Psychologia

Jak stałam się starą, zgorzkniałą babą, mając zaledwie 30 lat

Listy do redakcji
Listy do redakcji
4 listopada 2017
Fot. iStock/martin-dm
 

Jakiś czas temu byłam na babskim spotkaniu z przyjaciółkami. Jak zawsze gadałyśmy jedna przez drugą. O pracy, o facetach, o dzieciach, o problemach, z którymi aktualnie się zmagamy. Fakt, że nie byłam tego dnia w formie. Gorszy czas, ale wyjście z przyjaciółkami miało przecież pomóc mi wyjść z psychicznego dołka. Chyba była ze mną wyjątkowo ciężka rozmowa, ponieważ w pewnym momencie W. wypaliła do mnie: „Boże, kobieto, z tobą się w ogóle nie da rozmawiać. Gadasz jak stara, zgorzkniała baba”. Nie powiem, zrobiło mi się przykro. Poza tym jaka „zgorzkniała”? Ja po prostu jestem realistką. Tak sądziłam.Bardzo łatwo przychodzi nam ocenianie innych i wytykanie im błędów. Wszystko się zmienia, gdy musimy zastanowić się nad własnym zachowaniem. Gdy musimy zajrzeć w głąb siebie i zadać sobie serię pytań. Kim jestem? Czy lubię siebie? Czy jestem szczęśliwa i zadowolona z życia? Czy jestem z siebie dumna? Czego w sobie nie lubię? Co sprawia, że dokonuję autodestrukcji psychicznej i emocjonalnej?

No dobra, to nie jest mój najlepszy czas. To nie jest moje życiowe 5 minut, kiedy czuję, że mogę przenosić góry. Ot, taki splot różnych wydarzeń i błędnych decyzji, które spowodowały, że jest mi źle. I to już jakiś czas. Myślę, że od dobrych kilkunastu miesięcy. Oczywiście bywały sytuacje, które niosły mnie i dodawały skrzydeł. Taka trochę sinusoida. Chociaż z przewagą dołów. Żeby zaraz mówić o depresji, to nie. Na tyle poważny mój stan nie jest. Wytknięcie mi jednak, że jestem starą, zgorzkniałą babą zmusiło mnie do pewnej refleksji.

Nie potrafię sobie wybaczyć

Wszyscy popełniamy jakieś błędy. Mniejsze i większe. Takie, które możemy naprawić i takie, których w żaden sposób nie da się naprawić. Takie, z którymi udaje nam się pogodzić i takie, które latami zżerają nas od środka.

Mam na koncie kilka tych drugich. Myślę, że ciągłe rozpamiętywanie ich nie pozwala mi zaznać spokoju. Rozumiem je, wiem już, dlaczego tak się stało, ale nie potrafię sobie wybaczyć. Może wtedy łatwiej byłoby mi przychylniejszym okiem spojrzeć na siebie i ludzi wokół? Coraz częściej łapię się też na tym, że z trudnością wybaczam innym. Owszem, nie gniewam się, ale przyznam, że rozpamiętuję i gdzieś w środku mam żal.

Jestem pesymistką

Cóż, kiedyś wydawało mi się, że realistką, która twardo stąpa po ziemi. Nie jest łatwo przyznać się przed sobą, że jednak widzisz wszystko w czarnych barwach. W tej postawie pocieszające jest to, że rzadko się rozczarowujesz lub zawodzisz, skoro z góry zakładasz, że wszystko będzie wspaniale. To cholernie wygodna pozycja. Idealna dla emocjonalnych tchórzy. Szkoda tylko, że potwornie wypacza psychikę. Widzę też, że przestałam podejmować wyzwania, w których szanse na wygraną mam znikome. Nie interesują mnie nagrody pocieszenia. Wszystko albo nic. Lubię też się umartwiać. Analizować ewentualne złe scenariusze. Czym innym jest jednak świadomość potencjalnej porażki lub zagrożeń, a czym innym przygnębienie, nerwy i stres, spowodowane uporczywymi myślami.

Wierzę w pecha

Mam wrażenie, że niektórym ludziom wszystko przychodzi z łatwością i potwornie mnie to frustruje. Często nie potrafię wykrzesać z siebie szczerej radości, gdy słyszę czyjeś dobre nowiny. Bo przecież ja każdego dnia staję na rzęsach, by osiągnąć to, to czy tamto. Cóż za niesprawiedliwość. Pewnie dlatego ten jad aż kapał, gdy w gronie przyjaciółek komentowałam sukces naszej wspólnej znajomej. To chyba najgorszy przejaw mojego zgorzknienia.

I tak oto, będąc w okolicy 30-tki, czyli teoretycznie w jednym z lepszych momentów życia, zorientowałam się, że jestem na dobrej drodze, by nie tylko na dobre zatruć się własnym zgorzknieniem, ale także skutecznie zrazić do siebie ludzi. Wszyscy przecież chcemy przebywać w towarzystwie radosnych, pogodnych osób, które zarażają swoją pozytywną energią.

Krok pierwszy za mną. Teraz czas poszukać sposobu, by rozprawić się ze zgorzkniałą babą, jaką się stałam.


Psychologia

Kokardy, perły i duże kieszenie – dodatki prosto z wybiegu

Redakcja
Redakcja
4 listopada 2017
Fot. iStock / CoffeeAndMilk
 

Dobrze dobrane dodatki mogą zdziałać cuda. W kilka minut z prostego, klasycznego ubioru wyczarują zaskakującą stylizację, godną największych gwiazd. Coco Chanelikona światowej mody, dobrze wiedziała, jaka siła drzemie w akcesoriach, mawiając, że jeśli chcesz być wyjątkowy, musisz zawsze się wyróżniać.

Post udostępniony przez www.mariannestyle.com (@mariannestylefashion)

To ona jako pierwsza zamieniła drogocenne kamienie na sztuczne perły, a naszyjnik z nich stał się jej znakiem rozpoznawczym. W tym sezonie te pozorne klejnoty są wszędzie, ale nie w formie biżuterii, tylko jako dodatek: misterna ozdoba ubrania, znaczący detal zdobiący kołnierzyki koszul, swetry, żakiety i sukienki aż po buty – wymienia Monika Przypkowska, stylistka „Avanti”

 

Tej jesieni warto zwrócić uwagę na inne, bardzo modne dodatki: duże kieszenie i fikuśne kokardy. Ogromne kieszenie to praktyczne zdobienie, które upodobało sobie w tym sezonie wielu projektantów. Królują naszyte na zewnątrz płaszcza, kurtki, marynarki, ale także nieśmiało powracają w znanej formie – na spodniach bojówkach.

Uroczy dodatek w postaci kokardy można wykorzystać w dowolnej formie. Duża, kolorowa kokarda zawiązana pod szyją i wyłożona na poły żakietu sprawdzi się jako przełamanie biurowego, klasycznego stroju. Te i więcej wyszukanych propozycji dla prawdziwych łowczyń stylu znajdziesz w październikowym numerze magazynu „Avanti”.  

    Post udostępniony przez CHANEL (@chanelofficial)


 

Źródło: 


Psychologia

Wietrzysz sypialnię, bierzesz ciepłą kąpiel i wyłączasz na noc telefon, a i tak nie możesz zasnąć? Te patenty ci pomogą

Ewelina Celejewska
Ewelina Celejewska
4 listopada 2017
Fot. iStock/Liderina

Coraz więcej osób ma problemy z zasypianiem. Nerwy, stresująca praca, nadmiar obowiązków – nic dziwnego, że wieczorami przekręcamy się z boku na bok, zamiast spokojnie zasnąć. Nie bez znaczenia jest higiena snu. Pokój zawsze powinien być wywietrzony, temperatura w pomieszczeniu nie może być zbyt wysoka, a przed snem lepiej zrezygnować z kawy i alkoholu, a zamiast tego warto wziąć relaksującą kąpiel i poczytać. A co jeśli przestrzegasz tych wszystkich zasad i nadal masz problemy z zasypianiem? Czas wdrożyć niestandardowe patenty.

Przestań się katować

Leżysz i leżysz, a sen nie przychodzi. Z każdą minutą denerwujesz się coraz bardziej, bo wiesz, że jutro musisz wcześnie wstać. Skoro nie możesz zasnąć, wstań. Idź do innego pokoju i zajmij się jakimś relaksującym zadaniem. Najlepiej sprawdzi się czytanie. Pod żadnym pozorem nie włączaj telewizora czy komputera.

Zanotuj zmartwienia

Jeżeli nie możesz zasnąć, ponieważ martwią cię niektóre sprawy, przed pójściem do łóżka spisz je wszystkie na kartce. Dzięki temu znacznie łatwiej będzie ci się odprężyć, ponieważ przestaniesz analizować, co dziś zawaliłaś lub co czeka się kolejnego dnia.

Prowadź kalendarz

Najgorsze co może nas spotkać tuż przed snem, to nagłe przypomnienie sobie o czymś ważnym, czego nie zrobiliśmy. Dlatego tak ważne jest, by prowadzić kalendarz i na bieżąco odhaczać sprawy załatwione oraz zapisywać to, co trzeba zrobić w najbliższych dniach. Jeśli wszystko będziesz miała pod kontrolą, łatwiej będzie ci wieczorem zasnąć.

Dobrze zaplanuj treningi

Podobno nic tak nie ułatwia zasypiania jak zmęczenie fizyczne. To prawda. Ważne jednak, by zachować pewien odstęp. Ćwiczenia fizyczne najlepiej wykonywać około 4 godzin przed planowanym pójściem spać. Trening tuż przed utrudni zasypianie.

Ułóż się inaczej

Połóż poduszkę w miejscu, gdzie wcześniej trzymałaś nogi. Zmiana pozycji może ułatwić zasypianie, ponieważ nieco zmienia naszą perspektywę.

Wypłacz się

Jeżeli targają tobą różne silne emocje, daj im upust. Nie ma szans, żebyś zasnęła, gdy jesteś zdenerwowana lub rozżalona. Płacz jest najlepszą formą odreagowania stresu.

Zjedz banana

Owoc ten zawiera tryptofan, który stymuluje produkcję serotoniny – hormonu szczęścia. Zjedzenie banana tuż przed snem ułatwi ci zasypianie, zrelaksuje i odpręży.

Źródło:  


Zobacz także

Wojciech Eichelberger: „Patchwork to trudny egzamin z dojrzałości i z życia”

Pokolenie delikatesów – dlaczego nie zawalczą o szczęście i satysfakcję? Jak realizować cele na przekór wygodzie

Odgrzewane kotlety, czyli o tym, czy warto dać związkowi jeszcze jedną szansę

https://buysteroids.in.ua

отопластика цена

дженерик виагра софт отзывы