Lifestyle

Jesteś introwertykiem? 6 rzeczy, z których powinnaś być dumna

Redakcja
Redakcja
6 lipca 2017
Fot. iStock / lolostock
 

Introwertyk postrzegany jest, jako osoba zamknięta w sobie, bardzo nieśmiała, z trudnością odnajdująca się w społeczeństwie. Taki stereotyp jest krzywdzący dla kogoś, kto może nie narzuca otoczeniu swojej osoby, ale również ma wiele do zaoferowania. Introwertyk swojej energii nie kieruje w stronę świata, ale raczej angażuje ją w sobie.

Z boku wygląda na osobę zamkniętą w sobie i niełatwą do zrozumienia, jednak dusza introwertyka zasługuje na bliższe poznanie.

6 rzeczy, z których introwertycy powinni być dumni

1. Mają twórcze umysły

Osoby, które cechuje zamiłowanie do samotnego przebywania oraz do regularności trybu życia, mają otwarte głowy na własne pomysły i dobrze korzystają z tego potencjału. Wyobraźnia pobudza kreatywność i pozwala na stworzenie bardziej kolorowego świata i ciekawszych pomysłów. Ekstrawertycy, czyli ich przeciwieństwa, mają tendencję do rozmieniania się na drobne, bo oddają swoją energię na zewnątrz.

2. Introwertycy mają zdolność szerokiego myślenia

Introwertycy są podatni na rozwój innowacyjnych pomysłów, nie mają potrzeby chodzić utartymi przez innych ścieżkami. Nie lubią  powielać cudzych pomysłów, chętnie zagłębiają wiedzę i dzięki temu poszerzają swoje horyzonty.

3. Potrafią zrozumieć innych

Wbrew pozorom, wycofana osoba może być świetnym terapeutą. Okazuje się, że umiejętność zrozumienia uczuć innych czyni z introwertyków osoby pełne empatii i współczucia. Ta podwyższona wrażliwość pozwala łatwiej zrozumieć drugiego człowieka w sytuacji jeden na jeden. Introwertycy, starając się wczuć w sytuację innych, potrafi czytać między wierszami oraz interpretować to, co na pierwszy rzut oka wydaje się bardzo oczywiste. Introwertycy nie przepadają za działaniem w grupach, za to podczas indywidualnych spotkań mogą pokazać spektrum swoich możliwości.

4. Są świetnymi obserwatorami

Są świetnymi obserwatorami tego, co nie zostało powiedziane w rozmowie, ale pokazane poprzez postawę. Zauważają więcej, bo więcej słuchają, niż mówią. Poza tym sami radzą sobie w trudnych sytuacjach, będąc w dzieciństwie narażonymi na przytyki oraz niezrozumienie ze strony rówieśników, przez co opracowali sobie strategię radzenia sobie ze stresem w życiu.

5. Introwertycy lubią samotność, ale są dobrymi partnerami

Introwertycy nie mają wielkiej potrzeby stymulacji społecznej i doskonale czują się poza grupą, funkcjonując samodzielnie. Nie oznacza to jednak, że nie wchodzą oni w stałe związki. Samotność dla nich jest ważna, bo pozwala im się czuć dobrze na własnych zasadach, ale w momencie, gdy angażują się w związek, starają się robić wszystko, aby to połączenie było głębokie i trwałe.

6. Małymi krokami pokonują daleki dystans

Nie wolno wątpić w to, że introwertyk ma wielkie szanse na osiągnięcie sukcesu w życiu. Spokojny i skryty charakter nie powinien być lekceważony. Mahatma Gandhi powiedział „w łagodny sposób można wstrząsnąć światem” i tacy ludzie potrafią to robić doskonale.

źródło: 


Lifestyle

Moja żona wybrała świat wirtualnej miłości, zamiast realnego życia. A co może być lepszego od kochającej rodziny i kochającego męża

Magdalena Lis
Magdalena Lis
6 lipca 2017
Fot. iStock/Viktorcvetkovic
 

Portale społecznościowe zrujnowały nasze rodzinne życie. Iza miała w telefonie wszystkie aplikacje – uparcie powtarzała mi, że to zwykłe komunikatory a ona tylko rozmawia ze znajomymi. Wierzyłem jej i to był mój błąd, bo ona się zakochała.

Jacek ma trzydzieści dziewięć lat, po ślubie jest od ośmiu, ma dwie córki – cztero- sześciolatkę. Dwa lata temu jego żona założyła sobie konta na portalach społecznościowych, w końcu niemal każdy je posiada, a jak nie jesteś na Facebooku, to ciebie nie ma – tłumaczyła mężowi. Nie widział w tym ci złego do czasu, gdy coraz częściej zamiast z nim żona spędzała wieczory przed komputerem.

– Okazało się, że przez jeden z popularnych komunikatorów regularnie rozmawiała z obcym mężczyzną. Skąd o tym wiem? Bo któregoś dnia zapomniała się wylogować i przypadkiem trafiłem na ich rozmowę. Nie jestem zwolennikiem zaglądania w czyjąś korespondencję, ale wtedy przeczytałem. Wściekłem się, bo to było flirtowanie z obcym facetem. Powiedziałem żonie, żeby tę relację zakończyła. Była zdziwiona moją reakcją, bo przecież nic złego się nie działo.

A jednak się stało. Miesiąc później Jacek natknął się na kolejną ich rozmowę. To już nie był zwykły flirt, okazało się, że jego żona i facet z drugiej strony monitora mają romans. Ona mówiła, że jedzie do koleżanki, a w rezultacie spotykała się z kochankiem u niego w domu. Wszystko było napisane czarno na białym Wymieniali się zdjęciami. Jacek zobaczyłzdjęcie żony w wannie pełnej róż. Był w szoku, tym bardziej, że ta kąpiel to była imieninowa niespodzianka, którą sam dla niej przygotował.

– Pisał, że jej zapach go onieśmiela, że nigdy nie czuł do nikogo tego, co teraz do niej czuje. Zapytałem Izy wprost, czy mnie zdradza. „Daj spokój, tylko się całowaliśmy” – powiedziała, ale widząc moją reakcję, zapewniała, że to był błąd, że żałuje i prosi o wybaczenie. Tłumaczyła, że że dostała małpiego rozumu i sama nie wie, dlaczego chciała spróbować czegoś nowego.

Jacek był zdruzgotany. Jak to jego żona, jego Iza, którą kochał nad życie mogła mu zrobić coś takiego. To była długa rozmowa, oboje płakali, zapewniali siebie nawzajem, że są dla siebie najważniejsi. Iza przepraszała zapewniając, że wie, ile mogłaby stracić, że nigdy nie powtózy tego błędu. Rzeczywistość okazała się jednak zupełnie inna. Ona nie potrafiła definitywnie zakończyć tej znajomości, a mężczyzna, z którym miała romans zapewniał, że będzie na nią czekał.

–  Co ona w nim widziała? Co mogło być powodem? Rutyna? Że za dużo siedzę w pracy? Szukałem winy w sobie. Wiedziałem, że muszę zawalczyć o nasz związek, przezcież rodzina zawsze była dla mnie najważniejsza. Przyjaciel ostrzegał, że jak ona raz spróbowała, to może do tego romansu wrócić.

Tymczasem wrócili do życiowego schematu, Praca, dom, opieka nad dzieciakami. Więcej czasu starali się jednak spędzać razem. Chodzili na spacery do zoo, jeździli do lasu na rowery. Więcej rozmawiali ze sobą. Iza dała Jackowi dostęp do swoich kont prywatnych, żeby mu udowodnić, że nic nie ukrywa. Tyle tylko, że pisanie na portalach zamieniła na SMS-y wysyłane z telefonu.

– Coś mnie tknęło i wziąłem bilingi. Byłem wściekły. Iza zaczęła się pokrętnie tłumaczyć, a przecież jeśli miałem jej ufać, to nie mogę jej bez końca pilnować!

To już był poważny kryzys. Iza wyraźnie oddaliła się od Jacka. Przestała wierzyć we wspólną przyszłość, zaczęła wspominać o rozwodzie. Jedynym co ją trzymało przy mężu były dzieci. Iza bała się ich reakcji na wieść, że rodzice się rozstają.

– Spłacaliśmy kredyt za dom, więc jej kalkulacja była przeprowadzona zupełnie na chłodno. Z osoby winnej stała się tą atakującą. Przestała chodzić smutna i wystraszona, tylko całą winę tej sytuacji upatrywała w braku mojego wsparcia w jakiś rzeczach, które zaniedbałem czy zrobiłem lata temu.

Chcąc ratować małżeństwo namówił żonę na wspólną terapię. Za radą specjalisty uzgodnili, że dadzą sobie szansę, by wiązek poskładać na nowo.

– Moja żona stworzyła sobie fikcyjny świat, lepszy od realnego, który zaczął ją fascynować. Wierzyła w chorą wizję związku i miłości, ciągle nawiązywała do wyczytanych gdzieś cytatów. Żyła kolorowymi zdjęciami ludzi z sieci, których nawet nie znała. Zamiast spędzać czas ze mną, szukała ideału w internecie. To było chore, a ona tego zupełnie nie widziała.

Uzależniła się. Nawet na wakacjach spędzała czas z laptopem na nogach z wypiekami na twarzy sprawdzając kolejne wiadomości. Na nic zdały się spokojne tłumaczenia na zmianę z awanturami. Ona była tak zaślepiona, że nie widziała, jak sama niszczy swoje małżeństwo. Kiedy Jacek ponownie sprawdzając jej wiadomości, przeczytał, że szuka ona męskiego silnego ramienia, bo takiego nie ma, załamał się. Ona chciała czuć się bardziej pożądana, kobieca, chciała skupiać męską uwagę. Jej zdaniem tego w swoim związku zupełnie nie miała.

– Obudziłem ją w środku nocy w trakcie wakacji mówiąc, że rano wracamy i, że swojej walizki nie musi rozpakowywać, bo nie ma dokąd wracać, że nie ma już rodziny ani domu. Milczała. Miarka się przebrała. Mimo iż była matką moich dzieci wytzuciłem ją z domu. Nie potrafiłem znieść tego upokorzenia… Kilka pierwszych nocy spędziła u kuzynki. Później znalazła sobie mieszkanie na wynajem. Widziałem, jak pakuje najpotrzebniejsze rzeczy i płonąłem z wściekłości i żalu.

Okazało się, że Iza przez cały ten czas miała internetowy romans. Tyle tylko, że jej kochanek zapewniający pisemnie o swojej miłości i oddaniu ulotnił się w momencie, kiedy w Izy życiu pojawiały się problemy.

– Niby na początku ją odwiedzał. Ale to ona angażowała się emocjonalnie, a on zwyczajnie się bawił. Pewnie wirtualny romans dostarczał mu satysfakcji, nowych doznań, naładowanych pozytywną energią emocji. Nie chciał z niego rezygnować, bo to było fajne, ale nie miał w tym konkretnego celu. Moja żona tymczasem cały czas wierzyła, że jej życie z sieci stanie się tym realnym. Wybrała fikcję zamiast realnego życia przy boku realnego męża i realnych dzieci. Żyła ułudą idealnego życia i miłości rodem z bajek. A to przecież nieprawda rzeczywistość jest zupełnie inna, tyle, że ona właśnie od tej rzeczywistości chciała uciec, chciała wierzyć, że jest coś innego, coś lepszego. A czy może być coś lepszego od kochającej rodziny, męża? Dla niej widocznie tak. Tyle tylko, że jej świat okazał się iluzją. Iluzją, w którą ona nadal wierzy i szuka szczęścia w internecie. Ile jest takich kobiet?

 


Lifestyle

Pomyśl sobie: „co takiego daje mi narzekanie”. A może przyłączysz się dzisiaj do naszego Dnia Bez Narzekania?

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
6 lipca 2017
Fot. iStock

Jestem z przyjaciółmi pod namiotem, nad morzem. Tradycyjnie jeździmy na rozpoczęcie wakacji, ale w tym roku jest trochę inaczej. Mniej turystów, mniej ludzi. W piekarni, gdzie zawsze czeka się na pieczywo, wchodzimy bez kolejki, a bułki leżą w koszach. – Pogoda nie nastraja do urlopowania – mówi pani z piekarni. – Wczoraj trzy rodziny wyjeżdżały, bo od tygodnia czekali na pogodę i nic z tego. A przecież wakacje, to nie tylko plaża i opalanie się. Eh… my to tylko narzekać potrafimy – skwitowała.

Smutna konkluzja, przyznaję, ale też do bólu prawdziwa. Bo my narzekać potrafimy na wszystko, nawet na rzeczy, na które nikt inny narzekać by nie potrafił. Więc uwaga, ogłaszam dzisiaj Dzień Bez Narzekania. Wiecie, o ile życie może być przyjemniejsze, kiedy odpuścimy wszystkie swoje „ale”.

Zobaczcie na ile rzeczy narzekamy, na które kompletnie nie mamy wpływu, a nasze narzekanie niczego tu nie zmieni.

Narzekamy na pogodę, a przecież zupełnie nie od nas zależy, czy będzie świecić słońce, czy padać deszcze, a gdyby tak przyjąć, że jest jak jest i korzystać z tego, co mamy?

Narzekamy na sąsiadów – którzy hałasują, albo na dzień dobry nam nie odpowiadają. Ale przecież to ich problem nie nasz, czemu mamy czuć się źle z tym, że ktoś jest taki jak jest? Że pani w sklepie z nosem na kwintę nas obsługuje, że woźny w szkole naszych dzieci burczy i nigdy się nie uśmiecha. Przecież to im, nie nam żyje się z tym raz lepiej raz gorzej, a czasami za tymi nastrojami kryje się jakaś historia, której nie znamy, a oceniamy, bo ktoś się nie uśmiecha.

Narzekamy na pracę – tu jesteśmy mistrzami i to niezmiennie mnie dziwi. I już nie będę pisać, że pracę można zmienić, bo zaraz znajdą się ci, co narzekać będą, że pracy nie ma. Ale można by pomyśleć, co dobrego daje nam praca? Zamiast zwlekać się z łóżka z niechęcią myśląc, że trzeba do pracy, odwrócić swoje myślenie i dojść do wniosku: „idę, bo dzięki temu zarobię na wakacje”. Nie brzmi inaczej i motywacja się nie zmienia?

A skoro o wakacjach mowa, to narzekamy też na brak pieniędzy, a przecież na wszystko można spojrzeć z inne perspektywy. Zamiast myśleć: „na nic mi nie starcza”, pomyśleć: „cieszę się, że starcza mi na tyle”.

Zastanawia mnie fenomen narzekania. Skąd się w nas bierze potrzeba umniejszania własnego szczęścia i dobrego życia. Jakby ktoś nam wyrył tuż przed narodzeniem: „nie masz prawa się cieszyć, zawsze musisz na coś narzekać”. Spotykam córki znajomych, pytam, co słychać i słyszę: „Aaaa nic ciekawego”, nie odpuszczam i drążę dalej: „A jak w szkole”, „Beznadziejnie, trzeba się uczyć”. Ręce mi opadły. Dziewczyny, które mają trochę więcej niż 10 lat, są mądre, świetnie się uczą, jeżdżą z rodzicami na wakacje nie mają nic ciekawego do powiedzenia? Pomyślałam, jak będzie wyglądać ich życie z takim nastawieniem?

Zdecydowanie wolę tych, którzy mówią: „Jest świetnie”, bo wtedy uśmiecham się na samą myśl, że ktoś lubi swoje życie, że czerpie z niego radość i zauważa rzeczy, które zwyczajnie na co dzień go cieszą.

Moja przyjaciółka coach powiedziałaby: „spytaj, co im daje narzekanie, jakie korzyści czerpią z tego, że narzekają”. Więc może warto siebie spytać – dlaczego tak lubię narzekać? Może dlatego, że lubimy, gdy inni nas żałują, gdy mówią: „Stary, przerąbane, miałeś na urlopie odpocząć, a tymczasem lało i lało”. Nie jest tak, że łatwiej o empatię drugiego człowieka, gdy jest nam źle?

A może żyjemy przekonaniem, że jak powiemy, że jest dobrze, to coś się wywróci, nie uda, to jak zapeszanie pozytywnej rzeczywistości.

Ja nie lubię narzekać, choć jasne, że mi się zdarza. Ale gdy już słyszę, jak mendzę, że jestem zmęczona, że nie daje rady, że wszystko jest do dupy, wrzucam sobie na luz. Idę szybciej spać, wyłączam telefon, odmawiam, kiedy czuję, że ktoś nadużywa mojej pomocy. I dzień, może dwa później znowu uśmiecham się do swojego życia. Co prawda mało kto mnie pyta, co słychać. Ale jakie to ma znaczenie, skoro mi jest dobrze.

Spróbujcie nie narzekać. Przez jeden dzień myśleć o tym, co pozytywne, zamiast skupiać się na negatywach. Zobaczycie, że życie nabierze innych kolorów. Polecam!


Zobacz także

6 najbardziej emocjonalnych znaków zodiaku

Jest zbyt dobrze, by to mogło być prawdziwe. 7 znaków, że jesteś autodestrukcyjna

Miłość bezwarunkowa? Co za bzdura! Kochamy przecież zawsze za coś…

pharmacy24.com.ua/levitra-vardenafil/levitra-40-mg/