Lifestyle Macierzyństwo Psychologia

Święta mogą być wyjątkowe. Inaczej niż te z „wtedy”. Tylko od nas zależy, czy je takimi uczynimy

Matka Przebiegła
Matka Przebiegła
11 grudnia 2019
Fot. iStock / alga38
 

Coraz częściej słyszę: „Jakoś w ogóle tych Świąt nie czuję”. Smucą mnie te słowa. Bo przecież magię Świąt, ich wyjątkowość nosimy gdzieś głęboko w sobie. I nie, nie będę tu wartościowość na mniej i bardziej wierzących, czy tych, którzy nie wierzą. Nawet mój przyjaciel ateista wysyła mi zdjęcie jak z córkami targa ogromną choinkę do domu.

Bo Święta to tradycja

To spotkania przy stole, wzruszenia, emocje. Pamiętam, jak mój tata mówił: „Odkąd znowu przy stole siadają małe dzieci, to te Święta są inne”. Tak, wypełnione dziecięcym piskiem, radością, zniecierpliwieniem, podjadaniem ze stołu, wyglądaniem pierwszej gwiazdki i tym czekaniem na prezenty pod choinką.

A tymczasem z roku na rok coraz mniej tej wyjątkowości w nas. Mówimy: „To nie to samo co kiedyś”, „Pamiętasz, jak wtedy pachniały pomarańcze wyszarpane w jakimś sklepie spod lady”, „I te prezenty, człowiek cieszył się z każdej pierdoły”.

Były wyjątkowe, bo tak je zapamiętaliśmy

Biały obrus. W wannie pływał świąteczny karp. Choinka pachniała lasem. I tak się zastanawiam, skąd dzisiaj to uczucie pustki. Czy naprawdę z powodu tych pomarańczy? A może z braku czasu, z braku spokoju i ciszy, a przecież wtedy właśnie tego doświadczaliśmy. Wszyscy się zatrzymywali przy stole wigilijnym. Pachniało jeszcze umytą podłogą. Święta składały się ze szczegółów. Z ręcznie lepionych pierogów, mielonego samodzielnie maku, rozłupywanych orzechów. Zapachu barszczu, pieczonej czy smażonej ryby. Krochmalonego obrusu. Białych koszul i świątecznych sukienek.

Tymczasem znajoma mówi: „Nie wiem, kiedy zdążę wszystko ogarnąć”, ktoś inny: „Lepienie pierogów? Co ty, wszystko zamawiam, nie mam czasu gotować”. Traktujemy ten czas, jak kolejne zadanie do wypełnienia. Pojawiają się memy wyśmiewające świąteczne przygotowania. Bo rzeczywiście nie chodzi o to, żeby w Wigilię paść ze zmęczenia z poczuciem, że zadbaliśmy o wszystkich tylko nie o siebie. Tylko o co właściwie chodzi? Może o bycie razem. Nie tylko przez te dwa, trzy dni Świąt. Może warto być razem w świątecznych przygotowaniach. Oddać ściereczkę do mycia szafek córce czy synowi, mężowi płyn do mycia okien, podzielić się przygotowaniem ze wszystkimi. I nieważne, że okna będą pomazane, a szafki niedokładnie umyte. Ważne, że w tych przygotowaniach będziecie razem. A wieczorem można wyciągnąć piernikowy domek i wysmarować się czekoladą lukrem przy jego zdobieniu. Słyszycie ten śmiech?

Tak, tamte Święta były wyjątkowe, bo my byliśmy dziećmi

Bo wielu rzeczy nie mieliśmy, a nasze dzieciaki mają wszystko. Szukamy pomysłów na prezenty, bo czym zachwycić, zaskoczyć? Więc może pod choinkę włożyć rodzinny wyjazd na basen, do zoo, do kina czy teatru, a może na wakacje. Bo czego nam dzisiaj brakuje najbardziej? Czasu na bycie razem. Na zrobienie czegoś wspólnie, więc dlaczego tego czasu nie podarować sobie pod choinkę? Że wyjazd to prezent odłożony w czasie? I co z tego? To czekanie jest cudowne, ta odroczona radość podwójna, snucie planów. Nie dostajemy oczywistej rzeczy, uczmy się i nasze dzieci, że nie zawsze wszystko mają tu i teraz. Tylko czas wspólny im kradniemy – tabletem, grą komputerową, telefonem pod choinką

Właśnie, bo nasze dzieci mają wszystko, ale są takie, które nie mają

Nie bardzo chcemy te dzieci widzieć. Nie chcemy o nich rozmawiać. Wrzucamy żywność do koszyków w marketach, a kiedy dzieci pytają, co robimy, mówimy: „A tak zbierają” odwracając uwagę. Chowamy dzieci pod kloszem dając im złudne przekonanie, że wszystko jest im dane na zawsze. A przecież dobrze wiemy, że tak nie musi być. Skoro nasze dzieci mają wszystko, to może warto pokazać, że są ludzie, którzy nic nie mają. Nie mają domu, rodziny.

Przyszli do nas ostatnio bezdomni, z noclegowni. Wcześniej przygotowaliśmy dla nich trochę rzeczy, których nie używamy, choć wcześniej wydawały się nam niezbędne. Moi synowie pomagali pakować im wózki. Zadumali się: „Mamo, ale jak to nie mają domu”. I tłumaczyłam, że tak też bywa, że często to z ich błędów, wyborów wynika. Ale to nie znaczy, że mamy ich nie zauważać, nie pomagać.

Dzisiaj jadę z nimi do domu samotnej matki. Mamy worki rzeczy, ubrań, chłopcy przygotowali książki, które już przeczytali. „Mamo jestem taki szczęśliwy, że mamy siebie”, powiedział mi wczoraj mój młodszy syn, a starszy dorzucił jeszcze swoje ukochane maskotki do worków czekających na wywiezienie.

I wiecie, poczułam te Święta w sercu. Wiem, że nadchodzą. „Mamo, a zrobimy dla tych Panów bez domu barszcz na Wigilię?”, spytali chłopcy. Tak, zrobimy.

Święta mogą być wyjątkowe. Inaczej niż te z „wtedy”. Od nas zależy czy znowu zobaczymy ich magię i czy nauczymy nasze dzieci ją widzieć.

Rodzinnych przygotowań wam życzę! I Świąt w sercu.


Lifestyle Macierzyństwo Psychologia

Bądźcie w tym roku bardziej niż zawsze. Nie wbrew komuś, ale dla kogoś. By pomagać. Finał WOŚP

Matka Przebiegła
Matka Przebiegła
22 grudnia 2019
Fot. Adam Kliczek, http://zatrzymujeczas.pl (CC-BY-SA-3.0)
 

Jak grali pierwszy raz miałam 12 lat. Siedzieliśmy z moimi rodzicami i oglądaliśmy transmisję w telewizji. Mój tata płakał ze wzruszenia, powtarzał: „Zobacz, jaka moc jest w ludziach, jaka potrzeba robienia czegoś dobrego dla innych”.

Później ja płakałam już na każdym finale WOŚP. Za każdym razem, kiedy Jurek Owsiak na koniec dziękował zachrypniętym głosem, choć bywało, że prawie nic nie mówił, kiedy zebrana kwota po raz kolejny zadziwiała, kiedy ludzie z różnych stron Polski przyjeżdżali do studia mówiąc, ile udało im się zebrać pieniędzy. Liczyła się zawsze każda złotówka, te najdrobniejsze rzeczy zbierane przez wolontariuszy. Wzrusza mnie to niezmiennie.

Kiedyś pracowałam w lokalnej gazecie. Przez całą niedzielę jeździłam po miasteczkach i wioskach. Orkiestra dociera do takich miejsc, o których, gdyby nie ona, nikt nigdy by nie usłyszał. Do miejsc, gdzie licytowane są ciasta, gdzie dzieci przynoszą swoje zabawki i książki, gdzie ksiądz apeluje o to, by nikt nie chodził bez naklejonego czerwonego serca WOŚP.

Wzrusza mnie młodzież, której tak wiele złego potrafi się zarzucać, a która w styczniu, kiedy zimno, wieje, pada, od rana chodzi po mieście chcąc pomóc najmłodszym, a ostatnio także i najstarszym.

I wzruszałam się, kiedy moi synowie mieli badany słuch po urodzeniu sprzętem orkiestrowym. Kiedy przyjaciółki syn leżał w inkubatorze z sercem orkiestry. Kiedy mamy wcześniaków mówią – gdyby nie WOŚP, moje dziecko by nie żyło.

Jedliśmy orkiestrową grochówkę przygotowaną przez wojsko. Wjeżdżaliśmy na strażackim wysięgniku na wysokość ósmego piętra mogąc podziwiać panoramę miasta. Poznawaliśmy psy policyjne, chłopcy ubierali się w policyjne czapki, siadali za kierownicą służbowych wozów Straży Granicznej. Zwiedzaliśmy okręty Marynarki Wojennej. Wszyscy uśmiechnięci w ten jeden dzień w styczniu zawsze jakiś taki cieplejszy i szczęśliwszy. Bo każdy, kto bierze udział w finale wie, ba – czuje, że robi coś dobrego. Że chleb pieczony w kształcie serca, kiełbaska z grill, nawet wata cukrowa – wszystko to dzieje się w jednym wspólnym DOBRYM celu. Jednoczy ludzi, wyciąga z domu.

Moje Dziki w tym roku idą po raz drugi z puszką. W tym roku ze swoją własną, wcześniej pożyczoną od zaprzyjaźnionej organizatorki. Wiedzą dla kogo zbierają pieniądze, znają dzieci, które z pomocy WOŚP korzystały. Biorą swoje oszczędności ze skarbonki i licytują w miejscowej licytacji, co się da i wzruszają mnie, gdy to, co wylicytują oddają do ponownej sprzedaży, żeby zebrać jak najwięcej pieniędzy. I nie chodzi o wyścig, o rywalizację.

I kiedy słyszę, jak ktoś finał WOŚP nazywa „hecą”. Ktoś, ba – polityk, który będzie postulował o zakaz udziału służb mundurowych w finale Orkiestry, to dostaję piany i mam ochotę gryźć. Mam ochotę życzyć mu na starość łóżka fundowanego przez WOŚP na jednym z oddziałów geriatrycznych.

Bo ta heca, proszę Pana, to tysiące zaangażowanych ludzi, także tych najmłodszych, to uratowane życia wielu noworodków, to w końcu czynienie ludzi lepszymi, bo takimi się czują mogąc wziąć udział w akcji.

I obserwuję profil WOŚP na Facebooku. I ponownie się wzruszam. Oni wiedzą, mają pewność opartą na 24-letnim doświadczeniu, że to nie politycy, nie władza, nie słowa stanowią o ich sile. Ale każdy choćby najmniejszy człowiek. „Wszyscy jesteście wielcy” piszą. I my to czujemy. Wiemy, że oni w nas wierzą. W nasze dobre serca, w chęć pomagania, bycia lepszym.

I choć nie lubię politykowania, to bądźcie w tym roku bardziej niż zawsze. Nie wbrew komuś, ale właśnie dla kogoś. Rozejrzyjcie się, pomyślcie, kto potrzebuje pomocy. I pomagajcie. Róbcie coś dobrego dla siebie i innych. Do końca świata i jeden dzień dłużej.


Lifestyle Macierzyństwo Psychologia

Nasze życie to wybory. To my decydujemy, gdzie chcemy być. Kochana Przyjaciółko, co wybierasz?

Matka Przebiegła
Matka Przebiegła
5 grudnia 2019
Nasze życie to wybory. To my decydujemy, gdzie chcemy być. Kochana Przyjaciółko, co wybierasz?
Fot. iStock / piranka

Tak bardzo chciałabym ci pomóc, ale wiem, że życie składa się z wyborów. Naszych własnych, a nie czyichś podsuwanych rozwiązań. Nie składa się nawet z chęci pomocy, ale z podjęcia decyzji, czy z tej pomocy w ogóle chcemy skorzystać.

W każdej sytuacji, w jakiej się znajdujemy mamy wybór. Możemy zadecydować czy chcemy iść w prawo, czy w lewo. Stać w miejscu, czy może jednak zrobić krok do przodu. Czekać, czy działać. Zobacz, teraz jesteś w dołku. Nie widzisz już tego, co dobre wokół ciebie. Zapadasz się w swoim kiepskim nastroju, przygnębieniu, poczuciu beznadziejności. Piszesz: „Jestem taka bezradna”. I tkwisz w tej bezradności, choć zapewniasz, że zawalczysz, że już za chwilę podniesiesz się z tego dołka i już będzie dobrze. I jest. Przez chwilę. Uśmiechasz się, z zapałem opowiadasz o swoim dziecku, przez chwilę nawet pozwalasz sobie pomarudzić na pracę. Wiem, że kiedy wyjdę, ty znowu pogrążysz się w otępieniu i smutku. Ciężko będzie ci rano wstać, uśmiechniesz się do dzieci, męża, ale nie do siebie. O sobie nie chcesz myśleć. To też wybór, kierować myśli tam, gdzie łatwiej, bezpieczniej?

Chciałabym ci pomóc. Ale już dawno zrozumiałam, że nic na siłę, że to co ja chcę, nie ma zupełnie znaczenia. Mogę chcieć wyciągnąć cię z domu, pokazać ci, jak łatwo znaleźć drogę, którą szybciej mogłabyś wyjść z miejsca, w którym jesteś. Mogę mówić, przywoływać przykłady. Chcę krzyczeć: „Zobacz tak niewiele trzeba, żeby było ci lepiej”. Dzisiaj wiem, że mogę tylko być i zapewniać cię, że pomimo wszystkiego będę tuż obok, wyciągam rękę i czekam, na twój wybór. Na to co postanowisz.

Nauczyłam się, że nasze życie to wybór. Wybór nie między tym, co oczekują od nas inni, a co sami chcemy, ale między tym, co w nas.

Możesz wybrać czy:

– chcesz płakać w poduszkę, czy wyjść i się wygadać

– wygadać się, czy pomilczeć

– pobyć samej, czy w czyimś towarzystwie

– mierzyć się ze swoimi nastrojami sama, czy dzielić się nimi z kimś bliskim

– myśleć: „Moje kłopoty nie są warte zawracania komuś głowy”, czy: :Super, że mam kogoś, komu mogę o tym poopowiadać”

– powiedzieć: „Sama sobie z tym poradzę”, albo: „Potrzebuję pomocy”

– myśleć o sobie: „Moje problemy są istotne tylko dla mnie”, czy: „Jestem dla kogoś ważna”

– skorzystać z pomocy, albo z niej nie skorzystać

– tkwić w smutku, czy próbować wyjść z niego

– być bezradnym, czy prosić o pomoc

– mówić: „Nie lubię siebie” lub „Lubię siebie”

– zakleszczyć się w swoich myślach, czy rozejrzeć się uważnie wkoło

– pomyśleć o innych, czy pomyśleć o sobie.

Zobacz, wszystko jest wyborem. To, że chcesz być sama wieczorem, a nie zadzwonisz, żeby ktoś wpadł. Że położysz się spać wcześnie, a nie wyjdziesz na spacer pobyć sama ze swoimi myślami.

Dzisiaj też wiem, że nie ma lepszych czy gorszych wyborów. Są nasze – własne. Sami ich dokonujemy, nikomu nic do tego, w którą stronę się skierujemy. Możemy powtarzać: „Tak nie można, zrób coś. Zobacz, wystarczy niewiele, żeby ruszyć z miejsca. Zmień coś, ogarnij się”, ale i tak nie mamy wpływu na czyjeś życie. Mamy tylko wpływ na własne. To też jest nasz wybór, naciskać na kogoś, by się zmieniał, czy zostawiać mu przestrzeń dla siebie i zapewniać o swoim wsparciu w każdej jego decyzji.

Kochana przyjaciółko, teraz mogę jedynie poprosić cię, żebyś pochyliła się nad swoimi wyborami. Spytała samej siebie, dlaczego wybierasz tę stronę smutku i bezradności, a nie idziesz w to, co pozytywne? Dlaczego nie skupiasz się na sobie, tylko na innych. Dlaczego dokonujesz takich, a nie innych wyborów. To twoje wybory stawiają cię w miejscu, w którym teraz jesteś. Wybierając uciekasz przed czymś, kryjesz się za kimś, mniej tracisz, czy więcej zyskujesz? Wybierasz, czy wyciągnąć rękę po pomoc czy umniejszać jej wartość. To ty pozwalasz być blisko, albo bardzo daleko.

Tak wiem: „Łatwo powiedzieć”, ale ty tak łatwo wybierasz. Decydujesz, po której stronie chcesz być, gdzie tkwić. Jaki wysiłek podjąć, czy nie podejmować go w ogóle. Łatwiej znaleźć tysiąc wymówek, niż pójść za jednym argumentem. Ty wybierasz, z jaką myślą budzisz się o poranku, jak wygląda twoje życie i czy uśmiechasz się do siebie. Jeśli ci dobrze ze twoimi wyborami, rozumiem.

Ja tu jestem. Pamiętaj, proszę. Cokolwiek wybierzesz, zawsze będę. Mam tylko jedną prośbę: pozwól sobie na chwilę refleksji, czy to o czym decydujesz, co wybierasz czyni cię szczęśliwszą i w jakim miejscu postawi cię za pięć lat.

Kocham cię,

Przyjaciółka


купить виагру в интернете

лучшие препараты для потенции у мужчин

купить виагру киев