Lifestyle

Czy jesteśmy otwarci na siebie? To trochę tak, jakby ktoś nam otworzył drzwi, a my nie umielibyśmy przez nie przejść

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
27 marca 2017
Fot. iStock/max-kegfire
 

Jak często odpowiadacie sobie na pytanie: „czego chcę?”, „kim jestem?”. Tak szczerze – ile razy w ciągu miesiąca, czy nawet roku pytacie siebie, czego pragniecie, potrzebujecie, co dla was jest ważne.

Jesteśmy zewsząd bombardowani coachującymi specjalistami: „Postaw na siebie”, „Uwierz w siebie”, „Musisz wiedzieć, czego chcesz”. Chłoniemy te wszystkie hasła jak gąbki. Ale co z tego? Co w nas samych z tych haseł zostaje, co przenosimy na nasze własne podwórko?

Doskonale zdajemy sobie sprawę, że musimy być otwarci na własne potrzeby, że nie jest to przejaw egoizmu, ale zdrowego życia i szczerych relacji z innymi ludźmi. Skoro tak, to dlaczego w nas tak dużo frustracji, złośliwości i zazdrości? Skąd niezadowolenie i takie popularne w naszym społeczeństwie narzekanie?

wraz Neurohm Polska przeprowadziła badania dotyczące otwartości Polaków. Pytano o otwartość na to, co nowe, na najbliższych, na społeczeństwo, na designe, a także o otwartość na siebie.

Idea badania polegała na sprawdzeniu czasu reakcji respondentów. Nie od dziś wiadomo, że odpowiadamy na pytania tak, by w oczach swoich i innych wypaść jak najlepiej. I faktycznie na pytanie, czy jesteśmy otwarci na siebie, czy znamy i szanujemy nasze własne potrzeby i pragnienia ponad 80% badanych odpowiedziała, że tak. Że wiedzą, jak ważna jest realizacja marzeń, rozwijanie swoich pasji. Można by powiedzieć: świetnie, więc nie ma czym się martwić, jesteśmy coraz bardziej świadomi siebie. Jednak badanie czasu reakcji przy odpowiedzi na pytania dotyczącej tej sfery naszego życia,  wykazało, że chociaż wiemy, że powinniśmy być otwarci na siebie, to nie mamy przekonania, czy tak faktycznie jest.

Zdajemy sobie sprawę, jak ważne jest dla nas, by poświęcać czas sobie, by żyć w zgodzie z samym sobą, by dbać o swoje potrzeby. To wiemy, natomiast nie jesteśmy, czy faktycznie o to dbamy. To trochę tak, jakby ktoś posadził nas w ciasnym pokoju, pewnego dnia otworzył nam drzwi na oścież, a my byśmy nie chcieli, a może nie wiedzieli jak z tego pokoju wyjść, jak przejść przez te otwarte drzwi.

Mamy wiedzę, która pozwala spojrzeć na to, co nowe, doświadczyć tego wszystkiego, a jednak nadal siedzimy na krześle w ciasnym pokoju. I chociaż wiemy, że aby się rozwijać, aby zmienić swoje życie na lepsze musimy wstać i wyjść, to czujemy się trochę tak, jakbyśmy nie umieli chodzić. To właśnie wynik braku odpowiedzi na podstawowe pytania: „kim jestem” i „czego chcę”. Ten brak odpowiedzi nas blokuje. Nie mamy czasu pomyśleć o sobie, bo wszyscy inni są ważniejsi. Doskonale znamy marzenia naszych dzieci. Pragnienia męża. Potrzeby rodziców czy teściów. A gdzie w tym wszystkim jesteśmy my sami. Gdzie deklarowana przez nas otwartość na siebie? Jak przekłada się to na nasze rzeczywiste życie? Warto z wyników badania wyciągnąć własne wnioski.

W przeprowadzonym przez i Neurohm badaniu pytano także o otwartość na najbliższych. Tu, nie ulega wątpliwości, że nadal najwyższą dla nas wartością jest rodzina. Ponad 80% badanych z wysoką pewnością swojej odpowiedzi zaznaczyła, że że dbamy o relacje rodzinne, że staramy się spędzać czas z bliskimi. I tak, jak swoich deklaracji dotyczących rodziny jesteśmy pewni, tak problem pojawia się przy pytaniu o nasze związki. Bo okazuje się, że nie  mamy pewności dotyczącej szczerej rozmowy w małżeństwie. Nadal nie potrafimy rozmawiać o uczuciach, nie umiemy komunikować swoich potrzeb, oczekiwań. Szczera rozmowa to podstawa każdego związku, nie bez kozery mówi się, że komunikacja ważna jak miłość. A to z nią właśnie mamy największy problem. Podobnie jeśli chodzi o budowanie głębszej relacji, rozwijanie swojego związku, zacieśnianie naszej wspólnej relacji. Jak często słyszymy: „Bo on myśli, że jak przyklepane papierkiem w urzędzie, to już się starać nie musi” albo „Dla niej ważniejsza jest czysta podłoga i serial w telewizji, niż ja”.

Mamy wizję tego, jak chcielibyśmy, by wyglądała nasza otwartość na najbliższych, natomiast, by osiągnąć ten ideał, potrzeba naszej pracy i chęci do zmiany swoich nawyków, do otwarcia drzwi na to, co sprawi, że nasze związku będą lepsze, a my w nich szczęśliwsi.

 

Takie badania, jak to opisywane, obnażają te obszary, nad którymi powinniśmy pracować, ale też pokazują wiele pozytywów. Pokazują, że Polacy chcą być otwarci (i często są) na to co nowe, co jeszcze nieznane. Deklarujemy otwartość na innych ludzi, na ich odmienność, chcemy zmieniać przestrzeń wokół siebie. A to już bardzo dużo.

Porta Drzwi zaangażowała się w badanie otwartości Polaków tworząc projekt #otwórzsięna i tym samym kładąc nacisk na otwartość wobec swoich klientów, chęć poznania ich pasji, a także indywidualnych potrzeby. Chcesz wiedzieć więcej, zajrzyj na


Lifestyle

4 mity o małżeństwie, które mają się całkiem dobrze, bo nadal w nie wierzymy

Anika Zadylak
Anika Zadylak
27 marca 2017
Fot. iStock / RichLegg
 

„I żyli długo i szczęśliwie” –  nierealistyczne obrazki, które znamy z bajek, ciągną się za nami od wczesnego dzieciństwa. Przekazywane z pokolenia na pokolenie fałszywe przekonania o tym, jak powinno wyglądać szczęśliwe małżeństwo, powoli nas osaczają… Podsycane obrazkami z filmów o prawdziwej miłości. A może warto zastanowić się i przemyśleć, a potem wyeliminować choć kilka największych, wciąż krążących legend o idealnym związku?

Mit nr 1: Nad małżeństwem trzeba nieustannie pracować

Mówią, że przeciwieństwa się przyciągają, a wszystkie niedogodności można doszlifować, dotrzeć i ewentualnie zmienić. Prawda jest taka, że najwięcej szans na przetrwanie mają te małżeństwa, które łączą podobne preferencje i potrzeby (nie tylko seksualne), potrafią razem ustalić wszelkie praktyczne kwestie i wyznają podobne poglądy czy system wartości. Jeśli od początku wymagamy od siebie nieustającej pracy, oznacza to, że dokonaliśmy złego wyboru partnera. A na siłę jeszcze nikt nie zbudował niczego trwałego.

Mit nr 2: Tylko miłość romantyczna jest gwarancją na szczęśliwe życie we dwójkę

Życie, to oprócz uniesień i kolacji przy świecach, również płacenie rachunków, praca, zakupy, odpowiedzialność za drugiego człowieka, obowiązki i zwyczajne dni. Wyobrażenia rodem z powieści miłosnych niewiele mają wspólnego z realnym światem. Owszem, miłość od pierwszego wejrzenia i zauroczenia, wzloty i kwiaty bez okazji są jak najbardziej wskazane i możliwe. Tylko pamiętajmy, że na zauroczeniu nie można budować przyszłości! Bo gdy opadną emocje, a otworzą nam się oczy dotąd ślepe na wady partnera, możemy się przykro rozczarować. Bo okaże się, że dzieli nas właśnie to, co pojawia się zaraz po pierwszych romantycznych randkach, czyli proza życia.

Mit nr 3: Małżonkowie powinni być najlepszymi przyjaciółmi

Halo, chwileczkę? Skoro tak, to dlaczego twój najlepszy przyjaciel, czy wieloletnia przyjaciółka, jest dziś w związku z kimś zupełnie innym? Wydaje nam się, że przyjaźń to doskonała podstawa do idealnego i wspaniałego małżeństwa. Uwaga! Takie myślenie to pułapka. Przyjaciel to człowiek, z którym spotykamy się od czasu do czasu. Natomiast z drugą połówką spędzamy czas codziennie i to przez wiele lat. Taka zażyłość wymaga od nas pewnego dystansu, bo tak jak bliskiej koleżance możemy powiedzieć absolutnie wszystko, to nie próbujmy tego samego z żoną czy mężem. Są sprawy, które lepiej albo zachować dla siebie albo powiedzieć o nich komuś innemu. I nie oznacza to, że nie wierzymy własnemu partnerowi, czy chcemy coś przed nim ukryć. Ale opowiadanie mu o swoich słabościach, snach erotycznych z innymi partnerami czy zaszczuwanie ciągłym zwierzaniem się ze swoich niepowodzeń, nie tylko nie umocni waszych relacji  a będzie pierwszym krokiem… do rozwodu.

Mit nr 4: Pojawienie się dziecka, naprawi każde nieudane małżeństwo

Najgorsze, co można zrobić, żeby ratować statek, który i tak utonie. Nie ma metody gorszej niż zatrzymywanie partnera „na dziecko”, ponieważ najbardziej w takiej sytuacji narażamy właśnie je. Dzieci, mają cudowny wpływ – to prawda, ale tylko, na udane małżeństwa. Nie można ich, używać jako karty przetargowej do scalania rozpadającego się związku! Opieka nad dzieckiem faktycznie może na chwile odciągnąć nas od małżeńskich konfliktów, ale na dłuższą metę dodatkowo zaogni sprawę.

Zanim więc dopadną nas gorzkie rozczarowania ,a wielkie nadzieje prysną jak bańka mydlana, zastanówmy się, które z bajek dotyczących wspólnego i udanego życia, trzeba skreślić na starcie.


* Na podstawie książki ” Jak przeżyć w związku, unikając pułapek” Arnold A. Lazarus.

 


Lifestyle

Siła pozytywnego myślenia istnieje od zawsze. 6 ponadczasowych myśli, które motywują, by wziąć stery w swoje ręce

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
27 marca 2017
Fot. iStock / elementals

Jeżeli myślicie, że „power of positivity” to wymysł znudzonego życiem, współczesnego człowieka, to… jesteście w błędzie. Jak wielka jest moc pozytywnego myślenia i budowania swojego poczucia wartości wiedzieli już Van Gogh, Goethe czy Curie-Skłodowska.

Zaskoczeni? Poznajcie 6 ponadczasowych myśli, które motywują do tego, by wziąć stery w swoje ręce.

Jeśli twój wewnętrzny głos mówi ci, że nie umiesz malować, chwyć czym prędzej pędzel w dłoń i maluj – w ten sposób uciszysz ten głos.

Vincent Van Gogh

Ludzie, którzy mają cel, odnoszą sukcesy ponieważ wiedzą dokąd zmierzają… To jest aż tak proste.

Earl Nightingale

„Umysł jest wszystkim. Stajesz się tym, co myślisz.”

Buddha

Fot. iStock

Fot. iStock

„Cokolwiek zamierzasz zrobić, o czymkolwiek marzysz, zacznij działać. Śmiałość zawiera w sobie geniusz, siłę i magię.”

Johann Wolfgang von Goethe

„Cokolwiek umysł ludzki jest w stanie wymyślić i w co uwierzyć, może też osiągnąć.”

Napoleon Hill

„Trzeba wierzyć, że człowiek jest do czegoś zdolny i osiągnąć to za wszelką cenę”.

Maria Skłodowska-Curie


Zobacz także

Nie znosisz poniedziałków? 15 sygnałów, które mówią: czas na zmianę

6 trucizn duszy. Większość nas unieszczęśliwiają te same rzeczy

5 rzeczy, których nigdy nie powinnaś robić po posiłku