzed ich narodzin.

Szczęście to młodość

Młodość nie ma żadnego znaczenia dla poczucia szczęścia. W niektórych badaniach stwierdzono nawet, że osoby najstarsze są najszczęśliwsze. Powód? „Czyż nie jest źródłem zadowolenia poczucie, że się przeżyło większość swoich rówieśników” pyta prof. Czapiński.

Szczęście ogłupia

Ależ nie, to nieszczęście ogłupia. I podcina skrzydła. Owszem, ludzie smutni patrzą realnie, widzą sporo zagrożeń, ale szczęśliwi są bardziej skuteczni. Prof. Czapiński mówi– warto wykazywać dużą rolę realizmu w wyznaczaniu sobie celów i stawać się niepoprawnym optymistą w dążeniu do ich realizacji. Optymizm to jak zasilenie energetyczne komputera– mobilizuje i podtrzymuje aktywność. Sukces wymaga ryzyka wiary „na wyrost”. Dowodzą tego wszystkie badania– szczęśliwym wiedzie się znacznie lepiej niż nieszczęśliwym.

Po lekturze myślę tylko o jednym: „To serio jest tylko w naszej głowie”. Życzę szczęśliwej soboty i szczęśliwych głów:)


Lifestyle

Nie mogę się doczekać, kiedy dorosnę, by czuć się bezpiecznie, by być kochanym… Poruszający film

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
9 kwietnia 2016
Fot. Screen/You Tube
 

Nie ma we mnie absolutnie żadnej zgody na przemoc wobec dzieci. Także tej, która wyrażana jest klapsem. Przemoc – każda nawet ta, której znaczenie chcemy umniejszyć, jest przejawem naszej, dorosłych, bezradności, bezsilności, chęci dominacji i pokazania „kto tu rządzi”. Jest tym, co nigdy żadnemu dziecku nie powinno się przytrafić. 

Ale się zdarza. Niestety…

Pewnie dlatego ten film tak mnie poruszył. Tak bardzo chciałabym tego chłopca przytulić i powiedzieć, że nie musi dorastać, żeby czuć się bezpiecznie. Proszę nie pozostawajmy obojętni na krzywdę, która dzieje się dziecku za ścianą mieszkania, na chodniku, w szatni przedszkola, czy w sklepie. Reagujmy. Tłumaczmy. Przemoc rodzi przemoc. Ona niczego nie tłumaczy, a dziecku odbiera czasami wszystko.


Lifestyle

„Jeśli kochacie waszego faceta, nie machajcie ręką dla świętego spokoju. My wtedy też myślimy, że wam już nie zależy”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
8 kwietnia 2016
Fot. Picjumbo / Victor Hanacek /

Drogie Panie,

Ja wiem, że to portal dla kobiet i że mężczyźni rzadko są tu widziani. Chyba, że jako niechlubni bohaterowie pojawiających się tekstów. Oczywiście nie wszyscy, ale zdecydowana większość. I wcale się wam nie dziwię, wiem, że potrafimy być draniami.

I chyba dlatego zdecydowałem się napisać, bo chciałem wam powiedzieć, że nie wszyscy faceci są beznadziejni i niegodni waszej uwagi. Że nie wszyscy nie rozumieją kobiet i mają w głębokim poważaniu wasze emocje i uczucia. Sam jestem mężem od 12 lat, mam dwie świetne córki i w naszym małżeństwie bywało różnie. Wielu rzeczy żałuję, wielu powiedzianych słów, i chwil, kiedy nie byłem w stanie dać mojej żonie zrozumienia – zwłaszcza w czasie pierwszej ciąży i zaraz po narodzeniu dziecka.

Kiedy ona mówiła, że czuje się źle, że nie czuje się kochana, że jestem dla niej za mało czuły, wydawało mi się jakąś jej fanaberią. Naprawdę. Ale gdy te słowa padały coraz częściej zacząłem drążyć temat. Trudno było usłyszeć na swój temat wiele przykrych słów. Trudno też było się z nimi nie zgodzić. Pamiętam noc przegadaną z moją żoną, kiedy ona punkt po punkcie mówiła o wszystkich swoich ukrytych głęboko żalach i pretensjach. Nie powiem, nie zostałem dłużny. Żadne z nas nie było święte. Kocham moją żonę, choć oczywiście wkurza mnie na maksa tym, że nie chowa torby po zakupach, że zawsze w łazience zostawia odkręconą pastę do zębów, że przypala garnek, który później ja muszę szorować.

Nie piszę do Was, żeby zostać bohaterem. Wiem, że nie jestem ideałem, a nawet bardzo daleko mi do niego. Wkurzam się, trzaskam drzwiami – mam bardzo wybuchowy charakter. Czasami czegoś mi się nie chce i bywa (niestety), że udaję, że nie słyszę od razu, jak żona o coś mnie prosi. Ale wiem, że jesteśmy dla siebie. Że wszystkie kłótnie, wybuchy, sprawiają, że nasz związek żyje. Że wiem, że nam obojgu zależy, że nie zamykamy się na siebie, wręcz przeciwnie odważyliśmy się na mówienie sobie wielu rzeczy, a przede wszystkim tych mało przyjemnych. Nie udajemy, że nic nas nie wkurza, że wszystko jest super i świetnie. Ale też żadne nie boi się powiedzieć tej drugiej osobie, że coś jest nie tak – bo ja znowu wracam późno z pracy, a ona ma dość kolejnego wieczoru biegania za dzieciakami. Nie obrażamy się, nie strzelamy fochów – ROZMAWIAMY. Kiedy tak mówię, myślę –  jakie to proste,  to tylko rozmowa. Ale sam wiem, jak nie było nam łatwo. Jak wiele rzeczy między nami narosło i trudno było zburzyć ten mur, który sami zbudowaliśmy.

Ale chciałem Wam powiedzieć, że warto. Że warto walczyć o związek i miłość. Że jeśli kochacie Waszego faceta, nie poddawajcie się, nie machajcie ręką dla świętego spokoju. My wtedy też myślimy, że wam już nie zależy, a później nawet zapominamy, że tak myślimy, tylko przyjmujemy to jako normę.

Jest dużo prawdy w tym, że jesteśmy zero-jedynkowi, jak nam się czegoś nie powie wprost, to na to nawet nie zwrócimy uwagi, wiem po sobie. Naprawdę wielu z nas to fajni i mądrzy faceci. Znam takich, w związkach, które straciły błysk. Gdzie nie ma tego czegoś, co biłoby od nich energią. Walczcie o wasze szczęście przy boku mężczyzny.

To tyle, co mam na obronę mężczyzn. Ale chciałem jeszcze Wam napisać, żebyście walczyły o własne szczęście. O Wasze marzenia, o ich spełnienie. Żebyście miały odwagę iść do przodu, żeby ten egoizm, o którym tak często mówicie, nie było tylko czymś o czym mowa, a czego nikt nigdy nie widział.

Kiedy Wy idziecie do przodu, my chcemy Wam dorównać, inspirujecie nas, sprawiacie, że chcemy być lepsi dla siebie i dla Was. Naprawdę tak jest.

I teraz kiedy obserwuję wszystko to, co się dzieje wokół spraw związanych z kobiecym światem – aborcją, antykoncepcją, in vitro, to chciałem Wam napisać, że kibicuję Wam ze wszystkich sił i zaciskam kciuki, żebyście pokazały, że nie jesteście jedynie tymi, które powinny zostać w kuchni i rodzić dzieci bez względu na okoliczności i krzywdę, której doświadczacie.

Moja mama przez wiele lat żyła z mężem alkoholikiem i nie miała odwagi powiedzieć, że ma już dość, że ona też ma swoje prawa, że o nią też ktoś powinien zadbać.

W jej imieniu i wszystkich innych kobiet, które czują się tak mało warte, proszę – nie zmarnujecie tej dyskusji, która się toczy. Kiedy mężczyźni zobaczą Waszą siłę, zaczną Was bardziej szanować i się z Wami liczyć.

Mam dwie córki. Dla nich też o to Was proszę. Walczcie o wasze szczęście i spokój.

Jakub


Zobacz także

„Jak utrzymać związek? O, nie starać się zanadto. To raczej mężczyzna powinien się zastanawiać, jak zatrzymać kobietę”. Maria Czubaszek o tym, jak żyć po swojemu we dwoje

Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą. Na ile można wycenić życie dziecka? Życie Emilki ma swoją cenę. Nie możemy jej nie pomóc!

„Nie wiedziałem, że jesteś taka gruba…”. Czy grubszy znaczy gorszy i czy miłość naprawdę liczy kilogramy?

biceps-ua.com/

www.steroid-pharm.com

www.generique-sildenafil.com