Lifestyle Uroda

Pielęgnuj ciało czekoladą. Akcja „Bądź piękna każdego dnia”. Dzień #23 [13.05.]

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
13 maja 2016
Fot. Flickr / Luisa Contreras /
 

Kto kocha czekoladę ręka do góry! Kto przeklina tę swoją słabość? Aj ta czekolada, czasami marzymy, żeby jej nie było. Ale uwaga, od dzisiaj nie musicie czekolady jeść, możecie przy jej pomocy pielęgnować swoje ciało, bo czekolada nawilża, natłuszcza i odżywia skórę. W salonach kosmetycznych masaż czekoladą to zabieg z wyższej półki. Ale ty możesz sama wykonać masaż czekoladą, która pomaga w likwidacji cellulitu i wyszczupla sylwetkę. Tak, tak – czekolada może wyszczuplać.

Wystarczy rozpuścić w kąpieli wodnej dwie tabliczki czekolady, gorzkiej o wysokiej zawartości kakao. Pilnuj temperatury czekolady, by nie poparzyć sobie skóry. Do roztopionej czekolady dodaj odrobinę olejku cynamonowego lub arganowego, dzięki któremu czekolada będzie się lepiej rozprowadzać. Masaż nóg przy użyciu czekolady możesz wykonać sama – wykonuj go około 30 minut. O masaż innych partii ciała poproś kogoś bliskiego. Po wykonaniu masażu zmyj czekoladę ciepłą wodą.

Przy regularnym stosowaniu twoja skóra nabierze blasku, będzie nawilżona, a ty pozbędziesz się uporczywego cellulitu.

To kto się dzisiaj obkłada czekoladą?

Akcja „Bądź piękna każdego dnia”

Do 18 maja będziemy codziennie umieszczać dla was wpisy dotyczące urodowych wyzwań. Będziemy was namawiać do odrobiny szaleństwa, do zadbania o to, by wasza uroda była tej wiosny widoczna w wyjątkowy sposób.

Co trzeba zrobić? Pod codziennym wpisem dotyczącym naszej akcji zamieść komentarz, w którym napiszesz, co takiego dzisiaj zrobiłaś dla swojej urody. Najciekawsze z komentarzy zostaną nagrodzone.


A poniżej na zachętę przypominamy o wyjątkowych nagrodach ufundowanych przez BaByliss.

Depilator IPL

Depilator IPL BaByliss | Akcja "Bądź piękna każdego dnia"

Mat. prasowe

Prostownicę 

Mat. prasowe

Mat. prasowe

Lokówkę

Mat. prasowe

Mat. prasowe

Czas trwania: 20.04.2016 – 18.05.2016. Wyniki zostaną opublikowane do dnia 27.05.2016

Regulamin akcji dostępny jest tutaj.

Zobacz wszystkie wyzwania w naszej akcji


żródło:


Lifestyle Uroda

Przestań harować jak wół. 6 powodów, dla których nie warto

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
13 maja 2016
Przestań harować jak wół. 6 powodów, dla których nie warto
Fot. iStock / lolostock
 

„Zostanę pracownikiem roku” – myślisz i zachrzaniasz w pracy jak motorek. Bierzesz na siebie coraz więcej obowiązków, coraz dłużej zostajesz w pracy, bo wydaje ci się, że tak powinno być. Obiecujesz sobie: „W weekend, jak dzieci pójdą spać, to do tego zajrzę”. I czekasz, że może ten awans, albo podwyżka ci się przydarzy.

Rozczaruję cię – nic bardziej błędnego. Naprawdę nie musisz zasuwać jak mrówka, by zasłużyć na szacunek szefów i nie wzbudzać zawiści wśród współpracowników.

Przestań harować jak wół. 6 powodów, dla których nie warto:

Po pierwsze dlatego, że długie godziny pracy obniżają twoją produktywność

Wyrabianie 200% normy, praca po godzinach i najlepiej siedem dni w tygodniu, to przeżytek. Nie bez kozery wprowadzono ośmiogodzinny system pracy przez pięć dni w tygodniu. To Henry Ford odkrył, że zmniejszenie godzin pracy korzystnie wpływa na wydajność jego pracowników. Dzięki jego badaniom wprowadzono przepisy regulujące czas pracy, a pracodawcy tym samym zostali zmuszeniu do wypłacania dodatkowego wynagrodzenia za nadgodziny.

Im więcej pracujemy, tym jesteśmy mniej skupieni na realizacji zadania, tracimy zdolność szybkiego przyswajania wiedzy. Zostając po godzinach w pracy jesteśmy coraz bardziej zmęczeni, coraz mniej śpimy, a tym samym jesteśmy coraz bardziej sfrustrowani. To błędne koło, które kompletnie nie ma sensu.

Po drugie dlatego, że nie dostajemy awansu czy podwyżki za czas pracy, ale za jej efekty

„Im więcej będę pracował, tym bardziej mnie szef doceni” – myślimy, on wtedy zobaczy, że poświęcamy się pracy, że jesteśmy zaangażowani, skoro potrafimy pracować więcej godzin niż inni. Tak? To teraz postaw się na miejscu twojego szefa, który może pomyśleć: „Kurde, czemu ta Anka tyle czasu spędza w pracy? Okej, realizuje projekt, idzie jej świetnie, ale tak samo idzie Marzenie, która pracuje osiem godzin i wychodzi”. Kto dla niego jest lepszym pracownikiem – ty, skoro zostajesz po godzinach w pracy lub zabierasz ją do domu, czy koleżanka, która właściwie niewiele mniej od ciebie robi w zdecydowanie krótszym czasie? Komu dałabyś podwyżkę lub awans na miejscu szefa? Dla niego naprawdę nie jest ważne, ile godzin pracujesz, ważne są efekty twojej pracy.

Po trzecie dlatego, że nie zyskujemy podziwu, gdy bierzemy na siebie zbyt wiele obowiązków

Sukces odnoszą ci, którzy potrafią odmawiać. Tobie wydaje się inaczej? Jesteś pomocna, bierzesz na siebie zadania, o które proszą cię inni i nagle okazuje się, że jesteś w czarnej d*pie, bo ani nie zdążysz z tym wszystkim, co dodatkowo wzięłaś sobie na głowę, ani z tym co jest wśród twoich obowiązków priorytetem. Naucz się odmawiać, to nie boli – naprawdę. Powiedz: „Sorry, nie teraz, nie mam czasu, muszę się skupić na czymś innym” i pracuj efektywniej i spokojniej.

Po czwarte dlatego, że mało kto zwraca uwagę na to, że nie odpoczywamy w trakcie pracy

Śniadanie jemy nie odchodząc od biurka, szybko przemykamy po kolejną kawę, żeby tylko szef nie zauważył, że nie ma nas na naszym miejscu pracy. Odmawiamy, gdy ktoś mówi: „Idziesz do kuchni coś zjeść”, bo przecież grunt to być wzorem pracownika, którego w pracy zajmuje tylko praca, a nie plotki w służbowej kuchni. Nic bardziej błędnego. Wyluzuj. Nic nie wpływa tak korzystnie na pracownika, jak chwila przerwy w pracy, a gdyby tak jeszcze pół godziny drzemki… No dobra, tu się rozmarzyłam, ale byłoby świetnie. Rób sobie przerwy, porozmawiaj z koleżanką o promocji w sklepie, o dzieciach, czy wymieńcie się pomysłami na obiad. Nie wiem, cokolwiek, co oderwie was na chwilę od pracy i pozwoli odpocząć waszemu mózgowi. Zobaczycie, że gdy usiądziecie ponownie do swoich obowiązków wszystko pójdzie jakoś łatwiej.

Po piąte dlatego, że nikt nie oczekuje, że zrobisz wszystko sama

„Ja sama, pokażę na ile mnie stać. Jak zrobię sama, to na mnie spłynie splendor i chwała” – jasne i co jeszcze? Myślisz, że inni będą uważać, że jesteś niezastąpiona. I tu się mylisz, na twoje miejsce zawsze ktoś się znajdzie – jasne, może nie tak ambitny, może nie tak pracowity, ale solidnie wypełniający swoje obowiązki z pomocą innych. Twojemu szefowi to wystarczy w zupełności. On od ciebie nie oczekuje, że wszystko zrobisz sama. Wręcz przeciwnie może się okazać, że stwierdzi, iż nie umiesz pracować w zespole, prosić o pomoc, że przez to jesteś nielubiana. Bycie Zosią-Samosią w pracy naprawdę może nie wróżyć nic dobrego.

Po szóste dlatego, że wyżej stawia się końcowy efekt niż perfekcjonizm

Zawsze mamy poczucie, że mogliśmy coś zrobić lepiej. Bardziej się przyłożyć, jeszcze bardziej postarać. Może jeszcze coś poprawić, ulepszyć, użyć innych argumentów, słów. Dążenie do perfekcjonizmu w pracy sprawia, ze ulegamy pokusie ciągłego poprawiania i wracania do tego samego zadania. Robimy w kółko to samo, zapominając, że tak naprawdę ważne jest zakończenie projektu czy jakiegoś zadania, a później może przyjdzie czas na jego ulepszanie, a może wcale nie będzie takiej potrzeby. Niech to, co robisz będzie bazą, na której możesz pracować, gdy szef stwierdzi, że jeszcze jest potrzeba poprawy czegokolwiek.

Odpuść sobie bycie pracownikiem roku. Naprawdę. Bo takie wyróżnienie może przyjść, gdy tak naprawdę tobie będzie się wydawać, że starasz się mniej, za to efekty twojej pracy są bardziej widoczne.

Do przemyślenia na weekend 😉


Lifestyle Uroda

Wspomnienie o Marii Czubaszek. „Jakby wyglądało twoje niebo? Siedzę i palę, aniołki podają popielniczki, a ja myślę: po co się tak męczyłam”

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
13 maja 2016
Wspomnienie Marii Czubaszek
Fot. Wikimedia/ Grzegorz Gołębiowski /

Nawet niedoświadczony dziennikarz nie mógł popsuć wywiadu z Marią Czubaszek. Mówiła dosadnie, mocno, z dystansem, nie chciała niczego autoryzować. „No, nie to jakiś bezsens, mówić coś, a potem zmieniać, zresztą kto ma na to czas”.

Pierwszy materiał, który z nią zrobiłam dotyczył kobiecości. „Jezu, Chryste, to jakaś głupota ten temat” zasępiła się. Zawstydziłam się więc, że dzwonię do niej z takim głupotami. Ona chyba z kolei zawstydziła się, że tak mi powiedziała, bo szybko zgodziła się na rozmowę.

KOBIECOŚĆ

Siedziałyśmy potem w kawiarni przed jej domem, pani Maria odpalała papierosa od papierosa i mówiła, że ma problem z kobiecością, bo w sumie nie znosi kobiet. Bez żalu opowiadała o matce, która może ją kochała, ale niezbyt się nie zajmowała, o siostrze, która wyjechała do Australii i z którą nie miała kontaktu. O braku przyjaciółek i emocjonalnych i niestabilnych szefowych, które tylko upewniały ją w przekonaniu, że kobiety są dziwne.

„I nie tęskni pani za siostrą? Przecież to rodzina” wyrwało mi się. „Co tam rodzina, że mamy jednych rodziców?” zdziwiła się. „Moja rodzina to Karolak i pies” dodała.

Obce jej były kobiece ploteczki i kobiece schizy. „Oszalałabym gdybym miała tak bezustannie analizować. Nie dziwię się, że niektóre kobiety muszą brać leki na uspokojenie”.

Jednocześnie kobiety ją uwielbiały. Bo była bezkompromisowa, żyła jak chce, zawsze na lekkim luzie, z dystansem. Miała rzadką u kobiet z jej pokolenia filozofię: „Żyj lekko, bez ciśnienia, nie stwarzaj problemów”

Agnieszka Kublik w wywiadzie dla Gazety Wyborczej spytała ją: „A wymagania wobec nas? Mamy być matkami, kochankami, żonami, kucharkami, sprzątaczkami, nosić rozmiar 36 i wyglądać jak Pamela Anderson i Monica Bellucci w jednym. Aha, i jeszcze mamy nieźle zarabiać. Odpowiedziała: „Ja z tego wszystkiego jestem tylko mężatką i mam wymagany – zdaniem pani – rozmiar. Więc myślę, że co do tych pozostałych wymogów to przymusu nie ma. Decyzja należy do kobiety. Jeśli chce i da rady spełnić te wszystkie zadania, to jej wybór. I nierzadko problem”.

Obce jej było sprzątanie (wie to każdy, kto u niej był), gderanie, dzieci. Naprawdę miała pustą lodówkę, naprawdę jadła głównie parówki i nie sprzątała, nie czekała też nigdy na męża z zupą. Opowiadałam wtedy, że moja szefowa mówi, że na faceta to zawsze trzeba czekać z zupą. Podkoloryzowałam nawet: „ Ona uważa, że jak nie ma zupy, to facet odejdzie. Prawda to?”. „Nie, to jakieś szaleństwo.Ja jej współczuję tej filozofii, jak facet ma odejść to i tak to zrobi Najpierw, jasne, zje zupę. No, pod warunkiem, że będzie mu smakowała”.

Jednocześnie to bzdura, co zarzucali jej ci, którzy jej nie lubili. Że jest wrogiem swojej płci. Wiele razy powtarzała: „Mężczyźni są słabsi psychicznie”. Czasem śmiała się, że kobiety są głupsze, ale wiele było z tym z kokieterii. Niemal w każdym wywiadzie podkreślała, że nie jest za mądra i ma niskie IQ. Przyznała się do aborcji co wywołało burzę, ale przecież w tych czasach, gdy to zrobiła aborcja była legalna i robiło ją bardzo dużo kobiet.

MĘSKOŚĆ

Mężczyzn kochała, wolała nawet udzielać im wywiadów, bo zadawali fajniejsze pytania. Podziwiała ich analityczny umysł, prostotę myślenia, to, że konkretni. Może ich nawet trochę idealizowała.

Śmiała się, że z mężczyzn to nie lubi tylko polityków i Czubaszka, swojego byłego męża. „Może nawet nie o to chodzi, że go nie lubię, po prostu on trochę głupi był, i tak zupełnie różny ode mnie. Człowiek nie dogaduje się z kimś zupełnie innym, jakby chciał to nie może”.

PRACOWITOŚĆ

Uwielbialiśmy jej poczucie humoru, podziwialiśmy to, że wciąż pracuje. Jej satyryczne powiedzonka, myśli udostępnia sobie na Facebooku tysiące osób.

A ona mówiła, że nie cierpi pisać. W życiu nawet listu z własnej woli nie napisała. Więc dlaczego? Bo pracować musi. Jej mieszkanie było niewykupione, rachunki za czynsz ogromne.

Odsłuchałam wczoraj jej wywiad w radiu Czwórka. Dziennikarz cisnął. „No ale słowem to się chyba Pan lubi bawić?”. „A nie wiem czy lubię. Motywacją są dwa, trzy niezapłacone rachunki. Poza tym piszę krótko, bo nie mam nic głębokiego do powiedzenia”.

Dziennikarką została ze złości, że dziennikarstwo jest takie beznadziejne. Rzuciła studia i poszła do radiowej Jedynki. Na początku nosiła kawę, podawała kanapki i skracała innym teksty. O nic nie zabiegała, nie prosiła, nie starała się. To jej ówczesny szef wyczuł, że ma talent. To „niestaranie się” towarzyszyło jej całe życie.

ŚMIERĆ

Mówiła o niej dużo. W jednych wywiadach twierdziła, że się jej nie boi, w innych, że potwornie boli się bólu i chciałaby mieć prawo do eutanazji. „Śmierć to jest piekło dla tych, którzy zostają. Tylko” to jedno z jej stwierdzeń.  Zresztą kto wie, co z tego, co mówiła, było prawdą. Przecież powtarzała: rzeczy zmyślone są ciekawsze niż prawda.

Umarła nagle. Choć jakiś czas temu była w szpitalu, wróciła do domu i czuła się lepiej. Planowała normalnie życie. Miała pojawić się na Targach Książki w Warszawie, była wpisana w grafik niedzielnego „Szkła kontaktowego”.

Artur Andrus spytał w rozmowie z nią:  To jakby wyglądało Twoje niebo? Maria Czubaszek odpowiedziała: Siedzę przy barze. Oczywiście palę, aniołki podają mi popielniczki. Obok dużo psów. Też przy barze. Dużo palących psów. Piją piwo wołowe. I sporo fajnych ludzi. Jacek Janczarski, Adaś Kreczmar, Jonasz Kofta, Jurek Dobrowolski. I tak sobie siedzimy przy barku i mówimy: po co to było się tak męczyć, jak tu jest fajnie?


Zobacz także

„Najłatwiej powiedzieć, niech zostawi męża, ułoży sobie życie, przecież da radę. Tak się tylko mówi…”. Portrety

Dlaczego facet musi być zawsze wyższy od kobiety? Trudno nam zaakceptować inny stan rzeczy

Dlaczego facet musi być zawsze wyższy od kobiety? Trudno nam zaakceptować inny stan rzeczy

Robert Lewandowski,

Być jak Robert Lewandowski, a nawet Roberta Lewandowska

medicaments-24.net

Купить Камагра Soft

левитра купить украина