Lifestyle Psychologia

Ujarzmij potwora! Kilka faktów i mitów na temat gniewu

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
7 grudnia 2019
Fot. iStock / Terry J Alcorn
 

Złość to normalne, zdrowe uczucie. Ani dobre, ani złe. Samo w sobie nie stanowi problemu. Problemem może być to, jak sobie z nią (nie) radzisz. A kiedy staje się stanem pernamentnym, swoimi niekontrolowanymi wubuchami może skutecznie zniszczyć nam zdrowie, relacje z innymi no i spokój ducha. Co najlepiej pomoże nam ją utemperować? Dlaczego dobrze jest nauczyć się nad nią panować?

Kilka prawd i mitów

Pewnie nieraz słyszeliście, że negatywnych emocji nie wolno w sobie „dusić”. Że dobrze jest czasem coś wykrzyczeć, wyrzucić z siebie tę złość. Warto dodatkowo zdać sobie sprawę, z kilku dość oczywistych faktów.
PRAWDA: Prawdziwej, budujące energii nie pozyskasz obrażając w złości innych i „wyżywając się”  na nich podczas kłótni.
MIT: Złość i  agresja, upokorzenie kogoś innego pomagają  zdobyć szacunek i uzyskać to, czego pragniesz.
MIT: Nie powinieneś „trzymać” gniewu wewnątrz. Zdrowo jest wyrzucić go z siebie na zewnątrz, jak leci.
PRAWDA: Nie powinno się wypierać swojego gniewu, spychać go na margines. Ale nie należy też pozbywać się go za pomocą fizycznej lub werbalnej agresji.
MIT: Złości nie da się kontrolować.
PRAWDA: Nie zawsze możesz kontrolować swoje uczucia lub sytuację, w której sie znalazłaś. Jesteś jednak w stanie panować nad tym, w jaki sposób swoją złość wyrażasz.
MIT: Kontrola nad złością = pozbycie się złości. Brak gniewu nie jest rozwiązaniem. Rozwiązaniem jest nauka wyrażania złości w konstruktywny, inny niż agresywny sposób. Rozumienie mechanizmów, które nami kierują, gdy w nią wpadamy.

Dlaczego złość jest zła?

Złość nieczy twoje zdrowie fizyczne. Taka, która gości na stałe w twoim życiu zwiększa podatność na choroby serca, podnosi poziom cholesterolu, obniża poziom odporności i powoduje bezesnność.
Złość niszczy twoje zdrowie psychiczne. Odbiera wewnętrzną energię, spokój, chmurzy myśli, utrudnia koncetrację. Nie pozwala ci nabrać dystansu,  pozbawia radości życia.
Złość niszczy twoje relacje z bliskimi i życie zawodowe. Utrudnia porozumienie z ludzmi. Wybuchy gniewu pozostawiają blizny, wplątują nas w sieć wzajemnych wyrzutów. Sprawiają, że przestajemy ufać i sami nie jesteśmy godni zaufania. Ranimy nasze dzieci.

Kilka praktycznych kroków na drodze ku lepszej kontroli gniewu

1. Odkryj, co naprawdę skrywa twój gniew
Jeśli nie potrafisz panować nad złością, być może wypływa to z doświadczeń twojego dzieciństwa. Jako dziecko patrzyłaś na członków swojej rodziny porozumiewających się właśnie w taki sposób: raniąc się wzajemnie, rzucając przedmiotami…  Teraz wydaje ci się, że wlaśnie tak należy dawać upust swej złości.

A może twoja złość to przykrywka dla innych uczuć – wstydu, poczucia zranienia, niepewności ?…

2. Zrozum, że problemem jest nie tylko złość, zidentyfikuj inne problemy i pracuj nad nimi
Jaka jesteś? Nie uznajesz kompromisów? Trudno zrozumieć ci punkt widzenia drugiej strony?  Jeśli dorastałaś w rodzinie,w której nikt nie panował nad gniewiem, być może nauczyłaś się, że rację ma ten, kto krzyczy najgłośniej. Kompromis jest dla ciebie synonimem przegranej.
A jak z wyrażaniem innych emocji?

Zastanów się, czy nie za często podchodzisz zbyt osobiście do opinii różnych od twoich. Uważasz, że zawsze masz rację? Inny punkt widzenia to nie jest próba zamachu na twój autorytet.
3 Bądz świadoma „znaków ostrzegawczych”, jakie wysyła ci twoje ciało

Uwaga! Zbliża się napad złości! Twoje ciało jasno sygnalizuje co się zaraz wydarzy. Przed oczami czerwono, oddech przyspiesza, pocą ci się ręce, boli cię głowa, robi ci się duszno… Stop! Pamiętaj, twoja złość wypływa z wewnątrz: z tego jak TY zinterpretowałaś daną sytuację, słowo, wydarzenie.

Spokój, tylko spokój

Uspokajanie się nie jest trudne, jeśli tylko zdecydujemy się podjąć wyzwanie i trochę poćwiczyć. Oto kilka wskazówek, które pozwolą ci ochłonąć:
1. Skoncentruj się na sygnałach płynących z twojego ciała, to trochę wyciszy emocje.
2. Wez kilka głębokich wdechów – obniżysz ciśnienie.
3. Poćwicz, przejdz się.
4. Zaangażuj zmysły: włącz muzykę, powąchaj ulubione perfumy.
6. Powoli policz do 10.
7. Zadaj sobie kilka podstawowych pytań: Czy naprawdę warto się  O TO złościć? Czy warto zepsuć sobie i innym ten dzień? Czy mogę coć zmienić w sytacji, w której się znalazłam?

Nauka kontrolowania złości to dla wielu z nas trudny proces. Umiejętność panowania nad gniewiem jest jednak bardzo przydatną, jeśli nie jedną z podstawowych umiejętności.  Warto zmienić w sobie to, co przeszkadza w budowaniu zdrowych relacji nie tylko nam, ale także naszym najbliższym.


Źródło: ,


Lifestyle Psychologia

Ochroń stopy dziecka przed zimnem dzięki Booties!

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
7 grudnia 2019
Fot. Pixabay / MichaelFertig
 

Im zimniejsze dni nastają, tym lepiej staracie chronić siebie i swoich bliskich przed wiatrem i chłodem. Niestety już w listopadzie temperatury oscylują bliżej zera, więc dobrze jest zadbać nie tylko o ciepłe kurtki, a dla młodszych czapki i rękawiczki, zanim nadejdzie prawdziwa zima. Szczególną uwagę należy zwrócić na buty, które przecież chronią stopy przed ciągłym i długotrwałym kontaktem z zimnym i mokrym podłożem. W tej materii nie powinniśmy oszczędzać O tym jak ważne jest dopasowanie i jakość obuwia szczególnie wiedzą rodzice młodszych dzieci.

Dobre buty to podstawa ochrony przed zimnem i wilgocią

Nie o to chodzi, by złapać z półki sklepu obuwniczego pierwszy lepszy but na zimę, a później ubierać dodatkową parę skarpetek, gdy dokuczy mróz. Dzieci mają w tej materii szczególne wymagania. Idealny but na zimę musi być nie tylko ciepły, nieprzemakający, ale stopa nie może być skrępowana, zamknięta w nieoddychającym pancerzu. Wymagania są niemałe, ale gra jest warta świeczki. Przecież nie chodzi tu jedynie o wygodę ale o zdrowie i bezpieczeństwo stawiającego pierwsze kroki  malca.

Czas na nowe, lepsze rozwiązania

Rodzic poszukujący idealnego rozwiązania dla swojej pociechy, rozważa wiele różnych możliwości. Ideałem łatwym do osiągnięcia, jest zakup takich butów, które łączą ze sobą wyżej wymienione cechy obuwia. Jest to możliwe do realizacji, dzięki . Te oryginalne buty, a dokładniej kapcie na zewnątrz, zdecydowanie ucieszą rodziców, oraz przypadną do gustu dzieciom.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Czym są Booties?

Wygodne i ładne obuwie na zimne dni, to pierwsza podstawowa informacja. O tych butach warto mówić, jako o pomyśle nie tylko na srogie zimy, ale i wiosnę czy niesprzyjającą lekkiemu obuwiu jesień. Produkt ten dedykowany jest maluchom praktycznie od urodzenia, do 2,5 roku życia. Antypoślizgowa podeszwa stanowi ułatwienie zwłaszcza dla niemowlaków, które zaczynają chodzić. Co ważne, można je nosić zarówno jako indywidualne obuwie, oraz zakładać na buty, jako dodatkowa ochrona przed dotkliwym zimnem. A jest to możliwe dzięki możliwości dodania do środka  izolacyjnej wkładki termicznej Sherpa-fleece Linerz.

“Barefoot” – chodzenie „na bosaka”

To właśnie taki zamysł towarzyszył projektowaniu Booties. Chodzi o to, by maluch mógł dla zdrowia stóp i lepszego rozwoju, chodzić miękko i jednocześnie odczuwać powierzchnię po której stawia małe kroczki. Elastyczna, antypoślizgowa  podeszwa Botties, pozwala stopie na dużą swobodę ruchu, a sam kapeć jest bardzo lekki, nie stanowi więc obciążenia dla małych stawów. Tu nie ma sztywnych zapięć, można więc dopasować bucik do rosnącej stopy malca. Botties posłuży więc na długi czas, bez konieczności częstej wymiany na większe rozmiary.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Kapcie nie tylko po domu

Rodzice często rezygnują z nakłaniania dzieci do noszenia sztywnych, niewygodnych kapci w domu. Booties mają tę przewagę nad zwykłymi papuciami, że miękkie i elastyczne, nie przeszkadzają dziecku, maluch zwyczajnie zapomina że ma coś na nogach. To jest istotne przy ubieraniu niemowlęcia, gdy ważne jest, by malca nic nie uciskało i nie sprawiało dyskomfortu. Jeśli lubicie nosić dzieci w chuście bądź nosidle, zakładając niemowlęciu Booties na nóżki, zapobiegniecie przemarznięciu zwisających luźno kończyn, które trudno okryć w jakikolwiek sposób. Nawet niemowlęciu łatwo jest je nałożyć na delikatną stópkę, ponieważ dzięki szerokiemu otworowi można nałożyć je na każdy rodzaj ubrania.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Dzieci mogą wychodzić w nich na zewnątrz, nadają się więc do noszenia na śnieg lub do piaskownicy, lub na pieszą  wycieczkę w plener.

Są Booties dla najmłodszych, są i inne dla starszaków

Szczęśliwie, kanadyjska marka Stonz, pomyślała także o starszych dzieciach, mających już inne wymagania co do noszonego obuwia.

Miłośnicy deszczu i skakania przez kałuże pochwalą , dedykowane dzieciom od 1 do 10 roku życia. Są nie tylko wykonane z naturalnego kauczuku, przez co gwarantują wygodę i ochronę przed zmoczeniem nóg. Gdy przyjdą chłody, wystarczy włożyć do środka wkładkę Rain Boot Linerz z delikatnego jedwabiu Sherpa-fleece, by dziecko poczuło komfort cieplny.

 

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Z kolei pasjonaci śniegowego szaleństwa będą zadowoleni z. Przeznaczone dla dzieci, posiadają antypoślizgową podeszwę oraz chronią przed ekstremalnymi temperaturami, nawet do – 50 stopni!

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

 

W zależności od tego, czego potrzebują stopy twojego dziecka na chłodniejsze dni, bez problemu znajdziesz obuwie świetnej jakości, gwarantowanej przez


Artykuł powstał we współpracy z marką 

 


Lifestyle Psychologia

Niepowtarzalne wnętrza nie rodzą się w katalogach. Zainspiruj się na dobre

Sylwia Smotarska
Sylwia Smotarska
7 grudnia 2019
Fot. iStock / Voyagerix

Jak to było? 1 kg cukru na miesiąc, tabliczka czekolady na dwa…. Kto pamięta? Trzeba było sobie jakoś poradzić i jakoś sobie wszyscy radzili. Do dziś nie jadłam pyszniejszej „czekolady” niż blok z kakao robiony przez mamę mający, choć na chwilę, osłodzić tę szarzyznę.

Do dziś wzdycham na wspomnienie smaku wody z „sokiem” z tzw. saturatora (aż dziw, że żywcem nie pożarła nas salmonella), wciąż mam przed oczami lody „cudownie śmietankowe” Bambino i oranżadę wściekle czerwoną, zieloną i żółtą w foliowych torebkach. Albo te gumy do żucia, które pewnie miały więcej cukru niż szklanka coli, pamiętacie?

W sumie z sentymentem to wspominam. Brak mi jednak sentymentu do tamtych wnętrz. Słowo – klucz – półkotapczan jawi mi się do dziś jako największy koszmar. Ba! Ja miałam regało-łóżko-biurko, taki kombajn w sosnopodobnej okleinie na wysoki połysk, dramat w trzech aktach.

Meble Emilia, fotel z gąbki i porcelanowe klosze w kwiatki

To był szczyt designu. Na ścianach – wałek. Kto pamięta o co chodziło z wałkiem? Dobra, młodzi wiedzą, bo moda na powtarzające się na ścianach wzory powraca, jest to nawet zabawne i ciekawe, na pewno oryginalne.

Ta szara bylejakość była dla nas często jedynym wyborem. Byli szczęściarze mający  ciocię w USA. No ale przecież nikt przy zdrowych zmysłach nie przysyłał z Ameryki abażuru czy sofy, najwyżej szybkowar czy markowe „adidasy”.  Nasze dzieciństwo to trzepaki, zimy stulecia i półkotapczany, regał zajmujący większą część pokoju i komplety (dwa fotele + tapczan obity granatowym  zem).

Czy to nam coś dało, czegoś nauczyło? Pewnie! Nie mieliśmy innego wyboru, musieliśmy być kreatywni… i tak nam zostało.

Czary mary w twoim domu – możesz zrobić wszystko

Bardzo jestem ciekawa czy macie w swoich wnętrzach coś bardzo innego, nie kupionego gotowca tylko przedmiot wykreowany, absolutnie własny, wymyślony i stworzony własnoręcznie.  Lampę, abażur, meble ogrodowe, kawowy stolik… ci bardziej kreatywni robią sami kuchenne meble bo niby kto powiedział, że musi być określona liczba górnych i dolnych, określony gabaryt, materiał, struktura?

PALETY

Najszybciej przekonaliśmy się do mebli z europalet. Na stałe zagościły na naszych tarasach, balkonach i we wnętrzach. Z dobrze wyszlifowanej palety zrobić można praktycznie każdy mebel. Stolik kawowy, fotel, narożnik, posłanie dla kota… wystarczy szlifierka, farba, impregnat, czasami kółka żeby nadać meblowi mobilności. Palety i drewniane skrzynki to także fantastyczne półki, w których wyeksponować możemy książki czy kolekcję miniaturowych aut (najładniejsze skrzynki to te po dobrych winach aktualnie dostępne w wielu marketach – po uprzednim poproszeniu i wybłaganiu kierownika zmiany ☺ ).

  Z desek po paletach można zrobić blaty (te kuchenne też bo niby czemu nie!?) a nawet położyć je jako deski podłogowe (to wersja dla odważnych). Jeśli jednak mąż nie daje się przekonać uważając, że paleta na której przyjechał transport do dyskontu w żadnym wypadku nie może stanąć w waszym salonie jako pełnoprawny stół, namów go chociaż na blat… kupcie najprostszy stolik z okleiny w popularnej sieciówce, a deski przybijcie równo na wierzchu blatu, zaręczam, że po dokładnym wyszlifowaniu absolutnie nikt nie zorientuje się, że kiedyś to były deski przemysłowe, a stolik kosztował 19,99 😉 polecam wykorzystać taki trik. Działa.

 

 

A co zrobić jeśli nie dysponujemy farbami, bejcami, lakierami? O tym chyba będzie osobny tekst, ale na szybko podpowiem, że cudowne efekty daje przetarcie drewnianych desek fusami po kawie, liściem z ogrodu czy wykorzystaną saszetką po herbacie. Zaręczam zaskoczenie efektem finalnym.

 

KLOSZE

Z czego można zrobić ciekawe klosze lamp? Banalna odpowiedz brzmi – ze wszystkiego! Tym bardziej, że żyjemy w erze nowoczesnych, ledowych żarówek, które nie rozgrzewają się już do czerwoności, możemy więc spokojnie przykryć je kloszem nawet z papieru czy bibuły bez obawy o pożar w domu. Bardzo polecam zwykłe, czarno białe gazety (są takie jeszcze w druku?) przestrzegam tylko przed treścią… dziwnie by było gdybyście zrobili abażur z „jedynki” brukowca i przy niedzielnym obiedzie rodzinnym teść dojrzałby nagłówek o silikonowych piersiach czy obniżce emerytur 😉

Cudowne abażury to także zwykły kawałek materiału, koronki, obrusa niedbale narzucony na lampę. Desenie i kolory tkanin bardzo ładnie rozpraszają światło, dają ciekawe efekty i możliwość wielu kombinacji. Polecam.

Kloszem może być też… brak klosza. Czemu nie? Mam nawet taki w domu. Wykorzystałam piękną, ogromną dekoracyjną żarówkę w stylu retro (poszukajcie na portalach aukcyjnych), a rolę klosza spełniają dwie metalowe obręcze, pozostałość po poprzednim abażurze. Wygląda to ciekawie, absolutnie nie banalnie i dosłownie każdy gość pyta mnie o co chodzi 😉 uwielbiam!

Wersja hard, dla odważnych – koleżanka ma w domu… uliczną latarnię, która stoi dumnie w przedpokoju i „robi” klimat paryskich bruków. To dopiero hit.

SZPULE I SZPULKI

Nie. Nie te, na które nawijamy nici. Te, na które nawijane są grube kable. Wiecie, że jest wiele fabryk, które chcą się takich szpul pozbyć? A co możemy zyskać? Otóż rozmiary i stan tych znalezisk jest na tyle dobry, że spokojnie mogą nam służyć za stół i zestaw ogrodowych krzeseł. Gwarantuje wielkie „łał” waszych znajomych.

DRUGIE ŻYCIE

Bańki po mleku potrafią stać się wazonem (uwaga, przeciekają) stare, zaśniedziałe lustro nie musi być jedynym w łazience, skoro już mało co w nim widać, niech będzie „obrazem”, niech odbija światło czy powiększa optycznie wnętrze. Stare krzesła ciotki Jadwigi, które planowała wywalić na śmietnik są zapewne cudowne, trzeba tylko kupić fantastyczny, kwiecisty materiał i wymienić obicia….  

A po co to robić?

Dla siebie. W czasach, kiedy mamy wszystko, kiedy wszystko jest proste i wszystko jest szybko, bardzo trudno jest zdobyć się na oryginalność. Czasami prościej kupić niż rozejrzeć się dookoła, pomyśleć, zrobić samemu. Rozumiem brak czasu, sama cierpię na takowy, rozumiem brak talentów plastycznych, ale braku chęci już nie ☺  Rozejrzyjcie się po waszych wnętrzach. Jak jest? Pięknie, od linijki, ekskluzywnie, z jajem…. Może być różnie ale czy jest INACZEJ? Czy macie mebel, którego nie sprzedaje żadna sieciówka? Czy macie coś, co zrobiliście sami od projektu po realizację? Czy macie mebel, z którego jesteście dumni bo np. ohydną, zgniłą zieleń przemalowaliście na skandynawską, cudowną biel?

Jak jest z wami, moje czytelniczki?


Zobacz także

Toksyczna przyjaciółka? Jest pięć cech osobowości, które powinny być dla ciebie ostrzeżeniem

Nie było i nie będzie lepszych! Nasze ukochane komedie romantyczne lat 90-tych

Nie było i nie będzie lepszych! Nasze ukochane komedie romantyczne lat 90-tych

„Dlaczego faceci odchodzą? Bo są głupi.” Pięć etapów z życia playboya – wyznanie mężczyzny po przejściach

www.pharmacy24.com.ua

курс пептидов на массу

http://swiss-apo.net