Lifestyle Listy do redakcji Związek

„Jeśli kiedyś odejdę…” O tym dlaczego kobieta przestaje kochać

Listy do redakcji
Listy do redakcji
6 listopada 2019
Fot. Pixabay / Public Domain CC0
 

Taki SMS z delegacji: „Miejsce jest cudowne, stary hotel na wzgórzu. (…)W takich chwilach bardziej, niż zwykle brakuje mi ciebie, powinnaś tu ze mną być”.

Tak mało twojej czułości na co dzień, tak mało słów. Lubisz milczeć – co często powtarzasz. No widzisz, ciężko w to uwierzyć, bo wciąż pamiętam dni, gdy zalewałeś mnie słowami. Gdy zasypiałeś dopiero, gdy przychodziłam do łóżka, a rano przynosiłeś do łóżka kawę i gazetę. „Wszystko się zmienia” powtarzasz zmęczony. „Nic się nie musi zmieniać, to nasze wybory” tłumaczę. Ty jesteś w tej rozmowie w punkcie A, ja w B. I żadne z nas nie robi  kroku, by pokonać ten kawałek do siebie, choć wciąż sobie to obiecujemy.

Nasze życie pozbawione jest hałasu rozpadającego się związku. Nie ma awantur, złości, nie ma braku wsparcia. Nikt nie jest katem, ani nikt ofiarą. Nikt nikogo nie zawodzi. Nie mam w zanadrzu miliona bolesnych wspomnień. Mam tylko swoje dalej. Ja dalej. Od ciebie.

Jeśli kiedyś odejdę, nie miej żalu, bo przecież wciąż mówię, że brakuje mi czułości. Przypomnij sobie wtedy, jak podchodziłam do ciebie w kuchni i mówiłam: „Przytul mnie, kochanie”. A ty mówiłeś rozdrażniony „zaraz”, a potem przytulałeś mnie jak przytula się kota czy psa. No jeszcze ewentualnie kawałek drewna.

Jeśli kiedyś odejdę, to przypomnij sobie kolację u znajomych, gdy opowiadałam coś zaaferowana, a ty przerywałeś i mówiłeś: „To nie było tak, o czym ty mówisz”. I swoje tłumaczenie, że przecież nie chciałeś źle, chciałeś powiedzieć prawdę. Przypomnij sobie też te kolacje, gdy prosiłam: „usiądź na chwilę, pobądź z nami” a ty nie potrafiłeś usiąść, bo ważniejszy był porządek niż bycie.

Jeśli kiedyś odejdę, to przypomnij sobie wieczory, gdy żyliśmy w dwóch różnych światach. Ja z komputerem, ty z komputerem i te dyskusje w kuchni, gdy mówiłam ci o zawodowych marzeniach, a ty skrzydła podcinałeś mi nożyczkami. I robiłeś to z uporem godnym maniaka mówiąc, że po prostu jesteś racjonalny. Albo zalewałeś mnie radami, gdy pragnęłam milczenia.

Jeśli kiedyś odejdę, to przypomnij sobie, jak pytałam dlaczego wciąż wybierasz pracę, a nie mnie. Dlaczego ambicja jest ważniejsza niż ja? Dlaczego obietnice dane współpracownikom, a nie mi?

Jeśli kiedyś odejdę, to przypomnij sobie awantury z twoją mamą. I twoje niestawanie po żadnej stronie i nazywanie tego obiektywizmem.

„Kocham tylko ciebie” wyznajesz, gdy już doprowadzona do ostateczności, po tygodniach nieczułości krzyczę, że to mi nie pasuje, że zwariuje, że kiedyś odejdę.

Obiecujesz, że się zmienisz. I mówisz, że tyle kobiet zazdrości mi męża. Jednocześnie przyznajesz, że nie potrafisz okazywać uczuć, odpuszczać, zaszaleć, dać się ponieść, nie potrafisz rozmawiać bez oceniania, nie potrafisz odpocząć.

Jesteś dobry, mądry, odważny, niezależny, męski. Gdy kiedyś odejdę szybko znajdziesz nową kobietę. Może będzie jej lepiej, moje odejście nauczy cię, że życie to nie tylko paragrafy i zasady, zasypianie po dwóch stronach łóżka, bo jesteś zmęczony. Życie to nie tylko wychowywanie dzieci, poranki z kawą i wieczory z herbatą. Życie to nie pustka, którą nazywamy przyjaźnią, przywiązaniem czy kompromisem.

Chciałabym, żebyś oszalał dla mnie z miłości. Znów. Jak kiedyś, nawet jeśli trochę mniej. Mijasz mnie. Mijamy się.

Przepraszam, być może już niedługo powiem Ci, że nie chcę tak żyć. Nie chcę. Niezależnie od tego, że mamy wymarzone mieszkanie, dziecko, wspólne kubki, kredyt, pranie i wspomnienia. I że ta odpowiedzialna we mnie mówi: „zostań, nie masz prawa czuć”.   


Lifestyle Listy do redakcji Związek

Bułka sama musi chcieć, czyli gdzie ten facet?

Agata Sliwowski
Agata Sliwowski
7 listopada 2019
Fot. iStock
 

Jest niedobór. I nie ma się co czarować. Kategoria facet trochę jakby w niebyt odchodzi. Panoszą się za to Piotrusie Pany, Królewicze z Bajki, pantoflowi kolesie i wszelkie inne odmiany chłopa, chłopca, chłopczyka.

Numer dwa, równie popularny, to zazwyczaj sprośny, a przy tym już nie pacholę, Fonsito z ambicją na żigolaka albo Casanovę. Najczęściej ma w głowie poprzewracane, ale z uwagi na pewien -o zgrozo – urok osobisty cieszy się sporą pożądliwością. Są jeszcze kategorie, powiedzmy wybrakowane. Może nawet i nie z ich winy. Bo móżdżki mniejsze. Pretensje do Stwórcy proszę zgłaszać. Chociaż, by załagodzić uboczne te skutki, Bóg dał im mięśnie. Czasem dużo mięśni. Rekompensata proporcjonalna do rozmiaru uszczerbku, jak mniemam. Potem są chłopaki agresywne. Damscy bokserzy, zabijaki, zaangażowani w przestępczy światek, uzależnieni od adrenaliny i innych uzależnień panowie. Opcji jest wiele, mogłabym pewnie wymieniać i wymieniać. Takie bowiem czasy mamy. Wszystkiego dzisiaj w bród, a i marketing taki, że różnorodność się liczy. Lecz ja się pytam: A jakość to gdzie?

Przyszło mi teraz właśnie do głowy, że może to nie przypadek. Te wszystkie męskie kategorie, niemęskie. Wybór zbyt duży, celowo mylący. Efekt tak zwany 100% zamierzony. Zmylić i ogłupić przeciwniczkę ma. Dać jej opcji ile wlezie i poczucie, że to z nią jest problem jak sobie wybrać kapryśna nie potrafi. Sprytne. Lekkim geniuszem podszyte. Tymczasem… Bruner, nie ze mną takie numery. Gdzie jest jakość? Ja się pytam. Gdzie jest facet?

Bo facet to człowiek nie byle jaki. W pewnym sensie potrafi zatrzymać czas, kiedy spokojnym, mocnym i pewnym siebie spojrzeniem cię mierzy. Patrzy na ciebie w ten niepojęty sposób i czujesz jak skrzydła motyla ci rosną. Pod tym spojrzeniem się przeistaczasz, z poczwarki w Morpho Cypris[1], obłędną wersję kolumbijskiej rusałki. Więc najpierw spojrzy na ciebie taki gość, a potem ruszy w twoją stronę tym krokiem króla lwa. Idzie jak kot, miękko i pewnie i nie ma szans na chwiejny krok. Nikt, powtarzam nikt, mu w drogę nie wejdzie bo pewność siebie z jaką kroczy wymiata cały las.

Facet rozmawia. Mówi do ciebie, a przede wszystkim słucha i słyszy jak mało kto. Jest obserwatorem, twoim szóstym zmysłem, czyta cię pięknie jak otwartą księgę. Dokładnie wie czego chcesz i po mistrzowsku odczytuje każde twojej duszy pragnienie (a zważ, że pragnień w tym magicznym momencie masz wiele. W praktyce, cała jesteś pragnieniem i tylko pragnieniem… w bawełnę nie będę owijać przecież). Bo to facet Król, a ty jesteś jego Królową. Wyczuwa cię na jakimś zwierzęcym poziomie, jest częścią systemu naczyń połączonych,  testosteronową kropeczką nad „i”.  Przy takim facecie istniejesz naprawdę i twoja dusza rozwija sie bez lęku. Wiec dajesz życie kobiecie, która mieszka w tobie, tej stworzonej z ciała i z pożądania, a przy tym mądrej i autentycznej. Kobiecie, która gwiazdy nosi w sobie, kobiecie o perłowych włosach.

Aż ciarki mnie przechodzą na myśl o takiej parze. Władcy świata po prostu. Angelina i Brad, Mr. and Mrs. Smith. Nie złamie ich nic. Vodca martini for Mr. Bond i Dom Perignon dla Ciebie, Mrs Bond. Taka z was para po prostu.

No więc gdzie jest ten facet? Gdzie jest ten Król?

Czy wymyśliłam go sobie w mentalnym rozpędzie? Czy bezpośrednia bliskość filmowego Hollywood zafałszowała mi obraz całego świata? Cóż… powiem tak. Jak żyję takiego króla nie było dane mi znać. Zawsze przecież było coś. Jakiś szpetny element, najczęściej charakterologiczny. I trafiał mi się chłop. Lepszy lub gorszy, jednak nie król. Z krwi i kości, z historią własną, ciągle nie król. Ludzki, czyli pełen niedoskonałości. Wchodził mi w życie i proszę obiad podać. Bo taki to był chłop. Bułka z masłem jeden z drugim. Nawet jak trochę chód podrasował, nawet jak płomień w spojrzeniu miał, to bułka z masłem był jeden z drugim. Ogień się w nim wypalał, czujność predatora tracił, najczęściej też głuchy dość szybko się robił i mogłam walić głową o mur. Z księcia w kopciucha transformował gdy północ wybiła. Ding dong.

Bo może facet to jednak postać bajkowa? Twór fantastyczny, mający swe źródło w kobiecej wyobraźni? Wyczołgał się z dziewczęcych marzeń i opowieści o panu Darcy’m, wyłonił się z surrealnych marzeń sennych i romantycznej poezji jako koncept, kamień filozoficzny, święty Graal, którego  próżno szukać?

Jeśli taka jest prawda i jeśli facet to klasyczna kobieca projekcja, to może pora ujawnić ten fakt? Cobyśmy tak w obłędzie nie poszukiwały, nie tęskniły, nie wypatrywały, tracąc cenny czas. Daleka jestem przy tym od zalecania jakichkolwiek kompromisów, a tym bardziej robienia zakupów według zasady: bierzcie co na ladę rzucili: karczek, boczek, koleś z kością albo z tłuszczem, że oh boy! Inny pomysł przyszedł mi za to do głowy inspirowany przyjaciółką mą. Best of breed, czyli najlepszy w danej kategorii. To taki koncept lekko nietypowy, wielce eklektyczny, męski collage. Czesiek dużo czyta więc z nim  o książkach się rozprawia. Z Tomkiem do kina, bo Tom to kinoman, z Michałem do opery bo tylko on libretta wszystkie zna, z Jackiem na kolację bo człowiek uwielbia wyrafinowanie jeść, z Darkiem na winko bo on prawie jak somellier, o winach wszystko wie. Z Krzychem na wycieczkę bo z nim to wszystko przygodą jest, no a z Rychem to pieszczoty bo sztukę miłości opanował łobuz jak nikt.

Trochę to może nie do końca boski plan, bo brakuje mu opcji: facet na całe życie, facet do zjedzenia, facet do przytulenia…. wait a minute…. znowu facet? Ten twór nierealny, ale za to jaki podstępny! Wkradnie się wszędzie nawet w collage.

Więc I give up. Poddaję się po prostu

Koncept faceta widać mam w oprogramowaniu. Dlatego, wniosków nie będzie. Niech każda Pani wyciągnie sobie wniosek własny. Czy zechce życie spędzić na poszukiwaniu świętego Graala? Czy może męski collage przypadnie jej bardziej do gustu? A może po prostu i bez oczekiwań, bułkę z masłem przygarnie? A nóż pewnego dnia pokryje się ta bułka plastrem polędwicy i liściem soczystej sałaty? W końcu spotykamy się po coś. Najczęściej po lekcję. I każda strona może się czegoś nauczyć. Bywa przecież, że bułka staje się croissantem… choć proces to żmudny i wielu lekcji wymaga.

No bo czyż nie jest tak, że chociaż rodzimy się doskonali, życie jakoś tak skubie nas z tej perfekcji? Najpierw więc jest strach, a potem całe serie zdarzeń. I tak z istot prawie świetlanych, ufnych i niewinnych, stajemy się ludźmi z historią. Kiedy więc spotykamy tę drugą połowę, jesteśmy jacy jesteśmy. Tacy ludzie z piosenki: „kobiety z przeszłością, mężczyźni po przejściach”. I choć nam kobietom wierzyć się w to nie chce, mężczyźni też historie swoje mają. Historie od których zależy cały ich dorosły los. I fakt, że tu i ówdzie zdarzy się diament po mistrzowsku oszlifowany. Albo i taki surowy, lecz unikalny i piękny, że strach. Częściej jednak, życie nie bywa hojne, aż tak i rodzi się bułka.

Pan bułka z masłem, który wiedzie pospolity byt. Jeden tylko wegetuje, inny odkrywa, że skrzydła ma i że jeśli trochę się przyłoży to może i wzniesie się ku kuszącym chmurom. Co drugi to Ikar, wiadomo, szybko spada rażony słońca promieniem. Chwała mu jednak za to, że próbuje. Bo koleś ciekawy, ambitny i w pewnym sensie waleczny to już zakrawa na plasterek szyneczki przecież. Na szczęście bowiem dla ludzkości, człowiek to stworzenie niegłupie i bywa, że rozwijać się chce. Jeśli więc taki „człowiek ciekawy” załapie grającą mu w duszy melodię i w głowie ułoży wszystko jak trza, to taki byt ludzki kobietę może zaskoczyć gdy z bułki nagle w księcia się przeistoczy. Stworzyć mu warunki i w chwilę potem spektakularne: voila! Przy czym uwaga drogie Panie! Nic na siłę. Bułka sama musi chcieć.


[1] Morpho Cypris. Motyl dzienny z rodziny rusałkowatych. Pochodzenie: Ameryka Południowa, Panama, Kolumbia.


Lifestyle Listy do redakcji Związek

Gotowanie – intymnie. Pozytywnie miesza w życiu, daj mu się uwieść

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
6 listopada 2019
Fot. iStock

Nigdy nie lubiłam gotować. W kwestii gotowania zawsze potrafiłam wykpić się byle pretekstem. Z reguły miałam szczęście: oni w kuchni radzili sobie świetnie. Ja ograniczałam moje kuchenne czynności do przygotowania kanapek z żółtym serem, pomidorem wyciętym w serduszko i szczypiorkiem, parzonej zielonej herbaty, albo maślanych ciasteczek w cudnych kształtach.

Po urodzeniu pierwszego dziecka stanęłam przed koniecznością nauki, choćby podstaw, gotowania. Jako prekursorka macierzyńskiego hipsterstwa, postanowiłam sobie między innymi, że wszystkie „pierwsze” potrawy dla mojego dziecka będę przygotowywać sama…

Dziś, choć zmieniło się wiele, nadal nie umiem rozmawiać o przepisach i proporcjach. Dla mnie gotowanie to rzecz intymna.

Za to kocham:
– przeglądać i kupować książki kucharskie. Mogę godzinami podziwiać kolorowe zdjęcia pieczonych kaczek, perliczek i kurczaków, świeżych warzyw i owoców. I pożerać je wzrokiem, razem ze skórką.

– patrzeć jak gotują inni. Słuchać jak kroją i siekają świeżą pietruszkę i koperek, jak łączą starannie wybrane (albo znalezione akurat pod ręką) składniki i próbują swoich dań. I jak dodają do nich przyprawy albo badają miękkość i kruchość mięsa.

– oglądać „Życie od kuchni” i „Czekoladę” i trafiać przypadkiem, (by za chwilę zupełnie się w nich zatracić) na książki takie jak ” Moje życie we Francji” Julii Child.

Bo całe to kucharzenie, o ile nie jest jedynie męczącym domowym obowiązkiem, może nam naprawdę dużo dać, jak każda ulubiona czynność wykonywana z odrobiną namiętności. Nie wierzycie? Przeczytajcie…

1. Gotowanie daje ci poczucie kontroli

W kuchni decydujesz tylko ty, bo to twój smak jest tu najważniejszy. Jeśli zaczynasz, nie daj się wciągnąć w gotowanie z mamą, teściową, przyjaciółką. Zaczynaj sama, od czego tylko chcesz i próbuj, aż poczujesz się pewniej. Jeśli uznasz, że ci nie wyszło, zawsze możesz spróbować jeszcze raz. I jeszcze następny. Tu chodzi o ciebie. Badania wykazują, że gotowanie sprzyja nauce samodzielnego podejmowania ważnych decyzji oraz rozwojowi „zdrowej” asertywności.

2. Gotowanie zbliża cię do ukochanego/ukochanej, do dzieci

Wspólne przygotowywanie posiłków na domowy obiad spaja, daje poczucie wspólnoty, to oczywiste, prawda? Dzieci kochają patrzeć jak gotujemy i chcą brać w tym udział. To cudowna okazja, by uczyć je nowych smaków i zasad zdrowego odżywiania, pozwolić im przekonać się co lubią, a co im nie smakuje.

A gotowanie z ukochanym? Pod warunkiem absolutnej równości, jest wzajemnym poznawaniem kulinarnych upodobań i doświadczeń, możliwością uzupełniania się i uczenia od siebie, współpracy. Co w nagrodę? Pyszna, przygotowana wspólnie kolacja i lepsze relacje w związku.

Fot. Pixabay / tookapic / CC0 Public Domain

Fot. Pixabay / /

3. Gotowanie rozwija wyobraźnię i kreatywność

Bo to dziedzina, w której bardzo dużo eksperymentujemy. Modyfikujemy przepisy według własnych upodobań, zmieniamy proporcje i dodatki… Szukamy, douczamy się, podpatrujemy, tworzymy coś nowego, a czasem „coś z niczego”.

4. Gotowanie pomaga zwalczyć  depresję i smutek

Udowodnili to nawet naukowcy. Po pierwsze, dowiadujesz się, jak gotować zdrowe potrawy. Po drugie, pozwala ci się skupić na czymś pozytywnym i sprawia, że możesz szybko cieszyć się z efektów twojej pracy.

5. Gotowanie może być wyrazem twojej miłości (do siebie i do innych)

Często, nawet nie potrafiąc gotować, wybieramy ten sposób okazywania uczucia. Dlaczego? Bo jedzenie to przyjemność, którą można odbierać wieloma zmysłami…

Gotując, nie zapominajmy o sobie. Rozpieszczajmy się wymyślnymi daniami albo kruchymi ciasteczkami. Albo nawet jajecznicą.

Gotowanie przez lata funkcjonowało w naszej świadomości dwubiegunowo: albo kojarzyliśmy je z babskim, domowym obowiązkiem, albo z męskim szefowaniem kuchni (przecież „wiadomo”, że mężczyźni są lepszymi kucharzami…) . A dziś? Dziś wreszcie gotowanie nie ma płci, jest dla każdego.

Jeśli powrócisz do niego, nawet po kilkunastu nie udanych próbach,  pozwoli ci uspokoić myśli, oderwać się od złych przeżyć, a nawet pogodzić z sytuacjami, na które nie masz wpływu. Daj mu szansę…


Zobacz także

Kobiety też powinny oglądać porno! 10 powodów, by jeszcze dziś to zrobić

Uważasz, że ogólnie jesteś zdrowa? Te objawy mówią, że jesteś w błędzie

5 rzeczy, dzięki którym znajdziesz miejsce idealne do zamieszkania

https://steroid-pharm.com

Dapoxetine 30 mg en ligne

www.anabolik-store.com.ua/zhiroszhigateli/clenbuterol_40mg.html