Zdrowie

Czy młodość gwarantuje zdrowie? Miej stawy pod kontrolą, zwłaszcza, gdy jesteś aktywna!

Redakcja
Redakcja
2 czerwca 2016
Czy młodość gwarantuje zdrowie? Miej stawy pod kontrolą, zwłaszcza, gdy jesteś aktywna!
Fot. Flickr/Image Catalog / CC0 Public Domain
 

Badania wykazały, że około 25 roku życia wytwarzanie kwasu hialuronowego ulega zmniejszeniu, a to odbija się na możliwościach regeneracji stawów. Ludzie w tym wieku często nie zdają sobie sprawy ze zmian, które zachodzą w ich organizmie i kierowani ambicją bądź innymi pobudkami przeciążają się ponad miarę.

Czasami prowadzi to do zmian zwyrodnieniowych w obrębie stawów, na które narażona jest pokaźna grupa osób po 50 (czy nawet 40) roku życia, która dbając o swoje zdrowie (regularna aktywność fizyczna) zaniedbała tą jego sferę.

Największą pułapką jest fakt, że skutki nie są odczuwane natychmiast, więc trudno od razu tak po prostu powiązać przyczyny i skutku.

Pierwsze dolegliwości bólowe możemy odczuwać dużo wcześniej – już w wieku dwudziestu kilku lat. Jest to sygnał alarmowy, który organizm sam sobie wysyła. Nie warto go nigdy ignorować. W przypadku profesjonalnych sportowców wzmożona czujność jest wręcz niezbędna, jeśli nie chcą oni, by ich ciało uległo przedwczesnemu starzeniu w wyniku ogromnych obciążeń.

Zadbajmy, by w naszym jadłospisie regularnie znajdowały się produkty bogate w białko i wapń. To już pierwszy, ważny krok w codziennej profilaktyce.

Od czego zależy stan naszych stawów?

Regularne uprawianie sportu wiąże się z wieloma korzyściami. Wydaje się jednak, że nie bez podstaw zdarza nam się słyszeć: co za dużo, to nie zdrowo. Przekonały się o tym różne osoby. Również te, które miały do czynienia z aktywnością fizyczną. Dlatego też chciałam zwrócić uwagę na to, że gdy interesuje nas systematyczne nabywanie umiejętności w jakiejś dziedzinie sportu, powinniśmy pogłębić swoją wiedzę również na temat pielęgnacji i ochrony stawów.

Jak twierdzą lekarze regularna aktywność wpływa na dobrą kondycję stawów. Ruch inicjuje zmiany ciśnienia płynu stawowego, jego przemieszczanie się w obrębie struktury i w konsekwencji odżywienie. Jakość stawu zależy w dużej mierze od stanu chrząstki stawowej, która pokrywa powierzchnie stykających się kości, ułatwia poślizg i zapobiega ich ścieraniu.

Lato – doskonały czas na aktywność bez wymówek!

Lato to ta pora w roku kiedy jest nam przyjemnie, doceniamy każdy promień słońca i dlatego też nie mamy wymówek żeby się nie ruszać. Szczególnie latem ekspozycja skóry na światło słoneczne pozwala najskuteczniej dostarczyć organizmowi odpowiedniej ilości witaminy D.

Witamina D, która powstaje pod wpływem promieni słonecznych utrzymuje się w organizmie dwukrotnie dłużej niż witamina D uzyskana z pokarmów. Pamiętajmy mimo wszystko, że leżenie na działce, plaży albo nad jeziorem jest relaksujące, ale trochę ruchu na pewno nie zaszkodzi.

Jaka aktywność jest najlepsza dla stawów?

Aktywność na świeżym powietrzu nie tylko odpowiednio dotlenia cały organizm, ale również działa zbawiennie dla stawów.

Wskazany szczególnie dla stawów kolanowych jest  rower, długie spacery, dla tych którzy lubią wędrować no i oczywiście pływanie, które wpływa na odciążenie kręgosłupa, to tylko niektóre z przyjemności jakie można sobie sprawić letnią porą.

Nieprzeceniona witamina D

Poziom witaminy D we krwi jest zazwyczaj niższy na przełomie stycznia i lutego, gdy w organizmie maleją jej zapasy zgromadzone latem dzięki ekspozycji na światło słoneczne.

Stany zapalne występują w wielu różnych chorobach i mogą być zarówno objawem chorób innych narządów, jak i ich przyczyną. W stanach zapalnych mogą być pomocne różnego rodzaju suplementy, ale w leczeniu często pomija się witaminę D, która jest jednak pomocna w profilaktyce oraz ograniczeniu rozwoju i objawów zapaleń. Wykazano, że odpowiedni poziom witaminy D jest niezbędny do hamowania aktywności prozapalnej organizmu.

Artretyzm należy do najczęstszych stanów zapalnych wpływających na stawy. Badania przeprowadzone w Irlandii wykazały, że wśród pacjentów dotkniętych reumatyzmem niski poziom witaminy D stwierdzono u 70%, a poważny niedobór u 26%.

Choroba zwyrodnieniowa stawu kolanowego charakteryzuje się rozkładem i utratą chrząstki, co może wpływać na różne części ciała. U osób z niskim poziomem witaminy D obserwuje się zmniejszenie objętości chrząstki oraz większe zwężenie przyśrodkowej przestrzeni stawu piszczelowo-strzałkowego.

Zdaniem badaczy zwiększenie stężenia witaminy D może ograniczyć utratę chrząstki o 1,5% rocznie.

Dieta, aktywność i co jeszcze?

Dbasz o zdrową i zbilansowaną dietę, jesteś aktywna, ale wciąż czujesz że to mało? Warto zwrócić uwagę na wartościową suplementację.

Co znaczy zatem wartościowa suplementacja w morzu dostępnych produktów? Niemieccy naukowcy opracowali rewolucyjną metodę dostarczenia do wszystkich stawów składników które są niezbędne dla zachowania ich prawidłowych funkcji, czyli kwas hialuronowy i chondroitynę. Niby nic nowego, a jednak… niemiecka firma nie wymyśliła cudu, a jedynie sposób w jaki dostarczyć potrzebne składniki w miejsca gdzie występują ich niedobory. Do tej pory nie udało się to nikomu, a rynek pęka od różnego rodzaju specyfików.

Działanie preparatu na stawy zostało potwierdzone badaniami, udowodniono m.in., że preparat jest bezpieczny i nie obciąża układu trawiennego, a co najważniejsze – faktycznie dociera do wszystkich stawów. W czym jest jeszcze inny? Wystarczy stosować go raz w roku przez okres min. 30 dni, efekt kuracji utrzymuje się do roku czasu. Można z powodzeniem pożegnać wszelkie nieudane próby przywrócenia sprawności aparatu ruchu, bo taka jest nazwa tego preparatu, rozwiąże najbardziej nieprzyjemne problemy stawów. Nowe życie dla stawów jest w zasięgu ręki.

Więcej dowiesz się na :


Artykuł powstał we współpracy z 

 


Zdrowie

Literackie Oscary – Gala finałowa Festiwalu Literatury dla Dzieci we Wrocławiu

Redakcja
Redakcja
2 czerwca 2016
Fot. Materiały prasowe
 

Nie w Hollywood, a we Wrocławiu. Nie w Dolby Theatre, a w wrocławskim Kinie Nowe Horyzonty. Na wielkiej oscarowej scenie 5 czerwca zabłysną najjaśniejsze gwiazdy polskiej literatury dla dzieci wybrane w przez tysiące czytelników w konkursie na najlepszą książkę.

Swój udział w gali zapowiedziały największe literacie osobistości, a finał uświetni koncert uwielbianego przez tłumy zespołu Jerz Igor! O to, aby humory dopisywały zadba znakomity aktor komediowy Paweł Burczyk.

Festiwal Literatury dla Dzieci zaprasza małych i dużych. Oscarowe kreacje w stylu glamour mile widziane. Organizatorzy obiecują czerwony dywan i blask fleszy. Bawcie się konwencją, nie szczędźcie brokatu, a najlepsze przebrania zostaną nagrodzone. Żadne dziecko nie wyjdzie z Gali pustymi rękami!

Niedziela 5 czerwca, godz. 18:00 w wrocławskim Kinie Nowe Horyzonty. Wstęp bezpłatny. Zgłoszenia na adres [email protected]. Tylko mail zwrotny z potwierdzeniem gwarantuje wpisanie na listę. Zatem spieszcie się!

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe


Zdrowie

„Hej, mam na imię Maks, mam 11 miesięcy. Uratuj mi życie, proszę”

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
2 czerwca 2016
Maks Świerkowski
Fot. Archiwum prywatne

Historia miała być taka. Miałem przyjść na świat latem 2019 roku. Nie, nie sam, razem z moim bratem bliźniakiem Aleksem. Mama rodziłaby nas przez cesarskie cięcie. Ile by leżała? Kilka dni? Potem trafilibyśmy do domu na warszawskim Powiślu, 60 metrów kwadratowych. Nasz pokój byłby niewielki. Dwa łóżeczka, kanapa. Czasem leżelibyśmy na kanapie, a piesek Ricola wtulałby się w nasze nogi. Albo właziłby na głowę, a mama krzyczałaby: „Złaź!”

Miałbym szczęśliwie i dobre dzieciństwo, bo moi rodzice bardzo się kochają i bardzo chcieli mieć dzieci. Na wakacje jeździłbym do Zakopanego, do babci Zosi. Odwiedzałbym też babcię Bogusię. Miałbym pewnie z czasem swoje małe problemy. Pokłóciłbym się z bratem, wkurzyłbym mamę. Ale rósłbym jak wiele innych dzieci. Przede wszystkim jednak nie czułbym bólu.

Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne

Jak historia wygląda? Mam 11 miesięcy i o bólu już wiem wszystko. Nie wiem za to nic o normalności, o budzeniu się w swoim łóżku, jedzeniu śniadań. No dobra, tych papek, bo przecież nie mamy z Aleksem jeszcze nawet zębów. Budzę się przez siedem dni w tygodniu z daleka od rodziców. Pierwsze piętro. Oddział Intensywnej Terapii numer Jeden. Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie. Numer Dwa jest dla dzieci po operacjach. Leżą tam kilka dni, czasem troszkę dłużej. U nas na oddziale są tacy co leżą ponad rok. Na przykład Zosia, ma rok i trzy miesiące. Całe swoje życie spędziła tutaj. Jej mama nazywa ją Zosią Maleńką Wojowniczką. Zosia ma trójkę rodzeństwa. Mimo to jej mama jest na oddziale kilka razy w tygodniu.Czyta Zosi książeczki, opowiada bajki i historie z życia. Mama jej musi o tym opowiadać. Moja też musi opowiadać. Choć miałem kilka wspaniałych miesięcy, kiedy mieszkałem z rodzicami i Aleksem. Byliśmy wtedy w Zakopanym. Pamiętam góry. Mama opowiada mi też, że już w wieku trzech miesięcy byłem ciekawy świat, dużo się śmiałem, Ricola mnie uwielbiała, a ja uwielbiałem takiego misia.

Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne

Zosia nie widziała drzewa ani chmury…

Widziała za to rybki, ale nie na żywo. Na naszym poprzednim oddziale (przenieśli nas) na suficie jakiś dorosły namalował piękne, kolorowe rybki. Całe akwarium. Żeby było nam wesoło. I żebyśmy mieli chociaż namiastkę normalności. Tyle, że my często nie znamy innego świata. Normalność to dla nas respiratory do których wszyscy jesteśmy podłączeni, to sieć kabli, którymi oplecione są nasze ciała. Ja mam takie do mierzenia tętna, rytmu serca, no i te kable z wkłucia centralnego. Dożylnie podają mi kroplówki, antybiotyki, nawet jedzenie, a raczej tłuszcze i witaminy. Przez specjalną sondę dostaję też mleko.

Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne

Całymi dniami leżymy. Nie raczkujemy, nie chodzimy, dostajemy leki uspokajające, żeby nie rzucać się po łóżeczku. Lekarze mówią: „Dziecko z respiratorem musi współpracować”. No cokolwiek to znaczy nie byłem na spacerze od października, nie pamiętam zapachu powietrza. Gdy mama chce mnie podnieść, przytulić, ponosić pielęgniarki muszą jej pomóc opanować te kable. Żeby się nie zaplątały, żeby coś nie wypadło. Ryzyko jest naprawdę duże. Pielęgniarki są cudowne. W naszym pokoju czteroosobowym są dwie. Od października mam nieustanne zakażenia. A muszę się wyleczyć. Mam na to tylko trzy miesiące. Do września. To wtedy lecimy z mamą do Stanów, do doktora Jeffreya Fearon’a, jednego z najlepszych specjalistów od zespołu Crouzona. Tak, to choroba, którą mam. To rzadka wada genetyczna. Jedna na 25 000 urodzin. Polega na tym, że czaszka nie rozrasta się prawidłowo. Mózg rośnie, a czaszka się nie powiększa. Do tej pory nie zrosło mi się ciemiączko. Gdy mama mnie przytula, widzi mój mózg. Jeśli lekarze mi nie pomogą – umrę. Uduszę się. Być może niedługo, choć nie chcę w to wierzyć.

Już miałem umrzeć kilka razy…

Najpierw w Olsztynie. Mama tam trafiła po wizytach u iluś specjalistów, nie domykałem powiek, martwiła się o moje oczy. Któryś z lekarzy: „On ma też problemy z oddechem”. W Olsztynie mieli mi zrobić operację czaszki, wcześniej jednak zamontować w mojej tchawicy taką rurkę, żeby łatwiej mi się oddychało. Okazało się, że to nie jest takie proste. Do problemów z nierosnącą i zdeformowaną czaszką doszła wiadomość, że mam wrodzoną wadę tchawicy, do tego problemy z układem pokarmowym.

Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne

„Dziecko nie rokuje, nie będziemy operować, za duże ryzyko”

…usłyszeli rodzice.

Mama płakała, ale nie chciała się poddać. Zaczęła szukać innych placówek na świecie, które decydują się na takie operacje. No i znalazła doktora Fearon’a. Po przejrzeniu wszystkich badań doktor odpisał: „Zrobimy operację, mam wiele takich przypadków, proszę się nie martwić”.

No więc mama próbowała się nie martwić. Tylko, że ja dostawałem kolejnych zakażeń, i kolejnych. Wciąż też chorowałem. Choćby zapalenie płuc, miałem już kilka razy. Raz nawet przestałem oddychać, to było w grudniu. Lekarze znów usłyszeli: koniec. Ej, jaki koniec, przecież to udowodnione, że dzieci z Zespołem Crouzona są bardzo silne. Jestem silny. Często słyszę: przeżyłeś więcej niż niejeden dorosły. Tak, przeżyłem. Mam, na przykład, non stop zapalenie rogówki. To potworny ból. I wyglądam potwornie. Dzisiaj jeden chłopiec zobaczył moje zdjęcie i powiedział: „Wygląda jak Frankenstein”. Ale jeśli dr Fearon zrobi mi operację będę wyglądał lepiej, dużo lepiej….moje powieki się nie domykają, śpię właściwie z otwartymi oczami. „Wytrzeszcz” mówią. Zresztą gdzieś mam wytrzeszcz. Chcę żyć.

Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne

Mama codziennie wieczorem rozmawia z innymi kobietami, która mają chore dzieci. Czasem powtarza: „Jak to życie jest nieprzewidywalne”. Nigdy nie była chora, nikt w jej rodzinie nie chorował. Aleks jest zdrowy.

Ale mama daje radę, nie współczujcie jej…

Wstaje codziennie rano i biegnie pięć kilometrów. Sport zawsze dobrze na nią działał. Nawet przy pierwszym USG znajomy lekarz powiedział jej: „proszę kupić dwa snowboardy”. Bo rodzice kochają snowboard i chcieli nas go uczyć. Kiedy biegnie, planuje co zrobi w ciągu dnia. Zwyczajna trzydziestolatka z fajnym życiem kiedyś, dziś kobieta zadaniowa. Też z dobrym życiem, bo otoczona wsparciem i miłością.

Gdy się urodziłem i okazało się, że jestem jednak chory wspierali ją przyjaciele, znajomi. Ciągle dzwoniły telefony. Nikt nie mówił: „Boże, koszmar, współczujemy”. Mówili: Zrobić ci sałatkę, obiad? Uprać pieluchy, przynieść pieluchy, zabrać Aleksa na spacer, porwać na piętnastominutową kawę. Każde słowo się liczyło. I choć mama była załamana, wiedziała, że nie jest sama. No i ma tatę. Nie uciekł, kocha ją i nas. Będzie zawsze.

Mama cały dzień kursuje między szpitalem, a domem gdzie jest Aleks, który przecież też potrzebuje miłości i opieki.

On już mówi: „mama”, „tata”, „baba”– ja nie, bo ta rurka w tchawicy zagłusza wszystkie dźwięki.

On jest teraz na etapie chodzenia, wstaje sam, chce biec, nie może, upada. Ja już mówiłem – tylko leżę.

On bawi się klockami, lubi zupę jarzynową i rybę. I kocha książeczki z rysunkami.

Ja nie bawię się niczym, słucham Małego Księcia, którego czyta mi mama. Zawsze wtedy się uspokajam.

Dobra, wszyscy wierzą, że będzie normalnie. Będę spał w łóżeczku jak Aleks. Będę jadł normalnie, oddychał normalnie. Nie uduszę się. Kiedyś przeczytam o sobie w mediach. Powiem: wow, tyle ludzi mi pomogło. Moi rodzice wciąż w to wierzą…

Maks Świerkowski walczy o życie. Do września musi zostać zoperowany, inaczej straci wzrok, a potem umrze. Dzięki operacji w Stanach Zjednoczonych i dalszemu leczeniu ma szansę przeżyć i normalnie się rozwijać. Koszt operacji i leczenia to 1,5 mln złotych. Doktor Jeffrey Fearon jest przekonany – Maks będzie normalnym, zdrowym chłopcem. Pomóżmy mu…

Wesprzyj poprzez przelew bankowy na dedykowane subkonto Fundaji Konrada Gacy Dlaczego?

ING Bank Śląski

Tytuł przelewu: Na MAXA dla MAXA!

Numer konta: 53 1050 1953 1000 0090 3090 3596

Wpłaty zagraniczne: PL53 1050 1953 1000 0090 3090 3596 (swift code: INGBPLPW

Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne


Zobacz także

O której godzinie powinnaś chodzić spać? To zależy od twojego znaku zodiaku

6 nieinwazyjnych badań, które pozwalają wykryć nowotwory we wczesnym stadium

7 oznak zaburzeń hormonalnych, które powinnaś znać

Osiem zaskakujących rzeczy, które wywołuje w naszym organizmie zaburzony poziom estrogenu

medicaments-24.com/vimax/

www.renesans-centr.kiev.ua/uslugi/lechenie-alkogolizma