Lifestyle

„Nie nadajesz się! Nie powinnaś mieć więcej dzieci”. Jak musisz żyć, by nazywano cię dobrą matką

Matka, żona i kłopoty
Matka, żona i kłopoty
13 grudnia 2019
iStock/Nomadsoul1
 

Znajoma rozwodzi się z mężem. Mają dwie córki. Jedna lat jedenaście, druga dziewięć. Rozwód w przyjaźni (na tyle, na ile to w ogóle możliwe), mąż wyprowadził się kilka domów dalej. Razem z nim jedna z córek (ta młodsza).

– Ale jak się na to zgodziłaś?! – na jednym ze spotkań zaatakowały ją koleżanki. – Przecież ona ma dopiero dziewięć lat. – Ale ja ją codziennie widzę! Dlaczego mam jej zabronić?! Tak wybrała. Cisza. W końcu odezwały się odważniejsze: „Bo jesteś matką?”. „Bo to matka powinna zajmować się dziećmi?”. „Bo jak to córka z ojcem?”. „Nie będziesz żałować?”. „Bo dziewczynki powinny wychowywać się razem”.

Znajoma odpierała ataki coraz bardziej zdenerwowana: „Ależ wychowują się razem, codziennie widują, chodzą do tej samej szkoły. Po prostu gdzie indziej śpią”.

Inna koleżanka opieką nad synem dzieli się pół na pół. Syn też już ma 9 lat, więc opieka naprzemienna nie budzi takich kontrowersji wśród ludzi jak na początku. Ale gdy ona i jej były partner o tym decydowali – syn miał dwa lata. „Co za egoistka” – mówiono o matce. „Skąd taka decyzja? Dziwne…”. Tymczasem dla koleżanki to był kompromis, zgoda na to, że nie jest lepszym rodzicem, który ma większe prawa tylko rodzicem, który ma takie same prawa jak drugi rodzic. Równouprawnienie, tak? Ale cóż, w Polsce do opiekowania się dziećmi jest tylko matka. Ojciec to tylko dodatek. Dzięki niemu tworzy się rodzinę kompletną. Ojciec ma swoje obowiązki, ale nie istnieje bez kobiety.

Widać to doskonale u lekarza (pediatrzy, pielęgniarki głównie instruują matki), na plaży (głównie bawią się mamy) i na imprezach rodzinno– świątecznych. Dziećmi zajmują się  matki, a jeśli się nie zajmują, bo na przykład siedzą sobie na kanapie z drinkiem (herbatą, kawą, kieliszkiem wina) i rozmawiają z teściową i innym gośćmi, to zaraz zaczynają się komentarze. Łagodne: „Boże, jakiego masz wspaniałego męża, on się tak zajmuje dziećmi” (bo te dzieci nie są przecież jego, tylko wyłącznie tego lenia na kanapie co woli drinka (herbatę, kawę, kieliszek wina) od układania puzzli. „Ty to jesteś farciara, że możesz sobie posiedzieć” (no tak, bo dziesięć minut siedzenia w życiu matki to luksus).

Ta presja społeczna (wychowanie też) sprawia, że każda matka jest bardzo wdzięczna (WDZIĘCZNA) ojcu dziecka, gdy jest dobry, ba nawet poprawny. Że zostanie z dzieckiem na weekend („Dziękuję, kochany, wreszcie mogłam się wyspać”), że da jej wolną niedzielę, czy sobotę, że pozwoli wyjść z koleżankami. Na tym się ostatnio złapała moja przyjaciółka, która wyjechała i zostawiła dzieci z eks. „Milion razy mu dziękowałam, bo to nie był jego weekend. A kurczę, czy on mi dziękuje, gdy to ja idę mu na rękę?! Nie, to oczywiste. Jestem przecież matką”.

A ja się pytam WTF? Gdzie jest napisane, że dobra matka to matka na 100 proc. I zawsze.

Dlaczego oni (mężczyźni) mogą:

– dużo pracować (wtedy zarabiają na rodzinę), a my już nie (bo słyszymy: pracoholiczka, a dzieci same).

– mieć romanse ( ech, kryzys wieku średniego i ta żona nie taka) i nas porzucać, układać sobie życie i wiele osób życzy im szczęścia, ale gdy zrobi to kobieta bez wyraźnego powodu (przemoc na przykład), to wszyscy patrzą na nią, jakby była kompletną wariatką?

– spać do południa w weekend (gdy ona śpi– to znak, że jest leniwa)

– nie wiedzieć, gdzie leży pielucha, zabawka, ręcznik (biedna matka, która tego nie wie)

– przeżywać depresję, gdy ona musi ogarniać rzeczywistość (matka z depresją to matka wyrodna. Ciekawe skąd ona ma czas na depresję?! No skąd).

Najgorsze jest to, że to często nie mężczyźni wtłaczają się w taką rolę. My to robimy. Oceniając swoje córki, synowe, siostry, przyjaciółki, koleżanki, znajome. Mając jedną wizję macierzyństwa, która to wizja wygląda tak: grzeczna, idealna matka wstanie rano, ogarnie dzieci, porozwozi, uda się do pracy bądź do sprzątania, wróci, odbierze dzieci, ogarnie, ugotuje, upiecze, odrobi lekcje. Oczywiście, czasem się wkurzy, czasem ucieknie, ale wszystko w granicach normy. Nie zaszyje się w łóżku, nie zrobi niczego szalonego. Bo jest odpowiedzialna. A facet? No cóż, facet, taki słabszy gatunek.

I to się dzieje w XXI wieku, gdzie krzyczymy o równouprawnieniu.

Jakiś czas temu moja znajoma powiedziała, że ja NIGDY nie powinnam mieć drugiego dziecka, bo nie jestem matką typową. Powiedziała to głośno, na imprezie u znajomych, wśród tłumu ludzi, również obcych, którzy nie znają historii mojego życia. Zatkało mnie.

Co to znaczy być matką nietypową?

– to znaczy przeżywać w swoim macierzyństwie prawdziwe kryzysy i nie bać się o tym mówić?

– to znaczy dzielić się z mężem opieką pół na pół? (obowiązkami, gdy jest się razem, a czasem nawet uznać, że partner jest w czymś lepszy?)

– to znaczy nie gadać tylko o dziecku przy bezdzietnych znajomych?

– to znaczy wciąż mieć swoje życie?

– to znaczy nie codziennie gotować obiady z trzech dań?

– to znaczy pozwolić córce zamieszkać z ojcem?

Kto tworzy te zasady? Matki, które boją się tego, jakimi same są matkami? Kobiety, które lubią, które czerpią siłę z tego, że są w czymś może lepsze od innych? Pytam, bo nie wiem.

Ja muszę się borykać tylko z tym, że ktoś mi powie, że siedzę na kanapie, a mój mąż tyra (co jest gówno nie prawdą, bo są dni, że ja też tyram).

Kobiety, które mają opiekę naprzemienną– ze zdziwieniem i ostracyzmem. Ale co mają powiedzieć te, które mężów porzucają?

Sorry, to, że przestałaś być matką nie znaczy, że przestałaś być kobietą.

To, że jesteś matką, nie znaczy, że ktoś inny nie jest ojcem i nie ma takich samych obowiązków.

To, że jesteś matką nie jest równoznaczne (niestety) z tym, że jesteś lepszym rodzicem. Nie znaczy, że dziecko jest twoją własnością.

I naprawdę nie znaczy też, że nie masz prawa odpoczywać, nawalać i być po prostu zwyczajnym człowiekiem.

A dla młodszych kobiet mała rada: zanim wybierzesz mężczyznę na ojca swojego dziecka, zastanów się dobrze, czy on ci pozwoli na bycie sobą. I czy będzie (współ)odpowiedzialny za rodzinę. Będzie cię wpychał w stereotypową rolę, czy będzie się razem z tobą śmiać z tego, co prawdziwa matka powinna. Jeśli czujesz, że to tylko ty będziesz wstawać po nocach, gotować i brać na siebie wszystko – uciekaj gdzie pieprz rośnie.


Lifestyle

Ludzie czasem mówią: „będę mieć życie piękne”. Najczęściej, gdy są młodzi. 7 wskazówek jak być sobą

Matka, żona i kłopoty
Matka, żona i kłopoty
26 grudnia 2019
Fot. i Stock / Justin Horrocks
 

Te święta dla K. są świętami ostatnimi. Przez 15 lat walczyła z nowotworem. Dziś przerzuty ma już wszędzie. Nerki, żołądek, pęcherz, kości.

Dzień przed Wigilią zadzwoniła do najbliższej przyjaciółki. I powiedziała:

–  Proszę cię, nic nie mów. Żadnego: „wszystko będzie dobrze”, „jeszcze nic nie jest stracone”. Nie płacz, posłuchaj: „To już na pewno końcówka, nic się nie da zrobić, jestem za słaba na kolejną chemię. Jestem lekarzem, wiem to. Ale nie boję się. Mam 70 lat, przeżyłam życie, jak chciałam.  Mam dwie córki, wnuki. Przyjedź do mnie w niedzielę, chcę się z tobą pożegnać”.

Przyjaciółka płakała dopiero potem. Poważnie potraktowała słowo: „koniec”. K. jest onkologiem. Przez lata rozpoznawała u ludzi nowotwory i pomagała je leczyć, sama też, zresztą, odkryła swojego pierwszego guza. Przez 15 lat mówiła: dam radę. Dziś wie, że już rady nie da.

K. była wśród przyjaciółek wyjątkiem, bo robiła rzeczy nietypowe dla kobiet ze swojego pokolenia: nie gotowała obiadów codziennie, kochała pracę,  pomagała ludziom, pacjenci ją uwielbiali,  zostawiła męża, którego przestała kochać, podróżowała. I  powtarzała: to od nas zależy, jak żyjemy.

Tak, ludzie czasem mówią: „będę mieć życie piękne”. Najczęściej, gdy są młodzi. Wierzą, że zrobią karierę, będą szczęśliwi w miłości, że osiągną co chcą. K. wierzyła zawsze. Do końca. Powtarzała: „Bądź po prostu sobą”. Czasem się śmieję. Znam tak mało kobiet, które potrafią być sobą. Ale K. mówiła, że to proste. Kiedyś jej córka spytała: „Mamo, ja bym chciała być taka jak ty, jak to zrobić”. A K. odpowiedziała:

Nie oszukuj się

Potrafiłam w życiu podjąć trudne decyzje. Na początku każdej z nich była szczerość wobec siebie: „Ta praca mi nie pasuje”, „Ta przyjaciółka nie jest dla mnie najlepsza”, „Nie jestem tam, gdzie chcę”, „Podejrzewam męża o zdradę. Czuję ją w powietrzu”.  Mamy zadziwiającą skłonność do uciekania przed pragnieniami. Dla komfortu i spokoju. Nie możesz być sobą żyjąc w kłamstwie.

Postaw sobie cel i się go nie bój

Ale taki, którego naprawdę chcesz. Nie, że kariera, bo to jest synonimem sukcesu. Dom, mieszkanie, wszystko co wypada. Przecież to w ogóle może nie być twoje.

Ja, na przykład, wiedziałam, że nie będę pracować od 8.00 do 16.00. Że muszę o wielu rzeczach sama decydować. I że moja praca musi mieć sens. Dlatego zostałam onkologiem. Dlatego też awansowałam.

Nie musisz robić tego, co wszyscy

Zobacz, nigdy nie upiekłam ciasta. Moja teściowa, twoja babcia spojrzała na mnie kiedyś z pogardą: „Co to za kobieta, która nie piecze ciasta”, odgryzłam: „A co to za kobieta, która nie leczy innych?”. Nie ma jednej definicji bycia kobieta. Nie ma jednej definicji bycia fajnym człowiekiem. Pamiętaj o tym.

Pomagaj innym

Dziel się pieniędzmi, czasem, wiedzą. To da moc tobie, szczęście innym i zawsze się zwróci. Odkryłam to w chorobie.

Zastanów się, o co ci chodzi w miłości

Mnie chodziło o wierność i spokój. Gdy tego nie dostałam, odeszłam. Ale tobie może chodzić o coś zupełnie innego. Ważne, żebyś to wiedziała i potrafiła tę wiedzę wykorzystać w życiu. Ale proszę, nigdy nie bądź z nikim, kto cię nie szanuje, nie poważa. I nie odwzajemnia twojego uczucia w 100 proc. Przysięgam, to się zawsze odwróci przeciwko tobie.

Naucz się rezygnować

Ze wszystkiego co przychodzi zbyt trudno i za długo czekasz. Albo w końcu rozumiesz, że nie możesz tego mieć. Mądra kobieta jest pewnie cierpliwa, ale nie wiem czy bez sensu uparta.

Nie płacz za długo

Szkoda łez, oczu, czasu i nerwów. Z umartwiania się jeszcze nikomu nic dobrego nie wyszło. A ja cię zapewniam, a przecież wiem, o czym mówię, życie jest zbyt krótkie.

Nie trać czasu na niewłaściwych ludzi

Kiedyś bliska mi osoba powiedziała, że nie cierpi ludzi. Że musi się napić przed imprezą, żeby być miłą. Jeśli musisz pić – to uciekaj. Szukaj ludzi przy których będziesz zwyczajna. Z którymi pogadasz o Bogu i pogodzie, nie będziesz musiała nic udowadniać. To oni z tobą będą.

P.S Ściskam mocno K., a jej przyjaciółce, swojej mamie, życzę jutro dużo siły. Żeby nie płakała żegnając K., tylko cieszyła się, że jej przyjaciółka przez całe życie była po prostu sobą. Żyła jak chciała i z kim chciała. A to jest chyba najlepsza rzecz, jaką możemy dla siebie zrobić.


Lifestyle

„Zaraz zwariujęęę, mam za dużo obowiązków”. Z pamiętnika Kobiety Ogarnę Wszystko

Matka, żona i kłopoty
Matka, żona i kłopoty
4 grudnia 2019
5 zaskakujących rzeczy, które mogą obniżyć twoją inteligencję
Fot. iStock / ArtMarie

Jest piątek, 3.00 w nocy, budzik dzwoni co pięć minut. „Ratunku” jęczy ona. Próbuje znaleźć kawałek przestrzeni, żeby chociaż odwrócić się na drugi bok. Niemożliwe. Pół centymetra w lewo: pies (Boże, dlaczego pięciomiesięczna suka śpi w łóżku? Przecież psy ogarniętych ludzi śpią na legowisku, do sypialni nie mają nawet wstępu), pół milimetra w prawo mąż. „Posuń się” mruczy ona. „Masz caaaałe łóżko”. O nie, nie całe. Po drugiej stronie leży dziecko. Jakie dziecko – to prawie nastolatek, nocna gorączka, zapalenie oskrzeli i lęki.  Kto by wyrzucił człowieka z łóżka o tej porze. Przecież łóżko jest duże. A, jest jeszcze kotka. A przepraszam, dwie. One też lubią pospać wygodnie. Poirytowane nowymi domownikiem (psem) nie odpuszczają. One też mają prawo do bliskości, prawda?  Ratuuuuunku. Ona w końcu zwleka się, by pracować. Spóźniona (jak zwykle), zdenerwowana (jak  często).

Kilkadziesiąt maili, sporo wiadomości na Facebooku. „Możesz w końcu oddzwonić? Odpisać?” Przyjaciółki, koleżanki, współpracownicy.

„Zwariuję” myśli ZWARIUJĘ. „Jestem człowiekiem porażką” biczuje się. Wczoraj na chwilę włączyła telewizję śniadaniową. Pani X, modelka opowiadała o swoim życiu: rano o świcie joga, potem spokojnie śniadanie. Zdrowe soki, zakupy w sklepie eko, potem relaksujący dzień. Spokojne pisanie książki (oesu, od kiedy jakiekolwiek pisanie jest spokojne). Nie lepiej z Ewą Chodakowską, królową polskich ciał. Zawsze miła, szczęśliwa, zorganizowana, ogarnięta. „To na pewno dlaczego, że nie ma dzieci” myśli ona i serio wstydzi się tego myślenia, bo tak się zachowują tylko żałośni hejterzy. „No ale ma dzieci w wieku szkolnym, ma dwa koty, psa?” Nie ma? No nie ma. To o czym my mówimy.

Niestety, niektóre matki też wydają się być królowymi zen. O trzeciej w nocy, to one najwyżej jeszcze nie śpią, bo robią babeczki na kiermasz dla dziecka, a nie szamoczą się jak wariatki, by w nerwach odgruzowywać życie.

Z Facebooka (no dobra poza polityką) bije szczęście i harmonia. Wszyscy czytają książki, dbają o duchowy rozwój, wyjeżdżają, pracują w fajnych miejscach. Są ZORGANIZOWANI, poukładani, szczęśliwi i tak, k… mądrzy, że się w głowie nie mieści.

Ona przeżyje dzień w biegu. Koło książki nawet nie postoi. Po świeże bułki do sklepu, na długi spacer z psem, oddzwoni w ileś miejsc, żeby nikt nie poczuł się urażony ( i tak czuje się większość), odpowie na maile ( na ileś i tak nie powie), zrobi śniadanie, obiad, kolacje. Pouczy się angielskiego, odrobi matematykę ( w końcu sama jest w szkole, prawda?!), pojedzie do lekarza jednego, drugiego, do trzeciego po wynik badań dziecka z przedwczoraj, zadzwoni do mamy, ojca, ciotki, siostry.

Wieczorem i tak położy się spać z poczuciem winy jak stąd do innej galaktyki, bo

– jakiś lekcji jednak nie dopilnowała

– za mało rozmawiała z dzieckiem

– on jednak za dużo gra w Minecrafta

– pracowała za dużo, a i tak niedostatecznie dokładnie

– za mało przytulała koty

– nie poszła pobiegać ( spacer– bieg z psem się nie liczy)

– praca mogłaby wykonywać lepiej, a nie gorzej

– na kolację można by jednak zrobić coś bardziej wyrafinowanego, a nie makaron z warzywami

– tę czekoladkę to już jednak można było sobie darować ( haloo, widzisz lustro, dziewczyno? Ileż razy można ci powtarzać, że szczupły tyłek nie lubi się z czekoladkami)

– ten kieliszek wina jednak był niepotrzebny ( bo po nim był grany ser pleśniowy)

– bo nie jest tak idealna jak panie z telewizji, z gazet i licho wie z czego jeszcze

– nie jest tak idealna jak wszystkie, pracujące i ogarniające życie koleżanki

I będzie miała tylko jedną myśl: „Po ch..ja ja tak żyję?!” Tak nieuważnie, tak szybko, tak stresująco, z takim ciężarem, żeby być ciągle lepsza, żeby spełniać oczekiwania, żeby nikogo nie rozczarować, w tym siebie przede wszystkim. Bo zawsze jest ktoś lepszy, mądrzejszy, ładniejszy, chudszy i serio można wyzionąć ducha od nieustannego stawania sobie wyżej poprzeczki.

Nie, nie dam rady. Tak powie jutro powie. Wszystkim. A przede wszystkim sobie. Że basta.  I przypomni sobie cytat z ukochanej Buki, którą koleżanka wrzuciła rano na Facebooka: „mam tyle do zrobienia, że sama nie wiem co olać jako pierwsze”

PS. O 23.00 SMS: ja chyba jutro oleję wszystko. Wiesz, nie wstanę na ten kiermasz, w nosie z angielskim i tenisem. Niech dzieciaki same idą.

„Oczywiście” odpisuję „Olej”

To już lepiej, prawda? Wypuściłyśmy trochę żółci. Rano obudzimy się grzecznie i wrócimy do swoich zadań. Postoimy na kiermaszu. Ciasto upieczemy, pouśmiechamy się. Ale od jutra… od jutra to naszą matką asertywność. Od jutra olejemy wszystko.

To byle do jutra.

🙂 Nie mogę się doczekać. Ona na pewno też.


http://www.farm-pump-ua.com/

www.steroid-pharm.com/trenbolone-acetate.html

Камагра Soft