Lifestyle

5 nieoczywistych sposobów na wykorzystanie sody oczyszczonej

Redakcja
Redakcja
20 sierpnia 2019
Fot. Materiały prasowe
 

W dobie wszechobecnego konsumpcjonizmu, coraz częściej szukamy porad i sprawdzonych sposobów na rozwiązanie codziennych problemów bez wychodzenia z domu. Dziurawe rajstopy naprawione za pomocą bezbarwnego lakieru? Natka pietruszki na nieświeży oddech? Rozwiązania, które brzmią niczym rodem wyjęte z książek Lucyny Ćwierczakiewiczowej, aktualnie zyskują coraz bardziej na popularności. Jednym ze składników, który ma bardzo uniwersalne zastosowanie, jest soda oczyszczona. Marka Delecta zdradza, w jaki sposób możemy ją wykorzystać.

Soda oczyszczona w połączeniu z kwaskiem cytrynowym to duet za pomocą którego można wysprzątać niemal cały dom w bardzo ekologiczny, tani i nieinwazyjny sposób. Mało kto jednak wie, że za pomocą sody można np. obniżyć kwasowość kawy. Poniżej kilka mniej typowych zastosowań wodorowęglanu sodu.

Kule do kąpieli

Własnoręcznie wykonane kule do kąpieli sprawdzą się zarówno jako personalizowany prezent, ale i do użytku codziennego. Do ich przygotowania potrzebujemy 2 opakowań sody oczyszczonej Delecta, 4 opakowań kwasku cytrynowego Delecta, ½ łyżeczki barwnika w dowolnym kolorze, skórki z 1 cytryny, wody w spryskiwaczu, 30 ml oliwki dla dzieci oraz foremki. W misce mieszamy wszystkie składniki oprócz wody i następnie stopniowo dodajemy wodę (wystarczy 1 psiknięcie do złączenia składników). Gotową masę przekładamy do foremek i odkładamy w suche miejsce na dobę. Po tym czasie delikatnie wyjmujemy gotowe kule i możemy już tylko planować relaksującą kąpiel.

Czyszczenie srebrnej biżuterii

Biżuteria ściemniała a specjalna chusteczka do czyszczenia gdzieś się zawieruszyła? Zabrudzenia dodatków można usunąć za pomocą czterech składników dostępnych w każdym domu: sody oczyszczonej, soli kuchennej, folii aluminiowej oraz wody. Dno miseczki (nie może być metalowa) dokładnie wykładamy folią aluminiową i następnie wlewamy około 200 ml gorącej wody oraz wsypujemy po 2 łyżeczki soli i sody oczyszczonej. Roztwór mieszamy. Następnie wkładamy do niego na około 15 minut naszą zabrudzoną biżuterię. Po tym czasie biżuterię warto opłukać w ciepłej wodzie i wytrzeć do sucha. A teraz znów będzie błyszczeć jak nowa.

Neutralizacja nieprzyjemnego zapachu stóp

Regularne namaczanie stóp w roztworze wody z sodą oczyszczoną może pomóc zneutralizować ich nieprzyjemny zapach.

Alternatywny płyn do ust

Jeśli skończył nam się płyn do ust i nie mamy pod ręką natki pietruszki, z pomocą przychodzi soda oczyszczona. Do szklanki z wodą wsypujemy pół łyżeczki sody oczyszczonej Delecta. Taki płyn do płukania skutecznie odświeży nasz oddech.

Obniżanie kwasowości kawy

Jeżeli kawa sprawia wrażenie zbyt kwaśnej, wystarczy dodać szczyptę sody oczyszczonej, która zneutralizuje ten smak.

Jeśli jesteście ciekawi innych domowych porad, to koniecznie zajrzyjcie na .


Lifestyle

Przestań myśleć o swoim byłym. To tylko niszczy ci życie

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
20 sierpnia 2019
Fot. iStock
 

Rozstaliście się. Nieważne już z czyjego powodu i z jakiej przyczyny. Ważne, że przeżywasz stratę, pewien rodzaj żałoby, która na pewnym etapie prowadzi do ogromnej tęsknoty i, jak się nagle okazuje, nieustannym myśleniu o twoim byłym. Rozważasz, czy dobrze się stało, analizujesz każde słowo, gest. Zastanawiasz się, czy może to był jednak błąd, może warto było dać wam jeszcze jedną szansę. Pytanie tylko jak długo zamierzasz w tym trwać i czy potrafisz się wyrwać z tej obsesji?

Koniec oznacza naprawdę koniec. Zamknięcie drzwi, których ty nie możesz domknąć, a co negatywnie zaczyna wpływać na twoje życie i często próbę wejścia w nowy związek, bo nieustannie nowo poznanych facetów porównujesz z nim.

Jeśli nie możesz przestać o nim myśleć, pamiętaj o tych trzech ważnych rzeczach:

Rozstaliście się z jakiegoś konkretnego powodu

Czas zaciera bolesne wspomnienia, chcemy pamiętać tylko te dobre chwile. Ale przecież gdyby było tak cudownie, bylibyście nadal razem. A jednak nie jesteście.

Spróbuj spojrzeć na swój były związek jak na błogosławieństwo, bo doprowadził cię do miejsca, w którym dzisiaj jesteś. Dzięki niemu dowiedziałaś się czego chcesz, a na co nie jesteś w stanie w związku się zgodzić. Uczysz się na własnych błędach, a to wielka wartość.

Bądź szczera i otwarta wobec swojego partnera

Jeśli coś ci przeszkadza, najlepiej jest zawsze o tym mówić. Kiedy tłamsimy w sobie nasze uczucia i zatrzymujemy je, tracimy proporcję i równowagę w oglądzie całej sytuacji. Może zdarzyć się tak, że twój mózg pewne sytuacje odbierze jako o wiele gorsze niż są w rzeczywistości.

Powiedzenie partnerowi, jak się czujesz, nie tylko złagodzi twoje zmartwienia, ale także otworzy przestrzeń do świetnej komunikacji między wami. Dzielenie się tym, co czujecie pomaga lepiej się zrozumieć i zbliża do siebie.

Skoncentruj się na swoim związku, a nie na związku byłego

Zrób dokładnie to, co zrobił twój partner dawno temu: puść go. Spraw, by zniknął z twojego mózgu raz na zawsze! Kiedy uwolnisz się od myśli, że twój były umawia się z innymi kobietami, układa sobie życie, zaczniesz w końcu skupiać się na sobie i twoich relacjach. On jest twoją przeszłością, a ty żyjesz tu i teraz.

Z całą pewnością nie raz słyszałaś, że trzymanie się przeszłości jest niezdrowe. Ta mentalność dotyczy nie tylko trzymania się przeszłości, ale także przeszłości byłego partnera. Nie ma nic dobrego z obsesji na jego punkcie. Wywoła to tylko niepotrzebne dramaty i problemy w twoim nowym związku, które mogą doprowadzić do tego, że odepchniesz od siebie naprawdę fajnego faceta. Zamknij tamten rozdział twojego życia i już nigdy go nie otwieraj.


Lifestyle

Od oddanego fana, do żarliwego krytyka

Gościnnie w Sessionbordercontroller.info
Gościnnie w Sessionbordercontroller.info
19 sierpnia 2019
Fot. iStock

Wyobraźcie sobie proszę klientkę, która przez około półtora roku korzysta z usług i szkoleń trenera mentalnego. Zapisuje się praktycznie na wszystkie warsztaty i mocno też dąży do kontaktu w ich przerwach. Wykorzystuje każdą możliwą okazję do tego, żeby być blisko swojego „mistrza”. Relacja jednak zostaje jednego dnia (co jest nieuniknione) przerwana. A z ust klientki padają słowa: „Chce się już rzygać tymi szkoleniami”…

Tego typu historie uwrażliwiają mnie na poszukiwanie wzorców. Wykonując pracę trenera mentalnego ze sportowcami i ludźmi biznesu wiem, że podobnie jak terapeuci, jestem wystawiony na przeniesienia i przeciwprzeniesienia. Moja relacja z klientami nigdy nie odbywa się w próżni. Oboje – i ja i klient – wchodzimy w nią ze swoimi doświadczeniami z przeszłości i ze swoimi mentalnymi wzorcami.

Przyznaję z pokorą, że w ostatnim czasie mam większą liczbę rozczarowanych klientów niż kiedy zaczynałem swoją przygodę w dziedzinie pracy z ludźmi. A historia opisana w pierwszym akapicie jest historią prawdziwą, w której byłem dla klientki „mistrzem”. Patrząc z perspektywy obrony swojego ego, mógłbym uznać: „firma urosła, klientów jest bardzo dużo, to naturalne, że jakaś część z nich nie będzie zadowolona z mojej pracy”. Staram się spoglądać jednak na to zjawisko z wielu różnych perspektyw. Również z perspektywy klienta. Co sprawia, że z oddanego fana, staje się moim żarliwym krytykiem?

Po pierwsze, na pewno moje błędy. W tym kontekście, nie rozpatruję więc postawy klienta jako „hejt” czy „czepianie się”. Krytyka ze strony moich słuchaczy często daje mi wartość i wskazuje na moje pomyłki w sztuce treningu mentalnego: branie zbyt wielu klientów, prowadzenie masowych szkoleń, momenty braku czujności na własną arogancję, skupianie się przy niektórych projektach na zyskach finansowych równolegle do potrzeby dawania wartości (lub nawet – przyznaję z zawstydzeniem – ciut ponad wartość dla klienta). W tego typu sytuacjach, rozczarowanie klienta jest dla mnie darem. Mogę dzięki temu coś zrozumieć, coś poprawić, na coś uwrażliwić mój zespół i swoją firmę. Rozczarowanie klienta bywa paliwem dla kaizen…

Po drugie, rozszczepienie mojej „figury” w oczach klienta. Nie da się bowiem ukryć, na moje szkolenia przychodzi sporo osób w kryzysie życiowym. Osób poszukujących pomocy. Często po traumatycznych doświadczeniach z dzieciństwa. Wielokrotnie w toku naszej współpracy okazuje się, że klient miał surowego ojca i/lub nadopiekuńczą matkę. Bywa, że widzi we mnie „guru”. Nawet jeśli powtarzam, że nim nie jestem, że mam sporo wad, że ciągle się uczę swojego zawodu – idealizowanie mnie jako nauczyciela jest niestety częste. Kłopot w tym, że na początkowym etapie relacji, klient widzi same zalety Jakuba B. Bączka (i chce je widzieć! – takie „zaczarowanie” mną pozornie pomaga mu przyjąć pomoc). Charyzmę, empatię, wiedzę i doświadczenie. Bywa więc, że w kategorii dobro vs. zło, otrzymuję od klienta komplet punktów. Z czasem jednak okazuje się, że przerwę w warsztatach chcę spędzić sam, że nie odpisuję na wiadomość na Facebooku, że nie zgadzam się na napisanie referencji do książki klienta, czy też nie daję zniżki na kolejne szkolenie. Czasem widać także moją niecierpliwość, wymagającą osobowość i działania sprzedażowe, z których moja firma czerpie zyski. I wtedy „trach”. Niektórym klientom trudno bowiem pojąć, że ich „idealny” nauczyciel ma tak bardzo ludzkie wady. Z „dobrego” staje się więc „złym”. Klient czuje się oszukany i z żarliwego fana przeistacza się w krytyka. Wyzwanie polega na tym, że jeśli w tej sytuacji klient czerpie ze swoich doświadczeń z dzieciństwa i jego doświadczeń z kluczowymi dorosłymi, na większości grup, które prowadzę, jestem w stosunku do takiego przeniesienia bezbronny…

I wreszcie po trzecie: podjąłem decyzję o tym, by na swoich warsztatach odważyć się na bliskość z klientami. Dzielę się więc dość obficie sobą, bardzo szczerze mówię o trudnych tematach, nie unikam również zaufania i spolegliwości. Z jednej strony daje mi to dobre rezultaty i jest bardzo cenione przez klientów (tak wynika z regularnie przeprowadzanych przez nas ankiet ewaluacyjnych), ale z drugiej strony, otwierając się, narażam się też na rozczarowanie klienta moją osobą. Pewnie łatwiej byłoby po prostu odtwarzać wykłady i budować bardzo duży dystans na warsztatach. Łatwiej, nie znaczy jednak dla mnie lepiej.

Czuję, że rozwój cywilizacji niesie ze sobą wiele negatywnych skutków ubocznych. Jednym z nich jest osłabienie bliskich relacji między ludźmi (zarówno w rodzinach, jak i między przyjaciółmi, a nawet w kontekście spotkań obcych osób w grupach wtórnych, w których większość z nas też funkcjonuje). Ta tęsknota za Spotkaniem (pisownia z wielkiej litery jest tutaj celowa) nad wyraz często ujawnia się u moich klientów. Chcę więc „zanurzać” się w takim Spotkaniu, a równolegle do tego, czuję odpowiedzialność za to, by powtarzać klientom, że nie jestem bez wad, że warto podchodzić refleksyjnie do tego co mówię, że to iż coś doprowadziło do zwycięstwa mnie, wcale nie znaczy, że sprawdzi się też u klienta i to, że klient jest najlepszym trenerem mentalnym dla siebie – znacznie lepszym niż Jakub B. Bączek (tę frazę powtarzam akurat na prawie każdym wystąpieniu publicznym).

Pomimo tych środków zaradczych, czuję, że i tak będę się czasem spotykał z fiksacjami klientów na mój temat, z idealizowaniem moich działań biznesowych czy nawet mnie samego, a co za tym idzie – raz na jakiś czas będę obserwował przemianę dotychczasowych fanów w swoich krytyków. Zarówno na mojej Akademii Trenerów Mentalnych, jak i u zwolnionych pracowników, a nawet wśród osób, które dopuściłem do siebie pomagając się znaleźć z nazwiskiem na okładce książki. Zapewne będzie to często zasłużona krytyka, za którą mogę tylko podziękować i w pokorze się z niej uczyć. Równolegle do tego, asertywnie chcę nazwać to, co może się pojawić także w pracy innych trenerów, mówców czy nauczycieli. Klienci mogą przynosić na nasze zajęcia rozszczepienie, oczekiwania i rozczarowania bliskimi relacjami. Bądźmy na to wrażliwi, by im pomagać, zamiast ich od siebie uzależniać!

Jakub B. Bączek


Zobacz także

A ty? Co dasz swojej ojczyźnie? Fantastyczna kampania! Nie można przejść obojętnie

Niepozorna rzecz z damskiej garderoby, dzięki której poczujesz się wyjątkowo kobieco

50 sposobów na szczęśliwe życie. Sposób nr 7 – Przestań narzekać!