Lifestyle

Przestań żyć jak męczennica! Pokonaj syndrom Superwoman

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
30 września 2016
Fot. iStock / Todor Tsvetkov
 

Tak, znamy to aż za dobrze! Codzienność, szalony wyścig z czasem, próba łączenia pięciu obowiązków w jednej chwili. Tak właśnie żyje większość z nas, kobiet XXI wieku. To znak czasów, na który w większości same się zgadzamy. Choć trudno postępować inaczej i dobrowolnie zrezygnować z przywilejów i przyjemności, które stają się naszym udziałem. O ile zdążymy z nich skorzystać.

Syndrom Superwoman 

Nie wiadomo, czy choć ułamek kobiet, które funkcjonują w jego ramach, ma świadomość istnienia syndromu. Ale to fakt, że sformułowanie to pasuje idealnie właśnie do tych, które ze wszystkim sobie zawsze radzą, nie zwracając uwagi na swoje potrzeby i towarzyszące temu zmęczenie.

Bardzo często kobiety żyjące w ten sposób, odczuwają wewnętrzną presję, by ze wszystkim dążyć na czas. Nie pozostaje to bez znaczenia dla ich samopoczucia psychicznego i fizycznego, bo przecież zawsze jest „coś za coś”.

W badaniu przeprowadzonym w Wielkiej Brytanii okazało się, że 80% tych najbardziej zajętych kobiet ma poczucie winy, że nie robi wystarczająco dużo. 72% przyznaje, że ta presja to nierealistyczne oczekiwania, które nie pochodzą od innych ludzi, tylko z głębi naszej psychiki.

Same sobie robimy w ten sposób krzywdę. Czas przyznać, ile z tej presji wynika z rzeczywistych oczekiwań otoczenia, a ile z ciężarów, które same sobie namiętnie dokładamy, chcąc być zawsze „naj”.

Dzień z życia Superwoman

W przypadku Superwoman, gdyby każda miała zrobić rachunek sumienia i podsumować ilość czasu poświęcanego obowiązkom i czasu, który zostaje tylko dla niej, pewnie można byłoby się złapać za głowę. Każdy dzień wygląda tak samo, od rana aż po wieczór i tylko kolejność obowiązków może się zmieniać jak w kalejdoskopie. Chcąc wykorzystać maksymalnie każdą sekundę z życia, działają one na pełnej mocy.

Na dzień dobry wyprawiają dzieci do szkoły, biegną z psem, przygotowują się w międzyczasie do wyjścia do pracy. A po pracy łapią dzieci w locie, psa również, szybkie zakupy, obiad, sprzątanie. Czas poświęcony dzieciom, mężowi, przyjaciółce. Wieczorem skreślają z listy kolejne obowiązki, wykonane wbrew wcześniejszej chęci padnięcia na twarz. Naczynia, porządek, prasowanie i jeszcze ze dwie lub trzy inne przyjemności, typu wytarcie lepiącego się blatu, by mogły stwierdzić o północy, że misja zakończona. A następnego dnia to samo. Efekt? Poza wyjątkowymi przypadkami kobiet, które rzeczywiście lubią i potrafią tak żyć, pełna eksploatacja i brak czasu na odpoczynek przynosi dotkliwe wypalenie.

Fot. iStock / mediaphotos

Fot. iStock / mediaphotos

Z czego to wynika?

Z tego, co się nam wydaje. Chcemy dostosować się do trendu dzikiego pędu wyznawanego przez część społeczeństwa. Bycie nieustannie zajętą ma sprawić, że zarówno my same, jak i inni ludzie postrzegają nas jako ważniejsze, lepsze i bardziej wartościowe. To łączy się z faktem, że wywalczyłyśmy sobie prawa, różne możliwości, stałyśmy się finansowo niezależne od mężczyzn, a w dodatku nadal chcemy realizować się w domu oraz przy dzieciach. Dążenie do pełni samodzielności i poczucia satysfakcji sprawia, że większość Superwomenek, samodzielnie wciska się w te sztywne ramy, nie wnikając w to, czy społeczeństwo/partner/pracodawca rzeczywiście tego od niej oczekują.

Jest ratunek z tej pułapki

Możemy być Superwoman, ale dla nas i wobec nas samych; nie dla podbicia chwalebnych statystyk i łatki przodowniczki pracy. Jeśli wyraźnie czujesz, że chciałabyś, choć na chwilę zwolnić lub twoje ciało wysyła do ciebie pierwsze sygnały wypalenia, czas złapać za hamulec bezpieczeństwa.

Nic się nie stanie jak odpoczniesz, najwyżej przestaniesz czuć się męczennicą

Świat się nie rozpadnie, gdy postanowisz nie odpisać na maila o północy, podobnie jak pranie zaczeka dwa dni, aż zechcesz włożyć je do szafy. Twoje poczucie odpowiedzialności — o ile nie jest to super ważny mail —, też nie powinno specjalnie na tym ucierpieć. Wyznacz sobie realistyczne cele i ustal kolejność ich realizacji. Jeżeli chcesz zrobić pięć rzeczy na raz, to rozpraszasz swoją uwagę i energię w wielu kierunkach, a koniec końców, w żadnym nie będziesz wydajna. Ponieważ w większości spraw nie musisz spełniać oczekiwań innych, a własne możesz zweryfikować, uwolnij się od tego i naucz się odpoczywać.

Odpoczynek, porządny relaks nawet pół godziny codziennie w fotelu, z kawą przy ulubionym czasopiśmie, da ci pozytywnego kopa. Przeprowadzone badania dowodzą, że po 8 tygodniach półgodzinnego głębokiego relaksu w ciągu dnia, można zaobserwować pozytywne zmiany w mózgu, w zakresie odczuwania własnych emocji, w samoświadomości i empatii wobec innych.

I zapamiętaj, że chwilowe lenistwo i totalne „nicnierobienie” są usprawiedliwione, ponieważ znakomicie oczyszczają umysł, co przełoży się na chęci i możliwości realizacji własnych celów. Nadal będziesz dynamiczna, energiczna, kreatywna, ale bez łatki męczennicy, przyczepionej na własne żądanie.


źródło: , 


Lifestyle

Lepszy chłopak niż mąż, czyli dlaczego nigdy nie powinnaś wychodzić za mąż

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
30 września 2016
Fot. iStock/AleksandarNakic
 

Tak, obrączka na palcu robi różnicę. Wbrew pozorom, ślub to nie jest tylko „kawałek papieru”, ślub to deklaracja. Ale kto dziś potrzebuje deklaracji? Tak jak jest, jest dobrze. Długotrwałe, stałe związki, takie, w których dzielimy ze sobą mieszkanie, kota, a czasem i dzieci nie wymagają wizyty w urzędzie. – Po co nam ślub – mówi ona. –  Jestem z nim tyle lat, że właściwie zachowujemy się jak małżeństwo. – Po co nam przysięga? – pyta on. – Obrączki nic nie zmienią w naszej miłości.  – To mój chłopak – przedstawiasz go z dumą rodzicom, choć macie już po 30 lat i  bardziej pasowałoby do niego słowo „mężczyzna”. Absolutnie nie powinnaś brać ślubu i zamieniać chłopaka na męża. Jest ku temu mnóstwo powodów.

Twój chłopak cię kocha i często ci to powtarza. Czujesz i słyszysz więc tę miłość wystarczająco. A mąż? Mąż może tylko zachowa te słowa na jakieś wyjątkowe, intymne chwile. Ale to nie szkodzi, bo on pokochał cię tak mocno, że zapragnął pokazać to wszystkim innym i zaproponować ci małżeństwo. Jego miłość sprawiła, że zamarzył sobie móc nazywać ciebie żoną. Taki z niego nudny romantyk, choć nawet nie podejrzewałaś.

Twój chłopak składa ci obietnice. W łóżku, przy zachodzie słońca, w chwili uniesienia i wtedy, gdy emocje biorą górę. Mąż zachowa się banalnie. Złoży ci obietnicę w urzędzie, albo przed Bogiem, a wszystkich wokół uczyni świadkami jego miłości i zobowiązania, które właśnie poczynił.

Między tobą, a twoim chłopakiem jest ciągle dużo przestrzeni. Jest bezpiecznie, na tyle, że kiedy się pokłócicie i on zdecyduje, że ma już tego wszystkiego dość, spakuje walizki i odda ci klucze. Może też oznajmić ci po prostu, że potrzebuje czasu, bo nie jest pewien tego, co właściwie jest między wami. Dobrze ci z tym, prawda?

Mąż jest o wiele bardziej absorbujący. Może i trzaśnie drzwiami, może i wyjdzie z domu, ale po to, żeby sobie wszystko przemyśleć. Pójdzie na spacer, albo na piwo, a kiedy wróci, postara się razem z tobą naprawić to, co właśnie zepsuliście. Jest uparty i nie odpuszcza tak łatwo. Wie, że nie można zniszczyć tego wszystkiego „ot tak”, chwilą słabości.

Twój chłopak prawdopodobnie nie czuje się winny, flirtując z koleżanką z pracy. Nie masz prawa denerwować się o takie nic nie znaczące szczegóły, prawda? To fajne, że dajecie sobie tyle luzu.

Twój mąż może pomyśli o tym od czasu do czasu, ale wie, że lepiej niż ryzykować. Albo po prostu wcale nie czuje takiej potrzeby. Po co flirtować z kobietą inną niż własna, ukochana żona?  Nudziarz.

Twój najcudowniejszy chłopak zrozumie, że masz właśnie  „jeden z tych dni”.  A nawet doszukuje się ich częściej niż raz w miesiącu. I usunie się w kąt, żeby nie przeszkadzać. Ewentualnie rzuci w ciebie czekoladą, z bezpiecznej odległości. To takie urocze.

Mąż jest za to taki cholernie praktyczny. Sam pójdzie do sklepu po podpaski dla ciebie. A kiedy zmęczona usiądziesz w kanapie pomasuje ci plecy. I pomyśli o smacznej kolacji. I będzie wiedział, że „TO” się zbliża, bo macie wspólny kalendarz na Google’u.

Twój chłopak ciągle jeszcze częściej niż z tobą do kawiarni chodzi na spotkania z kumplami. Jest taki niepokojąco niedostępny. A mąż czeka na wieczór z tobą.

Twój chłopak kocha cię  w „tych seksownych szpilkach”. Lubi też tę obcisłą małą czarną i przylegające do ciała, świetne dżinsy.

Twój mąż kocha cię w czymkolwiek. A robiąc sobie zakupy w sklepie odzieżowym, dorzuci jeszcze śmieszną bluzę z napisem, albo obrazkiem, który na pewno cię rozbawi. Dla ciebie ta bluza. Nie będzie trzeba wymieniać jej na inny rozmiar. On go dobrze pamięta.

Twój chłopak w ważnej sprawie zadzwoni do mamy, albo do przyjaciół. Twój mąż podzieli się swoim problemem najpierw z tobą i będzie polegał na twoim zdaniu.

Twój chłopak często nagina zasady. Denerwuje cię to trochę, ale właściwie, co możesz zrobić? On kocha wolność, a ty kochasz jego. I za nic w świecie nie chcesz, by sobie pomyślał, że „aż tak” ci na nim zależy.

Twój mąż wypracuje razem z tobą zasady, które nazywają się kompromisem między dwojgiem kochających się i szanujących osób.

Oczywiście, małżeństwo nie jest dla wszystkich. Bo nie dla wszystkich jest codzienność we dwoje, wspólne poranki i wieczory, wszystko to, co zwykliśmy nazywać rutyną. Niezależnie od tego, czy zdecydowaliście zalegalizować swój związek czy nie, jedno się nie zmieni: prawdziwa miłość to zobowiązanie. Na dłuższą metę nie da się być „trochę w związku”, a trochę wolnym i niezależnym. Ale to już całkiem inna historia :).


Lifestyle

Coś sycącego i rozgrzewającego? 5 powodów, by jesienią na nowo pokochać zupy

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
30 września 2016
Fot. iStock / Ihar Ulashchyk

Skończyło się dobre. Minęło ciepłe i słoneczne lato, podczas którego z uporem maniaka szukałyśmy ochłody i chwili wytchnienia od temperatur. Wraz z nadejściem jesieni, sytuacja uległa zmianie — nie oglądamy się za czymś orzeźwiającym, a wręcz przeciwnie, chcemy się rozgrzać. A nic lepiej nie rozgrzewa niż pyszna, gorąca zupa podana na obiad. 

Czas przywrócić do łask zapomniane odrobinę zupy i przypomnieć sobie o ich niewątpliwych zaletach.

5 powodów, by przywrócić zupy na nasze stoły

1. Są pożywne

Zupy, to skarbnica wielu składników odżywczych i witamin. Zazwyczaj wędrują do garnka warzywa i mięso, często również kasze, ryż, makaron oraz śmietana, przez co danie zyskuje na walorach odżywczych. Znajdziemy w zupie całą paletę witamin, które, nawet jeśli nie są tak bardzo wartościowe, jak w świeżych warzywach i owocach, są istotne, przy mniejszym wyborze świeżych produktów w sklepach. Im więcej składników znajduje się w wywarze, tym bardziej wartościowa zupa.

2. Sycą i rozgrzewają organizm

Gorące zupy, bogate w składniki użyte do ich przyrządzenia doskonale zaspakajają głód, oraz nawadniają organizm. Znakomicie podkręcają temperaturę od wewnątrz ciała, rozgrzewając żołądek. Dołożenie do zupy pikantnych przypraw poprawi ten efekt. Podczas przeziębienia, nieodzowny jest rozgrzewający, domowy rosół obsypany natką pietruszki, który dodatkowo wzmacnia odporność. To wyjątkowa cecha zup, szczególnie przy chłodach i wyziębieniu, jakie czeka nas jesienią i zimą.

3. To konieczna porcja warzyw

Wiosną i latem łatwo jest wypełniać zalecenie o spożywaniu 5 porcji warzyw i owoców. W chłodne miesiące tę potrzebę doskonale zaspokajają właśnie zupy — szczególnie jarzynowa, która zawiera różnorodne składniki.

4. Zupy są proste w przygotowaniu

Nie każdy ma umiejętności godne wybitnego restauratora, ale każdy potrafi ugotować choćby zupę z mrożonki. Gotowanie zup jest szybkie i nieskomplikowane. Zazwyczaj wystarczy ugotować wywar, wrzucić składniki i doprawić. Na upartego, gdy albo brakuje czasu, albo zdolności, można ugotować zupę krem „jednoskładnikową” – z dyni, cukinii, groszku czy zupę cebulową.

5. Są łaskawe dla sylwetki

Nie licząc tych gotowanych na kości czy tłustym mięsem, okraszanych zasmażką i łyżką tłustej śmietany, lekkie zupy sprawdzają się nawet podczas diety. Wystarczy, byś kaloryczne wkładki do zupy zastąpiła wywarem z chudego mięsa bez skórki. Po ugotowaniu wstaw zupę do lodówki i przed podgrzaniem zbierz z wierzchu widoczny tłuszcz, będzie jeszcze mniej kaloryczna. Śmietanę i zasmażkę zastąp chudym mlekiem,  jogurtem lub łyżką oliwy.

Sprawdzony przepis na zupę krem z dyni, idealną na jesień*

Fot. iStock / GMVozd

Fot. iStock / GMVozd

Składniki: 

      • dynia 1,5kg
      • mleko 200ml
      • bulion warzywny 200 ml
      • śmietanka kremówka 200ml
      • czosnek 4 ząbki
      • gałka muszkatołowa (ew.imbir) – szczypta
      • łuskane pestki dyni (lub słoneczniku) – 4 garstki
      • sól morska, pieprz biały
      • natka pietruszki do dekoracji

Wykonanie:

Obrać i pokroić w kostkę dynię →  Zalać mlekiem i bulionem → Posolić → Gotować do miękkości (ok. 15 minut) → Dodać rozdrobniony czosnek i gotować jeszcze 5 minut → Zblendować → Dodać śmietankę i podgrzać, nie gotując → Doprawić świeżo startą gałką i pieprzem → Podawać z uprażonymi na suchej patelni pestkami dyni.


Przepis pochodzi ze strony

źródło:,


Zobacz także

Mówisz do siebie na głos? Prawdopodobnie jesteś geniuszem

Alkohol nie musi rujnować twoje diety. 5 niskokalorycznych drinków, które warto wykorzystać podczas majówki

„Czy całe moje życie nie jest godne twojej uwagi? Czy nie jesteś cząstką mnie…?”. Obejrzyj ten spot, żebyś nigdy nie musiał żałować, że jest już za późno

лучшее средство для потенции без побочных эффектов

сиалис характеристики