Pielęgnacja Uroda

Vectus, Thunder, Motus – poznaj liderów depilacji laserowej!

Redakcja
Redakcja
19 sierpnia 2019
Fot. Materiały prasowe
 

Usuwanie owłosienia jest w dzisiejszych czasach jednym z ważniejszych zabiegów upiększających ciało. Miejsca z których pozbywamy się włosów zależą od indywidualnych preferencji, według własnych upodobań wybieramy też metodę. Dlaczego jednak nie zapomnieć o częstych i bolesnych zabiegach i nie wybrać tej, która trwale usuwa owłosienie, nawet z trudno dostępnych miejsc? Dzięki urządzeniom takim jak Vectus, Thunder i Motus, współczesna depilacja laserowa nie oznacza serii długich, bolesnych zabiegów. Laser jest w stanie pozbyć się włosów z trudno dostępnych miejsc, a także trudnego do usunięcia jasnego owłosienia. Przedstawiamy urządzenia wykorzystywane w przodującej w zabiegach depilacji laserowej warszawskiej Klinice Miracki.

Depilacja laserowa – jak działa laser?

Laser zakończony specjalną głowicą, emituje wiązkę, która jest pochłaniana przez barwnik włosa – melaninę. Wysoka temperatura niszczy włos wraz z cebulką. Jest to zatem jedyny sposób na to, aby trwale usunąć niechciane owłosienie. Nowoczesna technologia dodatkowo czyni zabieg komfortowym. Osiągnięcie pełnych efektów wymaga zwykle zaledwie kilku sesji. Niemniej ważnym atutem depilacji laserowej jest brak okresu rekonwalescencji.

Laser Vectus

Laser diodowy Vectus, emitujący fale o długości 810 nm, jest obecnie numerem jeden wśród tego typu laserów. Moc, jaką osiąga oraz zastosowanie w urządzeniu systemu Skintel, który kontroluje zawartość barwnika w skórze, sprawiają, że laser usuwa włosy z dużą dokładnością. Zminimalizowane jest ryzyko poparzenia skóry, gdyż urządzenie posiada system chłodzenia Advanced Contact Cooling. Depilacja laserem Vectus jest bardzo bezpiecznym i zarazem dość komfortowym zabiegiem. Mogą z niego skorzystać osoby o różnych odcieniach skóry i rodzajach owłosienia, o każdej porze roku, bez obawy o jakiekolwiek skutki uboczne. Laser Vectus jest przeznaczony do wielu partii ciała, w tym do depilacji twarzy, a procedura usuwania włosów może zamknąć się w kilku minutach.

Epilacja laserowa – Thunder MT

Laser Thunder, łączący w sobie cechy laserów o różnych długościach fal – aleksandrytowego i neodymowo-yagowego, to nowość na rynku światowym, która dopiero debiutuje w naszym kraju. Jest to urządzenie o bardzo dużej mocy, zdolne do emitowania fal o różnej długości. Do tego, laser jest wyposażony w skaner, który zapewnia szybkie usuwanie owłosienia, bez względu na jego rodzaj czy koloryt skóry. Włosy usuwane są w fazie wzrostu (anagenu), co oznacza trwałe pozbycie się ich. Laser Thunder MT posiada też własny system chłodzenia, dzięki któremu zabieg jest mało bolesny i komfortowy dla Pacjenta. Każda sesja trwa co najwyżej kilkanaście minut. Częstotliwość zabiegów laserem Thunder MT jest natomiast zależna od obszaru ciała oraz indywidualnych cech Pacjenta. Owłosienie jest zazwyczaj usuwane co kilka tygodni.

Motus

Laser Motus znakomicie wychwytuje melaninę, dzięki czemu z większą skutecznością niż inne urządzenia, usuwa włosy cienkie i te o jasnej barwie. Zabieg jest więc przeznaczony dla wszystkich rodzajów i odcieni owłosienia. Laser Motus posiada system Moveo, który odpowiada za sprawne poruszanie głowicy po skórze. Laseroterapia Motus obejmuje serię zabiegów, których liczba jest dobierana indywidualnie, w zależności od potrzeb. Efektem jest trwałe usunięcie włosów wraz z cebulkami. To jeszcze nie wszystko – zabieg laserem Motus, dzięki specjalnej końcówce szafirowej schładzającej skórę, nie należy do bolesnych i nie wymaga rekonwalescencji.

O szczegółach depilacji laserowej w Klinice Miracki w Warszawie przeczytasz na stronie:


 

Artykuł sponsorowany


Pielęgnacja Uroda

Od oddanego fana, do żarliwego krytyka

Gościnnie w Sessionbordercontroller.info
Gościnnie w Sessionbordercontroller.info
19 sierpnia 2019
Fot. iStock
 

Wyobraźcie sobie proszę klientkę, która przez około półtora roku korzysta z usług i szkoleń trenera mentalnego. Zapisuje się praktycznie na wszystkie warsztaty i mocno też dąży do kontaktu w ich przerwach. Wykorzystuje każdą możliwą okazję do tego, żeby być blisko swojego „mistrza”. Relacja jednak zostaje jednego dnia (co jest nieuniknione) przerwana. A z ust klientki padają słowa: „Chce się już rzygać tymi szkoleniami”…

Tego typu historie uwrażliwiają mnie na poszukiwanie wzorców. Wykonując pracę trenera mentalnego ze sportowcami i ludźmi biznesu wiem, że podobnie jak terapeuci, jestem wystawiony na przeniesienia i przeciwprzeniesienia. Moja relacja z klientami nigdy nie odbywa się w próżni. Oboje – i ja i klient – wchodzimy w nią ze swoimi doświadczeniami z przeszłości i ze swoimi mentalnymi wzorcami.

Przyznaję z pokorą, że w ostatnim czasie mam większą liczbę rozczarowanych klientów niż kiedy zaczynałem swoją przygodę w dziedzinie pracy z ludźmi. A historia opisana w pierwszym akapicie jest historią prawdziwą, w której byłem dla klientki „mistrzem”. Patrząc z perspektywy obrony swojego ego, mógłbym uznać: „firma urosła, klientów jest bardzo dużo, to naturalne, że jakaś część z nich nie będzie zadowolona z mojej pracy”. Staram się spoglądać jednak na to zjawisko z wielu różnych perspektyw. Również z perspektywy klienta. Co sprawia, że z oddanego fana, staje się moim żarliwym krytykiem?

Po pierwsze, na pewno moje błędy. W tym kontekście, nie rozpatruję więc postawy klienta jako „hejt” czy „czepianie się”. Krytyka ze strony moich słuchaczy często daje mi wartość i wskazuje na moje pomyłki w sztuce treningu mentalnego: branie zbyt wielu klientów, prowadzenie masowych szkoleń, momenty braku czujności na własną arogancję, skupianie się przy niektórych projektach na zyskach finansowych równolegle do potrzeby dawania wartości (lub nawet – przyznaję z zawstydzeniem – ciut ponad wartość dla klienta). W tego typu sytuacjach, rozczarowanie klienta jest dla mnie darem. Mogę dzięki temu coś zrozumieć, coś poprawić, na coś uwrażliwić mój zespół i swoją firmę. Rozczarowanie klienta bywa paliwem dla kaizen…

Po drugie, rozszczepienie mojej „figury” w oczach klienta. Nie da się bowiem ukryć, na moje szkolenia przychodzi sporo osób w kryzysie życiowym. Osób poszukujących pomocy. Często po traumatycznych doświadczeniach z dzieciństwa. Wielokrotnie w toku naszej współpracy okazuje się, że klient miał surowego ojca i/lub nadopiekuńczą matkę. Bywa, że widzi we mnie „guru”. Nawet jeśli powtarzam, że nim nie jestem, że mam sporo wad, że ciągle się uczę swojego zawodu – idealizowanie mnie jako nauczyciela jest niestety częste. Kłopot w tym, że na początkowym etapie relacji, klient widzi same zalety Jakuba B. Bączka (i chce je widzieć! – takie „zaczarowanie” mną pozornie pomaga mu przyjąć pomoc). Charyzmę, empatię, wiedzę i doświadczenie. Bywa więc, że w kategorii dobro vs. zło, otrzymuję od klienta komplet punktów. Z czasem jednak okazuje się, że przerwę w warsztatach chcę spędzić sam, że nie odpisuję na wiadomość na Facebooku, że nie zgadzam się na napisanie referencji do książki klienta, czy też nie daję zniżki na kolejne szkolenie. Czasem widać także moją niecierpliwość, wymagającą osobowość i działania sprzedażowe, z których moja firma czerpie zyski. I wtedy „trach”. Niektórym klientom trudno bowiem pojąć, że ich „idealny” nauczyciel ma tak bardzo ludzkie wady. Z „dobrego” staje się więc „złym”. Klient czuje się oszukany i z żarliwego fana przeistacza się w krytyka. Wyzwanie polega na tym, że jeśli w tej sytuacji klient czerpie ze swoich doświadczeń z dzieciństwa i jego doświadczeń z kluczowymi dorosłymi, na większości grup, które prowadzę, jestem w stosunku do takiego przeniesienia bezbronny…

I wreszcie po trzecie: podjąłem decyzję o tym, by na swoich warsztatach odważyć się na bliskość z klientami. Dzielę się więc dość obficie sobą, bardzo szczerze mówię o trudnych tematach, nie unikam również zaufania i spolegliwości. Z jednej strony daje mi to dobre rezultaty i jest bardzo cenione przez klientów (tak wynika z regularnie przeprowadzanych przez nas ankiet ewaluacyjnych), ale z drugiej strony, otwierając się, narażam się też na rozczarowanie klienta moją osobą. Pewnie łatwiej byłoby po prostu odtwarzać wykłady i budować bardzo duży dystans na warsztatach. Łatwiej, nie znaczy jednak dla mnie lepiej.

Czuję, że rozwój cywilizacji niesie ze sobą wiele negatywnych skutków ubocznych. Jednym z nich jest osłabienie bliskich relacji między ludźmi (zarówno w rodzinach, jak i między przyjaciółmi, a nawet w kontekście spotkań obcych osób w grupach wtórnych, w których większość z nas też funkcjonuje). Ta tęsknota za Spotkaniem (pisownia z wielkiej litery jest tutaj celowa) nad wyraz często ujawnia się u moich klientów. Chcę więc „zanurzać” się w takim Spotkaniu, a równolegle do tego, czuję odpowiedzialność za to, by powtarzać klientom, że nie jestem bez wad, że warto podchodzić refleksyjnie do tego co mówię, że to iż coś doprowadziło do zwycięstwa mnie, wcale nie znaczy, że sprawdzi się też u klienta i to, że klient jest najlepszym trenerem mentalnym dla siebie – znacznie lepszym niż Jakub B. Bączek (tę frazę powtarzam akurat na prawie każdym wystąpieniu publicznym).

Pomimo tych środków zaradczych, czuję, że i tak będę się czasem spotykał z fiksacjami klientów na mój temat, z idealizowaniem moich działań biznesowych czy nawet mnie samego, a co za tym idzie – raz na jakiś czas będę obserwował przemianę dotychczasowych fanów w swoich krytyków. Zarówno na mojej Akademii Trenerów Mentalnych, jak i u zwolnionych pracowników, a nawet wśród osób, które dopuściłem do siebie pomagając się znaleźć z nazwiskiem na okładce książki. Zapewne będzie to często zasłużona krytyka, za którą mogę tylko podziękować i w pokorze się z niej uczyć. Równolegle do tego, asertywnie chcę nazwać to, co może się pojawić także w pracy innych trenerów, mówców czy nauczycieli. Klienci mogą przynosić na nasze zajęcia rozszczepienie, oczekiwania i rozczarowania bliskimi relacjami. Bądźmy na to wrażliwi, by im pomagać, zamiast ich od siebie uzależniać!

Jakub B. Bączek


Pielęgnacja Uroda

9 sposobów na bycie bardziej kochającym partnerem

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
18 sierpnia 2019
10 kroków do zbudowania dobrego związku
Fot. Flickr / @diffuser / – 10 kroków do zbudowania dobrego związku

„(…) Miłość jest działaniem, działaniem” – dr Scott Peck. To wydaje się takie oczywistsze, a jednak tak rzadko udaje nam się w życiu pozostać wiernym tej jednej, najprostszej zasadzie. Doskonale za to wychodzi nam działanie odwrotne. Wszystko, co robimy na szkodę naszego związku i tzw. uczucia, z lubością racjonalizujemy  miłością, poświęceniem, ideami… a w naszych życiach i domach brakuje tyko tego jednego drobiazgu – działania.

9 sposobów na bycie bardziej kochającym partnerem

1. Zaangażuj się w swój związek

Zdecyduj, że będziesz w tym związku, tak na serio! Nie jedną nogą, nie na chwilę. Chcesz by się udało? Tu nie m miejsca na bufory bezpieczeństwa i emocjonalne wyjście awaryjne.

Żeby być dobrym partnerem na życie trzeba pracować nad związkiem i jego wzrastaniem, karmić go.

Bez podjęcia zobowiązania, nigdy nie będziesz  mieć dostatecznych podstaw do budowania miłości. Dlatego ten pierwszy krok ma kluczowe znaczenie.

Jeśli  jesteś na to gotowy(a), możesz czytać dalej.

UWAGA: Nigdy nie jest za późno na podjęcie tak ważnej decyzji.

2. Zainwestuj swój czas

Pracoholik, który spędza w pracy  60 godzin tygodniowo, bardzo często mówi, że to wszystko robi dla swojej rodziny. Że to tylko dla nich, z miłości… To nie jest miłość. Pamiętajcie, miłość nie jest uczuciem; to nie słowa. To działanie, które decydujesz się podjąć.

Jednym z najważniejszych sposobów okazywania miłości drugiej osobie jest spędzanie z nią czasu. Bez względu na to czy mówimy o miłości romantycznej kochanków, miłości do dziecka czy miłości do rodzica lub dziadków. W końcu czas jest naszą najcenniejszą własnością.

Nie ma nic cenniejszego, bo czas mija nieodwracalnie.

Jeśli chcesz stać się bardziej kochającym, znajdź czas każdego dnia na kontakt z ukochaną osobą. Możesz to zrobić z SMS-em, rozmową telefoniczną lub wspólnym posiłkiem. Bądź kreatywny. Nigdy nie odkładaj na jutro. Czasu nie da się zawrócić, a jego brakuj wynagrodzić.

3. Okaż swoją miłość

Istnieją niezliczone i skuteczne sposoby, aby to zrobić.  Znajdź sposoby komunikowania swojej miłości poprzez działanie. Przynieś do domu kolację, zmyj naczynia, zrób obiad, zostaw notatkę lub miłosny liścik na kubku do kawy.

Rossana Cut, terapeutka par podpowiada w jednym zdaniu, co robić, by okazać swoją miłość: „Pokaż, nie tylko mów”.

Podejmij działanie, nawet niewielkie, aby POKAZAĆ twojemu partnerowi, że go kochasz.

4. Dojrzyj, jak wiele robi dla ciebie twój partner

Jednym ze sposobów bycia bardziej kochającym partnerem jest zobaczenie tego wszystkiego, co twój partner robi dla ciebie. Być może bierzesz obecność swojego partnera za coś oczywistego i nawet nie wracasz uwagi na to, ile pracy wkłada w wasz związek i życie.

Czy dziękujesz mu za wyprowadzenie psa czy wyrzucenie śmieci?

Czy dziękujesz mu za zakupienie mydła czy papieru toaletowego zanim się skończy itp.? Istnieje milion drobiazgów, które utrzymują dom, i łatwo zapomnieć, że ktoś to robi. Bez względu na płeć i podziało obowiązków. Obie strony powinny nigdy ie zapominać, że ktoś o to dba!

5. Bądź wspierający

W jaki sposób możesz wspierać swojego partnera? Możesz wspierać hobby, które ma. Okazywać mu wsparcie w trudnych chwilach w życiu zawodowymi gdy zechce podejmować nowe wyzwania.

Kiedy będziesz wspierającym partnerem, twoja druga ołówka poczuje się pozytywnie zmotywowana i nie będzie chciała cię zawieść. To najlepsza zachęta, by nie przestać się starać!

6. Zapewnij przestrzeń

Związki typu papużki nierozłączki bardzo często kończą się katastrofą. I każdy z nas wie, że co za dużo, to nie zdrowo… Tak, dobrze jest spędzać czas razem, ALE…  ale jeszcze lepiej jest też znaleźć zdrową równowagę.

7. Weź swojego partnera takim, jaki jest (albo wcale)

Dobry związek wymaga dużo pracy. W dniu, w którym zdecydowałeś, że to TEN/TA JEDYNY/A prawdopodobnie myślałeś, że trafiłeś w dziesiątkę. Tego dnia nie pomyślałeś o tym, że może strasznie chrapać, drapać po tyłku w centrum handlowym albo śmiać jak postrzelona hiena. Bliżej było ci do myśli o idealnym przyszłym potomstwie i rozpływaniu nad jego/jej urodą.

Niestety każdy miesiąc miodowy kiedyś się kończy. Zostaje prawdziwe życie i on albo ona, też niedoskonała, ze swoimi małymi grzeszkami i nie opuszczoną deską w toalecie. Tak. Zmasakrowana tubka z pastą do zębów daje duże nadzieje, ale nadużywanie alkoholu, niedojrzałość czy skrajnie odmienny światopogląd już nie. Są rzeczy, które się nie zmienią. Na pewno nie z powodu i dla „miłości”.

Oczywiście w prawdziwym życiu nawet drobne dziwactwa mogą okazać się gwoździem do związkowej trumny, warto pamiętać wtedy o tym, że: „„Możemy nie być w stanie zmienić tego, kim zasadniczo jesteśmy, ale możemy zrobić wszystko, co możliwe, dzięki temu, co mamy” – dr Jeff Auerbach.

Reasumując, nie da się budować dobrego związku na planie zmienienia partnera. Są rzeczy, które trzeba zaakceptować, tak jak te, które wykluczają dalsze wspólne życie.

8. Rozwiedź się ze starymi problemami

Prawie wszyscy robi to w czasie kłótni. W kółko. Trudno oprzeć się takim argumentom. Wciąż przywołujemy bardziej spektakularne wpadki naszego partnera. Nasze „no ty zawsze” i „a ty nigdy”. Nieśmiertelne „znowu” i „a wtedy”.  Takiej kłótni nie da się rozwiązać, bo w niej nie chodzi o zgodę i szczęście – tylko o wygraną. To tylko potęguję konflikt.

Odpowiedz sobie na pytanie, co dają ci takie podróże w czasie?

Jaki jest sens odwoływania się do starych (często już rozwiązanych) problemów?

Co próbuję osiągnąć?

Czy próbuję naprawić problem, czy pogorszyć sytuację?

W starych kłótniach nie ma miejsca w teraźniejszość. Pozwól im odejść.

Co jest najważniejsze podczas kryzysu? Wzmocnić swój związek, a nie go osłabiać.

9. Miłość oznacza konieczność mówienia „przepraszam”

Ludzie popełniają błędy. Dobrze jest przeprosić. Tylko te przeprosiny muszą być prawdziwe, szczere. Ten żal musi być działaniem – naprawą, zmianą, pracą, a nie tylko słowami.

Jeśli się mylisz, powiedz to. Upewnij się, że twój partner rozumie, że naprawiasz wyrządzone zło.


Na podstawie:

Zobacz także

5 trików na naturalną pielęgnację, o których nie miałaś pojęcia

ćwiczenia na jędrny biust

Piękne piersi nie rosną na drzewach… – ćwiczenia na jędrny biust. Akcja „Bądź piękna każdego dnia”. Dzień #19 [09.05]

Dzień #14. Zadbaj o siebie naprawdę. #SlimemGO