Lifestyle

Szukasz orzeźwienia na letnie wieczory? Spróbuj (bez)alkoholowe slushy

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
4 czerwca 2016
slushy
Fot. Pixabay / haraldheuser /
 

Jeśli szukacie ciekawej alternatywy na gorące, letnie popołudnia lub wieczory, zaserwujcie owocowe slushy. W przeciwieństwie do wód smakowych i części koktajli, slushy, czyli kuszące połączenie mrożonych owoców i białego wina, zazwyczaj zawierają procenty.

Proste, orzeźwiające, efektowne

→ Aby wykonać ten napój, przygotuj schłodzone szklanki, w których slush wygląda najbardziej efektownie. → Następnie mrożone owoce wrzuć do blendera i rozkrusz na papkę, dodaj wino, zmieszaj. Jeśli lubisz słodkie wersje, użyj dowolnego syropu lub cukru → Przełóż do szklanek, udekoruj, włóż słomkę i ciesz się niesamowitym smakiem i wyglądem napoju.

Wybierz przepis na ulubionego slusha:

Slush truskawkowy

  • szklanka zamrożonych truskawek
  • szklanka białego wina
  • garść kostek lodu
slushy


Fot. Pixabay / /

Slush brzoskwiniowy

  • cztery brzoskwinie
  • 200 ml białego wina
  • kilka malin do dekoracji
slushy


Fot. Pixabay / /

Slush z lodami

  • pół szklanki ulubionych owoców
  • pół szklanki białego wina
  • 2 łyżki lodów waniliowych
  • kostki lodu
slushy


Fot. Pixabay / /

Slush bezalkoholowy z arbuzem

Jeśli nie jesteś fanką alkoholu, białe wino zamień na sok lub napój gazowany o delikatnym, orzeźwiającym smaku

  • arbuz (zamrożone kostki bez skóry i pestek
  • sok jabłkowy (pomarańczowy) – odrobina
  • ćwiartka cytryny – do dekoracji
  • listki mięty- do dekoracji
shlushy


Fot. Pixabay / /

 

 


Lifestyle

„Nie jestem dziwką, ja tylko tańczę. Najczęściej dla żonatych” Striptizerka o tym, czego nie wiemy o mężczyznach

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
4 czerwca 2016
Fot. iStock/Zhenikeyev
 

Blondynka, na oko 25 lat.  Być może właśnie ją minęłaś, minąłeś na ulicy. Obejrzałaś się, obejrzałeś. Szła „Monciakiem” w Sopocie, w krótkiej sukience. Wow, co za nogi. A jakie ładne dziecko idzie z nią, pewnie młodsza siostra. Albo córka starszej siostry. Zapamiętasz ją. Nawet w takim kraju jak Polska, gdzie jest dużo ładnych kobiet, rzadko widzi się tak piękne dziewczyny.

Dziewczyna ma na imię Natalia, wchodzi do kolejki SKM, jedzie do Gdańska, gdzie mieszka. Dziewczynka ma trzy lata i na imię Kaja. Jest córką Natalii. Godzinę później obie wjeżdżają windą na 10 piętro, Natalia przekręca klucz w drzwiach. Mieszkanie jest nieduże, dwa pokoje, kuchnia, z okien las. Natalia wynajmuje je od ponad roku. Szybki obiad, czytanie, układanie klocków.  O 19.00 do mieszkania wpada Karolina, starsza siostra.  Przyjeżdża na noc. Natalia noc spędzi w pracy. Do czwartej, piątej rano będzie tańczyć w nocnym klubie. Najpierw na scenie głównej. Potem kolejni klienci będą zamawiać z nią „sesje indywidualne”.

– Ilu miałaś kochanków? – pytam.

– Dwóch– odpowiada. – Nigdy nie spałam z klientem. Seks to dla mnie miłość.

– A ciało?

– Narzędzie. Mam ładne, więc go używam. W jedną noc potrafię zarobić dwa tysiące złotych.

Natalia: Dorastałam w niedużej miejscowości koło Kościerzyny na Kaszubach. Mama mówiła: „Faceci to dranie, ale ty jesteś ładna. Dopóki będziesz ładna, będziesz miała nad nimi władzę”. Nie wiedziałam, co to jest władza. Ale lubiłam tańczyć. Na każdym zdjęciu z dzieciństwa tańczę. Wiedziałam natomiast, że mama nie ma nad ojcem żadnej władzy.

Władza po raz pierwszy: Maciek

Poznałam go w podstawówce. Był cichy i delikatny. Bardzo dobry z matematyki. „Pomożesz mi?” – poprosiłam kiedyś. Uczyliśmy się nad jeziorem, rozwiązywałam jakieś zadanie, nagle podniosłam oczy. Patrzył mi w dekolt. Dostał aż wypieków.

Pomyślałam: „Moje piersi są tak piękne, że ktoś dostaje z powodu nich wypieków”. Przyjaźniliśmy się kilka lat. Pisał za mnie sprawdziany, odrabiał zadania domowe, uczył. Może dzięki niemu zdałam maturę. Także dlatego, że kiedy przychodził do mnie, ojciec nie wpadał do mojego pokoju, żeby porozmawiać. Pijany. Nadskakujący. Bezradny. „Córeczko, kochasz mnie?” „Przestań pić”. „Córeczko…”.

Nie spałam z Maćkiem nigdy, po maturze znalazł dziewczynę, cieszyłam się.

Władza po raz drugi: Piotr

Moja pierwsza, wielka miłość. Tata Kai. Był najgorszym łobuzem w szkole, a ja zakochałam się w nim, bo zobaczyłam jego „wielkie” serce. To chyba klasyka, co? Ale zmieniał się dla mnie, szalał za mną. Oboje za sobą szaleliśmy. Taka miłość pewnie zdarza się tylko raz. Byliśmy ze sobą cztery lata.

Przeżyłam z nim pierwszy seks, pierwszą namiętność, pierwsze wszystko. Jego zazdrość nie dawała mi żyć. „Nie możesz wyjść w tej sukience”. „Dziwko, patrzą na ciebie”. „Załóż stanik, nie wyjdziesz bez”. Kilka razy mnie pobił. Nie jestem masochistką, chciałam odejść. Gdy zrywałam z nim ostatni raz, był pijany. Niewiele pamiętam. Tylko to, że mnie bił, a potem się ze mną kochał. Nie mogę napisać, że mnie zgwałcił, wciąż go kochałam.  Miesiąc później byłam w ciąży, urodziła się Kaja

Władza po raz trzeci:  Wojtek

Piotr próbował się zmienić, ale nie potrafił. Kazać zazdrosnemu mężczyźnie przestać czuć zazdrość, to jak kazać alkoholikowi przestać pić. Gdy Kaja miała rok, uciekłam do siostry do Trójmiasta. Pracowałam w knajpach, czasem dla kogoś gotowałam. Zarabiałam mało, ledwo starczało mi na czynsz. Wtedy poznałam Wojtka. „Jesteś piękna, wiesz?” – spytał. Nie wiem, czy wiedziałam. Wiedziałam, że oglądają się za mną mężczyźni, że im się podobam, piękno to za dużo. Wojtek miał żoną, dwumiesięczne dziecko, miał pieniądze. Zaczepił mnie na imprezie u siostry. „Jeny, ty wiesz jaka jesteś piękna, jesteś modelką?”. Próbował mnie uwieść pół roku. Mówił: „wynajmę ci mieszkanie, zaopiekuję się wami, dam ci seks…”. Nie mogłam uwierzyć. Mądry, wykształcony, przystojny facet. Jest w stanie wynająć  mi mieszkanie za to, że będę się z nim regularnie bzykać. W tajemnicy przed jego żoną. Im bardziej mówiłam „nie”, tym bardziej za mną szalał. Skończyło się tak, że musiałam zmienić numer telefony, adres mail, wyprowadziłam się od siostry. Ale Wojtek poznał mnie z Adamem.

Władza po raz czwarty: Oni

Adam to facet, który ma w Trójmieście sieć klubów nocnych. „Szuka barmanek” – powiedziała znajoma. Trzy tysiące miesięcznie napiwki. Szybko obliczyłam. To cztery noce i wieczory w tygodniu. Reszta to czas z Kają. Potrzebuję pieniędzy. Nie mogę iść nigdzie na etat jako sekretarka, asystentka, bo połowę zarobionych pieniędzy przeznaczę na opiekunkę. Zdecydowałam się z nim spotkać.

O godzinie 17.000 klub, do którego przyszłam, był pusty. Tylko wysoka, szczupła brunetka przy barze. Nalewała nam drinki. Rozmowa z Adamem szybko zeszła na inne tory.

– Ale masz elastyczne ciało, ćwiczysz coś?

– Ale masz energię, tańczyłaś kiedyś? Poprosił, żebym zamknęła oczy i coś zatańczyła. To był mój żywioł. „Okej”, przerwał. „Dam ci 4 tysiące netto”.

Cztery tysiące? Zatkało mnie. Powiedziałam: „tak”.

Sukienki moje, bieliznę mam kupić ładną, pracuje od 22. do rana, jeśli sobie tak zażyczy klient. Połowę napiwków biorę dla siebie. Nie interesuje go, co robię poza klubem, tutaj z nikim nie śpię, bo mnie wywali. Moją rolą jest tylko tańczyć i rozbudzać zmysły facetów. Mam przyjść jutro po 22, dziewczyny mi wytłumaczę. Jak mi się nie spodoba, mogę iść za bar.

Szłam do autobusu na miękkich nogach. „Boże, zwariowałam” – pomyślałam. To było ponad rok temu. Dziś klub to mój drugi dom, choć powoli zbieram się do odejścia. Nie chciałabym, żeby Kaja wiedziała, że to robię, choć z drugiej strony myślę: ja tylko tańczę.

Powiem Ci co zauważyłam…

Totalna jest ta władza, którą ma atrakcyjna kobieta nad mężczyznami. Tym upajałam się na początku. Jakbym czuła złość na Piotra i w jakimś sensie mściła się na nim.

Faceci przychodzą różni. Cały przekrój.

Najpierw jest impreza, muza, tańczy kilka dziewczyn. Na widowni jest dużo kobiet. Koło północy atmosfera robi się gęściejsza, pary wychodzą, zostają….

Młodzi. W moim wieku i młodsi. Studenci, zaraz po studiach. To często single. Albo ci poszukujący. Wpadają z kumplami, bo chcą odreagować. Nie są wulgarni. Są stremowani. Żyją głównie pracą. Żaden z nich mi nie zaproponował seksu. Prawie każdy chciał się ze mną umówić. „Nie musisz tego robić”, „Pomogę ci” słyszałam. Żaden nie rozumiał, że nie jestem dziwką. Że rozbieram się, bo to moja praca. Nic za tym nie idzie. Nie wierzyli w to. Proponowali, że mi pomogą, wszystko ograną.

Starsi. W okolicach trzydziestki. Najczęściej po przejściach. Najodważniejsi, czasem wulgarni, szczególnie, gdy się upiją. A upijają się cały czas. To ci, którzy krzyczą: „Chodź tu, suko”, „Pokaż cipkę”, „Chcę cię wyli….”. Potem często przepraszają. Zamawiają taniec indywidualny. Są przekonani, że dam im seks. Kompletnie pijani dobierają się do mnie, czasem są agresywni. Wychodzą wściekli. Często wracają na drinka. „Świat jest ch….” tłumaczą. Są najbardziej męczący.

Jeszcze starsi. W okolicach czterdziestki. Większość z nich w związku. Właściwie 99 procent. Uciekają z domu, bo potrzebują emocji. Młodego ciała, energii. Potrzebują też rozmowy. Wielu z nich zamawia pokój indywidualny. Tych sal jest kilka. Facet może powiedzieć, jaki chce taniec, jaką muzykę. Jestem po to, by spełniać jego życzenie. Każde– poza seksem. Oni często mówią: zatańcz przy piosence takiej, a takiej, tak tańczyła moja była dziewczyna, gdy kochaliśmy się po raz pierwszy. Czasem mówią: „Przypominasz mi żonę, jak była młoda”. Bardzo często chcą po prostu pogadać. Kiedyś moja znajoma pracowała w jednej z linii 0 – 700. Mówiła, że połowa tych facetów nie chce rozmawiać o seksie, chce opowiadać o sobie. O tym, że są samotni, w nieszczęśliwych związkach, że marzą o czymś innych. Każda z nas spotyka takich mężczyzn. Przerażające trochę.

Najwierniejszy mój klient został zdradzony przez żonę. Przez pół roku przychodził do mnie w każdy czwartek i piątek. Jedyną moją rolą było pocieszanie go. Wychodził o czwartej rano, zaprawiony, zostawiał 200 zł, kilka razy 400  czy 500. Sporo jak za terapię, prawda?

Tego zdradzonego bardzo polubiłam, nawet dałam mu prywatny numer telefonu, żeby do mnie dzwonił.

Ci w okolicach pięćdziesiątki. Najsmutniejszy obraz. Takiego przemijania się boję. Spore pieniądze, podrośnięte dzieci, gruba żona w domu. A oni za mało odważni, żeby zmienić swoje życie, za to dostatecznie odważni, by chcieć życia jeszcze używać. Kilka z moich koleżanek regularnie z nimi sypia. Za pieniądze i to spore. Ona ma kasę na ciuchy, wyjazdy i kosmetyki, on ma seks. Taki jak chce. Żona już tego seksu nie uprawia. Albo uprawia z młodszym kochankiem, o czym on doskonale wie. Oboje godzą się na taki układ.

Często wracam do domu nad ranem, wtulam się w śpiącą Kaję. Jestem szczęśliwa, że moja siostra jest blisko, że Kaja, taka niewinna jest tuż obok.

Dlaczego to robię? Nie szukaj drugiego dna. Traktuję to instrumentalnie, zupełnie jak ci faceci instrumentalnie często traktują swoje partnerki, matki. Ja chcę zarobić, oni mieć rodzinę. Każdy płaci swoją cenę. Ja z tym skończę, a oni? Zresztą oni instrumentalnie traktują też mnie.

Tak, wierzę, że znajdę kiedyś partnera. Będzie dobrym opiekunem dla Kai, choć po historiach tych wszystkich kolesi ciężko mi zaufać.

Mój najbardziej skrajny przypadek? Facet pięć dni po ślubie, pokłócił się z żoną, trafił do nas. Po pięciu drinkach chciał się ze mną bzykać. „Masz żonę” – powiedziałam. „A, co tam żona”, usłyszałam. Gdy mu odmówiłam, zabrał się za moją koleżankę. Mieli romans przez pół roku…


Lifestyle

„Kobieto kochana. Zacznij ty lepiej mówić do swojego faceta. Powiedz mu czego chcesz, czego oczekujesz”

Agata Sliwowski
Agata Sliwowski
4 czerwca 2016
Fot. iStock/vgajic

Zauważyłam, że posługujemy się różnymi językami. Niby ta sama grupa językowa, ta sama nacja, w szkołach, w rodzinie, ten sam język polski, a jednak on, mąż mój prywatny, gada w swoim, a ja w swoim dialekcie. Jak on zacznie, tak ja słowa nie pojmuję. Choć widzę przecież, że z innymi takimi jak on, facetami po prostu, komunikuje się brawurowo. Wszyscy oni przy tym używają tych samych zwrotów niezrozumiałych. Czasami jak się pogrążą w rozmowie, to człowiek jakby do Chin przyjechał i nic a nic nie kapuje.

Dla przykładu, wczoraj wieczorem, o jakimś kabelku rozprawiał z Jurkiem. Dziesiątka, ósemka, czwórka…. Jak boga kocham, zakodowali całą konwersację! Pomyślałam nawet, że może złośliwi są po prostu i nie chcą abym się połapała w tych ich ważnych ustaleniach na temat czego to? Kabla? Jakby mnie to w ogóle interesować miało!

Potem jednak zastanowiłam się przez chwilę, bo oto nagle przypomniało mi się jak to jest gdy na zakupy męża wysyłam. Doszło do tego, że bez zdjęcia nie ma szans na zakup pietruszki. Kolendrę przynosi bezbłędnie za każdym razem. W sumie ze zdjęciem też kolendrę przynosi. Nie widzi różnicy z pietruszką, jak mniemam. O ogórku to nawet nie wspomnę. Albo może właśnie wspomnę, bo co proszę o ogórka, cukinie mi przynosi i to w ilościach wielu, bo wiesz kochanie, zaskakująco tanio ten ogórek kosztował! Oczywiście po mascarę, lakier do paznokci czy zmywacz nie wysyłam człowieka, bo ryzyko jest tak wielkie, że szkoda w ogóle próbować. Raz tylko wysłałam go po podpaski, przyniósł watę i chusteczki higieniczne i oczekiwał nagrody za pomysłowe podejście do sprawy. No comments.

Bez dwóch zdań zatem jest tak, że posługujemy się różnymi językami

Mamy jakieś tam wspólne pole do komunikacji, większość jednak rozmów wywodzi się z tego właściwego, czy to nam czy to im, dialektu. Z pewnością taki obrót spraw podyktowany jest społecznymi rolami, które pełnimy w życiu codziennym. My w kuchni pół życia spędzamy, a więc pietruszkę i kolendrę doskonale rozróżniamy. Panowie z kolei dłubią w tych swoich samochodach czy innych garażach pełnych kabli, kabelków, śrub i śrubek. A więc dla nich: osiem, dziesięć, cztery to nie kod jest żaden lecz łopatologiczna wręcz komunikacja. Dla nas nie dość że kod to jeszcze czysta złośliwość. Z reguły bowiem do jednego wniosku, my kobiety dodajemy następny. Taki jaki nam akurat pasuje. I wychodzi, że mąż specjalnie i z premedytacją tak gada bo ma coś do ukrycia.

Mężczyźni są z Marsa, a kobiety z Wenus. To już wiemy. Ktoś przecież całą książkę popełnił na ten temat i nie da się ukryć, hit to był. Jak to się stało, że wszyscy wylądowaliśmy na tej samej Ziemi, tego nie wiem. Ale z tego chociażby powodu, komunikować się jakoś musimy. Nie mówię, broń boże, że to łatwa jest sprawa. Wszak jak tu się komunikować z kimś kto ogórka od cukinii nie rozróżnia i kto dziwnym jakimś afektem obdarza wiertarkę i młotek. Ale próbować trzeba, bo nawet jeśli pan Bóg w ramach poczucia humoru tak nam zrobił, to jednak ciągle  jakoś żyć ze sobą musimy czy nam do śmiechu czy nie.

A więc mówmy. Rozmawiajmy. Komunikujmy

Wszystko co nam w duszy siedzi. Jak widzimy, że mąż nie rozumie, to obrazkiem go….dla ilustracji myśli rzecz jasna. Czasami wysiłku wymaga taka rozmowa, ale bez niej nie spotkamy się nigdy pośrodku. Jako byty z dwóch rożnych planet mamy z lekka odmienne oprogramowanie. Niestety w pakiecie nikt nam nie dał żadnego urządzenia, które tłumaczyłoby ten inny, męski gatunek na nasz, kobiecy dialekt. Taki jest brak naszego oprogramowania. Zresztą, nie tylko naszego, bo chłopaki to nie wiadomo czy większych niż my braków nie mają (kazus ogórka czy pietruszki skłania do zadumy prawie).

Błędem obu płci jest przy tym tzw. liczenie na to, że druga strona się domyśli czy zrozumie. Że nie trzeba godzin spędzić na tłumaczeniu. Że nie ma potrzeby klarować na czym nasze polegają pragnienia. Błąd. Błąd za błędem. Facet nie domyśli się w życiu o co chodzi kobiecie. A kobieta nawet jak spędzi tydzień na myśleniu, nawet jak przedyskutuje faceta wzdłuż i wszerz ze szwadronem przyjaciółek, tak nie dojdzie do tego cóż takiego facet miał na myśli. Niestety taka jest klasyka międzypłciowego nieporozumienia. Nie rozmawiamy ze sobą, nie nazywamy rzeczy po imieniu, co przy dwóch dialektach i pochodzeniu z rożnych planet raczej nie wróży sukcesem komunikacyjnym. Proste to jak przysłowiowa budowa cepa. A jednak, my kobiety zwłaszcza, jak jakieś uparte wariatki nic tylko analizę mężczyzny prowadzimy zamiast zapytać wprost.

Kobieto kochana. Zacznij ty lepiej mówić do swojego faceta. Powiedz mu czego chcesz, czego oczekujesz. Mężczyźni w głębi duszy są wielce zadaniowi. Dać im projekt, choćby to było ziemniaków skrobanie, czy zarezerwowanie romantycznego weekendu na Mazurach, a z pewnością jakoś lepiej czy gorzej się z niego wywiążą. Projektu nie dasz, nie licz na obiad czy spa w Krainie Wielkich Jezior. Bo choć to przykre i wielce rozczarowujące (tak wiem, sama jestem rozczarowana), istoty z Marsa nie maja w oprogramowaniu czytania w twoich myślach. Dlatego daj wreszcie spokój kochana i przestań liczyć na to, że facet się domyśli. Bo się nie domyśli. I nawet nie dlatego, że jest drań złośliwy, tylko dlatego, że się nie domyśli i już. Jak budowa cepa…takie to proste.


Zobacz także

Mokry wujek Stefan i Żona Lota, czyli cała prawda o tym, jak tańczymy na weselach

Bożonarodzeniowy świr.

Bożonarodzeniowy świr. Niestety łapie mnie co roku w te swoje iglaste szpony

Dekoracje ślubne z efektem WOW!

Dekoracje ślubne z efektem WOW!

http://www.farm-pump-ua.com

ведущий на день рождения киев

http://medicaments-24.com