Kariera Psychologia

Mind Mapping praktycznie, czyli efektywne uczenie się i zapamiętywanie w codziennym życiu

Hanna Strzelecka
Hanna Strzelecka
16 listopada 2019
Mind mapping, to to całkiem prosta metoda zapamiętywania i efektywnego uczenia się.
Fot. Flickr /
 

Mind mapping, to hasło o trochę tajemniczym znaczeniu, które wielu osobą niewiele mówi. Gdy jednak zajrzymy pod naukowo brzmiącą nazwę, okazuje się, że jest to całkiem prosta metoda zapamiętywania i efektywnego uczenia się, z którą prawi każdy, gdzieś się spotkał. Nie my myślcie, że mind mapping może przydać się tylko w szkole i na studiach.

Notować każdy musi . . .

Dokładnie każda z nas korzysta z ręcznie wykonywanych notatek. Dotyczą one studiów, pracy czy planów. Zapisuje się sprawy o których nie chce się zapomnieć lub pomysły, które mogą z czasem ulecieć z głowy. Zapewne większość z was jak ja sama tworząc notatki zapisuje zdania lub wypunktowuje hasła na kartce lub w telefonie. Problem pojawia się gdy po paru miesiącach widząc hasła nie pamiętam co one miały oznaczać i jaki pomysł się za nim krył. Znacie to? No właśnie, to nie jestem sama. Dlatego w latach 70 dwaj brytyjscy naukowcy Tony i Barry Buzan postanowili poszukać skuteczniejszej metody tworzenia notatek i tak powstały notatki obrazkowe.

Mind mapping, bo takie miano otrzymała ta metoda, to dokładnie notatka w postaci obrazu przypominającego neuronu lub połączone drzewa, opierająca się na bardzo prostej technice rysowania i pisania haseł. Nie wymagają one talentu plastycznego, czy czasu, a jedynie chęć i przekonania. Ale co najważniejsze – są naprawdę skuteczne.

A jak zrobić taką mapę myśli?

Do stworzenia mapy myśli niezbędne są jednak narzędzia takie jak kartka i kolorowe przybory do pisania. W centralnym punkcie kartki należy umieścić symbol tematu notatki, od którego powinny rozchodzić się co najmniej cztery grube promienie, każdy w innym kolorze oznaczające główne idee lub zagadnienia, opisane jednym słowem kluczem. Im więcej szczegółów się dodaje, tym bardziej promienie zaczynają przypominać drzewa z coraz cieńszymi gałązkami, zawierającymi kolejne słowa klucze i rysunki.

Dlaczego właśnie tak?

Sam pomysł tworzenia graficznych notatek, przypomina zajęcia plastyczne dla dzieci. Twórcy tej metody przekonują jednak, że kolory i rysunki mają bardzo ważna znaczenie w procesie zapamiętywania i uczenia się . Zdecydowana większość ludzi to wzrokowcy i najlepiej pamięta się to co można zobaczyć, ponieważ ludziki umysł działa głównie w oparciu o obrazy, dlatego dużo łatwiej jest zapamiętać to co się zobaczy niż usłyszy. Technika ta ma też naukowe uzasadnienie odnoszące się do wiedzy o pracy mózgu. Tworząc tradycyjne notatki posługujemy się głównie lewą półkulą mózgu, natomiast rysując mapę myśli musimy zaangażować również prawą półkulę odpowiedzialną za kreatywność i wyobraźnię.

Po co mi mind mapping? Sprawdź!

Fot. Flickr / /

Ale po co mi mind mapping?

No właśnie, po co to? Jest to bardzo dobre pytanie, bo okazuje się, że metoda ta nie ma tylko zastosowania gdy się uczymy bo czeka nas egzamin, ale możemy ją wykorzystywać w życiu codziennym i zawodowym.

Mapy sprawdzają się w wielu obszarach, ale pierwszym skojarzeniem są dziedziny związane z kreatywnością. Możemy je tworzyć podczas przygotowywania prezentacji, wystąpień publicznych czy pisania artykułów, powieści oraz prac naukowych by stworzyć sobie porządek w jakim chcemy omówić dany temat. Co zaskakujące to kreatywne i nieszablonowe notowanie i myślenie odnajduje swoje miejsce również w dziedzinach ścisłych jak badania i rozwój.

Zwolennicy tej techniki wykorzystują ją również w biznesie podczas kreowania strategii sprzedaży czy marketingu. Za pomocą map myśli dużo łatwiej jest im nie tylko tworzyć pomysły podczas burzy mózgów, ale również poszukiwać oryginalnych rozwiązań problemów czy potencjalnego ryzyka, jakie może zaistnieć podczas tworzenia i realizacji projektu.

Jednak największą zaletą mind mappingu, jest możliwość zastosowania go we wszystkich obszarach wymagających planowania i organizacji. Począwszy od zajęć prozaicznych takich jak zaplanowanie tygodnia, po plany bardziej złożone dotyczące zarządzania czasem czy realizacji celów. Dzięki temu możemy rozłożyć każdy temat na czynniki pierwsze. A wtedy dużo łatwiej jest ogarnąć wszystkie szczegóły wzrokiem i zauważyć błędy, a następnie je poprawić.


Kariera Psychologia

Żyjesz na pokaz? Nic tak nie oddala od szczęścia, jak jego udawanie. Zwłaszcza przed sobą

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
16 listopada 2019
Fot. iStock / coloroftime
 

Rano dzwoni do mnie przyjaciółka. „Widzę teraz pełen obraz mojego życia” mówi. Rozstała się z mężczyzną, zawodowo zaczyna coś nowego. Destabilizacja– tak to nazywa. „Jestem nieudacznikiem, teraz wszyscy to zobaczą, bo już nie mogę ukryć się ani za pozornie dobrym związkiem ani za stabilną pracą”. „Ale możesz wreszcie być sobą” odpowiadam.

Po rozmowie myślę tylko o tym jak często udajemy, że jest nam dobrze. Karolina (imię przypadkowe) w rozmowach z przyjaciółkami tak przedstawia swoje życie: z Rafałem (to jej partner) – cudownie. Dzieci go uwielbiają. Problemy z jego córką? Żadnych. Finansowo? Znakomicie. Z kolei Ewa (imię również przypadkowe) ma w swoim słowniku tylko dwa słowa: „szczęście” i „radość”. Szczególnie często sięga po nie na Facebooku, gdzie wrzuca zdjęcia swoich projektów . Z podpisem. „I love my job”. Albo zdjęcia z imprez z przyjaciółmi.

Prawda jednak jest taka, że Ewa, z zawodu graficzka, właściwie nie ma pracy. Siebie i córkę utrzymuje z dorywczych zajęć. Rok temu zdradził ją mąż.

Na Karoliny obrazie pod tytułem “szczęście” też widać rysę. Jej przyjaciółki widzą przecież podczas każdego towarzyskiego spotkania, jak Rafał się upija, a potem staje się wobec partnerki obcesowy, arogancki. Znają też jego córkę. Jest rozpieszczoną nastolatką, która lekceważy kobietę swojego ojca. I nie przepuści żadnej okazji do mącenia między nim a Karoliną. Jeśli chodzi o pieniądze – na dom zarabia ona. A firma, którą prowadzi, ostatnio ma straty (o czym zresztą bez oporów, a nawet z pewną satysfakcją opowiada Rafał).

 Czy wiesz kim jesteś?

Nieustannie balansujemy między „ja idealnym” (czyli tym, jacy chcielibyśmy być), a ja realnym (kim naprawdę jesteśmy). Większość z nas ma tego świadomość. Znamy swoje y i minusy, umiemy ocenić: to mi wychodzi dobrze, to źle, to chcę poprawić, tu odpuszczam. Ale są i tacy, którzy zatracają się w wyidealizowanej wizji siebie samych. Za nic nie chcą skonfrontować się z realiami. Wiedzą o nich, ale nie przyjmują ich do wiadomości. I wciąż udają, że w ich życiu wszystko jest idealnie.

Autokreacja do pewnego stopnia jest naturalna. Po pierwsze: to rodzaj mechanizmu obronnego. Utrzymujemy dziś relacje – przynajmniej pozorne – z wieloma osobami. Trudno każdej z nich zwierzać się z problemów, lęków i niepewności. To by było zresztą szkodliwe dla nas samych. Po drugie: ludzie lgną do szczęśliwych, pewnych siebie osób. Dlatego chcemy tacy być. A badania wyraźnie pokazują, że im bardziej jesteśmy postrzegani przez innych jako szczęśliwi, poukładani ludzie sukcesu, tym bardziej sami tak się czujemy. Ale są granice. Czym innym jest umiejętność szukania dobrych stron w życiu, a czym innym trwanie w iluzji. To pierwsze daje nam poczucie samokontroli, drugie zabiera energię, osłabia i nie pozwala na autorefleksję, a co za tym idzie – na zmianę.

O dziewczynce, która musi być silna

Do gabinetu psychoterapeutów przychodzi dużo kobiet z ułożonym życiem. Pozornie. „Nie potrafię porozumieć się z szefową. Tylko to jest moim problemem”, mówią na wstępie. A potem okazuje się, że szefowa to wierzchołek góry lodowej. Bo jest jeszcze nieudane małżeństwo, o którym wcześniej mówiły, że jest „fantastyczne”, problemy z dziećmi, przyjaciółmi.

Dlaczego nie przyznawały się do tego od początku? A jak miały to zrobić, skoro nie potrafiły przyznać się do słabości nawet przed sobą? Przede wszystkim dlatego, że pokolenie dzisiejszych trzydziesto- i czterdziestolatek program „bądź silna” wynosi z domu. Nawet jeśli w czterech ścianach było piekło, żyło się według zasady „brudy pierze się w domu”. To dlatego w chwilach kryzysu mama  powtarzała Karolinie: „dajesz radę”, zaszczepiając córce przymus bycia silną nawet na przekór rozumowi. Cóż z tego, że jej partner zachowuje się nielojalnie, opryskliwie, egositycznie – nie takie rzeczy ludziom przychodzi znosić! Dam radę!

O dziewczynce, która chce mieć władzę

Sukces (nawet fikcyjny) daje niektórym poczucie przewagi nad innymi. A władza to jest jedna z najważniejszych rzeczy, o jakie walczą ludzie.  Jak goryl informuje o swojej sile? Bije się w piersi, pokazując: „Zobaczcie, jaki jestem mocny”. My często robimy tak samo. Jeśli mam szczęśliwe małżeństwo, dzieci, dobrą pracę, pieniądze – to mam wszystkie powszechnie uznawane atrybuty sukcesu. Ludzie mogą mi zazdrościć, a ja się czuję od nich lepsza. Im bardziej jesteśmy narcystyczni – tym bardziej zależy nam na tego rodzaju władzy. I zrobimy wszystko, żeby ją utrzymać. Ewa często słyszała od ojca: „Tylko człowiek sukcesu osiąga co chce i jest szanowany”. Całe życie trzyma się tej wizji. Skończyła świetne studia, wyszła za mąż za przystojnego i dobrze zarabiającego mężczyznę. Mogła budować swoją fasadę. I czuć się lepiej od innych – bo koleżanki zawsze jej zazdrościły. Zdrada męża była nie tylko osobistym dramatem, ale też brutalną lekcją, że jej też czasem może się coś udać. Ale Ewa wolałaby umrzeć niż powiedzieć o tym głośno. Publikacje na Facebooku są rodzajem mniej lub bardziej uświadomionej demonstracji i rozpaczliwego krzyku. „Może życie wciąż jest super, zazdrośćcie mi dalej!…”.

Czyja to bajka?

Karolina Cwalina, dziś coach, twórczyni projektu „Seksi zaczyna się w głowie” jeszcze kilka lata temu ważyła 120 kilogramów i pracowała w dużej korporacji. – Nikomu nie mówiłam, że jest mi źle. Im było mi gorzej, tym głośniej krzyczałam, że jest fantastycznie – wspomina. Dlatego dziś nie bardzo „kupuję” tych wszystkich „jest cudownie”. Mam głębokie poczucie, że ludzie spełnieni nie muszą tym epatować. Co więcej, oni bez problemu przyznają się do słabości. Ja – w swoim nieszczęściu– w końcu doszłam do ściany. Kolejny raz zranił mnie mężczyzna, w którym byłam zakochana, w mojej firmie przeprowadzono redukcje. Nie mogłam dalej się oszukiwać. Zadałam sobie pytanie: „naprawdę chcę tak żyć za pięć lat? Odpowiedź „nie, nie chcę” przyszła szybko. Zgłosiłam się do dietetyczki, zaczęłam treningi z instruktorem, poszłam na kolejne studia, bo bardzo chciałam być coachem.

Karolina dziś pomaga innym kobietom. Tym, które latami pielęgnują swój idealny wizerunek. Są atrakcyjne, mają dobre stanowiska I na pierwszy rzut oka udane życie osobiste. Tak przynajmniej postrzegają je inni. A one przychodzą i mówią: „nie wytrzymam tego dłużej”. I powoli zaczynają odpowiadać sobie na pytania. Czy żyję zgodnie z oczekiwaniami innych czy w zgodzie ze sobą? Jaki naprawdę jest mój cel? Czy chodzi mi o to, żeby być tak zwanym człowiekiem sukcesu, czy po prostu chcę czuć się dobrze, nawet jeśli to dobrze na „tu i teraz” oznacza brak związku, etatu, czy przyznanie się: „coś mi nie wyszło”? Tymczasem właśnie na tym „coś nie wyszło” buduje się późniejsze zadowolenie i prawdziwe szczęście! Trzeba tylko skonfrontować się z prawdą. I powtarzać sobie: okłamywanie siebie to najskuteczniejszy sposób, by nas ono ominęło.

Pamiętajmy o tym na co dzień. Żadna iluzja nie jest szczęściem.


Kariera Psychologia

Zrób sobie przyjemność. Tydzień pierwszy, dzień #7

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
16 listopada 2019
Fot. Flickr /

. Zadanie na dziś: rusz się! Wspaniale jeśli uprawiasz sport regularnie – będzie ci łatwiej. Jeśli wciąż odkładasz na „od jutra“ i „od poniedziałku“, to właśnie dziś jest ten poniedziałek, gdy wszystko (mamy nadzieję) się zmieni i nie będziesz już tylko podglądać dziewczyn, które ćwiczą. Jak to zrobić?

  • nie szukaj pretekstów– nawet jeśli masz dziś ciężki dzień. Po prostu wpisz w plan dnia choć półgodzinny wysiłek.
  • zaplanuj tę godzinę. Nie „za chwilę”. Ale już, teraz.
  • nie szalej – to nie musi być skalpel z Chodakowską (choć będzie super) czy godzinny trening na siłowni (choć jeśli planujesz go od dawna– do dzieła). Możesz założyć dres i pójść pobiegać, możesz wybrać się na szybki spacer, w końcu możesz poćwiczyć w domu. Ważne, żebyś zrobiła cokolwiek. I napisz nam koniecznie co to było i jak się czujesz.

Powodzenia! Niech ten tydzień zacznie się dobrze!

P.S Jeśli uprawiasz sport regularnie, prosimy zmotywuj z nami inne kobiety.:)


Akcja „Bądź dobra dla… siebie”

Dołącz do nas i codziennie zrób coś dobrego dla siebie! To może być drobiazg albo marzenie życia. Godzinna w domowej wannie, 5 minut na wypicie kawy bez pośpiechu, czy zapisanie się na siłownię, a może kupno książki dla siebie na wieczór? To zależy tylko od ciebie.

ZASADY:

  1. Redakcja Sessionbordercontroller.info codziennie opublikuje wpis pod hasłem akcji „Bądź dobra dla… siebie”.
  2. Aby wziąć udział w akcji, należy w komentarzu do wpisu opublikowanego na stronie ohme.pl dodać odpowiedź na zadanie konkursowe: „Co dobrego dziś dla siebie zrobiłaś?”
  3. Wśród osób, które będą regularnie zamieszczały komentarze z odpowiedziami, wybierzemy odpowiedzi, które najbardziej się spodobają się Jury i nagrodzimy je!
  4. Akcja będzie odbywała się w cyklach tygodniowych (Pierwszy tydzień: 10-16.11.2019). Po każdym zakończonym tygodniu, Jury wybierze Laureatki.
  5. Jedna osoba może wygrać jedną nagrodę.
  6. Nagrody – tydzień pierwszy:
    2 x voucher pielęgnacyjny do kliniki 4 x zestaw kosmetyków ufundowany przez debiutującą na polskim rynku, markę

Każdego dnia należy umieszczać komentarze pod aktualnym wpisem –  Zacznij już dzisiaj i napisz w komentarzu do tego tekstu – co dobrego zrobiłaś dziś dla siebie.

Tydzień pierwszy – zobacz wszystkie zadania

 


Zobacz także

Nie ma nic złego w smutku. Jest w nim nawet wiele dobrego

Powiedz mi jak reagujesz i działasz, a powiem ci co przeżyłeś. Nie bądź swoim lękiem

„Pomyślę o tym jutro…” – nie daj się na to nabrać. Są tacy, co próbują „przełożyć” sobie całe życie

https://medicaments-24.com

xn--80adrlof.net/montash-sistem-poliva

стероиды купить киев