Macierzyństwo

Misja mama

Agnieszka Wilk
Agnieszka Wilk
18 marca 2016
Fot. Unsplash/Sarah Graybeal / CCO
 

Czuję, że czas przecieka mi przez palce. Szczególnie teraz gdy po raz drugi zostałam mamą. Doba niezmiennie trwa 24 godziny. Ani minuty dłużej.

Z każdym dniem przybywa mi zmarszczek, ale nie to smuci mnie najbardziej.

Odkąd pamiętam lubiłam dzieci. One się do mnie uśmiechały, a ja odwzajemniałam się tym samym. Lubię patrzeć jak z niezmąconą opiniami ciekawością – obserwują świat. Zawsze wiedziałam, że kiedyś będę mamą musiał tylko nadejść odpowiedni moment.

Marzenie o macierzyństwie spełniło się. Jest tak jak zawsze to sobie wyobrażałam. Syn i córka, brat i siostra – Kubuś i Alunia. Moje największe szczęścia.

Pierwsza ciąża przebiegła mi książkowo. Pracowałam do dnia przed porodem. Dużo jadłam i dużo tyłam, sporo spacerowałam. Druga ciąża bardziej problematyczna, leżenie, hormony, obawy, badania i dopiero pod koniec odetchnęłam z ulgą. Porody dwa koszmary pierwszy może mniej traumatyczny, drugi bardziej. Jeśli do czegoś się nie nadaje to na pewno jest to rodzenie dzieci. No talent ze mnie żaden, a natura mi zdecydowanie tego nie ułatwia.

 

Misja mama

Zatrzymać czas

Córcia niedługo skończy pół roczku. Jestem w szoku! Niech ktoś zatrzyma ten pociąg!

Patrzę na moje dzieci te maleńkie paluszki z coraz większą sprawnością chwytają zabawki i coraz mocniej szczypią moje policzki. Kubusia rączki przygotowują się do pisania szlaczków i nauki w szkole. Dochodzi do mnie smutna prawda. Tego pociągu nie da się zatrzymać.

Każdy dzień chłonę jak gąbka wodę. Czy to już ostatni raz widzę jak mój bobas smakuje po raz pierwszy marchewkę? Wiem Ala ma niecałe 6 miesięcy przed nami daleka droga, pierwszy ząbek, pierwsze kroki, pierwsze świadome „mama.”

Może jestem dziwna wokół tyle sfrustrowanych kobiet, które nie mogą doczekać się pożegnania z pieluchami. Mam, które robią wszystko, aby ten czas wiecznego niewyspania minął jak najszybciej. Ja chciałabym czas zatrzymać.  Szalona!

Jeśli mam w życiu jakieś powołanie to chyba to do bycia Mamą. Tak na 100%. Daję dzieciom dużo, daję im siebie. Pewnie po części zaniedbuję w tym wszystkim inne sprawy przecież czasu na własne zachcianki mam mało. Powiedzcie kiedy jak nie teraz ?!? Pierwsze kilka lat ma kluczowe znaczenie dla rozwoju dziecka oraz nawiązania więzi. Nie zdecydowałam się przecież na posiadanie dzieci, aby je teraz okradać z tego bezcennego czasu. Ten czas to ich czas.

Z każdym dniem jednak wiem, że stają się bardziej samodzielne i ten cudowny czas w moim życiu przejdzie do historii. Kiedyś będą potrzebować mnie mniej, a później może wcale. Nie chcę nigdy usłyszeć „mamo nie miałaś dla mnie czasu.” Więc jestem TU i TERAZ.

Będzie jeszcze wiele pięknych chwil nie potrafię jednak przepędzić myśli, że to już ostatni raz przytulam i całuję niemowlę, które z dnia na dzień robi się coraz większe.

Projekt mama

Jeśli jeszcze nie masz dzieci chcę abyś wiedziała, że projekt Mama to ciężka praca, taki etat, który od momentu narodzin dziecka trwa całe Twoje życie. Najcięższa praca bo od tego jak się z niej wywiążesz zależy przyszłość drugiego człowieka -Twojego dziecka. Ten projekt różni się od tych, w których bierzesz udział w pracy. Tu nie ma deadlines, tu nic nie da się odłożyć na później. Albo jesteś na 100% albo ten projekt nie wypali. Tu nic nie zarobisz, nie możesz liczyć na premię ani awans. Jest wiele niewiadomych, a Ty uczysz się swojej pracy codziennie bo instrukcja obsługi dziecka nie istnieje. Pracujesz 24 godziny na dobę i przy dobrych wiatrach kiedyś usłyszysz „jesteś najlepszą mamą na świecie” albo ” chcę być taką mamą jak Ty.”

Rodzina 2+2 była zawsze moim planem i ze zdziwieniem obserwowałam kobiety, które świadomie decydują się na posiadanie 3+ dzieci. Kiedyś wydawało mi się to czystym szaleństwem no bo jak taką gromadkę ogarnąć?

Teraz gdy sama mam już dwoje doskonale rozumiem. Projekt mama to misja i powołanie. Jeśli się w tym odnajdziesz – pokochasz bycie mamą! To uczucie gdy widzisz swojego maluszka po raz pierwszy, ta radość, ta miłość – tak to potrafi uzależniać. Już nie dziwi mnie mama otoczona wianuszkiem uśmiechniętych pociech. Wiem, że ta kobieta po prostu odnalazła swoje powołanie.


Macierzyństwo

Veni, vidi, vici, czyli przybyłam, zobaczyłam i wróciłam. Czego nauczyła mnie emigracja

Agnieszka Wilk
Agnieszka Wilk
26 lipca 2016
Fot. iStock/Remains
 

No nie do końca jest to poprawne tłumaczenie tego cytatu, który jest już w obiegu od czasu Juliusza Cezara. Historia nie będzie, aż tak stara i nie będzie tyczyła się czasów starożytnych. Ci, którzy znają mnie osobiście, doskonale orientują się w mojej historii.

Emigracja to temat na czasie bo to znak naszych czasów. Rozglądnijcie się wokół, zapewne nie ma wśród nas nikogo, kto nie zna kogoś na emigracji. Ja wyjechałam dawno, zanim Europa stanęła otworem i wyjazdy stały się normalne. Wyjechałam jako 15 latka, z mamą i choć nie był to mój wybór, to z perspektywy czasu wiem, że była to najlepsza decyzja. Po skończeniu ośmiu klas szkoły podstawowej dalszą naukę kontynuowałam już w USA. Dzisiaj nie będę w szczegółach opowiadała całego swojego życia tam, choć było ciekawie, ciężko i momentami jeszcze ciężej, to było warto. Po 15 latach poza granicami Polski wróciłam z mężem i synem, aby kontynuować nasze życie tutaj w Polsce.

Niektórzy pukali się w głowę, węszyli jakąś porażkę, „zwariowali”- mówili, pewnie nie wyszło im w Stanach. No cóż, żadna z wyżej wymienionych opcji. Nam w USA było dobrze, mój mąż lubi Stany za ten ich ład i porządek, za szacunek do pracy i prawa. Mnie podoba się to, że nikogo nie obchodzi, co robisz, jaki jesteś, jak wyglądasz. Dzieci wychowują się na ludzi tolerancyjnych. Urzędy czy sklepy to miejsca przyjazne klientom. No jest tego sporo, ale to chyba temat na odrębny wpis. W kilku słowach powiem Wam dzisiaj, dlaczego emigracja,nawet ta chwilowa, to najlepsze, co może Was spotkać.

Po pierwsze emigracja daje nam:

Perspektywę – Jeśli myślisz, że „wszędzie dobrze tam gdzie nas nie ma” lub jak to mówią Amerykanie „grass is always greener on the other side” to przekonasz się, że trawa nie zawsze jest bardziej zielona po drugiej stronie.  Zauważysz, że każdy kraj ma swoje y i minusy, że wszędzie są biedni ludzie, że praca i pieniądze nie leżą na ulicy i trzeba się bardzo postarać, aby je zdobyć. Dowiesz się o sobie dużo, będziesz tęsknił, płakał i stał rozdarty nad walizkami. Zrozumiesz siłę rodziny i nauczysz się na kim możesz polegać.

Możliwość nauki języka – Jeśli z jakiegoś powodu nauka języka nie szła Ci zbyt dobrze to emigracja tak Cię przyciśnie, że będziesz zmuszony coś tam zacząć dukać. Dojdziesz do wniosku, że komunikacja na migi, rękami i nogami ma swoje ograniczenia. Te wszystkie lata stracone na powtarzaniu w kółko „I am, My name is”… uświadomią Ci jak wiele miałeś jeszcze do nadrobienia.

Pozbędziesz się kompleksów – Oj tak! Mam ochotę wysłać do USA, co drugą dziewczynę narzekającą na swoja wagę czy generalnie wygląd. Tam po pierwsze nikt nie zwraca na nikogo uwagi, a jeśli zwraca to na pewno nie w takim stopniu jak ma to miejsce w Polsce. Jak będziesz się za długo gapił to jakiś życzliwy może przypomnieć Ci „What you looking at?!” Zrobi Ci się głupio i na dłuższy czas zapomnisz patrzeć. Mnie już tak zostało. Nigdy nie wiem kto w co był ubrany. Także wiesz – swoje uwagi zostaw dla siebie, a najlepiej nie patrz. Od razu zacznie Ci się lepiej żyć. Masz ochotę wyskoczyć w piżamie do sklepu? Wyskocz. Połowa Amerykanów uznaję to za normę. Make-up, fryzura? Daj spokój sklep to nie impreza.  Garsonka i adidasy to zupełnie normalny zestaw po co katować stopy szpilkami jeśli przed nami 2 km spacer? Serio dziewczyny przestańcie zwracać uwagę na innych i się porównywać od razu zacznie Wam się lepiej żyć. Nie wierzycie? Polecam wyjazd choćby na krótko.

Zaczniesz być tolerancyjny – A jeśli nie zaczniesz to przynajmniej będziesz się bardziej krył ze swoimi uprzedzeniami. Nie ma opcji kiedyś stanie na Twojej drodze obca człowiek z dalekiego lądu. Ktoś o innym kolorze skóry, mówiący z dziwnym akcentem. Kto wie może nawet zostaniecie przyjaciółmi. Jak nie to przynajmniej nauczysz się obracać w towarzystwie wielokulturowym i czegoś nauczysz o innych narodowościach.

Będziesz sobie radzić Często emigracja to tęsknota i samotność. Wiele osób wyjeżdża nie znając nikogo za granicą. Okoliczności i ograniczone fundusze zmuszają Cię do tego aby efektywnie szukać pracy, rozsądnie wydawać pieniądze, z rozwagą dobierać sobie znajomych. Dowiesz się o sobie, że potrafisz nauczyć się bardzo dużo, często nie znając jeszcze perfekcyjnie języka. Będziesz upadał i podnosił się, walczył jak lew bo powrót na tarczy do ojczyzny – nie wchodzi w grę.

Nabierzesz pewności siebie – ten punkt wywodzi się z dwóch poprzednich. Gdy przestaniesz oglądać się na innych, zmienisz kilkukrotnie pracę, zdobędziesz nowe doświadczenia, a przy okazji podszkolisz język doda Ci to wiary we własne siły. Radzisz sobie! Tak Ty. Na obcej ziemi osiągasz jakieś swoje małe sukcesy. Wynajmujesz mieszkanie, może pierwszy raz zarabiasz pieniądze, poznajesz nowych ludzi, uczysz się i rozwijasz.

Luz i szacunek do pracy – Niby te dwie cechy nie idą w parze, a jednak. Mam wrażenie, że w Polsce niby podchodzi się do pracy i do klienta tak bardzo na poważnie per Pan/Pani, a klient i tak czuje się jakby pracownik miał go w głębokim poważaniu. W USA wszyscy jesteśmy ze sobą na „Ty”, ale każda z osób doskonale wie jakie ma obowiązki i jak powinien wyglądać jej stosunek do klienta/petenta. No tutaj można bardzo dużo usprawnić w Polsce bo nadal czuję się nieswojo gdy coś muszę załatwić i patrzą na mnie spod byka.

Docenisz wreszcie Polskę – dopiero wyjazd na jakiś czas uświadamia nam często to czego nie widzimy siedząc w miejscu. 26 dni urlopu taaaak w Ameryce możesz sobie takiego urlopu nigdy nie wypracować. Tak z marszu dostaniesz może kilka dni „wakacji” 3,4 dni tzw. sick days do wykorzystania gdy jesteś obłożnie chory. Publiczne przedszkola, żłobki, służba zdrowia? Żart? Wykupisz sobie ubezpieczenie to będziesz miał. Wiem, wiem, Polska ma swoje problemy i dużo można by poprawić, gdyby Ci na Wiejskiej mniej oszukiwali i przestali grać w polityczne przepychanki. Tak czy inaczej tu jesteś u siebie. Pani w sklepie wita Cię po Twojemu. Czy wspominałam już, że Polska jest piękna?!  Te góry, morze, jeziora i ta pogoda. No i Kraków choćby dla niego warto było wrócić!

To co napisałam to tylko moje indywidualne odczucia. Ta lista na pewno jest o wiele dłuższa i u każdego może być zupełnie inna. Jeśli mnie czytasz, a znajdujesz się właśnie w Nowym Yorku, Londynie, Paryżu czy innym zakątku Świata to chłoń tą swoją emigracje pełnymi garściami. Wszystko czego tam doświadczysz i czego się nauczysz to lekcja na przyszłość. A jeśli kiedyś wrócisz będziesz już innym człowiekiem z bagażem doświadczeń, których nie sposób zdobyć pozostając w bezpiecznych murach rodzinnego domu.


Macierzyństwo

Jedna rzecz, która na zawsze zmieni twoje dziecko

Agnieszka Wilk
Agnieszka Wilk
9 marca 2016

 

alejamam

 

Im dłużej jestem mamą tym szerzej otwierają się moje oczy na sprawy i sytuacje, które osobom bez dzieci w ogóle nie przeszłyby przez myśl. Mój awans na Matkę Polkę z dwójką dzieci z miesiąca na miesiąc sprawia, iż dzięki moim pociechom staram się być lepszym człowiekiem. Jeśli masz, planujesz dzieci lub chcesz zrozumieć dlaczego jesteś jaki jesteś zachęcam to przeczytania tych kilku myśli poniżej.

Cofnijmy się kilkanaście lat do czasów Twojego dzieciństwa. Masz 3 lata na świat przychodzi Twoje rodzeństwo. Drugie dziecko Twoich rodziców takie małe,  wszyscy chcą być blisko, wycałować w końcu niecodziennie doświadczamy obecności noworodków. A Ty? Masz niewiele lat, o wiele za mało by zrozumieć, że Twoja rola w tej rodzinie uległa zmianie. Odczuwasz brak zainteresowania. Już nikt nie patrzy na Ciebie. Nie jesteś taki ważny choć starasz się skupić uwagę rodziców i gości oni i tak rozczulają się nad Twoim rodzeństwem. Wczoraj byłeś jeszcze kochanym i jedynym dzieckiem Twoich rodziców dziś stałeś się starszym bratem.

To moment przełomowy. Już nigdy nie będziesz miał monopolu na czas i uwagę Twoich rodziców. Od tej chwili oczekuje się od Ciebie tego wszystkiego czego oczekuje od starszych czyli doświadczenia, mądrości życiowej, cierpliwości.

-„Jesteś starszy ustąp! Ile Ty masz lat? Powinieneś już wiedzieć więcej. Pomóż mi. Zajmij się siostrą. Oddaj jej tą zabawkę. Nie marudź”

Pamiętasz te słowa? Były momenty kiedy buntowałeś się bo przecież to nie Twoje zadanie niańczenie młodszego. Buntowałeś się bo Ty też chciałeś poczuć się dzieckiem, a przecież nigdy nie przestałeś nim być. Bunt i złość, towarzyszyły Ci często. Ze słodkiego bobasa stałeś się diabłem wcielonym, niegrzecznym dzieckiem, marudą, samolubem.

Czym za młodu skorupka nasiąknie…

Niegrzeczne dziecko, buntownik, nerwus, egoista,  nieśmiały, rozrabiaka, chudzina, pączek, grzeczny, spokojny, tchórzliwy, rozpieszczony, niezdara, niemądry… mogę mnożyć. Pewnie kilka z nich usłyszałeś/aś w swoim życiu; epitety, słowa rzucane bez zastanowienia przez rodziców, nauczycieli, kolegów. Wiesz czym są – to ŁATKI.

Słowa jak ślepe naboje, nie zabijają, ale pozostawiają ślad

Pewnie nie pamiętasz kiedy pierwszy raz Ci ją przylepili. Łatki to coś co zostaje z nami co zmienia Cię raz na zawsze. Dziecko, które ciągle słyszy, że jest nieśmiałe, tchórzliwe nie wyrośnie na duszę towarzystwa i supermena. Skoro Ty nie wierzysz w swoją pociechę i na każdym kroku podkreślasz, że się boi to pewnie Ci zaufa i będzie nosiło w sobie tę łatkę na zawsze. Czarna owca, niegrzeczny chłopak nie ma motywacji, aby się zmienić bo taką łatkę trudno odkleić. Ile potrzeba mieć w sobie samozaparcia i wsparcia aby znaleźć te pozytywne cechy?

Pozytywne słowo potrafi uskrzydlać

Teraz zastanówmy się co by się stało gdyby łatki nie istniały. Gdybyś nigdy nie usłyszał/a, że jesteś nerwusem, niezdarą, rozpieszczonym jedynakiem, grubasem? Gdyby tak Twoje mocne strony były ważniejsze niż małe wady i częściej słyszałbyś, że dasz sobie radę. Gdyby łatka nie zmieniła Cię na zawsze czy byłbyś tym kim jesteś?

 

 


вимакс цена

ka4alka-ua.com

kokun.net/offers/stop-ejac-dapoxetin