Lifestyle Związek

„Dlaczego to tu, k…, leży?!”. Z życia żony pana Korpo

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
14 kwietnia 2016
Fot. iStock / KatarzynaBialasiewicz
 

„Co ty, k…, robisz?”, czyli jak pracoholik wyładowuje się na rodzinie.

Jak to jest być żoną pracoholika? Nie, raczej jak to jest być żoną mężczyzny z korpo, człowieka uwikłanego, który nienawidzi swojej pracy, a jednocześnie wie, że dzięki tej pracy utrzymuje dom i rodzinę? Sama jestem uwiązana. Bo dzięki Piotrkowi mamy choćby pełną opiekę medyczną. Przy trójce dzieci to gwarancja bezpieczeństwa i spokoju. Doceniam, że od ósmej rano nie muszę wydzwaniać po numerek, że nie stoję w dusznej poczekalni dzieckiem słaniającym się z gorączką, a o takich sytuacjach opowiadają mi koleżanki, też matki.

Pracuje w dużej międzynarodowej, bardzo znanej firmie. Jest dyrektorem regionalnym, ma pod sobą 200, może 300 osób. Nie wiem do końca, bo nigdy o pracy nie rozmawiamy. Prawie nigdy. Czy wiesz, że nikogo stamtąd nie znam. Kojarzę twarze, widzimy się raz w roku. W „family day”. Wtedy jest wata cukrowa, wesołe miasteczko, koncerty i basen. Jaś, nasz syn, śmieje się – o tata pracuje w parku rozrywki. 

Tata tak naprawdę pracuje raczej w piekle. Piekle w stylu luks, bo nikt go nie wyzywa, nie obraża, nie terroryzuje. Wszystko dzieje się w białych rękawiczkach. My ci dajemy dużo, Ty nam dajesz wszystko oprócz sobót, które masz dla rodziny. Ale niedzielę popołudnie już ci popsujemy, popsujemy ci też urlop jeśli zajdzie taka potrzeba. Rok temu odwołaliśmy wyjazd do Nowej Zelandii. Ileś lat o tym marzyłam, dzieci też o tym marzyły. Ale w firmie był kryzys, szef krzywo się uśmiechnął i Piotrek bez słowa zwrócił bilety.

– Taką, k…, mam pracę – rzekł.

– No taką masz, k… pracę – odrzekłam.

Piotrek jest miły dla nas, dla rodziny, tylko w soboty i w niedzielę rano. W piątek łagodzi stres butelką czerwonego wina albo kilkoma drinkami, w sobotę chwilę dochodzi do siebie, potem zapewnia nam fajny dzień. Spacer, wspólne gotowanie, śmiech, kino. Jest facetem, w którym się zakochałam – pełnym energii, radosnym. Jest seks i jest normalność.

W niedzielę popołudniu, nazywam to nawet „syndromem niedzieli” dostaje wk*rwu. „Jak ty siedzisz?!” (do syna), „Nie garb się” (do córki) „Gdzie jest, przekleństwo, moja koszula. Jest tak napięty, że napięty staje się dom, my wszyscy.  Nie takie spojrzenie, mina, źle ułożony ręcznik. Złość, złość, złość. A my chowamy się po kątach. Dr Jekyll i Mr Hyde.

Nie, nie robię awantur. Bo to nie jest przemoc. Tak, próbuję go przytulić, ale on się spina, parska, zaszywa się z telefonem i komputerem, bo już planuje strategie na poniedziałek.

Czasem myślę: właściwie nic o nim nie wiem. Bo on mi nie mówi. Dwanaście godzin dziennie w biurze „wystarczy, że muszę tam chodzić, o czym mam jeszcze gadać?” stwierdza. Potem wpada do domu, je kolację, idzie spać.

Mamy dwóch synów, córkę, dom, chorych rodziców. Wszystko jest na mojej głowie, on zarabia. Nie mogę zadzwonić w ciągu dnia, bo jego to tylko złości. Nie mogę o nic poprosić, bo i tak nie mógłby wyjść.

Przez 12 godzin dziennie żyje w miejscu, o którym mówi: „to gówno”. Nie mówił tak 10 lat temu, gdy zaczynał. Czuł flow, awansował, zmieniał się.

„On tak nie może żyć” stwierdza nasza bliska koleżanka. Oczywiście, nie może. Tylko jesteśmy w pętli kredytów, pomagamy rodzicom, ja zrezygnowałam z dobrego stanowiska, żeby zajmować się dziećmi. Dla ludzi z zewnątrz jesteśmy świetnie sytuowanymi ludźmi, mamy przystrzyżony trawnik i jadamy czasem w knajpie. Czasem. W sobotę.

Jesteśmy kolorową parą, która w tygodniu ze sobą nie rozmawia, nie uprawia seksu, nie śmieje się. Mój mąż o 22.00 zasypia nad laptopem. Syn już nawet nie pyta czy tata wytłumaczy mu równania.

Zadaję sobie często pytanie:
– czy cena jaką płaci mój mąż za nasze życie nie jest zbyt wysoka?
– czy na tym polega życie, żeby spędzać ileś godzin w miejscu, którego się nie lubi?
– jakie jest rozwiązanie tej sytuacji?


Lifestyle Związek

Masz doła? Sprawdź, jak go „zakopać”. Wystarczy użyć sześciu łopat

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
14 kwietnia 2016
Fot. iStock / knape
 

Przychodzi taki moment, kiedy masz wrażenie, że nad twoją głową zbierają się czarne chmury, które nie wróżą nic dobrego. Są raczej zapowiedzią deszczu, który będzie siąpił, a krople zaczną wpadać nam za kołnierz. Brrrr. Nic przyjemnego i do tego nie ma gdzie się schronić, parasola brak, a każdy dach dziurawy.

Dół. Przychodzi, kiedy jesteśmy przemęczeni, kiedy brak rezultatów naszej pracy, kiedy na nic nie mamy siły. Ktoś trafnie określa ten stan „do d*py”. Brrrrr. Znowu przeszedł mnie dreszcze, bo nie lubię, choć czasami chciałabym się w tym dołku wygodnie ułożyć i tam sobie poleżeć, i żeby wszyscy dali mi święty spokój.

Ale z drugiej strony? No kurczę wiem, że średni to pomysł pogrążyć się w czarnych myślach, w bezsilności i poczuciu bezsensowności. No trzeba złapać tego byka za rogi, a raczej wziąć w ręce porządną łopatę i dół zakopać. Jak to zrobić?

Pierwsza łopata: zaakceptuj swój stan

Nie walcz z nim na siłę. Masz gorszy nastrój? I masz do niego prawo. Naprawdę szkoda tracić energię na walkę z czymś, co do ciebie przyszło i postanowiło chwilę pobyć obok. Powiedz najbliższym, że masz chandrę, że jest ci źle i czujesz się podle. Może mąż kupi ci twoje ulubione lody, albo wino, a dzieci narysują jakiś rysunek, który wywoła twój uśmiech. Kiedy nie walczysz ze swoimi emocjami, łatwiej się z nimi uporać. Przyjdą i pewnie odejdą, jak już je w sobie przetrawisz.

Druga łopata: poproś o pomoc

Jak ci źle, mów o tym i poproś o pomoc. Jeśli nie masz siły zrobić obiadu – powiedz o tym, nie udawaj, że wszystko jest świetnie i że dasz sobie sama radę. Potrzebujesz, żeby ktoś cię przytulił – mów. Musisz pogadać z przyjaciółką, napić się z nią wina – zadzwoń i się umów. Nie odkładaj tego, nawet jak nie chce ci się gadać, ale tylko pobyć w czyimś towarzystwie, to już bardzo dużo. Chandrę łatwiej przegonić w towarzystwie.

Trzecia łopata: wyśpij się

Często to brak snu jest przyczyną spadku naszej formy. Więc, gdy dopada cię dołek odłóż wszystko, co sobie zaplanowałaś, co miałaś zrobić, obojętnie jaki priorytet ważności nadałaś jakimś sprawom. Idź spać. Kąpiel i łóżko o nieprzyzwoicie wczesnej porze. Ranek może przywitać cię zupełnie innym nastawieniem do życia i świata.

Czwarta łopata: wytrop gada

Zastanów się, co jest przyczyną twojego nastroju. Poszukaj w głowie, co go wywołało? Choćby najmniejszy trop może ułatwić ci zakopanie dołu. Bo jak wiemy, z czym się zmagamy, to jest nam zdecydowanie łatwiej. Może się okazać, że kiedy zdamy sobie sprawę, co jest powodem naszego smutku i zniechęcenia – rozśmiejemy się, że taką błahostką nie warto się przejmować. To co nienazwane, zawsze napawa nas strachem, więc nazwij tego potwora.

Piąta łopata: skup się na tym, co przynosi radość

Zrób coś, co sprawi ci przyjemność i cię wyciszy. U mnie zawsze sprawdza się obejrzenie z moimi dzieciakami jakieś bajki, czy filmu. Siadam z nimi na kanapie, oni się do mnie przytulają i tak bezpiecznie i w spokoju spędzamy co najmniej półtorej godziny. To jest coś, co mnie relaksuje, wtedy wyłączam mózg i odpoczywam mając przy sobie najważniejsze osoby. Pomyśl, co sprawia ci przyjemność. Może wyjście na rower? Kąpiel? Coś dobrego do jedzenia? Warto wiedzieć, co może poprawić ci nastrój. Ja też gotuję – jak dla pułku. Trzy ciasta, dwie zupy jakaś sałatka – wtedy każdy wie, że mam chandrę 😉

Szósta łopata: uśmiechnij się do siebie

To tak niewiele, ale uśmiechnij się i powiedz sobie coś miłego. „Ej, masz doła, ale za to świetnie dzisiaj wyglądałaś”. To już coś. Powiedz sobie, że jesteś fajna babka, że lubisz siebie i nawet ze smutkiem ci do twarzy. Rozśmiesz się, to świetne lekarstwo na chandrę. I zawiń się w koc, założ ciepłe skarpety, zrób sobie ciepłą pyszną herbatę i niech będzie ci przez chwilę źle.

Spójrz w lustro. Już ci lepiej?


Lifestyle Związek

Bunt żon – strzeżcie się nas panowie, tego zbagatelizować nie można!

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
14 kwietnia 2016
Bunt żon - strzeżcie się nas panowie, tego zbagatelizować nie możBunt żon - strzeżcie się nas panowie, tego zbagatelizować nie moż
Fot. iStock / Izabela Habur

„Odchodzę” powiedziała ona, zostawiając mu dom, psa, ogród i dwie dorastające córki. Wróciła po miesiącu, inna, spokojniejsza i szczęśliwsza. I zdziwiona. Powiedziała „przepraszam”, ale dodała „przecież świetnie sobie beze mnie poradziliście”. No, o co tyle hałasu? Kryzysy zdarzają się przecież w najlepszych związkach. Kryzysy zdarzają się naszym partnerom. Ale żeby kobiecie? Żonie? Matce?! Kryzys wieku średniego? To jest coś niewyobrażalnego…

A jednak taka jest nasza, nowa rzeczywistość. Lub może raczej, wcale nie jest ona taka nowa, tylko my kobiety częściej niż kiedykolwiek mamy odwagę podążać za naszym instynktem, częściej dajemy się ponieść chwilowym emocjom. Według ostatnich badań, już 47% pań w „jakimś stopniu” przechodzi kryzys wieku średniego, który pojawia się między 35 a 55 rokiem życia. Trzeba od razu podkreślić, że zdaniem psychologów, panie w ostatecznym rozrachunku radzą z nim sobie o wiele lepiej niż mężczyźni (i nie mówimy tu o ich partnerach), to znaczy ponoszą mniejsze koszty osobiste: np. rzadziej z tego powodu dochodzi do rozwodów.

O ile jednak kryzys u panów przejawia się zazwyczaj obsesyjną dbałością o wygląd, „kompulsywnym” wręcz odchudzaniem i odmładzaniem, czego ukoronowaniem bywa najczęściej romans ze znacznie młodszą nowa partnerką, „bunt żon” – jak określają go amerykańscy socjologowie, jest czymś co jeszcze bardziej burzy domowa harmonię i zgasi niejedno domowe ognisko. Wszak to przecież kobieta jest sercem domu. Strzeżcie się więc panowie!

Pierwsze sygnały buntu żon

1.Teraz chcę inaczej!

Podejmujesz nagle decyzje, których w „normalnym” stanie byś nie podjęła. Są to na przykład ryzykowne inwestycje (tu w zależności od zasobności portfela: nowy, piękny i całkowicie niepraktyczny samochód lub nowa, piękna, zupełnie niepraktyczna para butów kilka razy w tygodniu).

Zdarza się, że pani w kryzysie z dnia na dzień rzuca pracę, która do tej pory dawała jej poczucie stabilizacji i zapewniała materialne bezpieczeństwo. Na próżno szukać tu logiki i odpowiedzialności. Bo stabilizacja to coś, czego „zbuntowana żona” teraz będzie unikać, jak diabeł święconej wody. Gna ją do zmian, a kieruje nią poczucie, że musi zdążyć zanim… no właśnie. Zanim się zestarzeje? Zanim straci tę nadludzką energię? Zanim znikną korzystne okoliczności? Chce wykorzystać wszystkie okazje, nie zważając na koszty. Podejmie też wiele ryzykownych zachowań i spróbuje sportów ekstremalnych, na myśl o których wcześniej robiło jej się słabo. Istotą wszystkiego, każdego działania stanie się szukanie emocji na wysokich obrotach.

2. Tak mi smutno…

Może tak się zdarzyć, że zamiast potrójnej dawki energii kryzys wyzwoli w tobie obniżenie nastroju i stany depresyjne związane z wyolbrzymionym poczuciem przemijania i kruchości życia. Wtedy pewnie zamkniesz się w sobie, odmówisz chęci spotkania z przyjaciółmi, zaniedbasz rodzinę, dzieci, męża. W niczym nie znajdziesz dawnej radości. Te objawy powinny cię szczególnie zaniepokoić.

3. Ja mówiłam, że to ważne? Bzdura!

Czasem kryzys wieku średniego przejawia się negacją wszystkich wartości, które kiedyś były dla Ciebie bardzo ważne. Zmiany mogą dotyczyć podejścia do kwestii wiary, lojalności („nigdy nie mówiłam, że zdrada jest zła”), odpowiedzialności za dom, rodzinę, dzieci… Trudno to zrozumieć, jeszcze gorzej zaakceptować. Pomyśl o  swoim partnerze. Szepnij mu: cierpliwości, ten czas minie.

4. Lepiej nie podchodź!

Czujesz, że najbliższa ci dotąd osoba zaczyna być problemem? Twoim problemem, rzecz jasna, bo gdyby nie ON, twoje życie byłoby zupełnie inne, lepsze, piękniejsze.  I nie ma w tej twojej ocenie wiele obiektywizmu. Człowiek, który przechodzi kryzys wieku średniego, nigdy nie potrafi obiektywnie spojrzeć na swoje uczucia. Wini najbliższych za to, co mu w życiu nie wyszło. Nie wciągaj w te grę swojego męża. Cokolwiek teraz powie Twój ukochany, to i  tak zakończy się konfliktem.

5. Jutro będzie futro

Co przyniesie kolejny dzień, to palcem po wodzie pisane. Żona w kryzysie może być zupełnie nieprzewidywalna. Spakowałaś się i odeszłaś? Nie zdziw się, jeśli za dwa dni zechcesz wrócić. Nie skreślaj od razu wspólnych lat szczęścia.

6. Dlaczego ja za ciebie wyszłam?!

Przecież byłaś z nim szczęśliwa. Macie fajny dom i dzieci. Nie szkodzi. To jest właśnie moment, kiedy dopada cię tysiące wątpliwości. Możesz przypisywać partnerowi cechy, których ten nigdy nie miał (te negatywne oczywiście). Nagle oznajmisz mu, że życie z nim było dla ciebie piekłem, karą i dopustem bożym.

7. Mam ochotę na skok w bok i co mi zrobisz?

I to nie wcale na żadne tam romantyczne chwile o zachodzie słońca przy dźwiękach skrzypiec i sypiących się płatkach róż. Chodzi o seks i namiętność i to najlepiej z kimś młodszym (bo po prostu ma więcej energii). Nie, nie wymagaj od partnera, żeby na ciebie wiernie czekał. Podejście do zdrady to kwestia bardzo indywidualna. Ty podejmujesz ryzyko, on zdecyduje, czy wybaczy.

Mężu „zbuntowanej żony”:

  1. Bądź cierpliwy: kryzysy mają to do siebie, że są przejściowe
  2. Postaraj się jednak „coś” zmienić, dla związku odmiany są odświeżające, dla ciebie osobiście, także.
  3. Nie bierz wszystkiego do siebie.
  4. Skup się na sobie i dzieciach.
  5. Ustal granice. Pewnych rzeczy zaakceptować nie wolno.

Nie martwcie się jednak na zapas, panie i panowie. Badania pokazują, że kobiety dotknięte kryzysem wieku średniego dużo szybciej i częściej sięgają po specjalistyczną pomoc, reflektują się. A niejeden bunt żony może nawet przynieść związkowi coś dobrego: zaakcentować problemy, o których wcześniej „nie było czasu” rozmawiać, umocnić uczucie między wami, pomóc na nowo ustalić podział ról i obowiązków, tak by wszyscy byli naprawdę szczęśliwi…

P.S. A niebawem o męskich kryzysach.


Zobacz także

Emocjonalny oprawca. Jest tak blisko, że wydaje ci się, że nigdy się od niego nie uwolnisz

Emocjonalny oprawca. Jest tak blisko, że wydaje ci się, że nigdy się od niego nie uwolnisz

Hotel Senator – wyjątkowe miejsce nad polskim morzem

Opóźnienie procesu starzenia skóry i jej regeneracja, czyli na czym polega karboksyterapia