Lifestyle Związek

Rozumiem, że musisz pójść na służbową kolację. Ale gdzie u licha podział się nasz wspólny czas?

Listy do redakcji
Listy do redakcji
24 lutego 2017
Fot. istock/DGLimages
 

Mój kochany, bardzo zapracowany mężu,

uwierz mi, naprawdę rozumiem, jak bardzo jesteś teraz zajęty. Widzę to każdego dnia w twoim zniecierpliwieniu, kiedy rano nasz syn nie może sobie poradzić z zawiązaniem sznurówek, a ty spieszysz się na ważne zebranie. Widzę to w twojej złości na rzeczy zupełnie od ciebie niezależne, takie jak deszcz albo wizyta mojej mamy. Widzę to w twoim zmęczeniu, kiedy nadchodzi piątek, a ty nie potrafisz już się z niego cieszyć tak, jak dawniej, nie planujesz już wycieczek, ani obiadów we trójkę w ulubionej pierogarni.

Zbliża się weekend, moment, który od kilkunastu miesięcy przeraża mnie coraz bardziej. Moment, w którym spotykają się nasze oczekiwania. Ja oczekuję, że wreszcie zajmiesz się dzieckiem, że w końcu zabierzesz nas na spacer, że może wieczorem, znajdziesz chwilę na małżeńską planszówkę. Ty oczekujesz świętego spokoju, żeby móc przejrzeć projekty na przyszły tydzień. I tu nam się wszystko rozmywa. Zamykasz się w sypialni i mówisz, że „musisz to zrobić”, obiecujesz, że jak tylko skończysz, to „coś razem porobimy”. Kończy się –  jak zawsze, na obietnicach.

Przez ostatnie tygodnie liczyłam w głowie twoje wymówki i argumenty, które miałyby przemówić za tym, że właściwie ciebie z nami (ze mną i naszym synem) nie ma. Najczęściej powtarzały się te cztery:

  1. Musisz się rozwijać
  2. Przecież robisz to wszystko dla nas
  3. Bo ty właściwie tylko zarabiasz w tym domu i musisz się starać
  4. Bo przecież podzieliliśmy się obowiązkami

Zacznijmy więc od początku. Chcesz się rozwijać. Zawsze chciałeś, bo jesteś ambitnym facetem. Ja też jestem ambitna. Nie wyglądam tak pewnie już teraz, kiedy widzisz jak w rozciągniętym dresie tańczę wokół kanapy bawiąc się w „Stary niedźwiedź mocno śpi”. (Nigdy nie chcesz się przyłączyć, naprawdę, strasznie się zrobiłeś poważny, odkąd mamy dziecko.) Ale przysięgam. Nadal chcę mieć wspaniałe życie zawodowe, chcę się spełniać w pracy. Dlatego rozumiem, jak ważni są w moim życiu najbliżsi: ty, nasze dziecko, nasi rodzice, przyjaciele. Dlatego czas spędzany z wami jest dla mnie wyjątkowo cenny. Wczoraj nasz syn pierwszy raz policzył do 20. Nie pomylił się. Tego wieczora napisałam chyba najlepszy artykuł w moim życiu.

A wiesz jak kreatywna jestem, odkąd odkryłam kinetyczną plastelinę? Wiesz, na ile wspaniałych pomysłów wpadłam bawiąc się klockami LEGO? Wiesz, jak wiele dowiaduję się o sobie, kiedy nasze dziecko wpada w złość i uczy się brać odpowiedzialność za to, co nabroił i podejmuje pierwsze decyzje?

Świat trzylatka mówi o nas samych więcej, niż byś się spodziewał.

Mówisz, że to „wszystko” dla nas. Ale zapominasz, że to „wszystko” również dzięki nam. Nigdy nic nie działało na mnie równie motywująco jak świadomość, że mam was, że jesteśmy rodziną. Gdyby nie nasza ciąża, nie zmieniłbyś wtedy pracy, pamiętasz? Nie chciałoby ci się zmieniać stabilnej, „ciepłej” posady i rzucać w wir obowiązków, o których wcześniej nie miałeś pojęcia. Odkąd mamy Młodego, czujesz, że powinieneś o nas zadbać w najlepszy możliwy sposób. Tylko, że komfort życia i bezpieczeństwo materialne to dla nas nie wszystko. Nic nie zastąpi tych chwil, kiedy jesteśmy tylko dla siebie, kiedy czuję twoją obecność, ale tę prawdziwą, nie podzieloną między pojawiające się na ekranie telefonu czy komputera maile z pracy, a nieprzytomne „tak, oczywiście, słucham cię”.

Rozumiem, że musisz czasem pójść na służbową kolację. Tak, wiem, że nie możesz „urwać się” z pracy wcześniej na pierwsze przedstawienie naszego syna w przedszkolu. Wiem, pracujesz tak dużo dla nas, w trosce o naszą przyszłość. Mogę ci wybaczyć, że ostatnio pomyliłeś datę naszego ślubu i zapomniałeś o piątej rocznicy. Ale kiedy przychodzi weekend, przypomnij sobie, jak fajnie usiąść na dywanie i zagrać w chińczyka. Jak fajnie pobiegać z dzieckiem w parku, oderwać się od tej całej presji i słowa „kariera”. Podarować małemu człowiekowi najpiękniejszy znak miłości: swoją uważność. Całą, tylko dla niego.

Oczywiście, moja pensja za te kilka artykułów miesięcznie, przy twoich zarobkach wygląda śmiesznie. Ale wiesz co? To moja obecność w domu sprawia, że nas na takie życie stać. Jestem przecież etatową nianią, kucharką, firmą sprzątającą i cateringową, zapomniałeś? Co byś zrobił, gdybym teraz pojechała na zasłużony urlop (tego od etatów „domowych”, nie miałam przecież od trzech lat)?

Twierdzisz, że nie mogę narzekać, bo na taki podział obowiązków się umówiliśmy. Przyznaję, sama zdecydowałam, że zostanę w domu z dzieckiem. Ale pamiętam jeszcze czasy, kiedy stęskniony biegłeś do nas z biura i dopytywałeś, jak minął nam dzień.

Wiesz, gdzie to wszystko się podziało? Kto nam to zabrał?

Nasz syn właśnie poszedł do przedszkola, za chwilkę wrócę do „normalnej pracy”. Ale dziecko i dom, i gotowanie, i sprzątanie, wszystko to zostanie z nami. Wyobrażasz sobie teraz, że wracasz z pracy i musisz zająć się przygotowywaniem obiadu, sprzątaniem, opieką nad dzieckiem, zakupami? Tak właśnie będzie wyglądało moje życie, jeśli zaraz czegoś nie wymyślimy, by na nowo zorganizować nasze życie. Zorganizować je razem.

Kochanie, na koniec chciałabym powiedzieć ci coś o sobie. Nie mówiłam tego wcześniej nikomu, bo nie wydawało mi się to istotne. Ale teraz myślę, że to bardzo ważne. Ja też jestem zmęczona. Nie fizycznie. Jestem zmęczona próbą zrozumienia ciebie, jestem zmęczona ciągle licząc na to, że ty mnie zrozumiesz. Jestem zmęczona próbując „wyszarpać” od ciebie trochę czasu dla nas. Ale przede wszystkim, mimo, że zmęczona, jestem nadal kochającą cię żoną.

Jutro sobota. Czekam w salonie. Wzięłam warcaby i stary przepis na pomidorową. Ugotujesz?


Lifestyle Związek

Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą. Na ile można wycenić życie dziecka? Życie Emilki ma swoją cenę. Nie możemy jej nie pomóc!

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
24 lutego 2017
 

Nigdy tego nie zrozumiem… Nie jestem w stanie znaleźć żadnego, ani jednego argumentu, który wyjaśni mi, dlaczego dzieci cierpią. Co takiego zrobiły, czym zawiniły, czym zasłużyły na cierpienie, z którym muszą się zmierzyć, a którego dorosły człowiek często nie byłby w stanie znieść…

Ktoś umie to wytłumaczyć? Bo ja nie. Nie potrafię i chyba też nie chcę. Bo jedno wiem – dzieci nie powinny cierpieć. One powinny wchodzić w życie w radością, czerpać z niego jak najwięcej. Powinny beztrosko zupełnie popełniać błędy, skakać po kałużach, wspinać się na drzewa i robić wszystko to, na co przyjdzie im ochota.

Mam dwóch synów i każdego dnia dziękuję za to, że są zdrowi. I każdego dnia drżę o ich bezpieczeństwo. Zrobiłabym wszystko – WSZYSTKO – żeby oszczędzić im złych chwil, trudnych momentów. WSZYSTKO – by nie musieli poznawać goryczy choroby.

Tego w moim macierzyństwie boję się najbardziej. Boję się, że nie będę potrafiła im pomóc, że ich zawiodę, bo to przecież ja sprowadziłam ich na świat i to ja powinnam dbać o to, by byli bezpieczni.

Dlatego rozumiem strach rodziców Emilki. Czuję go niemal fizycznie i łzy ciekną mi po policzkach, gdy myślę o 12-latce, która walczy o swoje życie. O której życie walczą rodzice.

Kiedy miała 8 lat jej rodzice usłyszeli to, czego nikt z nas nigdy w życiu nie chciałby usłyszeć: „To rak”. W dodatku rak, który rozgościł się w głowie Emilki. Wymiotowała, uskarżała się na ból głowy. Nim zrobiono jej tomograf głowy odsyłano ją i jej rodziców od specjalisty do specjalisty. Nikt z nas nie chce myśleć, że to może być coś poważniejszego od zwykłej grypy…

Ale kiedy dziecko cierpi, kiedy nie potrafimy mu już pomóc – naturalne jest, że szukamy, drążymy.

Nikt jednak nie chciałby usłyszeć słów, które usłyszeli rodzice Emilki.

Sama myśl o tym, jak ciężko moje dziecko mogłoby być chore – paraliżuje mnie. Emilka przeszła operację, wyniszczającą jej organizm chemioterapię. Było ciężko, bardzo ciężko, ale ta walka małej dziewczynki, jej mamy i taty dały nadzieję na normalne życie. Na życie, w którym choroba i niebezpieczeństwo będą stawać się powoli coraz bardziej odległym wspomnieniem.

I faktycznie – Emilka cieszyła się narodzinami młodszej siostry, rodzice powoli zapominali o strachu… Choroba sprowadziła się do wizyt kontrolnych, kiedy słyszeli, że jest dobrze…

I kiedy zasypiasz już spokojnie, kiedy możesz swoje dziecko zawieźć do szkoły, kiedy wydaje ci się, że wszystko wraca do normy, a to co najgorsze już nigdy nie wróci… Nawet nie wiesz, jak się mylisz. Rok temu u Emilki nastąpił nawrót choroby – wznowa procesu nowotworowego.

Strach, niedowierzanie – wszystko wróciło. Znowu w życie rodziny zakradł się niepokój, bezradność, bezsilność. Kiedy siadasz i załamujesz ręce, bo nie wiesz, jak pomóc swojemu cierpiącemu dziecku, ale jedno wiesz na pewno – że musisz znaleźć w sobie siłę, by wstać i zacząć działać. Wiesz, że płacz, załamanie nic nie zmienią. A w głowie rozbrzmiewa jedno: „uratuję ją, choćby nie wiem co”. Wiesz, że musisz zaufać swojej intuicji, że musisz wyjść z bezpiecznej tylko dla ciebie, nie dla twojego dziecka, strefy szpitalnego komfortu. Musisz sięgnąć po więcej, rozejrzeć się bardziej, by dostrzec możliwości na wyleczenie waszego dziecka, by nie stracić nadziei, której nie dają ci już lekarze…

Mama Emilki znalazła… Okazało się, że nadzieją na całkowite wyleczenie jej dziecka jest współpraca amerykańskiego i niemieckiego zespołu. Emilka poddana została terapii dr. Burzyńskiego z kliniki w Houston Stanach Zjednoczonych, oraz immunoterapii, która jest najnowszym odkryciem medycyny, nagrodzonym w 2011 r. nagrodą Nobla! Teraz czeka na nią kolejny etap tego leczenia.

14370242_1638618186428111_2117940766429075454_n

– Zdają sobie państwo sprawę, jaki jest koszt takiego leczenia? Przecież mają państwo jeszcze dwójkę innych dzieci – usłyszeli rodzice Emilki. Wyobraź sobie, że ktoś stawia życie jednego z twoich dzieci, wyżej niż innego? Że słyszycie w podtekście takich słów: lepiej dać sobie spokój, takich środków i tak się nie zgromadzi, czy cena nie będzie zbyt wysoka?

Tylko kto komukolwiek dał prawo wycenić, ile kosztuje życie naszego dziecka? Kto ma prawo określić granicę, której rodzic przekraczać nie powinien. Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą – już nie pamiętam, kto to powiedział. Ale w tym jednym zdaniu zamyka się wszystko… Nadzieja, miłość, wiara, odwaga.

Życie Emilki wyceniono na 1 500 000 zł. Tyle kosztuje terapia. Rodzice zastawili dom, do zbiórki przyłączyli się ludzie, których wsparcie daje dziewczynce nadzieję na dobre życie.

Stosowanie terapii już odnosi pozytywny skutek, guz się zmniejszył, a Emilki nie boli głowa, nie wymiotuje. Czuje się lepiej. Ale do pełnego wyzdrowienia potrzeba jeszcze dużo.

Gdyby to było moje dziecko – tak jak rodzice Emilki poruszyłabym niebo i ziemię, zajrzała pod każdy kamień, zapukała do wszystkich możliwych drzwi. Krzyczałabym na cały głos: „Potrzebuję pomocy dla mojego dziecka”. I wierzyłabym, że są ludzie, którzy mój strach, moją determinację zrozumieją.

Oni wierzą. Rodzice, siostry Emilki, wszyscy ci, którzy postanowili im pomóc.

Wy też możecie… Pomóżcie dziewczynce odzyskać jej życie, a rodzicom spokój. Pomóżcie przegonić strach, wątpliwości i obawy. Pomóżcie tej dzielnej księżniczce pokonać tego cholernego raka!

Jak pomóc Emilce?

Więcej informacji znajdziecie na stronie fundacji „Rycerze i księżniczki”

Na Facebooku , gdzie pojawiają się też informacje o licytacjach prowadzonych na rzecz Emilki – najnowsza, voucher na manicure w Warszawie ()


Lifestyle Związek

Brawo Gdańsk! 720 par starających się o dziecko metodą in vitro otrzyma wsparcie od miasta

Redakcja
Redakcja
24 lutego 2017
Fot. iStock/sturti

Miejscy radni podjęli decyzję, że w latach 2017-2020 przeznaczą ponad cztery miliony złotych na dofinansowanie mieszkańcom kosztów zabiegów in vitro. „Program wsparcia prokreacji dla mieszkańców Gdańska” ma ruszyć od lipca tego roku i oszacowano, że z niego około 720 par. Zakłada m.in. pokrycie do 5 tysięcy złotych kosztów jednego zabiegu. „Wara od pieniędzy podatników! Dlaczego ja, podatnik, mam fundować taki drogi zabieg ofermom? Niech te ofermy się in vitrują za własne pieniądze, a od moich pieniędzy im wara!” – przeciwnicy wprowadzenia uchwały nie kryli swojego niezadowolenia.

Program powstał z inicjatywy rządzącej miastem posłów Platformy Obywatelskiej. Za wprowadzeniem głosowało 16 radnych – wszyscy z PO, przeciwko było 13 radnych – 11 z PiS, 2 z PO, jeden radny z PO wstrzymał się od głosu. Program składa się z trzech modułów: edukacyjnego, wsparcia psychologicznego i dofinansowania metody in vitro, czyli zakłada edukację młodzieży licealnej oraz wsparcie psychologiczne dla osób, które mają problemy z prokreacją.

Gdański samorząd planuje dopłacać do każdej próby do 5 tysięcy złotych. Ustalono, że maksymalna ilość prób podejmowanych przez jedną parę wynosi trzy podejścia. Z oferty przyjętego „Programu wsparcia prokreacji dla mieszkańców Gdańska” będą mogły skorzystać pary małżeńskie oraz związki nieformalne, które od przynajmniej roku mieszkają w Gdańsku i płacą tu podatki. Ustalono także przedział wiekowy kobiet, które będą objęte programem – od 20 do 40 lat (warunkowo 42 lata). Ośrodki, które wezmą udział w programie, zostaną wyłonione w trybie konkursu.

Przyjęcie programu wywołało sporo emocji. Przed ratuszem w czasie debaty manifestowali działacze pro-life. Prezydent Gdańska Paweł Adamowicz zaznaczał, że Gdańsk nikogo nie zmusza do skorzystania z tej możliwości. – Każdy jest obdarzony wolną wolą i każdy może skorzystać z tego programu. Nie wchodźcie w rolę sędziów ludzkich sumień. Nie odbierajmy prawa do in vitro tym, którzy mają inne poglądy – apelował prezydent.

W tej sprawie zabrały także głos środowiska katolickie. „Przestaję płacić podatki w Gdańsku. Nie będę dorabiać do procedury, która jest nieetyczna! Koniec! Wzywam do tego wszystkich katolików z Gdańska” – czytamy w komentarzach. Na stronie Radia Maryja głos zabrał ks. dr Jan Uchwiat, który zapewnia, że in vitro jest niegodziwe moralnie i Kościół nigdy nie zmieni zdania na ten temat: „Stanowisko Kościoła na ten temat jest pewne, jest niezmienne – nie może się zmienić – i jest negatywne. Zapłodnienie pozaustrojowe, zapłodnienie typu in vitro, jest niegodziwe moralnie, jest nieetyczne. W związku z tym w świadomości sumienia człowieka wierzącego, katolika, jest grzechem”- podkreśla.

Przed głosowaniem nad „Programem wsparcia prokreacji dla mieszkańców Gdańska” przeprowadzono wiele dyskusji z lekarzami, psychoterapeutami i etykami.


Zobacz także

Czujesz głód? 7 niezawodnych przekąsek. Musisz mieć je w domu. Akcja „To lato jest Twoje. Pierwszy krok do zmian”

Znamy najlepszą metodę depilacji. Im szybciej ją wykonasz, tym więcej pieniędzy zaoszczędzisz

Moda nie mija, ona udaje się na długie wakacje. W jakich latach wy chcielibyście żyć? Zobaczcie filmik!

Гормон роста

Тестостерон энантат

вентиляция в бассейнах