Seks Związek

Nie chcę już żadnego z was, bo zrozumiałam, że czas na siebie, że w końcu ja

Seksualnie
Seksualnie
1 marca 2017
Fot. iStock/mikkelwilliam
 

Drogi mężu, cudowny kochanku!

Może zacznę od ciebie małżonku, gdyż te wspólne naście lat, mnie do czegoś zobowiązuję. Pamiętasz jak mi obiecywałeś, że czas nie zmieni twoich uczuć i pragnień, że zawsze będę tą najważniejszą i jedyną? Ja pamiętałam, ty po kilku latach już niekoniecznie. Dostrzegałeś mnie, gdy zabrakło ci czystych skarpet i koszul, uśmiechałeś się do mnie zazwyczaj tylko wtedy, gdy trzeba było na szybko przygotować coś dla twoich znajomych. Zaproszonych oczywiście, bez mojej wiedzy i pytania, czy w ogóle mam na to ochotę, czas i siły, po całym dniu pracy. Mówiłeś, że przecież ty też pracujesz a żona jest po to, żeby dbać o dom, który stanowią również, bywający w nim goście.

Na rocznicę ślubu, przynosiłeś co roku te same, lekko przywiędłe tulipany, bo kupowane w pośpiechu, przed zamknięciem kwiaciarni, żebym nie marudziła. A ja gdy widziałam cię z nimi, jak wchodzisz do pokoju z wymuszonym uśmiechem, udając, że pamiętałeś, zastanawiałam się, gdzie jest człowiek, który prosił mnie o rękę, pewnego majowego popołudnia. Ten, który potrafił mnie docenić, zadbać i sprawić, że z radością, witałam każdy nowy dzień. I noc, przepełnioną wspólnym oddechem, szybszym biciem serc i słowami, które pieściły moje zmysły i ciało. Gdzie się podział mężczyzna za którego wyszłam, myślałam, i uwierzyć nie mogłam, że tak jak larwa zamienia się w motyla, tak ty, przeszedłeś odwrotną przemianę. Trułeś swoim niezadowoleniem i ciągłymi pretensjami, nie zauważałeś moich starań, potrafiłeś tylko krytykować i oczekiwać. Sam nie dając nic prócz spełniania obowiązków, które podkreślałeś na każdym kroku, jakbym była jednym z punktów kontraktu, a nie przysięgi, składanej z miłości.

W naszym łóżku zbudowałeś niewidzialny mur, przez który nie mogłam się przebić, choć bardzo próbowałam, bo nadal w nas wierzyłam. Prosiłam, płakałam, przypominałam ci nasze wcześniejsze chwile, gdy nawet nie musieliśmy o tym zapewniać, bo nasze uczucia widać było w każdym geście. Patrzyłeś na mnie jak na kretynkę, która żąda niemożliwego, jakbym prosiła o gwiazdkę z nieba, a ja chciałam tylko, żebyś wrócił taki jak kiedyś. Aż zwątpiłam i przestałam czekać, bo ciężko wierzyć w cuda, kiedy co rusz, zimna rzeczywistość okłada po głowie i mrozi ostatki nadziei. Dlatego poszłam inną ścieżką i spotkałam kogoś, kto widział we mnie kobietą. Spragnioną i wyposzczoną, chłonącą każde miłe słowo i czuły odruch, tę już dawno zapomnianą i zepchniętą za margines,przykrego obowiązku. Ty i tak tego nie zauważyłeś, cieszyłeś się, że przestałam żebrać o uwagę i twoje dłonie, że przestałam marudzić o wspólny urlop i ciepło w sypialni.

Bo spotkałam ciebie cudowny kochanku, który już na pierwszym spotkaniu szeptałeś mi do ucha, żebym przypomniała sobie, że jestem kobietą. I pomagałeś mi w tym, przez długie miesiące, odbywając ze mną podróże po już dawno zapomnianej krainie. Tej,  gdzie na nowo zauważałam, że mam jeszcze piękne ciało, że moje zmysły żyją i chcą, że moja dusza, budzi się z głębokiego uśpienia i pamięta. Pamięta tę dziewczynę, która śpi nago i chodzi w sukienkach w kwiaty, tę która śmieje się do swojego odbicia, bo zna swoją, wartość i moc. I rozkwitałam na nowo i chciałam więcej, bo w końcu czułam, że jeszcze potrafię, że mogę. I, że nadzieja jak wiosna, nie umiera nigdy i zawsze wraca, bo wie, że jest oczekiwana. I było jak w bajce, gdzie wszystko jest piękniejsze, gdzie kolory intensywniejsze, gdzie słońce świeci jaśniej a noc, nigdy nie jest ponura. I choć od początku wiedziałeś, że jesteś tylko na chwilę, godziłeś się i powtarzałeś, że to nieważne, że niczego nie chcesz w zamian, bo wystarczam ci ja. I ten czas, gdy nasze spragnione ciała stanowią jedno, gdy nad ranem, po moim wyjściu, otulasz się kołdrą z resztkami mojego zapachu. Ale nie wszystkie bajki kończą się happy endem, bo gdy sprzeciwiłam się na pytanie o rozwód, oburzony oświadczyłeś, że albo ty albo on.

A problem w tym, że ja nie chcę już żadnego z was, bo zrozumiałam, bo do mnie dotarło, bo mnie olśniło, że czas na siebie, że w końcu ja. Dziś wam dziękuję i żegnam czule, bo spakowana, z biletem w dłoniach i  pewniejsza niż kiedykolwiek, zaczynam od nowa. Zostawiam wam wspomnienia o mnie, zabieram tylko kilka westchnień od ciebie kochanku i parę rad od ciebie małżonku, żeby już nigdy się nie pomylić. Wyjeżdżam szukać nowej miłości, prawdziwej i opornej na wiek i rutynę, nie stawiającej wymogów, nie zmuszającej do niczego. Tej, o której zawsze warto pamiętać, że gdzieś tam jest i czeka, aż się znajdziemy. I będę żoną, kochanką, przyjaciółką i dziewczyną, do której wraca się jak na skrzydłach, za którą tęskni się, od razu po wyjściu z domu, o której myśli się aż do utraty tchu. Tą samą, której ty mężu już od dawna we mnie nie widziałeś a ty kochanku, chciałeś na nowo usidlić i wsadzić w ramy z napisem ” małżeństwo”. Pamiętajcie mnie z uśmiechem, zwłaszcza w samotne noce, gdzie będę już tylko miłym wspomnieniem. I nie czekajcie, bo nie wraca się do kogoś, kto o miłości słyszał tak dawno, że już zapomniał, czym naprawdę jest.

Już nie wasza żona i kochanka.

 


Seks Związek

Moje ciało się na ciebie zamknęło. Wybaczyłam ci, w łóżku, ciągle nie potrafię zapomnieć

Seksualnie
Seksualnie
2 marca 2017
Fot. iStock/kieferpix
 

Wchodzę do sypialni i po cichu kładę się obok ciebie. Wiem, że długo na mnie czekałeś, zanim zasnąłeś. Włączyłeś moją ukochaną Joni Mitchell. Na moim nocnym stoliku postawiłeś kieliszek czerwonego wina. Myślałeś pewnie, że tak mi będzie łatwiej. Ale ja nie potrafię go dziś wypić i dać ci siebie, nie potrafię też wziąć twojego dotyku. Przepraszam. Nadal nie czuję, że to nasze miejsce, nasze łóżko, nasz moment. Odkąd wiem, że twoje ręce błądziły po ciele innej, że z inną splatałeś swój oddech, uciekam przed tobą każdego wieczora. Ta zdrada już w tobie umarła, we mnie jest wciąż żywa.

Tak, wiem, minęły już całe dwa lata. Zmieniłeś się. Przeszliśmy terapię u tej bardzo mądrej pani psycholog. Długo ją wybierałeś. Musiała być najlepsza, dla mnie, dla nas. Dziewięćdziesiąt pięć procent skuteczności. To chyba bardzo dużo, prawda? Same najlepsze opinie, podziękowania. Tyle uratowanych małżeństw. Płakałam i płakałam, a ty powtarzałeś: musimy spróbować.

Nie dałeś mi wyboru. Osaczyłeś mnie, walczyłeś. Chcesz tego rozwodu, naprawdę chcesz? Pomyśl, co będzie z dzieckiem. Pomyśl, zniszczymy sobie życie. Małej zniszczymy życie. A rodzice? Każdy popełnia błędy, miłość je wybacza, prawda? Anka i Wojtek, pamiętasz jaki mieli kryzys? Im się udało, nam się uda. Przecież kiedyś było dobrze. Przecież ja cię kocham. 

Zostałam. Też cię kochałam. Poszliśmy na tę świetną terapię. Tam się dowiedziałam, że wcale nic nie muszę, ale mogę, jeśli chcę. Mogę sobie z tym poradzić, mogę znów zechcieć mieć ciebie w sobie. Więc czekam i czekam. I ciągle nie chcę.

Ale ty dalej wiedziałeś lepiej. Każdego dnia powtarzałeś: musisz mi na nowo zaufać.

Tyle się o sobie dowiedzieliśmy, tacy staliśmy się mądrzy i uważni na siebie. Tak się staraliśmy. Przepracowałam te wszystkie uczucia, te emocje szalone. I złość i zazdrość i ból. Pamiętam ten dzień, kiedy spojrzałam na ciebie i poczułam, że mogę dać nam szansę. Położyłam ci rękę na głowie, jakby w geście rozgrzeszenia. Zdziwiłam się, że to już, że to takie łatwe. Proszę, jacy mądrzy jesteśmy, jacy silni. Jaka ja jestem silna. Wspaniała.

Pocałowaliśmy się prawie tak, jak kiedyś. Poczułam cię, usłyszałam twój oddech. Pamiętam, jak mocno biło mi serce. Przesuwałeś dłoń po mojej piersi, delikatnie, nieśmiało, prawie udało mi się przestać myśleć. O NIEJ. Przez jedną, krótką chwilę, byliśmy tylko my. Przez chwilę.

Bo potem wziąłeś mnie na ręce i kochaliśmy się, szybko, mocno. Nie mogliśmy się już zatrzymać. Nie wiedziałeś, że przed oczami miałam tylko jeden obraz: ciebie i ją, nagich, szczęśliwych, skupionych tak mocno na swoich ciałach. Nieświadomych mojego istnienia.

Nigdy nie widziałam was razem, ale wyobrażałam to sobie setki razy. W głowie oglądałam tę scenę, ten film, który mógłby być pięknym erotykiem, gdyby nie dotyczył ciebie.  O tej zdradzie, jednorazowej, „nieznaczącej”, powiedziałeś mi sam. Służbowy wyjazd, koleżanka z pracy, akurat odchodziła w inne miejsce. Kilka butelek wina. Rozładowany telefon, na którego ekranie miałeś zdjęcie: moje i naszej córki. „Stało się” – powiedziałeś, jakby to tylko rozbiła się moja ulubiona filiżanka, a nie rozpadła na kawałki cała moja pewność siebie, moja kobiecość, moje życie.

Od tamtej pory, od tego pierwszego seksu po twojej zdradzie, kochaliśmy się jeszcze kilkanaście razy. Za każdym razem, to było trochę jak gwałt. Chciałam, naprawdę chciałam dać ci siebie, zapomnieć o was. Ale moje ciało się na ciebie zamknęło, moja głowa stale odtwarzała ten sam obraz.

Całowałeś mnie potem zawsze, po głowie, włosach. „Kochanie – mówiłeś – jesteś wspaniała.” A mi z oczu lały się łzy. Bo czułam, że nie dałam rady. Że to nie jest moje, że ty nie jesteś już mój. Czułam się winna, że nie potrafię tego z siebie wymazać. Że chcę w seksie wyłączności, której już nie zaznam.

Zwierzyłam się przyjaciółce. – Daj spokój – powtarzała – masz obsesję, jeśli wybaczyłaś, musisz to teraz zamknąć. Nie możesz uciekać w nieskończoność.

A jednak, uciekam. I co ci jest, co ci jest – pytasz, a ja wymyślam kolejną wymówkę. Jestem mistrzynią wymówek.

Ale ty przecież wiesz, choć nie padają TE słowa. Mówisz, że poczekasz, mówisz, że odpokutujesz, bo to taka twoja kara. Mówisz, że będziesz cierpliwy, bo zrozumiałeś, że nie chcesz mnie stracić.

Przepraszam. Wybaczyłam ci, ale tam, w łóżku, ciągle nie potrafię zapomnieć. Mogę zjeść z tobą kolację, mogę śmiać się beztrosko w kinie, mogę być najlepszą z żon, gdy idziemy do twoich znajomych, ale nie potrafię otworzyć przed tobą mojego ciała.

Dziewięćdziesiąt pięć procent to bardzo dużo. Szkoda, że mi się nie udało.


Seks Związek

Miłość to zgoda i pomoc w pakowaniu walizek. Żebym ja mogła iść swoją drogą, a ty byś otworzył drzwi właściwej kobiecie

Seksualnie
Seksualnie
24 lutego 2017
Fot. iStock/Massonstock

Mój drogi mężczyzno!

Dostaliśmy od losu kilka naprawdę pięknych lat. Tych nocy pełnych uniesień i poranków, gdy karmiłeś mnie mandarynkami. I dni, kiedy nieustannie trzymaliśmy się za ręce. I kłótni, gdy ty trzaskałeś drzwiami, a ja gryzłam poduszkę i wylewałam łzy. I wyglądałam przez okno, czy już wracasz, żebyśmy mogli zapomnieć każde wypowiedziane w złości słowo. I każdy nasz urloc pamiętam, i spontaniczne wypady w środku tygodnia, gdy kochaliśmy się w aucie na poboczu drogi. Byłeś przy mnie nawet wtedy, gdy naprawdę nie mogłeś, bo wiedziałeś, że tylko ciebie potrzebuję. I tak mijały nam tygodnie i miesiące, gdzie rzadko bywało źle, bo rozumieliśmy się bez słów. Ale życie tworzy własne scenariusze, nie pyta nas o zgodę, zmienia plany i pisze nowe historie. I chyba spłatało nam figla, bo zamiast scalać na wieki, zaczęło dzielić na zawsze. 

Nawet nie zauważyłeś, gdy kupiłam nową kanapę do swojego gabinetu i coraz częściej w nim zostawałam. Ja też po czasie zorientowałam się, że nie wracasz częściej niż zwykle. I stół w jadalni w kilka chwil zrobił się za duży i zbyt pusty. I więcej było między nami zgrzytów, niż dawnych napięć, które rzucały  na łóżko i splatały nasze ciała. I cisza, której jeszcze nie dawno tak nam brakowało. Przyglądałam ci się czasem ukradkiem i zastanawiałam, czy nadal kocham. A zaraz potem ganiłam w myślach i wierzyłam, że to kryzys, po którym znowu będzie dobrze. Może nawet piękniej niż dotychczas. I w końcu jakby przycichło, nawet nad morzem byliśmy i wziąłeś mnie na nagrzanej słońcem plaży. I wtedy już czułam, że to nasz ostatni raz, że już się nie przydarzy, że już cię nie poczuję. I wróciliśmy razem, ale już  osobno. I  mijaliśmy rankiem, i nie czekaliśmy na siebie wieczorem. Tylko tkwiliśmy w bryle nazywanej wspólnym domem, gdzie każde chowało się pod własną kołdrą.

A przecież wciąż mało wiosen za nami i krew jeszcze szumi, a dusza pragnie. Tylko nie siebie już nawzajem, a życia tego za drzwiami. Bo jeśli coś się wypala i kończy, to tylko jakiś rozdział, a kolejny dzień, jak kartka papieru, przyniesie nowe. Po co się stawać obcymi ludźmi, ziać nienawiścią i karmić niechęcią. Gdy w obojgu nas drzemią jeszcze, tak dawno ukryte uczucia i tęsknoty. Bo nam nie wyszło, bo nie po drodze. A  życie musi iść dalej, żebyśmy mogli spotkać tych właściwych. Bo może oni też już nas szukają?  Byliśmy dla siebie potrzebnym przystankiem, oddechem, przed końcem podróży. Spotkaliśmy się po to, żeby umieć później iść dalej i w końcu trafić na właściwe tory. Więc nie rozstawajmy się w złości, bo zbyt wiele sobie zawdzięczamy i za mocno pragniemy pokochać jeszcze raz. Tak jak kiedyś zakochaliśmy się w sobie, na próbę i mniej dojrzale. I dziś przyznaję ci się otwarcie, choć z drżeniem głosu, bo tyle wspomnień i dobrych uczuć, że już nie kocham. Że cię szanuję, że jestem wdzięczna i że dziękuję za każdą chwilę.

Widzisz mój drogi, los choć rozsądny, bywa przewrotny. Bo dał nam siebie, byśmy odkryli, że są inne ścieżki i obce serca, które czekają być może na nas. A nawet jeśli bardzo zabłądzę i pewnej nocy obudzę się sama, to się uśmiechnę. Bo będę wiedziała, że trzymasz za rękę kogoś innego i innej kobiecie zapinasz sandały. I znowu się uśmiechasz i pogwizdujesz w łazience. Miłość to ciągłe szukanie, oczekiwanie i zrozumienie, gdy coś przestaje mieć równy rytm. Miłość to zgoda i pomoc w pakowaniu walizek. Żebym ja mogła iść swoją drogą, a ty byś otworzył drzwi właściwej kobiecie.