Lifestyle

8 wskazówek, jak mądrze prać i przechowywać staniki, by służyły dłużej

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
18 lipca 2016
Fot. iStock / razyph
 

Jeśli do tej pory zdarzało ci się wyciągać z bębna pralki rozwleczone staniki, koniecznie przyjrzyj się temu, co robisz źle podczas ich prania lub przechowywania. By biustonosz długo cieszył odpowiednim kształtem i prawidłowo podtrzymywał biust, należy o niego zadbać.

Zapomnij o wirowaniu w pralce i praniu w wysokich temperaturach. Jeśli nie chcesz mieć rozciągniętych, spadających ciągle ramiączek, lub zdeformowanych miseczek, pierz, susz i przechowuj biustonosze z delikatnością.

8 zasad, których przestrzeganie przedłuży żywotność stanikom

staniki

Fot. iStock / Metaphortography

1.Staniki pierz w ręku, koniecznie w ciepłej, ale nie gorącej wodzie. Do prania korzystaj z delikatnych detergentów.

2. Bielizny nie pocieraj w dłoniach, ale delikatnie je ugniataj.

3. Jeśli zdecydujesz się na pranie w pralce, wybieraj krótkie i delikatne cykle prania.

4. Zanim włożysz staniki do pralki, zapnij haftki, ponieważ mogą one zaczepić się i uszkodzić materiał.

5. Używaj siateczek do prania bielizny. To tani i skuteczny sposób na ochronę struktury stanika.

Fot. iStock / chengyuzheng

Fot. iStock / chengyuzheng

6. Nie wiruj i nie susz ich w suszarce.

7. Po wypłukaniu z detergentów, delikatnie wyciśnij materiał, a sam stanik powieś za ramiączka na suszarce. Opcjonalnie powieś je za materiał łączący z przodu miseczki

8. Przechowuj je mądrze! 

  • układaj stanik za stanikiem, na styk miseczkami
  • nie składaj ich na pół
staniki

Fot. iStock / margostock


źródło: l


Lifestyle

Błędy? Jakie błędy? A popełniaj je sobie na zdrowie!

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
19 lipca 2016
Fot. iStock/VasjaKoman
 

Podobno błędów nie popełnia tylko ten, co nic nie robi. I to już pierwszy błąd, bo tego powiedzenia najczęściej używamy jako usprawiedliwienia naszych błędów, albo pocieszając kogoś, kto właśnie jakiś błąd zrobił.

A to przecież kompletnie nie o to chodzi. I mówię to do wszystkich, od których ktoś wymaga, albo wymagają samo od siebie perfekcyjności. Hej – nie ma czegoś takiego.

O te błędy zawsze toczyłam boje z moim tatą, bo on mi powtarzał: „Ale po co masz się uczyć na własnych błędach, jak możesz na moich”. Rozumiem tę ojcowską miłość i potrzebę ochrony córki przed rozczarowaniem. Ale jak się czegokolwiek nauczyć bez swoich błędów. Skąd miałabym wiedzieć, czy coś robię dobrze, czy źle, czy moja decyzja była słuszna czy nie, skoro jej nawet nie podjęłam, bo bałam się błędu. No litości. Można tak sobie przejść boczkiem przez życie. Ale czy warto?

Więc popełniajmy błędy, bo to dzięki nim dowiadujemy się:

– na co nas stać

Jeśli nie spróbujemy, nie wiemy, czy podołamy – jakiemuś zadaniu, wyzwaniu, czy choćby nowym obowiązkom. Jasne, że paraliżuje nas najczęściej strach przed porażką – czytaj błędem, ale jak nie spróbujemy, to skąd będziemy wiedzieć, że nie damy rady? A jak nie damy? To… czytaj punkt kolejny.

– ile się jeszcze musimy nauczyć

Jak nie damy rady, to mamy obraz tego, ile jeszcze musimy się nauczyć i gdzie mamy braki, by osiągnąć cel. Weź jeszcze pod uwagę, że może się okazać, że to nie ma sensu, że lepiej iść jednak w inną stronę, spróbować czegoś innego. Lepiej chyba pomyśleć: „Kurde a jednak jeszcze nie teraz, muszę poćwiczyć” niż pół życia się zastanawiać, czy dalibyśmy radę…

– jak stawać się lepszym

Błędy to siła napędowa. Przecież, jak już się zdecydowałaś i zonk, to nie poddasz się tak łatwo. Często jest w nas taka przekora – nie udało się – muszę sobie udowodnić, że jednak się uda. Tylko trzeba spróbować, a nie siedzieć z założonymi rękami i czekać, aż ktoś za nas coś zrobi. Bo wiesz, co wtedy będzie najgorsze – będziesz patrzeć z zazdrością, jak ta osoba poszła do przodu, a ty nadal siedzisz z tymi rękami i nic w twoim życiu się nie zmienia.

– czy było warto

Dla mnie osobiście, to chyba jedna z największych wartości popełnianych błędów. Jak się inaczej przekonać, czy warto coś zrobić, zacząć nowy związek, postawić na jedną kartę, czy cokolwiek innego? No jak? Nie spróbujesz, bo się boisz pomyłki, błędu, rozczarowania. Ale pomyśl, czy świat się zawali, jeśli okaże się, że nie było warto? Nie – ty wyciągniesz wnioski i pójdziesz dalej. Ot i cały sukces błędów.

– że życie jest pełne niespodzianek i nowych wyzwań

Wyobraź sobie, że popełniasz błąd, dokonujesz złego wyboru. I co? Przecież nie usiądziesz załamując rąk, tylko będziesz myśleć, jak się z sytuacji wyplątać, zrobisz kolejny krok i kolejny i nagle zobaczysz, że kurczę – ja przez to przeszłam, tyle zrobiłam. Kto by powiedział, że będę w tym miejscu, kiedy jeszcze nie tak dawno płakałam nad sobą, nad swoimi decyzjami. Życie to wyzwania, jednym sprostamy, innym nie, ale po tych też przyjdą kolejne. Dla nich warto popełniać błędy.

– że nie jesteśmy idealni

Bo nikt z nas nie jest. Co się takiego stanie, jak powiesz: „Jaka ja byłam głupia, że się na to zgodziłam”. No nic, bo błędy są częścią naszego życia – brzmi jak banał, ale tak jest. Ufamy nie tym ludziom, wybieramy złych partnerów, wchodzimy w niedobre dla nas relacje, podejmujemy błędne decyzje. I co z tego? A właśnie wiele dobrego, jeśli tylko sobie na te błędy pozwolimy. Nie musimy być perfekcyjni! Co to, to nie.

– że warto zrobić ten jeden krok więcej

Bo nic nie daje nam takiej możliwości rozwoju, jak błędy, na które sobie pozwalamy. To popełniony przez nas błąd zmusza nas do reakcji, do działania. Nie pozwoli trzymać nam głowy w piasku i udawać, że nic się nie dzieje. Tak możemy się zachowywać, gdy stoimy w miejscu. Gdy jednak podejmujemy jakąś decyzję, to nie ma odwrotu, nawet jeśli się pomyliliśmy – trzeba stanąć z tym twarzą w twarz i zrobić kolejny i kolejny krok. Zobacz – jak błędy nas stymulują i w rzeczywistości nie są takie straszne.

– że zawsze można znaleźć plan B i C

To jest świetne (wiem, to brzmi jak masochizm), ale jednak każdy błąd zmusza nas do znalezienia alternatywy, wyjścia ewakuacyjnego, planu awaryjnego – jak zwał, tak zwał, ale trzeba przyznać, że błędy poszerzają nasze horyzonty i choć sytuacja, gdyby popatrzeć na nią z boku, wydawałby się bez wyjścia, to jednak potrafimy je znaleźć. Czy to nie budujące?

Jasne, że nie lubimy popełniać błędów, ale wiecie dlaczego? Bo one zmuszają nad do wyjścia z naszej strefy komfortu, do zrobienia czegoś więcej. I to jest w naszym życiu bezcenna lekcja. Więc popełniajcie błędy, wyciągajcie wnioski i czerpcie z życia garściami. Na zdrowie!


Lifestyle

„Oddaję Ci skórę”, czyli historia niezwykłej siostrzanej miłości

Agnieszka Sierotnik
Agnieszka Sierotnik
18 lipca 2016
fot. archiwum prywatne/Zofia Piwowar

Kradną ciuchy z szafy i ulubioną szminkę z torebki, bo akurat pasuje im do randkowego stroju, nie pytając o zdanie. Siostry potrafią być skaraniem boskim, ale są też największym błogosławieństwem. Pamiętacie Elzę i Annę z „Krainy Lodu”? Tak, to właśnie te od lepienia bałwana i posiadania mocy. W prawdziwym życiu siostrzana miłość jest silniejsza nie od lodowej mocy, ale przede wszystkim – od choroby.

Dom sztuki

W podwarszawskim domu rodziny Piwowar nie można uciec od sztuki. Obrazy, zdjęcia, grafiki wiszą na każdym kroku, a w tle zawsze słychać muzykę, także tę śpiewaną przez domowników. Mama, tata, dwóch braci, trzy siostry i kot – oto bilans domowników. 2/3 sióstr to wielbicielki tatuaży. Agata, absolwentka ASP zaczęła myśleć o karierze tatuatorki, a Zofia, najmłodsza z rodziny (poza kotem!), jest wielbicielką zdobienia ciała trwałymi malunkami. – Kiedy Agata powiedziała, że zastanawia się nad rozpoczęciem tatuowania, moja reakcja była szybka. Powiedziałam jej tylko „oddaję Ci moje ciało!” – mówi Zosia, właścicielka już kilku tatuaży. Pewnie wszystko poszłoby zgodnie z planem i Agata wymalowałaby na ciele młodszej siostry kilka pięknych dzieł, gdyby nie fakt, że przez chorobę Zofia nie może zbytnio ryzykować, pomimo tego, że ma 21 lat.

fot. Znaki Szczególne / Tatuaże Zmywalne

fot. Znaki Szczególne / Tatuaże Zmywalne

Rozsiane płytki

Kilka lat temu obok ogromnej ilości sztuki i plakatów The Beatles, na ścianach pokoju Zosi pojawiły się kartki z mantrą – „mam wystarczającą ilość płytek”. I wcale nie chodziło o płytki jej ukochanych brytyjskich muzyków, ale o płytki krwi. W styczniu 2014 roku, zaraz po studniówce, zauważyła na swoim ciele ogromne sińce, choć wcale się nie poobijała. W szpitalu okazało się, że liczba płytek jej krwi spadła do poziomu zagrażającego życiu. Przerażenie sięgnęło zenitu. Lekarze przez trzy tygodnie walczyli o jej życie, a cała rodzina robiła wszystko co mogła, żeby Zosia lepiej się poczuła. Strach paraliżował każdego, kto dowiadywał się o tej historii. No bo jak tak młoda osoba może tak bardzo chorować? Przecież to czas na pełnię życia! Jakby tego było mało, jakiś czas później okazało się, że Zocha choruje na stwardnienie rozsiane. Studia, marzenia o Liverpoolu i własnej cukierni poszły w odstawkę. Gdyby nie najbliższa rodzina, która zatrząsnęła niebem i ziemią, żeby pomóc najmłodszej z grona Piwowarów, dziś nie czytalibyście tej historii.

 

fot. Znaki Szczególne /Tatuaże Zmywalne

fot. Znaki Szczególne /Tatuaże Zmywalne

 

Zakazane marzenia

Absolutnie kocham tatuaże; mam ich kilka. Niestety, w międzyczasie zachorowałam i nie byłam pewna czy mogę robić kolejne – mówi Zosia. – Po dwóch latach poszłam do lekarki, która potwierdziła moje obawy. Dostałam zakaz na tatuaże. Łzom nie było końca. Nie codziennie dowiadujesz się, że nie możesz spełnić swoich marzeń ze względów zdrowotnych, choćby nie wiem, jak były błahe.  Najpierw problemy hematologiczne, potem SM, a na koniec jeszcze odbieranie małych-wielkich marzeń. Jesteś chora, świat ci się wali i na dodatek okazuje się, że choroba odbiera ci najmniejsze przyjemności. Z odsieczą młodszej siostrze przyszła Agata.
Napisała mi sms’a „Nie płacz, zrobię Ci zmywalny tatuaż”.
– No proszę, pamiętasz to?! –
nie kryła zdziwienia wzorowa starsza siostra, która miała już w głowie dokładny plan na obejście lekarskich zakazów. Nie ma przecież nic ważniejszego od uśmiechu osób, które kochamy, szczególnie w ciężkich dla nich, ale i dla nas, chwilach.  – Kiedy Zosia była chora i mówiła mi o zakazie na tatuaże postanowiłam coś zrobić. Poszperałam, poszukałam i zorientowałam się, że można zamówić specjalny papier do zmywalnych tatuaży. Kilka tygodni temu zamówiłyśmy dwie kartki na próbę. Zofia zaczęła mi wysyłać pomysły, na to co miałabym jej zaprojektować.

fot. Znaki Szczególne /Tatuaże Zmywalne

fot. Znaki Szczególne /Tatuaże Zmywalne

Wombat, flaming, wróżka

Okazało się, że pomysł był strzałem w dziesiątkę.  Papier okazał się idealny, a pierwszymi zmywalnymi tatuażami stały się wombat, flaming i wróżka. – Chciałam mieć taką prawdziwą wróżkę, bo koronę już mam! – śmieje się Zosia. – Ja zaprojektowałam jeszcze jakieś swoje pomysły i tak się zaczęło. Teraz w sumie przydałby się jakiś dodruk. – kwituje Agata, która ostatecznie siostrzaną pomoc zamieniła w mini biznes i praktykę, przed dekorowaniem ludzkich ciał na stałe. – Dla mnie to dobra opcja, bo zanim zacznę naprawdę tatuować, mogę sprzedać kilka tatuaży zmywalnych. – I tak oto powstały Znaki szczególne/Tatuaże zmywalne, którego ambasadorką jest niezmiennie Zosia. – Ja to jestem jedną wielką reklamą. W pracy pytają, kto mi robił tatuaże, w jakim studio. Chwalą i zachwycają się! Siostrzana solidarność poprawiła humor obu dziewczyn, każdej na inny sposób. Biznes biznesem, ale dobre samopoczucie u bliskiej osoby, która choruje jest po prostu bezcenne. Szczególnie, kiedy w grę wchodzi choroba nieuleczalna, którą można jedynie neutralizować drogimi lekami.

fot. Znaki Szczególne /Tatuaże Zmywalne

fot. Znaki Szczególne /Tatuaże Zmywalne

 

Niemożliwe nie istnieje

Dla wielu lekarski zakaz to taki, którego trzeba przestrzegać i koniec, kropka! Czasem jednak znalezienie wyjścia z krytycznej sytuacji okazuje się przełomem w leczeniu. Nie zdajemy sobie sprawy, jak ważna jest psychika. Agata nie szczędziła papieru na kolejne artystyczne dziary dla młodszej siostry. – Dla niektórych to pewnie banał, fanaberia, ale mnie to bardzo pomogło. Moje marzenie w jakimś stopniu zostało spełnione. Teraz praktycznie cały czas mam jakieś tatuaże i to nowe na przedramionach albo na dekolcie. W takich miejscach, gdzie normalnie bym nic nie zrobiła. Mam więcej możliwości. Mogę mieć wszystko, co Agata zaprojektuje – śmieje się Zosia, która jest dowodem na to, że tatuaże są tak wielkim uzależnieniem, że w głowie Zosi ciągle kłębią się myśli o tych prawdziwych, nie zmywalnych. – Chciałbym powiedzieć, że tak, że teraz to już w ogóle mi nie zależy na prawdziwych, ale to jest uzależnienie i bardzo bardzo duże marzenie. Skoro jednak mogą mi zaszkodzić, nie będę ryzykować.

fot. Znaki Szczególne /Tatuaże Zmywalne

fot. Znaki Szczególne /Tatuaże Zmywalne

 

Elza i Anna? Zosia i Agata!

Historii takich ja ta są dziesiątki, choć rzadko się o nich mówi, bo przecież w większości przypadków choroba przysłania cały optymizm i pozytywne strony życia. Siła sióstr to jednak niezwykła potęga, która potrafi wpłynąć na postrzeganie każdego problemu zupełnie inaczej. Tak jak w „Krainie lodu”, którą kochamy wszyscy i nie ma w tym nic złego, tak i w historii sióstr Piwowar nie ma rzeczy niemożliwych, przez co łatwiej myśleć o jutrze w kolorowych barwach, nawet w czasie choroby, która przecież nie jest uleczalna. – Tylko miłość może rozpuśc lód w sercu i naprawić smutek z okazji choroby – kwituje Zosia, ale Agata szybko dodaje: – Tylko prawdziwa miłość przetrwa każdą zimę! Ich miłość na pewno jest tą, która przetrwa nawet burzę śnieżną i inne zawieruchy.


Zobacz także

Dzień Mężczyzny - 10 marca

Kochani Panowie, w dniu waszego święta życzymy wam (zupełnie niezłośliwie), tych kilku rzeczy

Bezinteresowne lwice. Silne kobiety, które nigdy się nie poddają

6 rzeczy, które wpływają na wielkość piersi

левитра цена в украине

оптимум нутришн

самый лучший препарат для потенции