Zdrowie

Świąd – intymny problem

Agnieszka Nalewczyńska
Agnieszka Nalewczyńska
4 lipca 2016
Fot. iStock
 

Dziś poruszam bardzo ważny a zarazem wstydliwy problem świądu w okolicach intymnych. Dolegliwości są na tyle uciążliwe, że pacjentki szukają opieki u wielu lekarzy i podejmują się każdej możliwej terapii. Z uwagi na złożoność problemu o pomoc w przygotowaniu artykułu poprosiłam dr n.med. Aleksandrę Zielińską, która jest ekspertem w tej dziedzinie. 

DLACZEGO SWĘDZI, BOLI LUB PIECZE W OKOLICACH INTYMNYCH???

Dolegliwości pojawiające się w okolicach intymnych (okolica warg sromowych mniejszych i większych, przedsionek pochwy oraz pochwa) powodują znaczne obciążenie psychiczne oraz dyskomfort fizyczny, ze względu na znaczenie tej sfery w życiu każdej kobiety. Nawet 20 – 30%  naszych pacjentek zgłasza przewlekłe dolegliwości tej okolicy.  Kobiety trafiające na wizytę często mają bogatą historię konsultacji lekarskich oraz prób leczenia. Mnogość zastosowanych terapii potrafi znacznie zamazywać obraz kliniczny. Wiele z nich ma za sobą nawet leczenie psychiatryczne i choć psychoterapia może stanowić istotny element wspomagający leczenie każdej choroby, to najpierw powinna być jednak poznana przyczyna zgłaszanych objawów i wdrożone właściwe postępowanie, ukierunkowane na poprawę jakości życia pacjentek. Najczęściej zgłaszaną dolegliwością jest świąd okolic intymnych. Inne to ból, pieczenie, ucisk lub kłucie. Podczas pierwszego spotkania w gabinecie skupiamy się na zebraniu  bardzo dokładnego wywiadu, ze szczególnym uwzględnieniem przebytych chorób układowych i chorób skóry, czynników wyzwalających i nasilających objawy, prawidłowości zwyczajów higienicznych oraz nadwrażliwości lub uczuleń.

Dlaczego tak się dzieje?

Przyczyny dolegliwości bywają różne. Główną przyczynę stanowią zakażenia  bakteryjne , grzybicze, wirusowe a także pasożytnicze. Często na skutek braku potwierdzenia źródła infekcji leczenie jest nieskuteczne. Rozpoznanie infekcji możliwe jest  po pobraniu odpowiedniego wymazu, na podstawie którego dostajemy odpowiedź co konkretnie wywołało stan zapalny. Bardzo istotne jest aby wynik zawierał tzw. antybiogram czyli ocenę wrażliwości wyhodowanych drobnoustrojów na określone antybiotyki. Warto podkreślić, że niezwykle istotne jest aby po zakończonym leczeniu pacjentka otrzymała probiotyk  dopochwowy czyli kapsułkę zawierająca pałeczki kwasu mlekowego, co znacznie zmniejsza ryzyko nawrotu infekcji.  Analizując przyczynę przewlekłych dolegliwości nie powinniśmy zapominać o chorobach ogólnoustrojowych jak cukrzyca czy alergiach np.: na stosowane kosmetyki czy środki czystości, kiedy to ich leczenie powoduje zlikwidowanie uciążliwych objawów.  Silne i niezwykle nieprzyjemne dolegliwości okolic intymnych jak ból, szczypanie, uczucie suchości czy problemy w trakcie stosunków seksualnych, określane mianem dyspareunii, pojawiać się mogą na skutek obniżenia stężenia estrogenów u pacjentek w okresie menopauzy. Należy podkreślić, iż uczucie suchości może pojawiać także u naszych młodszych pacjentek. Leczenie polega na zastosowaniu preparatów nawilżająco –odżywiających śluzówkę pochwy oraz przedsionka jak np. preparaty kwasu hialuronowego oraz wprowadzeniu miejscowej terapii estrogenowej.

Jak możemy pomóc?

U pacjentek z wielomiesięcznym lub nawet wieloletnim wywiadem w kierunku dolegliwości w okolicach intymnych często niezbędne jest wykonanie tzw. biopsji czyli pobrania fragmentu  skóry do oceny histologicznej. Wycinki te pobierane są najczęściej w znieczuleniu miejscowym z okolic zewnętrznych narządów płciowych i pozwalają postawić właściwe rozpoznanie. U części pacjentek stwierdzamy  tzw. nabłonkowe nienowotworowe choroby  sromu, a także niestety coraz częściej nowotwory sromu i stany je poprzedzające. Jeżeli wynik badania histologicznego  jest prawidłowy to rozpoznajemy  wulwodynię.  Jest to przewlekła choroba zewnętrznych narządów płciowych w przebiegu której obserwujemy ból, pieczenie, kłucie lub inne dolegliwości trwające co najmniej 3 miesiące. W badaniu ginekologicznym w tej grupie pacjentek, poza rzadko występującym zaczerwieniem sromu i nieznacznym obrzękiem, nie stwierdza się odchyleń od normy.

Jedną z najczęściej rozpoznawaną zmianą u pacjentek z przewlekłymi chorobami  sromu jest liszaj twardzinowy  – przewlekła choroba zapalna o nie do końca poznanej etiopatogenezie. W badaniu ginekologicznym u pacjentek stwierdzamy leukoplakie czyli biało-perłowe ogniska w obrębie cienkiego, zanikowego nabłonka. Wraz z upływem czasu i postępem choroby dochodzi do stwardnienia i pogrubienia miejsc zmienionych chorobowo. Białe plamy przeplatane mogą być zmianami rumieniowatymi. Gdy dochodzi do wtórnego zakażenia bakteryjnego lub grzybiczego obserwujemy bolesne nadżerki i owrzodzenia. Zmianom zwykle  towarzyszy świąd, pieczenie, kłucie lub ból. Charakterystyczne jest to, iż dolegliwości nasilają się w nocy, zaburzając sen. U części pacjentek obserwowany jest postępujący zanik warg sromowych oraz zwężenie wejścia do pochwy, co może wpływać na życie seksualne naszych pacjentek.

Jak leczyć?

Celem leczenia pacjentek  z liszajem twardzinowym jest ograniczenie dolegliwości pojawiających się w przebiegu tej choroby oraz niedopuszczenie do rozwinięcia zmian nowotworowych. Podstawę leczenia stanowi miejscowe stosowanie kortykosteroidów, z ewentualnym  dodatkiem środków przeciwgrzybicznych i przeciwbakteryjnych. Stosując je musimy jednak pamiętać o efektach ubocznych takiej terapii.

Alternatywę dla leczenie miejscowego stanowi unikatowa terapia fotodynamiczna. Jest to metoda oparta na współdziałaniu substancji fotouczulającej , tlenu oraz światła o odpowiedniej długości. Preparat fotouczulający nakładany jest na chorobowo zmienione miejsca na około 90 min przed naświetlaniem, które trwa 10 minut. Jeden kurs terapii fotodynamicznej to 10 naświetlań światłem w odstępie 7-dniowym. Metoda ta znalazła zastosowanie w wielu dziedzinach medycyny, a w ginekologii stosowana jest w coraz większej grupie jednostek chorobowych. Korzystne efekty poza pacjentkami z nabłonkowymi chorobami sromu obserwujemy także w przypadku kłykcin kończystych czy nawrotowych zakażeń okolic intymnych. Terapie można powtarzać wielokrotnie, praktycznie nie obserwowane są efekty uboczne.

W chwili obecnej prowadzone są badania nad skutecznością terapii osoczem bogatopłytkowym. W celu jego otrzymania konieczne jest pobranie od pacjenta około 10 ml objętości krwi pełnej aby otrzymać  5-7 ml osocza bogatopłytkowego. Krew zostaje pobrana próżniowo do fiolki z żelem separującym, a następnie odwirowana w celu oddzielenia płytek krwi od pozostałych składników. Następnie wykonuje się mezoterapię, czyli linijne lub punktowe okłuwanie miejsc docelowych czyli sromu. Zabieg należy wykonywać w seriach – zazwyczaj jest to cykl 3 zabiegów w odstępach  1 miesiąca. Wyniki tej terapii, choć eksperymentalnej, wydają się być bardzo obiecujące.

W przypadku każdej stosowanej terapii wymagana jest ścisła współpraca z pacjentką oraz jej cierpliwość, gdyż na efekty leczenia nieraz czeka się bardzo długi okres.

Bardzo dziękuję za pomoc w przygotowaniu materiału dr Aleksandrze Zielińskiej (prywatna praktyka lekarska, telefon kontaktowy 504166900)


Zdrowie

Moje kosmetyczne „MUSZĘ MIEĆ”, czyli jak za nieduże pieniądze czuć się zadbaną

Agnieszka Nalewczyńska
Agnieszka Nalewczyńska
23 lipca 2016
Fot. Istock / AleksandarNakic
 

Od najmłodszych lat jesteśmy bombardowane pięknymi reklamami luksusowych kosmetyków, prezentowanych przez idealne modelki lub aktorki. I nie powiem, sama nieraz uległam tym kolorowym zapewnieniom, że już po pierwszym użyciu tego produktu będę młoda, piękna a przez to szczęśliwsza. Zwykle oczywiście kończyło się rozczarowaniem, bo po takich szalonych zakupach debet na koncie, a efektów jak nie było tak nie ma. Dlatego od kilku lat jestem wierna tanim, zwykle polskim „perełkom”, które wynajduję testując na sobie. Moim pacjentkom też równie często polecam poniższe kosmetyki – i zwykle dziwią się, że niedrogie rzeczy mogą mieć tak pozytywny wpływ na naszą skórę i samopoczucie. Dziś chciałabym się tą wiedzą podzielić. Kosmetyczne cudeńka nie muszą być drogie!

ZIAJA kuracja dermatologiczna z witaminą C+HA/P – powinnam zacząć od tego, że najbardziej wierzę właśnie w witaminę C oraz retinol. Tylko te dwie substancje mają zdolność przenikania przez naskórek, a tym samym działają dogłębnie, a nie tylko na powierzchni skóry. I dlatego moja codzienna pielęgnacja opiera się właśnie na tej cudownej witaminie (o serum napiszę poniżej). Witamina C jest antyoksydantem, ma właściwości napinające oraz rozjaśniające, a więc same zalety. Dodatkowo krem spełnia moje oczekiwania – ma treściwą, choć nietłustą konsystencję, szybko się wchłania, nie pozostawiając tłustego filmu a co najważniejsze działa – rano moja skóra jest świetlista i napięta.

ZIAJA krem nawilżający z kwasem hialuronowym. Krem ma same zalety -konsystencja śmietany, przyjemny zapach, szybkie wchłanianie, bez pozostawiania tłustego filmu oraz co dla mnie decydujące o tym, że jest kremem nr 1 na dzień – nie roluje się pod fluidem i dobrze z nim współgra.

BIELENDA Skin Clinic Profesional, Super Power Mezo Serum (Aktywne serum korygujące Anti-Age do cery mieszanej i tłustej, z niedoskonałościami) – kosmetyczne serum, które zawiera kolejny mój kosmetyczny hit, a mianowicie kwas laktobionowy, który ma zdolności złuszczające naskórek oraz stymulujące mechanizmy naprawcze skóry. Przy regularnym stosowaniu goi zmiany skórne, zmniejsza ilość wytwarzanego sebum, rozjaśnia, napina oraz koryguje pierwsze zmarszczki. Kwas laktobionowy jest wspierany przez delikatne działanie kwasu migdałowego oraz witaminy B3.

LiQ CC Light 15% Vitamin C Boost – ponownie pojawia się moja ulubiona substancja na wszelkie zło. Do wypróbowania tej konkretnie polskiej marki namówiła mnie Angelika prowadząca blog która ma na tym polu ogromne doświadczenie. I jak zwykle po konsultacjach z nią nie zawiodłam się. Serum jest treściwe a co ważne bardzo wydajne. Co ciekawe ma przepiękne opakowanie, którego nie powstydziłby się żaden luksusowy, zagraniczny kosmetyk. Pozostawia moja skórę napiętą, a że jest silnym antyoksydantem wierzę, że zapewniam jej profilaktykę przeciwstarzeniową. Link do opinii Angeliki

http://kosmostolog.blogspot.com/2016/02/liq-cc-najlepsze-serum-z-witamina-c.html

 

TOŁPA ekspresowe serum antycellulitowe 14 dni – po latach poszukiwań i testowania specyfików od tych po kilkanaście złotych po te za kilkaset (tak, tak naiwność moja nie znała granic!) wiem, że żaden, ale to żaden specyfik za mnie z problemem cellulitu się nie upora. Nie oszukujmy się, tylko dieta, ruch i zabiegi w zespole mogą zmniejszyć ten problem. Jednak lepiej się czuję jak okolice objęte cellulitem codziennie pielęgnuję jakimś kremem. Wybór padł na Tołpę gdyż jest pozbawiona jakichkolwiek substancji konserwujących, zawiera borowinę (panaceum na wiele dolegliwości) a dodatkowo pozostawia skórę pięknie, ale nie tandetnie rozświetloną bardzo małymi i błyszczącymi drobinkami.

RETIMAX – absolutny mój hit od wielu lat, aż sama się dziwię, że od niego nie rozpoczęłam zestawienia. Cudo za dokładnie kilka złotych. Zawiera witaminę A, z tego co wiem o najwyższym stężeniu dostępnym w takich maściach na rynku i nadaje się po prostu do wszystkiego. Regularnie stosuję ją jako krem pod oczy (nadmiar odciskam chusteczka higieniczną), krem na noc na serum z witaminą C, krem do stóp, krem do rąk, błyszczyk a nawet jako krem do pupy dla moich dzieci. Jedyna jego wada to nieporęczna metalowa tubka, ale biorąc pod uwagę jego liczne zalety i fantastyczną cenę mogę przymknąć na to oko.

IWOSTIN prefectin re-liftin – tym razem peeling z kwasem laktobionowym, wspomnianym poniżej. Ale proszę nie wystraszyć się słowa „peeling” w nazwie, gdyż działa bardzo delikatnie i bliżej mu jednak do serum. Działa podobnie do serum Bielendy, ale dodatkowa zawartość regenine oraz actopontine sprzyja odbudowie naskórka oraz pobudza syntezę kolagenu, czyli działa przeciwzmarszczkowo. Sama aplikacja jest bardzo przyjemna – nie szczypie, nie podrażnia. Często na ten peeling stosuję krem z wit C Ziai lub retimax. Połączenie idealne.

ANTIDRAL – moja tajemna broń w walce z potem. Stosuję go nieco inaczej niż zaleca producent, gdyż aplikuję go co 3-4 dzień na noc i rano zmywam, nie stosując już żadnego innego zabezpieczenia przed potem. I działa! Czuję się komfortowo a przez fakt, że nie muszę stosować żadnych innych dezodorantów nic nie miesza się z moim ulubionym zapachem perfum.

OXEDERMIL– to odpowiedź na problem suchych i pękających stóp z uwagi na bardzo dużą bo aż 30% zawartość mocznika. Jego skuteczność została zwiększona poprzez dodanie do preparatu kwasu mlekowego, gliceryny, alantoiny oraz masła shea. Często również polecam ten krem pacjentkom, które mają problem z nadmiernym rogowaceniem skóry (kolana, stopy, łokcie, dłonie) a także rogowaceniem przymieszkowym (głównie ramion). Po zastosowaniu peelingu mechanicznego w tych okolicach oraz regularnej aplikacji można dosyć szybko pozbyć się problemu.

DERMOSAN – obok tego małego cudeńka za grosze zapewne przeszłabym obojętnie, gdybym nie przeczytała, że regularnie stosuje go Anja Rubik. Wiedziona zawodową ciekawością oczywiście musiałam spróbować! Od tego momentu na stałe zagościł w mojej kosmetyczce. Głównie stosuję go jako krem na zimę, zarówno dla mnie jak i dla dzieci. Sprawdza się idealnie – chroni przed warunkami atmosferycznymi, a nowa wersja ma nawet filtry UVA i UVB, które mogą chronić przed krótkotrwałą ekspozycją na słońce. Poza sezonem jest idealny jako krem do rąk oraz krem na noc lub w celu regeneracji skóry po zabiegach w moim gabinecie.

Z żadnym z wyżej wymienionych producentów kosmetyków nie jestem w żaden sposób związana, oprócz czystej przyjemności stosowania. Chętnie przeczytam w komentarzach czy stosujecie podobne kosmetyki.


Zdrowie

Eko wyprawka

Agnieszka Nalewczyńska
Agnieszka Nalewczyńska
6 czerwca 2016
Fot. Pixabay / PublicDomainPictures /

Zegar tyka… termin porodu tuż… W ferworze wicia gniazda dla kolejnego maluszka, rozpakowując kolejne zabawki i inne gadżety, które chomikowałam po synku, co chwilę nachodziła mnie refleksja co tak naprawdę jest potrzebne przyszłej mamie? Czy kiedyś staraliście się policzyć ile pieniędzy zostało wydane przez nas same lub naszych bliskich na zupełnie niepotrzebne rzeczy dla maluszka?

Pochylając się nad kolejnym uroczym, piszczącym miśkiem i wkładając do pralki podstawę trzeciej maty edukacyjnej pomyślałam, że może warto zrobić rozrachunek sumienia, taki top niezbędnych niezbędności?

WÓZEK

Chyba nikogo nie zdziwi rozpoczęcie zestawienia od wózka. I tu posypuję głowę popiołem. Gdy byłam w ciąży z synkiem do zakupu wózka podeszłam zupełnie niepoważnie. Odwiedziłam jeden sklep, a wiedziona absolutnym zaufaniem do sprzedawcy kupiłam po prostu pierwszy lepszy. I tak jak byłam bardzo zadowolona z wersji z gondolą, tak spacerówka jak i nosidełko kompletnie nie spełniły moich oczekiwań. Dlatego teraz myślę, że mój wybór padł na wózek idealny.

Po pierwsze wiem, że trzeba kierować się przeznaczeniem wózka. W moim przypadku chciałabym taki najbardziej uniwersalny – zarówno sprawdzający się w miejskiej dżungli jak i w terenie. Koła muszą być super zwrotne. Po drugie konieczna jest głęboka, długa gondola montowana nie na wysokości kolan moich i mojego męża – szanujmy swoje plecy!!! Po trzecie spacerówka koniecznie musi mieć kilka regulowanych pozycji zarówno plecków jak i oparcia nóżek dla dziecka, dobrą budkę oraz wygodne siedzisko. A nosidełko, tu chyba nikt nie zaprzeczy, musi być po prostu bezpieczne w czasie transportu maluszka. Jeśli chodzi o stelaż to dla mnie najistotniejsze jest łatwe, szybkie składanie do jak najmniejszych gabarytów. No i oczywiście nie może ważyć miliona kilogramów.

Wybór wózków jest ogromny, bardzo długo się zastanawiałam zanim wybrałam wózek wyposażony w pełni regulowane siedzisko i które po złożeniu jest naprawdę mały. Gondolka jest prawdopodobnie najlżejsza z oferowanych na rynku – 3,4 kg . Budka spacerówki ma dodatkowy, zapinany na zamek segment, dzięki któremu możemy ją wydłużyć . Chroni to lepiej przed wiatrem i słońcem. A koła skręcają się fantastycznie. Dla eko Mam – wersja z podszyciami z eko bawełny. Niezwykle praktyczny i nowoczesny. Wózek idealny.

Pierwszy spacer fotorelacja:

attachment-5

FOTELIK

Nie bez znaczenia jest kwestia bezpiecznego przewożenia maluszka. Już pierwsza podróż ze szpitala do domu jest pełna emocji a wygodny i atestowany fotelik daje nam większe poczucie komfortu. I tutaj wybrałam moim zdaniem fotelik najlepszy na rynku – powalił mnie design, wyniki testów bezpieczeństwa, zagłówek regulowany w ośmiu ! pozycjach i fakt, że producent zadbał i pochwalił się że produkt nie zawiera substancji trujących dla dziecka.

Otulacz, szumiący miś  i smoczek z kauczuku czyli recepta na spokój maleństwa

Jestem podręcznikową mamą i jestem z tego dumna. Może to lata nauki spowodowały u mnie potrzebę ciągłego czytania i zgłębiania każdego tematu oraz napotkanego problemu? A nie oszukujmy się – macierzyństwo to jedna wielka zagadka! Jestem wierną wyznawczynią Tracy Hogg i jej książki „Zaklinaczka dzieci” dlatego tak bardzo potrzebny był mi otulacz oraz biały szum. Ileż ja się naokręcałam tego mojego oseska pieluchami tetrowymi i kocykami…a tu nóżka wyszła a tu rączka….droga przez mękę! A minęło pięć lat i cud nastąpił – znalazłam piękny, idealny otulacz firmy Lodger i już wiedziałam, ze musi być mój! A raczej mojej córeczki. Skład otulacza spełni oczekiwania każdej eko mamy – dzianina hydrofilowa, gwarantująca elastyczność materiału i chłonność.
Jedyny problem mam z wyborem koloru i wzoru tego cudeńka…a podobno od nadmiaru głowa nie boli ?

Podobnie rzecz się ma z białym szumem. Synkowi puszczałam go z mp3, ale ile historii słyszałam o przegrzanych suszarkach, obślinionych telefonach, umęczonych odkurzaczach oraz godzinach spędzonych pod wentylatorem w kuchni. A dziś mogę zwyczajnie kupić słodkiego, zowego misia, którego szum, wydobywający się z brzuszka będzie koić moją dziecinkę, a potem może zasłuży na rolę najlepszego przyjaciela-przytulanki?  Co bardzo dla mnie ważne pomysł na niego zrodził się w Polsce i produkowany jest również w naszym kraju.

Wierzę również w magiczną moc smoczka- uspokajacza. Oczywiście nie popieram zapychania ust dwulatka plastikiem, ale zaspokojenie normalnej potrzeby ssania u małego oseska to zupełnie co innego. Tym razem starałam się znaleźć taki z naturalnego kauczuku, w końcu będzie „spędzać” sporo czasu w buzi mojego dziecka. Wybrałam smoczek klasyczny okrągły z czystego kauczuku.

Karmienie

Akcja karmienie-tu poległam na całej linii. Bardzo chciałam synka karmić piersią, a im bardziej chciałam tym pokarmu było mniej. Walczyłam o każdy ml mleka jak lwica, dlatego wiem, ze laktator niesie nieocenioną pomoc, dla mnie produkt niezbędny. I z góry zaopatrzyłam się w butelki do karmienia, które kształtem swojego smoczka są jak najbardziej zbliżone do kobiecej piersi. Liczę, że może uda się karmić na przemian. Jak butelka to i sterylizator – najlepiej duży, aby pomieścił kilka butelek, smoczki oraz niektóre gadżety które sterylizowałam. Dlatego wybrałam elektryczny, łatwy w użytkowaniu z krótkim programem działania. Oczywiście nie ma co szaleć z przesadną jałowością otoczenia dziecka. Mojemu zdarzało się polizać podłogę, brudną zabawkę wpakować do buzi a jabłko najlepiej smakowało ubrudzone w piaskownicy ale w pierwszym miesiącu życia, gdy otaczający świat jest tak nowy warto przyłożyć się do czystości wokół dziecka.

A wracając do tematu mlecznego, to w poprzedniej ciąży poduszkę do karmienia kupiłam ładną i jak większość rzeczy ślicznych – kompletnie niepraktyczną. Była sztywna, zupełnie nieforemna a tym samym zbyteczna…choć może nie do końca bo jak synek zaczął siadać jej sztywność była jednak nieocenionym podparciem (choć dla mnie gadżet zbędny). Dopiero jak zaczęłam mieć problem z karmieniem i udałam się do pogotowia laktacyjnego zakochałam się w mięciutkiej, wypełnionej kuleczkami poduszce, którą tam otrzymałam do ćwiczenia przystawiania młodego do piersi. W drugiej ciąży, jak tylko kręgosłup zaczął odmawiać współpracy wyszukałam ową poduszkę w internecie, a jakie było moje szczęście, gdy okazało się, że można kupić ją w wersji multi – dużą, która służy mi w tej chwili jako oparcie i podparcie a za chwilę będzie pomocna w karmieniu. Dziecko cudownie układa się przy piersi, a kuleczki tworzą wokół niego mięciutka otulinkę.

Kosz Mojżesza

Kosz Mojżesza – to chyba wyjątek w kategorii śliczne i praktyczne. Leciutka gondola, przepięknie wykonana z ekologicznych surowców, przewiewna, którą wszędzie mogę zabrać ze sobą – do kuchni, do salonu a nawet łazienki. Poprzednio, aby dziecko mieć przy sobie korzystałam z wózka i gondoli ale to rozwiązanie jest dosyć kłopotliwe. Nie muszę pisać o konieczności czyszczenia kół każdorazowo po spacerze, a także o utrudnionym wjeździe do niektórych pomieszczeń. W tej ciąży wymarzyłam sobie obecność w domu pięknej kołyski i naturalnym wyborem dla mnie był właśnie kosz Mojżesza. Myślę, ze to była bardzo dobra decyzja.

DSC00024
Kąpiel w zgodzie z naturą czyli Tummy Tub

Wanienka – niby oczywiste, po prostu przedmiot napełniany wodą…. Poprzednio miałam piękny stelaż z przewijakiem nakładanym na wanienkę, który już podczas pierwszej kąpieli okazał się kompletnie niepraktyczny i zupełnie niefunkcjonalny. Więc pozostał jako mebel-przewijak a wanienka uroczo kurzyła się pod spodem. Kupiłam więc kolejną wanienkę do położenia na komodzie ale gimnastyka (szczególnie samodzielna) jak utrzymać głowę malucha nad taflą wody to nie lada wyzwanie. Pomagałam sobie na rożne sposoby: stelaże do wanienki – sztywne, gąbka jako wyściółka – nie do wykręcenia po kąpieli i trudna w utrzymaniu w czystości. Dlatego teraz szukałam ergonomicznego wiaderka, w którym maluch mógłby siedzieć, a także abyśmy obydwie czerpały przyjemność z wieczornej toalety. Nie obawiajcie się kąpieli w wiaderku – dzieci przyjmując pozycje embrionalną czują się w wiaderku jak w łonie matki, a dzięki ograniczonej przestrzeni jest im przytulnie i ciepło. Ponownie również apeluję – dbajmy o swoje kręgosłupy, bo jeszcze trochę muszą nam posłużyć.

Czysta pupa bez odparzeń

I na okrasę sprawa „grubej wagi” czyli toaleta pupki niemowlaka. Przyznaję bez bicia, że z uwagi na swoją wygodę i liczne obowiązki, nie tylko macierzyńskie, kwestia pielęgnacji musiała być łatwa, szybka i wygodna. Dlatego nigdy nie rozważałam pieluch wielorazowych czy też tetrowych, bo szkoda było mi czasu na pranie i prasowanie. I pewnie, gdyby nie bycie Ambasadorką eko serwisu nadal używałabym klasycznych, sklepowych pieluch. Jednak zostałam uświadomiona, że można zakupić pieluchy ekologiczne, również jednorazowe, ale przyjazne zarówno dla pupy mojego malucha jak i dla środowiska i te właśnie pieluchy biodegradowalne mam zamiar teraz stosować. To w końcu niezwykle ważne, żeby pupa malucha miała kontakt z jak najbardziej naturalnym materiałem. Nie ukrywam, że są droższe od tych zwykłych ale uspokajają sumienie, że nie produkuję całej masy kolejnych śmieci a moje dziecko nie wchłania trucizny przez skórę.

A jak już złapałam eko bakcyla to zakupiłam również biodegradowalne woreczki na pieluchy oraz całą masę eko gadżetów do higieny: organiczne kosmetyki , bio mokre chusteczki, bio waciki, spray na ciemieniuchę na bazie olejka migdałowego, naturalny płyn do prania (dopiera wszystko, bez obaw !), spray do odkażania zabawek (warto!).

Szczególnie zachwyciła mnie woda miceralna dla dzieci w dużej, poręcznej butli z dozownikiem, którą stosuję do przemywania buzi córki. Dodatkowa jej zaletą jest delikatny zapach nie drażniący małego noska. Niezbędny jest też organizer z nożyczkami, cążkami, piękną i miękką szczotką do włosów (dla mnie bardzo istotne bo córeczka urodziła się z bujną, czarną czupryną) oraz przyrządami do toalety noska.

Młoda okazała sie strasznym zmarzluszkiem dlatego niezbędny był mi dodatkowy kocyk – wybrałam śliczny, szary ze wzorem w warkocze. Co ciekawe mogłam do tego dokupić jego wersję mini, która ma przyczep na smoczek. To zestawienie sprawdziło sie doskonale – smoczek jest zawsze łatwy do znalezienia, nawet w nocy a niedługo córka będzie mogla sie do niego również przytulać.

W trakcie wieczornej toalety naszym hitem okazał się być dwustronny ręcznik bambusowy, który jest bardzo chłonny i szczelnie otula dziecko po kąpieli. Dodatkowo ma bardzo fajny zaczep na szyję rodzica, dzięki temu nie trzeba się martwić, ze sie zamoczymy a ręce są wolne.

W kolejnych wpisach opowiem Wam jak się sprawdziły produkty i o moich kolejnych odkryciach, ułatwiających życie z maluszkiem.


все про левитру

левитра стоимость

steroids philadelphia