Psychologia Seks Związek

„Miotasz między obcymi łóżkami”. Tak smakuje seks w żałobie

Anika Zadylak
Anika Zadylak
24 listopada 2016
"Miotasz między obcymi łóżkami". Tak smakuje seks w żałobie
Fot. iStock / Marco Rosario Venturini
 

Mateusz: – Ewa – moja żona, zmarła cztery lata temu. Byliśmy szczęśliwi przez tyle lat, mieliśmy dwoje dzieci. Zachorowała nagle i tak samo szybko odeszła. Miałem wtedy 34 lata, cały dom na głowie i to nasze wspólne ogromne i puste łóżko. Kiedy odchodzi ktoś, kogo każdy dotyk znasz niemalże na pamięć, nie jesteś sobie w stanie wyobrazić nic. Zwłaszcza bliskości innej osoby. Robiło mi się niedobrze, gdy słyszałem, że taki jeszcze jestem młody, że jeszcze wszystko przede mną. Że powinienem kogoś mieć. Może nie od razu wchodzić w nowy związek, ale chociaż się spotykać, spędzać miło czas. Nie mieściło mi się w głowie, że mógłbym dotknąć innej kobiety, że pościel z małżeńskiej sypialni miałaby obco pachnieć. Po siedmiu miesiącach od pogrzebu życie się jakoś toczyło, czas leczył tyle, ile mógł. Byliśmy na wyjeździe służbowym, Kalinę znałem już od dawna, pracowała w naszej firmie. Wylądowaliśmy w jej pokoju, uprawialiśmy seks przez kilka godzin. Zawsze mi się podobała, nie wiem czy była podobna do mojej żony. Była pociągająca, miała piękne ciało. Nie ukrywam, że z nią było mi łatwiej, zrobić to ten „pierwszy raz” po stracie Ewki. Byłem jak zwierzę. Kompletnie tego nie rozumiałem i do dziś o tym myślę. Bo przez kolejny rok miałem wiele partnerek, więcej niż przez całe swoje dotychczasowe życie. Nie wiem, jak to się stało, czego szukałem. A może raczej przed czym uciekałem. Przed wspomnieniem kogoś, kto już nigdy nie wróci. Zagłuszałem tęsknotę, która dusiła każdej nocy.

Te oraz inne wypowiedzi są typową reakcją na wzrost libido, w okresie żałoby, po bliskiej osobie. Niektórzy mogą poczuć zaskoczenie. Najczęściej bowiem uważa się, że w okresie po stracie następuje tzw. libido deficiens, czyli spadek potrzeb seksualnych. Obserwacje potwierdzają, że bezpośrednią konsekwencją przeżywanego dramatu śmierci jest wycofanie się. Odsunięcie się od świata, zerwanie więzi emocjonalnych. To w konsekwencji prowadzi także do znacznego obniżenia potencjału seksualnego, a nawet do abstynencji.*

– Michał miał wypadek samochodowy. Pojechał po zakupy, z których już do mnie nie wrócił. Byliśmy ze sobą od liceum, prawie dwa lata, mieszkaliśmy razem od kilku miesięcy. Nie zdążyliśmy się zaręczyć, choć może, gdyby żył, też by do tego nie doszło.

Agnieszka jest już teraz mężatką i świeżo upieczoną mamą. – Po jego śmierci, dwa tygodnie po pogrzebie, upiłam się z jego kolegą. Nie wychodziliśmy z łóżka przez pół dnia. Ale gdy wróciłam do domu, zaczął się koszmar. Myłam się pod prysznicem aż do starcia naskórka, czułam obrzydzenie. Pojechałam na cmentarz, błagałam go o przebaczenie. A potem, znowu się z kimś spotykałam. To mi pomagało na chwilę zapomnieć. Albo łudzić się, że wracam do normalności, do życia. Wmawiałam sobie, że to przecież nic takiego, że to takie naturalne. I że nikt nie ma prawa mnie oceniać. Tylko, że za każdym razem miałam coraz większe wyrzuty. Tak jakby ten seks był czymś złym. Bywały momenty, że czułam się jak w matni. Z jednej strony, gdy wychodziłam, poznawałam nowych ludzi i facetów, z którymi miałam romanse, czułam się lepiej. Jakby życie do mnie wracało. Z drugiej jakieś pretensje do siebie, że tak nie można, że Michaś się w grobie przewraca jak to widzi. Obłęd. Ludziom się wydaję, że w żałobie wszystko jest czarne, mroczne. I jest, tylko druga część ciebie boi się tego mroku, ucieka przed nim. I ląduje w obcym łóżku, owinięta cudzą kołdrą.

Jest jednak druga strona medalu. Wielu ludzi reaguje na śmierć odwrotnie do tego schematu. Ich libido wzrasta od razu po śmierci bliskiej osoby. Tymczasem rozbudzone potrzeby seksualne, w okresie żałoby po śmierci bliskiej osoby, także są naturalną reakcją na tę śmierć. Ściślej, jest to reakcja na czające się widmo depresji, w wyniku tej śmierci. Wzrost libido jest w tym przypadku formą obronienia się przed owym wycofaniem, zamrożeniem, pogrążeniem w ciemnościach cierpienia. Seks jako zaprzeczenie abstynencji i jako symbol witalności staje się swoistym zaprzeczeniem śmierci.*

Agnieszka: – Dziś to widzę wyraźniej i inaczej na to patrzę. Wyzbyłam się poczucia winy, które mi towarzyszyło. Ale to trwało nawet, gdy poznałam obecnego męża. Jakbym nim chciała zapełnić pustkę w sobie. Tę stratę, której przecież tak naprawdę nie odbuduje już nic. Najgorszy był ten osąd ludzi, tych którzy źle o mnie mówili, że Mateusz jeszcze dobrze nie odszedł, a ja się puszczam. A ja wtedy kompletnie nie rozumiałam swojego zachowania. Zawsze sobie wyobrażałam, że po stracie ukochanego, tylko się cierpi. Nosi czarne ubrania, nie dba o siebie, odcina się od świata. Dopiero po latach zrozumiałam, że to też  była żałoba. To, że ten seks był taki jaki był, że w ogóle się zdarzał. Że to było moje ciche wołanie o pomoc. I niemy krzyk rozpaczy, gdzie każdego dnia musisz coraz bardziej boleśnie uświadamiać sobie, że śmierć zabiera bezpowrotnie. Karmi się twoim żalem i lękiem. Tym, że się miotasz między obcymi łóżkami. I wymiotujesz potem na swój widok w lustrze. Że to cierpienie nas wypacza, sprawia, że szukamy ucieczki od smutku, od tego ciągłego uczucia ucisku na sercu.

Pewnie gdybym sama przez to nie przeszła, nie umiałabym dziś tego zrozumieć. Może też myślałabym stereotypowo, że żałoba to tylko ślęczenie na cmentarzu i ciągłe oglądanie wspólnych zdjęć. I, że powroty do ” normalności” są łatwiejsze, prostsze. A prawda wygląda tak, że wracamy całe życie. Bo jeśli partner nas po prostu zostawi, to też nie wyobrażamy sobie nikogo innego u swojego boku. I też na nowo musimy się uczyć, że wejście w nowy związek czy do innej sypialni nie jest niczyją winą. Że w ogóle nigdy nie powinniśmy tego rozpatrywać w takich kategoriach, bo życie pisze nam różne scenariusze. Nie zawsze zgodne z naszymi zamierzeniami. I zaskakuje. Na tyle mocno, że gubimy się nawet na znajomych ścieżkach.


*żródło:


Psychologia Seks Związek

Sportowa elegancja, moc i bezpieczeństwo. Nissan Juke, nowoczesny samochód dla wymagających kobiet

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
25 listopada 2016
Fot. Materiały prasowe
 

Współczesność wymaga od nas, kobiet, łączenia w sobie wielu cech i umiejętności. Chcemy być dyspozycyjne zarówno w pracy, jak i dla rodziny, świetnie organizujemy swój czas, wykorzystując go w pełni. Ale by swą funkcję spełnić jak najlepiej, czerpiąc z tego radość i satysfakcję, potrzebujemy odpowiednich narzędzi. Wsparcia partnera, niezawodnej komunikacji ze światem zewnętrznym oraz mobilności. 

Szczególnie możliwość bezpiecznego przejazdu z miejsca na miejsce własnym autem, wpisuje się w cechy niezależnej, nowoczesnej kobiety. Mimo, iż traktuje się nas zazwyczaj z większą rezerwą odnośnie do wiedzy motoryzacyjnej i wymagań co do posiadanego auta, pozory mylą. Czasy się zmieniły, a kobiety chcą wybierać samochód, który nie tylko zapewni bezpieczeństwo na drodze, ale będzie także designem odpowiadał na ich potrzeby. Bo prawda jest taka, że my potrafimy z powodzeniem wyszukiwać akcesoria czy sprzęty praktyczne i piękne zarazem.

Taka jesteś, współczesna kobieto

Nie, nikt tego nie określi lepiej od ciebie. Ale wybory, jakich dokonujesz na co dzień, mogą o tobie wiele powiedzieć. Jeśli jesteś nowoczesna, ambitna, wiesz czego pragniesz i odważnie sięgasz po swoje marzenia, twoje decyzje będą takie jak ty. Szukasz rozwiązań łączących w sobie najlepsze cechy, które sprostają twoim marzeniom. Styl życia, mieszkanie czy też dom, który wybierasz dla siebie i swoich bliskich czy auto, na pewno są wyjątkowe.

A co mówi o tobie… twoje auto? 

Twoje auto mówi o tobie wiele. Sprawdzili to badacze z Uniwersytetu Cambridge, którzy wykazali, że właściciele to najbardziej życzliwi, lojalni i przyjaźnie nastawieni ze wszystkich kierowców. Czy to nie brzmi zachęcająco? Co więcej, zastosowanie najnowszych technik profilowania osobowości, pozwoliło określić, że kierowcy Nissanów są też najbardziej hojnymi, lojalnymi i przyjaznymi spośród właścicieli samochodów różnych marek w Europie. Poza tym, posiadacze aut tej marki, znacznie częściej niż inni przedkładają dobro bliźnich nad swoim, dążą do dobrobytu gospodarczego i sprawiedliwości społecznej. To bardzo pozytywne wiadomości, choć akurat Nissan Juke oferuje o wiele więcej, niż prawdopodobnie do tej pory mogłaś oczekiwać od samochodu idealnego dla ciebie.

nissan_brand_logo

Nissan Juke, samochód dla współczesnej kobiety

Odważna stylistyka zawsze odróżniała od rywali, stanowiąc mieszankę sportowej elegancji z typową masywnością crossovera. Połączenie oryginalnego stylu, znakomitych osiągów i bogatego wyposażenia przyniosło sukces w postaci ponad miliona egzemplarzy sprzedanych od początku obecności modelu na rynku. Juke łączy unikatową estetykę z wyjątkową dbałością o szczegóły – od wyraźnie zakrzywionej szyby czołowej, poprzez przemyślnie ukryte klamki drzwi, aż po mocno wyprofilowane nadkola, podkreślające niepowtarzalną sylwetkę auta. Dzięki pakietom Nissan Design Studio personalizacja stała się integralnym elementem zakupu modelu Juke. Pakiety stylizacyjne pozwalają wprowadzić osobiste akcenty i za pomocą koloru dopasować estetykę wnętrza i nadwozia do indywidualnych upodobań.

Marzy ci się czerwony samochód z białymi klamkami? Albo czarny elegancki Juke ze sportowymi, żółtymi felgami? Doskonale, to właśnie TY wybierasz, a możliwości są praktycznie nieograniczone! Większość detali wnętrza oraz nadwozia możesz samodzielne wybrać właśnie tak, jak chcesz. Paleta kolorów dodatkowych akcesoriów pozawala puścić wodzę fantazji!

A co dokładnie możesz zmieniać? Całkiem sporo…

Nadwozie:

  • 10 kolorów nadwozia
  • wykończenie przednich lamp
  • wykończenie przedniego zderzaka
  • nakładki stylizujące przedniego zderzaka
  • nakładki na lusterka boczne
  • nakładki stylizujące klamki drzwi
  • nakładki na progi
  • spojler dachowy
  • górna nakładka stylizująca klapy bagażnika
  • wykończenie zderzaka tylnego
  • nakładki stylizujące zderzaka tylnego
  • felgi w kilkunastu konfiguracjach!

Wnętrze:

  • daszek zestawu wskaźników
  • gałka dźwigni zmiany biegów
  • konsola centralna i wykończenie drzwi
  • podłokietnik
  • wloty powietrza
  • dywaniki

Juke jest poza tym pełen innowacyjnych technologii, jak np. system NissanConnect najnowszej generacji, który może łączyć się ze smartfonem, uzyskując dostęp do różnych aplikacji, takich jak media społecznościowe czy radio internetowe. Najmocniejszą i najbardziej dynamiczną wersją w gamie modelu jest Juke NISMO RS – 218 KM czystych emocji!

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Dostosuj Nissana Juke do własnych potrzeb

To nie ty powinnaś pasować o samochodu, a samochód powinien dopasować się do twoich potrzeb i wymagań. Nawet jeśli wydaje się to być ideałem niemożliwym do uzyskania, masz to w zasięgu ręki. Bez problemu nadasz swojemu Nissanowi Juke indywidualny charakter, dzięki wyjątkowym możliwościom personalizacji nadwozia i wnętrza. 

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Na co możesz mieć wpływ?

  • kabina auta — konsola, detale na drzwiach, oprawy otworów wentylacyjnych, daszek nad zestawem wskaźników, rękojeść dźwigni zmiany biegów, a także fotele i tapicerka drzwi są wykończone w jednym z czterech kolorów: czerwonym Detroit, białym London, czarnym Tokyo lub żółtym San Diego.
  • nadwozie — można udekorować oryginalnymi nakładkami na lusterka i przednie lampy oraz elementami wykończenia zderzaków. Opcje kolorystyczne personalizacji nadwozia to – analogicznie do wnętrza – czerwony, biały, czarny oraz żółty.
  • 18-calowe felgi — ze stopów metali lekkich. Nissan Design Studio zaprojektowało do nich specjalne kolorowe nakładki, podkreślające indywidualny styl nadwozia.

To oraz wyjątkowa moc i bezpieczeństwo, jakie oferuje wyjątkowy miejski crossover Nissan Juke, spełni wszystkie pokładane w nim nadzieje i oczekiwania. Wybierając ten samochód, podarujesz sobie pewność najlepszego wyboru i niezawodność, która cechuje także ciebie każdego dnia.


 Wpis powstał we współpracy z 


Psychologia Seks Związek

Remonty – sport dla odważnych. Brzmi znajomo? Co nas nie zabije, to nas wzmocni

Michalina Grzesiak
Michalina Grzesiak
24 listopada 2016
Fot. iStock / KatarzynaBialasiewicz

Tytuł mistrza matematyki w podstawówkowym konkursie wiedzy „Kangur” i wielogodzinne trzaskanie klockami Tetrisa na pierwszej grze od matki w  latach dziewięćdziesiątych przydają się zupełnie na nic, kiedy życie rzuca pod nogi kłody i stawia na ścieżce przeprowadzkę, ewentualnie remont z dzieckiem. Z dzieckiem w liczbie mnogiej to już w ogóle wyjątkowo złośliwa franca, a w zestawie do płyt karton gipsowych w markecie budowlanym powinni rozdawać sznurek i niewysoki taborecik na chybotliwej nóżce.

W moim trzydziestoletnim życiu przeprowadzam się chyba piętnasty raz (nie mam pewności, na wszelki wypadek dodajcie sobie dwa zera) i zawsze obiecuję sobie, że to ten ostatni. Nie przewidziałam jednak, że małżonek rzuci hojnością i zarządzi remont całego domu na koniec listopada. Dokładnie na miesiąc przed gwiazdką i przy temperaturze nieprzekraczającej dziesięciu stopni. Ja, jak każda kobieta czujna niczym policyjny pies, wiem doskonale, kiedy delikatnie odstąpić od pomysłów pana domu, a kiedy zagryźć zęby i brać co dają. Tym razem z trzęsącą brodą i migotaniem komór podjęłam się próby i zgodziłam na „delikatne odświeżenie”. Skoro o ten zryw prosiłam się dwa lata, to następny możemy przywitać już po kolejnej denominacji, albo trzeciej zmianie władzy. Nie dziękuję. Róbcie.

Remonty mają w sobie magiczny efekt kuli śniegowej i umiejętność szargania nerwów jak ciężarna kobieta na garmażeryjnym, kiedy stojąc w „delikatnie odświeżanej” łazience widzicie jak majster nakasztania młotem pneumatycznym w ściany zupełnie na oślep, odpada wieszaczek pod ręczniki, lampa mizernie dynda na jednym kablu, a podłoga w dużym pokoju, która miała być perłą wśród podłóg posiadłości, okazuje się być jedynie powiewem świeżości, o której opowiadano podczas zakupu mieszkania. Deska, legar a pod spodem próżnia. Głęboki tunel na cztery zdrowaśki do Mordoru albo innego Hogwartu i cała magia poprzedniej wizji robotniczej. Coś, co teoretycznie zaczyna się od skubnięcia pazurkiem tynku nad łóżkiem dziecka, kończy się nową dachówką na dobudowanym piętrze i kopaniem głębokiego basenu. No dobra, przesadziłam. Nie będziemy mieć basenu, ale jeszcze chwila, a wykopiemy sobie po wygodnej mogile.

Remont zaczyna się zazwyczaj od wycieczek do marketów budowlanych, w których panowie biegają jak psy spuszczone z łańcucha szukające suki z cieczką, kobiety podpierają ściany udając, że wiedzą, o co pytają mężczyźni, a tak naprawdę jedyne o czym marzą to dział tapet, kocy i ramek na zdjęcia.  Małżeństwa przechodzą ciężkie próby ogniowe, „nie denerwuj mnie” rzuca się w eter równie często jak „a spierd*laj pan”, ludzie macają kible niczym wczesnego Van Gogh’a, a po alejkach biegają dzieciory jak hordy dzikich wilków. Jeżdżenie w plastikowym ferrari z samoczynnie skręcającym kołem znudziło im się już jakieś dwie sekundy od wrzucenia monety do podajnika. Zakładam się, że teraz ty pchasz to różowe barachło i na pewno uroczo wygląda wystający z koszyczka wielkości miski na orzeszki odpływ bidetu z deską WC.

Jeżeli ktokolwiek jeszcze łudzi się, że to plastikowe auto z zapinaną w pasie klamerką w jakikolwiek sposób oczyści z toksyn cały budowlany wypad i spacyfikuje dzieci, to lojalnie uprzedzam, że to jest jedna wielka korporacyjna mistyfikacja. Bieganie między ludźmi z zestawem klamek, wpieprzanie metalowych mocowań żyrandola i miarowe powtarzanie, że chce kupę na zmianę z ciasteczko, zawsze sprawdzi się lepiej niż imitacja samochodu. Matki kucające pod śrubkami wciskające maluchom w gardła mleko, tam gdzieś na horyzoncie babcia karmi starszaka kotletem ze styropianu. Poligon. Ludzie remontujący z dziećmi nie byliby do złamania na torturach w Guantanamo. Za to dzieci ludzi remontujących hasłami „a co to?”, „a to?”, „a po co?”  mogą spokojnie łamać terrorystów jak mafia pruszkowska małe paluszki.

Wpadasz z zakupami do domu, a właściwie do tego, co z niego zostało. Ze ścian wystają smutne kikuty, czarny kot w tynku już zlał się z kolorem szlifowanej ściany. Dowiadujesz się, że poprzednicy to patałachy i „proszę pani, kto to pani robił…” . Dokładnie to samo słyszałaś od tych, co to wtedy robili. Dzieci znowu chcą kupę teraz, już natychmiast, bo przecież właśnie zdemontowaliście muszlę. Bułka z masłem nigdy nie smakowała im lepiej niż w tej chwili, kiedy nie wiesz, gdzie masz noże, a wspomniane masło leży na blacie obok klapka majstra.

Pakowanie gratów zaczynałaś od dokładnego układania w pudła w przyjętym systemie – „użyteczność”, „rozmiar”, „do śmieci”, „albo do śmieci albo oddam matce”, a teraz wciskasz palcem w pozostawione dziury jak nienormalna to co zostało po skrupulatnej logistyce. Jeden kalosz córki do garnków, pierwszy gdzieś już widziałaś. Jak się znajdzie to przynajmniej wiesz, gdzie masz do pary. Pudełko podpasek do lodówki, bo jedynie tam odnotowałaś puste półki. Zbierane skrupulatnie pierdy i cała nostalgia „ przyda mi się jeszcze kiedyś” lądują dosyć szybko w śmieciach, kiedy nie masz za cholerę pojęcia, gdzie wrzucić paproszki życia – długopis z niepiszącym od dwóch lat wkładem, a będący pamiątką romantycznego odpustu na św. Wojciecha, zakrywkę od mazaka, kartę do gry z Damą i szlufkę od paska małżonka.

Dziwnie podśmiechujesz pod nosem, jakby nerwowo. Chciałabyś iść się myć, ale nie wiesz, gdzie masz czyste gacie. Remont miał trwać trzy tygodnie, ale tu stuka, tam puka. Pani kierowniczko, to co robimy?  Nadal nie masz domu, dzieci chodzą do przedszkola w twoich skarpetach. Córki warkocz wieńczy opaska zaciskowa, a syn śpi przykryty ręcznikiem. Remonty – sport dla odważnych. Brzmi znajomo? Co nas nie zabije, to nas wzmocni. Jeszcze tylko kilka wylewek, nowe okna na strychu, instalacja elektryczna, tapetowanie, malowanie, glazura, terakota…. jeszcze dwa tygodnie. W porywach do pół roku.


Zobacz także

Czy warto walczyć? Czy kryzys w związku można naprawdę przezwyciężyć?

Czy warto walczyć? Czy kryzys w związku można naprawdę przezwyciężyć?

11 sekretów kobiet, które nie mogą się opędzić od facetów

Mężczyźni manipulatorzy. Typowe zachowania na które musisz uważać, jeśli jesteś z natury łagodną i łatwowierną osobą