Lifestyle Psychologia

Oddam ci wszystko albo nie dam niczego. Niech twoje życie nie będzie opowieścią o straconych szansach

Małgorzata Sessionbordercontroller.info
Małgorzata Sessionbordercontroller.info
16 kwietnia 2016
Oddam ci wszystko albo nie dam niczego. Niech twoje życie nie będzie opowieścią o straconych szansach
Fot. Unsplash /
 

Bardzo często spotykam kobiety, które mówią mi „nie mogę”. Nie mogę wyjechać. Nie mogę odejść. Nie mogę czegoś zmienić. W najprostszych sprawach też nie mogę. Zapisać się na fitness. Szkolenie w weekend. Kupić sobie kwiaty. Albo perfumy.

Między „mogę” a „nie mogę” wkrada się szereg argumentów (część racjonalnych i zrozumiałych oczywiście). Bo dzieci. Bo czas. Bo praca. Bo on. Wszystko jest ważniejsze niż ja.

Kiedy przez długi czas niczego nie mogą, frustracja zamienia je w kogoś innego. Spotykam te kobiety także w terapii. Nazywam je – smoczyce. To taki stan, że mogę wszystko. Smoczyca zieje ogniem, gdy czegokolwiek się jej zabrania. Nie ma ochoty na żaden, „pierd*” kompromis. Jest zmęczona ciągłymi ustępstwami, jest zła. Zła na innych, choć powinna być zła na siebie. Mówi, że zabrano jej przestrzeń. Czas, który minął, stracony głupio. Kobiecość podupadła. Na słowo „seks” wykrzywia usta w grymasie. Raczej paszczę smoczą, która nienawidzi wszystkiego, co przypomina jej, że niczego nie mogła.

Mam wrażenie, że jesteśmy dziś kobietami skrajnymi. Zawieszone między dwoma stanami: albo nie możemy nic albo możemy wszystko. Z jednego przechodzimy w drugie- obudzone miłością albo kryzysem albo dwoma w jednym. Nie zachowując na co dzień równowagi w oddawaniu (specjalnie używam słowa „oddawać” zamiast „dawać”), nie jesteśmy potem w stanie tworzyć związków ziejąc ogniem bezkompromisowości.

Kiedy oddajemy?

  • Gdy zamieniamy się w samotne matki, mimo iż ojciec jest, żyje i ma się dobrze. Gdy to my ogarniamy przedszkole, szkołę, lekcje, zajęcia dodatkowe, transport i żarcie. Oddajemy co najmniej 30 procent czasu, który należy do nas, a wyręcza jego.
  • Gdy mamy na koncie zero albo minus jeden, a on nie wiadomo ile, ale zawsze więcej. Gdy jakoś tak się dzieje, że zakupy są z naszej kieszeni, drobne zachcianki dzieci i te większe, opłaty w szkole, tygodniówka, ubrania i skafandry na zimę. Bo kto by to liczył? A potem głupio poprosić „Kochany, daj mi na fryzjera”
  • A więc oddajemy fryzjera albo manicure, kosmetyczkę, droższy krem i fajną torebkę. Ale syn ma nowe air max’y a córka trampki na wypasie. Wszyscy mają wszystko, a ona nic. Dzwonimy czasami do rodziców (jeśli żyją) i pożyczamy po cichu do pierwszego. Bo głupio powiedzieć staremu, że jakoś się ta kasa rozeszła, prawda? Mimo, że same nic z tego nie mamy.
  • Oddajemy za każdym razem, gdy nie starczy makaronu, sałaty, lepszych część kurczaka – przecież my nigdy nie jesteśmy głodne, dieta, dieta, dieta. Przecież skubałyśmy przy gotowaniu „Naprawdę bierz to udko, kochany, ja dokończę ziemniaki, są pyszne”. A potem to udko śni nam się po nocach. W restauracji jest najśmieszniej, gdy nie zamawiamy nic, bo przecież dzieci nie dojedzą albo on coś zostawi. I zbieramy potem resztki z ich talerzy, choć coraz mniej tego, bo syn kończy 15 lat i je jak stary. Więc tylko odpieramy jego zdziwienie w domu potem „Robisz sobie kanapkę po takim obiedzie? Ja pękam”. No właśnie, on pęka z przejedzenia, a my ze złości.
  • Oddajemy przyjaźnie, których nie mamy czasu pielęgnować. „Pojedziesz z nami do Krakowa?”. „Nie dam rady, kochane, młody ma klasówki cały przyszły tydzień”. „Aha”. Potem już nie musisz odpowiadać na pytania, bo przestają się pojawiać. Zawsze jest coś ważniejszego, prawda?
  • Oddajemy książki, filmy, teatr. Coraz trudniej rozmawiać z tymi, co nie oddają. „Czytałaś nowego Houellebecq’a?”. „Hmm? Że co?”. „W Polonii coraz więcej nowych spektaklów”. „To ten teatr na Placu Konstytucji?”. Nie czytamy, nie bywamy, ewentualnie Kubusia Puchatka lub Dzieci z Bullerbyn, zasypiając razem z dzieckiem nad książką.
  • Oddajemy swoje ciało. Coraz mniej z nim kontaktu. Starzeje się, wiotczeje, smutnieje. Nie ma czasu na ruch, na zdrowe jedzenie, na seks. Coraz częściej przemykamy w ręczniku spod prysznica, by nie zahaczyć o lustro. Wiosną składamy obietnice bez pokrycia. A ciało jest takie wdzięczne, gdy o nie dbamy. Odwzajemnia się po stokroć. Czasami mijamy biegających ludzi, jadąc autem. Otwieramy okno, by złapać trochę świeżego powietrza.
  • Oddajemy swoje możliwości. Na wielu polach. Rezygnujemy ze szkoleń, wyjazdów, ambicji. to wszystko wymagałoby powiedzenie sobie „mogę”. Pomyśl, ile jest w tobie talentów, które leżą odłogiem? Lubiłaś malować, pisać, grać, prowadzić grupy, organizować, uczyć się języków? Realizujesz to? Rozwijasz pasje? Czy jak ten świstak zawijasz je w sreberka?
  • Oddajemy marzenia. Są jak lody z bitą śmietaną, których nigdy nie wolno nam jeść. Są luksusem. Pakietem ekstra. Czymś, co zawsze można odłożyć na bok i zaczeka. Śmieszne, bo marzenia poddają się zmianom jak my, ludzie. Stają się nieaktualne. Przemijają. Pojawiają się potem w opowieściach starszych „Marzyłam kiedyś o tym, by jeździć konno. Nie udało się”.

Wiele oddanych spraw staje się potem elementem opowieści o straconych szansach. Albo też imperatywem do przemiany w smoczycę, która za późno zrozumiała, że może. Nie ma nic złego w przemianie, ale natura ludzka nie lubi ekstremów. Takie kobiety cierpią w samotności, nie rozumiejąc dlaczego życie „na wolności” jest takie trudne”. Przecież miało być pięknie. „Mogę” miało otworzyć im drzwi do innego świata. Zbyt długie czekanie na swoje „mogę” zamienia nas niestety w kogoś, kto mogąc wszystko – niczego już nie chce. Smoczyce są pełne złości, pustki i smutku.

Piszę o tym, bo wierzę, że nie jest trudno zamienić swoje „nie mogę” w „mogę”. Ograniczenia są w naszych głowach. To, że oddajesz – jest zawsze twoją decyzją. Mówienie o tym, jak świat jest niesprawiedliwy to tylko mechanizm psychologiczny, który pozwala ci żyć i to znosić. Świat rozdaje tym, którzy wyciągają do niego ręce. Oczekują. Ba, żądają. Świat omija tych, których w kolejce po marzenia nie ma.


Lifestyle Psychologia

„Byłaś cudowna”, czyli po czym poznać kiepskiego kochanka

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
16 kwietnia 2016
po czym poznać kiepskiego kochanka
Fot. Unsplash /
 

Przyjaciółka poznała świetnego faceta. Wpadła po uszy. To ten z tych przystojnych, z którym można przegadać całą noc. Achom i ochom końca nie było. Do czasu. „Ratuj mnie” – usłyszałam w słuchawce. Cóż, okazało się, że przyjaciółka, jak sama mówi – popełniła największy błąd swojego życia. Poszła z tym oto cudownym facetem, poznanym w sieci, z którym przegadała dziesiątki godzin – do łóżka. Czar prysł jak bańka mydlana. „Przesadzasz” – powiedziałam sugerując, że pewnie się zestresował, stąd dość wątpliwej wartości seks. Po pół godzinnej dyskusji przyjaciółka pełna nadziei, którą starałam się w nią tchnąć postanowiła spróbować jeszcze raz… Cóż… nie wszystkie dobre rady przyjaciółek są dobre. Ta moja okazała się jednak kompletnie nietrafiona.

Kilka dni później siedziałyśmy, piłyśmy wino i dyskutowałyśmy o tym, jak nie popełnić błędu związania się z kiepskim kochankiem. W końcu rozmowy, zrozumienie, te same zainteresowania to nie wszystko. Chcesz mieć faceta, a nie jedynie przyjaciela, to seks jest dość istotnym elementem tej układanki. Dobry seks. Nie tylko taki, po którym jemu jedynie będzie dobrze, a ty pod prysznicem będziesz kończyć ledwo co przez niego zaczętą grę wstępną.

Postanowiłyśmy stworzyć cechy kiepskiego kochanka, co by po pierwszym razie uciekać, a nie ładować mu się drugi, a nawet trzeci i czwarty raz do łóżka z nadzieją, że może coś jednak się zmieni.

Kiepski kochanek unika czułości

To pierwszy sygnał – zawyrokowałyśmy zgodnie. I coś w tym jest. Jeśli facet nie szuka bliskości twojego ciała, nie przytula, nie ociera się niby przypadkiem w za wąskim przejściu tak, że masz wrażenie, że przez twoje ciało przebiegł prąd, to musisz być wyczulona. Co to za kochanek, który jeszcze nim trafi z tobą do łóżka nie jest czuły. Nie łapie cię za rękę, nie zasłania ciałem, gdy ktoś obok was się przepycha. „Musi być chemia” – mówi przyjaciółka. I ona musi być od razu wyczuwalna. Jego zachwyt tobą i wzrok pełen pożądania musisz złapać. Jeśli tego nie ma, daj sobie spokój, lepiej od razu zostańcie kumplami. No chyba, że chcesz zaryzykować – ale to na własną odpowiedzialność.

Kiepski kochanek kiepsko całuje

„Sorry nikt mi nie powie, że jak on się ślini obmacując cię w drzwiach, to będzie świetny w łóżku” – można by założyć, że przez przyjaciółkę przemawia żal dopiero co zakończonego przez łóżkowe fiasko związku. Ale jak przyjrzeć się bliżej, to jednak dużo w tym prawdy. Bo jak dać się ponieść emocjom, kiedy w twoich ustach on język trzyma jak kołek, albo co chwilę próbujesz dyskretnie wytrzeć sobie usta, no i brodę i może nos też – masz wrażenie, jakby pies ci mordę lizał i to w dodatku bokser. A jak jeszcze pomyślisz, że ta ślina zaczyna pokrywać twoją szyję i piersi… Trzymaj pod ręką ręcznik. Kiepski kochanek nie wie, co to zmysłowość w całowaniu, nie ma też pojęcia, że maksymalnie 15 sekund całowania się w zupełności tobie wystarczy, by rozgrzać cię do czerwoności. To zrobi kochanek doskonały.

Kiepski kochanek nie dba o grę wstępną

I nie tę tuż przed jego własnym orgazmem, ale o tę, która trwa na kilka dobrych godzin, nim traficie do łóżka. To SMS, telefon, kolacja. Zabieganie o ciebie. Śmiałyśmy się przy kolejnej butelce wina, że to takie zataczanie wokół kobiety coraz mniejszych kół. Ale coś w tym jest. W pewnym momencie zaczynasz sama myśleć o wieczorze i o tym, że masz ogromną ochotę na seks z nim. A on jeszcze nic nie zaproponował wprost. Można do znudzenia powtarzać, że dla kobiety gra wstępna trwa cały dzień i dobry kochanek pojmie to w lot. Kiepski, cóż… Złapie cię za tyłek tuż przed tym, jak zacznie ci ściągać majtki.

Kiepski kochanek, to krótki seks

I nie ma to nic wspólnego z szybkim numerkiem w przebieralni na basenie. Tak, oczywiście, wiem. Sama mówiłam przyjaciółce, że to może stres, że on raptem włożył i po pięciu sekundach było po wszystkim. Jednego wtedy nie wzięłyśmy pod uwagę, że dobry kochanek poczuje się jednak tym zażenowany, zacznie przepraszać doprowadzając cię do orgazmu na tysiąc innych sposobów. Kiepski natomiast trzyminutowy seks, w którym zawiera się oczywiście gra wstępna uzna to za normę. Jeszcze po wszystkim spyta, czy było ci dobrze. No tak, bo skąd on mógłby to wiedzieć…

Kiepski kochanek, to twoja jedna sfera erogenna

I to tylko i wyłącznie ta między twoimi nogami, a i tak w dość nieumiejętny sposób potraktowana. Niby coś tam próbuje, niby tym palcem porusza – i raczej tylko palcem, ale nim się obejrzysz już  jest w tobie na te kilkadziesiąt sekund. Nic nie daje, kiedy próbujesz mu delikatnie dać do zrozumienia, co sprawia ci przyjemność. Nawet propozycja zabawy w: „Powiedz, co czujesz”, kiedy ty dotykasz jego dając do zrozumienia, jak powinien dotykać ciebie, nic nie daje. Po kilku chwilach lądujesz na plecach, a on już jest na tobie. Nie będę już pisać o miętoleniu u ugniataniu piersi, bo już tomy o tym zostały napisane.

Kiepski kochanek, to jedna pozycja

Zapomnij o jakieś kreatywności, urozmaiceniu, że on tak, a ty siak. Kiepski kochanek NICZYM cię nie zaskoczy. Jemu zależy na jednym – jak najszybciej i jak najwygodniej być w tobie na tę chwilę, kiedy już wie, że nie wytrzyma i może… boi się, że poplami prześcieradło. Właściwie to nie wiadomo, o co mu chodzi. Bo po tych trzech minutach opada (też dosłownie) obok ciebie umęczony jak po przebiegnięciu maratonu, kiedy to dla ciebie była zaledwie przebieżka na sto metrów. Jeszcze czekasz, że może tylko ci się wydawało, że właściwie to WTF?!? A tymczasem on całuje cię w ramię i mówi: „Byłaś cudowna”. I tyle. Obraca się na bok i zasypia, w najlepszym razie zarzuca na ciebie jedną nogę i… też zasypia.

Z drugiej strony od kiepskiego kochanka może być jeszcze gorszy, który po wszystkim (od razu nasuwa mi się pytanie – jakim „wszystkim”), no więc po wszystkim na co go było stać, pyta: „Dobrze ci było?”.


Lifestyle Psychologia

Nauka latania na miotle. Po co nam dziś czarownice?

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
16 kwietnia 2016
Fot. Mateusz Mirowski

W dzieciństwie straszono nas nimi, kiedy byłyśmy niesforne. „Przyjdzie Baba- Jaga i cię porwie” – mówili nam ci niegrzeszący rozumem dorośli. Do dziś dla nas wiedźma to postać negatywna, brzydka i złośliwa, choć jednocześnie ciekawa, bo owiana fascynującą tajemnicą… O tym, dlaczego powinnyśmy „oswoić czarownicę” i  kto dziś na nią poluje rozmawiamy z Dorotą Bielską, reżyserką, teatrolożką i redaktorką naczelną portalu .

Fot. Mateusz Mirowski

Fot. Mateusz Mirowski

Anna Frydrychewicz: „Czarownica”, to słowo nie kojarzy się chyba pozytywnie? Co się pod nim kryje?

Dorota Bielska: A czy ja mogę odwrócić pytanie? A gdybyśmy zapytały „Z czym kojarzy się słowo Czarownik?” Jakie byłyby potencjalne odpowiedzi? Czarownik to ktoś silny, pełen mocy, męski, autorytatywny, oryginalny. Ma dostęp do sił natury, a nawet nad nimi władzę. Para się magią. Długo moglibyśmy opowiadać i prawdopodobnie nie pojawiłoby nam się pytanie, czy jest dobry, czy zły… Bo to oczywiste, że może być i taki i taki. W całej naszej kulturze, myślę o literaturze, filmie, sztukach pięknych, teatrze itp. pojawiają się czarownicy. Czasem autorzy wykorzystują takie postacie jako protagonistów lub ich pomocników, czasem jako antagonistów. I jak każdy archetyp czarownik bywa „używany” różnie.

„Czarownik” brzmi lepiej, przyjaźniej. Czarownica to wiedźma i już.

Tak. W kulturze nie ma pozytywnych Czarownic. Kobieta bowiem programowo ma nie mieć dostępu do swego magicznego archetypu. A jeśli jednak się na niego zdecyduje, staje się postrachem dla innych „prawych” białogłów.
To oczywiście teraz się zmienia i pojawiają się powoli „pozytywne” Czarownice, szczególnie w Hollywood, ale siła przekazu wielu pokoleń nie zostanie tak łatwo zniwelowana przez produkcje filmowe… Czarownica jest zła. Bójcie się jej śliczne królewny i kopciuszki!

Fot. Mateusz Mirowski

Fot. Mateusz Mirowski

Współczesna czarownica też jest zła? Może ma jakąś misję, no bo po co wskrzeszać czarownice?

Współcześnie jest wszystkiego dużo i różnorodnie, mamy zatem również wysyp Czarownic :). Istnieje teza, wprowadzona przez brytyjską naukowczynię Margaret Murray, jakoby czarownictwo było starożytną religią praktykowaną powszechnie w Europie i skutecznie wyplenioną z tych terenów za pomocą Inkwizycji. W następstwie ogłoszenia teorii (i kilku innych ważnych książek) pojawiły się najpierw w Anglii potem na całym świecie neopogańskie ruchy kultywujące Kult Wielkiej Bogini Matki i Rogatego Boga. Odłamów religii czarownic jest sporo. Wiele osób podąża też samotną drogą. Generalizując można powiedzieć, że bycie zdeklarowaną czarownicą to praktykowanie religii ziemi. Bliskość żywiołów, współgranie z fazami księżyca i zmiennością pór roku, wysoki poziom świadomości ekologicznej i harmonizowanie pierwiastków żeńskich i męskich. Ponadto świadomość własnej seksualności i wynikającej z niej siły. I co najważniejsze: czarownictwo to praca z energią. Dalej musiałabym się rozgadać o praktyce, ale chyba nie mamy tu na to miejsca. Poza tym, kto szuka, znajduje :).

A po co czarownice wskrzeszać? Jesteśmy u progu niewyobrażalnej katastrofy ekologicznej. Jeśli ludzkość ma przetrwać, musimy wskrzesić prawdziwą duchowość. Nie mamy innego wyjścia.

Fot. Mateusz Mirowski

Fot. Mateusz Mirowski

Czyli to taki powrót do źródeł, do natury. Tylko czasy inne. Czy może dzisiaj też polujemy na czarownice?

Patrząc na to co się dzisiaj dzieje w naszym kraju… Nie chcę teraz wchodzić w dyskusje o etyce aborcyjnej, ale z całą pewnością mogę powiedzieć, że znów mamy do czynienia z sytuacją, gdzie mężczyźni w imię swych oderwanych od natury idei próbują niewolić kobiety. A za nimi idą kobiety, które wierzą ślepo w chrześcijańskie koncepty intelektualne. I mamy kolejne polowania… Pamiętajmy, że Inkwizycja to mentalność społeczna a nie działanie wyizolowanych jednostek. Palono czarownice, bo większość się ich bała. A kościół umiał im ten strach załagodzić. Chciałabym powiedzieć, że jestem przeciwna aborcji (przedstawiam tu jedynie swoje stanowisko, nie mówię w imieniu innych czarownic 🙂 ), ale jednocześnie uważam, że żadne prawo nie ma prawa się w tę kwestię wtrącać. Gdybyśmy uwierzyli naturze, nie musielibyśmy się w ogóle nad nią zastanawiać…

A co z tym polowaniem?

Czy dzisiaj ciągle polujemy na czarownice? Tak oczywiście. Jak w każdym innym okresie historycznym. Czarownica to kozioł (lub koza ;)) ofiarny dotkniętych jakimś nieszczęściem grup ludzi. Kiedy jest źle, potrzeba winnego. Winny jest zwykle inny, bo go nie rozumiemy. Te mechanizmy są bardzo proste. Wielokrotnie opisywane przez socjologię, psychologię i inne nauki. Ale ja nie sądzę, że są to mechanizmy „naturalne”, myślę, że są one wytworami opresyjnej kultury. Wierzę w to, że ludzie gdyby od dziecka, od pierwszych chwil życia nie byli uwikłani w rywalizację, w systemy, w oceny, w etykietki, nie musieliby szukać sobie podobnych.

Kościół chrześcijański natomiast dokonał tego, i to dokonał naprawdę spektakularnie na wielu płaszczyznach, że ludzie zapomnieli, że żyją w fizycznych ciałach. Współczesnemu człowiekowi (nie myślę o XXI wieku, tylko o współczesnej cywilizacji) łatwiej jest uwierzyć w hierarchię i intelektualne idee, które go dookreślają (jestem człowiekiem danej rasy, narodowości, wykonuję dany zawód, mam przynależność do danych grup ludzkich) niż umieć pobyć w swoich ciałach. Studiować swój oddech. Współżyć z roślinami. Zobacz, to brzmi jak jakieś straszne dziwactwa. A ja mówię o sednie życia. Nie oddychasz – nie żyjesz. Więc jak żyjesz, jeśli nie znasz swojego oddechu? Trochę chyba jednak odbiegłam od tematu 🙂

Fot. Marek Zimakiewicz MM photo

Fot. Marek Zimakiewicz MM photo



To kto się boi współczesnej czarownicy, komu może ona zagrozić?

Hmmm… Kto się boi Virginii Woolf 😉 Kto się boi feminizmu? Kto się boi kobiety? Kto się boi boga płci żeńskiej? Kto się boi bliskości z naturą? Przecież wiadomo kto. Co tu dużo mówić…
Mogę tylko powiedzieć, że coraz więcej osób już się nie boi! Poznaję mnóstwo cudownych mężczyzn i kobiet, którzy głośno mówią o potrzebie oddania boskości kobiecie, o szacunku do życia i płodności. Tyle, że to, co mówię, nijak się ma do równości. Równość to kolejny pomysł intelektu. Gdzieś w sieci krąży świetny mem. Siedzą różne gatunki zwierząt obok siebie, wąż, krowa, kura, małpa, ryba i inne. A naprzeciwko nich siedzi człowiek za biurkiem i mówi: „Żeby było sprawiedliwie, każdy musi teraz wspiąć się na to drzewo”. To jest właśnie równość… Więc wcale nie o równouprawnienie idzie. Kobiety miesiączkują a mężczyźni nie. Jak ustalić sprawiedliwie takie same godziny pracy na przykład, dla dwóch tak różnych potrzeb fizyczno-duchowych? Jak można twierdzić, że aborcja nie dotyczy kobiety??? I wracamy do pytania. Kto się najbardziej boi czarownicy? Hierarchiczny system społeczny. Jemu ona z pewnością zagraża.

O Twoim spektaklu „Skazane na ogień” piszesz „spektakl teatralny o wiedzy, mądrości i historii kobiet, artystyczna rehabilitacja CZAROWNICY”… – dlaczego powinnyśmy go zobaczyć?

Ten spektakl powstawał trzy lata. Najpierw w moim sercu, potem w mojej głowie, w końcu podczas prób z moimi przyjaciółkami-aktorkami. Pierwszą próbę miałyśmy nad rzeką. Zapaliliśmy ognisko, tańczyłyśmy w kręgu. Opowiadałyśmy sobie o swoich duchowych poszukiwaniach. Nie miałam gotowego scenariusza. Większość rzeczy rodziła się w pracy warsztatowej. Często bardzo dla zespołu bolesnej. Musiałyśmy się skonfrontować z tematem porodu, bólu, seksualności. Musiałyśmy poszukać kontaktu z wewnętrznym inkwizytorem. To nie było łatwe. Ale z niczym się nie spieszyłyśmy. Dlatego myślę, że ten spektakl dotyka prawdy. Nie mówimy niczego wprost. Mówimy tylko, z czego się to wszystko bierze. I w przeszłości i dziś.

Fot. Mateusz Mirowski

Fot. Mateusz Mirowski

Jakie są reakcje?

Na spektaklu ludzie płaczą. Na każdym. Potem zwykle mamy owacje na stojąco. Ludzie przychodzą do nas, dziękują. Ja nie odbieram tego jako sukcesu artystycznego (nota bene środowisko teatralne właściwie ten spektakl odrzuca, bo nie jest on zbudowany w klasyczny sposób, używam w nim wiele zabiegów, które z teatralnego punku widzenia wydają się błędami). Ale czuję, że udało mi się dać się poprowadzić intuicji, bez próby zadowalania kogokolwiek, udało mi się odpowiedzieć na wezwanie Bogini 🙂 I to jest dla mnie naprawdę wielki sukces.
Przyjdźcie na spektakl, jeśli wibrują Wam moje słowa. Doświadczcie sami.

Gdybyśmy miału podsumować nasza rozmowę, jakie znaczenie ma właściwie dla współczesnych kobiet „odczarowanie czarownic”?

Wracamy tu do punku wyjścia. Kobiety, jeśli mają stać się silne w swej kobiecości, mądre i samodecydujące potrzebują dostępu do własnej mocy. Potrzebują silnego atrakcyjnego archetypu czarownicy. Odczarowana czarownica pozwoli nam poczuć się dobrze we własnych skórach. Kiedy ona przychodzi nie musimy być piękne, mieć tipsów i sztucznych biustów. Kiedy ona przychodzi miesiączkujemy i pozwalamy sobie na podróż w głąb swojej duszy. Wzywamy ją, kiedy chcemy żądać i rządzić. Wtedy, kiedy nie czekamy na księcia z bajki, który nas uratuje przed nami samymi. Wtedy, kiedy chcemy się dowiedzieć jak to jest być kobietą. Wtedy kiedy słuchamy swojego oddechu, by dowiedzieć się jak to jest żyć:).

Zapraszam na stronę i do polubienia fanpage’a oraz na kolejne spektakle „Skazanych na ogień”. Informacje pojawiają się na naszych stronach.

Fot. Archiwum prywatne Doroty

Fot. Archiwum prywatne Doroty

Dorota Bielska –  reżyserka teatralna, teatrolożka, autorka tekstów. O sobie pisze: „Jestem kobietą w procesie, interesuję się technikami rozwoju osobistego, od wielu lat prowadząc i sama uczestnicząc w warsztatach rozwojowych i artystycznych, przeszłam kilkuletni cykl warsztatowej pracy własnej metodą psychodramy, reżyseruję spektakle dla dzieci i dla dorosłych w teatrach instytucjonalnych i instytucjach kultury, wykładam w PWST we Wrocławiu,  w swojej pracy twórczej poświęcam wiele uwagi postaci kobiety, tworząc spektakle dotykające tematu kobiecej duchowości, prowadzę kręgi kobiet i podążam za wszelkimi przejawami postaci Czarownicy w kulturze europejskiej, jestem w trakcie prac nad książką „Kobieta przeklęta”. Łączę działania artystyczne ze ścieżką osobistego rozwoju, a sztukę rozumiem wielowymiarowo. Dużo piszę, dużo czytam, dużo pytam, trochę szyję. Mam dwoje dzieci. Oddycham.”

Fot. Patrik Eriksson

Fot. Patrik Eriksson

Fot. Mateusz Mirowski

Fot. Mateusz Mirowski

Fot. Mateusz Mirowski

Fot. Mateusz Mirowski

Fot. Mateusz Mirowski

Fot. Mateusz Mirowski

Fot. Mateusz Mirowski

Fot. Mateusz Mirowski


Zobacz także

Też kochasz torebki? Zobacz TOP 6 najnowszej kolekcji Metozzi

Pan pozna panią. „Szukam przyjaciółki do łóżka i bratniej duszy… A może pobawimy się w lesie?” [ZOBACZ ZDJĘCIA]

Zobacz co się stanie, gdy poprosisz dwóch nieznajomych, by stanęli razem do zdjęcia