Lifestyle

Od oddanego fana, do żarliwego krytyka

Gościnnie w Sessionbordercontroller.info
Gościnnie w Sessionbordercontroller.info
19 sierpnia 2019
Fot. iStock
 

Wyobraźcie sobie proszę klientkę, która przez około półtora roku korzysta z usług i szkoleń trenera mentalnego. Zapisuje się praktycznie na wszystkie warsztaty i mocno też dąży do kontaktu w ich przerwach. Wykorzystuje każdą możliwą okazję do tego, żeby być blisko swojego „mistrza”. Relacja jednak zostaje jednego dnia (co jest nieuniknione) przerwana. A z ust klientki padają słowa: „Chce się już rzygać tymi szkoleniami”…

Tego typu historie uwrażliwiają mnie na poszukiwanie wzorców. Wykonując pracę trenera mentalnego ze sportowcami i ludźmi biznesu wiem, że podobnie jak terapeuci, jestem wystawiony na przeniesienia i przeciwprzeniesienia. Moja relacja z klientami nigdy nie odbywa się w próżni. Oboje – i ja i klient – wchodzimy w nią ze swoimi doświadczeniami z przeszłości i ze swoimi mentalnymi wzorcami.

Przyznaję z pokorą, że w ostatnim czasie mam większą liczbę rozczarowanych klientów niż kiedy zaczynałem swoją przygodę w dziedzinie pracy z ludźmi. A historia opisana w pierwszym akapicie jest historią prawdziwą, w której byłem dla klientki „mistrzem”. Patrząc z perspektywy obrony swojego ego, mógłbym uznać: „firma urosła, klientów jest bardzo dużo, to naturalne, że jakaś część z nich nie będzie zadowolona z mojej pracy”. Staram się spoglądać jednak na to zjawisko z wielu różnych perspektyw. Również z perspektywy klienta. Co sprawia, że z oddanego fana, staje się moim żarliwym krytykiem?

Po pierwsze, na pewno moje błędy. W tym kontekście, nie rozpatruję więc postawy klienta jako „hejt” czy „czepianie się”. Krytyka ze strony moich słuchaczy często daje mi wartość i wskazuje na moje pomyłki w sztuce treningu mentalnego: branie zbyt wielu klientów, prowadzenie masowych szkoleń, momenty braku czujności na własną arogancję, skupianie się przy niektórych projektach na zyskach finansowych równolegle do potrzeby dawania wartości (lub nawet – przyznaję z zawstydzeniem – ciut ponad wartość dla klienta). W tego typu sytuacjach, rozczarowanie klienta jest dla mnie darem. Mogę dzięki temu coś zrozumieć, coś poprawić, na coś uwrażliwić mój zespół i swoją firmę. Rozczarowanie klienta bywa paliwem dla kaizen…

Po drugie, rozszczepienie mojej „figury” w oczach klienta. Nie da się bowiem ukryć, na moje szkolenia przychodzi sporo osób w kryzysie życiowym. Osób poszukujących pomocy. Często po traumatycznych doświadczeniach z dzieciństwa. Wielokrotnie w toku naszej współpracy okazuje się, że klient miał surowego ojca i/lub nadopiekuńczą matkę. Bywa, że widzi we mnie „guru”. Nawet jeśli powtarzam, że nim nie jestem, że mam sporo wad, że ciągle się uczę swojego zawodu – idealizowanie mnie jako nauczyciela jest niestety częste. Kłopot w tym, że na początkowym etapie relacji, klient widzi same zalety Jakuba B. Bączka (i chce je widzieć! – takie „zaczarowanie” mną pozornie pomaga mu przyjąć pomoc). Charyzmę, empatię, wiedzę i doświadczenie. Bywa więc, że w kategorii dobro vs. zło, otrzymuję od klienta komplet punktów. Z czasem jednak okazuje się, że przerwę w warsztatach chcę spędzić sam, że nie odpisuję na wiadomość na Facebooku, że nie zgadzam się na napisanie referencji do książki klienta, czy też nie daję zniżki na kolejne szkolenie. Czasem widać także moją niecierpliwość, wymagającą osobowość i działania sprzedażowe, z których moja firma czerpie zyski. I wtedy „trach”. Niektórym klientom trudno bowiem pojąć, że ich „idealny” nauczyciel ma tak bardzo ludzkie wady. Z „dobrego” staje się więc „złym”. Klient czuje się oszukany i z żarliwego fana przeistacza się w krytyka. Wyzwanie polega na tym, że jeśli w tej sytuacji klient czerpie ze swoich doświadczeń z dzieciństwa i jego doświadczeń z kluczowymi dorosłymi, na większości grup, które prowadzę, jestem w stosunku do takiego przeniesienia bezbronny…

I wreszcie po trzecie: podjąłem decyzję o tym, by na swoich warsztatach odważyć się na bliskość z klientami. Dzielę się więc dość obficie sobą, bardzo szczerze mówię o trudnych tematach, nie unikam również zaufania i spolegliwości. Z jednej strony daje mi to dobre rezultaty i jest bardzo cenione przez klientów (tak wynika z regularnie przeprowadzanych przez nas ankiet ewaluacyjnych), ale z drugiej strony, otwierając się, narażam się też na rozczarowanie klienta moją osobą. Pewnie łatwiej byłoby po prostu odtwarzać wykłady i budować bardzo duży dystans na warsztatach. Łatwiej, nie znaczy jednak dla mnie lepiej.

Czuję, że rozwój cywilizacji niesie ze sobą wiele negatywnych skutków ubocznych. Jednym z nich jest osłabienie bliskich relacji między ludźmi (zarówno w rodzinach, jak i między przyjaciółmi, a nawet w kontekście spotkań obcych osób w grupach wtórnych, w których większość z nas też funkcjonuje). Ta tęsknota za Spotkaniem (pisownia z wielkiej litery jest tutaj celowa) nad wyraz często ujawnia się u moich klientów. Chcę więc „zanurzać” się w takim Spotkaniu, a równolegle do tego, czuję odpowiedzialność za to, by powtarzać klientom, że nie jestem bez wad, że warto podchodzić refleksyjnie do tego co mówię, że to iż coś doprowadziło do zwycięstwa mnie, wcale nie znaczy, że sprawdzi się też u klienta i to, że klient jest najlepszym trenerem mentalnym dla siebie – znacznie lepszym niż Jakub B. Bączek (tę frazę powtarzam akurat na prawie każdym wystąpieniu publicznym).

Pomimo tych środków zaradczych, czuję, że i tak będę się czasem spotykał z fiksacjami klientów na mój temat, z idealizowaniem moich działań biznesowych czy nawet mnie samego, a co za tym idzie – raz na jakiś czas będę obserwował przemianę dotychczasowych fanów w swoich krytyków. Zarówno na mojej Akademii Trenerów Mentalnych, jak i u zwolnionych pracowników, a nawet wśród osób, które dopuściłem do siebie pomagając się znaleźć z nazwiskiem na okładce książki. Zapewne będzie to często zasłużona krytyka, za którą mogę tylko podziękować i w pokorze się z niej uczyć. Równolegle do tego, asertywnie chcę nazwać to, co może się pojawić także w pracy innych trenerów, mówców czy nauczycieli. Klienci mogą przynosić na nasze zajęcia rozszczepienie, oczekiwania i rozczarowania bliskimi relacjami. Bądźmy na to wrażliwi, by im pomagać, zamiast ich od siebie uzależniać!

Jakub B. Bączek


Lifestyle

5 nieoczywistych sposobów na wykorzystanie sody oczyszczonej

Redakcja
Redakcja
20 sierpnia 2019
Fot. Materiały prasowe
 

W dobie wszechobecnego konsumpcjonizmu, coraz częściej szukamy porad i sprawdzonych sposobów na rozwiązanie codziennych problemów bez wychodzenia z domu. Dziurawe rajstopy naprawione za pomocą bezbarwnego lakieru? Natka pietruszki na nieświeży oddech? Rozwiązania, które brzmią niczym rodem wyjęte z książek Lucyny Ćwierczakiewiczowej, aktualnie zyskują coraz bardziej na popularności. Jednym ze składników, który ma bardzo uniwersalne zastosowanie, jest soda oczyszczona. Marka Delecta zdradza, w jaki sposób możemy ją wykorzystać.

Soda oczyszczona w połączeniu z kwaskiem cytrynowym to duet za pomocą którego można wysprzątać niemal cały dom w bardzo ekologiczny, tani i nieinwazyjny sposób. Mało kto jednak wie, że za pomocą sody można np. obniżyć kwasowość kawy. Poniżej kilka mniej typowych zastosowań wodorowęglanu sodu.

Kule do kąpieli

Własnoręcznie wykonane kule do kąpieli sprawdzą się zarówno jako personalizowany prezent, ale i do użytku codziennego. Do ich przygotowania potrzebujemy 2 opakowań sody oczyszczonej Delecta, 4 opakowań kwasku cytrynowego Delecta, ½ łyżeczki barwnika w dowolnym kolorze, skórki z 1 cytryny, wody w spryskiwaczu, 30 ml oliwki dla dzieci oraz foremki. W misce mieszamy wszystkie składniki oprócz wody i następnie stopniowo dodajemy wodę (wystarczy 1 psiknięcie do złączenia składników). Gotową masę przekładamy do foremek i odkładamy w suche miejsce na dobę. Po tym czasie delikatnie wyjmujemy gotowe kule i możemy już tylko planować relaksującą kąpiel.

Czyszczenie srebrnej biżuterii

Biżuteria ściemniała a specjalna chusteczka do czyszczenia gdzieś się zawieruszyła? Zabrudzenia dodatków można usunąć za pomocą czterech składników dostępnych w każdym domu: sody oczyszczonej, soli kuchennej, folii aluminiowej oraz wody. Dno miseczki (nie może być metalowa) dokładnie wykładamy folią aluminiową i następnie wlewamy około 200 ml gorącej wody oraz wsypujemy po 2 łyżeczki soli i sody oczyszczonej. Roztwór mieszamy. Następnie wkładamy do niego na około 15 minut naszą zabrudzoną biżuterię. Po tym czasie biżuterię warto opłukać w ciepłej wodzie i wytrzeć do sucha. A teraz znów będzie błyszczeć jak nowa.

Neutralizacja nieprzyjemnego zapachu stóp

Regularne namaczanie stóp w roztworze wody z sodą oczyszczoną może pomóc zneutralizować ich nieprzyjemny zapach.

Alternatywny płyn do ust

Jeśli skończył nam się płyn do ust i nie mamy pod ręką natki pietruszki, z pomocą przychodzi soda oczyszczona. Do szklanki z wodą wsypujemy pół łyżeczki sody oczyszczonej Delecta. Taki płyn do płukania skutecznie odświeży nasz oddech.

Obniżanie kwasowości kawy

Jeżeli kawa sprawia wrażenie zbyt kwaśnej, wystarczy dodać szczyptę sody oczyszczonej, która zneutralizuje ten smak.

Jeśli jesteście ciekawi innych domowych porad, to koniecznie zajrzyjcie na .


Lifestyle

Vectus, Thunder, Motus – poznaj liderów depilacji laserowej!

Redakcja
Redakcja
19 sierpnia 2019
Fot. Materiały prasowe

Usuwanie owłosienia jest w dzisiejszych czasach jednym z ważniejszych zabiegów upiększających ciało. Miejsca z których pozbywamy się włosów zależą od indywidualnych preferencji, według własnych upodobań wybieramy też metodę. Dlaczego jednak nie zapomnieć o częstych i bolesnych zabiegach i nie wybrać tej, która trwale usuwa owłosienie, nawet z trudno dostępnych miejsc? Dzięki urządzeniom takim jak Vectus, Thunder i Motus, współczesna depilacja laserowa nie oznacza serii długich, bolesnych zabiegów. Laser jest w stanie pozbyć się włosów z trudno dostępnych miejsc, a także trudnego do usunięcia jasnego owłosienia. Przedstawiamy urządzenia wykorzystywane w przodującej w zabiegach depilacji laserowej warszawskiej Klinice Miracki.

Depilacja laserowa – jak działa laser?

Laser zakończony specjalną głowicą, emituje wiązkę, która jest pochłaniana przez barwnik włosa – melaninę. Wysoka temperatura niszczy włos wraz z cebulką. Jest to zatem jedyny sposób na to, aby trwale usunąć niechciane owłosienie. Nowoczesna technologia dodatkowo czyni zabieg komfortowym. Osiągnięcie pełnych efektów wymaga zwykle zaledwie kilku sesji. Niemniej ważnym atutem depilacji laserowej jest brak okresu rekonwalescencji.

Laser Vectus

Laser diodowy Vectus, emitujący fale o długości 810 nm, jest obecnie numerem jeden wśród tego typu laserów. Moc, jaką osiąga oraz zastosowanie w urządzeniu systemu Skintel, który kontroluje zawartość barwnika w skórze, sprawiają, że laser usuwa włosy z dużą dokładnością. Zminimalizowane jest ryzyko poparzenia skóry, gdyż urządzenie posiada system chłodzenia Advanced Contact Cooling. Depilacja laserem Vectus jest bardzo bezpiecznym i zarazem dość komfortowym zabiegiem. Mogą z niego skorzystać osoby o różnych odcieniach skóry i rodzajach owłosienia, o każdej porze roku, bez obawy o jakiekolwiek skutki uboczne. Laser Vectus jest przeznaczony do wielu partii ciała, w tym do depilacji twarzy, a procedura usuwania włosów może zamknąć się w kilku minutach.

Epilacja laserowa – Thunder MT

Laser Thunder, łączący w sobie cechy laserów o różnych długościach fal – aleksandrytowego i neodymowo-yagowego, to nowość na rynku światowym, która dopiero debiutuje w naszym kraju. Jest to urządzenie o bardzo dużej mocy, zdolne do emitowania fal o różnej długości. Do tego, laser jest wyposażony w skaner, który zapewnia szybkie usuwanie owłosienia, bez względu na jego rodzaj czy koloryt skóry. Włosy usuwane są w fazie wzrostu (anagenu), co oznacza trwałe pozbycie się ich. Laser Thunder MT posiada też własny system chłodzenia, dzięki któremu zabieg jest mało bolesny i komfortowy dla Pacjenta. Każda sesja trwa co najwyżej kilkanaście minut. Częstotliwość zabiegów laserem Thunder MT jest natomiast zależna od obszaru ciała oraz indywidualnych cech Pacjenta. Owłosienie jest zazwyczaj usuwane co kilka tygodni.

Motus

Laser Motus znakomicie wychwytuje melaninę, dzięki czemu z większą skutecznością niż inne urządzenia, usuwa włosy cienkie i te o jasnej barwie. Zabieg jest więc przeznaczony dla wszystkich rodzajów i odcieni owłosienia. Laser Motus posiada system Moveo, który odpowiada za sprawne poruszanie głowicy po skórze. Laseroterapia Motus obejmuje serię zabiegów, których liczba jest dobierana indywidualnie, w zależności od potrzeb. Efektem jest trwałe usunięcie włosów wraz z cebulkami. To jeszcze nie wszystko – zabieg laserem Motus, dzięki specjalnej końcówce szafirowej schładzającej skórę, nie należy do bolesnych i nie wymaga rekonwalescencji.

O szczegółach depilacji laserowej w Klinice Miracki w Warszawie przeczytasz na stronie:


 

Artykuł sponsorowany


Zobacz także

Mam 58 lat i rok temu zafarbowałam włosy na rudy kolor. Dziś jestem znowu szczęśliwa, ale nie tylko dlatego, że znalazłam miłość

50 sposobów na szczęśliwe życie. Sposób nr 6 – Nigdy nie przestawaj marzyć!

Starość? Dziękuję, to nie dla mnie!