Lifestyle Psychologia

9 znaków świadczących o tym, że dojrzałaś, a nie tylko się… zestarzałaś

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
21 stycznia 2016
Fot. Unsplash / Artur Rutkowski /
 

Świat nie jest łaskawy dla tych, u których wiek nie idzie w parze z dojrzałością. Słodkie „dzidzie piernik” i podstarzałych playboyów traktujemy z lekceważąco-kpiącym dystansem i głośno wyrażaną nadzieją, że my w ich wieku będziemy zupełnie inni. Choć z drugiej strony, ta (pozorna?) beztroska i nicnierobienie sobie ze społecznie przyjętych oczekiwań („starszy = mądry i odpowiedzialny”) odrobinę nas pociąga… Jak tu rozpoznać dojrzałość? Nie identyfikuj jej jedynie z najbardziej widocznymi (pierwszy siwy włos, pierwsze zmarszczki) sygnałami. Popularne ludowe przysłowie głosi przecież bezpardonowo, że gdy głowa siwieje, inne części ciała zaczynają szaleć… 🙂 Spokojnie! Jeśli jesteś dojrzała, to:

1. Dbasz o to, co w środku, nie pozwalasz swojej duszy się… zestarzeć

Znasz młodych, którzy powtarzają „Jestem taki stary, wszystko przeżyłem, wszystkiego doświadczyłem”…? Nie da się ich słuchać. Oni już odpuścili. Są młodzi, ale udają starszych. Porzucili marzenia, zarzucili pasje, żyją z dnia na dzień. Tymczasem rutyna sprawia, że przestajesz czuć, że żyjesz. Jeśli pozostając sobą robisz to, co kochasz, to oznaka dojrzałości. Większość ludzi jednak ciągle próbuje być kimś innym, nie sobą.

2. Doceniasz to, co masz, a do realizacji marzeń nie dążysz za wszelką cenę

Dojrzałość to także otwarte, optymistyczne przyjmowanie tego, co się nam przydarza i umiejętność cieszenia się z tego, co już osiągnęliśmy. Marzenia to wówczas przyjemny, nieodrealniony cel, do którego dążysz małymi krokami. Znasz życie i wiesz, że jest ono ciągłą zmianą. Rozumiesz też, że ktoś zawsze będzie miał coś więcej niż ty, będzie w czymś lepszy.

3. Znasz swoją wartość i traktujesz się z szacunkiem

Wiesz na co cię stać, czego powinnaś unikać, czego możesz/musisz się jeszcze nauczyć. Dbasz o swoje ciało i duszę. Nie podejmujesz się zadań, którym nie podołasz, nie porywasz się z motyką na słońce. Szanujesz swoje nerwy i dajesz odpocząć ciału. Odcinasz się od toksycznych osób ze swojego otoczenia.

4. Umiesz być szczęśliwa i cieszyć się życiem

Czas relaksu starannie oddzielasz od czasu spędzonego na wypełnianiu zawodowych czy domowych obowiązków. Jeśli się bawisz, to później nie „nawalasz”, znasz swoje granice i masz poczucie odpowiedzialności. Potrafisz dokonywać wyborów, które są dla ciebie najlepsze. Jeśli rezygnujesz z jednej pracy na rzecz innej, to jest to przemyślana decyzja, związana z jakąś istotną zmianą. Umiesz ciągle jeszcze cieszyć się jak dziecko i biegać w deszczu.

5. Nauczyłaś się widzieć szklankę w połowie pełną

Pozytywne spojrzenie na to, co przynosi nam życie i relacje z innymi ludźmi to umiejętność, którą nabywamy wraz z dojrzałością. Takie podejście pozwala nam szybciej osiągnąć równowagę. Nauczyłaś się już, że narzekanie nic nie zmieni, że pozytywne nastawienie może zdziałać więcej, że optymizm jest zaraźliwy. Ludzie, którzy się zestarzeli często mają wycofaną, negatywną postawę w stosunku do życia, ale ludzie dojrzali dostrzegają w pozytywnym podejściu prawdziwą wartość.

6. Nie starasz się wszystkich i wszystkiego zmieniać

Wiesz już, że nie jesteś w stanie kontrolować wszystkiego, nie tracisz więc czasu i energii na „naprawianie” bliższych ci i „dalszych” osób. Uczysz się czerpać z różnic między wami. Uważnie obserwujesz ich życiowe poczynania i wyciągasz wnioski – takie, które cię wzbogacą.

7. Nie oceniasz innych i bierzesz odpowiedzialność za tych, których oswoiłaś

Poznałaś już życie, wiesz, że nie wszystko wygląda naprawdę tak, jak na pierwszy rzut oka. Nie wydajesz nieprzemyślanych osądów, starasz się zrozumieć, a nie potępiać. Jeśli kochasz, to bezwarunkowo, a przede wszystkim odpowiedzialnie.

8. Myślisz, zanim zaczniesz działać

Każdy ważny krok starasz się dokładnie przeanalizować, znasz już konsekwencje nieprzemyślanych decyzji. I ważysz słowa, bo wiesz, że mają prawdziwą moc. Emocje potrafisz już trzymać na wodzy, co nie oznacza, że nigdy nie wymykają ci się spod kontroli. Jesteś tylko człowiekiem. Nie tracisz czasu na dyskusje, o których z góry wiesz, że do niczego dobrego nie doprowadzą.

9. Umiesz słuchać

Tym samym potrafisz okazać swojemu rozmówcy szacunek, nawet jeśli się z nim nie zgadzasz. Nie przekrzykujesz go i nie narzucasz swoich racji.

Zestarzeć się nie zawsze znaczy dorosnąć. I odwrotnie: życiowe doświadczenie i mądrość możesz zdobyć już w bardzo młodym wieku. Jednak najważniejsze, to pozostać sobą i pogodzić się z tym, kim się jest tam w środku, w głębi duszy.


Lifestyle Psychologia

Przełom w walce z rakiem nastąpi w 2019 roku? Pierwszy test z krwi, który ma wykrywać jeszcze bezobjawowe nowotwory

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
21 stycznia 2016
Fot. Pexels / Kamboopics /
 

Już za trzy lata na rynek trafić ma pierwszy uniwersalny test z krwi wykrywający nowotwory. Jeśli dotychczasowe prace przyniosą oczekiwane rezultaty, będzie to prawdziwy kamień milowy we współczesnej medycynie.

Projekt prowadzi Illumina zajmująca się sekwencjonowaniem DNA. Pierwsza wersja testu jest już gotowa – teraz rozpoczną się prace nad jej doskonaleniem i sprawdzaniem.

Zdaniem twórców wraz z rozwijającym się nowotworem w krwiobiegu zaczynają pojawiać się fragmenty zmutowanego DNA, korzystając z odpowiednich metod można wykryć ich obecność w bardzo wczesnej fazie. Na takim mechanizmie ma opierać się działanie testu.

To co jest nadzieją – może być i przekleństwem, przestrzegają sceptycy. Niektórzy eksperci twierdzą, że na tak wczesnym etapie rozwoju nowotworu, może on zostać pokonany przez układ odpornościowy, więc diagnoza byłaby przedwczesna, a samo wykrycie DNA i RNA w krwiobiegu nie musi oznaczać rozwoju choroby. Illumina przekonuje jednak, żeby wykorzystać metodę mądrze i z największym pożytkiem – na początku test byłby traktowany jedynie jako uzupełnienie dostępnych już metod w diagnostyce chorób nowotworowych.

Jako przykład wykorzystania testu, pada odwołanie do diagnostyki raka piersi, gdzie test byłby doskonałym uzupełnieniem badania mammograficznego – a jego wykonanie pozwoliłoby na zredukowanie liczby niepotrzebnych biopsji czy rozstrzygnęłoby w przypadku wyników na granicy wątpliwości.

Metoda zyskała już obiegową nazwę „płynnej biopsji” i w początkowej fazie rozwoju będzie służyła również w celu monitorowania przebiegu wykrytej już choroby.

Twórcy testu liczą na akceptację swojego wynalazku przez Amerykańską Agencję Żywności i Leków (FDA) w 2019 r. Koszt jednego badania w ich planach nie powinien przekraczać 500 dolarów.


Źródło:


Lifestyle Psychologia

„Jak odejść od mężczyzny? Bardzo trudno. Jeśli jesteś na początku tej drogi, posłuchaj mojej historii”

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
20 stycznia 2016
Fot. iStock/MilosStankovic

– Żałowałam, że odeszłam, bo myślałam, że nie dam sobie rady. Odchodząc czułam się nikim. Odbudowywanie własnej wartości trwało dłużej niż moje małżeństwo.

Marta mówi, że nie czuje się bohaterką, ale siłę w trudnym okresie życia czerpała z historii innych kobiet. Dzisiaj ma nadzieję, że jej historia pomoże komuś, kto jest dopiero na początku drogi, którą ona przebyła.

Marta: 

To był szybki ślub. Miałam 18 lat, zaszłam w ciążę. Chciałam wyrwać się z domu, wyplątać się z trudnych relacji z matką alkoholiczką. Jedyne o czym wtedy marzyłam, to mieć swoją własną rodzinę, swój azyl, spokój. Rodzinę zupełnie inną od tej, w której zostałam wychowana. Z matką, która pije od dwudziestu lat i ojcem, który nie umiał okazywać uczuć.

Wzięliśmy kredyt. Kupiliśmy nieduże mieszkanko na pierwszym piętrze. Dwa pokoje, kuchnia. Urządzałam je sama, na pewno nie było idealne, ale w końcu nasze, własne.

Jednego w nim brakowało – spokoju. Mój mąż pracował jako urzędnik, na całe dnie znikał z domu – jak najdalej ode mnie, od dzieci. Nigdy nie mogłam na nim polegać. Żyłam w ciągłym strachu. Czy wyłączą nam prąd? Telefon? Chodziłam do administracji z małymi dziećmi i błagałam, żeby odkręcili mi wodę. Wciąż wstyd. Bałam się, że w ciągu dnia zadzwoni domofon – zawsze zapowiadał listonosza z kolejnym wezwaniem do zapłaty. Mąż nie myślał o rachunkach. A ja nie miałam pieniędzy.  Byłam od zajmowania się domem, dziećmi, gotowania i sprzątania.

Najgorsze, że już w dniu ślubu czułam, że to nie jest miłość. Ale nie było odwrotu. Myślałam: „Jakoś się ułoży”.

Na porodówkę wiózł mnie mój tata. Mąż później przepraszał, tłumaczył. Tak bardzo chciałam mu wierzyć. Miałam nadzieję, że coś się zmieni. Mówiłam: „Potrzebuję poczucia bezpieczeństwa. Uwagi. Miłości. Pomocy przy dzieciach”. Powtarzałam: „Czuję się samotna”. Proponowałam terapię. Dzisiaj wiem, że jemu nie zależało.

Kiedy zdecydowałam się na studia, to mój tata przychodził z młodszym synem pod uczelnię, żebym między zajęciami mogła go nakarmić. Gdy z jednym jechałam do szpitala, dziadek zajmował się drugim.

Ale na zewnątrz było pięknie. W końcu ja zawsze uśmiechnięta, dom wysprzątany, dzieci czyste, radosne.

Do jakiego stopnia musisz zostać poniżona, żeby odejść? Jak długo będziesz wierzyć, że on cię kocha? Jak długo będziesz wierzyć, że jednak coś się zmieni? Naprawdę wierzysz w te zmiany? W jego obietnice poprawy?

Płakałam w poduszkę. Sprzątałam, zajmowałam się dziećmi, w weekendy studiowałam, nic dla siebie nie znaczyłam. Były dni, kiedy nie mogłam wstać z łóżka.

Aż pękła szklanka. Miałam 40 stopni gorączki. Potworny ból uszu. Wyłam razem z moimi dziećmi. A on nie przyszedł mi pomóc. Skamlałam o tę pomoc. A on nie zareagował, jakbym nie istniała. Jakby to nie były jego dzieci.

Kiedy wrócił do domu, zastał zupełnie inną kobietę. Wtedy w tej gorączce, bólu i rozpaczy podjęłam decyzję. Decyzję, od której nie było odwrotu. Poczułam ulgę. Powiedziałam, że to koniec, że nie chcę z nim być. Wyprowadził się od razu, po miesiącu był już w innym związku.

Zostałam sama z kredytem, niezapłaconymi rachunkami, zadłużeniem w spółdzielni. Bez pracy. Bez alimentów. Z dwójką małych dzieci. Szaleństwo? Że mogłam poczekać, aż dzieci podrosną? Znowu płakałam. Że nie dam sobie rady. Że co ja zrobiłam. Że może lepiej było trwać w tym związku.

Znasz to? Było we mnie tysiące obaw i wątpliwości. Pewność siebie równa zeru. Byłam jak chorągiewka. Wykorzystywali mnie wszyscy wokół, co kto powiedział, to przytakiwałam. Wiele lat zajęło mi odbudowywanie własnej wartości, budowanie pewności siebie.

Kiedy on odbiera ci poczucie własnej wartości, kiedy sprowadza cię do roli sprzątaczki i opiekunki do dzieci, kiedy ty czujesz się nikim, to pamiętaj – to wszystko jest w twojej głowie. Przestań się przeglądać w jego oczach. Spójrz na siebie własnymi oczami. Jesteś silna, nawet nie wiesz, jak bardzo.

Powiedział mi: „Będę tańczyć i śpiewać, kiedy upadniesz”. Ale ja nie upadłam. Poszłam do pracy. Na staż. Pomagał mi tata i dobrzy ludzie wokół, którzy nagle znaleźli się obok mnie.

Szukałam siebie na nowo. Szukałam siły w sobie.  Tak, wiem – tak bardzo trudno odbudować swoją wartość. Znowu płakałam w poduszkę nocami. Bałam się, że nie podołam, że po co mi to wszystko, że on wygra, że ma rację. Nic nie osiągnę.

Ale skupiałam się na sobie. Nie było mnie stać na terapię. Mój tata jeszcze przed naszym rozwodem miał rozległy zawał. Poprosiłam go o pieniądze na adwokata. Wiedziałam, że sama nie dam sobie z tym rady, nie wypełnię tych pism, nie napiszę pozwu. Wtedy wszystko mnie przerastało. Pamiętam pogardliwy uśmiech mojego wtedy już byłego męża, kiedy orzeczono nasz rozwód. Syczał: „Jeszcze zobaczysz, ja ci pokażę…”

Mój tata nigdy mi nie powiedział, że mnie kocha. Na jego twarzy nigdy nie było emocji. Nigdy mnie nie przytulił. Ale w tych wszystkich trudnych momentach był zawsze obok mnie. Zresztą, jest do dziś.

Potrzebujesz pomocy. Rozejrzyj się. Zacznij mówić o tym, jak ci źle. Uwierz – są wokół ciebie ludzie, na których wsparcie możesz liczyć. Przełam wstyd. Przecież walczysz o siebie, o dzieci, o wasze życie. Choć on utwierdza cię w przekonaniu, że jesteś sama, że nikt ci nie pomoże – to nieprawda.

Wróciłam do swojej pasji, do tańca, który kiedyś kochałam. Otworzyłam szkołę tańca dla dzieci. I tą pasją udaje mi się dzieciaki zarażać. Ciężko pracuję. Ale spłaciłam długi, mogę wysłać synów na obozy, na zieloną szkołę za granicę. Nie muszę się już martwić tym, co dam im na obiad.

Tak wiem, teraz mi się łatwo opowiada. Ale gdybym miała to przeżyć jeszcze raz, to nie wiem, czy dałabym radę, czy starczyłoby mi siły. Dlatego bardzo współczuję kobietom, które zaczynają tę drogę. Jednak jednego jestem pewna: warto, naprawdę warto.

Dzisiaj jestem z synami sama. Były mąż co jakiś czas próbuje zburzyć mój spokój. Wystąpił o obniżenie alimentów. Zabolało. Jak śmiał – zostawił mnie z kredytem, rachunkami, długami. Pieniądze są dla dzieci, nie dla mnie. Ale nawet nie poszłam do sądu. Zgodziłam się na to obniżenie. Wiem, głupia jestem, ale nie chcę już z nim walczyć.

Kiedy po raz pierwszy chciałam wyjechać na wakacje sama, nie przychodził odebrać chłopców, wysyłał SMS-y: „I jak? Dobrze się bawisz?”. Wiedział, że czekam i się denerwuję. Dziesięć lat po rozwodzie.

Nie wiem, może jeszcze kiedyś kogoś poznam. Krótko po rozwodzie związałam się z mężczyzną. I wpadłam dokładnie w tę samą pułapkę. Byłam od obsługiwania i spełniania zachcianek. Ale tak bardzo pragnęłam, by ktoś mnie kochał, by przytulił. Byłam tak spragniona miłości, że na początku tego nie widziałam.

Dzisiaj wiem i będę to powtarzać każdej kobiecie po przejściach, że nie powinna się wiązać z kimś innym od razu. Poczekać chociaż rok. Że ten czas najważniejszy jest dla niej samej, by mogła się sobie poprzyglądać, przeanalizować, co się stało. Odbudować poczucie wartości, a nie szukać go znowu w spojrzeniu innego mężczyzny.

Jeśli nie wierzysz w siebie, masz niskie poczucie wartości, zawsze przyciągniesz facetów, którzy cię skrzywdzą. A to na początku twojej drogi nie jest ci potrzebne.

Ja sama poczuję się wolna, kiedy unieważnię swoje małżeństwo. Wystąpiłam do Kościoła z takim wnioskiem. Wtedy będę czuć się czysta. Powód unieważnienia? Małżeństwo w zbyt młodym wieku, nieodpowiedzialność, brak uczuć.

Pięć lat żyłam w marazmie, w małżeństwie, które nie dało mi szczęścia. Udało mi się odejść, odbudować siebie. Zajęło mi to dziesięć lat. To była trudna droga. Ale było warto. Może moja historia doda ci wiary w samą siebie?


Przypominamy wam o akcji: „Kobiety, które inspirują – takie jak ty… Zostań naszą bohaterką”. Piszcie do nas na: [email protected], mówcie o sobie, a my wasze historie opiszemy 🙂 Pamiętaj, nie musisz być kimś wyjątkowym, by być bohaterką.

 

 


Zobacz także

Chcesz wiedzieć, jaką jesteś (będziesz) mamą? Sprawdź, co o macierzyństwie mówi horoskop

Ulegamy iluzji, że wszystkim żyje się świetnie i staramy się do tego dopasować. Tylko co, kiedy się nam nie udaje?

„Siostry od kuchni” polecają: Sałatka ze świeżych szparagów z grillowanym oscypkiem

www.steroid-pharm.com

повышение потенции у мужчин после 50 препараты

www.steroid-eu.com