Psychologia Związek

A czy ty umówiłabyś się ze sobą na randkę? Jak singielka szuka faceta

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
24 lutego 2016
Fot. Pexels/Valeria Boltanova / CCO
 

„Nigdy już nie znajdę sobie faceta. Jak ty to robisz, że masz takiego cudownego męża”. Singielki. Niektóre kobiety są nimi z wyboru, inne dlatego, że nie znalazły jeszcze faceta, z którym chciałyby się związać. Właśnie  – nie znalazły? A może nie szukały? Może nie wiedzą jak znaleźć i zalewają się łzami na kolejnej komedii romantycznej, gdzie miłość przychodzi tak łatwo. Właśnie – przychodzi.

Agnieszka Świrska prowadzi warsztaty i coaching indywidualny dla singielek, podczas których pokazuje kobietom, w jaki sposób mogą stworzyć fajny i trwały związek, a przede wszystkim, jak znaleźć tego wymarzonego faceta. Myślicie, że nie ma gotowej recepty? Agnieszka najpierw swój projekt przetestowała na sobie i to z sukcesem.

Ewa Raczyńska: W jakim wieku są kobiety, które się do ciebie zgłaszają?

Agnieszka Świrska: Często są to dziewczyny około 30-tki, jednak najwięcej jest kobiet między 35. a 45. rokiem życia.

To nie obciach – uczyć się jak znaleźć faceta?

Właśnie uczę kobiety tak nie myśleć. Sam pomysł warsztatów dla singielek wziął się z życia, bo ja przez wiele lat byłam sama, a na wsparcie w kwestii znalezienia partnera mogłam liczyć jedynie ze strony przyjaciółek.

Pracuję w organizacji mocno sfeminizowanej, moi znajomi zaczęli prowadzić swoje życie rodzinne, a ja? Kłopotem stało się poznawanie nowych ludzi, zwłaszcza mężczyzn. Poza tym obserwowałam swoje koleżanki, które były w podobnej sytuacji, często mówiły: „Jak ja mam tego faceta znaleźć, skoro większość czasu spędzam w pracy?”.

No właśnie. Jak?

Zacząć należy od tego, że nam się wydaje, iż miłością nie powinniśmy się zajmować. Ona do nas przyjdzie, my musimy tylko na nią czekać. Ale z takim nastawieniem, to czekać możemy przez wiele wiele lat. Myślimy, że miłość to coś, na co nie mamy wpływu – po prostu pewnego dnia stanie przed nami facet na chodniku i już, trafi nas strzała amora.

A my obecnie realizujemy się zawodowo, jesteśmy niezależne i trudno nam znaleźć partnera, który dotrzyma nam kroku. Kobiety dążąc do rozwoju osobistego i zawodowego przenoszą się do dużych miast. W samej Warszawie na 100 mężczyzn przypada 119 kobiet, to z pewnością tłumaczy trudności w znalezieniu tego właściwego partnera. A my chcemy mieć obok siebie mężczyznę, który będzie rozumiał naszą potrzebę rozwoju, będzie podążał w podobnym kierunku i jak my – będzie wiedział, czego chce.

Dlatego zacząć powinniśmy od zmiany naszego myślenia – nie jest tak, że nie mamy wpływu na stworzenie związku, że to jedynie coś nieuchwytnego i metafizycznego, bo to nieprawda. Jeśli chcemy coś zmienić w tym obszarze naszego życia, to musimy wziąć sprawy w swoje ręce. To trochę tak, jak z szukaniem pracy – jest dla mnie ważna, więc podejmuję działanie, by ją znaleźć. Tak samo ze stworzeniem związku – na to również możemy mieć wpływ.

Więc mamy uganiać się za facetami?

Uganianie się ma wydźwięk pejoratywny, bardziej powiedziałabym – aktywne szukanie go, co jest radzeniem sobie z sytuacją, że jestem sama. To jest oznaka dbania o siebie i swoje dobro, bo miłość i związek to przecież jedna z najważniejszych rzeczy w naszym życiu. Dlaczego nie zająć się tym na poważnie? To nie siedzenie na kanapie z założonymi rękami oglądając seriale i czekając na tego jedynego, ale wyjście naprzeciw temu, z czym chcemy w naszym życiu się uporać, zrealizować to, co dla nas ważne. Czyli stworzyć związek.

Jak się do tego zabrać?

Moje ulubione powiedzenie na ten temat brzmi: Jeśli chcesz znaleźć odpowiedniego partnera i stworzyć z nim trwały związek to… najpierw zajmij się sobą. Zobacz, co ci przeszkadza w ułożeniu sobie życia? Odpowiedz sobie na pytanie: „Gdzie jestem?”, „Dlaczego nie mogę znaleźć partnera?”. To trudne być szczerym wobec siebie. Bo być może spotykam fajnych facetów, ale jestem tak wymagająca, że oni odpadają już w przedbiegach.

Ważne, by sobie poradzić z własnymi przekonaniami na temat mężczyzn. Ja na przykład długo myślałam, że wszyscy super faceci są zajęci, są mężami moich koleżanek. Więc nie szukałam, bo po co, skoro ci najlepsi są już w związkach? Innym przekonaniem jest lęk przed porażką wynikający ze złych doświadczeń z poprzedniego związku. Więc podchodzę bardzo ostrożnie do mężczyzn, nie ufam im – z takim podejściem trudno spotkać miłość.

Takie przekonania bardzo nas blokują. Myślimy: „Mam super pracę, moja kariera świetnie się rozwija, właściwie w tygodniu nie mam kiedy kogoś poznać, a w weekendy jestem zmęczona”. W efekcie taka kobieta wyjdzie na spotkanie z koleżanką, może i na imprezę, gdzie popatrzy na facetów i… wróci do swojego domu.

Dlatego ważne jest uporanie się ze swoim przekonaniami, lękami, porażkami i wyciągnięcie wniosków. Trafiają do mnie na warsztaty kobiety po rozwodach, nieudanych małżeństwach. Są jeszcze młode i chciałyby ułożyć sobie życie z innym mężczyzną, ale kompletnie im to nie wychodzi. By zrobić krok do przodu powinny najpierw zastanowić się, dlaczego ten związek się rozpadł, z jakim mężczyzną już na pewno nie chcę się związać, co ja robiłam takiego, że ten związek nie przetrwał – to nie jest łatwe, ale bardzo istotne.

Jaki jest kolejny krok?

Dążymy do poznania siebie. Do odpowiedzenia sobie na pytanie: co ja lubię robić, jak spędzać czas, gdzie wyjeżdżać na wakacje – w góry czy nad morze. Tak jesteśmy wychowane – gdy jesteśmy dziewczynkami rzadko ktoś nas pyta, co lubimy. Mamy siedzieć cicho, nie skakać po drzewach i uśmiechać się. Dlatego nim zaczniemy tworzyć wizję wymarzonego faceta, warto nazwać to, co ja lubię: spacer czy kawę w kawiarni, spytać siebie: jaka jestem, co mam do zaproponowania, czy umówiłabym się na randkę ze sobą?

Należy pamiętać, że, by znaleźć kogoś ciekawego i wartościowego do życia, trzeba wiedzieć, kim jestem, jakie są moje wartości i czym ja mogę kogoś zaciekawić, co mogę od siebie dać. Nie być nastawioną jedynie na branie i na to, że mężczyzna ma spełnić moje oczekiwania.

To nie ma być lista życzeń – jak ma wyglądać, ile zarabiać i gdzie zabrać mnie na wakacje. Ważne, by zbudować sobie realną wizję mężczyzny, z którym chciałybyśmy być. Jeśli chcemy mieć rodzinę, dzieci – to nie zwiążemy się z kimś kto lata po świecie i w domu jedynie bywa. Zdanie sobie sprawy z takich szczegółów urealnia nam obraz faceta, którego szukamy.

Dużo tego myślenia…

Ale żeby poznać wartościowego faceta, musimy najpierw wiedzieć, kim jesteśmy. Wtedy możemy przejść do działania. Powtarzam swoim klientkom – zobacz, czym się interesujesz, w towarzystwie jakich ludzi dobrze się czujesz. Lubisz biegać – zwiąż się z jakimś klubem biegacza, grasz w tenisa – znajdź chętnych do gry. Chcesz skakać ze spadochronu, zrobić kurs wspinaczkowy? Szukaj tych, którzy dzielą i rozumieją twoją pasję. Tyle tylko, że tu musimy zmierzyć się z jeszcze jednym przekonaniem: „Ale przecież ja nie pójdę tam sama” i próbujemy wyciągnąć jakąś koleżankę. Wiem, bo sama miałam z tym problem. Bardzo chciałam żeglować i dużo czasu zajęło mi uporanie się z tym, by zapisać się samej na obóz żeglarski. Okazało się to doskonałym doświadczeniem, do dzisiaj mam kontakt z ludźmi, którzy wtedy w tym obozie uczestniczyli.

W rozwijaniu swoich pasji nie powinniśmy myśleć: „Idę tam by znaleźć faceta i tylko po to”, nie – to ma być dla nas przyjemność, reszta przyjdzie sama. Bo fajnego faceta poznasz po drodze, jeśli wiesz, dokąd idziesz i twoja droga sprawia, że jesteś szczęśliwa. Bez czekania, aż ktoś wreszcie zrobi to za ciebie.

A co z portalami randkowymi?

Jest to sposób na znalezienie partnera jak każdy inny. Nie możemy się jednak tylko do portalu ograniczać, to jedna z dróg, ale jak widać nie jedyna. To po pierwsze. Po drugie na portalu randkowym trzeba być w mądry sposób. Portal nie jest celem samym w sobie, dlatego powtarzam swoim klientkom: „Nie czatujcie godzinami. Jeśli po rozmowie poczujecie chęć spotkania się tym facetem, to się spotkajcie. Nie ograniczajcie kontaktu tylko do wirtualnej rozmowy.”

Ważne jest również, co o sobie piszemy, jakie zdjęcia umieszczamy. Jeśli pojawia się zdjęcie typu: jestem apetyczna, zobacz jaki mam dekolt, a szukamy poważnego związku, to nie dziwmy się, że będą się do nas odzywać faceci, którzy mają inne propozycje, niż byśmy chciały.

Randki z internetu to świetny sposób na poznanie różnych mężczyzn, zobaczenie, którzy mi się podobają, w towarzystwie których czuję się dobrze. Portal mądrze potraktowany może być kopalnią doświadczeń.

Tobie się udało. Jak poznałaś swojego partnera?

Właśnie na portalu randkowym. Trzy lata się zbierałam, żeby się zalogować, myślałam, że tam są sami „dziwni” ludzie. A my szybko się poznaliśmy, pewnie też dlatego, że czułam się gotowa na związek i byłam szczęśliwa w moim życiu.

Mam poczucie misji w pomaganiu singielkom, by znalazły dla siebie partnera i były wreszcie w związku, jakiego pragną. Znam wiele pięknych, mądrych i zaradnych kobiet, które chciałby mieć faceta, stworzyć związek. Ale praca, brak czasu i ich przekonania sprawiają, że nie wiedzą jak się do tego zabrać. A ja już wiem i chętnie dzielę się swoją wiedzą.


 

Agnieszka Świrska

Agnieszka Świrska

Agnieszka Świrska – socjolog, trenerka z 9-letnim doświadczeniem w pracy rozwojowej z ludźmi, gdzie głównym tematem zawsze było budowanie autentycznych relacji. Autorka bloga, warsztatów i indywidualnego programu coachingowego „singLOVE!”, w ramach którego pomaga kobietom znaleźć odpowiedniego partnera, stworzyć trwały związek i pozostać sobą. Przez wiele lat sama była poszukującą singielką, dziś pracuje z singielkami, bo głęboko wierzy, że każda kobieta poszukująca wymarzonego partnera wreszcie go znajdzie, jeśli tylko będzie na to naprawdę zdecydowana i gotowa, będzie wiedziała, jakiego związku szuka oraz… nie będzie czekała na Niego siedząc na kanapie 🙂 Prywatnie uwielbia ciepłe morze i włoskie miasteczka, jogę, gotowanie dla bliskich i życie w rytmie slow. .

Jeśli zainteresował Cię temat – pobierz bezpłatnie e-booka autorki, pt. „Miłość w 7 krokach”, klikając w link:

Kolejna edycja warsztatów dla singielek odbędzie się w marcu i kwietniu w ramach Festiwalu PROGRESSteron w Gdyni, Poznaniu, Łodzi i Warszawie. Zapisy

 

Festiwal PROGRESSTERON-1185x100


Psychologia Związek

Obrażają się, trzaskają drzwiami, zrywają przyjaźnie i związki, a potem spektakularnie wracają… Jak sobie radzić ze zbyt emocjonalnymi ludźmi

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
25 lutego 2016
Fot. Gratisography/RYAN MCGUIRE /
 

Mówią szybciej niż myślą, działają spontanicznie i pod wpływem impulsów, których sami do końca nie rozumieją. Jak emocje, to zawsze na wysokich obrotach. Obrażają się, trzaskają drzwiami, zrywają przyjaźnie i związki, a potem spektakularnie wracają rzucając się w ramiona najbliższych. Oni naprawdę czują, że żyją. Ich najbliżsi też to czują. I czasem są zmęczeni. Ale nie zawsze przyznają się do tego, że im głupio. Czasem rzucą uroczo: Och, wiesz… Taka jestem… emocjonalna. Jak tu z nimi żyć we względnym spokoju?

Z nademocjonalnymi należy w życiu codziennym postępować według kilku prostych reguł, które pomagają przede wszystkim ochronić nas samych przed ich wybuchami.

1.Nie zwracaj się do nich zbyt… emocjonalnie

Ich uczucia i reakcje wystarczą za was dwoje. Po co podsycać ogień? Pamiętaj, że nademocjonalni rzadko kiedy pozostają obojętni wobec czegokolwiek. Wszystko wywołuje w nich jakieś emocje. Zawsze tacy byli (to znaczy od mniej więcej trzeciego roku życia) i się nie zmienią, choć mogą nad tym pracować.

2. Pytaj ich co czują

Jest jakiś powód tej emocjonalności. Co kryje się z atak mocną reakcją w tej, czy innej sytuacji? Rozmawiaj, podpytuj o uczucia. To może im pomóc się uspokoić, a może nawet zajrzeć w głąb siebie i przyjrzeć się swoim emocjom z innej perspektywy.

3. Nie mów: „Wiem, co czujesz”, jeśli nie wiesz

Przecież nie masz pojęcia co się dzieje w głowie nademocjonalnego. Dla ciebie wygląda i zachowuje się „jak wariat”. Ale pamiętaj, że każdy z nas na swój sposób przeżywa i czuje. Jeśli potraktujesz drugą osobę zdawkowo, możesz się spodziewać, że ona to wyczuje. Nikt nie chce czuć, że jego problemy (nademocjonalni maja ich mnóstwo) czy emocje są lekceważone.

4. Mów, że chcesz zrozumieć

Jego uczucia. Twoja otwartość i obecność, gotowość wysłuchania sprawi, że poczuje się bardziej komfortowo. W końcu wpuści cię do swojego świata.

5. Nie złość się

Wiem, to bywa trudne, a emocje łatwo się udzielają. Krzyki, zarzuty, trzaskanie drzwiami… Można wyjść z siebie. Staraj się zachować spokój i nie dolewać oliwy do ognia. Pomyśl o tym jak czuje się z tą utratą kontroli nad sobą nademocjonalny. Nie musisz się gniewać, złościć: on jest zły na siebie i tak.

6. Mów: to, że tak intensywnie odczuwasz jest w porządku

Nademocjonalni często czują, że nie są akceptowani. W związku z tym sami ze sobą źle się czują. Mów im, że nie warto być na siebie złym, że to nie jest ich wina. Zachęcaj do prac nad emocjami podkreślając, że chodzi przede wszystkim o ich komfort życia.

7. Nie walcz z emocjami logiką

Być może z logicznego punktu widzenia ich zachowanie jest zabawne. Pewnie masz dla nich przygotowane logiczne rozwiązanie ich problemów. Ale tak to już jest, że twoje logiczne i przemyślane rozwiązanie działa jak płachta na byka. Lepiej po prostu wysłuchaj.

8. Daj do zrozumienia, że nie zawsze możesz pomóc

Nawet jeśli możesz. Nademocjonalni często szukają powiernika dla swoich emocji i bolączek, a to szalenie trudna rola. Nie bierz jej na siebie, jeśli czujesz, że nie podołasz.

9. Nie mów: nic się nie dzieje

Może dla ciebie. Dla nademocjonalnego właśnie zawalił się świat. Przynajmniej w tym momencie. Za 15 minut być może odzyska równowagę i znów uwierzy w ludzi. Teraz TO jest szalenie ważne.

10. Zapytaj jakiś czas później, czy na pewno nic się nie stało

To naprawdę znaczy bardzo dużo. Dajesz nademocjonalnemu do zrozumienia, że nie jest sam ze swoimi problemami, że komuś na nim zależy

Nademocjonalny partner czy przyjaciel to naprawdę trudny orzech do zgryzienia. Należy jednak pamiętać, że on sam jest dla siebie jeszcze większym wyzwaniem. Życie na tak wysokich emocjonalnie obrotach odbija się na jego zdrowiu i kontaktach z ludźmi. Postrzegany jako furiat i wariat bardzo często czuje się niezrozumiany i samotny.


Psychologia Związek

„To matka daje córce moc. Przykro mi, że nie wszystkie kobiety tego doświadczają”. List córki do matki

Listy do redakcji
Listy do redakcji
24 lutego 2016
Fot. iStock / wundervisuals

„Jaką mam być dla niej matką?”- spytała mnie ostatnio przyjaciółka. Mama pięciolatki. Pomyślałam, że trudno jej będzie być dobrą mamą dla kobiety. Jej mama zawodziła ją tyle razy. Do tej pory więcej między nimi krytykowania i osądzania niż uczucia. A przecież miłość matki, to największa moc jaką dostaje kobieta, jej siła, mądrość,  potencjał, wszystko. Jest mi przykro, gdy myślę, że niektóre z nas są jej pozbawione.

Kobiecość

Tylko matka może nauczyć nas akceptować kobiecość, cieszyć się nią i rozumieć, że to jest siła. „Powinnaś schudnąć”, „Nie jedz tyle” słyszały moje koleżanki. „Wolałabym, żebyś była ładniejsza”, „Jeśli będziesz ładna, znajdziesz męża”.  Moje koleżanki uczyły się, że ciało trzeba katować i kobiecość jest wtedy, gdy cała reszta myśli, że jesteś kobieca. Gdy inni zazdroszczą ci urody, a mężczyźni za tobą szaleją.

„Ona jest wredna, złośliwa, źle ci życzy” słyszały o swoich przyjaciółkach. Uczyły więc, że inne kobiety są złe i nie wolno im ufać.

Dziękuję ci za to, że nigdy nie koncentrowałaś się na mojej urodzie, choć mówiłaś czasem, że jestem śliczna. Ale tak lekko i ciepło. Świadoma, że to jest dar, który dziś jest, a jutro go nie ma. Więc akceptuję, że jestem śliczna, dziś mniej, jutro bardziej. I patrząc na ciebie będę ( chyba) umiała się starzeć, bo mimo tego, że masz już 60 lat jesteś najpiękniejszą kobietą, którą znam. Taki bije z ciebie spokój.

I uwielbiałaś moje przyjaciółki. Nawet broniłaś ich przede mną. „Spójrz na to z innej perspektywy” tłumaczyłaś. Dzięki tobie mam tyle wspaniałych przyjaciółek i wiem, że to właśnie w kobiecości siła. Że fajnie się wspierać, rozumieć i być blisko.

Pasje

„Masz to robić” albo „Nie rób tego” – takie moje koleżanki, w większości, dostawały komunikaty od swoich matek. Dziś często rzucają studia, zmieniają prace, albo łykają antydepresanty. Nagle okazuje się, że wcale nie chciały robić tego, co robią. Chciały tylko spełnić cudze oczekiwania. Nie znają odpowiedzi na pytanie kim są, i czego szukają.

Dzięki tobie wiem, że najlepsza matka to taka, która zaraża pasją, ale niczego nie nakazuje. Pozwala wybierać, towarzyszy, ale nie krytykuje.

Pamiętasz jak byłam kiepska z matematyki? I jak rzuciłam studia z dnia na dzień? Nie mówiłaś: tyle ci poświęciłam, zapłaciłam za ten Londyn. Powiedziałaś: „Twoja decyzja. Wierzę, że wiesz co robisz”. I nie było w tym sarkazmu. Ani złości.

Córka, którą matka wspiera – w końcu dochodzi do tego, co chce w życiu robić. Nawet jeśli to nie zgadza się z marzeniami jej mamy. Nie boi się.

Dziękuję, że zawsze we mnie wierzyłaś i wciąż we mnie wierzysz. Wciąż powtarzasz, że mam talent i wrażliwość, która jest mocą. I nawet jeśli tego nie mam – jestem silna twoją wiarą. Dziś jesteś ciekawa tego, co robię. Szanujesz to i nigdy nie bagatelizujesz mojej pracy – a naprawdę zdarzają się matki dorosłych córek, które to robią.

Akceptacja

Wiem, że różne moje wybory były dla Ciebie trudne. Jesteś taka poukładana. Ciągle więcej w tobie grzecznej dziewczynki niż zbuntowanego szaleńca. Nie jesteś kolorowa, a takich matek zazdrościłam koleżankom. Do momentu, gdy moja przyjaciółka nie powiedziała, że jej mama była tak kolorowa, że już dla nikogo nie zostawiała miejsca.

Buntowałam się przeciwko tej twojej „grzeczności”. Chciałam cię rozzłościć miliony razy.  A typozwoliłaś na ten bunt. Nigdy nie powiedziałaś: „mam cię dość”, „ogarnij się”. Nie powiedziałaś: „robisz źle”, najwyżej: „zrobiłabym pewnie inaczej, ale rozumiem, liczy się tylko twoje szczęście. Tą akceptację czułam na każdym kroku, nawet gdy tonęłam i robiłam tyle błędów, że inni się ode mnie odwracali. „Jestem taka beznadziejna” siadłam w fotelu z papierosem. „Jesteś wspaniała, po prostu czasem się mylisz” odpowiadałaś. Dla ciebie zawsze byłam śliczna, mądra, zdolna. Tak cholernie zdolna, a przecież wiem, że wcale nie jestem aż tak wspaniała, jak mnie widziałaś.

Ale córka, która ma akceptację matki potrafi podejmować niezgodne z oczekiwaniami innych decyzje. Potrafi być szczera i akceptuje swoje wady.

Troska

Pamiętam, miałam sześć lat.  Biegałam z przyjaciółką po ogrodzie. Wpadłyśmy obie na cegły, które tam leżały. Zdarłyśmy sobie kolana, łokcie. Mi nawet poleciała krew z nosa.  Mama przyjaciółki darła się na nią, że jest nieuważna. A ty rzuciłaś wszystko i przytulałaś mnie długo. Pamiętam twoje słowa: „Nic się nie stało, nie twoja wina”. Tak było potem za każdym razem w życiu, gdy upadałam. Nawet, gdy wracałaś zmęczona z pracy, a przecież wstawałaś codziennie o piątej, żeby ogarnąć dom, przygotować śniadanie, czasem popracować. Jednak to wszystko nie było ważniejsze ode mnie. Nie widziałam cię nieuważnej, może tylko parę razy, ale nawet nie pamiętam, bo dobre wspomnienia są znacznie silniejsze. Nieraz mi pokazałaś, że mogę na ciebie liczyć.

Dziś wiem, że córka o którą matka się troszczy, sama umie troszczyć się o innych. Jest ciepła, uważna. Jeśli nie wciąż, to jednak przez większość czasu. Czuje się też ważna dla siebie samej.  Niezależnie od tego na jakim zakręcie by była.

Miłość i mężczyźni

To jest jedyna sfera, gdzie cię nie rozumiałam. Przynajmniej kiedyś. Ale nauczyłaś mnie szacunku do swojego ciała i mówiłaś, że miłość jest piękna i warto na nią czekać. Tłumaczyłaś czym jest seks, że jest siłą, mocą, że wszystko jest w porządku jeśli dwoje ludzi się kocha.

Myślę, że też dzięki tobie dziś kocham i jestem kochana. I wiem na pewno, że kobiety czasem niepotrzebnie obwiniają się, że znalazły złych partnerów. Dzięki temu ich córki uczą się, że miłość bywa różna. I mężczyźni też. Możemy mniej lub bardziej świadomie wybierać.

Wybaczanie

Żeby nie było, że jesteś ikoną i marzeniem każdej córki. Miałaś momenty, gdy popełniałaś błędy. Nigdy nie rozumiałam twojej relacji z tatą, potem miałam o to żal, złościłam się, wypominałam. Byłam jak dziecko, które tupie nogą i tupie. A ty nie zachowałaś się jak wiele innych matek. Nie powiedziałaś, że jestem bezczelna, że nie moja sprawa, że mi się wydawało, że się czepiam, że jestem niesprawiedliwa. Powiedziałaś, że przepraszasz. Że bardzo żałujesz, ale nie zmienisz przeszłości i po co mamy nią wciąż żyć.

I rzeczywiście pomyślałam: po co?

I tu okazałaś się mądrzejsza ode mnie.  Jak zresztą zawsze.

Dzięki tobie zrozumiałam, że nie chodzi o to, żeby matka nie popełniała błędów tylko o to, by umiała za nie przepraszać i się zmieniać. Twoja miłość nauczyła mnie, że nic nie jest tylko białe albo czarne, że ludzie mają swoje słabości, że czasem zachowują się strasznie. Ale jeśli chcą się zmieniać – warto im wybaczać. Bo ja też nie jestem idealna, ale to wcale nie znaczy, że nie jestem fajna.

I powiem ci, choć przecież o tym wiesz. Wciąż mam nadzieję, że będę miała kiedyś córkę i będę ją mogła kochać tak jak ty mnie. Dać jej tyle wspaniałych rzeczy, tyle mądrości. Bo jeśli jestem jakoś mądra – to tylko dzięki tobie.

Chciałabym porozmawiać z nią jak z najlepszą przyjaciółką. Z akceptację tego, że jesteśmy dwoma odrębnymi istotami, a ona nie musi się dla mnie poświęcać tylko dlatego, że ją wychowałam i kochałam. Tak jak ty ode mnie niczego oczekujesz. I jesteś. Nawet jeśli czasem nie ma mnie.

Gdyby każda matka była taka jak ty – świat byłby prostszy.


Zobacz także

Cztery słowa, które potrafią zrujnować każdy związek

„Nie rozumiem. Gdzie się gubi taką miłość?”. A czy to w ogóle była miłość?

Dziewczyno, jakkolwiek jesteś pogubiona i poszukujesz odpowiedzi na podobne, jak moje, pytania, szukaj ich najpierw w sobie!

Już nie razem, ale wciąż pod jednym dachem. Jak przeżyć ten trudny czas?

www.farm-pump-ua.com/stanodzhekt-sp-laboratoriya.html

https://buysteroids.in.ua

in detail antibioticlistinfo.com