Lifestyle

Wierzysz jeszcze we wróżki? Słusznie, sama spełnij swoje życzenie. Akcja #MiesiącKobiet

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
25 marca 2018
Fot. iStock / Yuri_Arcurs
 

Pamiętasz, gdy jako mała dziewczynka ściskałaś mocno w rączce swój magiczny talizman i głęboko wierzyłaś, że nadejdzie taki dzień, gdy zjawi się ona? Twoja dobra wróżka, która raz raz, czary mary, rozwiąże co najmniej jeden twój problem… Potem dorosłaś i zapomniałaś o tych wszystkich naiwnych wieczorach, gdy zasypiając marzyłaś o tym, o co byś poprosiła, gdyby tylko istniała.

Dziś jest bardzo ważny dzień, pora po tych wszystkich latach odkryć prawdę: twoja dobra wróżka istnieje naprawdę, możesz spotkać ją nawet za chwilę. Wystarczy, że podejdziesz do lustra.

Dzisiejsze wzywanie jest wyjątkowe. Pomyśl dziś wieczorem, zanim znów wpadniesz w poniedziałkowy kołowrotek, czego najbardziej pragniesz od swojej dobrej wróżki, jakie życzenie chciałabyś spełnić. Dla siebie. A potem spotkaj się z nią przed lustrem i zapytaj na głos, czy jest gotowa to dla ciebie zrobić. Myślę, że nie odmówi.

Nie będzie żadnych czarodziejskich różdżek ani lampy Alladyna, nie to nie ta bajka. Ale będzie coś ważniejszego. Powodzenia!

Akcja #MiesiącKobiet 

Codziennie będziemy zachęcać was do przyglądania się sobie. Swoim emocjom, radościom, ale też pewnie strachom. Chciałybyśmy, abyście wraz z wiosną budziły się do życia, by móc czerpać z niego jeszcze więcej. By wiedzieć: czego chcę, o czym marzę, co chciałabym zmienić. I nie bać się powiedzieć tego głośno.

To jak? Jesteście chętne? Każdego dnia (do końca marca) umieszczać będziemy codziennie jeden wpis – wyzwanie, które sprawi, że skupicie się na sobie, choćby na chwilę. Ale przecież wszystko zaczyna się od małych kroków i krótkich chwil. Bądźcie z nami, wpisujcie swoje komentarze. Jak zawsze mamy dla was fantastyczne nagrody.

Zadanie na dziś: podejdźcie do lustra i zapytajcie same siebie, czy jesteście gotowe, by spełnić swoje życzenia, marzenia i pragnienia.  W komentarzu napiszcie koniecznie, jak się wam udało spotkanie i negocjacje. Czy dodały wam siły do podjęcia ważnych decyzji.

Nagrody:

5 x zestaw kosmetyków KOBO, w skład zestawu wchodzą:

KOBO PROFESSIONAL PRIMER APRICOT (1 szt.)

KOBO PROFESSIONAL CUSHION FOUNDATION  (1 szt.)

KOBO PROFESSIONAL 01 GOLDEN SAND HIGHLIGHTER PALETTE  (1 szt.)

KOBO PROFESSIONAL 3 MY FAVORITE COLORS 9X EYESHADOW PALETTE (1 szt.)

KOBO PROFESSIONAL BRILLANT LIPSTICK  (1 szt.)

KOBO PROFESSIONAL MATTE TINT  (1 szt.)

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

vippidesign.com

4 x bon o wartości 300 zł na zakupy w  oraz designerski kubek, notes i kostka biurowa

vippi

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

1

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

4 x zestaw kosmetyków profesjonalnych 

Kiwicha Face Care Set mit Day Cream 50ml & Line Smoother Serum 30ml KIWICHA


Day Cream – przyjemny i łatwy do nałożenia krem rekonstruuje bariery ochronne skóry odwodnionej, suchej i dojrzałej. Redukuje wysuszenie, zmarszczki, utratę elastyczności i konturu. Nadaje skórze świeżości, gładkości oraz poprawia jej wygląd i gęstość. Łatwo się wchłania, zapewnia ochronę przed zanieczyszczeniami środowiska, sprawia, że skóra staje się miękka i delikatna, a dzięki efektowi anti-aging nadaje jej młody wygląd. Idealny jako baza pod makijaż.

Line Smoother Serum – bogate i intensywne serum, przeznaczone dla skóry wymagającej odżywienia, odwodnionej i dojrzałej. Wygładza zmarszczki i poprawia rysy twarzy. Chroni przed działaniem wolnych rodników, stymuluje wzrost komórek, regeneruje DNA, spowalnia proces starzenia się skóry oraz chroni kolagen przed degradacją.

1 x  depilacja laserowa 1 sesja – 4 dowolne partie ciała 

1 x depilacja laserowa 1 sesja – pachy + bikini + łydki

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

1 x laserowy peeling węglowy twarz + szyja + dekolt

1 x infuzja tlenowa twarz + szyja + dekolt 

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

2 x Obrotowa loko-suszarka z jonizacją AS200E

Stylizuj i susz jednym ruchem. Poznaj loko-suszarkę AS200E od Babyliss Paris, która umożliwia jednoczesne suszenie i modelowanie Twoich włosów. Od dziś ułożenie idealnej fryzury zajmie Ci dosłownie kilka minut. Sprawdź jakie to proste!

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

1 x Automatyczna lokówka Curl Secret C1200E od BaByliss Paris

Automatyczna lokówka Curl Secret C1200E od BaByliss Paris to opatentowana technologia, która sprawi, że w kilka minut uzyskasz piękne i delikatne fale.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

3 x , każdy składający  się z:

– pięciu energetycznych Batonów Warszawskich,

– eleganckiego Kremu Warszawskiego,

– przepysznych prażonych na ksylitolu migdałów z cynamonem lub chilli (100g).

Całość pięknie zapakowana w warkocz z celofanu i wstążkę.Wszystkie produkty są bez glutenu i bez cukru, zdrowe słodycze bez wyrzutów sumienia 🙂

BW-7 BW-4
baton_warszawski_truskawka-2 baton_warszawski_figa z goi-2
Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Odwiedź naszych partnerów na Facebooku i Instagramie

NATURA logo

klapp-cosmetics.pl

 

 

klinikamlodosci.com

 

 

 babyliss-totallook.pl/

  

 logo

 

Czas trwania akcji: 05.03.2018 – 31.03.2018.

Regulamin akcji dostępny jest tutaj.


Lifestyle

A gdyby tak rzucić wszystko i wyjechać na drugi koniec świata? Historie Polek, które odważyły się żyć inaczej. Wyjechały

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
25 marca 2018
Arch. prywatne/ Joanna Wieczorek-Dieng/Senegal
 

Spakować plecak, pozamykać wszystkie swoje sprawy i… wyjechać. Czasami za miłością aż do Kolumbii, czasami do Egiptu, żeby tam spędzić czas na emeryturze. Zostać w Australii lub w Nepalu, bo właśnie tam spotkało się człowieka, z którym chce się spędzić resztę życia. Emigracja jawi nam się często jako lepszy świat, słuchamy takich historii za zapartym tchem. A jaka jest prawda? Jak wygląda życie Polek na emigracji? Nim zdecydujecie się rzucić wszystko i wyjechać, zapraszam do lektury książki „Rzuć to i jedź”.

Ewa Raczyńska: „Rzuć to i jedź” – nie dość, że to tytuł Twojej książki, to też często myśl, która pojawia się w naszych głowach, bo przecież wszędzie dobrze tam, gdzie nas nie ma.

Magdalena Żelazowska: Faktycznie, z pewnością każdy z nas nie raz myślał o wyjeździe na drugi koniec świata jako o rozwiązaniu wszystkich problemów, z którymi borykamy się na co dzień.

Jeśli taka myśl się pojawia, to może warto zdecydować się na taki krok i wyprowadzić się za granicę?

Ja sama nigdy się na to nie zdobyłam, bo też wiem, z jakimi kosztami taka decyzja jest związana. Moja książka i przeprowadzone z dziewczynami rozmowy pozwoliły mi zobaczyć, jak jest w rzeczywistości z tą całą emigracją i zdobyć informacje z pierwszej ręki.

Faktycznie, to nie są historie mówiące tylko o tym, jak to jest cudownie i pięknie żyć na emigracji…

Zgadza się, przecież nie ma co udawać, każdy wyjazd okupiony jest pewnymi trudnościami. Decydując się na życie za granicą ponosi się koszty – pojawia się chociażby tęsknota, przymus rozstania ze starzejącymi się rodzicami. Poza tym różne problemy spotyka się także na miejscu. Jest zderzenie z lokalną kulturą, która najpierw zachwyca, ale po pewnym czasie może męczyć. Nie jest łatwo przeskoczyć nawyków, które wyniosło się z domu, zwłaszcza, gdy wychowaliśmy się w zupełnie innej kulturze. Dlatego coś, co na początku jest ekscytujące, po paru miesiącach może zwyczajnie irytować, a czasami doprowadza do decyzji o powrocie.

Myślę, że warto sobie zadać pytanie, czy to, co mamy teraz wokół siebie, chcemy zmienić na coś zupełnie innego i czy jest to dobry pomysł. Czasami okazuje się, że tak, czasami zupełnie odwrotnie.

Nigdy myślałaś o emigracji?

Gdy dorastałam w moim rodzinnym mieście – Tomaszowie Mazowieckim, miałam głęboką potrzebę, żeby coś w swoim życiu zmienić. Chciałam, żeby więcej się działo, żebym miała możliwość spotykania ciekawszych ludzi, którzy mają energię do robienia fajnych rzeczy.

Po maturze wyjechałam na studia. W pewien sposób więc wyemigrowałam, w skali lokalnej.

Okazało się, że po przeprowadzce do Warszawy zyskałam dostęp do dalekich, egzotycznych podróży. Było to prostsze, chociażby z tego względu, że w Warszawie na wymarzone podróże mogłam sobie zarobić. Poza tym łatwiej było je zorganizować , bo poznałam ludzi, którzy chcieli ze mną podróżować, miałam dostęp do organizacji studenckich. Rzeczywiście, świat się przede mną otworzył. Tyle tylko, że wówczas ważniejsze było dla mnie poznawanie różnych miejsc, niż decydowanie się na zamieszkanie w jednym konkretnym.

I myślę, że chyba ta ciekawość świata we mnie została. Nie umiałabym zdecydować, gdzie chciałabym mieszkać i to nie z powodu, że żadne miejsce szczególnie mnie nie urzekło, ja po prostu nie lubię wracać tam, gdzie już byłam. Cały czas uważam, że nadal zobaczyłam za mało, że jeszcze jest coś ciekawszego albo innego. Ta różnorodność świata była dla mnie z jednej strony zachwycająca, a z drugiej przytłaczająca, bo jak się zdecydować na jeden kraj?

Z czasem doszłam do wniosku, że właściwie fajnie jest mieszkać w Polsce i móc podróżować i że ja wcale nie potrzebuję przeprowadzki. Mieszkając pół roku w Niemczech uświadomiłam sobie, że jestem szczęśliwa w Polsce, formuła kilkutygodniowych wyjazdów jest dla mnie wystarczająca.

Później założyłam rodzinę, poszłam do normalnej pełnoetatowej pracy i tak zostało. Choć nie zaklinam, że nie zdecyduję się na emigrację. Być może przyjdzie taki moment, bo historie opisane w książce pokazują, że decyzja o przeprowadzce w zupełnie inną niż dotychczas część świata zapada na bardzo różnych etapach naszego życia.

Często wydaje nam się, że prawo do podejmowania decyzji o emigracji mają tylko młodzi ludzie…

To stereotyp, że na taką przeprowadzkę są w stanie zdecydować się tylko młode osoby, najlepiej mające bogatych rodziców, dzięki czemu stać ich na podróżowanie po całym świecie.

I rzeczywiście młodość może pewne rzeczy ułatwiać, bo nie czujemy się przywiązane do rzeczy, które już sobie wypracowałyśmy. Jeśli ktoś zdobył doświadczenie zawodowe, założył firmę, kupił mieszkanie, to trudniej mu z tej małej stabilizacji się wyrwać. Bywa jednak, że w wieku 30 paru lat czy 40-tu, a nawet 60 – ciu – jak bohaterka z Egiptu, dochodzimy do wniosku, że właśnie teraz jest ten właściwy moment, żeby coś zmienić. Powody mogą być różne. Bo nie udało się nam małżeństwo, jak w przypadku Joanny, która wyjechała do Toskanii, albo nie osiągnęłyśmy wszystkiego w znaczeniu osobistego szczęścia, jak druga Joanna, która mieszka dzisiaj w Senegalu. Ona rachunek sumienia zrobiła tuż przed 40-tymi urodzinami. Pracowała w korporacji, świetnie zarabiała, ale zrozumiała, że nie o to jej w życiu chodzi. Jest jeszcze pani Barbara, która przeprowadzając się do Egiptu wypełnia pustkę, jaka pojawiła się w jej życiu po przejściu na emeryturę.

Ja na razie nie mam takiego impulsu, który by mnie wypchnął gdzieś z Polski, ale niewykluczone, że może się kiedyś pojawi.

Jak widać różne mogą być motywacje skłaniające do wyjazdów, jednak nierzadko ich tłem jest miłość.

Przeprowadzki z powodu miłości można podzielić na dwa rodzaje. Jeden – kiedy miłość wypędza nas z domu, każe się pakować, jak w przypadku Ewy, która leciała do Kolumbii, bo była po uszy zakochana w chłopaku, którego znała tylko przez internet.

Drugi przypadek to kiedy dziewczyny zdecydowały się nie wrócić z podróży, w którą wyjechały nie mając zamiaru w kimkolwiek się zakochiwać. Przykładem jest tu Joanna z Senegalu czy Julia z Australii.

Zaobserwowałam, , że to kobiety są bardziej skłonne się poświęcić i zamieszkać w kraju ukochanego niż odwrotnie. Znam sporo historii, gdy to dziewczyna – Polka, wyjeżdża, bo uważa, że tak będzie łatwiej, bardziej w porządku. One często znają języki, lepiej odnajdują się w nowej rzeczywistości. Jest jednak druga strona medalu – na początku nie myślą o konsekwencjach takich decyzji. Kiedy jest się zakochanym, nie planuje się, co będzie z dziećmi, z pracą, co z tęsknotą za rodzicami. To w efekcie często okazuje się być bardzo dużym obciążeniem dla związku i wystawia go na poważną próbę. Dlatego trzeba samemu odpowiedzieć sobie na pytanie, czy było warto, chyba, że czas przyniesie taką odpowiedź.

Jest jeszcze jedna ważna rzecz, jeśli chodzi o emigrację z miłością w tle, co widać także wśród moich bohaterek. Kilkukrotnie okazało się, że najpierw robimy krok, żeby w ogóle wyjechać z domu, opuścić bezpieczny świat, wyruszyć  w podróż. Dopiero potem miłość się nam zdarza, przychodzi jako naturalna konsekwencja naszych decyzji. Stopniowo stajemy się na tę miłość gotowe. Bo przecież statystycznie, dziewczyny mieszkając w Polsce, też mogły kogoś spotkać, ale tak się nie stało, więc może podróż najpierw musiała je zmienić, może dowiedziały się czegoś o sobie i otworzyły na uczucie. Może te spotkania, to wcale nie taki zupełny przypadek? Kasia, która mieszka w Nepalu, mówi, że w Polsce nie spotkała faceta, który by myślał tak, jak ona, miał ten sam system wartości, kto nadaje bardziej na jej falach. Takiego człowieka poznała na drugiej półkuli…

I w zupełnie innej kulturze…

Dziś płacą za to sporą cenę. Są w wiecznym rozkroku. Kasi nadal nie udaje się znaleźć w Nepalu sensownej pracy . Przyjeżdża do Polski pracować nad krótkoterminowymi projektami, żeby zgromadzić trochę oszczędności i wraca. Jest im ciężko. Niewykluczone, że w ogóle zmienią miejsce zamieszkania na inny kraj, chociaż jestem bardzo ciekawa, czy mąż Kasi będzie gotowy zrobić to dla niej.

Z jednej strony na emigracji jest ciężko, ale z drugiej – wszystkie twoje bohaterki sobie poradziły. Znalazły pracę, pootwierały własne biznesy… Okazuje się, że można?

Celowo wybrałam takie, a nie inne bohaterki, bo chciałam, żeby to były zwykłe dziewczyny, nie żadne celebrytki ani żony bogatych mężów, których nie interesuje kultura, w której żyją. Chciałam pokazać kobiety, które musiały same sobie poradzić. Musiały iść do pracy, zarobić na siebie, ogarnąć mieszkanie czy, jak Barbara w Egipcie – wybudować swój dom. Dzięki temu miały szansę naprawdę poznać miejsce, gdzie zdecydowały się żyć i stać się jego częścią.

Później przychodzi bardzo ciekawy moment, kiedy nagle przestaje być już oczywiste, które miejsce jest twoim domem – czy to pozostawione w Polsce czy to nowe z własnego wyboru. Okazuje się, że jest różnie. Niektóre  dziewczyny uważają, że znalazły swoje miejsce na ziemi – jak Kasia z Gwadelupy. Ona już po pierwszym wyjeździe wiedziała, że chce tam zamieszkać, to była miłość od pierwszego wejrzenia. Innym razem nowe miejsce staje się drugim domem dopiero w wyniku świadomej decyzji, jak Australia dla Julii. Ona w końcu doszła do wniosku, że nie może nieustannie żyć w rozkroku, że musi się na coś zdecydować.

Jest jeszcze Kanada…

Właśnie, a bywa też tak, jak w przypadku Kasi mieszkającej w Kanadzie, że że tęsknota bierze górę. Kasia, jak sama o sobie mówi, po prostu nie jest typem emigrantki. Wyjazd do Kanady to była dla niej fajna przygoda, doświadczenie, ale ona chce wracać. I wiem, że wiosną będą już z rodziną w Polsce. To postanowione.

Na pewno niejedna osoba spyta, ale po co wracać? Tutaj? Do Polski?

Też zapytałam czy nie boją się powrotu po kilku latach mieszkania w Kanadzie. Zwłaszcza, że dla nich to były lata kluczowe – tam urodziły się ich dzieci, mąż Kasi zrobił karierę naukową, a ona sama przyznała, że miała bardziej pasjonującą pracę w Kanadzie niż w Polsce. Chce jednak wracać,  nie może już dłużej tak tęsknić, a wie, że z każdym rokiem, byłoby coraz trudniej. Jest gotowa przełknąć wszystko to, co związane jest z powrotem…

Z drugiej strony myślę sobie o tym, co mówiła Kasia z Gwadelupy: każde miejsce ma swoje y i minusy. To banał, ale od nas zależy, w jakim stopniu jesteśmy w stanie zaakceptować niedogodności, czy możemy je udźwignąć i z nimi żyć na emigracji, czy też nie.

Dlatego tak ważne jest, jeszcze przed podjęciem decyzji, odpowiedzenie sobie na pytanie: czego ja właściwie potrzebuję. I tu pojawia się problem, bo ludzie najczęściej tego nie wiedzą. Wydaje im się, że wyjazd jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zmieni ich życie na lepsze i rozwiąże wszystkie problemy.  A to tak nie działa. Kiedy nie wie się, czego się chce, to przeprowadzka na koniec świata nie ma sensu, to strata czasu i pieniędzy.

Z chęcią poznajemy takie historie, kiedy ktoś odważył się wyjechać, myślimy, co by było, gdybym to ja się zdecydowała. Z drugiej strony w naszej kulturze silnie zakorzeniona jest potrzeba posiadania domu, mieszkania, miejsca, z którego trudno nam później zrezygnować.

Pamiętam, jak na własnej skórze odczułam, w jaki sposób zostałam wychowana. Bardzo długo frustrowało mnie, że nie mam swojego mieszkania, bo przecież każdy powinien mieć. Dziś moje spojrzenie na tę kwestię się zmieniło, fajnie, że mam mieszkanie, ale ono pewnie teraz utrudniałoby mi decyzję o wyjeździe. I faktycznie, jest w nas, w większości Polaków, nawyk kurczowego trzymania się najbliższej okolicy, najbliższych znajomych, rodziny. Mamy silną potrzebę poczucia stałości i stabilizacji, która być może wynika z faktu, że długo byliśmy biednym narodem. Emigrację kojarzymy raczej z przymusem, ucieczką, przesiedleniem. Może to pamięć minionych pokoleń podświadomie każe nam siedzieć  na miejscu i z niepokojem patrzeć na zmiany?

Myślę, że także dzisiaj, mimo coraz częstszych i dalszych podróży, mamy dość małą otwartość na świat, na możliwości, na mieszkanie w innym miejscu. . A jednocześnie bardzo lubimy słuchać o ludziach, którzy wyjechali, którym się udało. Siedzimy na tej swojej kanapie pod kocem i sprawdzamy, jak im się żyje, ale my nie, my nie będziemy tego próbować. A właściwie czemu nie?

3D_rzucto

 


Lifestyle

Dziewczyno, jakkolwiek jesteś pogubiona i poszukujesz odpowiedzi na podobne, jak moje, pytania, szukaj ich najpierw w sobie!

Listy do redakcji
Listy do redakcji
25 marca 2018
Fot. iStock/Martin Dimitrov

Nazywam się Wi-Fi.

Dzisiaj uświadomiłam sobie i znalazłam, chyba idealne określenie na siebie – Wi –Fi. To oczywiście w odniesieniu do relacji damsko-męskich. Co jest nie tak, co było nie tak ze mną, że „trafiam” na takiego, a nie innego użytkownika 😉 .

Pierwsza myśl to to , że owi użytkownicy czerpią ze mnie korzyści i przyjemności, a ja im właśnie to daję. Sama bez przymusu zewnętrznego, tylko ze swoim własnym wewnętrznym przymusem i obawami. Bo taką mam wadę, że daję niezliczoną ilość szans użytkownikowi, że zaciskam „zęby”, że tłumaczę użytkownika, że mam nadzieję zawsze, że użytkownik zrozumie jak korzystać z sieci , że użytkownik potrzebuje czasu, a ja muszę mu go dać. W obawie, że jak się nie poddam woli użytkownika, to go stracę, bo on wybierze inną sieć i innego operatora. Bardziej swobodną, ogólnodostępną i  o dużym zasięgu sieć Wi-Fi. O tak po prostu przeloguje się, bo tamta będzie na „klik”.

Zorganizowane „strony” mojego i co za tym idzie wspólnego życia oddawałam użytkownikom (eks użytkownik i przyjaciel użytkownik – obecnie). Serwis, hosting, kiedy użytkownik jest zajęty czymś innym , albo ma inne potrzeby  to grzecznie się wylogowywuję (żeby nie było sama). Znikam ze swoim zasięgiem, żeby użytkownik mógł realizować swoje pasje, pracę, zainteresowania etc.. Czasem tak po cichutku wysyłałam jakąś wiadomość, żeby przypomnieć użytkownikowi, że trzeba odnowić domenę.

Ja Wi-Fi uświadomiłam to sobie, po artykule Sessionbordercontroller.info, o tym , że trzeba sobie zadać pytanie, nie co z nim jest nie tak, tylko co nie tak jest ze mną. Dziękuję Sessionbordercontroller.info, bohaterce/autorce listu i jej koleżankom, które napisały pytania na kartce.

Teraz kiedy to piszę „użytkownik przyjaciel” zaczyna się logować do Wi-Fi , bo od wczoraj milczę . Nie mam zasięgu, wtedy kiedy on sobie przypomniał, że istnieje taka sieć – ja. Dużo by pisać, tylko w sytuacji, kiedy jestem już świadoma, to nie ma sensu . Szkoda czasu dla takich użytkowników.

Dziewczyno, kobieto jakkolwiek jesteś pogubiona i poszukujesz siebie i odpowiedzi na podobne, jak moje, pytania, to SZUKAJ ICH ZAWSZE NAJPIERW U SIEBIE. Do tej pory Wi–Fi szukała dysfunkcji u użytkowników. Teraz z tą wiedzą zaczynam doskonalić się wewnętrznie.

Co to znaczy w żargonie branżowym – to znaczy, że odtąd działam tylko w ROAMINGU i to szwajcarskim hahaha. Nie o kasę chodzi. Chodzi o to, że precyzyjnie i nie dla wszystkich użytkowników. Zaczynam być „dostępna” 😉 tylko dla użytkownika , który jest świadomy wartości jaką ma sieć, który liczy się, a nie korzysta i wykorzystuje, kiedy ma na to ochotę, który daje coś w zamian, wspiera itd.. Wiecie o co chodzi. Do tej pory ja byłam wykorzystywaną siecią, bezpłatne Wi-Fi. Bierzcie i korzystajcie, za darmo, byle Wam było dobrze.

I tym optymistycznym akcentem stawiam na nadajnik MOJE ŻYCIE ! Moje potrzeby.

Jestem spokojną 43-letnią siecią Wi-Fi, po przejściach , i w trakcie rewitalizacji. 😉

Miłego dnia i poszukiwania odpowiedzi

Pozdrawiam

WI-FI  (w roamingu dla wybranych)


Zobacz także

Czy zdajesz sobie sprawę z tego, jak łatwo jest porwać twoje dziecko? Zobacz ten film!

8 księżycowych osobowości. Sprawdź, która należy do ciebie i jaki wpływ wywiera na twoje życie

Jak zregenerować paznokcie po hybrydzie? Przede wszystkim zrezygnuj z niej na chwilę