Lifestyle Związek

Drogi mężu, nie jestem tą samą dziewczyną, w której się zakochałeś. Czy mimo to, możemy być razem?

Listy do redakcji
Listy do redakcji
22 lipca 2017
Fot. iStock/PeteWill
 

Dziesięć lat temu byłam… zabawną dziewczyną. Radosną, uśmiechniętą od ucha do ucha, z masą pomysłów na „za chwilę” i na całe życie też. Trochę szaloną. Z pewnością nie tak poukładaną jak ty. Ale kochałeś mnie taką, szalałeś za tym uśmiechem, za moją spontanicznością. Tylko ja umiałam cię tak rozbawić, tylko ty umiałeś mnie tak uspokoić. Dziś ta miłość nie przychodzi ci już tak łatwo. Dziś mówisz, że się zmieniłam. Bo więcej płaczę niż się śmieję.

Dziesięć lat temu ty byłeś przystojnym okularnikiem, bez brzuszka i zakoli. Nie musiałam pozwalać sobie na tę złośliwość, ale… zbyt wiele we mnie goryczy.

Poznaliśmy się u mojej znajomej. Ja – dusza towarzystwa, opowiadałam jakieś zabawne, na pół zmyślone, historie. Zawsze miałam bujną wyobraźnię. Studiowałam wtedy historię sztuki i mieszkałam z trójką przyjaciół w wynajętym M. Od razu zwróciłam na ciebie uwagę, ale obserwowałeś mnie tylko z lekkim uśmiechem, z drugiego kąta pokoju. „Mała świruska –  tak o mnie pomyślałeś – ale fajna”. Nie podszedłeś tego wieczora (chociaż na to czekałam), dopiero tydzień później zaskoczyłeś mnie telefonem. Jasne, że cię zapamiętałam, choć udawałam, że nie wiem kto mówi. Zaiskrzyło. Bardzo.

Ty – spokojny, rozsądny, z trzeźwym spojrzeniem na rzeczywistość. Ja – rozgadana, nieprzewidywalna, niegroźna wariatka. Oboje ciekawi świata i ludzi, choć każde z nas, na swój sposób. Przeciwieństwa się przyciągają – mówili nasi znajomi. I w naszym wypadku to się wspaniale sprawdziło. Byliśmy chyba dla siebie stworzeni.

Cudowne minęło nam te kilka pierwszych, wspólnych lat. Złote dzieciaki. Ja byłam naszym „silniczkiem”, nadawałam tempo temu związkowi. Tobie przypadła rola „głosu rozsądku”. Ale umiałeś, zawsze umiałeś okazywać mi uczucie. Może nie spontanicznie, i nie przy wszystkich (mówiłeś, że cię to krępuje), ale kiedy byliśmy sami, czułam, wiedziałam, że kochasz.

Oświadczyny to chyba największe szaleństwo w twoim życiu: chciałeś mi zaimponować, mimo lęku wysokości, wspiąłeś się po balkonie na piętro budynku, w którym pracowałam. „Wariat” – myślałam z czułością. Ale pozytywny. Nasi rodzice pomogli nam z kupnem mieszkania, szybko znaleźliśmy nasze miejsce na Ziemi. Byliśmy tam po prostu szczęśliwi i żyliśmy razem, bez większych zmartwień. W weekend potrafiliśmy wstać wcześnie rano, a po południu być już nad morzem, kilkaset kilometrów od domu. Trwaliśmy tak – bezpiecznie, wygodnie. Pewnie. Beztrosko.

I wtedy zaszłam w ciążę. Nie planowaliśmy tego. Pamiętasz, jak siedzieliśmy z tym testem ciążowym, naprzeciwko siebie, bez słowa, dobre pół godziny?

Nasi rodzice ucieszyli się, że wreszcie się ustatkujemy, przestaniemy „szaleć” i bez sensu wydawać pieniądze (ja). A Ty? Twoje usta mówiły mi co innego, niż twoje ciało. Prawdziwe uczucia zostały dla mnie zagadką. Wiem jednak, że długo oswajałeś się z myślą, że zostaniesz ojcem. Ale i ja długo przyzwyczajałam się do myśli, że będę matką. W końcu jednak pomalowaliśmy twój gabinet w kolorowe kropki i wstawiliśmy tam dziecięce łóżeczko. Potraktowaliśmy to jako następną przygodę. Nasi znajomi mieli dzieci, ale ich tempo życia się nie zmieniło, odkąd się pojawiły. Z nami z pewnością też tak będzie. „Jakoś” będzie. To nie może być przecież aż tak ogromna zmiana.

Pierwsze tygodnie z dzieckiem w domy z pewnością tą przygodą były. Ale potem przyszło nieoczekiwane.

Moja depresja, mój smutek, moje zmęczenie, moje wieczne „humory”. Twoja bezsilność, zaskoczenie. Moje poczucie beznadziei, nieradzenia sobie kompletnie z niczym. Ściana. Płacz. Nie, ja nie płakałam. Wyłam. Wyłam, żebyś zabrał ode mnie TO DZIECKO. Że mam dość. Że cię nienawidzę. Byłeś przerażony. Oboje byliśmy. Poszliśmy do lekarza, zaczęłam brać małe, białe pigułki „na szczęście”. Ale poczułam się jeszcze gorzej. Długo walczyłam, zanim znalazłam te właściwie. A w międzyczasie…

Zacząłeś mnie unikać, a ja potrzebowałam Twojej obecności. Nie poradziłeś sobie z tą „zepsutą” mną. Skoncentrowałeś się na naszym dziecku, bojąc się, może i słusznie, że stanie się ofiarą mojej depresji. Karmiłeś, przewijałeś, wychodziłeś na spacery, dałeś bliskość, której ja nie byłam wtedy w stanie wykrzesać.

Miłość do syna przyszła do mnie z czasem, po kilku, najtrudniejszych miesiącach mojego i naszego wspólnego, życia. Leki zaczęły pomagać, życie stało się lepsze, bardziej znośne. Ale – zmieniłam się. I ty również zmieniłeś swój stosunek do mnie.

Ja – matka, nie byłam już tą zabawną dziewczyną, której można było wybaczyć, że nie wyłączyła światła wychodząc z domu na pół dnia. Nie byłam już nawet ukochaną żoną, która nie odkurzyła okruszków z podogi, bo miała ważniejsze rzeczy do roboty. „Czepiałeś się” (w moim odczuciu) wszystkiego. Przedtem twoje uwagi przyjmowałam lekko. Teraz czułam się po nich kompletnie beznadziejna, zła najgorsza. Płakałam.

Tak mniej więcej minęły nam dwa lata. Wróciłam do pracy. Nadal korzystam z pomocy psychologa. A ty marzysz o drugim dziecku. Bo odnalazłeś się w ojcostwie i jesteś w tym naprawdę świetny. Bo to ci daje radość i szczęście. Ja dziś szczęścia nie odczuwam.

Powiedziałeś mi wczoraj w kłótni: ożeniłem się z kimś zupełnie innym. Ale przecież, nie stałam się taka z dnia na dzień. Nie posmutniałam nagle, między popołudniową kawą z ciastkiem, a wieczornym filmem, obejrzanym na kanapie, u Twojego boku. Staczałam się w ten smutek przez kilka tygodni, a potem trwałam w nim miesiącami, a nawet dłużej.

Nie chcę mieć kolejnego dziecka, choć wiem, że ty go pragniesz. Ja chcę odzyskać siebie. Tak, wciąż cię kocham (i kocham naszego syna). Wciąż chcę wspólnego domu. Nie wiem, czy jeszcze kiedyś będę tą samą uśmiechniętą dziewczyną, w której się zakochałeś dziesięć lat temu. Ale bez ciebie, bez twojego wsparcia nie mam ochoty by znów nią być.


Lifestyle Związek

Jak wybieramy w miłości? On – „trochę ładniejszy od diabła”, ona – młoda, ładna, jak z okładki cz.1

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
23 lipca 2017
Na Walentynki - cytaty o miłości i sentencje
Fot. iStock / openeyed11
 

Jak wybieramy partnera na życie, co urzeka nas w kochankach i co wpływa na nas najmocniej w miłości? Choć każdy szuka swojej drugiej połówki trochę inaczej, okazuje się, że kierują nami pewne wspólne preferencje. Jest jednak coś, co nas w tych wyborach dzieli. Płeć. Zarówno kobiety, jak i mężczyźni mają pewną wspólną pulę kryteriów do odhaczenia na liście wymarzonego partnera. Czym się różnimy?

Jak wybierają kobiety, a jak mężczyźni? Przeczytajcie.

Jak wybierają kobiety?

Według naukowców, preferencje kobiet podczas wyboru życiowego partnera, powielają kilka stereotypów.

Uroda

Wygląd zewnętrzny nie jest decydującym czynnikiem. Atrakcyjność mężczyzny okazuje się miłym dodatkiem do ważniejszych zalet. Jak mówi stare przysłowie, wystarczy, żeby był „trochę ładniejszy od diabła” – pod warunkiem, że ma coś więcej do zaoferowania. „Inne zalety”, to przede wszystkim gwarantowanie bezpieczeństwa partnerce i potomstwu. Kiedyś – fizycznego, dziś – przede wszystkim ekonomicznego. Partner na całe życie powinien zapewnić swojej rodzinie ochronę.

Jeśli porzucimy stereotypy i skupimy się na obserwacji współczesnych oczekiwań wobec związku, łatwo zobaczymy, że nawet odrzucając aspekt finansowy, wciąż oczekujemy od partnera bezpieczeństwa. Bezpieczeństwa w emocjonalnym funkcjonowaniu w tworzonym związku, stabilności i pewności.

Uroda staje się istotna dopiero wtedy, kiedy pozostałe warunki są spełnione. Ważne jest również środowisko, w którym żyjemy. W naszej, „zachodniej” kulturze, czynnik finansowy ma dużo mniejsze znaczenie, niż w kulturach, w których kobieta nie może liczyć na „równouprawnienie”. To wpływa bezpośrednio na drugie kryterium wyboru.

Wiek

Pewnie postawicie na model: starszy on – młodsza ona. Jest to bezpośrednio związane z możliwościami zapewnienia bezpieczeństwa rodzinie. Wiek działa tu na korzyść mężczyzny – straszy samiec, ma więcej czasu na zapewnienie sobie odpowiedniej pozycji (materialnej lub społecznej). Tu znów wiele zależy od kultury, w której żyjemy – w tych opierających się na tzw. tradycyjnym modelu rodziny, będzie to bardzo ważna cecha. W kulturze nowoczesnej, wiek nie ma już tak wielkiego znaczenia. Co ciekawe, status partnera (a co za tym idzie, również jego wiek) mają wpływ na wierność. Im bardziej pod tym względem cenny jest partner, tym bardziej warty zachodu i wierności.

Zapach

To bardzo ciekawa cecha, na którą uwagę zwracają przede wszystkim kobiety. Według antropologów, zapach odgrywa tu dość „pierwotną” rolę. Dzięki niemu kobiety mają się orientować, jak bardzo atrakcyjny jest mężczyzna pod względem genetycznym – chodzi o odmienność ich bagażu genetycznego, w trosce o przyszłe potomstwo.

Zmysł ten może nie działać w ciąży, wtedy kiedy z punktu widzenia reprodukcyjnego ie jest już potrzebny. Zaobserwowano, że w czasie ciąży górę w zapachowych preferencjach biorą podobieństwa.

Fot. iStock / Awispa

Fot. iStock / Awispa

Męskość

Definicja męskości jest bardzo plastyczna, w każdej kulturze będzie wyglądała nieco inaczej. Kiedyś opierała się na czysto fizycznej sile, później na statusie majątkowym i społeczny. Współcześnie najtrudniej odpowiedzieć na to pytanie, bo jest ono bardzo niejednoznaczne. Można jednak śmiało powiedzieć, że dziś najbardziej szkodzi mężczyźnie utrata męskości. Bez względu na to, co dla danej kobiety ona oznacza, niekompetencja w męskości zawsze działa na niekorzyść mężczyzny. Utarta pracy, pieniędzy, zdrowia. Na pierwotną męskość wpływa ujemnie również stres – wzrost kortyzolu powoduje bowiem obniżenie potencji.

Fot. iStock / openeyed11

Fot. iStock / openeyed11

Jak wybieramy kochanka?

Okazuje się, że w zdradzie również mamy swoje preferencje uzależnione od płci. Według dr Bogusława Pawłowskiego z Zakładu Antropologii PAN, działają tutaj dwa mechanizmy.

Kobiety na kochanka lubią wybierać mężczyzn skrajnie odmienny od ich życiowego partnera, mężczyźni zaś wybierają kochanki podobne do swoich żon.

Podczas wyboru mężczyzny na życie, kobiety są bardzo skrupulatne w podejmowaniu racjonalnej decyzji. Ale gdy w grę wchodzi przelotny romans, to zupełnie inna bajka. Potwierdza się stereotyp o bad boyach, dla których panie tracą głowę. Jednak podczas wyboru kochanka poprzeczka również jest ustawiona wysoko –  Pan Na Chwilę musi zapewnić kobiecie coś, czego nie dostaje od swojego życiowego partnera. Kochankowie, zazwyczaj muszą być w czymś lepsi od mężów – powinni być bardziej inteligentni, bardziej atrakcji, bądź zamożni.

Jak wybierają mężczyźni? O tym następnym razem 😉 .

Przeczytaj część drugą: Jak wybierają mężczyźni?


Na postawie: Poradnik psychologiczny „Lepsze życie. Jak być dobrą parą”, GW.


Lifestyle Związek

Ona kochać nie chciała, on chciał kochać za bardzo. Oboje po to, by nie czuć już strachu, niepewności i upokorzenia

Gościnnie w Sessionbordercontroller.info
Gościnnie w Sessionbordercontroller.info
22 lipca 2017
Fot. iStock / Grandfailure

Poznali się przypadkiem. Głupi żart przez telefon. Jego ładny głos, jej wesoły śmiech. Rozbawił ją, a przed chwilą płakała.

Lubiła z nim rozmawiać. Najpierw były słowa pisane. O pracy, pogodzie, rodzinie, życiu. Standard. Potem poznawali swoje głosy.

Od radości po smutek, złość i strach. Wielka miłość? Nie, nie w tym scenariuszu. Bo tylko jednostronna. Ona go fascynowała. Była daleko, taka nieosiągalna, nie widział jej na żywo. A tych kilka zdjęć nie oddaje rzeczywistości. Mimo to fala uczuć go zalała.

Jej nie. Już raz się w jednej topiła. Oddała duszę i ciało komuś, kto był i zniknął.

Miał kochać, choć trudna to była miłość. I być. Był, ale gdzieś indziej. Niby tak blisko, a naprawdę tak daleko. Na wyciągnięcie ręki i sto lat świetlnych od niej. Dlatego założyła kapok. Związała w talii osy najciaśniej jak mogła, by nie czuć nic, a jednocześnie być bezpieczną na wypadek kolejnej fali. A ta nadeszła niespodziewanie. W jego postaci. Dalekiego głosu.

Nie umiała kochać?

Umiała. Tyle osób przecież kochała, tych najbliższych. I przyjaciółkę z sąsiedniej ulicy, która znała jej wszystkie sekrety. Dziecko, najważniejszą istotę w jej życiu, nadającą  wszystkiemu sens. I tego, przez którego nałożyła kapok, też kiedyś kochała. Ale teraz ciasny kapok nie pozwalał się poruszyć, a ona sama nie umiała go zdjąć. A może i nie chciała?

A czy on, ten z ładnym głosem, umiał kochać?

Tak, choć początkowo myślała, że to na wyrost, że może udaje albo że tylko się chwilowo zadurzył. Ale fala była nadal i nie opadała. A powinna. Bo on nie powinien był umieć kochać. Bo od dziecka nie znał miłości. Znał całą feerię emocji i uczuć – strach, poniżenie, upokorzenie, złość, bezradność. Ta ciągła niepewność. Czy ojciec przyjdzie po kieliszku, czy będzie najpierw wyzywał mamę czy go uderzy, tak dla zasady, żeby od razu nie fikał.
Pamięta przerażenie mamy, która chodziła, jak w zegarku byleby tylko ojca nie rozjuszyć. Herbata w szklance z metalowym, nakładanym uchwytem. Posłodzona dwiema łyżeczkami. Kawa w kubku, tym dużym wyszczerbionym odrobinę. Gorzka. Nigdy na odwrót.

Gazeta naszykowana. Nie daj Boże, jakby w kiosku zabrakło. Nowakowa nie raz widziała jego podbite oko, toteż już zawczasu zostawiała jedną specjalnie dla nich, co by chłopak znowu manta nie dostał.
A manto mogło być za wszystko. Za zbyt wolno jedzony żurek na przykład. Ojciec go uwielbiał, więc mama gotowała go zawsze we wtorek. On  nie lubił żurku. Tak bardzo nie znosił. A jeść musiał, bo z obiadem czekali na ojca aż wróci z pracy. Mama nalewała mu jak najmniej, ale ojciec kazał dolewać, co by chłopak duży urósł.

Ojciec w wojsku był. Drylu syna uczył. Pasem, kablem, otwartą dłonią lub pięścią. Za niedokładnie ułożone ubrania w szafie.

Za chęć pomocy mamie, gdy zmęczona niosła wodę w misce, by pomyć podłogi. Kobita przecie jest od sprzątania, ty mi synu lepiej po fajki leć. Leciał w trymiga. A jak wracał, spocony cały, bo nie chciał mamy samej z nim zostawiać, to zastawał mamę zapłakaną. Znów mi synek krew w nosa poszła. Nie martw się, zmęczona jestem, to od tego. On widział jednak siniaka na twarzy mamy, ale udawał, że wierzy.

Grali w tą grę i grają nadal. Bo tak lepiej, łatwiej. Nie raz miał dłonie zaciśnięte w pięści. Jeden ruch. Oddałby. Może ojciec by spokorniał. Przecież szans już nie miał. Kurczył się, chorował, a syn wielki jak dąb. Od żurku.

Kochał mamę. Miłością opiekuńczą. Ojca, sam nie wiedział. Tyle razy chciał zareagować, zrobić coś, ale zastygał. Jak wtedy, gdy miał te kilka lat. Synuś cichutko, mówiła szeptem mama. Co by ludzie powiedzieli, ojca z pracy by wyrzucili. Co ja bym do garnka wrzuciła. Rodzina by się mnie wyrzekła, jakbym ojca zostawiła.

No więc on ją pokochał. Samoukiem był w tej miłości, bo nauczyć się jej nie miał skąd.

Ona jego nie. A kochać umiała. W domu, tak przeciętnym idealnie nie było, ale czuła miłość rodziców. Matki wręcz nadopiekuńczej. Ojca trochę wycofanego, który miłość pokazywał, ale nie wyznawał. Kochała ich. Szczególnie gdy dorosła. Nie było wątpliwości.

Kochała dziecko swoje. Nad życie. Gdyby trzeba mu było oddać serce, nie zawahałaby się ani chwili. Ono było darem, ślicznym, mądrym. Dziecko czuło tą miłość. Było szczęśliwe.

Jego, tego od kapoka, też kochała. Kiedyś. Najmocniej. Mieli razem zdobywać świat. Było tak pięknie, ale on wolał kogoś bardziej. To tak bardzo bolało. Założyła więc ten kapok. Jakby mogła to by się nim dwa razy owinęła. Nie czuć nic. Tak będzie najlepiej. Zastygnąć i wyłączyć tę aplikację, miłością zwaną, by energii nie pożerała. Po co ryzykować. Nie chciała kochać, by nie czuć już strachu, niepewności, upokorzenia.

On natomiast chciał kochać, by nie czuć już strachu, niepewności, upokorzenia. By dać to, czego nie dostał. Podarował jej. Ale ona w kapoku nic czuje. Nie wie, czy go zdejmie. Zrobił się wygodny. Tak łatwo się w nim dryfuje przez życie.


 

Autorka:Poli-Ann


Zobacz także

domy

Dom nad łąkami? Szum wody, zieleń traw i świeże powietrze mogą się stać częścią twojej oazy spokoju

4 tygodnie zmian - krok po kroku

Jak zmienić swoje życie na lepsze w ciągu zaledwie jednego miesiąca? 4 tygodnie zmian – krok po kroku

Być z kimś, już teraz, za wszelką cenę, byle tylko nie czuć samotności. W sidłach desperacji