Lifestyle

Bo miłość, ta prawdziwa, nie odchodzi nigdy. Odżywa, z każdym wspomnieniem, rocznicą i świeczką tlącą się na grobie. List do teściowej

Listy do redakcji
Listy do redakcji
28 lutego 2017
Fot. iStock
 

Wiesz mamo…

czasem miałam wrażenie, że tylko tobie było ciężko, gdy on umarł. Mój mąż a twój syn, a przecież obie kochałyśmy go tak samo mocno, choć skrajnie inaczej. Pamiętasz, że kiedyś denerwowałam się, jak powtarzał, żebym ułożyła sobie życie, gdy odejdzie? Mówiłaś, żebym się mu nie dziwiła, że się o mnie martwi, że chce dla mnie jak najlepiej. Bo przecież jeszcze jestem młoda, jeszcze wszystko będzie można zbudować na nowo i z kim innym, gdy ból już pozwoli oddychać i stawiać kolejne kroki.

A potem przez blisko 5 lat pilnowałaś, żeby się nikt do mnie nie zbliżył i powtarzałaś, że nie wolno mi zapomnieć. A to przecież i tak niemożliwe, bo gdy kochasz ponad wszystko, to też ponad śmierć i na zawsze. Tylko już inaczej, bo na dnie serca chowasz najpiękniejsze wspomnienia, żeby dawały ci siłę, gdy tęsknota zabiera sen. A ja i tak nie szukałam i nie chciałam nikogo innego, bo rany po tamtej nocy, gdy kazali nam się z nim pożegnać, cały czas tętniły i nie chciały się zagoić. Kazałaś mi chodzić na cmentarz, najlepiej codziennie, choć widziałaś, jak wiele mnie to kosztuje, jak bardzo łamie w pół i nie pozwala się podnieść. Tak jakby miarą żałoby i niewyobrażalnego żalu, była ilość wylanych łez, czarnych ubrań i klęczenia przy płycie pomnika. Dlaczego mi nie pozwoliłaś, cierpieć w sobie, myślałaś, że moja miłość, prysła wraz z ostatnim uderzeniem jego serca?

Podziwiałam cię przez tyle lat, bo byłaś taka silna i dzielna. I nigdy się nie poddawałaś, nie upadałaś, nie wątpiłaś. A widziałam wszystko, choć skrywałaś prawdę, ukrytą w twoich zatroskanych oczach. Bo co czuje matka, której dziecko umiera przez tyle lat? Codziennie od świtu do nocy karmione garściami tabletek, z popękanymi od kroplówek żyłami, z wychudzonym ciałem, Gdy patrzy, jak męczy się targane chorobą i boi. Ciągle się boi, bo zdaje sobie sprawę, że jutro może dla niego nie nadejść. Jak ma go pocieszyć i nie okłamać? Jak ukryć, że dławi ją strach, że nocą nasłuchuje czy jeszcze oddycha, że chowa wzrok, gdy syn kolejny raz pyta ją, czy musi odejść. I zastanawia z głośną pretensją, co złego zrobił i za czyje grzechy pokutuje. Patrzyłam, jak się dwoisz i troisz, jak usiłujesz ochronić go przed nieuniknionym, jak wierzysz na przekór wszystkiemu. Bo nawet wtedy, gdy już oddychał za niego respirator, gdy lekarze tylko z rezygnacją kręcili głowami, głaskałaś go po głowie i mówiłaś, żeby ich nie słuchał, że jeszcze wrócicie razem do domu. A potem siedziałaś skulona przy pustym łóżku a ja nie wiedziałam, co ze sobą zrobić. Bo też cierpiałam, bo też straciłam ukochanego człowieka, bo moje serce też wtedy pękło.

Nie mam do ciebie żalu, choć bolało, gdy mnie zmuszałaś do oglądania zdjęć z pogrzebu, gdy dzwoniłaś po kilka razy dziennie i opowiadałaś, że znowu ci się śnił i mówił, że jest „tam” szczęśliwy. A ja za każdym razem przeżywałam wszystko na nowo, rozszarpywałam każdą bliznę, sypiąc na nią sól z twoich gorzkich słów. Że nie wypada już się uśmiechać, że nie wolno czekać na nowe, że żoną się jest do końca swoich dni, bo przecież potem znów się spotkamy. To dlatego tak długo byłam sama i uciekałam przed każdym uczuciem, bo wmawiałaś mi wierność i lojalność, mimo tego, że lata mijały, a ja już chciałam odrodzić się na nowo. Tak jak on chciał, tak jak sama pragnęłam, bo to nie ty budziłaś się z krzykiem w nocy zupełnie sama. Wstydziłam się swoich myśli, ganiłam za każde spojrzenie na innych mężczyzn, spowiadałam, gdy zdarzyło mi się obudzić rankiem w obcej pościeli. Patrzyłaś na mnie wtedy z wyrzutem i pretensjami, wymagałaś przeprosin i bicia w pierś, że już nigdy więcej. A gdy wybrałam swoją drogę, powiedziałaś, że nie byłam jego warta, że już nie będziesz udawać ze mną rodziny.

Nie chciałaś zrozumieć, że każda z nas ma swoją ścieżkę cierpienia, że serce matki kocha inaczej niż serce żony. Że dalsze życie i tak nadejdzie, bo to nie dla nas się skończyło, bo to nie nas przykryła czarna ziemia. Wolałaś dać się pomiatać emocjom, wykrzykiwać krzywdzące słowa i mówić, że tylko ty poniosłaś stratę.

Wiesz mamo, jestem ci wdzięczna za niego. I wszystko wybaczam, bo wiem, że rozpacz potrafi pomieszać zmysły, zaślepić i zmieniać. I może nawet kiedyś usiądziesz ze mną, a ja ci opowiem, co wtedy czułam. Że nie płakałam, bo nie potrafiłam, że uśmiechałam tylko po to, by uniknąć pytań. A w swoich czterech ścianach zasypiałam w jego swetrze panicznie obawiając się dnia, kiedy przestanie nim pachnieć. I gryzłam poduszkę w niemym krzyku, bo nie umiałam znieść jego nieobecności. Nie godziłam z jego zniknięciem, obwiniałam i miałam pretensje, że nas zostawił. I zła byłam, gdy siłą wyciągałaś mnie z domu i kazałaś stać długie godziny nad jego grobem. I nie odzywałaś, gdy wykrzyczałam ci, że wcale go tam nie ma.

Chcę ci powiedzieć, że już nie będę się oglądać i czekać, bo wiem, że on nie wróci. Że znowu marzę, by przy kimś zasypiać i się budzić, znowu komuś powiedzieć „tak”, gdy zapyta, czy pragnę go  na zawsze. I, że to nie znaczy, że zapomniałam, że się wyparłam. Bo miłość, ta prawdziwa, nie odchodzi nigdy, czasem tylko zasypia gdzieś ukryta, bo wie, że jej czas się skończył. Ale odżywa, z każdym wspomnieniem, rocznicą i świeczką tlącą się na grobie. I ciepłym uśmiechem, który miał po tobie.

Twoja synowa


Lifestyle

Moje życie wciąga mnie niczym ruchome piaski, z których nie potrafię się uwolnić, przytłacza i woła do mnie „nie dasz rady”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
1 marca 2017
fot. iStock/ Kontrec
 

Bardzo lubię Wasze teksty, czytam je z wielką przyjemnością i za każdym razem, gdy piszecie o zmianach, wzięciu życia w swoje ręce, podjęciu ryzyka, czuję, jakbyście specjalnie dla mnie to napisały. Przez długą chwilę po przeczytaniu nawet wierzę, że będę w stanie ruszyć z miejsca, czuję wewnętrzną motywację i chęć. A potem zanurzam się w codzienności i zapominam o wszystkim, co bym chciała i o czym marzę – moje życie wciąga mnie niczym ruchome piaski, z których nie potrafię się uwolnić, przytłacza i woła do mnie „nie dasz rady”.

Gdy jako nastolatka myślałam o swojej przyszłości, nigdy nie przypuszczałam, że będzie ona właśnie taka – nudna, przewidywalna i bez wyrazu. Bezpieczna, mało wymagająca praca od zakończenia studiów, ten sam mężczyzna od liceum, to samo miasto i przyjaciele od urodzenia. Na życie innych patrzę jak na film przygodowy – podróżują, zmieniają zawody i branże, rozwijają się, kochają i rozstają, zmieniają adresy, zainteresowania i hobby. A ja? A ja wciąż siedzę na miejscu widza i jestem jedynie biernym obserwatorem rzeczywistości. Dni przeciekają mi między palcami, tak jednowymiarowe, tak do siebie podobne, że właściwie nie mają już znaczenia. Coraz mnie rzeczy mnie cieszy, coraz mniej zachwyca i sprawia, że czuję ekscytację. Wszystko przyjmuję beznamiętnie, bez smaku, coś po prostu jest, zdarzyło się i tyle.

Mój związek jest… właściwie to samo słowo „jest” wystarczy na jego opisanie. Nie ma w nim fajerwerków, porywów miłosnych, uniesień motywowanych pasją i wielkim uczuciem – choć z pewnością darzymy się sympatią i pozytywnymi uczuciami. Jesteśmy w naszej relacji tak bardzo poprawni, że aż nienaturalni. Wspólne śniadania przed wyjściem do pracy, zakupy w piątkowe popołudnie, seks w sobotę (choć i to nie zawsze), obiad u jednych lub drugich teściów w niedzielę. On wyrzuca śmieci i odkurza, ja gotuję i prasuję. On ma swoje mecze w środy, ja serial w poniedziałek i czwartek. I tak trzymamy się siebie od 15 lat, od czasów liceum, bo to przecież jest tak oczywiste i wszyscy wiedzieli, że skończymy jako małżeństwo. Tylko czy w ich przewidywaniach byliśmy też nieszczęśliwi i osamotnieni? Dziecko pewnie też niedługo będziemy mieć – on już o tym wspomina coraz częściej, a ja, pchana siłą powinności i przewidywalności, pewnie zostanę matką. Bo tak trzeba, bo nie umiem powiedzieć, że nie czuję się gotowa, że nie chcę wychowywać go w takim związku.

Zazdroszczę wszystkim, którzy czują te mityczne motyle w brzuchu, zatracają się w miłości bez strachu i obawy o utratę gruntu pod nogami. Dla mnie mój mąż jest właśnie takim gruntem – solidnym, stałym i bezpiecznym. Nie umiem rzucić się na głęboką wodę i zaryzykować, choć wiem, że życie właśnie na tym polega, że bez tego nie można poznać jego prawdziwego smaku. Ale co z mężem? Co z naszymi rodzinami? Czy to nie byłoby szczytem egoizmu – własne szczęście przedłożyć nad szczęściem innych? Tyle lat razem wyrzucić na śmietnik, powiedzieć „cześć, na razie, to jednak nie to”? Boję się też tego, że nie znajdę nikogo innego, że ta Miłość przez duże M wcale nie musi zdarzać się zawsze i każdemu. Lepszy wróbel w garści, niż gołąb na dachu, prawda?

Moja praca bardzo przypomina mój związek – trzymam się tego, co dobrze znam, choć nie daje mi to już satysfakcji i sprawia, że życie traci swoje barwy. Ta sama firma od lat, odkąd skończyłam studia, ten sam szef, te same żarty na spotkaniach integracyjnych i kilkanaście razy powtarzane anegdoty. To samo biurko, dokumenty, raporty i analizy – czasami mam ochotę wrzucić wszystko do niszczarki, trzasnąć drzwiami i wykrzyczeć wszystkim „stać mnie na więcej! To nie jest moje miejsce”. A potem przychodzi paraliżujący strach – a co z kredytem? Co z ubezpieczeniem zdrowotnym – jeden wyrostek, dłuższa choroba i koniec. Co z emeryturą, muszę mieć etat! Proza życia zabija chęć do zmian, przykleja mnie do krzesła i każe palcom stukać monotonnie w klawiaturę, tak, jak robią to codziennie od lat. Klik, klik, klik.

Najbardziej boję się, że już zawsze tak będzie. Że nigdy nic się nie zmieni, bo nie znajdę w sobie wystarczająco sił na przełamanie tego impasu. Patrzę na przyjaciół, znajomych, obcych ludzi z wielkim podziwem – czy oni się nie boją? Czy ryzykują bez obaw o porażkę, maja jakiś plan B w sytuacji niepowodzenia? Czuje się, jakby ktoś wyprasował moje życie, pozbawił je wszelkich zagnieceń, fal i wzniesień, wyprostował wręcz boleśnie. I tak ślizgam się po tej gładkiej tafli marząc o potknięciu się na jakiejś wyrwie, przeskoczeniu przez rysę, zrobieniu małego choćby uszczerbku. Marzę… może kiedyś odważę się na coś więcej.

Zapisz


Lifestyle

Mam piękne oczy, lubię kształt moich uszu i piegi na nosie, a ty? Akcja „Jestem siebie warta”

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
28 lutego 2017
Fot. iStock / Voyagerix

Spójrz w lustro. Tak, zrób to proszę, teraz.

Co widzisz? Kogo?

A teraz wymień trzy rzeczy, które lubisz w swoim wyglądzie. Obojętnie co. To mogą być dołeczki w policzkach, gdy się uśmiechasz, błysk w oku, to jak układa się ten niesforny kosmyk włosów na czole, albo ta malutka zmarszczka od śmiechu – ją też możesz lubić. Popatrz jeszcze przez chwilę w swoje odbicie, pewnie znalazło się coś jeszcze, czego za żadne skarby świata byś nie zmieniła.

Na pewno są też rzeczy, które ci przeszkadzają. Nie, zupełnie nie chodzi o to, że mogłabyś mieć mniejszy nos albo ściślej przylegające uszy, przecież nadal masz być sobą, bo własnie taka jesteś najpiękniejsza. Ale gdybyś poświęciła sobie odrobinę czasu…

Jesteś siebie warta, dlatego jesteś warta uwagi, pieszczot, emocji, uczuć i tych przyziemnych, cielesnych drobiazgów. Zasługujesz na to, by poświęcić sobie uwagę, by zająć się swoim ciałem. By podarować sobie relaks i pielęgnację. A czy wiesz dlaczego to tak ważne?

Żebyś już nigdy nie musiała gdybać!

„Nie byłoby tak źle, gdyby nie te… worki pod oczami, szara cera, łamliwe włosy, zmęczona twarz, smutne oczy itepe, itede…

Dziś miłe panie, robimy sobie dzień pielęgnacji. Jak na babskim wieczorze, ze wszystkimi atrybutami, świece, maseczki, peeling, krem. Maska na włosy i włóczęga w szlafroku. Zaszalejcie i nałóżcie (te fantastyczne kosmetyki z Eveline Cosmetics możecie również wygrać w naszej akcji). Rozpieśćcie się trochę.

A po tym wszystkim wyciągnijcie się wygodnie na kanapie, weźcie głęboki oddech i pomyślcie, co jeszcze w sobie lubicie. Bo jesteście warte tego, by siebie kochać i puścić do siebie oko w lustrze.

Co trzeba zrobić?

jestem siebie warta — kopia

Przez najbliższe trzy tygodnie będziemy was motywować i wspierać w odkrywaniu swojej prawdziwej wartości. Jesteśmy warte o wiele więcej, niż nam się wydaje. Zasługujemy na to wszystko, co oferuje nam świat – i przede wszystkim na to, na co same pracujemy.

W kolejnych wyzwaniach, będziemy razem odkrywać swoje mocne strony, kobiecość, cielesność i siłę – wszystko po to, by raz na zawsze sobie udowodnić, że jesteśmy siebie warte!

W komentarzach do naszych artykułów w ramach akcji – piszcie, co fajnego/dobrego/ulubionego udało wam się w sobie znaleźć każdego dnia. Za co się lubicie, co w sobie podziwiacie, z czego jesteście dumne! Na pewno będzie w czym wybierać.

I pamiętajcie, na ten Dzień Kobiet – same podarujcie sobie właśnie siebie – tę prawdziwa,  najpiękniejszą!

Najfajniejsze, najpiękniejsze, najbardziej śmieszne czy wzruszające komentarze – nagrodzimy świetnymi i bardzo kobiecymi nagrodami. Bo przecież Dzień Kobiet nie może odbyć się bez prezentów.

🌺Bądźcie z nami – i piszcie regularnie.🌺

Akcja trwa 🌸od 22.02.2017 do 14.03.2017🌸. Wyniki zostaną opublikowane do 21.03.2017 roku.

Nagrody:

evelinecosmetics logo przezroczystosc

5 x zestaw kosmetyków , składający się z:

  • LUKSUSOWY ULTRA-UJĘDRNIAJĄCY KREM-SERUM 40+,
  • LUKSUSOWY ZŁOTY KREM-SERUM,
  • LUKSUSOWY ZŁOTY KREM POD OCZY I NA POWIEKI.
P_piel_gle_krem 40(1) P_piel_gle_krem-serum P_piel_gle_oczy

Logo-TIME FOR WAX

1 x Zaproszenie na dowolną usługę depilacji woskiem w salonach w całej Polsce.

Zdjęcie nagrody-zaproszenie

1 x Voucher uprawniający do otrzymania rabatu 50% na usługę depilacji w salonach w całej Polsce.

Zdjęcie nagrody voucher

yes_logo_nowe_czarne

3 x do wyboru przez Laureatkę jeden z prezentowanych poniżej elementów biżuterii marki YES

ab-s-000-swa-nncl609 ab-s-000-swa-zncl608 ab-s-000-swa-incl607
ab-s-000-swa-nncl610 ab-s-000-swa-ibcl609

6 x zestaw eleganckich koszy składający się z:curver

  • Koszyk Emily KNIT 1szt
  • Koszyk prostokątny KNIT rozmiar S 1 szt
  • Koszyk prostokątny KNIT rozmiar XS 1 szt
  • Koszyk okrągły KNIT rozmiar XS 2 szt.

5 x zestaw książek składający się z:

zołzy_CMYK_300_3D chórzystki_3d

Chórzystki to książka o emancypacji i wolności, które nie muszą rodzić się w buncie i walce, ale mogą zacząć się od drobnych wyborów dnia codziennego. Choćby od stworzenia kobiecego chóru czy stawienia czoła tyranowi, który maltretuje swoją rodzinę.

Regulamin akcji dostępny jest tutaj.


Zobacz także

Zaufanie? Nie znam tego słowa. Jak skutecznie pozbyć się wiary w drugiego człowieka

Jaki jest twój stan emocjonalny? Powiedz, co widzisz na obrazku jako pierwsze i dowiedz się, co ci w duszy gra

27 niezwykłych filmów kina niezależnego w 48 godzin, nie wychodząc z domu. Nie przegapcie, to już w ten weekend!

дженерик левитра инструкция

У нашей организации полезный интернет-сайт с информацией про ринопластика кончика носа.
injectable steroids oklahoma city