Rozwód Seks Związek

Do tej, która zdradza drugą kobietę z jej mężem. Czy stać cię ku*wa na zwykłą uczciwość?

Baba na wku_wie
Baba na wku_wie
8 lipca 2019
 

Przyjaciółka mówi: „co mnie obchodzi tamta baba, to on mnie zdradził, a z kim to już nie jest ważne”. Tak. Przyjaciółkę zdradził mąż. Perfidnie. Dowiedziała się, jak w takich wypadkach bywa, przypadkiem. Czy coś podejrzewała? Pewnie tak, bo od jakiegoś czasu wysłała mi sygnały, że coś ją trapi, tylko nazwać tego nie chciała. Wiecie, jak to jest – dopóki nie nazwiesz, to to nie istnieje.

Ale nie o tym. Rzecz ma być o owej „babie”, tej drugiej, onej, suce, dziwce, kochance – jak kto chce niech ją zwie. O tamtej kobiecie, która w momencie, kiedy moja przyjaciółka dowiedziała się o zdradzie była dla niej najmniej istotnym ogniwem. Nieważne było, ile ma lat, czy jest blondynką, czy szatynką, czy chuda czy gruba, czy ma męża, dzieci, czy nie. Nieważne. Ważne było tylko to, że on zdradził. Wku*wiłam się. Wku*wiłam się, że w tej sytuacji tylko jedna osoba ponosi odpowiedzialność i dlaczego, skoro zdradzają dwie. Tak, on zdradza i ona też, nawet jak nie ma męża, partnera, to zdradza drugą kobietę. Kobietę, którą powinna strzec, chronić, której powinna współczuć, że ma męża ch*ja i jeszcze solidarnie ją ostrzec, co ten fiut wyprawia, a przynajmniej, jakie ma zamiary.

Ale nie – tamtej – jeśli trafi na dojrzałą żonę cudzego męża, któremu być może do łóżka wlazła, a nawet jak nie, to sprośne rzeczy mu pisała i zdjęcia na golasa wysyłała, upiecze się. Ona będzie czysta, bo przecież nic nie wiedziała, nie była świadoma.

Znamy tę śpiewkę, prawda? Śpiewkę starą jak świat, która mamią nas żonaci faceci:

– „Nie układa się nam od dawna”

– „Jesteśmy w kryzysie, już z niego nie wyjdziemy, bo mam dość”

– „Chcę się z nią rozstać, bo teraz zrozumiałem, że tylko ciebie kocham”

– „Między nami nigdy nie było dobrze”

– „Nie śpimy nawet ze sobą. Seks? Nie pamiętam”

– „Właśnie się wyprowadzam od niej, żyjemy w separacji”

– „Nie mieszkamy razem, jeżdżę tylko do dzieci”.

Otóż drogie Panie Kochanki, Panie Dające się Uwieść tym słabym gadkom, Panie Naiwnie Chcące Wierzyć, że to co on mówi jest prawdą, przyjmijcie do wiadomości, że gość kłamie jak najęty. 99,9% z nich kłamie. I nie liczcie, że wy trafiłyście na tą jedną dziesiątą, która zapewnia was, że z żoną nic go już nie łączy. Nie. Wiecie, co powinniście wiedzieć, co do waszych głów trafić powinno? Że tam, po drugiej stronie, jest druga kobieta. Nie wiecie, kim ona jest, co robi, jak wygląda jej życie. Wiecie tylko tyle, ile on wam kitu wcisnął, żeby poczuć jakąś ekscytację, wyjść ze swojego nudnego padołu i zabawić się waszym kosztem. Tak zabawić, nie oszukujcie się. Tam nic więcej nie ma.

Tak, wiem, może i wy macie ochotę na trochę zabawy, ale powtórzę – tam po drugiej stronie jest kobieta. Może przekonana, że ma szczęśliwy związek. Tak, już słyszę, że widocznie ślepa, skoro nic nie widzi. Nie zgodzę się! Nic o niej nie wiecie, nie macie prawa jej ku*wa oceniać. Nie macie prawa zabierać głosu na jej temat. Myśleć o tym, czemu jest taką zołzą, skoro taki fantastyczny nawijający wam makaron na uszy facet, szuka doznań gdzie indziej. Wbijcie sobie do waszych głów, tak jak jego słowa, tak i te: nic o niej nie wiecie. Jedyne, z czego powinnyście zdawać sobie sprawę, to to, że ją właśnie zdradzacie, tak jak on ją zdradza. Zdradzacie nie będąc nawet w związku. Zdradzacie tę po drugiej stronie. I siebie.

Czy kiedykolwiek pomyślałyście o niej? Czy kiedykolwiek słuchając tym głodnych kawałków faceta, który chce jedynie podniety, pomyślałyście, kim jest ta kobieta tak po prostu? Może właśnie wnosi zakupy do domu, może mierzy temperaturę dziecku, może gotuje obiad na jutro, może gra w planszówkę z dziećmi, może wiesza jego koszule i gacie na suszarce. Czy pomyślałyście, co jej robicie? Co wy byście czuły będąc na jej miejscu? A może jesteście? Może wasz mąż też słodzi teraz właśnie jakieś kobiecie, udając, że pracuje, że czyta w telefonie wiadomości ze świata?

Czy któraś z was odważyła się kiedyś – e tam ku*wa odważyła. Czy w ogóle wpadła na pomysł, żeby sprawdzić te rewelacje, które uwodzący was Belmondo próbuje sprzedać? Czy sprawdziłyście, poszukałyście? Przecież to nietrudne, teraz, w dobie internetu, wiele przesłanek można znaleźć, które mówią, że ów gach jest w szczęśliwym, a jakże, małżeństwie. Że uśmiecha się szeroko na zdjęciach z dziećmi i żoną. A może ją samą zapytać? Stać was na to? Napisać do niej: „przepraszam, mam nietypową sprawę. Pani mąż do mnie pisze, umawia się na kawę. Chciałabym tylko wiedzieć, czy nie wchodzę Pani w paradę? Czy to prawda, że nie żyjecie razem, jesteście w separacji? Z góry przepraszam, ale nigdy nie chciałabym zrobić świństwa drugiej kobiecie”. Tak. Ta żona może w to nie uwierzyć, może też jej świat się załamać. Ale wiecie co? Po wszystkim, kiedy stanie na nogi, podziękuję wam. Poczuje, że kobieta kobiecie nie jest wilkiem, że może otrzymać od drugiej wsparcie, na jakie żadnego faceta by nie było stać.

Drogie Tamte, Kochanki, Drugie, One – zastanówcie się dwa razy, nim bezrefleksyjnie dacie się ponieść uwodzącej gadce gościa, który właśnie oszukuje swoją żonę. Który kłamie, manipuluje. Okażcie kobiecą wrażliwość i empatię. Zdobądźcie się na odwagę, na jaką każda z nas powinna się w takiej sytuacji zdobywać. Bądźcie dla siebie wsparciem, a nie synonimem złamanego życia i dotychczasowego świata. O tyle chciałam was prosić. I mam nadzieję, że chociaż część z was na to stać. Na zwykłą uczciwość.


Rozwód Seks Związek

Przestańcie pieprzyć bez sensu: wszystko będzie dobrze, komuś, kto właśnie ląduje na dnie

Baba na wku_wie
Baba na wku_wie
1 lipca 2019
Fot. iStock/MarinaZg

Wiecie, czego nienawidzę? Jak wszyscy ci mówią: „będzie dobrze”, „będzie ok”, „wszystko się ułoży”. Do k*rwicy doprowadzają mnie te słowa, zwłaszcza gdy człowiek sam czuje się jak w potrzasku. Skąd, do cholery, ludzie wiedzą, że będzie dobrze. No dobra, może i wiedzą nauczeni własnym doświadczeniem, a może życzą człowiekowi dobrze i chcą, by jemu tak właśnie było. Ok. Ale czy muszą non stop to powtarzać, naprawdę nie ma innych słów?

Czasami się zastanawiam, że to „będzie dobrze” to wytrych uchylania się przed empatią, współczuciem, wzięciem na siebie bólu cierpienia, który tylko i tu jest istotny, w tym właśnie momencie. Wiem, mało nośny temat na wakacje, powinnam pisać raczej o śmierdzących olejach na nadmorskich promenadach, ale cóż, wk*rw nie wybiera i dziś obrał taki a nie inny temat.

No więc wracając do meritum. Rozmawiam ostatnio z ciężko chorym chłopakiem. Jakaś masakra, rak pożera całe jego ciało, ale on walczy, tfu – nie lubię w tym przypadku terminologii wojennej, nie poddaje się, całą swoją nadzieję pokłada w tym, że ktoś mu w końcu pomoże. Zastanawiałam się, ile razy ktoś mu powiedział: „stary, będzie dobrze, musi być”. Tja, jasne. Gość cierpi z bólu, ma wyrok zapisany w dokumentacji medycznej, ledwo chodzi, ciężko oddycha, ale musi być lepiej. Naprawdę nie stać nas na odrobinę współodczuwania. Wyjścia ze swoimi obawami i lękami na zewnątrz, powiedzenia: „przeraża mnie to, nie wiem, co powiedzieć”, zamiast pieprzyć trzy po trzy jakieś farmazony, w które i tak mało kto wierzy, a najczęściej my sami w tym przypadku łapiemy się na kłamstwie.

Podobnie jest z kobietami, które straciły dzieci, poroniły lub zmarły wcześniej chorując. Pamiętam, jak moja przyjaciółka słała mi rozpaczliwe maile po poronieniu, że rzygać jej się chce od tego: „jako się ułoży”, „z czasem będzie lepiej”. Jej było k*rewsko źle i ciężko. Była sama ze swoją stratą i żałobą, a świat kręcił się dalej w zupełnie niezrozumiały dla niej sposób. Chciała, by ktoś przy niej był, by choć trochę spróbował zrozumieć, co czuje, a nie nieustannie pocieszał, umniejszając ból, który ją toczył.

Tak samo jest z małżeństwami, przyjaźniami, pracą. Twój świat się wali, a ty od świata otrzymujesz komunikat: „nie dramatyzuj, wszystko się ułoży”. Serio? Ja to wiem, co ważniejsze, wiem, że to czy będzie ok, zależy tylko i wyłącznie ode mnie, a nie od pieprzonych farmazonów, które gada ktoś, by dzięki nim poczuć się lepiej. Bo chce odsunąć od siebie kłopoty innych. Nie ma czym się przejmować, przecież i tak będzie dobrze. I taka osoba zostaje sama z komunikatem, który rozrywa jej czaszkę i ciało. Bo ona tu i teraz tonie, leci głową w dół, nie wie, jak się zatrzymać, potrzebuje kogoś kto ją przytuli, przyniesie wino i nic nie powie, albo opowie żart, który na chwilę wyrwie cię z klatki własnych myśli i lęków. Ona ci nie powie, że wszystko się ułoży. Bo przecież i ona i ty to wiesz, bo to oczywiste, ale za chwilę, jeszcze za moment, nie teraz. Teraz nie chcesz tego słyszeć, teraz chcesz cierpieć, wyć do księżyca i wykrzyczeć światu, że jest ci tak cholernie źle. I masz prawo do tego krzyku, do tego uczucia zniewolenia i całkowitej bezsilności. Masz prawo przez chwilę nie myśleć nad rozwiązaniami, nad reakcją czy działaniem. Masz prawo nie wierzyć w to, że będzie dobrze, bo serce ci mówi, że tak już nigdy się nie stanie, bo twój świat runął z hukiem. Masz prawo myśleć, że chcesz umrzeć, przespać to wszystko, obudzić się w innej czasoprzestrzeni, gdy to wszystko będzie już daleko za tobą. I jak cudownie by było, gdyby się samo rozwiązało.

I naprawdę nie potrzebujesz klepanych bezmyślnie truizmów, bo one po to są truizmami, by dać innym od nich odpocząć. By poczuć się niedojrzale, niewystarczająco, by nie mieć siły wstać z łózka, czy odebrać telefonu. Kiedy mówisz komuś: „będzie dobrze”, wiedz, że on toczy właśnie ze sobą jedną z najcięższych bitew, gdzie szala nie przechyla się na żadną stronę, ale on wie, że musi w końcu podjąć jakąś decyzję, swoją, własną, za którą weźmie odpowiedzialność i poniesie jej konsekwencje. Jeśli nigdy tam nie byłeś, lepiej się zamknij i nic nie mów. Zniknij. Bo nie pomagasz. I błagam, nie mów nigdy: „wszystko się ułoży”, bo ta druga strona o tym wie, ale w tym momencie, nie ma najmniejszej ochoty tego usłyszeć.