Lifestyle Zdrowie

„Pieniądze skończą się w trakcie operacji, chichot losu, będzie nas stać na trzymanie przy życiu, ale nie leczenie. Niech MÓJ WSTYD idzie w świat”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
6 marca 2017
Fot. i Stock / Ondrooo
 

Dobry wieczór

Mój dzisiejszy post jest właściwie listem otwartym.
Do wszystkich.
Do każdego Polaka.
Jest również głosem niezgody, nawet nie krzykiem rozpaczy, ale jest słowem, za którym kryje się zwyczajny ludzki wstyd.

Głośno media, nie tylko internetowe, mówią o nowej stawce procedury neonatologicznej — z 11.000 obniżonej do 6.000.

Jestem pielęgniarką od 27 lat. Całe swoje zawodowe życie pracuję w anestezjologii, intensywnej terapii i pogotowiu.
Całe 27 lat oszczędzam, na wszystkim.
Od zwykłych rękawiczek, poprzez środki opatrunkowe, środki jednorazowego użycia. Zanim użyję drogi sprzęt, zastanowię się dwa razy, zanim cokolwiek wyrzucę – trzy.
Wszystko, co robię, w realizowaniu procedur anestezjologicznych, robię dla pacjenta i tak, żeby dla pacjenta było jak najlepiej.

Pamiętam czasy na intensywnej terapii, kiedy ludzie pomimo starań i aktualnej wtedy wiedzy, z obrażeniami wielu narządów, nie przeżywali doby.
Pamiętam jeszcze mycie rękawiczek w chloraminie, suszenie, składanie gazików z balotów gazy, sterylizację rurek intubacyjnych, masek krtaniowych i rur do respiratorów oraz aparatów do znieczulenia.
Pamiętam również hemofiltrację na zwykłej pompie rolkowej i zacisku od kroplówki.
Ale byłam świadkiem rozwoju medycyny, choćby transplantacji, nie jest mi obca radość z pierwszych kropli moczu przeszczepionej nerki.
To przeżycie ogromne.
Widziałam ból i traumę rodzin dawców i ich heroizm, kiedy w swojej rozpaczy mówili, że żyć będzie mógł ktoś inny.

Kiedy oglądam się za siebie, widzę postęp, ale mam również świadomość, że wielu z nieżyjących pacjentów dziś miałoby szansę.
Medycyna rozwija się bardzo szybko, ale zawsze będą ludzie, dla których SZYBKO znaczyć będzie zbyt WOLNO.

Od zawsze w mojej pracy słyszę słowo koszty,  koniec miesiąca,skończyły nam się pieniądze.
Widzę sztukę kombinowania szefostwa – tu przesunę z środki z opatrunków na leki, tu pożyczę z zaprzyjaźnionego oddziału jedno, tu zamienię z innym drugie.
Pielęgniarki ,szczególnie te anestezjologiczne, wymieniają się z intensywna terapią. Jak u mnie kończy się data ważności sprzętu czy leków, to biorę telefon i sprawdzam, kto może go zużyć natychmiast, oszczędzam, nie wyrzucam.

Dlatego, tak bardzo zabolało mnie osobiście obniżenie, powiem wprost, pieniędzy na dobę dla najmniejszego rodzącego się Polaka.
Bo rodzić mamy wszystkie, prawda? Dzieci uszkodzone pewnie niedługo również.
Przy całej otoczce, mówieniu o ochronie życia poczętego, przy wykorzystywaniu ustawy antyaborcyjnej dla partyjnych celów, zabiera się, w majestacie prawa, szansę na zdrowie najsłabszym.
Próbuje się wprowadzić selekcję naturalną w katolickim (jak bardzo, pokazał czarny piątek) kraju, w kraju, w którym z wiary zrobiono sobie zwykłe hasło wyborcze.

Wiemy wszyscy, że intensywna terapia, ta dla dorosłych i dla dzieci, nigdy nie przynosiła i nie będzie przynosiła dochodu, ratowanie życia jest bezcenne i tak do tej pory,każdy rząd na to patrzył. Żaden minister, żaden rząd, nie podniósł ręki na najsłabszych.
Te 6000 tysięcy nie pokrywa doby, jedenaście też było zbyt mało. Proszę zobaczyć, jakie kwoty zbiera się na zabiegi poza granicami Polski.

Ktoś może powiedzieć,że 6.000 to bardzo dużo i skoro sobie radziliśmy, to damy sobie radę i teraz. Tak, pieniądze skończą się w trakcie operacji, chichot losu, będzie nas stać na trzymanie przy życiu, ale nie leczenie. Za mało żeby żyć, za dużo,żeby umrzeć – tak mówi moja babcia patrząc na to wszystko z góry.

W czasie, kiedy jeden lot wojskowym samolotem kosztuje 35.000, kiedy rząd rozbija samochód za samochodem, kiedy Misiewicze dostają ogromne premie, oszczędza się na najsłabszych, bezbronnych.

To jest nieludzkie Panie Ministrze.
Życie to nie tylko pieniądze, życie to wartość sama w sobie. Rozumiem, że należy liczyć koszty, ale nie rozumiem oszczędzania na uszkodzonym dziecku matki, które zostało poczęte z gwałtu, a Pan zgodnie ze swoim sumieniem, odmówił wypisania recepty na pigułkę”dzień po”.

No tak, ale zawsze można liczyć na znienawidzony WOŚP – nie udało się orkiestry wyautować z przestrzeni publicznej, gra nadal, to niech weżnie na siebie jeszcze koszty współfinansowania procedur.

Społeczeństwo, które zgadza się na oszczędzanie, okradanie z praw (z prawa do leczenia) najmłodszych i bezbronnych, jest społeczeństwem pierwotnym – jaskinia i maczuga, selekcja naturalna.

Ja się nie zgadzam.

Tylko ktoś pozbawiony uczuć mógł wpaść na taki pomysł.

I tu jest ten wstyd, o którym wspomniałam na początku mojego postu — po prostu mi wstyd Panie Ministrze.

Bardzo proszę, a robię niezwykle rzadko, o udostępnienia mojego postu.
Niech MÓJ WSTYD idzie w świat.

Dobranoc


List jest wpisem na Moniki Drobińskiej. Został opublikowany za zgodą autorki.

 


Lifestyle Zdrowie

To psia wdzięczność, wierne, mądre spojrzenie i radość ze spotkania z nami sprawiają, że chcemy i potrafimy być lepsi

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
6 marca 2017
Fot. istcok/martin-dm
 

Kiedy zaczynałam moją pierwszą pracę, jako nauczycielka w gimnazjum, byłam pełna wiary w to, że oto zacznę teraz pozytywnie wpływać na życie wielu wspaniałych, młodych ludzi. Z braku „wolnych” bardziej doświadczonych nauczycieli, dostałam pod opiekę trzecią „trudną” klasę, z której rezygnowali kolejni wychowawcy. Nikt nie chciał wziąć za te dzieci odpowiedzialności. Nieprzystępni i często egoistycznie, roszczeniowo nastawieni do całego świata. Obrażeni na dorosłych, w środku samotni, pełni wewnętrznych problemów. Chciałam być blisko nich, ale oni byli daleko od samych siebie, od swoich rodziców, a nawet od przyjaciół.

Szkolna rzeczywistość okazała się więc o wiele bardziej skomplikowana niż moje ideały, a ja, niedoświadczony, młody wychowawca, musiałam najpierw znaleźć sposób na to, by przebić się przez niemal pancerny mur, który zbudowali wokół siebie moi zbuntowani i często pokrzywdzeni przez los wychowankowie. Pomogły mi wtedy… psy ze schroniska w .

Kiedy po kilku miesiącach ciągłego prób pobudzenia jakiejkolwiek chęci współpracy i po kilkudziesięciu „trudnych”, poważnych rozmowach z dziećmi i ich rodzicami zaczęłam szukać bardziej niekonwencjonalnych sposobów na dotarcie do moich uczniów, trafiłam na stronę Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami. Wolontariat. To im zaproponuję – pomyślałam. A właściwie, nie zaproponuję. Postawię ich przed faktem dokonanym.

I tak właśnie, oznajmiłam im pewnego dnia, że pod koniec tygodnia wybierzemy się na wycieczkę, która zmieni ich sposób patrzenia na świat. Nie uwierzyli. Pierwsze reakcje nie były obiecujące. „Do schroniska? Po co? Co to miałoby zmienić? Ja nie mogę, jestem zbyt wrażliwa, zaraz będę ryczeć.” „– Jesteś wrażliwa, to spożytkuj to, pokaż swoje serce zwierzakom, one tego potrzebują – tłumaczyłam cierpliwie. „– Nie chcę, tam śmierdzi, będę brudna.” „– To ubierz się odpowiednio, załóż dobre buty. Postaraj się…”.buba i prążek

Niepewność. Czuło się ją w powietrzu. Całą drogę do Celestynowa próbowali ten brak pewności siebie i lekki lęk przegadać. Ale na miejscu, wtedy, gdy oprowadzano nas po schronisku, panowała cisza. A potem stał się cud. Psy uwolniły w tych niedostępnych, na zewnątrz „pustych” nastolatkach emocje.

Tam nie musieli udawać „twardzieli”, nie czuli się w obowiązku pokazywać swojej siły ani raniącej obojętności. Zwierzęta odwdzięczały nam się cudownie za każdy spacer, rzuconą zabawkę, dotyk. Niektóre wymagały wyjątkowej delikatności i ostrożności, miały za sobą smutne, rozdzierające serce historie, świadczące o tym, jak okrutną istotą potrafi być człowiek. Wysłuchaliśmy ich wszystkich, w ciszy, czasem ze łzami w oczach. Oni słuchali. I pierwszy raz widziałam, jak na ich twarzach zaczynają malować się zupełnie inne niż zazwyczaj, uczucia.

Odmówić pomocy? To, co było łatwe tam, w szkole, w klasie, w domu – tu jakoś „nie pasowało”. Nie można było odmówić zwierzętom. Z czułością, z troską wyprowadzali psy na spacer, sypali karmę do miski i przemawiali uspokajająco. Tam poznawali siebie na nowo, odkrywali w sobie pokłady dobrego człowieczeństwa. I długo jeszcze, nie chcieli wracać do domu.

Rozmowy w drodze powrotnej zdominował temat podopiecznych schroniska. „A widziałeś tego bez łapy? Tego białego, z plamą przy ogonie? Kto mu to zrobił? Niemożliwe. Ja bym mu…”Chętnie wzięłabym go do siebie, ale mama na pewno się nie zgodzi.” „ A może, porozmawiaj z nią?” „Co ty, ja z nią nie rozmawiam…”ciapciak1

Możecie wierzyć lub nie, ale od tej pory, powoli, zaczęły się dokonywać w tych dzieciach zmiany. Nie znaczy to oczywiście, że problemy wychowawcze zniknęły jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. A jednak powstała między nami więź, nić porozumienia, na której łatwiej im było budować wspólne zaufanie, dostrzegać w sobie wzajemnie dobro. Zobaczyć drugiego człowieka w koledze z ławki, który do tej pory był jedynie denerwującym głupkiem, wysłuchać w spokoju wypowiedzi koleżanki, którą uważało się za nudną i przemądrzałą. Zawsze będę uważała, że to psy nauczyły ich tej uważności.

Bo też nasza pomoc nie skończyła się na tej i kilku następnych wizytach w schronisku. Kilkoro moich uczniów zaadoptowało kundelki z Celestynowa, część kontynuowała wolontariat jeszcze po ukończeniu gimnazjum, wielokrotnie organizowaliśmy różne zbiórki tego, co w schronisku najbardziej potrzebne: karmy, smyczy, obroży, kagańców, misek…

Nagle okazało się, że łatwiej odnaleźć sens w nastoletnim życiu, że tym celem może być pomaganie bezpańskim zwierzętom. I że to pomaganie nic nie kosztuje, a pozwala nam na nowo odnaleźć w sobie człowieka. Że psia wdzięczność, wierne, mądre spojrzenie i radość ze spotkania z nami, sprawiają, że chcemy i potrafimy być lepsi.

kredyt i misia

Możesz nam pomóc zrobić jeszcze więcej przekazując 1% swojego podatku dochodowego na rzecz Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami w Polsce – KRS 0000154454 (po szczegóły kliknij ) lub przekazując darowiznę (kliknij )  na rzecz TOZ w Polsce.
Każda wpłata pomaga zwierzętom.


Lifestyle Zdrowie

Nie chcę goździka. Nie chcę kolacji. Chcę, by traktowano mnie jak człowieka z prawem wyboru, a nie jak słabszą, głupszą płeć

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
6 marca 2017
Fot; iStock/asiseeit

Przeraża mnie fakt, że są mężczyźni, którzy nadal myślą, że przysłowiowy goździk na Dzień Kobiet nam wystarczy, że zachwycimy się, westchniemy i wrócimy do robienia obiadu. Jak to na prawdziwą kobietę w ich oczach przystało.

Przeraża mnie fakt, że są mężczyźni, którzy pogardzają kobietami i nie obawiają się robić tego publicznie. Zasłaniają się klauzulą sumienia, przygotowują przepisy tylko po to, by im było wygodnie, a kobietom zdecydowanie mniej. Mówią otwarcie, że jesteśmy słabsze, mniejsze i głupsze, więc nie możemy chcieć więcej, a nawet tyle samo, co mają mężczyźni.

Przeraża mnie fakt, że są mężczyźni, którzy zajmują publiczne stanowiska, a biją swoje żony, traktują je jak rzecz nabytą, która nie ma nic w domu do powiedzenia, bo w końcu to on jest głową rodziny. On decyduje, on wie najlepiej, a ona ma siedzieć cicho i o 16:15 podać mu obiad ciepły, kiedy wraca z pracy.

Przeraża mnie fakt, że mężczyźni chcą odebrać kobietom prawo o samostanowieniu. Ale chyba jeszcze bardziej przeraża mnie poparcie, które zyskują wśród kobiet w rządzie. Jakby te kobiety nie widziały, że one tam są nie dzięki mężczyznom, ale dzięki kobietom, które dla nich te prawa wywalczyły!

Przeraża mnie fakt, że mężczyźni mogą myśleć o sobie dobrze, w bezkarny sposób. Dla nich krótka spódniczka, drink przy barze jest zachętą do seksu, a przecież nawet gdy ona nie chce, to pewnie i tak chce, tylko tak się droczy. „Kto ci uwierzy” – ewentualnie powiedzą na koniec, wiedząc, że prawo i tak stoi po ich stronie, bo ofiara nie ma prawa głosu i nie ma co liczyć na sprawiedliwy wyrok dla swojego oprawcy.

Przeraża mnie fakt, że mężczyźni czują się silni naszą słabością. Odbiera się nam prawo do pomocy. Zamyka linię telefoniczną, gdzie o pomoc zwracały się setki, jeśli nie tysiące kobiet. Odmawia się finansowania instytucji, które pomagały kobietom wyrwać się się z przemocowych związków, dawały nadzieję na lepsze życie dla nich i ich dzieci.

Przeraża mnie fakt, że mężczyźni nie chcą brać odpowiedzialności za swoje decyzje. Państwo w ich stronę robi wielki ukłon dając możliwość migania się od płacenia alimentów. Kobietom odbiera ogólnodostępność „pigułki po”, ale mężczyznom pozwala do woli korzystać ze środków na pobudzenie potencji.

Przeraża mnie, że mężczyzna kojarzony przez kobiety z porodowym katem staje na czele prac dotyczących standardów okołoporodowych. Jak się okazuje te – wprowadzone w życie – okazały się dla mężczyzn mało wygodne. A raczej zbyt dobre dla kobiet. Bo te przepisy zmuszały mężczyzn do szanowania kobiety, do zwrócenia na nią uwagi, a nie odhaczenia, jako kolejnej rodzącej.

Przeraża mnie, że tej kobiecie, która chce mieć dziecko – ogranicza się dostęp do badań prenatalnych, że obcina się środki mające pomóc przeżyć urodzonemu w ciężkim stanie dziecku, wyleczyć je. Rząd chwali się 500 , ale nie mówi o obcięciu 5 tysięcy złotych na ratowanie życia noworodka – tyle mniej szpitale muszą wydawać na procedurę neonatologiczną.

Przeraża mnie, że o naszej seksualności, mówić będą ci, którym słowo seks nie przechodzi przez gardło, którzy publicznie głoszą nie poparte naukowo bzdury, jak choćby ta mówiąca, że antykoncepcja prowadzi do prostytucji.

Więc wybaczcie – nie chcę żadnego kwiatka, romantycznej kolacji, poczucia się ważną przez pięć minut w Dniu Kobiet. Chcę być ważna dla siebie i dla innych przez cały czas. Chcę, by szanowano mnie i moja prawa i moje potrzeby,

Chcę by traktowano mnie jak człowieka, a nie jako jedną z płci i to w dodatku te słabszą i gorszą, która nie wiedzieć dlaczego, zdaniem niektórych zasługuje na mniej.

Chcę mieć prawo do decydowania o swoim życiu, by nikt się do nie nie wtrącał, nie próbował nim kierować narzucać mi swoje poglądy i wartości. Bo ja mam pełne prawo do swoich własnych priorytetów, emocji i opinii!

Chcę, by traktowano mnie z szacunkiem, kiedy jestem chora, kiedy rodzę dziecko, kiedy oczekuję od państwa pomocy. Od państwa, które wszystkich obywateli powinno traktować na równi, a nie dzieli na lepszych, gorszych, na świat męski i żeński. Po pierwsze – jestem człowiekiem, jak każdy z nas!

I oczekuję. Oczekuję, że wszystkie razem będziemy mówić jednym głosem. Że każda z nas dostrzeże, gdzie kobietę chce się zepchnąć…

Oczekuję, że każda z nas wie, jakie ma prawa, wie, czego chce i na co godzić nigdy się nie powinna.

W radiowej Trójce właśnie toczy się dyskusja, czy w Polsce kobiety są dyskryminowane. „Kobiety nie są dyskryminowane, bo jak się wejdzie do pierwszego lepszego biura, to jest tam 90% kobiet czysto i ładnie ubranych, gdzie ta dyskryminacja?”. Tak myślą o nas mężczyźni… Tak nie boją się publicznie wyrażać swojego zdania na nasz temat. „Kobiety lubią być uwielbiane, lubią spokój, więc może dlatego nie chcą zasiadać na wysokich stanowiskach” – słyszę…

Jeśli ktoś ma jeszcze wątpliwości, czy wziąć udział w Strajku Kobiet 8-ego marca… Niech to pozostanie za komentarz, za goździka.. Nie łudźmy się, że jeśli same o siebie nie zadbamy, zrobią to za nas mężczyźni. Nie ma szans. A jeśli nie chcecie myśleć o was, pomyślcie o waszych córkach… POPIERAM STRAJK KOBIET.


Zobacz także

Żyć szczęśliwie i bez poczucia winy. Najlepsze postanowienie noworoczne

Starszy pan pozna młodszą panią z mieszkaniem. Popilnuje, zabawi dzieci, nie przeszkadza mu inny mężczyzna [ZOBACZ ZDJĘCIA]

Kwas hialuronowy - co to jest?

Fenomen kwasu hialurowego. Wszystko co musisz wiedzieć, zanim wybierzesz swój krem

www.cialis-viagra.com.ua

сиалис 40 мг отзывы

полив газона