Lifestyle Związek

Facet musi się wyszaleć. A ty, to zupełnie co innego. No trzymajcie mnie, bo mam nerwa

Rycząca Trzydziestka
Rycząca Trzydziestka
17 lipca 2016
Fot. iStock/KristinaJovanovic
 

Facet musi się wyszumieć – mówią. Zanim wpadnie jak śliwka w kompot w poważny związek, zanim straszna żona (czy aktualna partnerka „na stałe”) zabierze mu wolność i nałoży na niego okowy swoich wymagań i oczekiwań. Zanim spadnie na niego miażdżąca i niesprawiedliwa odpowiedzialność za rodzinę i dzieci. Facet musi dojrzeć, to jest jego święte prawo, o którym przypomni ci jego matka, babcia, a nawet czasem i jakaś inna, nawet życzliwa ci kobieta (w ramach pocieszenia). Nie wymagaj do niego od razu nie wiadomo czego. Facet to dziecko. Ty to co innego.

Weźmy na przykład taki ślub. Dla ciebie to oczywiście wymarzony dzień, przyznaj. I jeszcze ta satysfakcja, że udało ci się faceta nakłonić na całą tę  imprezę, na wizyty w urzędzie…  To trochę jak wygrać szczęśliwy los na loterii… Przecież marzysz o tym od dawna: biała sukienka, romantyczna sceneria i sesja zdjęciowa u dobrego fotografa – tyle zaprząta twoją głowę.

Za to on ma wątpliwości. A nawet jeśli do tej pory ich nie miał, znajdzie się kumpel, który rzuci beztrosko:  „No, stary, gratuluję… odwagi”. Bo od teraz wszystko będzie inaczej (kumpel to wie, dlatego jest sam). Nieważne, że od kilku lat dzielicie jedno łóżko, kilka talerzy, stolik z IKEI i rudego kota. Nie szkodzi, że się znacie jak łyse konie i razem przeżyliście niejedno. Coś, co potencjalnie niewiele zmieni w waszych relacjach, urasta nagle do rangi jakiegoś przerażającego symbolu. No ślub, to poważna sprawa. Zupełnie tak, jakbyś wcześniej była tylko „opcją przejściową”. Zostawić cię teraz dla innej, to nie problem, ale już rozwieść się z tobą – cała masa zachodu. Niech on się dobrze zastanowi. Facet musi się wyszaleć, zanim na zawsze zabierzesz mu wolność. Czy on w ogóle miał jakiś wybór?

Nie obchodzi mnie liczba twoich partnerów z tego okresu kiedy jeszcze go nie znałaś. Ale nie chwal się lepiej, jeśli było ich więcej niż dwóch. Jak to ty też musisz zrobić jakiś rekonesans? A po co? Chcesz wiedzieć, czego oczekujesz od związku? No chyba, żeby kochał? Nie wystarczy? Nie miej zbyt wielu wymagań. To mężczyzna powinien być tym bardziej doświadczonym, pamiętaj. W seksie przede wszystkim. A, mądrzejszy też powinien być.

Jak to się wahasz? Uciekająca panna młoda? Dobre na filmie, żeby się pośmiać. Nie żartuj, to chyba tylko taka kokieteria. Rozmyśliłaś się? Boisz się? Nie sprawisz chyba zawodu całej rodzinie. Przymykali oko na waszą „kocią łapę”, nie rób im tego. Jemu też tego nie rób, jak on się poczuje? To takie niemęskie zostać porzuconym w dniu ślubu. Koledzy nie dadzą mu żyć.

Dziecko? Jesteś na nie gotowa odkąd zaczęłaś miesiączkować, prawda? Ale on potrzebuje czasu, żeby zaakceptować tę sytuację. Każda kobieta chce być matką. To taka naturalna kolej rzeczy. Ojcem zostaje się z czasem. Nie wolno na niego naciskać. On to musi zaakceptować, przetrawić w sobie. Musi to poczuć. Mężczyźni są tacy delikatni w tej kwestii. Daj mu czas, w końcu się z tym oswoi. A wtedy pamiętaj – każdy przejaw zainteresowania twoim samopoczuciem w ciąży, a potem twoim dzieckiem nagradzaj niekłamanym zachwytem. Jeśli nie umiesz, zaproś teściową. Ona ma praktykę.

Jak to sam tego chciał? Przecież to ty zaszłaś w tę ciążę, mogłaś tego nie robić. A poza tym, może i chciał, ale zdecydował, że emocje go przerosły. Nie, on nie odszedł, on wyjechał, żeby odnaleźć siebie, dowiedzieć się czego naprawdę w życiu chce. Wróci. Nie martw się.

Wiem, mamy XXI wiek i pewnie większości z was w głowie się nie mieści taki ogrom krzywdzących stereotypów. A jednak świat nie jest idealny. Spora grupa młodych kobiet myśli może jedynie odrobinę inaczej niż ich prababcie. Wiele dziewczynek nadal wychowuje się w przekonaniu, że ślub to szczyt ich marzeń, a mężczyźnie należy „stworzyć dom” (tak- jemu a nie – z nim). A wszystko zaczyna się od banałów. Facet to dziecko – mówisz i usprawiedliwiasz wszystkie głupawe i ryzykowne zagrywki. Faceci dojrzewają później – oznajmiasz całemu światu i decydujesz się związać z nim na stałe. Czekasz, lata mijają, ale jego dojrzałość nie nadchodzi. W ten właśnie sposób stereotypowe pojmowanie różnic między obiema płciami przeszkadza ci zrozumieć, jak powinien wyglądać partnerski, dobry związek. Ba, nawet przeszkadza ci dobrze wybrać życiowego partnera.  Tak lekceważąca osobiste potrzeby i pragnienia postawa odbiera ci szansę na szczęście w miłości. Nie ryzykuj, wybieraj dojrzale.


Lifestyle Związek

Posłuszne dziewczynki idą tam, gdzie chcesz. Pomóż im odnaleźć siebie

Rycząca Trzydziestka
Rycząca Trzydziestka
19 lipca 2016
Fot. iStock/misfire_asia
 

Opowiem ci dziś trochę o sobie. I jeszcze o tysiącach takich jak ja, którym w dzieciństwie nakazano, a w dorosłości nikt nie powiedział, że już nie trzeba, być posłuszną. Posłuszną, to znaczy przyjmować ślepo i bez dyskusji do wiadomości co do ciebie należy, co ci czuć wolno, a czego nie powinnaś. I jeszcze, żeby nie odzywać się niepytana, bo tobie nie wypada.

Mam lat trzydzieści, czterdzieści albo i sześćdziesiąt. Dawno dorosłam, choć w moim życiu nie zmieniło się wiele. Dużo się uśmiecham, jeszcze częściej śmieje się na głos. Problemy? Ja nie mam problemów. U mnie wszystko jest dobrze. Musi być dobrze. Ja zawsze byłam posłuszną dziewczynką.

Takie posłuszne dziewczynki jak ja, w dorosłym życiu

Zazdroszczą innym, nieposłusznym

Ale nigdy nie pokazują tego wprost. Wystarczy jeden, niepozorny komentarz, jedna cienka szpileczka, która skutecznie przekłuje cały balon cudzego szczęścia. Bo skoro ja nie miałam tej wolności, to dlaczego ona ma ją mieć? Dlaczego ty masz cieszyć się swoim życiem bez kompleksów? Ciągle dobrze wiem, czego mi nie wolno. Nie wolno mi wychodzić przed szereg, więc drażnią mnie kobiety, które otwarcie i ze swobodą wyrażają swoje zdanie, choćby było kontrowersyjne lub odmienne niż opinia pozostałych.

Nie wolno mi postawić siebie na pierwszym miejscu, więc nie lubię tych, które potrafią o siebie zawalczyć. Rzadko kiedy stanę po ich stronie. Nie wolno mi nie być odpowiedzialną, więc nie mogę patrzeć na ciebie, kiedy tak beztrosko wychodzisz z domu, zostawiając go na cały wieczór. Ty pewnie nawet nie masz wyrzutów sumienia z powodu pustej lodówki. Dla mnie to nie do pomyślenia. Nie umiem zrzucić z siebie tej odpowiedzialności za innych. Nie umiem też żyć bez niej. Zazdroszczę ci wolności, bo moja jest tylko pozorna.

Nie bój się, nie okażę ci nienawiści, ani złości. Moja niechęć do ciebie pozostanie gdzieś wewnątrz mnie, od czasu do czasu wymykając się tylko jakimś słowem, spojrzeniem, jakimś niegroźnym działaniem przeciw tobie. Jeśli jesteś nieuważna, nawet się nie zorientujesz.

Prędzej skłamią, że są szczęśliwe niż przyznają, że mają dość

Nie, nie powiem, że jest mi smutno albo źle. Ja nie mam prawa czuć się nieszczęśliwa, bo nie mam prawa chcieć więcej niż to, co mam. A jest tego tak wiele: rodzina, praca, dom. Ja czuję, że powinnam być z tego życia zadowolona. Co innego moje słabości. Mam ich mnóstwo. Jestem zdecydowanie niedoskonała. Zazdroszczę ci twojej pewności siebie. A przynamniej tego, że dobrze ci ze sobą. Jako dziewczynka nie umiałam skupić się na sobie uważnie, zrozumieć w czym leży moja siła. Nagradzano mnie za posłuszeństwo, nie za moje osiągnięcia. A osiągałam to, czego ode mnie wymagano, na więcej nie miałam już siły. Cieszyłam się, gdy się udawało, bo okazywałam się godna pochwały. Smuciłam, gdy zawodziłam. Nie sięgałam po marzenia inne, niż te, na które mi pozwolono. Przeraża mnie myśl, że szczęście może dać mi coś innego niż życie zgodne z oczekiwaniami innych.

Chcą by ich córki były także posłusznymi dziewczynkami  

Moja mama wychowywała mnie twardą ręką. – Dzieci i ryby głosu nie mają – mówiła. I tak właśnie było. W domu najpóźniej o 20-tej, żadnego nocowania u koleżanek, żadnego spotykania się z chłopakami. Dopóki mieszkasz w moim domu, mieszkasz tu na moich zasadach. Ubierasz się tak, jak ci na to pozwalam, twój czas wolny jest czasem nad którym to ja mam kontrolę. Takiego życia dla mojej córki chcę i nie chcę. Wydaje mi się, że to jedyna bezpieczna droga. Ale prawda jest taka, że innej po prostu nie znam. Ona nie jest mną. Buntuje się, wymyka, chce iść swoją drogą. Boję się tego i podziwiam ją jednocześnie. Zazdroszczę jej tej odwagi i znowu staje się złą matką. Tak, w głębi serca wiem, że to jest złe.  Narzucam jej posłuszeństwo i tłamszę jej prawdziwą naturę. Widzę w niej siebie i jest mi smutno. Chciałabym być inna. Dla niej.

Posłuszne dziewczynki idą tam, gdzie chcesz, bo nie nauczyły się sprzeciwiać. Może zrobić im krzywdę, możesz pokazać im że mają wybór, ale nie spodziewaj się, że od razu wybiorą dobrze. Wiążą się z silnymi mężczyznami, którzy mówią im co mają robić. Oni sterują ich losem i decyzjami jak rodzice w dzieciństwie. Posłuszne dziewczynki za wszelką cenę chcą twojej akceptacji. Pomóż im odnaleźć siebie.


Lifestyle Związek

Nie bądź taka piękna… jak już trzeba wybierać, to o wiele lepiej być całkiem przeciętną i mądrą

Rycząca Trzydziestka
Rycząca Trzydziestka
14 lipca 2016
Fot. iStock/wundervisuals

Zawsze uważałam, że jak już trzeba wybierać, to o wiele lepiej być całkiem przeciętną i mądrą, niż mądrą i piękną, że o kombinacji głupota powalająca uroda nie wspomnę. Znam wiele pięknych, nieszczęśliwych i niepewnych siebie kobiet, za to ani jednej brzydkiej i tak dalece niezadowolonej ze swego wyglądu i zakompleksionej jednocześnie – co ostatecznie przekonało mnie, że brzydota i przeciętność są lepsze dla zdrowia, po prostu.

Weźmy taką Kaśkę, panią stomatolog, z gabinetu w trzeciej klatce. Nogi do podłogi, rzęsy niebotycznie długie (i właśnie, że własne), piękne usta i włosy w kolorze orzecha. Widzieliście kiedyś jak takie orzechowe włosy lśnią w blasku słońca? Pacjenci (nie pacjentki) do doktor Kasi walą drzwiami i oknami. Nawet na rwanie. Co trzeci z obstawą: żona, dziewczyna, zaniepokojony facet… Bo ona jest po prostu podejrzanie piękna! I cholernie samotna. Z grona przyjaciółek, została jej jedna, jedyna (przeciętna), która nie przestraszyła się tej urody i nie popadła w paranoję utraty narzeczonego na rzecz Orzechowych Włosów.

Przyjaciółek od serca i znajomych od piątkowego wyjścia na kawę było więcej, na studiach. Odchodziły systematycznie bezlitośnie banując Kasię towarzysko, kiedy tylko związały się z kimś „na stałe”. Przyczyna? Oczywista. Zalewało je z zazdrości i ciemno się w głowie robiło od podejrzeń. Bo przecież Kaśka sama jest i taka ładna, to na pewno tego faceta, w pocie czoła zdobytego zaraz ukradnie. A nawet jak nie ukradnie, to co ona się tak uśmiecha do niego? I niech lepiej do niego nie mówi, bo wyjdzie na jaw, że ma coś do powiedzenia. Piękna, mądra, z nietuzinkowymi zainteresowaniami (rugby)? Nieszczęście gotowe.

A pani Iwonka z warzywniaka? Mąż ją najpierw wystawił „na kasie”, bo mu dzienne obroty zwiększyła trzykrotnie. Kiedy biuściasta, jasnowłosa i zielonooka pani Iwonka obsługiwała, panowie ustawiali się w kolejce po ziemniaki i pieczarki, a panie – z ciekawości, ale i sympatii – po włoszczyznę i szparagi. Pani Iwonka w zieleninie to był widok przyjemny dla oka. Ale przebrała się miarka, kiedy jeden klient zaczął po malinowe przychodzić nie raz, a kilka razy dziennie (czas wolny mu pozwalał, bo facet był od niepamiętnych czasów niepracujący). Zjawiła się w końcu małżonka delikwenta i oznajmiła mężowi Iwonki, że tak nie może być, że obsługa sklepu powinna wyglądać jak normalny człowiek, a nie Marylin Monroe dla ubogich, bo to tylko odwraca uwagę i  prowokuje u Bogu ducha winnych mężczyzn chęć jakiegoś romansu. Panią Iwonkę przerzucono do pracy biurowej przy zamówieniach, czym – jestem pewna znając jej miłość do warzyw, owoców i ludzi w ogóle – pogrzebano na amen radość z pracy i pasję do tego, niełatwego zawodu.

urodziwi to maja trudniej

Teraz w warzywniaku wita nas rozkojarzonym, bezzębnym uśmiechem pan Wiesio, teść Iwonki. Kasę liczyć umie, ale pomidorów już tak nie wybierze, kalafiorowi liści to nawet nie oberwie i nie zapyta współczująco: Czy małej już katar przeszedł?. Mała, czy pies, czy sąsiad z góry – wszystko mu jedno.

Albo nawet ten Krystian, jedyny facet w mojej grupie na studiach i jeden z siedmiu na roku. No fakt, przystojny był: wysoki, kędzierzawy, patrzył niebieskim, rozmarzonym wzrokiem. Typ – „wyzwanie dla cierpliwych”, bez dwóch zdań. Ale co on miał za życie na tym babskim (filologia) wydziale. Egzaminy ustne Krystiana trwały godzinę, półtorej, podczas gdy my – dziewczyny otrzymywałyśmy na odpowiedź maksymalnie 15 minut. No i Krystian do egzaminu musiał być przygotowany. W przeciwnym wypadku pani profesor od fonetyki zapraszała go na poprawkowy do swojego gabinetu, na małe tête-à-tête. Inne wykładowczynie ewentualne braki w wiedzy Krystiana traktowały z pobłażliwym uśmiechem, stawiając w indeksie naciąganą do granic możliwości czwórkę z minusem.  Inaczej reagowali panowie. Wykładowy wysłuchując z bólem serca nieskładnego bełkotu, wzdychali głęboko („no trudno nie możesz pan mieć wszystkiego”) i kreślili niewyraźną trójkę.

My, koleżanki nie byłyśmy lepsze. Krystiana wystawiałyśmy bezwzględnie na pierwszą linię negocjacji w sprawie przełożenia kolokwium, skrócenia zajęć, zmiany tematu, na taki, który da się w całości przegadać. Urok osobisty i to niebieskie spojrzenie działały niezawodnie.

Urodziwi to mają zdecydowanie trudniej. Więcej się od nich wymaga, częściej odsuwa się ich na dystans. Nie wierzcie w bajki. Kochajcie swoją przeciętność.


steroids jacksonville

oral steroids san antonio

http://220km.net