Psychologia Zdrowie

Rak na emigracji potrafi być okrutny i bardzo samotny

rakowaPATKA
rakowaPATKA
9 stycznia 2016
Fot. iStock / Pilin_Petunyia
 

 

Fot. iStock

 

Kilka dni temu odwiedziła mnie znajoma. Nim zdążyłam zaparzyć kawę, ona zdążyła się rozpłakać. I to z powodu byłego partnera. Rozstali się kilka lat temu. Pamiętam jak wtedy to przeżywała. W tamtym czasie ona została bardzo przez niego zraniona. A teraz zadzwonił do niej i nalegał na spotkanie. Spotkali się w pewien deszczowy dzień, gdzieś w centrum tego dużego i głośnego miasta. Jest chory na raka. Raka trzustki. Zdiagnozowany został bardzo późno. Zbyt późno, by móc cokolwiek dla niego zrobić. Nie oczekiwał od niej współczucia, chyba bardziej zrozumienia. Chciał po prostu porozmawiać. Ufał jej. Kiedyś byli ze sobą bardzo długo. Rozumieli się, ale to nie wystarczyło. Wtedy to nie wystarczyło. Zostawił ją i odszedł. Odszedł, bo zakochał się w pięknej egzotycznej dziewczynie. A ona nie potrafiła zaufać ponownie. I z czasem chyba polubiła swój stan singielki. Nie wiem czy go wciąż kocha. Minęło sporo czasu od tamtych wydarzeń.

Zapytałam o rokowania. I choć zdawałam sobie sprawę, że moje pytanie jest bezlitosne, to też wiedziałam, jak bezlitosny jest rak trzustki. Przyszła porozmawiać, a ja nie mogłam jej okłamywać. Musiałam wiedzieć, bym mogła pomóc chociaż jej. Usłyszałam: SZEŚĆ miesięcy, może krócej. Wciągnęłam powietrze i powoli je wypuściłam. Objęłam ją szybko i posadziłam na sofie, podałam jej pudełko chusteczek i zaparzyłam kawę. Będąc w kuchni natychmiast przypomniała mi się historia Ani Przybylskiej. W sierpniu dostałam od przyjaciół smsa, w październiku Przybylska zmarła. W tym przypadku tutaj, to on zaniedbał temat. Jak to czasem mężczyzna. Do tego żyjący na emigracji. Rak trzustki to jeden z najbardziej podstępnych nowotworów. Do lekarza nie poszedł we właściwym czasie, a z pewnością nie poszedł wtedy, kiedy czuł się źle. A potem przy pierwszym kontakcie z lekarzem nie naciskał, wierzył we wszystko co mu lekarz powiedział, nie nalegał na rozszerzenie badań. I stało się! Zaniedbanie, ból i szpital. A potem zaproponowano mu leczenie paliatywne i wydłużenie życia jak długo się da w jego przypadku. Wtedy zadzwonił do niej. Do swojej byłej narzeczonej.

Rak na emigracji potrafi być okrutny i bardzo samotny

Chory często, po tym jak usłyszy diagnozę, nie wie co ze sobą zrobić. Ona przyszła do mnie, kompletnie zagubiona, nie gotowa na to wszystko, ale gotowa na to, by mu pomóc. I to jest najpiękniejsze, co tylko może spotkać drugiego człowieka. Obecność. Zastanawia się czy walczyć o niego, czy akceptować to wszystko, o czym mówią lekarze. Wiedząc o moich ostatnich przeżyciach, zapytała mnie – czy będę mogła pomóc? Zwróciła się do mnie o jak najwięcej informacji, zapytała o następny krok. Oczywiście, że jej pomogę. Oczywiście. Nie będę mogła technicznie w tym wszystkim uczestniczyć, bo na to ja sama nie jestem gotowa. Nie jestem gotowa, by po mojej tak ogromnej stracie, z którą pogodzić się nie mogę, łapać teraz kogoś innego za rękę i trzymać. Trzymać mocno. Na to jestem za słaba. Nie miałabym odwagi tego zrobić. Będę na tyle, na ile sama dam radę i na ile pozwolą mi moje możliwości. Podzielę się wiedzą i zaprowadzę tam, gdzie powinni trafić. Byłam z nią szczera. Popłakałyśmy sobie razem i zaczęłyśmy działać. Mój Brat, gdy Go odwiedzałam w hospicjum, często śmiał się ze mnie, że jestem jak taka ulotka. Zawsze przepadałam przy stojaku z ulotkami i gazetkami. Tak już mam, że lubię wiedzieć i nieustannie uzupełniać tę wiedzę. Teraz mogłam niektóre z tych informacji przekazać jej. Zostawić jakiś namacalny ślad. Skierowałam ich do organizacji, gdzie otrzymają pomoc. Pomoc od A do Z. Przede wszystkim wsparcie psychologiczne i psychoonkologiczne dla obojga. To jest absolutnie konieczne i tego zaniedbać nie wolno. Nie każdy chory chce opowiadać o sobie komuś obcemu, ale warto podjąć tę próbę. Tutaj szpitale świetnie współpracują z hospicjami i z takimi organizacjami. Zostanie przydzielony mu opiekun, który będzie dostępny dla niego niemalże całą dobę. Zapytałam o rodzinę chorego. Co z nią? Gdzie jest? Jak to wygląda? Ona nie może być z tym sama. Okazało się, że rodzina daleko i nie tylko z powodu dzielących ich kilometrów. On nie utrzymuje kontaktu z rodziną. A rodzina też nie szuka kontaktu z nim. Zmarszczyłam czoło. Nie spodziewałam się, że będzie tak ciężko.  Przed nimi bardzo trudny czas. Zapytałam ją czy jest na to gotowa. Choć wiem, że nikt nie jest nigdy gotowy na taką walkę. Do takiej walki potrzebny jest czas. Czas na to, by się oswoić z nową sytuacją. A tutaj tego czasu nie było i nie ma. Jest tylko sześć miesięcy na wszystko. Może nawet o wiele mniej. Choć jest nadzieja. Ona musi być!

Ustaliłyśmy plan działania na kolejny tydzień. Spotkam się z nimi gdzieś w West End i przy szklaneczce świeżego soku przegadamy to wszystko jeszcze raz.  Będę jak ta marchewka, która dodaje koloru poszarzałej i pozbawionej blasku skórze. Postaram się go przekonać, by jak najszybciej skontaktował się ze swoimi bliskimi. On oczywiście ma prawo zadecydować o sobie, ale nie wolno mu izolować się od ludzi, dla których kiedyś był bliski, dla których nadal może jest bliski. Nie wolno mu izolować tych ludzi od tego wszystkiego, przez co będzie przechodził w najbliższym czasie.  Opowiem mu o sobie. Opowiem mu moją historię. Może go przekonam. Ona, nawet jako była narzeczona, nie może wziąć tego wszystkiego na siebie. Nie da rady. Nikt nie jest takim siłaczem. I nikt nie powinien wyrządzać sobie takiej krzywdy. Ja wiem, że cierpienie uszlachetnia, ale bez przesady. Człowiek może skończyć się szybciej, aniżeli mu się wydaje. Przeszłam przez to wszystko w ostatnich miesiącach, przeżywałam wszystko bardzo intensywnie, a jeszcze intensywniej obserwowałam chorego i jego bliskich. I choć każdy starał się postępować jak najlepiej potrafił, niestety nie dał rady. I to są moje obserwacje, z którymi ja sobie poradzić nie potrafię. Wyciągnęłam z nich wnioski i bardzo głęboką refleksję. Dlatego też, jeśli potrafię ubrać w słowa swoje przeżycia, to właśnie moim obowiązkiem jest komuś je przekazać i dać nadzieję. Tak powiedział Pan Jerzy Stuhr w wyemitowanym przez TVP , w którym opowiadał o swojej chorobie i swoich doświadczeniach. I te słowa chyba mocno wzięłam sobie do serca.

Ja ostatnio o tej nadziei tyle rozmyślam. O tej nadziei w każdej chorobie przewlekłej. Najbardziej znam chyba tę przy raku. O tej nadziei, której jestem świadkiem, odkąd zdecydowałam się na działalność społeczną. O tej, którą obserwuję na kanałach komunikacyjnych w internecie, o tej której byłam świadkiem od listopada 2014 roku. O tej, którą czułam w głosie i widziałam w spojrzeniu, za każdym razem kiedy byłam w hospicjum. Jakkolwiek choroba będzie zmieniała ciało chorego i odbierała mu siłę, to właśnie nadzieja jest narzędziem niezbędnym do walki o siebie. Nadzieję mają również ci, którzy chorego wspierają. I choć ja nie miałabym odwagi rozdawać tej nadziei ot tak sobie, tak mogę próbować ją ocalić i ułatwić każdy kolejny dzień. Sobie i innym. W komunikacji z każdym chorym trzeba być uczciwym. Nie wolno oszukiwać. Nie robiłam tego i robić nie zamierzam. Jeśli to tylko sześć miesięcy – to koniecznie trzeba pozwolić choremu przeżyć je najpiękniej jak się da. Uporządkować emocje na tyle na ile się da. Pozwolić mu na to. Rozganiać czarne chmury znad głowy chorego, zapalać słońce i spacerować z nim w tych promieniach. A płakać wtedy kiedy on nie będzie widział. Chorego trzeba izolować nie przed ludźmi, a przed negatywnymi emocjami jakie człowiek w sobie potrafi zgromadzić. Nie wolno mu ich okazywać, a z pewnością nimi się dzielić. Nie wolno przynosić do takich miejsc jak szpital czy hospicjum problemów z zewnątrz. Wtedy swoje życie trzeba zostawić za drzwiami. Należy pamiętać, że chory, którego odwiedzamy nie jest jedynym chorym w tym miejscu. Warto również zwracać uwagę na ciszę. I w niej szukać ukojenia. Tak jak robią to często chorzy. Uciekają w ciszę, zapadają w drzemkę, szukają przestrzeni dla swojego bólu. Należy bezwarunkowo otoczyć chorego troską, nie przesadzać z nadgorliwością, bo i to czasem potrafi zmęczyć, ale życzliwość, serdeczność i cierpliwość to podstawy budulec każdej relacji z chorym paliatywnie człowiekiem.



Psychologia Zdrowie

Trzeba wyrobić w swoim dziecku taki nawyk, by najmniejszą zmianę w swoim organizmie traktowało jakby była największą

rakowaPATKA
rakowaPATKA
2 lutego 2016
Fot. iStock / zhuzhu
 

matka, córka

Ponieważ znajduję się w grupie wysokiego ryzyka zachorowania na raka, pochodzę z rodziny, w której są przypadki nowotworów o różnej lokalizacji narządowej, dlatego też kwalifikuję się do badań wielogenowych. Rozmawiałam ponownie o tym z moim lekarzem, ale też i z moją córką, którą wręcz zaczynam prześladować jeśli chodzi o dbanie o własne zdrowie. I dbanie o siebie zaczyna się od talerza, a kończy się na faktycznych, czasem nawet trudnych przykładach.

W zeszłym tygodniu podczas trwania Europejskiego Tygodnia Profilaktyki Raka Szyjki Macicy byłam na badaniach. Od kilku lat regularnie w tym właśnie czasie wykonuje swój tak zwany przegląd techniczny. I kiedy jesteś matką dwudziestodwulatki zaczynasz zdawać sobie sprawę, że badania krwi to już nie są jedyne badania Twojego dziecka. Dlatego też kilka dni temu podsunęłam ciekawą lekturę swojej córce. Już wie, że badanie ginekologiczne w tym wieku to konieczność, następnie cytologia i USG narządów rodnych. Ponownie musiałam zapytać, czy potrafi wykonać profilaktyczne badanie piersi. Co z tego, że instrukcja wisi w łazience w widocznym miejscu? Istotne jest to, by z umieć z niej skorzystać. A najistotniejsze jest to, by było to konsekwentne działanie.

To jest moim obowiązkiem. To jest obowiązkiem każdego rodzica.

Warto pokazać wartościowe źródła wiedzy, warto rozmawiać, warto mobilizować i zachęcać, a przede wszystkim warto przełamywać barierę wstydu. W dzisiejszej dobie internetu nasze dzieci doskonale umieją z niego korzystać, ale czy chodzi o to, by oswajały swoją nieśmiałość i wchodziły w swoją dorosłość w taki właśnie sposób? Od tego jesteśmy przecież my, rodzice.

Moja córka uważa, że za bardzo wsiąknęłam w świat choroby nowotworowej. I może mogłabym się z nią zgodzić, aczkolwiek jak obserwuję to wszystko co się teraz dzieje i jak agresywny potrafi być rak – nie potrafię inaczej. Jestem nawet pewna, że przeszkadza jej to czasem w tej naszej zwykłej codzienności. Zdaje sobie sprawę z tego, że nie należy przesadzać, ale warto dobrze zapoznać swoje dziecko z jego ciałem. Wtedy będzie potrafiło samo słuchać swojego organizmu. I reagować na sygnały. Trzeba wyrobić w swoim dziecku taki nawyk, by najmniejszą zmianę w swoim organizmie traktowało jakby była największą. Mamy przecież tylko jedno ciało, jedno życie. Nie nalegam, by moje dziecko biegało do lekarza z katarem, tylko sama podaje chusteczkę, ale te sprawy o których wspominam wcześniej, to są sprawy, które właśnie muszę w niej zaszczepić! Bo taki właśnie jest czas. Czas na te sprawy. Wierzę, że moje starania i zaangażowanie nie zostaną zmarnowane.

Zbliża się Światowy Dzień Walki z Rakiem (  ). Jeśli ktokolwiek uważa, że jego to nie dotyczy, albo dotyczy tyle, że przeczyta w dzienniku, o tym kto zmarł na nowotwór, może wreszcie warto to zmienić? Może warto wybrać się na badania, zmienić swoją dietę, zacząć uprawiać sport, rzucić palenie? Z pewnością warto dbać o zdrowie swoje i swojej rodziny. Może nas być nie stać na wiele rzeczy w życiu, ale na to stać każdego. Na zainteresowanie się zdrowiem swoich najbliższych. Na to nas stać! Jeśli nie wiesz, a chcesz dowiedzieć się co hamuje, a co pobudza komórki immunologiczne, jakie są główne czynniki stanów zapalnych, jakie warzywa są bardziej, a które mniej skażone – zajrzyj do książki „Antyrak”, którą napisał Dr David Servan-Schreiber. Znajdziesz w niej nie tylko wiadomości jak żyć z rakiem, ale też przeczytasz o nowych koncepcjach walki z nowotworami, o antyrakowych dietach i pokarmach, o antyrakowym stylu życia. Owszem, wszystkie wiadomości w tej książce nie mogą zastąpić opinii lekarza, jak również nie powinno się wykorzystywać tych wiadomości przy stawianiu diagnoz lub wybieraniu terapii, ale te naturalne metody lecznicze z pewnością przyczyniają się do zapobiegania nowotworom i wspomagają walkę z nimi, jak również stanowią uzupełnienie tradycyjnych metod – chirurgii, radioterapii, chemioterapii.


Psychologia Zdrowie

Jak ważne jest nastawienie do choroby, żeby przeżyć?

rakowaPATKA
rakowaPATKA
30 grudnia 2019


Pozytywne nastawienie, chociaż nie może wyleczyć z raka, może jednak dać imponujące rezultaty. Chorzy, którzy akceptują fakt choroby i stają do walki. nie tracą tyle na wadze, nie opuszczają swoich codziennych zajęć, bo nie leżą tyle w szpitalu między zabiegami z powodu infekcji. Inni, którzy wpadają w depresję – więcej wymiotują, bardziej chudną, nie mają apetytu i nie wracają tak szybko do sił. Nastawienie jest zaraźliwe i jest w rodzinie sprawą zasadniczą! Chorzy wyłapują nastrój otoczenia i dopasowują się. Lepiej popaść w niekontrolowany optymizm niż skazać całą rodzinę na życie w Świątyni Rozpaczy. Należy pamiętać, że kiedy wszystko zawodzi, trzeba wyciągnąć ciężką artylerię – NADZIEJĘ – i mocno się jej trzymać! „NIC MI NIE JEST, po prostu mialem raka” / E. Bombeck / 

Rok temu wpadła w moje ręce książka o dzieciach, które przeżyły nowotwory.

Gdy mój Brat, młody atrakcyjny chłopak, szukał sam siebie na swoich zdjęciach sprzed choroby i tęsknił za tym silnym i uśmiechniętym chłopakiem – nie mogłam stać z boku i się przyglądać. Musiałam reagować! Najdelikatniej jak potrafiłam. Często sięgałam z półki tę lekturę i sama szukałam najlepszego sposobu, z tych możliwych sposobów, by pomóc i Jemu i sobie przez to przejść. Tę książkę podarowała mi pewna młoda dziewczyna. Dziewczyna z chusteczką na głowie. Ania. Wracając do tej lektury nieustannie uczyłam się chorować razem z Nim i być na tyle, na ile pozwalała mi sytuacja. Potem zostawiałam swoje wiadomości, by zawsze mógł do nich wracać. Wracać i wierzyć w to, że będzie jeszcze pięknie. Wiem, że do nich wracał. Teraz zostawiam tę wiadomość – dla każdego chorego, który traci nadzieję.

Jeśli stajesz przed lustrem…

I widzisz w nim swoje odbicie – nieco inne – aniżeli kilka tygodni, kilka miesięcy wcześniej – nie dramatyzuj. Nie załamuj się. Wciąż jesteś sobą. Wciąż jesteś młody, nieważne ile masz lat. To wciąż Ty. Jesteś tylko chwilowo słaby. Dlatego gaśniesz w oczach, dlatego martwisz się, bo Twoje ciało zmienia się, kurczy się. Nie podobasz się sobie. Dlatego szukasz tego kogoś, kogo widzisz na fotografii z wakacji. Kogoś silnego, radosnego, roześmianego. Uwierz, to minie. Nabierzesz sił. Odzyskasz je. Tylko musisz w to wierzyć, że to co się teraz z Tobą dzieje – to proces Twojego leczenia. Każda droga, którą chcemy pokonać – nie jest łatwa. Zatem przed Tobą – wcale niełatwe zadanie. Musisz wierzyć, że pokonasz tę drogę. Nawet wtedy kiedy walić się będzie w Twoim sercu życie. Pokonasz! Bo wiesz ile to jest warte. Nie możesz jedynie tracić wiary. Wiary w to, że tego dokonasz. Jeśli wierzysz w Boga, zwróć się do Niego po pomoc. Jeśli jesteś z Nim na bakier – nie przejmuj się. I tak Go poproś. On Ciebie wysłucha. I choć przed Tobą wiele trudnych chwil podczas tej Twojej drogi – nie trać wiary. Pozytywne nastawienie jest niczym lekarstwo, które uratuje Tobie dzień, dwa, tydzień, całe życie. CAŁE ŻYCIE! I pamiętaj – nie jesteś sam. Nie wstydź się prosić swoich bliskich o pomoc. Pomogą tak jak będą potrafili najlepiej. Nie bój się mówić o swoich lękach, obawach. Nie oczekuj jedynie, że każdy umie rozmawiać o RAKu, nikt nie jest przygotowany na takie rozmowy, ale każdy człowiek umie pomóc. Jakkolwiek, ale umie. Pozwól mu w tym brać udział. Ja Ciebie kocham. Twoja siostra.


I choć mój Brat w swojej chorobie był dorosłym człowiekiem – był dzieckiem swoich rodziców i był bratem dla swojego rodzeństwa. Był młodszy ode mnie o dziesięć lat. W takich sytuacjach w jakich była i wciąż jest moja rodzina warto szukać pomocy technicznej. Z usług psychoonkologa powinni korzystać wszyscy. Nie tylko ludzie z chorobami nowotworowymi, ale również ich rodziny. Bo było życie przed rakiem, było życie z rakiem i jest życie po raku. Rodzicom swoich dzieci, niezależnie od wieku chorego, polecam właściwe lektury. Mogą nie tyle pomóc zrozumieć pewne trudne sytuacje, ale i ukoić ból, z którym wielu nie potrafi sobie radzić. Po takie książki można zgłosić się do

 


steroid-pharm.com

дапоксетин купить в украине цена

buy steroids online