Macierzyństwo Związek

Garść złotych zasad dla samotnych rodziców szukających miłości oraz dla tych, którzy chcą się z nimi związać

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
20 lutego 2017
Fot. istock/Anchiy
 

Żyjemy w taki czasach, gdy rozwody, rozstania i patchworkowe rodziny, „połatane” z sukcesem dorosłe i dziecięce serca nie są już niczym nadzwyczajnym. Jednak układanie sobie życia na nowo, z nowym partnerem, w sytuacji kiedy mamy dzieci z pierwszego związku nie jest łatwy procesem, dla każdej z zaangażowanych stron.

Randkowanie we dwójkę bywa trudne, randkowanie z całym tłumem (nawet jeśli pozostaje on tylko w naszej głowie – myśli o dzieciach przychodzą w różnych, najmniej oczekiwanych momentach), to prawdziwe wyzwanie. Do tego dochodzą trudne emocje, nasze lęki i obawy, zazdrość córki czy syna, niepewność… Warto nieco ułatwić sobie życie i kierować się kilkoma, złotymi zasadami.

Złote zasady dla tych, którzy chcą się związać z rodzicem samotnie wychowującym dziecko

1. Opieka nad dziećmi

Już na samym początku znajomości, musisz zdawać sobie sprawę z tego (i zaakceptować ten fakt), ze twój partner jest odpowiedziany przede wszystkim za opiekę nad swoimi dziećmi. Jasne, czasem będzie mógł zostawić je z drugim rodzicem, z kimś z rodziny lub z opiekunką, ale nie zawsze jest  to łatwe. Spotkanie w porze obiadu, gdy dzieci są w szkole lub w weekendy (przy opiece naprzemiennej) to ci musi na razie wystarczyć.

2. Czas

To może to być frustrujące: zakochujesz się, chcesz spędzać z ukochaną osobą jak najwięcej czasu, ale… ona po prostu nie ma go dla ciebie tyle, ile byś chciał. Dzieci chorują, odrabiają lekcje, uczestniczą w różnych zajęciach, a przede wszystkim – wymagają obecności i uważności rodzica.  Staraj się nie brać tego do siebie – ukochana osoba na pewno chciałaby spędzać z tobą więcej czasu. Szukaj innych rozwiązań, by pozostać w bliskim kontakcie: SMS-ów, e-maili, rozmów telefonicznych. I doceniaj czas, który spędzacie razem.

3. Spotkania

To, kiedy i gdzie możesz spotkać się z dziećmi partnera musi być decyzją ich rodzica. Przygotuj się na to, że mogą być niechętnie wprowadzeniu kogoś nowego do ich życia, zbyt szybko.

4. Uwaga

Jest naturalnym, że chcesz by twoja nowa miłość traktowała cię z uwagą i wyłączną czułością, ale jeśli spotykasz się z samotnym rodzicem, jest spora szansa, że największą część uwagi poświęca on oczywiście swoim dzieciom… J. Nawet jeśli wiesz, że tak właśnie powinno być, możesz odczuwać zazdrość. Zachowaj to uczucie da siebie.

5. Były partner

Niektórzy rodzice, nawet po rozstaniu, nadal mieszkają razem lub pozostają w bardzo bliskich stosunkach, aby dzielić ze sobą odpowiedzialność za wychowanie dzieci. Co to oznacza dla ciebie? Konieczność pogodzenia się z jego/jej obecnością.  Jeśli nie możesz sobie z tym poradzić, być może nie jest to właściwy związek dla ciebie.

6. Rodzicielstwo

Skoncentruj swoje wysiłki na budowaniu solidnych, dobrych relacji z dziećmi swojego partnera, ale nie na siłę. Nie wchodź w rolę rodzica „z automatu”, w tej sytuacji, o wiele bardziej niż w każdej innej, trzeba czasu i cierpliwości. Pamiętaj też, że dzieci czują lojalność w stosunku do obojga rodziców.

7. Chaos

Jeśli nigdy nie miałeś tak bliskiego kontaktu z dziećmi, możesz być zdzwiony i ogromem obowiązków i nagłą zmianą stylu życia, jaka nastąpi, jeśli zdecydujesz się być częścią tej rodziny (zawsze pamiętaj, że wchodzisz w ten układ jako nowy członek rodziny). Uczucie zagubienia i lęk przed tym, że sobie nie poradzisz, są jak najbardziej naturalne.

8. Bądź sobą

Nie staraj się „przekupić” dzieci prezentami, nie zdobywaj na siłę ich sympatii. Nie udawaj, że je lubisz, jeśli tak nie jest.

9. Związek dorosłych

Upewnij się, że twojemu partnerowi zależy na tobie jako na drugiej połowie związku dwojga dorosłych osób, a nie jako na „pomocy przy dzieciach”.

10. Bądź szczery

Spotykanie się z samotnym rodzicem, może być dla niektórych z nas wyjątkowo trudne. Taki związek wymaga umiejętnego radzenia sobie z dużą ilością różnych, niewygodnych uczuć. Jeśli nie „kupujesz tego pakietu w całości”, lepiej w porę się wycofaj.

Złote zasady dla tych, którzy są samotnymi rodzicami i szukają miłości

1. Poznajmy się

Upewnij się, że wiesz wystarczająco dużo o osobie, którą chcesz zaprosić do swojego domu. Nie rób tego od razu, zbyt wcześnie. Daj mu/jej zdobyć twoje zaufanie.

2. Nie angażuj się zbyt szybko

To może być bardzo trudne, ale postaraj się zaprzyjaźnić zanim się zakochasz. Oszczędzisz sobie rozczarowań, a one nie są w twojej i tak już trudnej sytuacji, potrzebne.

3. Nie angażuj w związek dzieci, gdy to jeszcze „nic pewnego”

Dzieciom nowego znajomego przedstaw jako przyjaciela, a nie „kogoś więcej”.

4. Nie lekceważ zdania dzieci

Jeśli twoje dzieci są na tyle duże, aby mieć wyrobić sobie opinię co do twojego nowego znajomego, słuchaj tego, co mają do powiedzenia. Czasem dzieci widzą więcej.

5. Nie wywieraj presji

Nie namawiaj dzieci ani partnera do wspólnego spędzania czasu, nie wymuszaj poczucia, że obie strony powinny się od razu polubić.

6. Bądź szczery wobec drugiej strony

Nie obiecuj, że zawsze znajdziesz czas, że „zawsze będziesz”. Postaw sprawę jasno: masz obowiązki, które są elementem stałym w twoim życiu.

7. Wymagaj szacunku

Od nowego partnera wobec dzieci, ale także od nich wobec nowego znajomego.

8. Bądź świadomy

Swoich uczuć i pragnień, ale także uczuć i pragnień drugiej strony. (No, chyba, że oboje nie traktujecie tego związku „na serio”). Jeśli on/ona nie akceptuje twojej sytuacji, raczej nic z tego nie będzie. Dzieci nie znikną z twojego życia, są jego częścią.

9. Nie umawiaj się na randki kosztem dzieci

Obiecałeś kino, wspólny spacer, odrabianie lekcji? Nie odwołuj dlatego, że nadarzyła się okazja do spotkania z ukochaną.

10. Nie idealizuj

Życie rodzica nie jest łatwe, nie ma co tworzyć mitów o domowej „idylli”. Napięcia i konflikty są czymś naturalnym, dobrze, żeby twój partner od początku zdawał sobie z tego sprawę. Nie idealizuj też jego – to ostatnie czego ci teraz trzeba.

To się naprawdę może udać, nie rezygnuj z miłości. Warunek jest przecież zawsze taki sam – i dla tych „wolnych i niezależnych” i dla tych, którzy mają dzieci: trzeba znaleźć właściwą osobę…


Na podstawie: ,


Macierzyństwo Związek

Na walizkach, w pogoni za szczęściem. Co skłania nas do ciągłych przeprowadzek?

Karolina Krause
Karolina Krause
20 lutego 2017
Fot. iStock/Neyya
 

W czasach, gdy znalezienie pracy w zawodzie coraz częściej wiąże się z osiedleniem na drugim końcu kraju lub wyjazdem za granicę, kolejna przeprowadzka wydaje się być czymś normalnym. Nie mówiąc już o pracodawcach, którzy oczekują dziś od nas całkowitej mobilności. Każdy z nas powinien jednak wiedzieć, że kiedyś wypadałoby się zatrzymać i zapuścić korzenie. Sęk w tym, że gro osób nie potrafi dziś tego zrobić. Amerykańska dziennikarka Melody Warnick wyznała ostatnio, że przeglądanie serwisów z nieruchomościami stało się dla dzisiejszych trzydziestolatków tym, czym metaamfetamina dla nastolatków w latach 80.– „brzydki nałóg, którego nie można porzucić”. Co więc skłania nas dziś do ciągłego „mieszkania na walizkach” i dlaczego nie potrafimy się zatrzymać?

 Między pracą a rodziną

Mając coraz większe możliwości w kwestii wyboru miejsca zamieszkania, coraz częściej też zastanawiamy się, jakie powinno ono być. Zaczynamy więc wyobrażać sobie dom naszych marzeń: najlepiej żeby znajdował się w mieście, które da nam wiele różnych możliwości  – przyjaźni ludzie, świetne szkoły (dla dziecka), szansa na dalszy rozwój (dla siebie), wyższe zarobki, a przez to wyższy standard życia (dla wszystkich). Skuszeni świetną ofertą pracy decydujemy się więc na przeprowadzkę, która jak się później okazuje, wcale nie jest tym wyśnionym ideałem.

Zamiast tego okazuje się, że tracimy godzinę w korku na to, by dojechać do pracy, a w weekendy jesteśmy już tak wypompowani, że na samą myśl o wyjeździe za miasto i spędzeniu kolejnej godziny za kółkiem już nam się odechciewa. Stopniowo też stajemy się bardziej samotni i zaczynamy tęsknić za rodziną i dobrymi przyjaciółmi. Co ostatecznie staje się kolejnym powodem do przeprowadzki, sprowadzając nas  z powrotem w rodzinne strony.

Co ciekawe, w jednym z brytyjskich badań udowodniono, że jeśli przeprowadzka sprawi, że pracownik zamieszka bliżej rodziny i przyjaciół na tyle, by widywać ich kilka razy w tygodniu, to poziom jego satysfakcji wzrośnie porównywalnie do otrzymania 85 tys. funtów rocznej podwyżki.

Może więc powinniśmy bardziej doceniać więzi, które mamy? No chyba, że w najbliższym czasie spodziewacie się właśnie takiej podwyżki. Wtedy nie mamy, o czym mówić.

Ekstrawertyk na walizkach

Zdaniem psychologów większa skłonność do przeprowadzki, zależy także od tego, jaki mamy temperament. Okazuje się, że te osoby, które mają wysoki poziom pobudzenia w układzie nerwowym (czyli tak zwane osoby wysoko reaktywne), częściej będą unikać dodatkowego stymulowania. Z kolei tych, o niższym poziomie pobudzenia, będzie ciągnęło do działań, które dostarczają dużej ilości wrażeń, takich, jak właśnie zmiana miejsca zamieszkania, poznawanie nowych ludzi, czy odkrywanie nowych zainteresowań.

Na chęć zmiany wpływa też to, czy jesteśmy intro- czy ekstrawertykami. U introwertyków częściej pojawia się lęk przed tym, co nowe, nieznane. Dlatego w przeciwieństwie do ekstrawertyków, będą unikać przeprowadzek.

Czysta karta

Wraz z przeprowadzką pojawia się także nadzieja na nowy początek – szansa na to, by zacząć wszystko od zera. Tak, jakby cała przeszłość nie miała żadnego znaczenia. I prawdopodobnie  właśnie to uczucie staje się dla nas tak pociągające.

Nowe miasto było dla mnie fascynującą pustą kartką. Przeprowadzka stanowiła rozgrzeszenie z błędów popełnionych w starym miejscu, np. rozczarowujących przyjaźni. Za każdym razem, gdy wóz do przeprowadzek ruszał z podjazdu, te utrapienia znikały, a ja zaczynałam się napawać perspektywą nowego początku.” – wspomina Melody Warnick, w swojej książce „This Is Where You Belong: The Art and Science of Loving the Place”.

Moc geografii

Wraz z uczuciem „czystej karty” pojawia się także silna wiara w „moc geografii”. Wierzymy, że nasze życie ulegnie diametralnej zmianie, gdy przeprowadzimy się do nowego miejsca. „Gdy przeprowadzę się do „Nibylandii” na pewno szybko znajdę grono oddanych przyjaciół, zacznę lepiej dbać o swój związek i zapiszę się na jogę. Będę bardziej cierpliwa dla dzieci i milsza dla męża.” Tak, jakby wszystko to miałoby zadziać się za sprawą „czarodziejskiej różdżki”, bez żadnego wysiłku, a jedynie za sprawą magicznej „mocy geografii”.

Nie trzeba tu chyba dodawać, ze takie wierzenia, spokojnie moglibyśmy wpisać między bajki o Świętym Mikołaju i Wróżce Zębuszce. Choć bardzo piękne, w dalszym ciągu – to tylko bajki.

„Pokochaj miejsce, w którym mieszkasz”

Co zatem może sprawić, że przywiążemy się do jakiegoś miejsca i raz na zawsze zdecydujemy się zapuścić korzenie? Prawdopodobnie tylko my sami. Jak tłumaczą eksperci: „przywiązywanie się do miejsca wymaga emocji i działania. To proces, w którym wyposażamy miejsca w pamięć i znaczenia”.

Po szóstej już przeprowadzce, od momentu ukończenia studiów Warnick zrozumiała, że to, czy zapuści korzenie, zależy tylko od niej. Tak rozpoczął się jej eksperyment – „Pokochaj miejsce, w którym mieszkasz”, w trakcie którego zrozumiała, że od zakochania się w dowolnym miejscu na ziemi dzieli nas zaledwie kilka kroków:

1. Znajdź swoje ścieżki

„Zakorzenienie wiąże się z tym, że zaczynamy w danym miejscu czuć się bezpiecznie, poznajemy topografię i wiemy, w którą ulicę skręcić, by dojść do szkoły swego dziecka czy kina” – potwierdza Magdalena Nowicka, psycholog z Uniwersytetu SWPS.

Przechadzanie się po naszych ulubionych miejscach sprawia, że nie tylko poznajemy nasze miasto, ale zaczynamy się z nim związywać. Szczególnie podkreślają to architekci i urbanisty, mówiąc o umiejętnym planowaniu ścieżek i parków.

2. Zdobądź prawdziwych przyjaciół

Jeśli nie jesteś w stanie mieszkać w tym samym mieście, co twoja rodzina zadbaj o to, by mieć w nim prawdziwych przyjaciół. Niestety nie da się tego zrobić od razu, często trwa to latami. Najważniejsze jest jednak to, aby od czegoś zacząć, wyciągnąć do kogoś rękę i zrobić pierwszy krok. I co najważniejsze regularnie dbać o taką znajomość.

3. Zapoznaj się z sąsiadami

Istnieją też pewne czynniki, które sprawiają, że niektóre miejsca mają po prostu „żyźniejszą” glebę do „zakorzenienia”.  A są nimi: estetyka – to, jak miasto wygląda, otwartość – to, jak jego mieszkańcy przyjmują nowo przybyłych, oraz oferta społeczna (od klubów sportowych po parki).

Nie na wszystkie z nich mamy, co prawda, wpływ. Wprowadzając się do nowego miejsca, możemy jednak zadbać o nasze bliskie kontakty z sąsiadami. Zamiast standardowego „dzień dobry” posunąć się o krok dalej i zaprosić ich na kawałek ciasta. Świadomość, że w razie czego możemy liczyć na pomoc ludzi, którzy wokół nas mieszkają, pomaga nam poczuć się w nim, jak w domu.


Źródło: 


Macierzyństwo Związek

10 schematów myślowych, które mogą prowadzić do depresji

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
20 lutego 2017
Fot. iStock/evgenyatamanenko

Każde “złe”, negatywne uczucie, które cię przepełnia, wynika z twojego negatywnego myślenia. Kiedy masz za sobą doświadczenie depresji, doskonale znasz tę huśtawkę nastrojów: w jednym momencie czujesz się mocny, silny, potrafisz spojrzeć na życie z optymizmem, za chwilę opanowuję cię fatalizm. Twoje myśli nie są już jasne, nie potrafisz odrzucić swojej subiektywnej, negatywnej perspektywy.

Byłeś w tym punkcie wiele razy, wiesz do czego to prowadzi. Wyzdrowienie to takie iluzoryczne pojęcie. Wydaje się, że skoro wyzdrowiałeś, depresja zniknęła. Ale ci, którzy z nią walczyli, wiedzą, że to nieprawda. Wyjście z depresji to nie koniec bitwy. Najtrudniejsze wciąż przed tobą:  utrzymać tę chorobę ” w bezpiecznej odległości”, tak, by nie wpływała tak bardzo na twoje życie.

Uświadommy sobie najpierw, jak wygląda typowy schemat, według którego funkcjonujemy. Pierwsza pojawia się w naszej głowie myśl. Potem, z powodu tej właśnie myśli zaczynamy się ”jakoś” czuć. Następnie zaś, w konsekwencji tego nastroju podejmujemy (lub nie) jakieś działania. Podstawą jest więc umiejętna obserwacja samego siebie, oparta na poniższych, trzech filarach:

1. Naucz się rozpoznawać swoje zmiany nastroju, ich nasilenie i czas trwania

2. Bądź świadomy konsekwencji „poddawania się” obniżonemu nastrojowi, każdej sytuacji, w której podejmujesz jakieś działanie lub z niego rezygnujesz

3. Podejmuj działania, by panować nad długością trwania tego depresyjnego nastroju

Wiedząc, że wszystko zaczyna się od jakiejś konkretnej myśli, poznaj teraz

10 schematów myślenia, które powinieneś rozpoznawać, by zapobiegać nawrotom depresji:

1. Wszystko albo nic

U podstaw zgubnego perfekcjonizmu, leży tendencja, aby oceniać siebie w kategoriach „absolutnych”: dobry/zły, zwycięzca/przegrany, inteligentnego/głupi. Takie myślenie przesłania prawdziwe wartości.

2.  Generalizowanie

Wiara w to, że skoro raz wydarzyło się coś złego, z całą pewnością za chwilę znowu spotka nas jakaś negatywna niespodzianka od losu, to prawdziwe “zaklęte (przeklęte) koło”.

3. Koncentracja na tym, co negatywne

Wyobraź sobie, że pracujesz nad jakimś projektem. Niestety, nie możesz go skończyć, bo skupiasz się ciągle na tym, co, twoim zdaniem, jest „nie tak”, a nie na tym, co jest twoim sukcesem. Teraz pomyśl, że ten projekt, to twoje życie.

4. Dyskwalifikowanie tego, co pozytywne

Bardziej destrukcyjne niż koncentracja na tym, co negatywne, jest  przekształcanie pozywtynych doświadczeń w coś złego i szkodliwego. Tak zniekształcone myślenie daje ci poczucie wiecznego niepowodzenia i sprawia, ze nie jesteś w stanie z niczym nadążyć, nad niczym panować.

5. Pochopne, negatywne wnioski

Bezpodstawnie formułujesz wnioski, nie biorąc pod uwagę zmieniających się okoliczności, doświadczenia, które nabywasz z czasem, większych możliwości. Ściągasz na siebie niepowodzenia.

6. Wyolbrzymianie i minimalizowanie

Tendencja, aby wyolbrzymiać nasze błędy i słabości, jednocześnie minimalizując nasze sukcesy i mocne strony, zwiększa poczucie życiowej porażki, sprawia, że nie jesteśmy w stanie dobrze wykorzystać naszych zdolności i umiejętności, aby rozwiązywać problemy.

7. Podejście emocjonalne

Patrzysz na swoje życie z ponurą miną, wszystko wygląda ponuro i ciemno. Gdy koła takiego „zniekształconego” myślenia zostały wprawione w ruch, najprostsze sprawy okażą się trudne. Nic nie jest możliwe.

8.  Narzucanie sobie obowiązkowych schematów

„Powinienem…” „Trzeba było…”. Uważasz, że musisz, bo tak trzeba, ale kompletnie tego nie czujesz. Zmuszasz się co czegoś, co jest wbrew tobie, a i tak nie podejmiesz żadnego działania. Masz tylko jeszcze większe wyrzuty sumienia. Ależ to frustrujące!

9. Etykietowanie

Stała etykietowanie siebie samego to skuteczny sposób na obniżenie swojego poczucia wartości. Myślisz o sobie: „przegrany, niewystarczająco mądry, nie na tyle zdolny”…?

10. Myślenie „zbyt osobiste”

Czujesz się odpowiedzialny i winny, nawet wtedy, kiedy nie masz ku temu żadnego powodu. Robisz sobie wyrzuty, mimo, że miałeś ważne przesłanki, by zrobić to, co zrobiłeś.

Prawidłowe rozpoznawanie tych negatywnych schematów myślowych jest kluczowe. Świadomość, że nasz depresyjny nastrój wynika ze skrzywionego obrazu siebie i świata, pomaga nam systematycznie przekształcać nasz sposób myślenia w bardziej racjonalny, obiektywny i bliższy prawdzie.


Na podstawie:

 


Zobacz także

10 złych nawyków, które zniszczą nawet najlepsze małżeństwo

10 złych nawyków, które zniszczą nawet najlepsze małżeństwo

Tego produktu nie powinno zabraknąć w diecie rocznego dziecka! Mamo, sprawdź, czy o nim pamiętasz

16 sygnałów ostrzegawczych, że dla niego to tylko seks, a nie poważny związek

steroid-pharm.com

купить виагру

виагра купить киев цена