Lifestyle

„W tym domu wszystkie dzieci to nasze dzieci”. Jak prawdziwi rodzice, przeżywają rozłąki, kiedy dzieci odchodzą są zdruzgotani i nie kryją rozpaczy

Michalina Grzesiak
Michalina Grzesiak
21 października 2016
Fot. iStock/weerapatkiatdumrong
 

Daleko za miastem stoi dom. Na świeżym podwórku porozrzucane zabawki, rower na trzech kołach, piłki z lekko spuszczonym powietrzem. Schowany odrobinę w głębi podwórka budynek, ze spadzistym dachem i otwartym oknem poddasza. Upchnięty za drzewem, na którym nawet we wrześniu wiszą lampki choinkowe. Przed wejściem stoją buty. Całe góry butów. Niepodzielone wcale na frakcje: funkcjonalność i elegancja. Nieposkładane w pary. Ktoś ewidentnie szybko je zdejmował, w biegu wchodził na obiad. Może wpadł na chwilę po kanapkę z szynką w przerwie. Kto wie.

To nie są buty tylko dorosłych, albo tylko dzieci. Ganek chowa je wszystkie. Jakby przypominały, ilu ludzi na to miejsce woła „dom”. Od furtki, przy której stawiam samochód, do wejścia, odprowadzają mnie psy. Za nimi dzieci. Wszystkie uśmiechnięte, otwarte tak, że przez chwilę zapominam przez co przeszły. Bo to nie jest miejsce, w którym są od zawsze. . W akompaniamencie jazgotu psich mordek i uradowanych dziecięcych twarzy, z jedną ręką poszukującą powitalnych lizaków w przepastnej torbie, witam się z rodzinnym domem dziecka Beaty i Darka .

– Zapraszam, zapraszam! – krzyknęła od progu Beata. – Pani sobie tutaj usiądzie. Kawy, herbaty? – Kawy poproszę – odparłam, a wokół nóg momentalnie zaroiło się od psów energicznie machających ogonami. Na szarej rogówce w kącie wygrzewał się kot, w salonie piszczały dzieci. Dom jak z ciepłych książek czytanych jesienią, które rozgrzewają zmarznięte serca i dłonie.

Beata i Darek Kubasiewiczowie znają się od trzydziestu sześciu lat. Małżeństwem są od trzydziestu. Poznali się na dyskotece, z której wyciągnęła go ona. Po ponad dwudziestu latach wspólnych planów, biznesów i względnie udanego życia we dwoje, dopadła ich pustka. W pozornie idealnym domu, oprócz zdjęć kotów i niczym nieograniczanej miłości do zwierząt, nigdy nie było dzieci. Egoizm i potrzebę kochania wlewali w pozorny obraz szczęścia, którym karmili się bardzo długo i który pokazywali na zewnątrz. Na ścianach domu do tej pory wiszą obrazy Bazyla, sześcioletniego kota, którego Darek pieszczotliwie nazywa „pierwszym dzieckiem”. Dziś, po latach walki są mamą i tatą szóstki dzieci, z których każde przeżyło ciężkie chwile, a w Kubasiewiczach odnalazło spokój. Dumni rodzice podcierają nosy, inhalują na zmianę całą zakatarzoną drużynę, wożą na balet i msze przygotowujące do Pierwszej Komunii. Leczą też choroby sieroce uspokajając bujającą się córkę. Usypiają na własnych piersiach dwulatkę odebraną pijanej matce, naciągają kołdry na oddane nóżki i pakują torby półtorarocznemu chłopcu, który orzeczeniem sądu trafia w ręce biologicznego ojca. Zbierają zdjęcia do wspólnych albumów, a przytaczanymi historiami tworzą miejsce do refleksji.

– Nie będziemy tego ukrywać – zaczęła Beata, zawiesiła głowę na mężu i pokiwała w jego kierunku. – My nigdy nie mogliśmy mieć dzieci. Nie udało się – dodała uśmiechnięta, ale jakby z lekko tlącym się w głosie żalem. Kiedy znajomi rówieśnicy odwiedzali nas z dwójką, trójką u nas nie działo się absolutnie nic. We mnie potęgowały i krzyżowały się wszystkie kobiece uczucia, potrzeby, które wrzeszczały histerycznie po każdym zbliżeniu do męża „może teraz! Teraz się uda”. Nie udało się. W 2008 roku podjęliśmy decyzję o adopcji pierwszego dziecka, ratując siebie przed frustracją i rozwodem. Baliśmy się, kto nas przygotuje i czy w ogóle będziemy w stanie pokochać obce dzieci. Po kursie przygotowawczym, który nakręcił nas na jeszcze większe „chcieć!”, zamiast jednego dziecka zamieszkały z nami od razu dwa rodzeństwa.– Pani sobie wyobraża? – przerwał Darek.  Z ciszy i spokoju w czwórkę. Od razu na głęboką wodę! – uśmiechnął się szczerze.

Pierwszy raz

– Kiedy przyjechało do nas pierwsze rodzeństwo miałam czterdzieści pięć lat – zaczęła opowiadać Beata. – W domu, oprócz niezdefiniowanego lęku o wszystko, nastał festiwal szczęśliwości. Darek co chwilę wstawał w nocy do dzieci sprawdzić, czy się nie poodkrywały. Wstawał kiedy płakały i budziły się przerażone. Kiedy nie płakały, też do nich chodził myśląc, że któreś właśnie łka pod kołdrą. Dzieci były sierotami społecznymi. Większość z nich miała rodziców, a ci zobowiązania. Niestety prawni opiekunowie migali się od obowiązków. Mamili, obiecywali, a później łamali małe serca.

Mamy pod opieką całe rodzeństwo, trójka dzieci, które trafiały do nas w systematycznych odstępach czasu. Mama  dzieci była alkoholiczką. Piła, a pod nieobecność ojca pocieszała się na ich oczach w ramionach „wujków”. W trakcie jednej z imprez do mieszkania zapukała policja. Matkę zwieziono do psychiatryka, a ojca na izbę wytrzeźwień. W domu została dwójka  maleńkich dzieci. Kubuś miał dwa i pół roku. Karolinka siedem miesięcy. Adaś, trzeci z rodzeństwa, trafił do naszego domu, kiedy skończył dwa lata. Został zabrany matce, kiedy ta w nocy wracała autokarem z zakrapianej imprezy.  Kiedy na miejsce przyjechała policja i odbierała pijanej dziecko, w zawiniątku leżało dwa i pół miesiąca bezbronnego człowieka.  Adaś do ósmego miesiąca życia leżał w domu dziecka czekając na nową rodzinę i patrzył w sufit. Już nawet nie płakał. Nie wyrobił w sobie tej potrzeby.

Kalejdoskop dramatów

– Kiedy wspominam wszystkie historie, które przewinęły się przez nasz dom… było ich mnóstwo. Weselsze i smutniejsze, absolutnie wszystkie do najmniejszego szczegółu pozostały w głowach. Mieliśmy pod opieką dziewczynkę, która według wstępnych zapewnień sądu rodzinnego miała zostać z nami do osiemnastych urodzin. Dwudziestotrzyletnia mama, która popełniła kilka błędów, finalnie otrząsnęła się i odzyskała córkę dużo wcześniej. Kiedyś pojechaliśmy odwiedzić jeszcze w domu dziecka małą Julkę zabierając ze sobą Kubę. Po wyjściu z odwiedzin, w samochodzie Kuba oznajmił, że jest mu niedobrze, po czym wyskoczył z auta i zwymiotował kilkukrotnie na dziedzińcu. Z oczami pełnymi przerażenia wybełkotał tylko „mamuś, ja tu kiedyś byłem”. W domu dokładnie opisał wspomnienia. Opowiedział, że pamięta, jak leży w łóżku z metalowymi, wysokimi szczebelkami, on i inne dzieci, sami, a za szybą przyglądają się opiekunki.  Pamięta, jak się gapią. Wziął kartkę i narysował, co pamięta z wczesnego dzieciństwa. Na odręcznym obrazku znalazła się mama i tata. Kłócili się, a nad głowami paliła się żarówka na drucie. Oddzieleni ścianą od jego samego i siostry, zmuszali do czynnego uczestnictwa w awanturze. Rysunek został w naszym domu do dziś. Mam go gdzieś w szufladzie – wspomina Beata Kubasiewicz.

Czy taka mama to prawdziwa mama

Beata i Darek zanim zaadoptowali dzieci mieli wątpliwości, czy będą umieć kochać tak, jakby kochali własne. Czy dzieci pokochają ich ze wzajemnością – tego też się bali. Kiedy w 2014 roku Beatę złapał nagły atak trzustki i znienacka pojechała do szpitala, Karolina strasznie to przeżywała. Tata przyłapał ją w nocy jak śpi ze spodniami od piżamy mamy, mówiła, że nią pachną. Darek nie ukrywa wzruszenia nawet dzisiaj. Płakał. Wspomnienia kosztują ich nadal mnóstwo emocji. Jak prawdziwi rodzice przeżywają rozłąki, kiedy dzieci odchodzą są zdruzgotani i nie kryją rozpaczy.

– Trafił do nas również Krzyś – wspomina Darek dodając:  – Teraz to się pani dopiero rozpłacze. Miał niespełna pięć miesięcy. Matka urodziła go w wieku trzynastu lat, a jego ojciec miał dwadzieścia jeden. Krzyś miał zostać u nas do osiemnastych urodzin. Rodzina ojca dziecka stanęła jednak na głowie, żeby nam go odebrać i oddać ojcu który w majestacie prawa został pedofilem. Oprócz seksu z dwunastoletnią wówczas dziewczynką rodzącą mu dziecko dostał w zwieszeniu wyrok za współżycie z innymi nieletnimi. Do tej pory nie mamy pewności, czy zabierał synka z miłości czy dziwnej seksualnej ekscytacji.  Maluch miał półtora roku, kiedy musieliśmy się z nim pożegnać. Dla nas dzień przekazania chłopca stał się koszmarem, do którego niechętnie wracamy. Po wszystkim widzieliśmy Krzysia kilkukrotnie w telewizji. Miał bardzo smutne oczy. Każde takie doświadczenie wyrywa z serca kawałek mięsa, bo w tym domu wszystkie dzieci to nasze dzieci. Wołają „tato” i „mamo” za co niejednokrotnie zwracano nam uwagę. Potrzeba kochania przebywających tu istnień jest jednak silniejsza niż statystyki i psychologiczne dywagacje. – podkreślił Darek.

Organizacja

Rodzinne Domy Dziecka to instytucje finansowane przez pieniądze miejskie. Kwotę ustala się na posiedzeniu Rady Miejskiej raz w roku, wypłacane są przez MOPS. Problemy budżetowe województw nie obchodzą jednak rodzinnych domów dziecka szerokim łukiem. Dziury łatane są systematycznym zmniejszaniem kwoty wsparcia. Dla przykładu jeszcze w 2012 roku każdemu podopiecznemu przysługiwała dodatkowa kwota 500 złotych na finansowanie wakacji, która obecnie nie jest wypłacana w ogóle. Na każde utrzymanie dziecka przypada 1000 złotych z pieniędzy miejskich i poniżej tej kwoty nie wolno zejść nawet w najcięższej sytuacji gospodarczej. Finanse, wyliczenia i dodatki reguluje ustawa o wspieraniu rodziny i systemie pieczy zastępczej. Dzieci w rodzinnych domach dziecka otrzymują od niedawna pomoc w ramach programu 500+, co jak podkreśla Beata pozwoliło im w tym roku odetchnąć z ulgą.

Finansowanie placówek wyrobiło w społeczeństwie zdanie,  że zakładanie podobnych oaz służy jedynie podreperowaniu domowego budżetu i upchnięciu dzieci gdziekolwiek tak, żeby miały gdzie spać, ewentualnie co zjeść, nie były bite i brudne. Proces jest zdecydowanie bardziej skomplikowany. Maluchy Beaty i Darka, wspominane ich historie, ilości wylanych łez, wyśmianych w głos radości i przeżytych zmartwień czyści w głowach płytki obraz ogółu. Rodzinny dom dziecka to codzienna walka o normalną dorosłość młodych ludzi, którzy w różnych okolicznościach otarli się o patologię, alkoholizm, seksualne dewiacje, biedę i brak zainteresowania ze strony najbardziej uposażonych do tego osób – rodziców. Taki dom, jak ten Kubasiewiczów, to studium przypadków, terapia, walka o każde życie i potrzebę. Dzieci indywidualnie wyciąga się w stronę wyłowionych talentów, prostuje przy pomocy specjalistów naleciałości z przeszłości. Mamy tu dysgrafie, dyskalkulie, choroby sieroce i FAS (płodowy zespół alkoholowy). Jest ADHD, wspomnienia z kryminału matki, samobójstwo ojca i prostytucja.

Mimo wszystko przekraczając próg schowanego za drzewem domu wchodzi się do pachnącego obiadem salonu. Patrzy się na przeciągające się po śnie uśmiechnięte buzie, piżamy w misie. – Tatuś, mogę pograć w Playstation jak odrobię lekcję? – krzyczy głos z sypialni na parterze. – Jasne! – odpowiada Darek mieszając w kuchni w kubku z kawą. – Jak odrobisz lekcje możesz się bawić. Dwoje ludzi z przedmieść Łodzi jak wróżki ratuje historie kilku jednostek pozostawionych samym sobie. Duże ukłony i szacunek. Potrzeby są wielkie, ale i serca nie najmniejsze. Z pomocą mamy i taty zaczyna się układać. Dzieci mają szansę na odrobinę normalności w tym chorym świecie.

 

 

 

 


Lifestyle

Nie daj się pogodzie! Jesienny niezbędnik rowerzysty

Gościnnie w Sessionbordercontroller.info
Gościnnie w Sessionbordercontroller.info
22 października 2016
Jesienny niezbędnik rowerzysty
Fot. iStock / KristinaJovanovic
 

Wszyscy dookoła Ciebie pokasłują, poranki przychodzą coraz później, a płaszcz z głębi szafy trafił na wieszak przy drzwiach. Tak, przyszła jesień, a razem z nią zimno, deszcz i generalna niechęć do robienia czegokolwiek – a już na pewno do stania w korkach, które wraz w październiku wydłużają się o całe kilometry. Jesień jednak nie oznacza, że należy zsiadać z roweru; jedynie, że warto się do niej dobrze przygotować.

W niezbędniku jesiennego rowerzysty znajdą się proste, łatwo dostępne akcesoria, które całkowicie odeprą atak zimnej mżawki.

Jesienny niezbędnik rowerzysty

Kask

Niezbędny na co dzień, również na miejskim rowerze, ale jesienią szczególnie przydatny. W komplecie z kapturem kurtki lub czapką stanowi najlepszą osłonę głowy i zabezpieczenie przed chłodem. Obecnie nietrudno jest znaleźć ładne, stylistycznie dopracowane kaski – przykładem jest np. Urbo marki Le Grand.

Pokrowiec na siodełko

Jeśli musisz zostawić rower na zewnątrz, pamiętaj o zabezpieczeniu siodełka przed wilgocią, zwłaszcza jeśli jest skórzane. W wypadku już nieco podniszczonych siodeł pokrowiec jest łatwym sposobem na wizualne odnowienie roweru i zabezpieczenie przed dalszymi uszkodzeniami (na zdjęcia Dublin Saddle Cover Le Grand).

Jesienny niezbędnik rowerzysty

Fot. Materiały prasowe

Rękawiczki

To sprawa oczywista – ochrona dłoni przy niskiej temperaturze to absolutny priorytet, jeśli nie chcesz potem cierpieć z powodu zaczerwienionej, wysuszonej skóry. Skórzane rękawiczki zapewnią odpowiednią ochronę i stylowy wygląd (na zdjęciu Elegant Man Le Grand)

Torba

Wykonana z odpowiedniego materiału, pojemna i wygodna, również na rowerze – to podstawowe kryteria szukania torby na co dzień. Niektóre modele, jak na przykład Dublin One marki Le Grand, posiadają specjalną kieszeń na laptopa i dają możliwość zdjęcia haczyków, dzięki czemu nikt nie pozna, że to sakwa rowerowa.

Jesienny niezbędnik rowerzysty

Fot. Materiały prasowe


Lifestyle

Co dzieciom wolno w czasie wolnym? Wyniki badania Squla.pl „Dzieci po szkole – wolne czy zajęte?”

Redakcja
Redakcja
21 października 2016
Fot. iStock / Mkovalevskaya

74% dzieci w wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym czas wolny najczęściej spędza na świeżym powietrzu z rówieśnikami, a odrabianie lekcji zajmuje im średnio 1-2 godzin dziennie – pokazują wyniki badania „Dzieci po szkole – wolne czy zajęte[1]”, przeprowadzone przez platformę edukacyjną Squla.pl. Jakie obowiązki i aktywności wypełniają czas wolny po szkole naszych dzieci oraz jaki jest w tym udział rodzica lub szkoły?  

Celem badania „Dzieci po szkole – wolne czy zajęte”, było sprawdzenie jakie są najczęstsze i ulubione formy spędzania czasu wolnego polskich dzieci w wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym. Wyniki badania dostarczają odpowiedzi na pytanie, w jakim stopniu czas wolny dziecka w tak młodym wieku wypełniają czynności związane z nauką i zabawą.

Po lekcjach do lekcji

39% dzieci poświęca średnio 1-2 godzin dziennie na odrabianie lekcji. W przedszkolu lub zerówce prace domowe zadawane są już 2/3 dzieci, a blisko co czwarte dziecko w tak młodym wieku spędza na ich odrabianiu ponad 3 godziny dziennie. Dzieci starsze mają więcej przedmiotów oraz godzin lekcyjnych, tym samym mniej czasu po szkole na odrabianie lekcji, a mimo to muszą poświęcić na tę czynność więcej czasu niż ich młodsi koledzy. W klasach 4-6 wszystkie dzieci mają zadawane prace domowe i ponad połowa z nich spędza na ich odrabianiu do 2 godzin dziennie. Zastanawiający jest odsetek 15% dzieci z klas 4-6, którym odrabianie lekcji zajmuje aż 3 do 4 godzin dziennie. Jako najbardziej czasochłonny przedmiot w domowej nauce, rodzice wskazują matematykę (66%). 

odrabianie lekcjisqula

44% wszystkich badanych rodziców dzieci w wieku 6-12 sądzi, że ich pociechom zadawane jest za dużo prac domowych. Blisko co trzeci rodzic skłaniałby się do całkowitego zlikwidowania prawa nauczycieli do ich zadawania i uważa, że prace domowe zadawane ich dziecku są bezużyteczne. Najbardziej krytyczne podejście do tej kwestii wykazuje grupa rodziców dzieci w klasach 4-6 – aż 54% z nich uważa, że nauczyciele zadają zbyt dużo ich dzieciom.

 – Wyniki naszego badania potwierdzają, że rodzice nie tyle podważają celowość domowej nauki, co raczej chcieliby, aby odbywała się ona w sposób bardziej atrakcyjny i mniej czasochłonny dla dzieckamówi Małgorzata Munzer, Brand Manager Squla.pl – 28% rodziców czas wolny z dzieckiem przeznacza na odrabianie lekcji, jednak ta czynność nie należy do najbardziej lubianych przez nich form spędzania czasu z dzieckiem. Rodzice woleliby poświęcić ten czas na wspólne czytanie książki, wycieczkę do kina, czy teatru.

Nauka z rodzicem, czy przy komputerze?

Rodzice z różną częstotliwością pomagają dzieciom przy pracach domowych, jednak aż ¼ z nich robi to prawie codziennie. Badanie Squla.pl wykazało również, że im dzieci są starsze, tym rzadziej rodzice pomagają im w lekcjach i częściej odbywa się to na prośbę dziecka. 61% dzieci w klasach 4-6 prosi rodziców o pomoc w nauce, podczas gdy wśród dzieci młodszych to rodzic wychodzi częściej z inicjatywą pomocy (54% w klasach 1-3 i 68% w wieku przedszkolnym).

– Rola rodzica w odrabianiu prac domowych jest niezastąpiona w pierwszym etapie nauki w szkole – mówi Monika Perkowska, psycholog dziecięcy – Dzieci z klas I-IV często nie posiadają wiedzy, w jaki sposób najlepiej rozplanować swój czas przeznaczony na lekcje, od jakich treści zacząć, kiedy robić przerwy. Wsparcia wymaga również nauka samodzielnego czytania i rozumienia poleceń.

Dla co trzeciego dziecka to komputer stanowi pomoc w nauce, co pozwala sądzić, że traktują go jako przydatne narzędzie do zdobywania wiedzy. 56% dzieci spędza do godziny dziennie wyszukując informacje do nauki w sieci. Aż 42% dzieci przez około godzinę dziennie korzysta z platform edukacyjnych online podczas odrabiania prac domowych, a prawie ¼ poświęca na tę czynność więcej niż godzinę dziennie. Ten wynik potwierdza, że rodzice przekonują się do tego typu rozwiązań, które łączą naukę z nowymi technologiami, uwielbianymi przez ich dzieci. Nauka wskazywana jest jako trzecie najczęstsze przeznaczenie komputera, w każdej grupie wiekowej. Do czego, poza nauką, dzieci wykorzystują komputer? Najczęściej wskazywane przez rodziców jest granie w gry (62%) lub oglądanie filmów i seriali (38%).

Zabawa na podwórku nadal uwielbiana

Badanie Squla.pl wykazało, że wbrew powszechnej opinii, współczesne dzieci nadal lubią spędzać czas na świeżym powietrzu z rówieśnikami – aż 74% dzieci w wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym tak właśnie wykorzystuje swój czas po szkole. W każdej grupie wiekowej ta czynność wskazywana była jako najczęstsza w ciągu tygodnia, a co trzecie dziecko przebywa na podwórku od 4 do 7 godzin tygodniowo. Dla 61% dzieci najczęstszą czynnością w czasie wolnym jest zabawa w domu, jednak bez komputera i telewizora. Granie na komputerze, tablecie, czy konsoli, zajęło czwarte miejsce w zestawieniu najczęściej wykonywanych czynności (48%). Na zorganizowanych zajęciach pozaszkolnych dzieci spędzają najczęściej 1-3 godziny tygodniowo, jednak tylko 15% badanych dzieci na nie uczęszcza.

Najbardziej popularne zajęcia pozaszkolne to:

 zajeciadodatkowe

Wśród rodziców ulubioną (72%) i najczęstszą (68%) aktywnością w czasie wolnym z dzieckiem, jest również przebywanie na świeżym powietrzu. Rodzice często też wykorzystują ten czas do rozmowy z dzieckiem (48%) lub wspólnego oglądania filmów (31%). Co czwarty rodzic lubi chodzić z dzieckiem do kina, teatru albo muzeum, jednak nie zawsze ma na to czas – tylko dla 15% to najczęstsza forma spędzania wolnego czasu.

Z punktu widzenia psychologii rozwojowej ważniejsze jest spędzanie wolnego czasu z dzieckiem na takich aktywnościach, które pomagają odpocząć po szkolepodsumowuje Monika Perkowska, psycholog dziecięcy – Wychowując dziecko powinniśmy zwracać uwagę na to, czym się interesuje, dlatego jeśli nasze dzieci lubią grać na komputerze, spróbujmy im w tym czasem towarzyszyć. Dzieci nie lubią, gdy negatywnie komentujemy ich pomysły, a spędzając z nimi czas w sposób dla nich atrakcyjny mamy dużą szansę na zbudowanie długotrwałej, mocnej więzi. Umiejętność odpoczynku w czasie wolnym i odpowiedniego rozplanowania pracy to przeważnie zasługa rodziców i ich autorytetów.

Infografika_Dzieci po szkole1 Infografika_Dzieci po szkole2 Infografika_Dzieci po szkole3


O Squli:

Squla.pl to internetowa platforma edukacyjna dla uczniów szkół podstawowych i dzieci w wieku przedszkolnym, która pozwala im uczyć się poprzez zabawę. W Squli znajduje się ponad 31 000 zadań w postaci quizów, misji i gier o różnym poziomie trudności. Dzięki nowatorskiej formule Squli dzieci lubią się uczyć, robią to częściej, a w rezultacie osiągają lepsze wyniki. Platforma bezpłatnie udostępniana jest szkołom i przedszkolom.

Platforma edukacyjna Squla została stworzona w 2010 roku w Holandii przez zespół ekspertów w dziedzinie szkolnictwa, technologii i twórców gier. Do dnia dzisiejszego ściśle współpracuje z CITO – najważniejszą organizacją egzaminacyjną na szczeblu szkół podstawowych w Holandii. W USA platforma istnieje od 2014 i współpracuje z Kaplan Inc., jedną z wiodących firm edukacyjnych w Stanach Zjednoczonych. W Polsce obecna jest od 2019 roku, a materiał na platformie jest w pełni zgodny z podstawą programową MEN. Squla jest również oficjalnym partnerem Oxford University Press. Rozwija się dzięki wsparciu prywatnych inwestorów i Bertelsmann AG zależnego od RTL Ventures. W 2013 roku Squla została uznana przez Wired UK za jeden z „najgorętszych europejskich start-up’ów”. Więcej informacji na stronie platformy: oraz na oficjalnym profilu Squla.pl na Facebooku.


 

[1] Badanie „Dzieci po szkole – wolne czy zajęte” przeprowadzone przez SW Research na zlecenie platformy edukacyjnej Squla.pl, na grupie 1022 rodziców dzieci w wieku 6-12 lat, metodą CAWI, w lipcu 2016 roku.


Zobacz także

Co możesz zrobić dla siebie, kiedy tkwisz w „martwym punkcie”

Miłość to nie jest „nigdy” i „na zawsze”. Bo może miłość to szansa? Szansa dawana bez końca, po stokroć, a nawet tysiąckroć?

„Może niechcący uratujesz komuś życie. To nie będzie ani kampania społeczna, ani akcja z serii „zbadaj cycki””

www.steroid-pharm.com

http://steroid-pharm.com

buysteroids.in.ua