Lifestyle

10 facetów, których powinnaś spotkać w swoim życiu, nim trafisz na tego jedynego

Agnieszka Sierotnik
Agnieszka Sierotnik
9 sierpnia 2016
fot. iStock/Petar Chernaev
 

Zanim znajdziesz Tego Jedynego, czeka cię przemarsz tych niezbyt właściwych facetów. Żeby znaleźć księcia, trzeba pocałować wiele żab, jak mówi pewne przysłowie. Nie ma się co oszukiwać, niektórzy z tych niezbyt właściwych przedstawicieli płci męskiej są naprawdę mili, zabawni i uroczy, ale po prostu nie są uosobieniem tego jedynego. Jakie żaby spotkasz na swojej drodze, zanim stanie na niej twój wymarzony książę?

1. Przystojniak

To typ chłopaka z okładki, o którym fantazjujesz z przyjaciółkami przy winie. W końcu wszystkie koleżanki zazdrościłyby takiego partnera na imprezach! Może taki facet świetnie podkręca ego, sprawia, że czujesz się wyjątkowa, ale wystarczy jedno zasłyszane pytanie: dlaczego on tak naprawdę z nią jest?! Wtedy w twojej głowie rozpoczyna się walka z samą sobą – przecież nie jesteś aż taka brzydka, czy oni mają rację, a może wiedzą coś, czego ja nie wiem?! Tak zazwyczaj kończą się związki z przystojniakami, którzy bardzo często wybierają siłownie zamiast wieczornego wypadu do kina.

fot. iStock/Georgijevic

fot. iStock/Georgijevic

2. Ambitny facet

Ulubieniec twojej mamy! Ma świetny staż w najlepszej firmie w okolicy, a może nawet już tam pracuje. Zazwyczaj jeszcze robi drugi lub trzeci kierunek studiów, no bo dlaczego nie! Przecież edukacja to potęgi klucz! A wszystkie te sukcesy oczywiście przed trzydziestką, bo potem to już tylko wykłady na uczelni. Tak czy siak, mogłabyś mieć problem z umówieniem spotkania, bo jego kalendarz jest w stu procentach zapełniony karierą. Przykro nam, drogie mamy!

3. Znawca świata

Słyszał o piwach, zespołach i krajach, o których nie miałaś pojęcia. Zapewne był na wszystkich możliwych festiwalach w Polsce i za granicą, a przy okazji zahaczył o kilka ważnych pokazów mody. Dzięki temu teraz nosi buty, które będą modne dopiero w przyszłym roku. Co więcej, ty także musisz nadążać za trendami! Bo nie ma takiej możliwości, żebyś była mniej modnie ubrana od niego – inaczej nie pokaże się z tobą… nigdzie. Umawianie się z takim delikwentem może być męczące, więc pora ruszyć dalej!

4. Wspaniały, najwspanialszy!

Trzy książki dziennie, najnowszy film i jeszcze nowsza płyta alternatywnej wokalistki – oto jego codzienność. Nie ma możliwości, żeby czegoś nie wiedział. Jest świetnym pracownikiem, ale ma też swoje prywatne życie, którym są… książki! Dzięki temu jest uznawany za najlepszego komentatora aktualnych wydarzeń, z którym można prowadzić ożywioną dyskusję na każdy temat. Cóż…

5. Imprezowicz

Spotkałaś go na jednej imprezie, a potem jakoś tak się składało, że był wszędzie. Wcale nie musiałaś być na danym przyjęciu, żeby się o tym dowiedzieć – on z przyjemnością informuje cały świat o kolejnym kieliszku wódki wypitym ze znajomymi, ah te media społecznościowe! Zawsze pijany, a jeżeli akurat nie jest w stanie upojenia alkoholowego to ma kaca, lub już planuje kolejną imprezę. Dobra rada? Trzymać się od takich z daleka, bo imprezowicze to same problemy.

fot. iStock/Dragan Radojevic

fot. iStock/Dragan Radojevic

6. Kolega z piaskownicy

Zawsze cię lubił, zawsze był pod ręką i zawsze mogłaś na niego liczyć. Na początku myślałaś pewnie, że to normalne. Faceci i bezinteresowne pomaganie nie idą jednak w parze! Kiedyś był w tobie zauroczony, a dziś ma obsesję na twoim punkcie. I pewnie gdybyś żyła w komedii romantycznej, zakochałabyś się w nim na zabój i żylibyście długo i szczęśliwie… Ty jednak ciągle traktujesz go jak przyjaciela, i niech tak pozostanie!

7. Muzyk

Piosenka na twoją cześć, najlepiej z twoim imieniem w tytule? Dla niego to nic trudnego! Właśnie w taki sposób zdobywa twoje serce. Wszystko wydaje się tak pięknie jak w rzeczonej piosence, dopóki nie zorientujesz się, że ciągle siedzi na garnuszku rodziców, bo bycie muzykiem nie jest zbytnio dochodowym zajęciem. Ah, no i nagle okazuje się, że twoja znajoma dostała w prezencie dokładnie tą samą piosenkę. Nie bój się z nim zerwać, bo tak jak Taylor Swift, tak i twój ukochany muzyk wykorzysta wasze zerwanie jako inspirację do napisania piosenki.

8. Perfekcyjny Pan z Internetu

Na Tinderze wygląda jak chłopiec z obrazka! Świetna praca, wspólne zainteresowania, piękny uśmiech… Czego chcieć więcej?! Na pierwszej randce okazuje się, że jest jeszcze przystojniejszy niż na zdjęciu, a do tego macie tych samych znajomych! I może właśnie dlatego tak trudno zakończyć ci ten związek. Bo przecież to ideał, a ty go nie chcesz! Cóż… Serca nie oszukasz.

fot. iStock/wundervisuals

fot. iStock/wundervisuals

9. Starszy facet

To naprawdę cudowne uczucie być z kimś, kto zamiast na kolejną popijawę wyciąga cię do wykwintnej restauracji. Jest inteligentny, oczytany, a do tego jest naprawdę świetnym kochankiem! I może byłabyś w stanie się zakochać, gdyby nie fakt, że zaczyna przypominać ci ojca, który koniecznie chce się tobą zaopiekować. Właśnie dlatego decydujesz, że pora powiedzieć dowidzenia.

10. Ten Jedyny

Może nie wybędzie na białym koniu, ale na pewno pojawi się na czas. Mądry, przystojny, ciepły, szczery i tak po prostu dobry. Nie będziesz potrzebowała wiele czasu, żeby zorientować się, że to właśnie ten, na którego czekałaś całe życie. Ah… czysta miłość!


Lifestyle

Masz ochotę być szczęśliwa już i teraz? Jedz te produkty, a dobry humor potowarzyszy ci dłużej

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
9 sierpnia 2016
Fot. iStock / gpointstudio
 

W poszukiwaniu dobrego humoru sięgamy po różne metody. Plotki z koleżanką, samotny seans filmowy i różne smakołyki. Zamiast zajadać w odruchu niezdrowe chipsy, sięgnij po kilka sprawdzonych produktów, które przyniosą dobry humor i utrzymają go na dłużej, niż tylko na moment ich jedzenia. 

5 produktów poprawiających humor ekspresowo

Kawa

Ukochany przez miliony ludzi i niezawodnie pobudzający napar, dobrze wpływa także na nasze samopoczucie. Udowodniono także, że kofeina w kawie może zwiększyć poziom skupienia, czujności oraz wyniki sportowe. Spożycie kawy może również chronić przed cukrzycą typu 2 i zmniejszyć ryzyko wystąpienia depresji.

 Fot. Pixabay / Foundry / CC0 Public Domain


Fot. Pixabay / /

Ciemna czekolada

Tak samo kochana, jak kawa i bardzo często z nią łączona, jako smaczna i zdrowa przekąska. Świetnie poprawia humor i zapewnia natychmiastową przyjemność jedzenia, a wysoki procent kakao, ma większą siłę antyoksydacyjną. Tu jednak obowiązuje pewne ograniczenie w trosce o figurę — do 4 kostek dziennie.

czekolada

Fot. iStock / Eva Katalin Kondoros

Ostrygi

Te owoce morza dobrze wpływają na serce, poprawiają krążenie i przyczyniają się do tego uczucia zadowolenia po jedzeniu. Ostrygi są bardzo bogate w składniki odżywcze, takie jak kwasy tłuszczowe omega-3, są doskonałym źródłem cynku i witaminy B12. Cynk odgrywa rolę w zwalczaniu stresu i reguluje nastrój oraz pamięć. Od dawna uważane są także za niezastąpiony afrodyzjak.

 Fot. Pixabay / kaleido-dp / CC0 Public Domain


Fot. Pixabay / /

Orzechy włoskie i orzechy nerkowca

Są dobrym źródłem magnezu i fosforu co jest ważne, ponieważ wysoki poziom magnezu wpływa na zmniejszenie objawów depresji. Orzechy włoskie zawierają również przeciwutleniacze chroniące komórki i mają niską zawartość węglowodanów, co oznacza, że ​​nie powodują skok cukru we krwi i insuliny, które również mają znaczenie dla rozchwianego nastroju w ciągu dnia.

Fot. Pixabay / Mupfel80 / CC0 Public Domain

Fot. Pixabay / /

Jarmuż

To źródło witamin i minerałów oraz prawdziwa energetyczna bomba dla organizmu. Jest doskonałym źródłem witaminy A, witaminy C i witaminy K i magnezu, a także dobrym źródłem błonnika. Zawiera również miedź, minerał śladowy, który wspiera wiele funkcji życiowych.

Fot. Pixabay / mbland / CC0 Public Domain

Fot. Pixabay / /

 

źródło:


Lifestyle

Baba za kółkiem, czyli cztery podejścia do egzaminu na prawo jazdy. Bez stereotypów proszę

Michalina Grzesiak
Michalina Grzesiak
9 sierpnia 2016
Fot. iStock/Voyagerix

Podejście pierwsze – rozmaśliłabym rowerzystę na ruchliwej ulicy, ale tak się niepokojąco gibnął w moją stronę, że prawdopodobnie w odruchu samoobrony próbowałam zrobić mu to samo.

Egzaminator nie zrozumiał biologii zachowania, nie docenił wysoko rozwiniętego instynktu samozachowawczego jak u jaszczurki, spojrzał na mnie karcąco, oblałam.

Podejście drugie –  kobieta egzaminator. Na forach elaboraty o niej pisano, na samą myśl, że to właśnie ta „kosa ze śródmieścia” zadecyduje o mojej dalszej przygodzie z prowadzeniem samochodów osobowych, postanowiłam w głowie nie zdać, zanim jeszcze wsiadłam. Nie zapięłam pasów, a co! Dziękuję, do widzenia.

Podejście trzecie – rękaw. Dobry Boże, kto to wymyślił, żeby się biedna kobieta w tych lusterkach jak ranna sroka trzepała: prawe – lewe – tył – prawe – lewe – tył, jest linia, jest linia, o masz gdzie jest linia.  Nie ma linii. Przepraszam, gdzie jest linia? Pewnie gdzieś pod Toyotą Yaris szanowna Pani, tam są drzwi, do zobaczenia za trzy tygodnie, albo kiedy uzbiera Pani kolejną sakwę złotych denarów na możliwość pokazania panu z wąsem, palcem, gdzie wlew płynu do chłodnicy.

Przecież w normalnych warunkach roli kontrolera ruchu naziemnego podejmuje się pasażer, matka moja, ewentualnie małżonek z cierpliwością dwulatka, który macha łapami jak parkingowy, pokazując wolne miejsce do zacumowania samochodu na absolutnie pustym parkingu i drze się, tak z miłości pewnie, albo w obawie o własne stopy – jeszcze… jeszcze… NO DAWAJ KOTEK Z CHLEBEM,  Z CHLEBEM GO, jeszcze, jesz…. STOOOOOOOOP Jezus Maria! Co tak nerwowo?

Więc kiedy za czwartym razem, po trzech latach posuchy motoryzacyjnej podjęłam się kolejny raz z pozytywnym zakończeniem, ze zdziwienia zęby zbierał a i owszem, ale rzeczony narzeczony, bo ja to chyba do tej pory jeszcze nie wierzę, że się udało. Gdzie mit baby za kierownicą przeplata się z wyścigowymi perłami i czy warto podlewać stereotypy fatalnych kierowców (kierownic?) krystalicznie czystą wodą, na swoim przykładzie opowiem wam ja.

Oho, baba jechała

Widzę błysk w oku podróżujących po mojej lewicy mężczyzn, którzy przyglądają się zdartym drzwiom i oderwanej do połowy listwie drzwi kierowcy, które z powodzeniem zaczepiają o wysokie krzaki na wiejskich drogach, tak odstają,  i zbitej osłonie lampy, do której przez dziurę można by śmiało schować paczkę zapałek, pączka i robaka z Kinder jaja mojej córki. Taka jest duża . Czuję zapach testosteronu i męskiej satysfakcji, słyszę  śmiejącego się niemo, aczkolwiek wyraźnie Pana, kiedy na światłach mój dwudziestoletni Opel w gazie pada ofiarą lustracji gościa z Lanosa: góra – dół, co nie jedno widział, ale takich czarów, to chyba jeszcze nie. Otóż nie ja zahaczyłam o dostawczaka w bitwie na wielkość ego. Mąż mój, mężczyzna w sensie. Drugi raz w przeciągu dwóch miesięcy. I co teraz?

Kultura jazdy

Wróćmy do zdartego Opla. Gdyby nie fakt, że w zdarzeniu tym brało udział dwóch butnych panów, auto moje miałoby szanse wyglądać normalnie, o ile samochód z Tweetym i diabelskim trójzębem na wlewie kiedykolwiek wyglądał w porządku. Dobrze, przyznam się, raz mi się zdarzyło założyć za wysoki obcas do samochodu, nie wyczułam bestii i o mały włos zmiażdżyłabym sąsiadowi skórzane, podomowe laczki, a w nich małe, również skórzane paluszki. Na szczęście szybko schował nogi, oczy wytrzeszczone z chodnika zebrał i obeszło się bez strat. Przeprosiłam.

Mężczyźni natomiast mają nieodpartą potrzebę udowadniania swojej wyższości, lepszości i ukończonych kursów rajdowych z Krzysiem Hołowczycem zapominając czasem, że to z Krzysiem to tylko czytana auto mapa była. Nie odejmując Paniom oczywiście – idealnie machamy łapami przy zamkniętych drzwiach pokazując środkowy palec, a walczące dwie kierujące na ulicy wyglądałyby komicznie. Baby to się zawsze za włosy tarzają, po kobiecemu, ale z przytupem. Wszystko nic przy zatrzymanym w środku miasta tramwaju zapchanym po pachy w pasażerów  i samochodzie osobowym, który również ani myślał ustąpić.

Sama byłam świadkiem. Tak sobie stali panowie naprzeciwko siebie, pokazując fakery, w geście głębokiej sympatii zapraszali się nawzajem do środka pojazdów, w których siedzieli z okrzykami „no cho!”,  jeden i drugi w ciemnych okularach z racją wyższą od Papieża i pani z dziekanatu. Nie wiem czy nie stoją tam przypadkiem do dziś.  A wystarczyło życzyć szerokiej drogi, odpuścić, zwolnić tramwajowych zakładników, oddać ostatniego M&Msa, poczęstować łykiem wody… Robicie tak czasem? Warto spróbować. Nie zaszkodzi.

Parkowanie

Idzie mi całkiem dobrze. Jak jest pusto. Próby wepchnięcia się w przerwę szerokości roweru z przyczepką delikatnie mówiąc – stresują mnie . Oddech pana w samochodzie za moim, jego lampy ksenonowe walące po gałach jak na przesłuchaniu i niecierpliwe pukanie paliczkami o kierownicę, potęgują wrażenia. Pokręcę, nachechłam kierownicą kółek jak nienormalna, poczuję zapach palonej gumy od oponowego swinga jedynka – wsteczny, żeby finalnie i tak podziękować, zaprosić kierującego za mną do zajęcia klepanego przeze mnie poletka i odjechać gdzieś, gdzie cisza, spokój i możliwości nieskończone.  Mój mąż za to, może i obija maski co dwa tygodnie, ale wepchnie się w każdą szparę jak kocur. Dosłownie w każdą, wysiadamy na wciągniętych bebechach.

Parkowanie równoległe

Ha. Ha. Jakie? Nie mam na ten temat nic sensownego do napisania tak, żeby nie pogrążyć się mocniej. O ile ponoć naprawdę dobrze prowadzę samochód (tak twierdzi więcej niż jedna osoba i nie jest to mama), o tyle tego wynalazku nie wpiszę do CV. Wszystkie kobiety robiące wspomniany trik bez potu, łez, drogowej hańby i trzeciego napoju energetycznego serdecznie pozdrawiam. Jesteście wielkie. Panowie dla was czerwony dywan i tytuły, jeden z nukleotydów waszego DNA nazywa się parkowanie równoległe. Nie mam wątpliwości.

Mechanika, nazewnictwo, coś stuka, coś puka

Tu się nie pochwalę znowu, chociaż wiem, że istnieją takie panie, które przy pomocy noża i ściereczki są w stanie dojechać z Lublina do Szczecina. Moja siostra w dniu egzaminu maturalnego odpalała na kable stare BMW w  białej wyprasowanej koszuli, żeby nie spóźnić się na pisemny polski. Patrzcie ją, Macgyver.

Ja wiem dla przykładu, że jak się dymi spod maski, to pewnie trzeba uciekać, a na podstawie ostatnich wydarzeń drogowych jestem w stanie wywnioskować, kiedy skończyło mi się sprzęgło.  Nauczyłam się holować, rozróżniam odgłos silnika diesela od benzyny i bezbłędnie dolewam płynu do spryskiwaczy. Wymienię wycieraczkę, jak powiedzą, jaką kupić i umiem skorzystać z karty Vitay. Tyle o mnie. Nie znaczy to natomiast, że brak w świecie pereł, które by panów cztery razy zjadły na doświadczenie i nie bałyby się pobrudzić rąk.  Znam takie egzemplarze! Odpuśćmy kiedyś naklejonym łatom i przesądom, dajmy sobie szansę wzajemnie zabłysnąć.

Kończąc przemyślenia staję przed lustrem ja kierowca, a za mną on kierowca. I choć brak mu spokoju, rzuca mięsem na emerytkę w samochodzie o pojemności silnika maksymalnie do 50 centymetrów sześciennych, a wybierane skróty drogowe kończą się wyciąganiem papierowej mapy i busoli, to zginęłabym bez doświadczenia i wiedzy, jaką zdobył. Chociaż wie on doskonale, że nie założę koła, nie wymienię klocków, a na żółtym świetle staję dęba –  powierza mi los wycieczek bladym  świtem, kiedy nie ma siły prowadzić, bo łeb mam na karku. Yin yang. Bez stereotypów poproszę.


Zobacz także

7 etapów żałoby po rozpadzie związku. Pozwól sobie na ich przejście, bez zbędnych wyrzutów

„Chcę mieć pewność, że to ty…”. Upokorzył mnie tak strasznie, że dzisiaj nie umiem spojrzeć na siebie w lustro

Jak zmieniła się piramida żywieniowa?

https://danabol-in.com

сиалис инструкция по применению цена

Купить Камагра гель